Left ArrowWstecz

Uzależnienie od hazardu, utrata zaufania rodziny i silne myśli samobójcze – jak żyć z poczuciem winy i wstydu?

Treść wrażliwa
Hej. Po roku walki z uzależnieniem przegrałem tak naprawdę wszystko, cała rodzinę.Praca została , lecz nie mam siły na to żeby iść tam irato3ac ludzkie zycie. Od 2018 zmagam się z grami hazardowymi. Dostałem wiele szans byłem na dnie ale wstawałem i podnosiłem sie. Rodzina dała mi wiele szans i pomagała we wszystkim. Od roku byłem czysty i myślałem że mam już wszystko za sobą. Niestety dwa miesiące temu 14 lutego złamałem noge, przeszedłem operacje i l4. Po świętach wielkanocnych cos mi w głowie przeskoczyło i poszło. Najpierw skromnie lecz chcąc ratować sytuację szło dalej i tak skończyło na ciągu 14 dniowym. Mam wspaniałą żonę i córkę. Wiem że zostałem sam ponieważnie cofne rzeczy któree tym czasie zrobilem . Nie mam już odwrotu od swoich decyzji . Tak naprawdę bym skończył ze soba, było by najprościej i najłatwiej oczywiście dla mnie. Boje sie o corke ma 10 lat kocha Nas i nasze życie ( nie wie o moich wybrykach) w jej oczach jestem najlepszym tata na świecie) i nie poradzi sobie z tym. Jest bardzo wrazliwa. Chciałbym zniknąć już z tego świata, szczerze nie chce mi się żyć w tej rzeczywistości ale uczucie że moja córeczka doświadczy złego przez mój egoizm cały czas mnie powstrzymuje. Nie moge jej tego zrobic i tak wiele zrobilem zlego . Jak mam poradzić sobie ze wstydem który sprawiłem wszystkim ? Mówię tu o teściu i teściowej i szwagrach, którzy dali mi dwie duże szanse a ja ich po roku zawiodłem? Nie wiem jak przez to przebrnąć. Znam już te uczucia beznadziejnosci. To jest gorsze niż przegranie 100 tysięcy w kasynie. Pieniądze mogę zdobyć i pracować ale szacunku już nie odzyskam i poczucie że skrzywdziłem wszystkich nlajbliższych mnie dobija. Najbardziej przytłacza mnie fakt że zawidolem pobraz kolejny . Zawod w ich oczach i myślenie o tym doprowadza mnie do szaleństwa dosłownie.
User Forum

Tomek

1 miesiąc temu
Wiktoria Rybak

Wiktoria Rybak

Dzień dobry,


bardzo ważne jest to, że napisałeś i opowiedziałeś o tym, co się dzieje. To wymaga odwagi, szczególnie kiedy człowiek czuje wstyd, poczucie porażki i ma wrażenie, że wszystko stracił. Sam fakt, że szukasz pomocy i próbujesz nazwać swoje emocje, pokazuje, że jakaś część Ciebie nadal chce żyć i walczyć nawet, jeśli teraz jesteś bardzo zmęczony.

 

To, co opisujesz, brzmi jak ogromne przeciążenie psychiczne: nawrót uzależnienia, poczucie winy wobec rodziny, lęk przed oceną bliskich, utrata zaufania do samego siebie i myśli o zniknięciu. W takim stanie człowiek często patrzy na siebie wyłącznie przez pryzmat błędów i krzywdy, którą wyrządził. Ale uzależnienie właśnie tak działa, czyli odbiera nadzieję i przekonuje, że jeden upadek przekreśla wszystko. A to nie jest prawda.

 

Rok bez grania nie był „na niby”. To nie znika tylko dlatego, że pojawił się nawrót. Nawrót nie oznacza, że jesteś bezwartościowy albo że całe leczenie nie miało sensu. Oznacza, że znalazłeś się znowu w bardzo trudnym miejscu i potrzebujesz wsparcia, a nie samotnego dźwigania tego wszystkiego. Nawroty w pracy nad uzależnieniami są zazwyczaj normalnym elementem procesu zdrowienia.

 

Czytając Twoją wiadomość, bardzo wyraźnie widać też to, że ogromnie kochasz swoją córkę. To właśnie myśl o niej powstrzymuje Cię przed zrobieniem sobie krzywdy. I to jest bardzo ważne. Twoja córka bardziej niż „idealnego ojca” potrzebuje taty, który żyje i który podejmuje próbę leczenia, nawet jeśli czasem upada. Dzieci nie potrzebują rodziców bez błędów. Potrzebują rodziców obecnych.

 

Teraz czujesz wstyd, ale chciałbyś odbudować relacje z bliskimi, a relacje odbudowuje się małymi krokami i czasem. 

 

Ważne też jest, że najpierw, przed innymi krokami, trzeba zadbać o siebie i swoje bezpieczeństwo. Nie zostawaj ze swoimi myślami sam. Jeśli czujesz, że te myśli się nasilają albo boisz się, że możesz zrobić sobie krzywdę, skontaktuj się pilnie z kimś zaufanym, terapeutą uzależnień, telefonem wsparcia 116 123 albo zgłoś się do najbliższego Centrum Zdrowia Psychicznego lub na izbę przyjęć psychiatrycznych.  Jesteś człowiekiem, który choruje na uzależnienie i który teraz bardzo cierpi. A z takiego miejsca naprawdę można jeszcze wracać krok po kroku.

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Panie Tomku, myślę, że teraz mówi przez Pana ogromny wstyd, rozpacz i poczucie winy, a nie cała prawda o Panu jako człowieku. Nawrót w uzależnieniu nie przekreśla tych miesięcy trzeźwości ani tego, że przez rok walczył Pan o siebie i rodzinę i to moim zdaniem nie jest dowód, że „jest Pan stracony”, tylko sygnał, że choroba wróciła w momencie dużego kryzysu i bezradności. Najważniejsze teraz: nie zostawać z tym samemu. Bardzo niepokoi mnie to, że myśli Pan o zniknięciu i śmierci. Proszę dziś skontaktować się z kimś bezpiecznym np. terapeutą uzależnień, bliską osobą, telefonem wsparcia lub lekarzem. Pana córka nie potrzebuje idealnego ojca. Bardziej potrzebuje taty, który mimo upadku dalej walczy i wraca po pomoc. I proszę pamiętać: wstyd często mówi: „schowaj się” a zdrowienie zaczyna się właśnie od powiedzenia prawdy i ponownego sięgnięcia po wsparcie.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Tomaszu, 

to, co Pan czuje, to niszczący mechanizm choroby, która chce Pana odizolować, ale Pana miłość do córki jest dowodem na to, że wciąż ma Pan o co walczyć. Wstyd, choć paraliżujący, nie jest długiem, który spłaca się odejściem – jedyną drogą do odzyskania szacunku jest Pana obecność i podjęcie leczenia. Pana córka potrzebuje żywego ojca, a nie traumy, która zostanie z nią na zawsze, jeśli Pan się podda.

Proszę pamiętać, że jest Pan wystarczający, by spróbować jeszcze raz, a każdy dzień to nowa szansa. Proszę nie zostawać z tym sam i natychmiast sięgnąć po wsparcie:

Kryzysowy Telefon Zaufania: 116 123

Anonimowi Hazardziści: 801 889 880

To najtrudniejszy etap Pana drogi, ale proszę wytrwać dla siebie i swojej rodziny.

Powodzenia!

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Maria Kulesza

Maria Kulesza

Tomku,

Niestety nic nie wymaże z naszej pamięci tego zawodu, który zobaczyliśmy w oczach innych. Tylko Tomku pamiętaj, że nie trzeba stawiać kropki w takich momentach. Postaw średnik - to nie koniec! Masz czas by zmienić swoje życie. to nie jest tak, że ludzie nie wybaczają kolejnego "potknięcia". Po prostu bardzo często potrzebują więcej czasu żeby to zrobić  - jedno z moich ulubionych powiedzeń to: daj czas czasowi. To nie znaczy, że Ty w tym czasie masz siedzieć i się byczyć, ABSOLUTNIE!!! - masz podjąć się pracy by zmienić w sobie to co sprawia że wracasz do grania. Nie znam Twojej historii, nie wiem co się stało ale skoro po roku abstynencji wróciłeś do nałogu to znaczy , że nie rozprawiłeś się z demonami, które za nim się kryją - Ty wiesz najlepiej co to jest! Słuchaj ... trzeźwienie to ciężka praca, czasem bywa, że bolesna, warta jednak poświęcenia i trudu. 

To nie czas by się poddać! To czas by o siebie zawalczyć!

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzien dobry

 

   To, co opisujesz, jest bardzo ciężkie, ale też ważne. Nadal jesteś tu, myślisz o córce i szukasz wyjścia. To znaczy, że jakaś część Ciebie nadal chce żyć i coś naprawić i to ma ogromne znaczenie.

Najpierw powiem wprost: to, że znowu się potknąłeś, nie przekreśla całej tej pracy, którą zrobiłeś przez rok. Uzależnienie działa dokładnie tak że potrafi wrócić w momentach słabości, bólu, izolacji (kontuzja, L4, siedzenie w domu to bardzo silne wyzwalacze). To nie jest dowód, że jesteś „beznadziejny”. To jest dowód, że choroba jest nadal aktywna i potrzebuje dalszego leczenia. Rozumiem ten wstyd i poczucie, że „zawiodłem wszystkich”. To jedno z najbardziej niszczących uczuć w uzależnieniu. Ale jest tu jedna ważna rzecz, której możesz teraz nie widzieć:

wstyd mówi: „jestem zły”,  odpowiedzialność mówi: „zrobiłem coś złego i mogę próbować to naprawić”

To drugie jest trudniejsze, ale prawdziwsze  i daje jakąkolwiek drogę dalej.

To, że myślisz o zakończeniu życia, to sygnał ogromnego przeciążenia, nie rozwiązanie. I dobrze, że coś Cię zatrzymuje czyli  Twoja córka. To nie jest „słabość”, tylko bardzo silna więź. Twoja córka nie potrzebuje idealnego ojca. Ona potrzebuje żywego ojca, który walczy. Nawet jeśli się potyka.

Jeśli czujesz, że te myśli robią się silniejsze, naprawdę ważne jest, żebyś nie zostawał z tym sam:

zadzwoń pod 116 123 (linia wsparcia emocjonalnego w PL)

albo 800 70 2222 (Centrum Wsparcia – całodobowo)

możesz też iść na SOR albo do najbliższej izby przyjęć i powiedzieć wprost, co się dzieje

To nie jest przesada, to jest zadbanie o życie.

Nie cofniesz tego, co się stało. Ale to nie znaczy, że „nie ma odwrotu”. To jest moment, w którym zaczyna się kolejna próba, nie koniec.

Na teraz, krok po kroku  odetnij dostęp do hazardu więc blokady na kontach, aplikacjach, limity, oddanie kontroli finansów.  wróć do wsparcia czyli terapia uzależnień, grupy (np. Anonimowi Hazardziści). Nawet jeśli już byłeś to i wróć i powiedz komuś prawdę (jeśli jeszcze nie)  nie wszystkim naraz, ale jednej bezpiecznej osobie. Ukrywanie tylko zwiększa presję nie podejmuj teraz dużych decyzji (o pracy, życiu, relacjach). Jesteś w silnych emocjach a to nie jest dobry moment na „ostateczne” kroki. 

Teraz widzisz tylko jedno: że ich zawiodłeś. I to jest realne  oni mogą być zranieni, źli, rozczarowani. Ale szacunek to nie jest coś, co znika na zawsze po jednym (nawet dużym) upadku. On się buduje w czasie poprzez  konsekwencję,

uczciwość, branie odpowiedzialności, powtarzalne, małe działania.  Nie odzyskasz go słowami. Ale możesz zacząć go odbudowywać czynami. Powoli. I jeszcze coś ważnego: to, że oni dali Ci szanse wcześniej, oznacza, że kiedyś widzieli w Tobie coś dobrego. To nie znika całkowicie. Nie musisz rozwiązać całego życia dziś. Serio.

Na dziś wystarczy  przetrwać ten moment, nie zostać z tym samemu, zrobić jeden mały krok w stronę pomocy.

1 miesiąc temu
Karol Barra

Karol Barra

Dzień dobry,
To, że po nawrocie pojawił się ogromny wstyd i poczucie winy, jest bardzo częste u osób zmagających się z uzależnieniem. Nawrót nie przekreśla jednak całego roku trzeźwości ani tego, że wcześniej walczył Pan o siebie i rodzinę.

Najważniejsze teraz jest to, żeby nie zostawał Pan z tym sam. Szczególnie niepokojące są myśli o tym, że "najlepiej byłoby zniknąć". W takiej sytuacji warto pilnie skontaktować się z psychiatrą, terapeutą uzależnień albo telefonem kryzysowym.

Wstyd bardzo często popycha do izolacji i przekonania, że wszystko jest już stracone. Tymczasem uzależnienie to choroba nawrotowa i wiele osób doświadcza potknięć w procesie zdrowienia.

Najbardziej potrzebuje Pana teraz córka - nie idealnego, tylko obecnego i szukającego pomocy ojca.

 

Pozdrawiam Karol Barra

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Dlaczego mój partner po wypiciu pewnej ilości alkoholu jest opryskliwy, chamski?
Dlaczego mój partner po wypiciu pewnej ilości alkoholu jest opryskliwy, chamski? Oskarża mnie, jakbym go zdradzała, a nawet zrywa. Na drugi dzień twierdzi, że bardzo kocha i chciał na złość zrobić. Zachowania jak wahadło, dodatkowo ogromne wahania nastroju.
Witam, mam 28 lat, ale ciągle boję się opinii swoich rodziców
Witam, mam 28 lat, ale ciągle boję się opinii swoich rodziców, kontrolują mnie na każdym kroku. Nie wiem, dlaczego mimo swojego wieku, kiedy ojciec się upije i kłóci się z matką, albo straszy, że umrze niedługo, ja zawsze zaczynam płakać. Nie potrafię nad tym zapanować. Jak uodpornić się na takie sytuacje, ojciec pije średnio raz na tydzień, a ja wtedy żyje w strachu, że będzie kolejna kłótnia. Tak jak małe dziecko. Co powinnam zrobić, żeby przyzwyczaić się do takich sytuacji i nie przeżywać ich tak mocno? Każdy wokoło każe mi się wyprowadzić z domu, ale ja nie mogę wynajmować mieszkania, bo nie chce zostawić moich psów, które są moimi jedynymi przyjaciółmi. W dodatku rodzice straszą, że jeśli wynajmę, będąc samotna, to już nie mam wstępu do domu. Boję się totalnej samotności, a wiem, że nigdy nie będę miała męża. Moje życie to tylko wegetacja boję się zrobić cokolwiek, bo zaraz myślę, że rodzice będą mi marudzić, nie mam kompletnie znajomych i już na pewno ich nie będę miała. Nie mogę nigdzie wyjechać, bo nie mam z kim, sama nie mam odwagi, bo mam fobię społeczną. Czy w mojej sytuacji jakaś terapia ma szansę mi pomóc, skoro nie wyprowadzę się z domu i nadal będę tkwiła w tym, co mnie stresuje? Boję się, że na pierwszej wizycie usłyszę, wyprowadź się z domu i będzie to powtarzane na każdej, a ja naprawdę na ten moment nie mogę tego zrobić.
Moje myśli zajęte są siostrą, mamą i ich sytuacjami. Czy powinnam odpuścić?

Przepraszam, że mój tekst będzie dosyć długi. Napisałam tak jak czuje. 

Sytuacja wygląda tak. Mam dwie starsze siostry. Jedna ma rodzinę i ja też mam już swoją rodzinę. Przez lata najstarsza siostra (obecnie przed 40-stką) zarzekała się, że ona nikogo nie chce mieć przy swoim boku tzn.mężczyzny. Ponieważ boi się po doświadczeniach z dzieciństwa - jesteśmy DDA. Mimo że jesteśmy rodzeństwem to każda z nas ma zupełnie różne od siebie charaktery. Z tą najstarszą jest bardzo ciężko w jakikolwiek sposób się dogadać, zawsze tak było. Kiedy jedna z nas wyszła za mąż w domu rodzinnym zostałam ja i najstarsza siostra z mamą. Po kilku latach od ślubu naszej siostry, spotkało mnie szczęście, poznałam kogoś. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, moja siostra bardzo mi zazdrościła, wręcz nie mogła znieść, że ja kogoś mam. Wciąż miała nadzieję, że mój związek prędzej czy później i tak się nie uda i nadal będzie mieszkać ze mną i z mamą. 

Po dłuższym czasie zamieszkałam razem z moim partnerem no i później wzięliśmy ślub. Od tego czasu siostra jakby z desperacji zaczęła szukać kogoś na siłę. Wydaje się, jakby miała mocne postanowienie, by jako jedyna z rodzeństwa nie zostać singielką. Ma kolegę, w którym się zauroczyła czy może nawet zakochała. Pojawił się u niej też problem z piciem. Odkąd pamiętam ciągnęło ją do alkoholu, no i widze, że tak trafiła, że jej kolega też lubi wypić. Z tego co da się zauważyć jej to odpowiada. Wydaje mi się niestety, że chciałaby stworzyć z kimś takim związek. Dobrych znajomych, którzy nieszczególnie lubią pić, odrzuca. Twierdzi, że są za nudni. Zwierzyła mi się kiedyś, że jej kolega nie wykazuje chęci bycia z nią. Powiedział, że może być jedynie jego koleżanką, że on nie chce nic poważnego. Mówił to jej podobno już wielokrotnie. Wiem, że raz jej powiedział "My już jesteśmy razem", by później wrócić do pierwszej wersji kolega - koleżanka. Mimo tego spotyka się z nią i ją zwodzi. Może on po prostu potrzebuje jej towarzystwa tylko do picia, a ona jest na to podatna. 

Siostra zaczęła coraz więcej pić i wraca do domu nad ranem. Kiedy my jako rodzina zwracamy jej uwagę, że tak nie można, ona krzyczy, że przecież jest dorosła. Tylko powinna liczyć się też z mamą, z którą nadal mieszka. Po czym mówi, że to rozumie i już nie będzie. Tylko nadal nic się nie zmienia z jej strony. Od zawsze ma ciężki charakter. Kiedyś zasugerowałam jej nawet wizytę np. u psychologa, jeśli sobie z czymś sama nie radzi. Stwierdziła, że ona tego nie potrzebuje. Martwię się o mamę, bo ciężko znosi to psychicznie. Moim zdaniem wystarczy, że kiedyś musiała znosić mojego ojca alkoholika i ja nie chcę, by teraz przechodziła znów przez ten sam nałóg. Siostra nie daje sobie pomóc, ona wszystko wie najlepiej. 

Zauważam u siebie, że nie mogę znieść tej myśli, że mama jest w takiej beznadziejnej sytuacji, bardzo mnie to dotyka. Dużo znajomych osób mówi mi, że żeby coś się zmieniło, siostra sama musi tego chcieć,bo ja na siłę tego nie zrobię, choćbym chciała. Mimo że mam męża i swoje życie, żyje tą sytuacją. Czy powinnam odpuścić tak częste zadręczanie się tym i skupić się na swoim życiu czy próbować zmieniać kogoś ? Za wszystkie odpowiedzi z góry dziękuję. Pozdrawiam.

Pomoc mamie nadużywającej alkoholu - co zrobić?

Witam. Moja mama nadużywa alkoholu. Najgorzej jest m.in w różne święta, czy jak jest na zwolnieniu lekarskim. 

Gdy jest pijana, to kłóci się z tatą i głównie śpi, przez co nie dotrzymuje słowa. Co robić?

Dlaczego podniecają mnie gołe brzuchy kobiet?
Witam. Nie wiem, czy piszę w odpowiednim miejscu. Chciałbym się dowiedzieć skąd się mogła wziąć w mojej głowie rzecz, o którą chciałbym zapytać. Mianowicie mam ogromną słabość do brzuchów kobiet. Od płaskich do leciutko zaokrąglonych. Jak widzę w internecie lub gdzieś w realu ładną dziewczynę z gołym brzuchem to się podniecam. Uwielbiam patrzeć na biodra, pępek i ogólnie na cały brzuch kobiety. To jest część ciała u kobiety, która kręci mnie chyba najbardziej. Z czego to mogło się wziąć?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.