Left ArrowWstecz

Wątpliwości co do terapii CBT: testowanie, milczenie terapeuty i trudność w zbudowaniu więzi terapeutycznej

Treść wrażliwa
Cześć, chciałbym się podzielić moimi zagwostkami których doświadczyłem w terapii poznawczo behawioralnej, w zasadzie nie wiem czy to co doświadczyłem było ok, czy jednak coś tu nie grało. Z racji tego że jestem kimś kto nigdy nie szukał pomocy w tym temacie, zawsze twierdziłem że jestem na tyle uparty i zdeterminowany że ze wszystkim dam sobie radę, miałem w tamtym czasie gorszy moment i za namową jednej osoby sprawdziłem jak to jest pójść na terapię. Wybrałem się do kobiety ok 40+ która przyjeła mnie w niebanalnym stroju, który od razu przykuł moją uwagę, na pierwszej sesji ciągle była uśmiechnięta i słuchała co mam do powiedzenia, nie odkrywałem przed nią od razu wszystkich kart mojej historii, chciałem zobaczyć z czym mam doczynienia, pamiętam jak w tamtym momencie zaimponował mi jej spokój, to jaką aurę wokół siebie miała. Minęło trochę czasu jak wybrałem się drugi raz - potem zostałem na jakieś pół roku, przychodziłem co 2 tygodnie, mówiłem o tym co mnie spotkało głównie w dzieciństwie - dostałem diagnozę z jakiegoś jej różnicowania cPTSD i w zasadzie nie wiedziałem co mam robić. Zapytałem wcześniej co mam mówić: Odpowiedziała że wszystko. Przeważnie nie było u mnie tematów tabu, czasami nawet zastanawiałem się czy wypada o tym mówić - czy to nie jest za dużo. Pamiętam jak na samym początku byłem jakby to powiedzieć w jakimś "afekcie" chyba byłem strasznie po plątany emocjonalnie i nie miałem tej świadomości, dopiero kiedy terapeutka rozbiła to splątanie dialogiem sokratejskim - zadając mi pytania na podstawie tego co mówię uświadomiłem sobie pewną banalność którą twierdziłem. Zorientowałem się że jest bierna, nie dawała żadnych gotowych recept nie odpowiadała od razu, umiejętnie grała ciszą i element jej nastroju zmienił się od momentu pierwszej wizyty. Zaczęło się robić mniej komfortowo jak dostałem przeważnie przed każdą terapią coś na kształt testu, miałem wrażenie że terapeutka próbuje mi nie werbalnie zaoferować jakieś sugestie albo sprawdzić jak zareaguje. Poczułem się wtedy poniekąd manipulowany i nie czułem się z tym bezpiecznie. W życiu ze wszystkim musiałem dawać sobie rade sam, więc nie chciałem żeby ktoś w taki sposób do mnie podchodził, wolałbym usłyszeć coś wprost. W tamtym czasie miałem skuteczną motywacje poznać różne sprawy na temat własnego ciała - byłem przez wiele lat zamrożony i doświadczałem stresu za każdym razem w miejscach publicznych - pamiętam jak terapeutka spytała mnie: co w tym momencie czuje? Jedynie co przychodziło mi do głowy to, to że mam spięte barki. Za każdym razem sam odnajdywałem tą odpowiedz i zorientowałem się sam że nie czuje siebie emocjonalnie. Po tym jak zakończyłem terapie z własnej woli, konfrontując z terapeutką tą kwestie - czy mnie testowała wiele razy - Wyraziła swoją odpowiedz potwierdzająco, po czym (za każdym razem to robiła) dawała mi znać, niewerbalnie mimiką że to nie jest tak jak myślę - po czym zawsze milczała. Wiecie co? Ja w zasadzie wszystko to co chciałem uzyskać z tej terapii - oprócz samego początku tych sesji - zrobiłem prowadząc monolog sam ze sobą, Ona tak jakby mi towarzyszyła i próbowała czasem coś zasugerować kartkami które od niej dostałem, nie mówiąc nigdy nic wprost. Więc stwierdziłem że na tej postawie co już wiem, sam zacznie szukać odpowiedzi w tych moich mechanizmach i przez ten czas dużo się o sobie dowiedziałem - odmroziłem się emocjonalnie, medytacyjnie i ćwiczeniami Wima hofa, potrafię zauważyć, zmęczenie, co kiedyś nie było tak oczywiste dla mnie. Rozumiem skąd sie biorą wątki alienacji społecznej i że w ogólnym rozrachunku jestem skrzywdzonym dzieciakiem, przez los bo miałem wypadek w którym straciłem rękę i część czaszki i przez rodziców bo była w domu przemoc i alkohol. Jak myślicie czy możliwe jest nawiązać z kimś więź terapeutyczną gdy się podprogowo wyówa takie subtelne kwestie? Dodam że terapeutka była w trakcie certyfikacji. Na górę
User Forum

Patryk

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Patryku,

opisana sytuacja wskazuje na to, że proces terapeutyczny, choć przyniósł wymierne korzyści w postaci autodiagnozy, był obarczony brakiem jasnej komunikacji, co w nurcie poznawczo-behawioralnym może budzić uzasadnione wątpliwości. Terapia CBT z założenia powinna być transparentna, oparta na współpracy i psychoedukacji, gdzie terapeuta wyjaśnia stosowane metody, zamiast polegać na subtelnych sugestiach czy niewerbalnych gierkach, które u osoby z historią traumy (cPTSD) mogą słusznie wywoływać lęk przed manipulacją. Poczucie bycia „testowanym” bez jasnego wyjaśnienia celu tych działań często blokuje budowanie bezpiecznej więzi terapeutycznej, zwłaszcza u kogoś, kto ze względu na trudne dzieciństwo musiał wykształcić silne mechanizmy obronne i polegać wyłącznie na sobie. Fakt, że największą pracę wykonał Pan samodzielnie poprzez monologi i własne poszukiwania, świadczy o Pana ogromnej determinacji, jednak rola terapeuty nie powinna sprowadzać się jedynie do biernego świadkowania, lecz do aktywnego wspierania Pana w procesie rozumienia tych mechanizmów „wprost”. Możliwe, że brak doświadczenia terapeutki wpłynął na zbyt sztywne trzymanie się milczenia lub nieumiejętne stosowanie narzędzi, co zamiast poczucia wsparcia, zbudowało mur niedomówień. Odpowiadając na Pana pytanie: nawiązanie głębokiej i zdrowej więzi jest niezwykle trudne, gdy pacjent czuje się przedmiotem eksperymentu, a nie partnerem w procesie zdrowienia, dlatego Pana decyzja o konfrontacji i zakończeniu tej relacji była wyrazem dbania o własne granice i szacunek do własnych doświadczeń.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Dzień dobry, 
Chylę czoła przed ogromem pracy, jaką Pan wykonał - zarówno podczas sesji, jak i samodzielnie. Odzyskanie kontaktu z własnym ciałem i emocjami to milowy krok, zwłaszcza biorąc pod uwagę Pana bardzo trudne doświadczenia i zmagania, o których Pan wspomniał.

To naturalne, że wchodząc w proces terapeutyczny z silnie ugruntowanym przekonaniem, że zawsze musi Pan radzić sobie sam, z dużą ostrożnością podchodził Pan do intencji drugiej osoby. Zastanawiam się, czy to poczucie "bycia testowanym" i braku bezpieczeństwa mogło po części wynikać z Pana wcześniejszych życiowych doświadczeń, w których musiał Pan zachować nieustanną czujność i polegać wyłącznie na sobie? Warto zaznaczyć, że regularne wypełnianie kwestionariuszy przed sesjami służy zazwyczaj bieżącemu monitorowaniu nastroju i obiektywnej ocenie, jak proces posuwa się do przodu, a nie manipulacji. Rozumiem jednak, że bez jasnego wytłumaczenia przez specjalistę zasadności tych narzędzi, mogło to zostać przez Pana odebrane jako naruszenie Pana autonomii. Podobnie sprawa wygląda z dialogiem sokratejskim i ciszą - ich celem jest dokładnie to, czego Pan doświadczył: pomoc w samodzielnym dostrzeżeniu własnych mechanizmów myślowych, tak aby docelowo nabył Pan umiejętności bycia własnym terapeutą.

Odpowiadając na Pana pytanie - zbudowanie bezpiecznej relacji i przymierza opartego na współpracy jest bardzo trudne, gdy pojawiają się niedomówienia, a komunikacja nie jest w pełni transparentna. Podstawą jest tu otwartość i wspólne ustalenie celów. Wykonał Pan wspaniałą pracę nad własną samoświadomością i rozumieniem swoich reakcji. Zastanawiam się jednak, czy nie byłoby dla Pana wspierające, aby w przyszłości rozważyć powrót do gabinetu, by w bezpiecznym, w pełni jawnym i opartym na współpracy środowisku przyjrzeć się temu, jak dawne doświadczenia wpływają dzisiaj na Pana zaufanie do innych ludzi i potrzebę kontroli?

I ostatnia kwestia. Czy spisywali Państwo kontrakt terapeutyczny? Właściwie zawarty kontrakt buduje relację opartą na partnerstwie, w której nie ma miejsca na niedomówienia. Oczywiście, w relacji terapeutycznej zawsze może zdarzyć się jakiegoś rodzaju "zgrzyt". Warto takie kwestie na bieżąco komunikować i wyjaśniać.

Pozdrawiam

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Panie Patryku,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Uważam, że ma Pan bardzo dobrą intuicję i jednocześnie trafił Pan na styl pracy, który nie każdemu służy. Moim zdaniem to, co Pan opisuje, częściowo mieści się w podejściu poznawczo-behawioralnym (pytania zamiast gotowych odpowiedzi, cisza, kierowanie do własnych wniosków), ale poczucie „bycia testowanym” i brak jasności mogą realnie podważać bezpieczeństwo w relacji.
W terapii kluczowe jest nie tylko „co działa” ale też jak Pan się w tym czuje. Jeśli pojawiało się napięcie, nieufność czy wrażenie manipulacji, to też jest ważna informacja a nie coś do zignorowania. Dobra relacja terapeutyczna opiera się na poczuciu przejrzystości i możliwości zapytania wprost, co się dzieje,tak myślę.
Z tego, co Pan pisze, wykonał Pan ogromną pracę : odzyskiwanie kontaktu z ciałem, emocjami, rozumienie swojej historii. Terapeutka mogła być w tym bardziej „towarzyszem procesu” niż przewodnikiem ale jeśli zabrakło poczucia bezpieczeństwa, to trudno mówić o pełnej więzi terapeutycznej. Według mojej opinii jak najbardziej możliwe jest zbudowanie głębokiej relacji terapeutycznej tylko, że potrzebuje Pan osoby (być może) bardziej transparentnej, która potrafi nazwać swoje interwencje i daje więcej poczucia współpracy a nie domyślania się. Trudno mi też wypowiadać się o stylach pracy terapeutów różnych nurtów, każdy pracuje według swojej wiedzy, doświadczenia i z innym wachlarzem swoich narzędzi terapeutycznych.Ja myślę, że yo, że Pan to zauważa i nazywa, jest dużą siłą  i dobrym punktem wyjścia, jeśli zdecyduje się Pan jeszcze kiedyś na terapię, już bardziej dopasowaną do siebie.

 

Wszystkiego dobrego.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

 

1 miesiąc temu
Maciej Karkut

Maciej Karkut

Wieź terapeutyczna o której piszesz jest podstawą udanej terapii, więc wydaje się że masz dobrą intuicję. Natomiast to czy taka relacja się nawiąże jest bardzo subiektywna i zależy od wielu kwestii, czasem po prostu coś „nie klika” . Ważne żeby pracować z taką osobą z którą czujemy się dobrze. Na pewno są terapia poznawczo – behawioralna jest skuteczną metodą terapeutyczną, jednak jeśli ktoś tak jak Ty zwraca uwagę na relację klient – terapeuta to warto rozważyć nurty humanistyczne psychoterapii, tam więcej bazuje na relacji. W jednym i drugim przypadku terapeuta nie powinien dawać gotowych rad, a bardziej towarzyszyć klientowi w odkrywaniu jego potencjału.

 

Wiele odpowiedzi dotyczących siebie można odnaleźć samemu. Natomiast z własnego doświadczenia mogę powiedzieć ze są obszary relacyjne które nie sposób eksplorować bez obecności drugiej osoby.

 

Pozdrawiam

Maciej

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 

 

 Dzień dobry

 To, co Pan opisuje, brzmi jak doświadczenie mieszane, kiedy z jednej strony mogło realnie pomóc, z drugiej kilka rzeczy faktycznie mogło budzić niepokój i poczucie braku bezpieczeństwa.

W terapii poznawczo-behawioralnej często stosuje się dialog sokratejski, czyli pytania zamiast gotowych rad.

U osób po przemocy, zaniedbaniu albo z cPTSD to bywa pomocne, bo uczy samodzielnego zauważania myśli, emocji i reakcji ciała. To, że sam Pan dużo odkrył i że terapeuta nie „wyręczał” Pana odpowiedziami, samo w sobie nie musi być złe.

Jeśli miałeś poczucie, że jesteś testowany, manipulowany albo że terapeuta coś komunikuje „między wierszami”, a nie wyjaśnia tego wprost, to jest ważny sygnał i powinno to być wniesione na kolejne spotkanie.

W terapii pacjent ma prawo do jasności, poczucia bezpieczeństwa i wyjaśniania wątpliwości.

Jeśli Pana pytanie o testowanie zostało potwierdzone, a jednocześnie nie otrzymał Pan klarownego omówienia celu tego działania, to mogło to osłabiać zaufanie.

Sama mimika, milczenie i niejednoznaczne sygnały mogą być przez klienta odbierane bardzo różnie, szczególnie gdy ktoś ma historię przemocy i uczył się wychwytywać zagrożenie.

Czy można zbudować więź terapeutyczną przy takich sygnałach? Tak, ale tylko jeśli terapeuta potrafi nazwać, co robi i po co, na  wątpliwości pacjenta odpowiada wprost, można bezpiecznie powiedzieć: „to mi nie służy”, bez karania ciszą albo odwracania tematu.

Jeśli czuje Pan, że musisz sam zgadywać intencje terapeuty, to więź terapeutyczna może się tworzyć, ale będzie krucha i obciążona nieufnością. Nie brzmi to jak jednoznacznie „zła” terapia, ale brzmi jak terapia, w której za mało było przejrzystości, a za dużo miejsca na domysły. Przy tej historii to mogło być szczególnie trudne. Osoba w certyfikacji też może pracować dobrze, ale wtedy superwizja, jasne zasady i komunikacja są jeszcze ważniejsze.

1 miesiąc temu
kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Czy psychoterapeuci przywiązują się do swoich pacjentów po wielu latach pracy z danym pacjentem, w zdrowej relacji terapeutycznej. Czy towarzyszą im jakieś emocje ale tylko ich nie wyrażają bo nie mogą.
Jak pokonać wstyd przed terapią?
Chciałbym pójść na terapię jednak bardzo się wstydzę. Ciężko byłoby się mi przyznać przed kimś, że jestem "starym prawiczkiem". To jest mój problem i przez to mam stany depresyjne, a nawet myśli samobójcze. W czym terapeuta mógłby mi pomóc?
Jak poradzić sobie z natłokiem myśli i stresem za granicą?
Dzień dobry pracuje za granicą i nie mam możliwości powrotu do Polski w tej chwili wiele lat byłem uzależniony od narkotyków i masturbacji mam ogromny natłok myśli z którym nie daje rady jak radio które nie da się wyłączyć biorę leki antydepresyjne które przepisał mi lekarz tu na miejscu po atakach paniki w wielu sytuacjach czuję ogromny stres czy poleci mi ktoś jakąś poradnię online czy jest sens podjąć taką terapię ? Nie mam uzależnień prócz kawy i papierosów funkcjonuje normalnie praca siłka
Mam duży problem z wybraniem rodzaju psychoterapii, a chciałabym jak najlepiej dopasować terapię do siebie i swoich potrzeb
Mam duży problem z wybraniem rodzaju psychoterapii, a chciałabym jak najlepiej dopasować terapię do siebie i swoich potrzeb. Niestety mimo czytania o rodzajach i nurtach terapii dalej mam problem z rozróżnianiem ich i zrozumieniem, na czym się skupiają. Prosiłabym o merytoryczną i prostą odpowiedź, czym mniej więcej charakteryzuje się i jak wygląda konkretny nurt terapeutyczny. Zależałoby mi, aby dowiedzieć o każdej z możliwej opcji i o konkretnych różnicach.
Zaburzenia psychiczne czy choroby psychiczne?
Dlaczego termin zaburzenia psychiczne jest bardziej preferowany od terminu choroby psychiczne?
śmierć bliskiej osoby

Śmierć bliskiej osoby – jak sobie z nią poradzić?

Śmierć bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych przeżyć. Żałoba jest naturalną reakcją psychiczną, która pomaga zaakceptować stratę. Każdy przeżywa ją inaczej, a powrót do równowagi wymaga czasu i wsparcia.