
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia
- Wątpliwości...
Wątpliwości dotyczące terapii schematów - jak przebiega ten rodzaj psychoterapii?
Maria Sobol
Szanowna Pani Wicki,
to, że ma Pani wątpliwości, jest zupełnie naturalne i bardzo ludzkie. W terapii schematów nie chodzi o „chodzenie według instrukcji”, ale o to, czy czuje się Pani rozumiana i bezpieczna. Zwykle ta terapia polega na wspólnym przyglądaniu się powtarzającym się wzorcom z Pani życia, temu, co Panią boli, uruchamia silne emocje i wraca w relacjach. Ważne są nie tylko rozmowy, ale też praca z uczuciami tu i teraz oraz relacja z terapeutą – to, czy można być sobą, mówić wprost, także o wątpliwościach.
Jeśli coś Panią niepokoi, czegoś brakuje albo ma Pani poczucie chaosu, warto to powiedzieć na sesji. To nie jest krytyka, tylko część terapii. A jeśli mimo rozmów nadal czuje Pani, że „to nie to”, ma Pani pełne prawo poszukać innego specjalisty. Terapia ma być miejscem, które pomaga, a nie zostawia z jeszcze większym zamętem. Proszę zaufać swoim odczuciom – one są ważne.
Z wyrazami szacunku,
Maria Sobol
Psychoterapeutka integracyjna
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Kamil Gołuszka
Przede wszystkim ważne, byś spróbowała porozmawiać o swoich wątpliwościach z samym terapeutą. Psychoterapia to trudny proces i może rodzić wiele pytań i wątpliwości. Najważniejsze jest, byś czuła się na tyle swobodnie, by móc o tych wątpliwościach rozmawiać.
Tomasz Pisula
Dzień dobry P. Wicki,
Terapia schematów polega w głównej mierze na ustaleniu schematu, identyfikacji schematów w sytuacjach, w których on się pojawia – tak, aby można było być świadomym, że dane zachowanie może być automatycznym schematem. Wtedy można zastanowić się, czy dane zachowanie jest właśnie schematem, i podjąć decyzję, czy chcemy się tak zachowywać mimo wszystko, czy nie.
Autor terapii schematów podkreśla, że praca nad schematami jest tylko częścią terapii – nie najważniejszą, ponieważ najważniejsza jest relacja terapeutyczna – wspólna zdolność i otwartość na współpracę między terapeutą a klientem. Co nie znaczy, że w takiej relacji nie mogą się pojawić trudne emocje – powinny, gdyż wszystko, co ludzkie, nie jest nam obce.
Tutaj moje krótkie opracowanie terapii schematów:
https://www.instagram.com/p/DNyTaAuWuEP/?utm_source=ig_web_button_share_sheet&igsh=ZDNlZDc0MzIxNw==
https://zrozumiecszczescie.pl/terapia-schematow/
Piotr Kochowicz
Dzień dobry,
w momencie jakichkolwiek wątpliwości co do terapii, sposobu jej prowadzenia, terapeuty itd., najlepiej jest porozmawiać o tym właśnie z terapeutą. Teoretyczne modele może Pani sprawdzić samodzielnie na rzetelnych stronach internetowych (chociażby na TwójPsycholog.pl w zakładce "Nurty terapeutyczne"), natomiast to jak wygląda proces terapeutyczny i wszystkie wątpliwości/rozczarowania z tym związane lepiej jest omówić z terapeutą. Należy pamiętać również, że każdy proces terapeutyczny wygląda inaczej i powinien być dostosowany do możliwości i potrzeb Pacjenta.
Ważną i pomocną rzeczą dla Pani może być dla zweryfikowanie kwalifikacji terapeuty, dowiedzenie się czy pracuje pod superwizją. Niestety można natrafić na osoby, które z psychoterapią mają niewiele wspólnego.
Absolutnie nie chcę podważać kompetencji terapeuty, z którym Pani współpracuje, dlatego zachęcam przede wszystkim do omówienia tego podczas sesji.
Serdecznie pozdrawiam,
Piotr Kochowicz
Karolina Kolwas
Dzień dobry,
na wizycie warto wnieść swoje wątpliwości i porozmawiać o nich z psychoterapeutą. W takiej sytuacji łatwiej będzie się przyjrzeć, co konkretnie jest trudne czy niepokojące i określić czego Pan/Pani potrzebuje, aby czuć się w procesie bezpiecznie.
Pozdrawiam,
Karolina Kolwas

Zobacz podobne
Na wstępie przepraszam wszystkich, jeśli ten wpis sprawia wrażenie chaotycznego i zbyt długiego. Potrzebuję pomocy.
Jestem chyba już na 4-tej terapii i ta z kolei trwa już ok. 2 lat i robi się coraz groźniej. Na stronie mojego terapeuty widnieje informacja, że pracuje on w nurcie psychoanalitycznym (psychodynamicznym). Terapeuta zachowuje się tak, jakby miał w głębokim poważaniu co ze mną będzie, pomimo że nigdy nie wiedziałem i nadal nie wiem w jaki sposób miałbym rozwiązać swoje problemy. Co więcej, gdy widzę jakie rozwiązania zostają mi po terapii (czyli to co wiedziałem i przed terapią) to nie chcę tego robić, bo przecież na tym m.in. problem polega, że chcę uciec od cierpienia.
Terapia ta przypomina jakieś szaleństwo, przykładowo gdy wspomniałem mu, że martwię się wypadającymi włosami to ten śmiał się mówiąc, że przejmuję się takimi rzeczami (wg. niego nic nie znaczącymi) zamiast przejmować się tym, że lada moment, gdy zostanę sam umrę z głodu ... Jakby tego było mało straszy mnie możliwością zachorowania na raka i konsekwencjami chemii bez posiadanego ubezpieczenia zdrowotnego ... W innym momencie mówi coś skrajnie przeciwnego, że naprawdę wierzy, że można tak żyć i w tym nie ma niczego niewłaściwego. Czy on się mną bawi ?! Czy to nie jest skrajnie nieetyczne działanie ?! A może to zwykła technika służąca temu bym się na niego porządnie wkurzył, a tego się bardzo boję i wstydzę ??
W moim życiu największą rolę odegrała matka, której nadopiekuńczość zniszczyło mi poczucie własnej wartości i sprawczości + "rówieśnicy", którzy w szkole się nade mną znęcali, co tylko pogłębiało moje deficyty i chęć ucieczki w kierunku domowego azylu. Teraz mam 37 lat, nigdy nie byłem w żadnym związku, nie miałem dziewczyny, nie mam znajomych, nie mam od wielu lat pracy, mieszkam z rodzicami, nie wyobrażam sobie już życia poza domem jak i ciągle w nim. Nigdy nie byłem, nie jestem i uważam, że jak tak dalej będzie to i nigdy nie będę w stanie zdecydować w jaką stronę pójść. Boję się każdej pracy, boję się poznawania ludzi, boję się oceny, boję się życia, boję się bólu, boję się bania i "żyję" pod dyktandem niewyobrażalnie toksycznego wstydu, który rośnie wraz z wiekiem i wciąż niekończącej się bezsilności, oraz ciągłego narzekania (tak jak to robią moi rodzice). Zdanie by "wziąć odpowiedzialność za swoje życie" rozumiem tak naprawdę jako "poddać się karze", której przecież najbardziej się boję i której całe życie chcę uniknąć. Mój terapeuta zachowuje się jakby tego totalnie nie rozumiał dobijając mnie coraz bardziej.
Co ja mam zrobić ?! Przecież nie chcę skończyć na ulicy, a na dodatek nie chcę życia obciążonego konsekwencjami, których nie mogę już naprawić jak chociażby to, że jeśli jakimś cudem dożyje do emerytury to będzie ona głodowa i zginę tak czy siak, nie wspominając już o tym, że resztę życia spędzę samotnie ... Takie życie to koszmar, z którego już się nie wybudzę, a jedynym "pocieszeniem" jest samobójstwo lub śmierć naturalna. Doszedłem do wniosku, że założyłem sobie by terapia była dla mnie czymś co daje mi poczucie wyjścia do ludzi, ale w bezpiecznym środowisku. Skoro życie poza terapią nie toczy się w takim środowisku to terapia mi nie pomoże. A może problem leży w niedopasowaniu terapii do mnie ? Jeśli tak to proszę o informację w jakim nurcie powinienem się poruszać. Błagam o pomoc pomimo, że już prawie straciłem ostatnie resztki nadziei.

