
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Trudność w relacji...
Trudność w relacji małżeńskiej: granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy
Fandyman
Agnieszka Włoszycka
Witam Pana,
Dziękujemy za wiadomość. Pan opisuje stan, który bardzo często wiąże się z dezorientacją, narastającą złością i podważaniem własnej perspektywy,zwłaszcza wtedy, gdy w relacji brakuje wspólnych ustaleń, domknięć rozmów i stabilnych punktów odniesienia. W takich warunkach nawet osoba regulująca emocje i stawiająca granice może zacząć wątpić w siebie, bo odpowiedzialność i narracja są nieustannie przesuwane.
Do refleksji warto zatrzymać się przy kilku pytaniach, do których Pana zachęcam:
Co dzieje się ze mną emocjonalnie, gdy moje intencje są reinterpretowane wbrew faktom?
Jaką cenę psychiczną płacę za relację, w której konflikty wracają bez realnego dialogu?
Czy moje granice są tylko „techniką przetrwania”, czy rzeczywiście coś zmieniają w relacji?
Na co mam realny wpływ, a co nie zależy już ode mnie — niezależnie od mojej pracy nad sobą?
Terapia indywidualna w takiej sytuacji często służy nie „naprawianiu siebie”, lecz odzyskaniu jasności, zaufania do własnych odczuć i decyzji a także rozpoznaniu, czy relacja ma przestrzeń na zmianę po obu stronach. Sama refleksja, którą Pan teraz podejmuje, jest ważnym i dojrzałym krokiem.
Warto się nad tym zastanowić i zapytać siebie: czego ja chcę, czego potrzebuję w tej sytuacji...?
Zapraszam ponownie do pisania na forum, wszystkiego dobrego!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Magdalena Ratajczyk
Pyta pan o to jak rozumieć zaprzeczanie emocjom, nie mam jednak pewności czy czuje pan że żona zaprzecza pana emocjom czy swoim. Jeśli chodzi o pana emocje, to sprawdziłabym co panu to robi kiedy tak się dzieje. Jeśli swoim - jest to praca po stronie żony.
Myślę, że nikt panu nie powie gdzie jest granica między trudną kłótnią a destrukcyjnym wzorcem. Szuka pan odpowiedzi, która pomoże panu osądzić sytuację i być może podjąć decyzje dotyczące relacji, ale szuka pan na zewnątrz, a odpowiedzi są w środku. Gdyby wiedział pan jaka jest różcica, to co by to dla Pana zmieniło? Jakie byłyby konsekwencje dla Pana i relacji?
Zastanowiłabym się też czy wychodzi pan z propozycją dialogu do żony po postawieniu granicy czy oczekuje pan, że żona to zrobi. Granice, sposób ich stawiania oraz oczekiwania wobec żony to temat do sprawdzenia na terapii.
Cele terapeutyczne ustala się z psychoterapeutą na trrapii, nie musi pan robić tego wcześniej. Jednak jest to ciekawe, że i w tym obszarze chciałby pan być dobrze przygotowany i być może mieć kontrolę. Temu aspektowi również przyjrzałabym się w kontekście pana relacji, w tym tej małżeńskiej.
Każdy z powyższych aspektów jest do rozpoznania w terapii.
Życzę owocnej pracy.
Anna Chodasewicz
Dzień dobry,
dziękuję za tak uważny i dojrzały opis sytuacji. To, co Pan przeżywa, brzmi jak długotrwałe funkcjonowanie w napięciu relacyjnym, które utrzymuje organizm w trybie ,, walcz lub uciekaj''. Taki stan z czasem zaczyna podważać poczucie stabilności, własnej percepcji oraz równowagi w związku – a przecież to do niej naturalnie dążymy w bliskiej relacji.
Opisana sytuacja pokazuje, że jest gotowość do pracy. Tam, gdzie pojawia się uważność zamiast kontroli, pojawia się też realna przestrzeń do zmiany.
Wyznaczanie granic w związku jest bardzo ważne – pod warunkiem, że są one respektowane przez obie strony. Wtedy relacja może się rozwijać w poczuciu bezpieczeństwa i wzajemnego szacunku. Jeśli jednak brakuje konsekwencji lub ustalenia nie przynoszą efektów, warto się zatrzymać i wspólnie zadać sobie pytania:
Dlaczego mimo wcześniejszych rozmów i wyznaczonych celów nie idziemy do przodu?
Co zawiodło – komunikacja, emocje, oczekiwania?
Warto też już na tym etapie poszukać tego co wspólne
Kiedy ostatnio było między Wami choć trochę spokojniej? Co wtedy było inaczej?
Po czym poznacie, że zaczynacie iść w dobrą stronę?
Co już robicie, co pomaga – nawet w niewielkim stopniu?
Jaki byłby pierwszy mały sygnał poprawy?
Taki moment zatrzymania nie służy szukaniu winnego, lecz zrozumieniu, co wymaga korekty. Często nie potrzeba nowych zasad, ale powrotu do podstaw i stawiania małych, realnych kroków w stronę zmiany.
Warto też nazywać emocje, które pojawiają się, gdy ustalenia nie prowadzą do rozwiązania – złość, rozczarowanie, bezradność. To one często sterują dynamiką bardziej niż same fakty.
Budujące jest szukanie tego, co Was łączy, a nie tego, co dzieli. To wspólne wartości, cele i intencja bycia razem mogą stać się punktem wyjścia do odbudowy dialogu i stopniowej poprawy relacji.
W terapii indywidualnej w takiej sytuacji warto skupić się przede wszystkim na wzmacnianiu własnej stabilności, świadomości granic i refleksji nad wzorcami relacyjnymi.
Kluczowe obszary do pracy:
Praca nad tym, by nie przejmować nadmiernej winy ani kontroli nad decyzjami drugiej strony.
Analiza, które reakcje pomagają utrzymać spokój, a które podtrzymują frustrację.
Praca nad własnymi zasobami i sposobami na utrzymanie równowagi
Nauka odpoczynku od napiętej dynamiki relacji.
Pozdrawiam
Anna Chodasewicz

Zobacz podobne
Rodzice nie dają mi dojść do słowa gdy rozmawiamy, ponieważ to oni są mądrzejsi i lepsi co nie? Gdy się kłócimy, potrafią wyrzucić do śmieci moje najważniejsze rzeczy, których później nie mogę odzyskać. Chcę się im wygadać, ale nie potrafię, jest to dla mnie zbyt ciężkie. Mam przypuszczenia ciężkiej depresji przez moją psycholożke. Na dodatek całe życie z ADHD. To życie jest tak przes***e, że już miałam z 10 prób. Żadna nie zadziałała, a mama? Nadal niczego nie zauważyła. Gdy zrobię jeden MALUTKI błąd to rodzice dobrze wiedzą, że mam phoneholizm i blokują mój telefon. Już nie potrafię sobie radzić, bo rozumiecie robić kontrolę rodzicielska TRZYNASTOLATCE? Która rozumie jak działa Internet i tak dalej? Chore.
Mąż 22 listopada miał zawał. Jeździłam do niego do szpitala i do sanatorium ile tylko dalam rady. Pracę mam zmianową. Jadąc z nim do lekarza nieraz musiałam się wymienić. Lekarza z pośród kilku umówiłam mu tego co chciał. Później powiedział, mi że do ".ujowego" lekarza go umówiłam, jakby nie było lepszego. Na jedną wizytę nie dałam rady jechać to powiedział mi że; nasrać na taką babę co nie da rady jechać; na drugi dzień pytałam co lekarz powiedział i usłyszałam "nie dałaś rady jechać to mam się odpie.." Końcem kwietnia zawoziłam mu dok do ZUS o świad rechab to wtedy dowiedział się, że będzie zwolniony 23 sierpnia. Powiedział o tym tylko trzem starszym córkom, reszta nikt nie wiedział i ja też. Ja dowiedzialam się 2 września jak przywiózł świadectwo, a dzień wcześniej była rozmowa na temat pracy, ale nic nie powiedzieli. Na drugi dzień nawet dzwoniłam na PIP czy na świadczeniu można zwolnić. Parę dni później jedna córka przyznała się ile czasu już wiedzieli, że bali się mi powiedzieć jak zareaguje, a on mi wmawia że wiedzieli wszyscy. Rozmawiałam o tym z córką co jest w domu i też o tym nie wiedziała. Jestem teraz pokłócona z nim i trzema córkami za to ukrywanie wiadomości. Powiedziałam im że jest mi przykro że tak podstępnie odsunęli mnie od siebie, potraktowali mnie jak 5 koło u wozu, dosłownie jak śmieć. Oni czują się bez winy i obwiniają o wszystko mnie. Nie wiem co robić bo czuję się źle we własnym rodzinny domu.

