
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, psychoterapia, traumy
- Wątpliwości co do...
Wątpliwości co do terapii CBT: testowanie, milczenie terapeuty i trudność w zbudowaniu więzi terapeutycznej
Treść wrażliwaPatryk
Bożena Nagórska
Panie Patryku,
opisana sytuacja wskazuje na to, że proces terapeutyczny, choć przyniósł wymierne korzyści w postaci autodiagnozy, był obarczony brakiem jasnej komunikacji, co w nurcie poznawczo-behawioralnym może budzić uzasadnione wątpliwości. Terapia CBT z założenia powinna być transparentna, oparta na współpracy i psychoedukacji, gdzie terapeuta wyjaśnia stosowane metody, zamiast polegać na subtelnych sugestiach czy niewerbalnych gierkach, które u osoby z historią traumy (cPTSD) mogą słusznie wywoływać lęk przed manipulacją. Poczucie bycia „testowanym” bez jasnego wyjaśnienia celu tych działań często blokuje budowanie bezpiecznej więzi terapeutycznej, zwłaszcza u kogoś, kto ze względu na trudne dzieciństwo musiał wykształcić silne mechanizmy obronne i polegać wyłącznie na sobie. Fakt, że największą pracę wykonał Pan samodzielnie poprzez monologi i własne poszukiwania, świadczy o Pana ogromnej determinacji, jednak rola terapeuty nie powinna sprowadzać się jedynie do biernego świadkowania, lecz do aktywnego wspierania Pana w procesie rozumienia tych mechanizmów „wprost”. Możliwe, że brak doświadczenia terapeutki wpłynął na zbyt sztywne trzymanie się milczenia lub nieumiejętne stosowanie narzędzi, co zamiast poczucia wsparcia, zbudowało mur niedomówień. Odpowiadając na Pana pytanie: nawiązanie głębokiej i zdrowej więzi jest niezwykle trudne, gdy pacjent czuje się przedmiotem eksperymentu, a nie partnerem w procesie zdrowienia, dlatego Pana decyzja o konfrontacji i zakończeniu tej relacji była wyrazem dbania o własne granice i szacunek do własnych doświadczeń.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jakub Butkiewicz
Dzień dobry,
Chylę czoła przed ogromem pracy, jaką Pan wykonał - zarówno podczas sesji, jak i samodzielnie. Odzyskanie kontaktu z własnym ciałem i emocjami to milowy krok, zwłaszcza biorąc pod uwagę Pana bardzo trudne doświadczenia i zmagania, o których Pan wspomniał.
To naturalne, że wchodząc w proces terapeutyczny z silnie ugruntowanym przekonaniem, że zawsze musi Pan radzić sobie sam, z dużą ostrożnością podchodził Pan do intencji drugiej osoby. Zastanawiam się, czy to poczucie "bycia testowanym" i braku bezpieczeństwa mogło po części wynikać z Pana wcześniejszych życiowych doświadczeń, w których musiał Pan zachować nieustanną czujność i polegać wyłącznie na sobie? Warto zaznaczyć, że regularne wypełnianie kwestionariuszy przed sesjami służy zazwyczaj bieżącemu monitorowaniu nastroju i obiektywnej ocenie, jak proces posuwa się do przodu, a nie manipulacji. Rozumiem jednak, że bez jasnego wytłumaczenia przez specjalistę zasadności tych narzędzi, mogło to zostać przez Pana odebrane jako naruszenie Pana autonomii. Podobnie sprawa wygląda z dialogiem sokratejskim i ciszą - ich celem jest dokładnie to, czego Pan doświadczył: pomoc w samodzielnym dostrzeżeniu własnych mechanizmów myślowych, tak aby docelowo nabył Pan umiejętności bycia własnym terapeutą.
Odpowiadając na Pana pytanie - zbudowanie bezpiecznej relacji i przymierza opartego na współpracy jest bardzo trudne, gdy pojawiają się niedomówienia, a komunikacja nie jest w pełni transparentna. Podstawą jest tu otwartość i wspólne ustalenie celów. Wykonał Pan wspaniałą pracę nad własną samoświadomością i rozumieniem swoich reakcji. Zastanawiam się jednak, czy nie byłoby dla Pana wspierające, aby w przyszłości rozważyć powrót do gabinetu, by w bezpiecznym, w pełni jawnym i opartym na współpracy środowisku przyjrzeć się temu, jak dawne doświadczenia wpływają dzisiaj na Pana zaufanie do innych ludzi i potrzebę kontroli?
I ostatnia kwestia. Czy spisywali Państwo kontrakt terapeutyczny? Właściwie zawarty kontrakt buduje relację opartą na partnerstwie, w której nie ma miejsca na niedomówienia. Oczywiście, w relacji terapeutycznej zawsze może zdarzyć się jakiegoś rodzaju "zgrzyt". Warto takie kwestie na bieżąco komunikować i wyjaśniać.
Pozdrawiam
Agnieszka Włoszycka
Witam Panie Patryku,
Dziękujemy za wiadomość.
Uważam, że ma Pan bardzo dobrą intuicję i jednocześnie trafił Pan na styl pracy, który nie każdemu służy. Moim zdaniem to, co Pan opisuje, częściowo mieści się w podejściu poznawczo-behawioralnym (pytania zamiast gotowych odpowiedzi, cisza, kierowanie do własnych wniosków), ale poczucie „bycia testowanym” i brak jasności mogą realnie podważać bezpieczeństwo w relacji.
W terapii kluczowe jest nie tylko „co działa” ale też jak Pan się w tym czuje. Jeśli pojawiało się napięcie, nieufność czy wrażenie manipulacji, to też jest ważna informacja a nie coś do zignorowania. Dobra relacja terapeutyczna opiera się na poczuciu przejrzystości i możliwości zapytania wprost, co się dzieje,tak myślę.
Z tego, co Pan pisze, wykonał Pan ogromną pracę : odzyskiwanie kontaktu z ciałem, emocjami, rozumienie swojej historii. Terapeutka mogła być w tym bardziej „towarzyszem procesu” niż przewodnikiem ale jeśli zabrakło poczucia bezpieczeństwa, to trudno mówić o pełnej więzi terapeutycznej. Według mojej opinii jak najbardziej możliwe jest zbudowanie głębokiej relacji terapeutycznej tylko, że potrzebuje Pan osoby (być może) bardziej transparentnej, która potrafi nazwać swoje interwencje i daje więcej poczucia współpracy a nie domyślania się. Trudno mi też wypowiadać się o stylach pracy terapeutów różnych nurtów, każdy pracuje według swojej wiedzy, doświadczenia i z innym wachlarzem swoich narzędzi terapeutycznych.Ja myślę, że yo, że Pan to zauważa i nazywa, jest dużą siłą i dobrym punktem wyjścia, jeśli zdecyduje się Pan jeszcze kiedyś na terapię, już bardziej dopasowaną do siebie.
Wszystkiego dobrego.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Maciej Karkut
Wieź terapeutyczna o której piszesz jest podstawą udanej terapii, więc wydaje się że masz dobrą intuicję. Natomiast to czy taka relacja się nawiąże jest bardzo subiektywna i zależy od wielu kwestii, czasem po prostu coś „nie klika” . Ważne żeby pracować z taką osobą z którą czujemy się dobrze. Na pewno są terapia poznawczo – behawioralna jest skuteczną metodą terapeutyczną, jednak jeśli ktoś tak jak Ty zwraca uwagę na relację klient – terapeuta to warto rozważyć nurty humanistyczne psychoterapii, tam więcej bazuje na relacji. W jednym i drugim przypadku terapeuta nie powinien dawać gotowych rad, a bardziej towarzyszyć klientowi w odkrywaniu jego potencjału.
Wiele odpowiedzi dotyczących siebie można odnaleźć samemu. Natomiast z własnego doświadczenia mogę powiedzieć ze są obszary relacyjne które nie sposób eksplorować bez obecności drugiej osoby.
Pozdrawiam
Maciej
Piotr Ziomber
Dzień dobry
To, co Pan opisuje, brzmi jak doświadczenie mieszane, kiedy z jednej strony mogło realnie pomóc, z drugiej kilka rzeczy faktycznie mogło budzić niepokój i poczucie braku bezpieczeństwa.
W terapii poznawczo-behawioralnej często stosuje się dialog sokratejski, czyli pytania zamiast gotowych rad.
U osób po przemocy, zaniedbaniu albo z cPTSD to bywa pomocne, bo uczy samodzielnego zauważania myśli, emocji i reakcji ciała. To, że sam Pan dużo odkrył i że terapeuta nie „wyręczał” Pana odpowiedziami, samo w sobie nie musi być złe.
Jeśli miałeś poczucie, że jesteś testowany, manipulowany albo że terapeuta coś komunikuje „między wierszami”, a nie wyjaśnia tego wprost, to jest ważny sygnał i powinno to być wniesione na kolejne spotkanie.
W terapii pacjent ma prawo do jasności, poczucia bezpieczeństwa i wyjaśniania wątpliwości.
Jeśli Pana pytanie o testowanie zostało potwierdzone, a jednocześnie nie otrzymał Pan klarownego omówienia celu tego działania, to mogło to osłabiać zaufanie.
Sama mimika, milczenie i niejednoznaczne sygnały mogą być przez klienta odbierane bardzo różnie, szczególnie gdy ktoś ma historię przemocy i uczył się wychwytywać zagrożenie.
Czy można zbudować więź terapeutyczną przy takich sygnałach? Tak, ale tylko jeśli terapeuta potrafi nazwać, co robi i po co, na wątpliwości pacjenta odpowiada wprost, można bezpiecznie powiedzieć: „to mi nie służy”, bez karania ciszą albo odwracania tematu.
Jeśli czuje Pan, że musisz sam zgadywać intencje terapeuty, to więź terapeutyczna może się tworzyć, ale będzie krucha i obciążona nieufnością. Nie brzmi to jak jednoznacznie „zła” terapia, ale brzmi jak terapia, w której za mało było przejrzystości, a za dużo miejsca na domysły. Przy tej historii to mogło być szczególnie trudne. Osoba w certyfikacji też może pracować dobrze, ale wtedy superwizja, jasne zasady i komunikacja są jeszcze ważniejsze.

