
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Czy moje słowa mają...
Czy moje słowa mają negatywny, ukryty przekaz? A może jest to reakcja męża?
Dzień dobry. Potrzebuję interpretacji mojej rekacji w pewnej sytuacji, która wg mojego męża odzwierciedla mój charakter i niesie w sobie ukryty negatywny przekaz.
Ostatnio nie domknęłam maski w samochodzie, ponieważ chciałam dolać płynu, a zajęłam się czymś innym i kompletnie o tym zapomniałam. Jeździliśmy tak z niedomkniętą maską przez 2 dni. Drugiego dnia mąż zauważył, że maska jest otwarta na autostradzie, wówczas sobie o tym przypomnialam, przyznałam, że ją otworzyłam, poprosiłam, aby się zatrzymał, domknęłam maskę i przeprosiłam za swoją bezmyślnosć. Jednocześnie stwierdziłam, że "wczoraj przejechaliśmy z taką maską 70 km". Według męża to, co powiedziałam, miało ukryty negatywny przekaz.
Bardzo proszę o interpretację, jaki podświadomie ukryty przekaz mogłam w ten sposób przekazać, jak Państwo by to odebrali i zinterpretowali? Takie podobne sytuacje zdarzają się coraz częściej, kiedy moje "pozytywne" reakcje/stwierdzenia są odbierane negatywnie. Przyznaje, że może tak być, ale nie umiem tej cechy u siebie zdiagnozować, tak aby to zmienić i nie robić komuś i sobie przykrości.
Jowitta
Adam Gruźlewski
Pani Jowitto,
może warto porozmawiać z mężem, na podstawie jakich obserwacji wyciągnął takie wnioski? Jeśli dobrze zrozumiałem, zdarzyło się Pani przeoczyć domknięcie maski samochodu. Na podstawie tej relacji (a także słów męża) trudno postawić jakiekolwiek diagnozy na temat funkcjonowania Waszego związku. Być może należałoby przyjrzeć się schematom zachowań i komunikacji w małżeństwie. Jeśli natomiast problem by się nasilał, zachęcam do skorzystania z pomocy terapeuty par.
Pozdrawiam serdecznie
Adam Gruźlewski
psycholog, psychotraumatolog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Steinborn
Dziękuję Ci za podzielenie się tą sytuacją. Widać, że jesteś uważna i zależy Ci na dobrej komunikacji.
Z perspektywy terapeutycznej Twoja wypowiedź o „70 km z otwartą maską” mogła być po prostu próbą oswojenia napięcia, neutralną informacją albo nawet próbą pokazania, że sytuacja nie była od razu oczywista – również dla męża. Nie musi to oznaczać złej intencji, ale jeśli on odebrał to jako ukryty zarzut, to możliwe, że reaguje przez pryzmat wcześniejszych doświadczeń czy napięć w relacji.
Nie chodzi więc tylko o to, co powiedziałaś, ale jak zostało to usłyszane. Czasem styl komunikacji jednej osoby nieświadomie aktywuje w drugiej różne interpretacje.
To niekoniecznie „cecha”, którą trzeba diagnozować, a raczej sygnał, że warto przyjrzeć się wzajemnemu rozumieniu. Może pomóc rozmowa o tym, co każde z Was słyszy w takich momentach – lub spotkanie z terapeutą, by lepiej się nawzajem usłyszeć.
Jesteś uważna, chętna do refleksji i gotowa na zmianę – i to już bardzo dużo.
Katarzyna Kania-Bzdyl
Droga Jowito,
w opisanej przez Ciebie sytuacji nie ma sensu dogłębnie analizować tego przykładu i "dzielić włos na czworo". Po prostu z roztargnienia zapomniałaś zamknąć maskę. Chyba, że takich sytuacji jest dużo, dużo więcej i masz w tym ukryte jakieś świadome intencje. A wtedy to już inna sprawa. Podaj inne przykłady.
Pozdrawiam,
Katarzyna Kania-Bzdyl

Zobacz podobne
Mieszkam od 3 lat w Wiedniu, moja partnerka jest Austriaczką. Poznaliśmy się zaraz po tym, jak się tu przeprowadziłem.
Od dłuższego czasu bardzo tęsknię za Polską i rodziną. Pochodzę z okolic Szczecina, loty są drogie, a podróż pociągiem zajmuje dużo czasu. Rozmawialiśmy już o tym z moją partnerką i postanowiliśmy spróbować częściej odwiedzać Polskę - w tym roku 9 razy. To nie zmienia faktu, jak bardzo tęsknię za rodziną. Jak widzę, jak moi rodzice i dziadkowie stają się coraz starsi, czas płynie, a ja jestem daleko.
Jednocześnie moja partnerka nie wyobraża sobie wyjazdu do Polski. Mieszka już całe życie w Austrii i tu ma rodzinę.
Poza tym ja mówię biegle po niemiecku, a ona nie mówi po polsku. Nie wiem, co robić. Już wiele razy o tym rozmawialiśmy, ale ta tęsknota jest nie do zniesienia.
A może to tylko iluzja, że tak tęsknię, bo wiem, że powrót jest na ten moment „niedostępny”? Bo wiem, że jeśli będę chciał wrócić, to wracam sam. Już rozmawialiśmy ostatnio o rozstaniu, moja partnerka mówi bowiem, że męczy ją ta moja niepewność i boi się cały czas, że w każdej chwili mogę rzucić wszystko, co tu budujemy i wyjechać do Polski. A ja nie mogę jej zapewnić, że tak się nie stanie. Już nam się wyczerpały pomysły, co byśmy mogli jeszcze wypróbować. A jednocześnie nie wyobrażam sobie życia bez niej...
Myślałem o tym, żeby wyjechać na określony czas np. 2-3 miesiące i po tym czasie wrócić do Wiednia i zweryfikować sytuację z moją partnerką. Ona mówi, że jeśli chcę wyjechać, to powinniśmy się rozstać przed moim wyjazdem, bo nie da rady siedzieć tu 2-3 miesiące i robić sobie nadziei czy wrócę, czy nie. Jednocześnie wiem, że oboje się kochamy, więc chcę wypróbować wszystkich możliwych opcji...
Rodzina mojej dziewczyny w tym roku zarezerwowała na 4 dni chatkę w Bieszczadach, zaproszenia zostały wysłane rok temu do członków jej rodziny, jeszcze się wtedy z moja dziewczyna nie znaliśmy. Miała ona wtedy chłopaka, który został zaproszony na ten wyjazd. W między czasie rozstali się. Poznała mnie i teraz jesteśmy parą. Przechodząc do sedna, ja nie zostałem zaproszony na ten wyjazd, nie jadę tam. Pomimo że cały czas jest miejsce wolne dla jej byłego na ten wyjazd. Jak Państwo myślą, martwić się o to, czy jest to podejrzane, że nie zostałem zaproszony? Z dziewczyną planujemy się zaręczyć i wziąć w przyszłym roku ślub.

