
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, zaburzenia nastroju
- Uzależnienie od...
Uzależnienie od hazardu, utrata zaufania rodziny i silne myśli samobójcze – jak żyć z poczuciem winy i wstydu?
Treść wrażliwaWiktoria Rybak
Dzień dobry,
bardzo ważne jest to, że napisałeś i opowiedziałeś o tym, co się dzieje. To wymaga odwagi, szczególnie kiedy człowiek czuje wstyd, poczucie porażki i ma wrażenie, że wszystko stracił. Sam fakt, że szukasz pomocy i próbujesz nazwać swoje emocje, pokazuje, że jakaś część Ciebie nadal chce żyć i walczyć nawet, jeśli teraz jesteś bardzo zmęczony.
To, co opisujesz, brzmi jak ogromne przeciążenie psychiczne: nawrót uzależnienia, poczucie winy wobec rodziny, lęk przed oceną bliskich, utrata zaufania do samego siebie i myśli o zniknięciu. W takim stanie człowiek często patrzy na siebie wyłącznie przez pryzmat błędów i krzywdy, którą wyrządził. Ale uzależnienie właśnie tak działa, czyli odbiera nadzieję i przekonuje, że jeden upadek przekreśla wszystko. A to nie jest prawda.
Rok bez grania nie był „na niby”. To nie znika tylko dlatego, że pojawił się nawrót. Nawrót nie oznacza, że jesteś bezwartościowy albo że całe leczenie nie miało sensu. Oznacza, że znalazłeś się znowu w bardzo trudnym miejscu i potrzebujesz wsparcia, a nie samotnego dźwigania tego wszystkiego. Nawroty w pracy nad uzależnieniami są zazwyczaj normalnym elementem procesu zdrowienia.
Czytając Twoją wiadomość, bardzo wyraźnie widać też to, że ogromnie kochasz swoją córkę. To właśnie myśl o niej powstrzymuje Cię przed zrobieniem sobie krzywdy. I to jest bardzo ważne. Twoja córka bardziej niż „idealnego ojca” potrzebuje taty, który żyje i który podejmuje próbę leczenia, nawet jeśli czasem upada. Dzieci nie potrzebują rodziców bez błędów. Potrzebują rodziców obecnych.
Teraz czujesz wstyd, ale chciałbyś odbudować relacje z bliskimi, a relacje odbudowuje się małymi krokami i czasem.
Ważne też jest, że najpierw, przed innymi krokami, trzeba zadbać o siebie i swoje bezpieczeństwo. Nie zostawaj ze swoimi myślami sam. Jeśli czujesz, że te myśli się nasilają albo boisz się, że możesz zrobić sobie krzywdę, skontaktuj się pilnie z kimś zaufanym, terapeutą uzależnień, telefonem wsparcia 116 123 albo zgłoś się do najbliższego Centrum Zdrowia Psychicznego lub na izbę przyjęć psychiatrycznych. Jesteś człowiekiem, który choruje na uzależnienie i który teraz bardzo cierpi. A z takiego miejsca naprawdę można jeszcze wracać krok po kroku.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Panie Tomku, myślę, że teraz mówi przez Pana ogromny wstyd, rozpacz i poczucie winy, a nie cała prawda o Panu jako człowieku. Nawrót w uzależnieniu nie przekreśla tych miesięcy trzeźwości ani tego, że przez rok walczył Pan o siebie i rodzinę i to moim zdaniem nie jest dowód, że „jest Pan stracony”, tylko sygnał, że choroba wróciła w momencie dużego kryzysu i bezradności. Najważniejsze teraz: nie zostawać z tym samemu. Bardzo niepokoi mnie to, że myśli Pan o zniknięciu i śmierci. Proszę dziś skontaktować się z kimś bezpiecznym np. terapeutą uzależnień, bliską osobą, telefonem wsparcia lub lekarzem. Pana córka nie potrzebuje idealnego ojca. Bardziej potrzebuje taty, który mimo upadku dalej walczy i wraca po pomoc. I proszę pamiętać: wstyd często mówi: „schowaj się” a zdrowienie zaczyna się właśnie od powiedzenia prawdy i ponownego sięgnięcia po wsparcie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
Panie Tomaszu,
to, co Pan czuje, to niszczący mechanizm choroby, która chce Pana odizolować, ale Pana miłość do córki jest dowodem na to, że wciąż ma Pan o co walczyć. Wstyd, choć paraliżujący, nie jest długiem, który spłaca się odejściem – jedyną drogą do odzyskania szacunku jest Pana obecność i podjęcie leczenia. Pana córka potrzebuje żywego ojca, a nie traumy, która zostanie z nią na zawsze, jeśli Pan się podda.
Proszę pamiętać, że jest Pan wystarczający, by spróbować jeszcze raz, a każdy dzień to nowa szansa. Proszę nie zostawać z tym sam i natychmiast sięgnąć po wsparcie:
Kryzysowy Telefon Zaufania: 116 123
Anonimowi Hazardziści: 801 889 880
To najtrudniejszy etap Pana drogi, ale proszę wytrwać dla siebie i swojej rodziny.
Powodzenia!
Bożena Nagórska
Maria Kulesza
Tomku,
Niestety nic nie wymaże z naszej pamięci tego zawodu, który zobaczyliśmy w oczach innych. Tylko Tomku pamiętaj, że nie trzeba stawiać kropki w takich momentach. Postaw średnik - to nie koniec! Masz czas by zmienić swoje życie. to nie jest tak, że ludzie nie wybaczają kolejnego "potknięcia". Po prostu bardzo często potrzebują więcej czasu żeby to zrobić - jedno z moich ulubionych powiedzeń to: daj czas czasowi. To nie znaczy, że Ty w tym czasie masz siedzieć i się byczyć, ABSOLUTNIE!!! - masz podjąć się pracy by zmienić w sobie to co sprawia że wracasz do grania. Nie znam Twojej historii, nie wiem co się stało ale skoro po roku abstynencji wróciłeś do nałogu to znaczy , że nie rozprawiłeś się z demonami, które za nim się kryją - Ty wiesz najlepiej co to jest! Słuchaj ... trzeźwienie to ciężka praca, czasem bywa, że bolesna, warta jednak poświęcenia i trudu.
To nie czas by się poddać! To czas by o siebie zawalczyć!
Piotr Ziomber
Dzien dobry
To, co opisujesz, jest bardzo ciężkie, ale też ważne. Nadal jesteś tu, myślisz o córce i szukasz wyjścia. To znaczy, że jakaś część Ciebie nadal chce żyć i coś naprawić i to ma ogromne znaczenie.
Najpierw powiem wprost: to, że znowu się potknąłeś, nie przekreśla całej tej pracy, którą zrobiłeś przez rok. Uzależnienie działa dokładnie tak że potrafi wrócić w momentach słabości, bólu, izolacji (kontuzja, L4, siedzenie w domu to bardzo silne wyzwalacze). To nie jest dowód, że jesteś „beznadziejny”. To jest dowód, że choroba jest nadal aktywna i potrzebuje dalszego leczenia. Rozumiem ten wstyd i poczucie, że „zawiodłem wszystkich”. To jedno z najbardziej niszczących uczuć w uzależnieniu. Ale jest tu jedna ważna rzecz, której możesz teraz nie widzieć:
wstyd mówi: „jestem zły”, odpowiedzialność mówi: „zrobiłem coś złego i mogę próbować to naprawić”
To drugie jest trudniejsze, ale prawdziwsze i daje jakąkolwiek drogę dalej.
To, że myślisz o zakończeniu życia, to sygnał ogromnego przeciążenia, nie rozwiązanie. I dobrze, że coś Cię zatrzymuje czyli Twoja córka. To nie jest „słabość”, tylko bardzo silna więź. Twoja córka nie potrzebuje idealnego ojca. Ona potrzebuje żywego ojca, który walczy. Nawet jeśli się potyka.
Jeśli czujesz, że te myśli robią się silniejsze, naprawdę ważne jest, żebyś nie zostawał z tym sam:
zadzwoń pod 116 123 (linia wsparcia emocjonalnego w PL)
albo 800 70 2222 (Centrum Wsparcia – całodobowo)
możesz też iść na SOR albo do najbliższej izby przyjęć i powiedzieć wprost, co się dzieje
To nie jest przesada, to jest zadbanie o życie.
Nie cofniesz tego, co się stało. Ale to nie znaczy, że „nie ma odwrotu”. To jest moment, w którym zaczyna się kolejna próba, nie koniec.
Na teraz, krok po kroku odetnij dostęp do hazardu więc blokady na kontach, aplikacjach, limity, oddanie kontroli finansów. wróć do wsparcia czyli terapia uzależnień, grupy (np. Anonimowi Hazardziści). Nawet jeśli już byłeś to i wróć i powiedz komuś prawdę (jeśli jeszcze nie) nie wszystkim naraz, ale jednej bezpiecznej osobie. Ukrywanie tylko zwiększa presję nie podejmuj teraz dużych decyzji (o pracy, życiu, relacjach). Jesteś w silnych emocjach a to nie jest dobry moment na „ostateczne” kroki.
Teraz widzisz tylko jedno: że ich zawiodłeś. I to jest realne oni mogą być zranieni, źli, rozczarowani. Ale szacunek to nie jest coś, co znika na zawsze po jednym (nawet dużym) upadku. On się buduje w czasie poprzez konsekwencję,
uczciwość, branie odpowiedzialności, powtarzalne, małe działania. Nie odzyskasz go słowami. Ale możesz zacząć go odbudowywać czynami. Powoli. I jeszcze coś ważnego: to, że oni dali Ci szanse wcześniej, oznacza, że kiedyś widzieli w Tobie coś dobrego. To nie znika całkowicie. Nie musisz rozwiązać całego życia dziś. Serio.
Na dziś wystarczy przetrwać ten moment, nie zostać z tym samemu, zrobić jeden mały krok w stronę pomocy.
Karol Barra
Dzień dobry,
To, że po nawrocie pojawił się ogromny wstyd i poczucie winy, jest bardzo częste u osób zmagających się z uzależnieniem. Nawrót nie przekreśla jednak całego roku trzeźwości ani tego, że wcześniej walczył Pan o siebie i rodzinę.
Najważniejsze teraz jest to, żeby nie zostawał Pan z tym sam. Szczególnie niepokojące są myśli o tym, że "najlepiej byłoby zniknąć". W takiej sytuacji warto pilnie skontaktować się z psychiatrą, terapeutą uzależnień albo telefonem kryzysowym.
Wstyd bardzo często popycha do izolacji i przekonania, że wszystko jest już stracone. Tymczasem uzależnienie to choroba nawrotowa i wiele osób doświadcza potknięć w procesie zdrowienia.
Najbardziej potrzebuje Pana teraz córka - nie idealnego, tylko obecnego i szukającego pomocy ojca.
Pozdrawiam Karol Barra

Zobacz podobne
Witam. Proszę o pomoc, jakieś słowa wsparcia czy też jakąś radę na już. Ostatnio coraz częściej zauważam, że nienawidzę alkoholu, nie chodzi tu o smak, tylko o działanie. Gdy byłam jeszcze dzieckiem, to mój tato pił, nigdy mnie nie skrzywdził fizycznie więc była między nami jakąś duża więź. Tato jest dobrym człowiekiem, jest jak każdy inny, tylko że w przeszłości się upijał. Moja mama nie wytrzymała i się rozwiedli. Byłam dzieckiem, więc nie zwracałam uwagi na to, czy jest to jakaś trauma, czy coś. Jednak gdy już weszłam w ten wiek, w którym mam znajomych pijących, palących, a niektórzy nawet gorsze rzeczy robią...zaczęły pojawiać się problemy. Mój chłopak, który jest starszy ode mnie, już kiedyś miał jakieś doznania z tego typu używkami jeszcze zanim się znaliśmy (i dobrze, bo na samą myśl, że on kiedyś tak imprezował, się denerwuje). No ale skończył w tym, teraz w zasadzie to tylko pali papierosy, ale będzie rzucał. Jednak nie może być tak kolorowo, nie wiem, czy on jest uzależniony, czy co ale często sięga do tego alkoholu, niby normalne, 18 lat już dawno ma za sobą, ale gdy wczoraj piliśmy razem piwo na festynie, to on sięgał również po samogony na stoiskach, wiadomo, że to festyn, chłopak ma dużo stresów, więc chce odpocząć, ale moja głowa już jest wkurzona na całego. Z dobrej zabawy wyszłam na jakaś wredną małpę. Nie chciało mi się tańczyć, nie chciało śpiewać, ale za to strasznie chciałam nakrzyczeć na niego, chciałam się na nim wyżyć, chciałam, żeby poczuł smutek, żeby żałował. Byłam na niego niesamowicie zła i czułam chęć ucieczki, myśli z zerwaniu. Wiem, że ja tak naprawdę nie chce z nim zrywać, kocham go mocno, ale jednocześnie boję się alkoholu i tego typu życia, jakim żyli kiedyś moi rodzice. Patrze na niego jak odsypia tę noc i myślę, że czego on jest winien, przecież miał prawo się napić, aż kusi, żeby położyć się obok i po prostu przytulić, ale mechanizm obronny krzyczy, żebym go zostawiła, wyszła z domu, pod żadnym pozorem nie była dla niego miła. Zaznaczę jeszcze, że chłopak nigdy się ze mną nie awanturował po alkoholu, nigdy nie powiedział nic złego i nie skrzywdził mnie. Pozdrawiam

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
