Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, to nie tylko frustracja, to głęboka emocjonalna i fizyczna przeciążenie wynikające z życia w ciągłym napięciu, braku poczucia bezpieczeństwa i nierównowagi w relacji. Pani codzienność to nieustanna walka o przetrwanie, w której nie ma przestrzeni na odpoczynek, własne potrzeby ani poczucie wpływu. To naturalne, że w takim stanie pojawia się złość, niechęć, rozczarowanie i pytania o sens dalszego trwania w tym układzie.
To, co może być pomocne na tym etapie, to zatrzymanie się i przyjrzenie się swoim granicom, gdzie kończy się Pani odpowiedzialność, a zaczyna odpowiedzialność męża. Pani nie musi być jego terapeutką, motywatorką ani osobą, która „ogarnia wszystko”. Ma Pani prawo do zmęczenia, do złości, do tego, by nie rozumieć i nie chcieć rozwiązywać każdego jego kryzysu. To nie egoizm, to ochrona siebie.
W relacji, szczególnie w trudnych czasach, potrzebna jest współpraca, nie tylko podział obowiązków. Jeśli Pani czuje, że różnice między Wami są źródłem napięcia, warto je nazwać, nie jako zarzut, ale jako fakt, który wpływa na Wasze funkcjonowanie. Może to być początek rozmowy o tym, co każde z Was potrzebuje, co jest dla Was trudne, i jak możecie się wspierać, nie tracąc siebie.
Nie chodzi o udawanie ani o slogan „jakoś to będzie”. Chodzi o odzyskanie wpływu choćby przez małe decyzje, które będą zgodne z Pani wartościami. Może to być rozmowa z psychologiem, może próba zmiany proporcji obowiązków, może wyznaczenie granic w tym, co Pani bierze na siebie. Akceptacja wad drugiej osoby nie oznacza zgody na wszystko, to raczej decyzja, czy w tym układzie, z tymi różnicami, można budować coś wspólnego, czy potrzebna jest zmiana.
Pani siła jest ogromna, widać ją w tym, że mimo wszystko działa Pani, szuka rozwiązań, prosi o pomoc. To nie słabość, to odwaga. Proszę nie zostawać z tym sama. Rozmowa z psychologiem może pomóc uporządkować emocje, odzyskać jasność i znaleźć drogę, która będzie bardziej wspierająca dla Pani. Rozumiem, że w obecnej sytuacji finansowej to może być problem, ale zachęcam, chociaż do skorzystania z pomocy na NFZ.
Pozdrawiam serdecznie
Martyna Jarosz
psycholog