
Związek - uzależnienie swojego dobrostanu od partnerki. Jak sobie pomóc?
Dawid Staszczyk
Dzień dobry,
Pani stosunek do partnerki może wskazywać na pozabezpieczny styl przywiązania. Styl przywiązania kształtuje się w relacji z głównym opiekunem od najwcześniejszych lat życia dziecka. Cechy, które Pani opisuje pozwalają przypuszczać, że nie ukształtowała Pani stylu, który w dorosłym życiu pozwalałby na bezpieczne wchodzenie w relacje z uwzględnieniem autonomii swojej i osoby partnerskiej, stąd tak intensywne skupienie na niej i wynikający z tego lęk oraz przymus ciągłego upewniania się, czy w jej uczuciach w stosunku do Pani, nic się nie zmieniło. Warto porozmawiać z partnerką o tym, skąd wynika u niej rzadkie inicjowanie kontaktów oraz przyjrzeć się temu, co leży u podstaw Pani reakcji. Być może pomocna byłaby konsultacja psychoterapeutyczna. Życzę wszystkiego dobrego i trzymam kciuki!
Dawid Staszczyk

Zobacz podobne
Żona powiedziała, gdy zachorowałem i chwilowo nie zarabiałem, że lepiej, żebym zdechł, bo nie ma już ze mnie pożytku i zawsze wszystko robię źle.
Gdy tylko raz się położę, w dzień, to wyzywa mnie od próżniaków, gdy wypije piwo zimne latem, to jestem alkoholikiem, gdy jestem za długo na zakupach, to wylicza mi czas - u mnie godzina, to u niej 3 godziny.
Często mówi, że rzygać się jej chce, jak na mnie patrzy.
Gdy jadę samochodem to albo za wolno jadę, albo za szybko, gdy coś się zbije, to z buzią na mnie, choć mnie w domu nie było. Jej ojciec ma stwierdzone zaburzenia narcystyczne.
Witam serdecznie, jestem po ucieczce z własnego domu po 25 latach małżeństwa, przeszłam przez wszystko, co możliwe żyłam z toksykiem, narcyzem i psychopata. Starsze dziecko nie dało rady, odebrało sobie życie. Chodzę na terapię oraz leczę stres pourazowy, niedługo minie dwa lata. Walczył, pisał ładnie, nie uległam, nie wróciłam, zostawiłam mu wszystko. Jeszcze miesiąc temu wyznawał mi miłość, odważyłam się go w końcu zablokować, aż tu nagle dowiedziałam się, że on już mieszka z panią młodszą o 25 lat i ona jest w ciąży. Załamałam się, bo on szczęśliwy, pani jego pokroju, ale to nieważne. Chodzi o to, że nie mogę się podnieść, zniszczył jedno dziecko, a zrobił sobie drugie. Szczęśliwy sprząta, gotuje, a mnie bił i wyzywał. Wiem, odeszłam, nie powinnam wracać do tego, a pomimo to bardzo boli czy żeby po 25 latach się zmienił nie wierzę, ale jedno wiem na pewno, odnalazł swoją drugą połówkę, bo i do picia i do wszystkiego.
Zero odpowiedzialności, zrobił ze mnie śmiecia, nie radzę sobie zamiast być lepiej, jest gorzej.

