Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z frustracją i stresem w trudnej sytuacji finansowej? Różnice w podejściu do życia w związku

Poszukuję wsparcia, innej perspektywy, sama nie wiem czego. Od długiego czasu jesteśmy w ciężkiej sytuacji finansowej, mamy małe dziecko i ustalony podział obowiązków - ja zajmuje się domem, mąż zajmuje się pracą. Wykonuje małe zlecenia w jego czasie wolnym, co w aktualnej sytuacji często pozwala nam „dożyć”, gdyż dopiero od niedawna dostał pracę dorywczą. Czuję, że jestem w ciągłym stresie, trybie przetrwania i zamartwiania się o kolejne rachunki, pożyczki i ich spłaty. Frustracji dodaje tez fakt, że muszę sobie tak wiele odmawiać, bez wyjścia typu „zrobię nadgodziny i sobie pozwolę”. Pojawia się u mnie niechęć do zbliżeń, irytacja do jego prawie każdej bzdurnej czynności, czuję do niego złość za tę całą sytuację, mając wewnętrzne przekonanie, że tak po prostu nie może/powinno być (może to o zmianę przekonania chodzi?). Jesteśmy zupełnie różni jeśli chodzi o podejście do życia - punktualność, dokładność, chęci do działania - to miejsca, w których my stoimy po przeciwnych stronach. I w tym dole nasze przeciwieństwa jeszcze bardziej mi przeszkadzają, stąd zaczęłam się zastanawiać nad tym czy nie powinnam zachować się jakoś inaczej? Tylko jak? Udawać i przekonywać samą siebie, klasycznym sloganem „jakoś to będzie/będzie dobrze?” Diabelsko ciężko jest mi to sobie wyobrazić, a co dopiero tak zrobić. Czy to kwestia wybaczenia? Akceptacji wad drugiej strony? No nie wiem… dlatego tu jestem. W najgorszym czasie swojego życia, gdy nie mogłam znaleźć pracy poszłam na budowę, a tu usłyszałam, że on już ma dość wykonywania swojego zawodu, gdy dostał propozycję odstąpienia miejsca w pracy od swojego znajomego, i tak mnie to odrzuciło… Mam duże zrozumienie, wiem, że może działać podświadomie, ale kurczę, to nie moja działka, aby rozwiązywać jego każdy problem i doszukiwać się co za czym stoi. Jak widać powyżej, jestem strasznie sfrustrowana i proszę o pomoc. Pozdrawiam.
User Forum

Anonim

11 miesięcy temu
Marta Siedlecka

Marta Siedlecka

Dziękuję, że Pani napisała. Słyszę ogrom zmęczenia, życia w trybie przetrwania i złości na męża. To naturalna reakcja na długotrwały stres finansowy. Ma Pani prawo do granic, odpoczynku i bliskości bez presji. Zachęcam również do konsultacji z terapeutą. Rozumiem, że w obecnej sytuacji finansowej to może być problem, ale namawiałabym, chociaż do skorzystania z pomocy na NFZ. Sytuacja ekonomiczna to ogromnie ważny czynnik wpływający na jakość życia i zdrowia psychicznego. To, co mogłabym jeszcze zaproponować, to również wspólna konsultacja razem z mężem. Lubię zwracać uwagę swoich pacjentów, że nie ma nic złego w zrozumieniu drugiej osoby i wsparciu (ba, nawet jest to mile widziane), ale widzę w Pani wypowiedzi, że nie ma już na to zwyczajnie siły.

 

Pozdrawiam ciepło,

MS

11 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Olga Żuk

Olga Żuk

Dzień dobry,

Bardzo dziękuję za tak szczere i pełne emocji podzielenie się swoją sytuacją. To, co opisujesz, brzmi jak ogromne obciążenie – finansowe, emocjonalne i relacyjne. W takich momentach trudno znaleźć przestrzeń na oddech, nie mówiąc już o spokoju czy bliskości.

Twoja frustracja ma swoje uzasadnienie – nie wynika z „widzimisię”, ale z realnych trudności, braku równowagi w obciążeniach i być może poczucia osamotnienia w tej walce o przetrwanie.

To naturalne, że w długotrwałym stresie i zmęczeniu zaczynają się uwypuklać różnice charakterów, pojawia się drażliwość, trudność w bliskości czy złość na partnera. To nie znaczy, że coś jest „z Tobą nie tak” – to raczej sygnał, że Twoje potrzeby nie są zaspokajane od bardzo długiego czasu.

Nie chodzi o „udawanie” ani o powtarzanie sobie pustych haseł typu „będzie dobrze”. Chodzi raczej o to, by zacząć od uznania siebie – swoich emocji, frustracji, zmęczenia, tego poczucia niesprawiedliwości. Masz prawo tak się czuć.

To, co może być pomocne:

- Rozmowa z mężem, nie tylko o obowiązkach i finansach, ale o Twoich emocjach – bez oskarżeń, ale z poziomu „czuję, że jestem przeciążona, chciałabym poczuć, że nie jestem z tym sama”.

- Zastanowienie się, co daje Ci siłę, nawet jeśli to drobne rzeczy. Czy jest coś, co możesz zrobić tylko dla siebie – choćby na 10 minut dziennie – żeby poczuć, że istniejesz jako osoba, nie tylko jako „ogarniaczka codzienności”?

- Wsparcie z zewnątrz – rozmowa z psychologiem, udział w grupie wsparcia dla kobiet w podobnej sytuacji, czasem po prostu obecność kogoś, kto spojrzy z innej perspektywy.

Nie musisz teraz „decydować”, co z tym wszystkim zrobić. Czasem pierwszy krok to samo zauważenie: jest mi źle i nie chcę już tak dalej. I to już dużo.


Serdeczności,

Olga Żuk

mniej niż godzinę temu
Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, to nie tylko frustracja, to głęboka emocjonalna i fizyczna przeciążenie wynikające z życia w ciągłym napięciu, braku poczucia bezpieczeństwa i nierównowagi w relacji. Pani codzienność to nieustanna walka o przetrwanie, w której nie ma przestrzeni na odpoczynek, własne potrzeby ani poczucie wpływu. To naturalne, że w takim stanie pojawia się złość, niechęć, rozczarowanie i pytania o sens dalszego trwania w tym układzie.

To, co może być pomocne na tym etapie, to zatrzymanie się i przyjrzenie się swoim granicom, gdzie kończy się Pani odpowiedzialność, a zaczyna odpowiedzialność męża. Pani nie musi być jego terapeutką, motywatorką ani osobą, która „ogarnia wszystko”. Ma Pani prawo do zmęczenia, do złości, do tego, by nie rozumieć i nie chcieć rozwiązywać każdego jego kryzysu. To nie egoizm, to ochrona siebie.

W relacji, szczególnie w trudnych czasach, potrzebna jest współpraca, nie tylko podział obowiązków. Jeśli Pani czuje, że różnice między Wami są źródłem napięcia, warto je nazwać, nie jako zarzut, ale jako fakt, który wpływa na Wasze funkcjonowanie. Może to być początek rozmowy o tym, co każde z Was potrzebuje, co jest dla Was trudne, i jak możecie się wspierać, nie tracąc siebie.

Nie chodzi o udawanie ani o slogan „jakoś to będzie”. Chodzi o odzyskanie wpływu choćby przez małe decyzje, które będą zgodne z Pani wartościami. Może to być rozmowa z psychologiem, może próba zmiany proporcji obowiązków, może wyznaczenie granic w tym, co Pani bierze na siebie. Akceptacja wad drugiej osoby nie oznacza zgody na wszystko, to raczej decyzja, czy w tym układzie, z tymi różnicami, można budować coś wspólnego, czy potrzebna jest zmiana.

Pani siła jest ogromna, widać ją w tym, że mimo wszystko działa Pani, szuka rozwiązań, prosi o pomoc. To nie słabość, to odwaga. Proszę nie zostawać z tym sama. Rozmowa z psychologiem może pomóc uporządkować emocje, odzyskać jasność i znaleźć drogę, która będzie bardziej wspierająca dla Pani. Rozumiem, że w obecnej sytuacji finansowej to może być problem, ale zachęcam, chociaż do skorzystania z pomocy na NFZ.

Pozdrawiam serdecznie
Martyna Jarosz
psycholog

11 miesięcy temu
Justyna Orlik

Justyna Orlik

Dzień dobry,

porusza mnie to, co opisujesz, bo widać z jaką intensywnością doświadczasz tego na co dzień i że próbujesz to sobie jakoś poukładać, a to nie jest słabość. To siła, która szuka kierunku. 

Widzę i słyszę Twoje zmęczenie oraz narastającą frustrację na partnera. W tej sytuacji trudno się do siebie zbliżyć, bo wszystko dookoła krzyczy, że jest tego za dużo i za ciężko. Czy chodzi jednak tylko o Twojego męża? Może to także pytanie do Ciebie: dlaczego dźwigasz tak dużo? Skąd wyrosło w Tobie przekonanie, że trzeba odmawiać sobie przyjemności? Może to pokłosie dawnych przekazów z domu, że powinnaś cieszyć się tym, co masz i nie oczekiwać więcej, a może przyjęłaś na siebie rolę ratownika, bo wcześniej musiałaś być dzielna, zaradna, wytrzymała? Zarówno schematy rodzinne oraz role, którymi się obciążamy, sprawiają, że zaczynamy żyć w klatce. I z niej trudno się wydostać bez niczyjej pomocy. 
 

Zastanawia mnie też to miejsce, w którym piszesz: „to nie moja działka, żeby rozwiązywać każdy jego problem”. Może w tym zdaniu jest już początek zmiany. Może to nie o to chodzi, żeby wszystko naprawić, ale zobaczyć, co naprawdę należy do Ciebie, a co już nie. Gdzie kończy się granica, po której przekroczeniu tracisz samą siebie?

Nie musisz ukrywać swojej frustracji i zmęczenia, a już na pewno nie musisz jej nieść w pojedynkę, a Twoja siła może pomóc Ci w postawieniu siebie na pierwszym miejscu. Bez lęku, bez poczucia winy i być może bez przekonań, które nam nie służą.

Pozdrawiam,
Justyna Orlik,
psychoterapeutka Gestalt

11 miesięcy temu

Zobacz podobne

Dzień dobry, na ogół czuję się szczęśliwym człowiekiem- oczywiście miałam gorsze etapy w życiu, ale mam poczucie, że nauczyłam się z nimi radzić i godzić z bezradnością w pewnych kwestiach.
Dzień dobry, na ogół czuję się szczęśliwym człowiekiem- oczywiście miałam gorsze etapy w życiu, ale mam poczucie, że nauczyłam się z nimi radzić i godzić z bezradnością w pewnych kwestiach. Wydaje mi się, że mam lekką nerwicę natręctw i ona pomaga mi we wspomnianym radzeniu sobie, a każdy stres i nerwy puszczają mi, gdy zabiorę się za plan.. ale nie o tym. Czynnikiem, który diametralnie zmieni mój obraz o życiu, przyszłości i zmienia mnie w osobę kompletnie zakompleksioną, jest moja mama. Ma 73lat, 5 lat temu zmarł mój kochany tata, który miał ogrom wad i bywał despotyczny, ale zawsze dawał mi poczucie bezpieczeństwa, wsparcie i zainteresowanie. Był w domu osobą, jaką jestem teraz ja- bardzo zorganizowaną, pilnującą wszystkiego. Po jego śmierci mama z niczym nie chce sama sobie radzić, nie raz złapaliśmy ją z siostrami na popijaniu, miała udar, a potem zaczęła się runda po szpitalach, gdzie jest pod stałą opieką 9 specjalistów. co wiąże się z ciągłymi wizytami na kontrolach, leki.. mama, mimo to, jest samodzielna i chce mieszkać sama- proponowałam jej pokój przy przeprowadzce, mimo ostrzeżeń, że psychicznie nie dam rady, ale odmówiła. Opowiada po rodzinie, że siostry ją biją. Ma 30%wydolności serca, przez brak diety tragiczny cukier, co grozi dializą nerek. Wszystko jej nawala i nie słucha żadnych zaleceń. Przed moim ślubem przestała jeść i pić, mimo interwencji ignorowała wszystkich. Nie było jej na ślubie a ja ciągle martwiłam się czy to prawda, że jej stan (już w szpitalu) jest stabilny, czy to kłamstwo sióstr, bym mogła wyjść za mąż, a to było już moje drugie podejście, więc temat dość stresujący. Mama wymaga, aby za nią wszystko robić, mimo że jest sprawna. Jej wady się wyostrzyły i jest leniwa. Nie wyjdzie po chleb, ale wychodzi po papierosy, których bardzo dużo pali, wydaje mnóstwo pieniędzy, nie wiemy na co. Jestem w 8 miesiącu ciąży i cała sytuacja mnie przerasta. Kłamie w dzienniku wagi, pomiaru cukru i ciśnienia. Nie słucha zaleceń lekarzy, nie chce się myć, bardzo wybiórczo traktuje ludzi- pani, jaka przychodziła jej pomagać, jest jej ulubienicą i wszystko o niej wie, o jej byłych partnerach i jest jej żal, a co do mnie - nie wie nawet czy pracuje, czy nie, mimo że mówiłam, kiedy idę na zwolnienie. Całe życie mam z siostrami poczucie, że bardziej ją interesowali inni niż dzieci, nigdy nie dbała o więź z nami. Nie mam czasu, sił, pieniędzy, ani ochoty skakać koło niej, skoro jej nie zależy na własnym życiu, a żadne rozmowy ani płacz, ani krzyk nic nie dają. Mama była u psychiatry (całkiem inna osoba, wesoła pogodna staruszka), który mówił, że musi wyjść ze swojej strefy komfortu i mimo braku chęci musi się starać, bo będzie gorzej. Psychologów było trzech i żaden u niej nie stwierdził depresji - taki charakter i wiek. Ja już nie wiem czy to ja powinnam iść na terapię, ona, czy my i siostry? Czuję się maltretowana psychicznie. Doprowadza mnie do szału, a potem mam wyrzuty sumienia, bo to matka.. polecicie może jakiegoś specjalistę w Krakowie, dla którejś z nas albo rady, jak sobie z tym poradzić? Wiele osób z rodziny mówi: zostawicie ją samą sobie, jak alkoholika, bo musi sama chcieć a inni- odpuśćcie jej, opiekujcie się, a ona niech pali. To droga do łóżka albo trumny, a jak wyląduje w pampersie, nie wiem co zrobimy. Nie stać jej ani nas na dom opieki ani stała opiekunkę. Ja szykuję pokój dla dziecka a docelowo chcę mieć dwójkę. Siostry z kredytami i każda pracuje.. jestem załamana bezradnością. Jak tylko z nią rozmawiam albo o niej myślę, szoruję cały dom i zastanawiam się, jak jej mnie nie żal..
Jak radzić sobie z emocjami i konfliktami w rodzinie mieszkając z teściami?
Witam. Od kilku miesięcy mieszkamy z mężem u jego rodziców ( czekamy na nowe mieszkanie). Mamy malutkie dziecko, z czym wiąże się sporo, czasem skrajnych emocji. Czasem (bywa że kilka dni pod rząd) mam ochotę wyrzucić go za okno albo coś równie okropnego - boję się i wstydzę tych uczuć! Nie wiem dlaczego je odczuwam- przecież tak długo na niego czekałam… jest najpiękniejszym i najcudowniejszym bobasem na świecie! Kocham go! Mąż niby mnie wspiera, ale… średnio raz w miesiącu ma zły humor (chyba wyładowuje stres związany z pracą, kredytem), i wtedy wystarczy iskra (krytyka z mojej strony), żebym dowiedziała się że nic nie robię, że tylko on się stara, że ja tylko ciągle jestem zmęczona, a kiedy próbuje z nim rozmawiać, mówi mi że mam się zamknąć. Do tego dochodzą przekleństwa i wyzwiska… Mam wtedy wrażenie że mnie atakuje, i nic do niego nie dociera. Czuję się beznadziejnie i chce mi się płakać … mam wtedy ochotę wyjechać daleko z dzieckiem i mieć święty spokój. Dodam, że w złości często idzie do swoich rodziców wylewać żale. Tesciowa zawsze deklaruje ze „ona się nie wtrąca” w nasze małżeństwo i tylko mówi nam żebyśmy się nie kłócili… naprawdę mi to nie pomaga, a wręcz nawet irytuje. Teść z kolei, czasami, poprzez swoje nieprzemyślane wypowiedzi, denerwuje męża, wzbudzając w nim agresję. Myślę że to jest przyczyna zachowania męża wobec mnie- naciśniecie na wrażliwy punkt automatycznie powoduje chęć odwetu. Obrona przez atak? Tak czy siak, na drugi dzień po naszej kłótni, kiedy się uspokoi, rozmawiam z nim normalnie, i wszystko wraca do normy. Przeprasza. Proszę o radę jak można wyjść z tej sytuacji?
Jak poradzić sobie z bezradnością i złością na wieść o ciężkiej chorobie bliskiego?

Dzień dobry. Piszę z bardzo ciężką dla mnie sprawą. Dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że mój 67-letni dziadek jest ciężko chory i czeka go leczenie paliatywne - ma raka płuc z przerzutami do głowy i na nadnercza. Dziadek przez 52 lata ciężko pracował, nie pozwalał sobie na urlopy i bezrobocie. Mimo emerytury nadal chodził do pracy, bo jak to mówił "nie da się zamknąć w domu'. Tydzień temu oficjalnie miał rozpocząć emeryturę. Jednak nasze życie przewróciło się do góry nogami. Czuję ogromną złość, że dziadkowi nie jest dane cieszyć się wolnym czasem, przejażdżkami autem z babcią, jeżdżenia i odwiedzania rodziny jak to zawsze lubią, pracy w ogrodzie, wyjazdów na ryby... Jestem taka zła! Czuję taką bezradność. Chciałabym, żeby nacieszył się wolnym, rodziną... Dziadek wciąż jest młody i nie mogę sobie poradzić z tą bezradnością :(

Proszę o pomoc i wskazówkę-czy przebieranie się i udawanie kobiety w ciąży jest normalne?
Czy udawanie lub też przebieranie się za kobietę w ciąży jest normalne? Proszę o odpowiedź i pomoc w tej sprawie.
Czy przesadna łagodność rodziców może wpłynąć na brak autorytetu w relacji z dziećmi?
Dzień dobry. Mam pytanie. Słyszałam na ten temat wiele różnych opinii. Nie wiem, co o tym myśleć. Chodzi o to, że niektórzy rodzice pozwalają traktować się swoim dzieciom tak jakby byli ich kolegami. Pozwalają im ,,wchodzić sobie na głowę'' i nie stawiają żadnych granic. Dziecko czuje, że ma przy sobie kolegę, a nie autorytet. Czy przesadna łagodność ze strony rodziców może stać się problemem? A może niesie ze sobą więcej korzyści niż zagrożeń ? Co Państwo o tym myślą? Pozdrawiam.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.