Bożena Nagórska
Panie Patryku,
opisana sytuacja wskazuje na to, że proces terapeutyczny, choć przyniósł wymierne korzyści w postaci autodiagnozy, był obarczony brakiem jasnej komunikacji, co w nurcie poznawczo-behawioralnym może budzić uzasadnione wątpliwości. Terapia CBT z założenia powinna być transparentna, oparta na współpracy i psychoedukacji, gdzie terapeuta wyjaśnia stosowane metody, zamiast polegać na subtelnych sugestiach czy niewerbalnych gierkach, które u osoby z historią traumy (cPTSD) mogą słusznie wywoływać lęk przed manipulacją. Poczucie bycia „testowanym” bez jasnego wyjaśnienia celu tych działań często blokuje budowanie bezpiecznej więzi terapeutycznej, zwłaszcza u kogoś, kto ze względu na trudne dzieciństwo musiał wykształcić silne mechanizmy obronne i polegać wyłącznie na sobie. Fakt, że największą pracę wykonał Pan samodzielnie poprzez monologi i własne poszukiwania, świadczy o Pana ogromnej determinacji, jednak rola terapeuty nie powinna sprowadzać się jedynie do biernego świadkowania, lecz do aktywnego wspierania Pana w procesie rozumienia tych mechanizmów „wprost”. Możliwe, że brak doświadczenia terapeutki wpłynął na zbyt sztywne trzymanie się milczenia lub nieumiejętne stosowanie narzędzi, co zamiast poczucia wsparcia, zbudowało mur niedomówień. Odpowiadając na Pana pytanie: nawiązanie głębokiej i zdrowej więzi jest niezwykle trudne, gdy pacjent czuje się przedmiotem eksperymentu, a nie partnerem w procesie zdrowienia, dlatego Pana decyzja o konfrontacji i zakończeniu tej relacji była wyrazem dbania o własne granice i szacunek do własnych doświadczeń.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska












