
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca, zaburzenia lękowe
- Silna nieśmiałość,...
Silna nieśmiałość, lęk przed wychodzeniem z domu i kontaktami z ludźmi – czy to lęk społeczny?
Anonimowy
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękuję, że Pani o tym napisała. Sądzę, że to, czego Pani doświadcza, nie jest „wymyślaniem” ani przesadą. Opisywane objawy tj. silne napięcie w sytuacjach społecznych, lęk przed oceną, unikanie, reakcje ciała jak drżenie rąk czy jąkanie mogą wskazywać na lęk społeczny.
To, że z kimś czuje się Pani bezpieczniej a trudniej jest działać samodzielnie, też bardzo w to się wpisuje i co ważne: wiele osób ma podobne trudności, choć często tego nie pokazuje, więc łatwo mieć wrażenie, że „inni sobie radzą lepiej”.
Według mojej opinii to nie jest powód do oceniania siebie, tylko sygnał, że Pani układ nerwowy jest w stałym napięciu i potrzebuje wsparcia. Z tym naprawdę można pracować – krok po kroku, w swoim tempie. Rozumiem, że sama myśl o terapii może budzić lęk. Często pomaga zaczęcie bardzo małymi krokami np. od jednego spotkania konsultacyjnego lub nawet rozmowy online, bez zobowiązań.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Alicja Byszewska
Nie ma nic śmiesznego czy błahego w Pani opowieści i gratuluję, że odważyła się Pani tutaj tym podzielić. Wierze, że czasami rzeczywistość potrafi być przytłaczająca szczególnie jeśli odczuwamy świat intensywniej niż inni. Paradoksalnie może to być też Pani duzy zasób w dorosłości jednak w pierwszej kolejności warto popracować na terapii nad tym, by emocje i rzeczywistość nie były tak przytłaczające. Powodzenia:)
Katarzyna Banachowicz-Figiel
Dzień dobry, to co opisujesz wcale nie brzmi śmiesznie ani jak wymyślone. Mówi o czymś, co jest bardzo trudne do noszenia w sobie, zwłaszcza kiedy ma się wrażenie, że inni tak nie mają. Z doświadczenia wiem, że sporo osób doświadcza podobnych emocji, jednak niewiele z nich o nich mówi.
To napięcie, poczucie bycia obserwowaną, trudność z telefonami czy drżenie rąk, są to wszystko bardzo typowe objawy lęku, w szczególności społecznego. Pasuje do tego także to, że przy innych jest łatwiej, a samej dużo trudniej. To nie wygląda na wyolbrzymianie a wskazuje na to, że Twój organizm reaguje intensywnie na sytuacje, które dla innych mogą być neutralne. Łatwo wtedy wpaść w koło: im bardziej się boisz, tym bardziej unikasz a im bardziej unikasz, tym większy robi się lęk.
Bardzo rozumiem też to, że zaczynasz się przez to gorzej o sobie myśleć. Nie jest to jednak kwestia tego, że jesteś gorsza, a podpowiada, że utknęłaś w mechanizmie lęku.
Jeszcze jedna ważna rzecz o tym, że boisz się terapii. W sytuacji opisywanych trudności kontakt z nową osobą może być stresujący. Jednocześnie terapia jest jedną z tych rzeczy, które pomagają z tego wyjść krok po kroku, w swoim tempie.
W terapii pracuje się nad poznaniem tego, co uruchamia lęk, stopniowym oswajaniem go w miejsce unikania. Z czasem reakcje ciała słabną i pojawia się większe poczucie wpływu.
Na teraz może być pomocne nie rzucać się od razu na największe wyzwania typu praca czy prawo jazdy, tylko zaczynać od mniejszych spraw takich jak np. krótkie wyjście samemu, mały kontakt z obcą osobą itd. Ważne jest tutaj zauważenie, że mimo lęku jesteś w stanie to zrobić.
Pamiętaj, że nie jesteś w tym sama 🤍
Samo to, że o tym napisałaś, już dużo mówi o Twojej odwadze.
Powodzenia,
Katarzyna Banachowicz-Figiel
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
To, z czym się Pani zmaga, to nie „wymyślanie”, ale realne objawy lęku społecznego. Reakcje organizmu, takie jak drżenie rąk czy jąkanie, to dowód na to, że Pani system nerwowy pracuje w trybie przetrwania, a nie sygnał, że jest Pani „gorsza” czy „głupia”. To, co Pani nazywa wyolbrzymianiem, jest w rzeczywistości ogromnym ciężarem emocjonalnym, z którym nie musi Pani mierzyć się sama.
Poczucie bycia ocenianą przez wszystkich oraz lęk przed telefonami to mechanizmy, które można wypracować na terapii. Specjalista nie będzie Pani oceniał ani wyśmiewał – jego zadaniem jest pomóc Pani zrozumieć, że te czarne scenariusze to tylko wytwór lęku, a nie prawda o Pani. Zasługuje Pani na wsparcie i na to, by dorosłość przestała być źródłem paniki, a stała się przestrzenią, w której czuje się Pani bezpiecznie. Niech Pani nie pozwala, by ten strach odebrał Pani wiarę w siebie.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
czytam to i mam takie wrażenie, jakby w Pani było bardzo dużo napięcia i jednocześnie dużo wątpliwości wobec samej siebie. Jakby coś w Pani mówiło „to jest trudne, to mnie przerasta”, a zaraz obok pojawiało się „przesadzasz, inni mają gorzej, nie powinnam tak mieć”.
To, co Pani opisuje - ten niepokój przy wychodzeniu samej, poczucie bycia obserwowaną, reakcje ciała przy rozmowie - wygląda trochę jak coś, co bardzo się uruchamia w kontakcie ze światem i z innymi ludźmi. Jakby bycie widzianą było czymś, co wywołuje napięcie, a ciało reagowało szybciej niż myśl.
Z perspektywy procesu można by na to spojrzeć nie jako na „problem do naprawienia”, tylko jako na coś, co się w Pani dzieje i próbuje się jakoś wyrazić - przez ciało, przez unikanie, przez myśli o sobie. I to nie jest coś, co trzeba od razu zmieniać, tylko coś, czemu można się powoli przyglądać.
Może ważne jest też to, jak Pani jest sama ze sobą w tym doświadczeniu. Bo oprócz lęku pojawia się jeszcze dużo surowości wobec siebie. A czasem to właśnie ta wewnętrzna ocena sprawia, że wszystko robi się jeszcze trudniejsze.
To, że pojawia się myśl o terapii i jednocześnie lęk przed nią, jest bardzo spójne. To trochę tak, jakby jedna część chciała pomocy, a druga się tego kontaktu obawiała.
Może na ten moment nie chodzi o to, żeby wszystko zrozumieć czy nazwać, tylko żeby zobaczyć, że to, co się dzieje, ma swój sens i nie jest czymś „głupim” czy niewłaściwym. I że można z tym być trochę łagodniej - krok po kroku.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta

Zobacz podobne
Mam cudowną narzeczoną, za którą bym oddał życie, ale nie potrafię sobie poradzić z jej przeszłością. Wyznała, że sypiała z dziesiątkami facetów, a i tak czuję, że nie wiem jeszcze wszystkiego. Zakładam, że można ich liczyć w setkach. Mam na tym punkcie obsesję. Kiedy o tym myślę, czuję zazdrość i mam wrażenie, że jestem niewystarczający, porównując się do całej reszty facetów, z którymi była. Albo że będzie jej czego brakowało. Projektuję w swojej głowie filmy z tych wydarzeń, wyobrażając sobie, co mogli z nią robić. Mam też żal o to, że innym pozwalała na wszystko (choć pewnie nie zawsze), a mi stawia granice. Przykładowo, nie chcę, żebym kończył w jej ustach, a ja od razu myślę, że dla innego to pewnie łykała z przyjemnością. Nigdy nie próbowałem pozycji 69 i gdy zapytałem, czy to ze mną zrobi, to powiedziała, że tego nie lubi. Ale skoro to wie, to znaczy, że tego próbowała i inny dostał od niej więcej niż ja, pomimo tego, że nikt wcześniej jej tak nie traktował i się nie starał (co sama stwierdza), jak ja. Jest to dla mnie niesprawiedliwe, że nie chce spełniać moich fantazji, bo sama wie, co lubi, a czego nie, przez to, co sama zdążyła już spróbować. Wiem, że nie powinienem tak myśleć, ale to silniejsze od rozsądku. Kiedyś przyśniło mi się, jak ktoś do mnie powiedział - patrz, jak to się z Patrycją robi… nie chcę nawet przytaczać tego, co zobaczyłem... W pewnym momencie obudziłem się i chciałem umrzeć. Co ona biedna ma zrobić w takiej sytuacji? Kocham ją nad życie, ale nie potrafię przestać o tym myśleć. O sen nie mogę jej obwiniać, ale to, jak sobie wyobrażam jej wcześniejsze stosunki, odzwierciedliło się właśnie w tym śnie. Po naszej przerwie w relacji, która trwała półtorej roku, z każdym razem, kiedy ze sobą spaliśmy, dostawałem wysypki na kutasie, czemu też towarzyszył specyficzny zapach - ten sam, który czułem nieraz z jej ust. Wtedy też twierdziła, że z nikim nie spała od czasu, kiedy przestaliśmy rozmawiać. W ogóle, kiedy jej o tym powiedziałem, do ostatniego momentu wpierała mi się, że na pewno mnie niczym nie mogła zarazić, bo nie miała żadnych kontaktów seksualnych, więc może to brudne zabawki. W ten sam dzień, w którym ja pytałem o ten okres, mi się oświadczyła. Później to okazało się być kłamstwem. Rozumiem, że mnie kochała i chciała ze mną być, wiedząc, że przez to może mnie stracić. W zasadzie to, gdy ją poznałem, miałem wrażenie, że się szanuje, ale to wynika z tego, że nigdy nie miałem styczności z taką kobietą, która by oddawała się z taką łatwością dla co chwila innych facetów. Zawsze chciałem mieć kogoś na wyłączność, ale zdążyłem ją pokochać zanim się o tym dowiedziałem. Serce mi pękło, bo było to dla mnie nie wyobrażalne i niedopuszczalne. Zacząłem analizować jej każdą znajomość i każdą rzecz, którą nawiązywała do innych mężczyzn. Zastanawiałem się, ile osób z naszego wspólnego kręgu znajomych ją miało i ilu będzie mi patrzeć w oczy z tą specyficzną satysfakcją. Ten wzrok mówiący: „Ty latasz za nią zakochany i robisz dla niej wszystko, a ja wziąłem ją sobie tylko na jedną noc i zrobiłem, co chciałem. Fajnie ci się teraz z nią całuję, przytulasz i wyznajasz miłość? Ja wziąłem od niej to, co najcenniejsze, z łatwością, a ty, będąc gorszym ode mnie, dajesz się jej kontrolować - ty zwykły frajerze". Zacząłem więc ją wypytywać, żeby wiedzieć, z czym mi się przyjdzie mierzyć, a ona, znając mnie i moje reakcje, nie mówiła mi prawdy. To nie pozwoliło mi zbudować zaufania, co znacznie utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Mamy razem dziecko, co jest największym szczęściem, jakie doświadczyłem. Z czasem myślałem o jej przeszłości coraz mniej i doceniałem każdy dzień, który mogliśmy spędzić razem, ale po ciąży wiele się zmieniło. Wszystko było dobrze do momentu, gdy częstotliwość stosunków się zmniejszyła. O ile to naturalne dla kobiet, to ja osobiście ciężko to znoszę. Czuję się traktowany niesprawiedliwie i uderza to w moje poczucie własnej wartości. Mam myśli typu „Dlaczego każdy inny facet mógł ją rżnąć bez jakiegokolwiek starania się czy też dbania o nią, a mi potrafi powiedzieć »nie«? Czy to cena za wyrozumiałość i komfort, który jej zapewniam?" Wiadomo, nie jest robotem ani prostytutka. Też musi czuć ochotę. Z tego powodu bywam dla niej oschły i ciężko mi się nią opiekować. Jak mam zaakceptować fakt, że ona nie ma teraz takiego popędu, żeby sprostać moim potrzebom? Czemu tak ciężko jest mi również zrozumieć, że to prawdopodobnie nic osobistego i też nie ma nic wspólnego z tym, czy w przeszłości ją ktoś bardziej zadowalał? Wiem, że powinienem ją wspierać, ale sam potrzebuję pomocy, żeby uporać się z własnymi emocjami. Uciekam w alkohol, marnując dni, które mogłyby być piękne. Czasami nie umiem na nią patrzeć jak na pełnowartościowego człowieka, bo patrząc na nią i chcąc coś dla niej zrobić, wpada mi do głowy myśl, że dawała się jebać, oddając swoją wartość każdemu po drodze, a dla mnie nic nie zostawiła. Wtedy też zaczynam sobie tłumaczyć, że prawdopodobnie jest powód dla tej dysfunkcji i że też ma z tym ciężko, a ja nie powinienem tak na to patrzeć, bo to wcale nie określa wartości człowieka. Kiedy o tym rozmawiamy, sprawia wrażenie, że żałuje tego, jak się pozwala traktować, ale gdy zapytałem, czy gdyby miała świadomość tego, jak ciężko to będzie zaakceptować komuś, kto odda jej serce i pokocha z wzajemniością, to czy by postępowała inaczej, chciałem sprawdzić, co jest dla niej więcej warte. Jednak w odpowiedzi tylko się roześmiała. To, że mamy inne stosunki co do seksualności, to oczywista sprawa, ale jak znaleźć środek na to, żebym przestał o tym myśleć i żeby nie miało to wpływu na nasze obecne życie? Co mam zrobić, żeby w pełni jej zaufać, wiedząc, że stare schematy ciężko umierają i z łatwością mnie okłamuje? Nie potrafimy o tym rozmawiać, bo kierują mną emocje i często uderzam w jej poczucie własnej wartości, czego bardzo żałuję. Nie chcę jej krzywdzić. Zaczęła mówić, że zrobiłem sobie dziecko z dziwką. Może i większość ludzi też by tak stwierdziła, ale nie przeszkadza mi to wszystko do momentu, kiedy „dziwka" tylko ze mną nie chce sypiać. Prawda jest taka, że pewnie teraz z nikim by nie chciała. Brzmi brutalnie, ale to tylko szczerość związana z moimi myślami. Mam zamiar walczyć do końca, ale ona wydaje się być już zmęczona moim ciągłym powracaniem do tego. Czuję, że nie rozumie, że jej kłamstwa są również powodem tego, dlaczego mnie to tak męczy. Chciałbym umieć dać sobie za nią rękę obciąć i mam wrażenie, że to byłaby właściwa decyzja, chociaż strach przed rozczarowaniem jest na tyle silny, że zaczynam wszystko kwestionować. Żyję w ciągłej paranoii i zabiera mi to całą radość z życia, choć bywają okresy, gdzie zapominam o tym wszystkim i czuję się, jakbym złapał pana Boga za nogi. Chcę się z tym uporać i kochać ją całe życie. Dbać i chronić, a nie być kolejnym obciążeniem. Wiem, że jest tego warta i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jestem przepełniony sprzecznościami; niby mam zdolność zrozumieć wszystko, ale emocje odbierają mi rozum. Jak mam sobie z tym poradzić?
Witam serdecznie wszystkich.
Czy nerwica natręctw jest uleczalna, czy jest to schorzenie na całe życie?
Mam córkę chorą i bardzo mi zależy, żeby ją z tego wyciągnąć. Ona nie chce żyć, jest tym wyczerpana. Bierze jakiś Asertin, dużą dawkę. Do tej pory jej partner trochę ją wspierał, ale też jest wymagający. Ona miała okresy, że nie brała leku, dopiero teraz o tym wiem. Zaniedbywała obowiązki domowe, spóźniała się notorycznie do pracy i w efekcie nigdzie nie może się dłużej utrzymać. Teraz też straciła pracę. Nie mam pojęcia, z jakim cierpieniem ona się mierzy. Nie znam tej choroby.
Czy są gdzieś ludzie, którzy mogą jej pomóc? Do tej pory musiała płacić za tą terapię. Pomóżcie, proszę.

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
