
- Strona główna
- Forum
- inne, traumy
- Strach przed...
Strach przed stalkerem i trudności w funkcjonowaniu w mieście
Anonimowo
Daria Składanowska
Dzień dobry,
Rozumiem, co Pani przeżywa – to, co Pani opisuje, jest realne i trudne, i ma prawo czuć się Pani zagrożona i przytłoczona. Nie jest Pani sama w tym doświadczeniu, a Pani reakcje są naturalną odpowiedzią na stres i przemoc, której Pani doświadczyła. To, że odczuwanie lęku utrzymuje się mimo upływu czasu, nie oznacza, że coś jest z Panią „nie tak”.
Ma Pani prawo chronić siebie i swoje poczucie bezpieczeństwa w taki sposób, jaki jest dla Pani możliwy.
Warto skorzystać ze wsparcia psychologa, terapeuty.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
To, czego doświadczasz, jest całkowicie zrozumiałą reakcją na realne zagrożenie i wielokrotne przekroczenia granic; nie ma tu żadnej „przesady”, tylko konsekwencje chronicznego stresu i traumy po nękaniu. Konkretna odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: nie, sama w sobie przeprowadzka nie jest „obowiązkiem”, ale jest jednym z realnych rozwiązań, które możesz rozważyć jak ruch strategiczny i na równi z innymi opcjami dotyczącymi bezpieczeństwa i organizacji życia.
U osób nękanych (stalking) bardzo często pojawiają się objawy zbliżone do PTSD: natrętne myśli, unikanie miejsc, silny lęk, ciągłe napięcie i „skanowanie otoczenia”. Kilkukrotne, publiczne, agresywne zaczepianie (wyzwiska, krzyki) to forma przemocy, a nie „zwykłe nieprzyjemne sytuacje”; badania pokazują, że takie doświadczenia znacząco podnoszą poziom lęku i objawów potraumatycznych. To, że Twój lęk nasila się po przypadkowym zobaczeniu tej osoby po latach, jest klasyczną reakcją na bodziec przypominający traumę, nawet jeśli obiektywnie nic wtedy się nie wydarzyło.
Sama przeprowadzka nie gwarantuje ulgi, ale zmiana miejsca zamieszkania bywa jednym z użytecznych elementów odzyskiwania poczucia bezpieczeństwa – pod warunkiem, że nie jest jedyną strategią, tylko częścią szerszego planu. Badania nad przymusowymi relokacjami pokazują, że to nie sama zmiana miejsca decyduje o dobrostanie, tylko kontekst: poczucie zakorzenienia, wsparcie, warunki życia.
Masz nową pracę w tym mieście, więc realnym wariantem pośrednim jest: zostać na razie ze względu na pracę, ale a) zminimalizować ekspozycję na „rejony zagrożenia”,
b) zacząć planować ewentualną przeprowadzkę w horyzoncie, który jest dla Ciebie logistycznie możliwy (np. inna dzielnica, inne miasto w kolejnym kroku).
Innymi słowy: możesz zdecydować „TAK, docelowo chcę się wynieść z tego miasta, ale nie musisz traktować tego jako natychmiastowego przymusu, tylko jako projekt, który przygotowujesz krok po kroku, równolegle z innymi działaniami ochronnymi.
Co możesz zrobić już teraz i bez terapii. Chodzi o konkretne działania zwiększające kontrolę, a nie „grzebanie się w błocie”. Zmień schemat poruszania się: inne ulice, inne godziny, inne przystanki. To jest standardowy element planów bezpieczeństwa dla osób doświadczających stalkingu. Zaplanuj „bezpieczne korytarze” w mieście: trasy, gdzie są ludzie, monitoring, miejsca, w które możesz wejść (sklep, kawiarnia) gdybyś go zobaczyła.
Ustal minimalny, zautomatyzowany plan reakcji: np. „jeśli go widzę, nie wchodzę w dialog, kieruję się do najbliższego miejsca publicznego, dzwonię do zaufanej osoby i zapisuję datę, godzinę, opis”.
Jeśli kiedykolwiek znów Cię zaczepi, wyzywa lub blokuje drogę to spełnia kryteria nękania/zakłócania porządku; możesz to zgłaszać, dokumentować (notatki, daty, ewentualnie nagrania, świadkowie).
Te kroki nie są „terapią”, tylko higieną bezpieczeństwa tak, jak zamykanie drzwi na klucz.
Utrata dostępu do konta mailowego, nawet przy przekonaniu, że hasło jest „nie do zapomnienia”, jest niestety dość częsta (zmiana zabezpieczeń, błąd przy logowaniu, autoblokady, brak aktualizacji danych odzyskiwania, pomyłka w znaku itd.). To, że zniknęło akurat pytanie o tę sytuację, bardzo łatwo łączy się w głowie z całym doświadczeniem prześladowania . Umysł po traumie ma tendencję do doszukiwania się wzorców i zagrożeń wszędzie, bo próbuje chronić właściciela „na zapas”. Nie świadczy to o tym, że „wariujesz”, tylko o tym, że Twój układ nerwowy jest w chronicznym stanie czuwania; to jest typowe przy długotrwałym nękaniu.
Możesz potraktować swoją sytuację jak projekt strategiczny, z kilkoma możliwymi torami:
Tor A (tu i teraz): maksymalne zwiększenie bezpieczeństwa i przewidywalności w obecnym mieście, zwłaszcza w okolicach związanych z traumą.
Tor B (średni termin): sprawdzenie, czy przeprowadzka do innej części miasta (dalej praca, ale inne rejony) obniży napięcie na tyle, byś mogła funkcjonować.
Tor C (długi termin): realny plan wyprowadzki z miasta, jeśli uznasz, że A i B dają zbyt małą poprawę w stosunku do kosztów emocjonalnych.
Nie musisz nikogo pytać o „pozwolenie” na wyprowadzkę z miejsca, które jest dla Ciebie obciążone lękiem i poniżeniem; masz pełne prawo zorganizować sobie życie tam, gdzie Twoje ciało przestanie być w ciągłym trybie alarmowym.
Życzę szybkiego powrotu do całkowitej równowagi.

Zobacz podobne
Dzień dobry. Zapisałem dzieci do psychologa zgodnie z zaleceniami WWR z placówki psychologiczno-pedagogicznej. Dzieci były na jednej wizycie i psycholog poprosił jeszcze o spotkanie ze mną i żoną, aby ogólnie porozmawiać o dzieciach i dowiedzieć się więcej. Po wspólnym spotkaniu moja żona zadzwoniła telefonicznie i powiedziała, że jesteśmy w trakcie rozwodu i bardzo się nie dogadujemy. Ja nie wiedziałem, że w czasie spotkania mamy o tym powiedzieć, bo nie mówię na prawo i lewo o tym stanie rzeczy. Myślałem, że psycholog, jeśli to istotne, sama zapyta o takie rzeczy. Na tej podstawie psycholog wystawiła zaświadczenie mojej żonie, że ona przejmuje się dziećmi, a ja niestety nie przejawiam inicjatywy rodzicielskiej i nie zajmuję się dziećmi. Nadmienię, że jestem wiodącym rodzicem, ponieważ żony wiecznie w domu nie było i nie ma, ponieważ prowadzi bujne życie prywatne, imprezowo, a ja sam od lat wychowuję dzieci. Żona jest w domu gościem.
I teraz moje pytanie: Czy psycholog może o mnie wystawić opinie, chociaż w ogóle ze mną na ten temat nie rozmawiała i chociaż nie jestem przedmiotem badania? Natomiast odbyła rozmowę prywatną z moją żona, a ze mną już nie... W zaświadczeniu napisała, że "bazując na rozmowie matki z dziećmi stwierdzam, że ojciec nie przejawia inicjatywy rodzicielskiej" Jak można stwierdzić coś takiego o trzeciej osobie bazując na rozmowie matki z dziećmi? Przecież to jest kpina. Potem napisałem obszerną wiadomość opisując mój punkt widzenia i dołączając dowody na to, iż biła dzieci (miała niebieską kartę) oraz że kłamie w czasie spotkań... Poprosiłem o wystawienie zaświadczenia dla mnie iż opłacam zajęcia ja oraz przywożę dzieci na nie. Uzyskałem odmowę wydania zaświadczenia.... Czy tylko mnie się coś wydaje, że coś tutaj jest nie tak ? Czy można coś takiego zgłosić? Jak tak to gdzie? Czy dlatego, że jestem mężczyzną to można stosować wobec mnie podwójne standardy? Dla mnie to jest po prostu kpina....

