Left ArrowWstecz

Trudność w relacji małżeńskiej: granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy

Trudność w relacji małżeńskiej – granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy Dzień dobry, piszę, ponieważ od dłuższego czasu jestem w dużym napięciu emocjonalnym związanym z moją relacją małżeńską i chciałbym spojrzenia z zewnątrz – najlepiej psychologicznego. W relacji od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem dezorientacji i podważania własnej perspektywy. W sytuacjach konfliktowych często mam wrażenie, że wcześniejsze ustalenia, intencje lub kontekst rozmów przestają obowiązywać, a odpowiedzialność za efekt końcowy jest przypisywana wyłącznie mnie. Nawet gdy działałem w dobrej wierze lub w porozumieniu, później słyszę, że „to była tylko moja decyzja” albo że „powinienem był wiedzieć lepiej”. Doświadczam też trudności w domykaniu tematów – rozmowy kończą się bez wspólnych wniosków, a przy kolejnym konflikcie wracają w bardzo podobnej formie. Z czasem zaczynam wątpić w to, czy moje reakcje są adekwatne i czy rzeczywiście robię coś niewłaściwie, czy raczej funkcjonuję w relacji, w której brak jest stabilnych punktów odniesienia i przewidywalności. Z mojej strony staram się regulować emocje – gdy konflikt eskaluje, wychodzę, stawiam granice, nie podnoszę głosu. Problem polega na tym, że nie ma później żadnej rozmowy ani próby zmiany wzorca. Konflikty wracają w bardzo podobnej formie, a ja zaczynam się zastanawiać, czy długoterminowo da się tak funkcjonować bez realnego dialogu. Dodatkowo widzę powtarzalny schemat, w którym odpowiedzialność za trudne sytuacje (np. decyzje zawodowe żony, relacje z jej rodziną, kwestie finansowe) jest przenoszona na mnie – nawet jeśli wcześniej wspierałem ją w podejmowanych decyzjach. Mam wrażenie, że moje intencje i realne działania są później reinterpretowane w negatywny sposób. Żona niedawno sama zgłosiła się na terapię, mówiąc, że czuje depresję i przygnębienie, ale jednocześnie podkreśla, że nie jest to związane z naszą relacją. Ja również rozważam terapię indywidualną. Czuję jednak dużo złości i bezradności, bo mam poczucie, że moja praca nad sobą nie przekłada się na poprawę dynamiki między nami. Moje pytania: - Jak psychologicznie rozumieć zaprzeczanie emocjom i zmianę narracji w konflikcie? - Gdzie przebiega granica między „trudną kłótnią” a wzorcem, który może być emocjonalnie destrukcyjny? - Czy w sytuacji, gdy jedna strona stawia granice i reguluje emocje, ale druga nie podejmuje dialogu, jest przestrzeń na poprawę relacji? - Na czym warto się skupić w terapii indywidualnej w takiej sytuacji? Będę wdzięczny za każdą merytoryczną perspektywę.
User Forum

Fandyman

4 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pana,

 

Dziękujemy za wiadomość. Pan opisuje stan, który bardzo często wiąże się z dezorientacją, narastającą złością i podważaniem własnej perspektywy,zwłaszcza wtedy, gdy w relacji brakuje wspólnych ustaleń, domknięć rozmów i stabilnych punktów odniesienia. W takich warunkach nawet osoba regulująca emocje i stawiająca granice może zacząć wątpić w siebie, bo odpowiedzialność i narracja są nieustannie przesuwane.

Do refleksji warto zatrzymać się przy kilku pytaniach, do których Pana zachęcam:
Co dzieje się ze mną emocjonalnie, gdy moje intencje są reinterpretowane wbrew faktom?
Jaką cenę psychiczną płacę za relację, w której konflikty wracają bez realnego dialogu?
Czy moje granice są tylko „techniką przetrwania”, czy rzeczywiście coś zmieniają w relacji?
Na co mam realny wpływ, a co nie zależy już ode mnie — niezależnie od mojej pracy nad sobą?

Terapia indywidualna w takiej sytuacji często służy nie „naprawianiu siebie”, lecz odzyskaniu jasności, zaufania do własnych odczuć i decyzji a także rozpoznaniu, czy relacja ma przestrzeń na zmianę po obu stronach. Sama refleksja, którą Pan teraz podejmuje, jest ważnym i dojrzałym krokiem. 

 

Warto się nad tym zastanowić i zapytać siebie: czego ja chcę, czego potrzebuję w tej sytuacji...?

 

Zapraszam ponownie do pisania na forum, wszystkiego dobrego!

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Ratajczyk

Magdalena Ratajczyk

Pyta pan o to jak rozumieć zaprzeczanie emocjom, nie mam jednak pewności czy czuje pan że żona zaprzecza pana emocjom czy swoim. Jeśli chodzi o pana emocje, to sprawdziłabym co panu to robi kiedy tak się dzieje. Jeśli swoim - jest to praca po stronie żony. 

Myślę, że nikt panu nie powie gdzie jest granica między trudną kłótnią a destrukcyjnym wzorcem. Szuka pan odpowiedzi, która pomoże panu osądzić sytuację i być może podjąć decyzje dotyczące relacji, ale szuka pan na zewnątrz, a odpowiedzi są w środku. Gdyby wiedział pan jaka jest różcica, to co by to dla Pana zmieniło? Jakie byłyby konsekwencje dla Pana i relacji? 

Zastanowiłabym się też czy wychodzi pan z propozycją dialogu do żony po postawieniu granicy czy oczekuje pan, że żona to zrobi. Granice, sposób ich stawiania oraz oczekiwania wobec żony to temat do sprawdzenia na terapii. 

Cele terapeutyczne ustala się z psychoterapeutą na trrapii, nie musi pan robić tego wcześniej. Jednak jest to ciekawe, że i w tym obszarze chciałby pan być dobrze przygotowany i być może mieć kontrolę. Temu aspektowi również przyjrzałabym się w kontekście pana relacji, w tym tej małżeńskiej. 

Każdy z powyższych aspektów jest do rozpoznania w terapii. 

Życzę owocnej pracy.

4 miesiące temu
Anna Chodasewicz

Anna Chodasewicz

Dzień dobry,

dziękuję za tak uważny i dojrzały opis sytuacji. To, co Pan przeżywa, brzmi jak długotrwałe funkcjonowanie w napięciu relacyjnym, które utrzymuje organizm w trybie ,, walcz lub uciekaj''. Taki stan z czasem zaczyna podważać poczucie stabilności, własnej percepcji oraz równowagi w związku – a przecież to do niej naturalnie dążymy w bliskiej relacji.

Opisana sytuacja pokazuje, że jest gotowość do pracy. Tam, gdzie pojawia się uważność zamiast kontroli, pojawia się też realna przestrzeń do zmiany.

Wyznaczanie granic w związku jest bardzo ważne – pod warunkiem, że są one respektowane przez obie strony. Wtedy relacja może się rozwijać w poczuciu bezpieczeństwa i wzajemnego szacunku. Jeśli jednak brakuje konsekwencji lub ustalenia nie przynoszą efektów, warto się zatrzymać i wspólnie zadać sobie pytania:

Dlaczego mimo wcześniejszych rozmów i wyznaczonych celów nie idziemy do przodu?
Co zawiodło – komunikacja, emocje, oczekiwania?

 

Warto też już na tym etapie poszukać tego co wspólne

 

Kiedy ostatnio było między Wami choć trochę spokojniej? Co wtedy było inaczej?

Po czym poznacie, że zaczynacie iść w dobrą stronę?

Co już robicie, co pomaga – nawet w niewielkim stopniu?

Jaki byłby pierwszy mały sygnał poprawy?

 

Taki moment zatrzymania nie służy szukaniu winnego, lecz zrozumieniu, co wymaga korekty. Często nie potrzeba nowych zasad, ale powrotu do podstaw i stawiania małych, realnych kroków w stronę zmiany.

Warto też nazywać emocje, które pojawiają się, gdy ustalenia nie prowadzą do rozwiązania – złość, rozczarowanie, bezradność. To one często sterują dynamiką bardziej niż same fakty.

Budujące jest szukanie tego, co Was łączy, a nie tego, co dzieli. To wspólne wartości, cele i intencja bycia razem mogą stać się punktem wyjścia do odbudowy dialogu i stopniowej poprawy relacji.

 

W terapii indywidualnej w takiej sytuacji warto skupić się przede wszystkim na wzmacnianiu własnej stabilności, świadomości granic i refleksji nad wzorcami relacyjnymi.

 

Kluczowe obszary do pracy:

Praca nad tym, by nie przejmować nadmiernej winy ani kontroli nad decyzjami drugiej strony.

 

Analiza, które reakcje pomagają utrzymać spokój, a które podtrzymują frustrację.

 

Praca nad własnymi zasobami i sposobami na utrzymanie równowagi

 

Nauka odpoczynku od napiętej dynamiki relacji.

 

Pozdrawiam 

Anna Chodasewicz

3 miesiące temu

Zobacz podobne

Myślę, że ze względu na trudniejsze dzieciństwo, inaczej zachowuję się w związku - czy to możliwe?
Cześć, mam dla mnie dość znaczący problem, który jest bardzo zły dla mojego związku. Na początku pragnę wyjaśnić, o co chodzi. Jestem z swoją partnerką ponad rok i od kilku miesięcy miewam się z tym, że bardzo boli mnie, kiedy robi rzeczy uważane za choć trochę "złe", mam na myśli palenie wyrobów nikotynowych, picie alkoholu, (ogółem używek) kupowanie bardziej seksownej bielizny, nawet boli mnie fakt, kiedy nakłada makijaż. Jakikolwiek brak naturalności (typu kolczyk, przedłużanie rzęs, tatuaże zwykle i z henny, makijaż permanentny) wywołuje u mnie duży ból, bardzo duży ból. Naprawdę przytłacza mnie ilość posiadanych przez nią kosmetyków. Mam wrażenie, że chciałbym, aby była taką małą, grzeczną dziewczynką (nie uległą, tutaj naprawdę nie ma żadnego podtekstu seksualnego. Przez tę sytuację moje libido jest na bardzo niskim poziomie) nie wymuszam od mojej partnerki zmiany tych rzecz,y bo wiem, że we mnie jest problem, we dwójkę nie potrafimy dojść do tego, co może mi być, a jej powoli kończy się cierpliwość do moich problemów, bo po prostu ją ranią. Dodam że nie jesteśmy dorośli, ja mam 17 lat, ona 16. Tutaj pojawia się moja hipoteza, o co może się rozchodzić. W wieku 3 lat moi rodzice wzięli rozwód, 3 lata spędziłem bez ojca, po czym nagle pojawił się ojczym. Mamy dobry kontakt ze sobą. Przez ten brak ojca w tak ważnym momencie rozwoju dla dziecka i ciężkie przyzwyczajenie się do obecności ojczyma, może chcę podświadomie postawić się w roli jej ojca i traktuję ją, jak małą córeczkę. Ten efekt mógłby potęgować fakt, że partnerka też została zostawiona przez ojca w wieku 2 lat i od tamtego czasu żyje z ojczymem.
Rodzina mojego męża nęka nas od dłuższego czasu - co zrobić?
Sprawa dotyczy rodziny mojego męża. Zacznę od początku nasz konflikt trwa od 10 lat. Zaczęło się od nadmiernego kontrolowania, śledziła gdzie jeździmy, z kim jeździmy. Cały czas były awantury o to, że mój mąż (wtedy chłopak) przyjeżdża do mnie. Do tego zabraniała mu spać u mnie(bo co ludzie powiedzą). Zaczęła robić awantury o to, że więcej czasu spędzamy u moich rodziców (po tym jak mnie i moją rodzinę wyzywała i robiła te wszystkie jazdy, nie mieliśmy ochoty spędzać z nią czasu). Później robiła awantury o to, że chcemy razem zamieszkać przed ślubem, następnie o to, że za wcześnie rozdajemy zaproszenia, kolejno o wyjazd nad jezioro. I tak mogłabym pisać godzinami. Generalnie od samego początku robi duże problemy. Do tego wszystkiego teraz dołączyła jej matka (czyli babcia mojego męża)uważają, że mogą po mnie "jechać" obrażać mnie i moją rodzinę, ale ja mam siedzieć cicho, bo one są starsze i należy im się szacunek. Moje zdanie jest takie, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć, a one ewidentnie na niego nie zasłużyły(oczywiście nigdy ich nie wyzwałam, jedynie stanowczo postawiłam granice). Razem z moim mężem próbowaliśmy setki razy rozmawiać, jednak spokój trwał góra tydzień, później zaczynało się od nowa.Próbowaliśmy namówić ją na wizytę u psychologa, jednak stwierdziła, że ona problemu nie ma. Przez swoją teściową 3 razy wylądowałam na pogotowiu, a mój mąż ma nerwice. Próbowaliśmy z mężem unikać kontaktów z nimi, zablokowaliśmy ich numery, nie przyjeżdżamy, jednak nasz koszmar wcale się nie skończył. Cały czas nas nękają. Co robić? Nie mamy już sił...
Podejrzewam u siebie PTSD, nie mam żadnego wsparcia, jednocześnie muszę opiekować się matką, nie mam siły ani zdrowia psychicznego na to. Proszę o pomoc!
Witam, mam na imię Damian i mam 30 lat. Gdy miałem 24 cały mój świat legł w gruzach. Zmarł mój ojciec śmiercią tragiczną, przez co się poniekąd obwiniałem i mam podejrzenie zespołu stresu pourazowego aczkolwiek nie badałem tego. Przez te 6 lat wszystko w rodzinie było na mojej głowie, ponieważ siostra, jak i matka uciekły w alkohol. Mi się też to udzieliło niestety jednakże panuje nad życiem. Ale do sedna sprawy i pytania: Moja mama przez wiadomość o tym, iż rozchodzę się z kobietą, z którą byłem 8 lat doznała udaru mózgu. Teraz jest w stanie stabilnym, aczkolwiek po udarze nastąpił zespół Korsakowa. Mama za 3 tyg prawdopodobnie wyjdzie ze szpitala, ale lekarz powiedział, że będzie potrzebowała opieki do końca życia. Stąd moje pytanie: co ja mam zrobić? Mam w końcu pomyśleć o sobie i zachować się egoistycznie i poświęcić się sobie czy opiekować się matką, która tak naprawdę pół życia miała mnie, gdzieś, bo dzieciństwo też łatwe nie było. Boję się o swoje zdrowie. Mam napady lęków w nocy i problemy ze snem. Byle błachostka potrafi u mnie wywołać uderzenia stresu. Czuję się, jakbym był za wszystkich odpowiedzialny, ale o mnie nikt nie pomyśli. Co robić?
Czy główną przyczyną skrajnej niedojrzałości emocjonalnej są zbyt pobłażliwi rodzice?
Czy główną przyczyną skrajnej niedojrzałości emocjonalnej są zbyt pobłażliwi rodzice? Jestem osobą niedojrzałą emocjonalnie, słyszę od specjalistów, że mam emocjonalność pięciolatki. Słyszę często, że główną przyczyną takiej sytuacji są rodzice, którzy nie stawiają dziecku żadnych wymagań , chronią dziecko przed światem i chcą uchronić go od wszelkich nieszczęść. Moi rodzice nie byli tacy, oni stawiali mi wymagania. Czy zatem główną przyczyną niedojrzałości są zbyt pobłażliwi rodzice?
Jak przekonać mamę po zawale do wizyty u psychologa? Porady i argumenty
Witam , mam pytanie jak przekonać moją mamę że potrzebuje pomocy specjalisty jakich argumentów użyć? Moja mama ma 45 lat . Kilkanaście miesięcy temu przeszła zawał serca od tamtego momentu boi się o swoje zdrowie... Moim zdaniem jest to zrozumiałe w tej sytuacji po takiej chorobie . Generalnie nie tylko choroba ale myślę że dużo rzeczy się nałożyło na stan mojej mamy ( bo już wcześniej zdarzały się jej depresyjnie silny nastrój czy problemy ze snem ) teraz po chorobie się to namnożyło .Teraz moja mama chodzi zestresowana nie raz nerwowa , zezłoszczona, mówi nie raz że ma szczęko ścisk.. w nocy spać nie unii nie raz ma nastrój depresyjny że chce jej się / płacze . Martwię się o nią,boje się że z czasem będzie jeszcze gorzej chciałabym żeby zgłosiła się do specjalisty po pomoc bo wiem że on jest w stanie jej tylko pomóc . Niestety moja mama nie wiem dlaczego jest sceptycznie / złe nastawiona do tego typu specjalistów , nie wiem dlaczego wiem że zawsze miała takie podejście i nic nie potrafi ją przekonać... Na moje sugestie zgłoszenia się do tego typu specjalisty powiedziała ' Nie ' jak zapytałam się dlaczego po prostu zawsze odpowiedziała ' Bo nie'' Jak rozmawiać jak przekonać. Jeśli chodzi o moją mamę do miała kilka z NFZ wizyt obowiązkowych po zawale ale nie wiem za dużo wiem tylko że chodziła tam z łaska raz śmiała się do mnie że idzie do psychologa'' żeby naprawić głowę''
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.