30 zł zniżki na pierwszą wizytę z kodem WIOSNA26

w ramach akcji #WychodziNamToNaDobre!

Wybierz specjalistę
Left ArrowWstecz

Samotność, depresja i trudności zdrowotne - jak sobie z tym radzić?

Treść wrażliwa
Jestem "mężczyzną", mam 31 lat i mikropenisa, depresję i kilka innych przewlekłych chorób. Nigdy nie miałem kobiety. Nigdy nie uprawiałem seksu. Całowałem się z dziewczyną jak miałem 14 lat. Mikropenis i inne problemy zdrowotne zniszczyły mi życie. Jestem uwięziony w ciele śmiecia. Depresja i fobie społeczne od dziecka doprowadziły do tego, że jestem samotny - mam na myśli kogokolwiek poza rodziną. Nie mam kolegów, przyjaciół, nie mam kobiety, nie mam nikogo. Żyję tylko dlatego, że nie chcę sprawić większej przykrości mamie i siostrze. Żyję żeby ich nie krzywdzić. Choć życiem chyba tego nie można nazwać. Wegetacja. Moim marzeniem zawsze był dom. Prawdziwy dom. Kobieta - żona, dzieci. Kochający się dom. Kobieta z którą się wspieramy, rozmawiamy o wszystkim, istniejemy dla siebie i ze sobą. Widzę to jak ludzie się nie szanują w związkach - zdradzają, kłócą się z byle powodu, biją. Widzę to jak ludzie się wzajemnie nie doceniają i boli, cholernie boli. Chciałbym mieć możliwość być lepszym od nich pod tym względem. Ale nie będę, nigdy. Moja samoocena i pewność siebie była niszczona od dziecka, nie tylko przeze mnie samego. Terapeuci i psychiatrzy? Bujda. Żaden terapeuta mi nie pomógł. Psychiatrzy przepisują kolejne leki i zwiększają dawki. Nic nie pomoże w takiej sytuacji. Żyjesz ale przechodzisz obok tego życia obok. Nie masz szansy przeżyć tego życia. Tylko widzisz jak inni się cieszą, mają rodziny. Często podczas jazdy autem drogą szybkiego ruchu gdy z naprzeciwka jedzie cieżarówka mam ochotę skręcić. Myślę o tym coraz mocniej. Kiedyś próbowałem z lekami ale to było głupie. Jadę, widzę ją z naprzeciwka ale z tyłu głowy odzywa się głos - rodzina Ci tego nie wybaczy - i nie skręcam. Ale granica jest bardzo cienka, ten głos słychać coraz ciszej. Nic nie oczekuję bo wiem, że nikt w tym przypadku nie może pomóc. Tak piszę bo może ktoś ma tak samo i będzie mu lżej jak zobaczy, że istnieją inne takie same śmiecie. Szanujcie się kochani, kochajcie się, szanujcie swoich partnerów, przyjaciół, bliskich... Nie każdy ma takie szczęście.
User Forum

DeadInside

4 dni temu
Dawid Staszczyk

Dawid Staszczyk

Szanowny Panie,

 

To, co Pan opisuje, jest ogromnie ciężkie – i widać, że niesie Pan to w sobie od bardzo dawna. Samotność, wstyd, poczucie bycia „poza życiem”, a do tego myśli o odebraniu sobie życia – to nie są rzeczy, z którymi da się po prostu „jakoś wytrzymać” bez wsparcia. Chcę to powiedzieć wprost: to nie jest sytuacja bez wyjścia, ale to jest sytuacja, w której potrzebne jest realne oparcie, nie zostawanie z tym samemu.

Zatrzymam się na chwilę przy tym, jak Pan o sobie mówi – „śmieć”, „nic do zaoferowania”. To nie jest opis Pana jako człowieka, tylko język, który powstał z lat bólu, odrzucenia i porównywania się. On brzmi jak prawda, ale jest bardzo surową interpretacją. W Pana wypowiedzi jest jednocześnie coś innego: ogromna potrzeba bliskości, szacunku, stabilnego domu, bycia dla kogoś ważnym. To są bardzo żywe, zdrowe potrzeby – one nie zniknęły, tylko zostały przykryte poczuciem beznadziei.

Jeśli chodzi o ciało i seksualność – rozumiem, że to jest dla Pana źródło wstydu i przekonania, że „to przekreśla wszystko”. W praktyce relacyjnej rzeczywistość jest bardziej złożona niż to, co podpowiada Panu głowa. Bliskość, relacja, seksualność nie opierają się wyłącznie na jednym parametrze fizycznym. Natomiast to, co realnie utrudnia Panu wejście w relację, to połączenie wycofania, lęku społecznego i bardzo niskiej samooceny. To nie jest łatwe do zmiany, ale jest obszarem, nad którym można pracować krok po kroku.

Widzę też ogromne rozczarowanie leczeniem – że wcześniejsze próby terapii i leczenia psychiatrycznego nie przyniosły ulgi. To się zdarza i bywa bardzo zniechęcające. Jednocześnie to nie znaczy, że pomoc jako taka „nie działa”, tylko że to, co Pan dostał do tej pory, nie było wystarczająco dopasowane albo nie trafiło w sedno Pana trudności. Czasem potrzeba zmiany podejścia, terapeuty, formy pracy – szczególnie przy połączeniu depresji i fobii społecznej.

Chcę też bardzo poważnie odnieść się do tego, co Pan napisał o jeździe samochodem i impulsie, żeby skręcić. To jest moment, w którym nie chodzi już tylko o rozmowę, ale o bezpieczeństwo. To, że do tej pory zatrzymuje Pana myśl o mamie i siostrze, jest ważne – to jest realny czynnik chroniący. Ale skoro mówi Pan, że ten głos słabnie, to znaczy, że ryzyko rośnie. W takiej sytuacji kluczowe jest ograniczenie momentów, w których jest Pan sam z tym impulsem – na przykład unikanie prowadzenia samochodu w stanie silnego napięcia, szukanie kontaktu z kimś, kiedy te myśli się nasilają.

Proszę rozważyć kontakt z kimś „tu i teraz” – np. z Centrum Wsparcia (800 70 2222, całodobowo). W razie pogorszenia stanu psychicznego, proszę wezwać pogotowie lub zgłosić się do izby przejęć najbliższego szpitala. 

To, że Pan wciąż ma w sobie obraz domu, relacji, bycia dla kogoś ważnym – to znaczy, że ta część Pana nie umarła. Ona jest teraz przykryta bólem, ale nadal istnieje. I właśnie na niej można budować, nawet jeśli teraz wydaje się to bardzo odległe. Nie musi Pan od razu „odbudować życia”. Wystarczy, żeby na ten moment skupić się na jednym: nie zostać z tym samemu i przetrwać kolejne dni w większym bezpieczeństwie.

 

Z wyrazami szacunku

Dawid Staszczyk

2 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Pana wiadomość jest bardzo przejmująca, jest jak wołanie o pomoc kogoś, kto stracił już nadzieję na jej uzyskanie. Odpisuję Panu z obawą, że tyle razy przeżył Pan już rozczarowanie terapeutami i psychiatrami, że trudno będzie Panu przyjąć moją odpowiedź. Przykro mi, że doświadczył Pan tylu rozczarowań w tak ważnych kwestiach. Pisze Pan wprost o myślach samobójczych, o próbie samobójczej, którą podjął już Pan kiedyś. Wstawię tu Panu numer do Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym: 800 702 222. To bezpłatny całodobowy numer, pod którym może Pan porozmawiać ze specjalistą. W razie nasilenia się myśli o tym, żeby odebrać sobie życie może Pan również zadzwonić na numer 112. Polecam także stronę Fundacji Życie Warte jest Rozmowy, gdzie znajdzie Pan listę bezpłatnych miejsc samopomocowych w całej Polsce.

Ciężko mi odnosić się do wszystkich trudności, które Pan opisał, ale czytając o nich odnoszę wrażenie, że bardzo Pan cierpi i cierpi w samotności. Wspomina Pan o mamie i siostrze, które wydają się takimi jasnymi promykami w tej wiadomości. Czy kiedykolwiek próbował Pan rozmawiać z nimi o tym jak się czuje? Pomoc specjalisty to jedno, a pozwalanie najbliższym, żeby nas wspierali to równie ważny element zdrowienia. Czasem nawet przyznanie się do swojego samopoczucia przynosi ulgę. 

1 dzień temu
Maciej Karkut

Maciej Karkut

Z Pana wypowiedzi przebija ogromna frustracja na  miejsce w życiu w którym się Pan teraz znajduje. Mam tez wrażenie że pomimo wielokrotnego powtarzania że nic Panu nie pomoże, to jednak cała wiadomość jest jednym wielkim wołaniem o pomoc. Czytam też o ogromnej samotności która jest Pana udziałem – to ogromny problem w dzisiejszych czasach, i dotyka zarówno osoby które żyją same, jak i te będące w związkach. Wiem ze będąc w tak trudnej sytuacji nie widać żadnych możliwości wyjścia z niej lub zmiany, proszę mi jednak wierzyć że są osoby który się udaje - jednak zawsze z pomocą innych. Oczywiście żaden leki przepisane przez lekarza nie odmienią Pana sytuacji, mogą jednak uciszyć ból z ktorym się Pan zmaga i pozwolić wyjść z błędnego koła. Żaden terapeuta nie odmieni Pana życia, jako terapeuta mogę jedynie wspierać rozwój moich klientów i uczyć ich budować satysfakcjonujące relacje. Z tego co czytam ma Pan mamę i siostrę o które się Pan troszczy, zakładam że one także troszczą się o Pana. To ważne aby w trudnych chwilach był Pan w kontakcie z najbliższymi. W razie gdyby mysli o odebraniu sobie życia się nasilały polecam skorzystanie z telefonu wsparcia 800 70 22 22 lub po prostu telefon na 112.


 

Pozdrawiam


Maciej

1 dzień temu
kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z depresją, izolacją i traumą z przeszłości?
Właściwie to nie mam pytania bo nie ma żadnej odpowiedzi na moje bezsensowne życie. Zaraz będę mieć trzydzieści lat. Jestem DDA. Rodzice alkoholicy. Jestem najstarsza z rodzeństwa. Przez ostatnie pięć lat jestem na bezrobociu, mieszkam z rodzicami. Nie utrzymuje żadnych relacji. Tylko z kuzynką sporadycznie, ale rodzina chyba się nie liczy. Byłam ostatnio w psychiatryku, ale wszyscy wiemy jak działają takie instytucje albo i nie. Kiedyś byłam jedenaście lat temu w psychiatryku jako 19latka po próbie samobójczej. Nic szczególnego. Jestem taka żałosna, że zabić się nie umiem. Z tego co pamiętam to całe życie cierpiałam. Oprócz życia, które było piekłem, libacji alkoholowych, bicia przez matkę, czy molestowania przez wujka, psychiatryk był poważną traumą. Lekarze beznadziejni, nie podobało im się, że leki nie działają, dawali mi takie dawki, że ledwo stałam na nogach. Wiedziałam, że żeby wyjść musiałam wszystko stłumić cały ból. Potworne to było mam nadzieje, że nigdy już tego nie doświadczę. Ostatnio też byłam w psychiatryku, bałam się, ale skierował mnie lekarz przez myśli samobójcze, no i cóż... Lekarze byli mili, ale dosłownie testują na Tobie leki to jest jak rulettka co Ci wpakują. Cierpiałam trzy tygodnie, obiecałam, że jak wyjdę to się zabije, pomijając to, że mam zaburzenia osobowości schizoidalne to ludzie, szpitale mnie stresują no było ciężko. To długa historia wcześniej miałam ataki paniki. No nie ja pierwsza i nie ja ostatnia ma beznadziejne życie i tylko cierpi. Nauczyłam się, że lepiej tłumić wszystko w sobie w szpitalu jak miałam 19 lat ukarali mnie za płacz. Od tamtej pory nie umiem płakać. Rodzice też tak reagowali na moje emocje czy odczucia. Nie jestem w stanie okazać łez przy kimś obcym, boje się lekarzy itd... Doświadczyłam też tam molestowania. No nie ważne nie będę wszystkiego opowiadać. Drugi raz hospitalizowana no cóż... nie pomogli mi. Znowu kłamałam bo widziałam, że nie ma wyjścia. Mówiłam im, że się źle czuje, ledwo mogłam mówić, a oni napisali, że byłam bierno-agresywna, wpierw wstępnie chcieli mi przypisać osobowość schizotypową, a faszerowali mnie takimi silnymi lekami. Źle mnie zdiagnozowali i zepsuli moje leczenie tak powiedział mój psychiatra, który mnie tam wysłał. Chodzi o to, że mam depresje, a nie nerwicowe zaburzenia depresyjne i lękowe. Zresztą za to nie ma renty, o którą muszę się starać bo nie mam żadnych pieniędzy na leki. Oczywiście mama mi pomaga, ale... Zawsze mnie nienawidziła, zwłaszcza była szczera kiedy piła. Moi bracia mieli lepiej z nią, chociaż nie powiem jesteśmy patologiczną rodziną, a jeden z moich braci obecnie siedzi w więzieniu. Mieszkam na wsi, nie mam kasy ciężko jest o leczenie czy dojazdy dokądś. W pobliżu znalazła się psycholog na nfz (tam gdzie psychiatra w poradni), wizyty są raz w tygodniu i nie zawsze. Psycholog jest starsza ode mnie o rok, ale czuje się przy niej jak dziecko. Jestem dużym dzieckiem. Jakieś relacje bliskie z ludźmi nie wchodzą w grę ostatnio nie mogłam opanować ataku paniki przy ginekologu bo musiałam iść w sprawię anemii po prostu trzęsło się całe moje ciało i nie mogłam złapać tchu. Przy leczeniu doświadczyłam stanu takich, że... Uważałam, że nie pasuje do tej rzeczywistości i powinnam się zabić. Ogólnie mój psychiatra skierował mnie na swój oddział na psychosomatykę ale wpisał mi depresja umiarkowana i musiałam na izbie skłamać, że nie chce się zabić bo by mnie skierowali na psychiatryk. No i termin mam na luty, ale pewnie zadzwonią wcześniej. Ogólnie gdyby po wyjściu z psychiatryka od razu mnie nie przejrzał bo zobaczył mnie jak ze mną jest źle to bym spróbowała w końcu się normalnie zabić. Po prostu skoczyłabym z mostu, specjalnie pojechałabym do stolicy i to zrobiła. No, ale jestem, nie chce mu problemów robić czy coś. Nie pracuje bo w jedynej pracy do której chodziłam zaczęłam mieć przez nią myśli samobójcze, czasami jak się coś dzieje w domu mam taki impuls, i myśli "zabij się". Szukałam kiedyś pomocy, miałam oszczędności ale już nie mam ani ich, ani nadziei ani niczego. Stresuje się tym szpitalem, ale będzie od doświadczeniem "przetrwania" w nowym miejscu, a kiedy wyjdę znowu będzie to samo. Lekarz myśli, że mi da tabletki i mi minie. Co minie? Traumy, lęki, chęć zabicia się, zmęczenie, bezsens mojej egzystencji. Nie mam żadnego celu tylko zostało mi przetrwać. Wszyscy i tak kiedyś umrzemy może musze poczekać, ale czy dam radę? Nie wiem. Zawsze postrzegałam świat w dziwny sposób, wszystko było zbyt intensywne, bolesne, rozrywające od środka i musiałam to tłumić. Nie chce istnieć. Doświadczać tego podłego życia, jestem zbyt wrażliwa, zbyt pokręcona, chciałabym, żeby to się skończyło, ale trwam w tym stanie zawieszenia. Nie ma tabletek na sens, cel, czy na cierpienie. Nie mogę nic z tym zrobić. Wszystko kosztuje mnie tyle energii, że wolałabym się zabić. Dlatego lepiej nic nie robić. W końcu nie można odebrać sobie życie bo wtedy uważają, że jesteś chory i wsadzą Cię do psychiatryka, gdzie będą eksperymentować na Tobie. Żeby nie było jestem pod opieką psychiatry, mam ten termin do szpitala, ale nic to nie zmieni w moim życiu. Może mam depresje lekodporną. Może potrzebuje terapii. Może potrzebuje więcej rozmów z psychologiem niż raz na tydzień. No, ale jestem biedna, nie mam jak dojeżdżać, nie mam żadnych perspektyw. Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia, prawda? Dla systemu tacy jak ja jesteśmy zwykłymi śmieciami, tego dowiedziałam się w psychiatryku jako 19 latka, gdzie lekarze, którzy mieli leczyć znęcali się psychicznie nade mną, bo oni mieli władzę, tak jak byłam mała władzę mieli nade mną alkoholicy i nie można było się sprzeciwić bo zostanie się ukaranym. Słabo sobie radzę z życiem. Często się porównywałam do innych kiedyś. Nie będę nigdy mieć domu, męża, dzieci, prawo jazdy, nie wiem czego jeszcze pracy. Pewnie skończę jako bezdomna jak rodzice umrą, albo się zabije. Nie wiem czy chciałabym mieć męża i dzieci, ale fajnie było by umieć jeździć autem, albo mieć kogoś z kim można byłoby stworzyć dobrą relacje i mieć swój własny kąt, ale to marzenia dziecka, którym jestem. Nie mam już siły do niczego. Patrzę na zegar jak jestem coraz starsza, patrzę jak upływają minuta za minutą, czasami nie mogę tego znieść ile jeszcze? Jak długo będę tkwić w tym cierpieniu... Jestem zepsuta, niedostosowana, zapomniałam dodać, że mam nie wiem jak to się nazywa, ale jak ktoś mówi o smutnych rzeczach, albo ja opowiadam o swoim gównianym życiu to się śmieje, afekt niedostosowania chyba. I jakieś zaburzenia emocjonalno- decyzyjne. To tyle, przepraszam za chaotyczny tekst, ale nie chciało mi się go układać w jakimś porządku. Jest jak moje życie, nie chce mi się tego składać. Już dość. Nie wiem czy jest sens, żeby ktokolwiek mi na ten tekst odpowiedział. W końcu nie zadałam żadnego pytania. Tylko w skrócie opowiedziałam jak jest beznadziejnie być mną.
Mąż wypomina mi przeszłość, w której go nawet jeszcze nie było.
Mąż męczy mnie o przeszłość a dokładniej o 1 incydent, który się zdarzył, jak jeszcze go nawet nie znałam.
Wyjście ze szpitala psychiatrycznego - poszukuję kogoś, kto da nadzieję na dobrą terapię.

Witam, właśnie będę wychodził ze szpitala psychiatrycznego, w którym zeszkli mi z leków, pozostawiając tylko pregabaline i lek nasenny. Mówią, że potrzebuje terapii, bo mam zaburzenia osobowości i że leki nie pomogą (testowali wychwyt serotoniny nie działa). Byłem w życiu u 14 psychoterapeutów w różnych nurtach i 3 szpitalach psychiatrycznych razem 12 miesięcy. Straciłem wiarę i psychoterapię i psychiatrię po takim czasie czuje wielki ból i smutek i chcę się zabić, ale nie chce tego robić, jeżeli jakaś opcja żeby mi pomóc.

Czy zgłosić się do psychologa? Przytłoczenie, lęk, obsesje i unikanie przez alkohol
Czy powinnam się zgłosić to psychologa z podejrzeniem jakiegoś konkretnego problemu? Od kilku lat ciągle czuję się przytłoczona. Nie mogę zwlec się z łóżka, rzeczy które kiedyś sprawiły mi radość już mnie nie cieszą. Jestem czymś ciągle zestresowana. Boję się że ktoś czyta mi w myślach, albo mnie obserwuje. Nie mogę dotykać rzeczy po innych osobach, albo muszę powtarzać niektóre czynności dopóki nie poczuje się lepiej bo mój mózg wmawia mi że jeśli tego nie zrobię to stanie się coś złego. Chwilowo uciszam moje problemy alkoholem choć wiem, ze to nie jest dobre rozwiązanie, ale jestem bardzo zmęczona i czasami potrzebuje się po prostu wyłączyć. Wydaje mi się, że powinnam się umówić na terapię, ale boję się tego co mogę tam usłyszeć.
Okaleczam się po toksycznej relacji. Nie potrafię sobie poradzić, tęsknię za chłopakiem, który mnie skrzywdził
Cześć, Nazywam się Alicja i mam pewien problem. W okresie od lutego do sierpnia byłam z chłopakiem, który wydawał mi się idealny, jestem nastolatką, więc to była moja pierwsza poważna relacja. Był jeden pewien problem - chłopak wykorzystywał mnie seksualnie i tylko tego chciał a ja chciałam prawdziwego związku oraz pomocy w sensie, żeby ktoś mnie wysłuchał i wysłuchał mojego gadania o moich problemach z rodzicami i z podejrzeniem o depresję. Przez niego nienawidzę swojego ciała, patrzę z obrzydzeniem na siebie, codziennie myślę o tym, jaka brzydka jestem patrzę na swoje rany na rękach i wspominam kiedy to robiłam, jak on mnie krzywdził. Miałam jedną próbę kiedy on mi powiedział, że mam się zabić a doskonale wiedział, że chce to zrobić. Nienawidzę go, ale tęsknię za nim, tęsknię za tym, że zawsze był przy mnie. Teraz do mnie wypisuje i pyta co tam u mnie.Przez niego nie umiem wejść w żadną relację, bo boję się, że będę skrzywdzona tak samo.Wiem, że ludzie mają ważniejsze problemy niż ja, ale potrzebowałam to komuś powiedzieć.Nie mam zaufania aż takiego do kogokolwiek, żeby powiedzie,ć że się samookaleczam prawie codziennie, kiedy spojrzę na siebie albo pomyślę o nim. Przepraszam, że piszę . A i jeszcze jedno wiem, że pewnie każdy sądzi, że po prostu czas to zagoi, ale to nieprawda.
żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.