Left ArrowWstecz

Witam, chcę zadać pytanie, mój mąż tańczył z inną kobietą, innym razem trzymał inną na kolanach, oczywiście żona w domu

Witam, chcę zadać pytanie, mój mąż tańczył z inną kobietą, innym razem trzymał inną na kolanach, oczywiście żona w domu. Jak mam to odebrać, mimo że on mówi, że nic się nie stało a ja go prosiłam, że takie rzeczy mnie bolą.
Aneta Czartoryska

Aneta Czartoryska

Witam. 
Nie ma prawidłowej odpowiedzi na to jak powinna się Pani czuć w takiej sytuacji czy jak powinna Pani to odebrać. Kiedy Pani o to pyta to zaprasza Pani do tego, aby mówiono, co ma Pani czuć. Jest Pani wtedy daleko od siebie. Jest jedyna osoba na świecie, która to wie - Pani.  I to jest Pani prawda! Najprawdziwsza. I to właśnie tymi uczuciami należałoby się zaopiekować i otoczyć troską. Jednym słowem poświecić im uwagę i nadać ważność. 
Pozdrawiam, Aneta Borzem 

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Paczkowska

Magdalena Paczkowska

Dzień dobry, 

Pani Renko, dobrze ustalić w relacji, co oznacza dla Was zdrada. Zachowania męża, o których Pani napisała mogą być w porządku, ale mogą być też przynoszące ból i cierpienie. Tak naprawdę zależy to od tego, na co się w relacji umówiliście. Jeśli komunikowała Pani mężowi, że jego kontakt z innymi kobietami w takiej formie jest dla Pani bolesny, warto byłoby się zastanowić, co jest takiego, że Pani cierpienie wydaje się niezaopiekowane przez męża, oraz co jest takiego, że się Pani na to niezaopiekowanie godzi.

Pozdrawiam ciepło, 

Psycholog, Magdalena Paczkowska

2 lata temu

Zobacz podobne

Dlaczego czuję się odrzucony w związku na odległość? - analiza emocji
Witam, zastanawiam sie nad soba i tym czy moja reakcja jest prawidlowa a przede wszystkim dlaczego tak silna. Zwiazek na odleglosc ona 2 dzieci. Czeste klotnie, odczuwam wiecznie niedosyt kontaktu. Ale do rzeczy - jest komunia… widze, ze wszyscy siedza w parach… ona musiala cos niesc do jedzenia otarza.. w zartach powiedziala ze nie ma meza bo nie chciala tego robic - jednak ja wybrali… wchodzimy do kościola, jest lawka dpa wybranych rodzicow ale wlasciwie mam wrAzenie ze jako partner moglbym z nia tak siedziec… w lawce za nia chociaz - w ktoryms momencie zwolnila sie troche lawka za nia - spytalem jej czy tu juz wolne - byc moze nie uslyszala… ale widzac jakichs znajomycy z rodziny syna szybko ich zawolala zeby usiedli na tym wolnym miejscu. Poczulem sie zle… mialem wrazenie, ze jestesmy jedyna para ktora siedzi osobno. Wczesniej mowilem jej ze poczulem sie zle jak opowiadala jak wykrzyczapa ze nie ma meza zeby nie uczestniczyc. Powiedziala ze ja nie gram pierwszycy skrzypiec to komunia syna, zapytalem kim jestem w tej relacji powiedziala - ani mezem, ani nazeczonym - nie uczestnicze w rachunkach w obowiazkach nacodzien bo uwazam, z mam swoje mieezoanie i oplaty za granica. Siedzimy wiec w tym kosciele, czuje sie jak jakis odtracony, po kosciele podchodzi rodzina tego syna - nikomu mnie nie przedstawila… zrobili sobie zdjecia rodzinne… zawiozlem ich so restauracji - rozwrwany w srodku (ale dlaczego?!). Usiedlismy usiadla obok zlapala za reke - wszystko sie uspokoilo… potem nagle zniknela zeby porozmawiac z wszystkimi gosciami - nawet nie zauwazylem kiedy… po jakims czasie wrocila zlapapa mnie za reke znowu sie poczulem lepiej… z niektorymi osobami nie miala tam ochoty na kontakt ale z wiekszosca widzialem, ze super… czulem sie iak jakis dodatek… tzn nie czuje, ze idziemy razem - chodz przedstawie Cie - raczej widzi ze siedze z Mama… i niech siedzi… kazdy sie domysli ze to moi partner… wieczorem pewnie bedzie swietny seks (mam nadzieje) ale… zaraz znowu pewnie poczuje sie jak nikt w jakiejs sytuacji… rozmawiac o tym nie moge bo sie mocno irytuje “ze znowu mowie o sobie a o ona potrzebuje wsparcia”. Byl moment wczesniej ze przeprosila mnie za slowa o skrzypcach… ze odsuwa sie od pol roku bo miala inne oczekiwania na sylwetra… ze jakos sie zdeklaruje co ro powrotu… i ze wie ze jest mama na 200-% i moge czuc sie odsuniety… tak ciaggle czuje eie odsuniety… juz wariuje nie wiek co mam myslec rano dramat wieczorem super… hustawka emocjonalna…dlaczego tak silnie czuje sie odrzucany? Gdzie jest granica…przeciez moze sobie porozmawiac z goscmi sama… cos mnie ciagle boli mam niedosyt…
Czy terapia par może uratować nasz związek po kryzysach i zdradzie?
Dzień dobry, Jestem w związku od 4 lat (mam 28 lat, partnerka 27). Jestem jej pierwszym partnerem – wcześniej nie była w żadnym związku. Zastanawiam się, czy da się naszą relację jeszcze uratować. Początki były burzliwe – szybko zamieszkaliśmy razem, pojawiły się kłótnie i moje problemy z komunikacją. Zamiast rozmawiać, tłumiłem emocje i uciekałem w alkohol, co prowadziło do awantur. Na początku związku zdradziłem partnerkę (pocałunek po alkoholu i po użyciu innych używek) czego bardzo żałuję i do czego się przyznałem. I to ona zawalczyła byśmy zostali razem bo ja chciałem odejść bo nie potrafiłem znieść tego co zrobiłem. Z czasem pojawiały się kolejne kryzysy – problemy zawodowe, wyjazd do pracy u jej rodziców, gdzie czułem się niedoceniany, a później wspólna praca w jej biznesie, gdzie miałem wrażenie, że moje zdanie się nie liczy. W domu oddaliliśmy się od siebie i straciliśmy bliskość. Od dłuższego czasu brakuje mi z jej strony czułości i zaangażowania. Czuję, że to ja zawsze inicjuję bliskość. Problemem było też moje picie – mimo obietnic wracałem do alkoholu, co ją raniło. Rozstaliśmy się na chwilę(3 tyg), ale wróciliśmy do siebie. Zacząłem terapię i pracę nad sobą. Przez pewien czas było lepiej, jednak po złamaniu obietnicy znów pojawił się dystans. Z mojej strony podjąłem realne działania, natomiast partnerka mimo ustaleń nie poszła na terapię i rzadko angażowała się w pracę nad relacją. Dodatkowo pojawił się temat powrotu partnerki do domu rodzinnego i pracy w biznesie jej rodziców, co wprowadziło jeszcze większą niepewność co do naszej przyszłości. Obecnie mówi, że mnie kocha, ale jest emocjonalnie zablokowana i nie wie, czy chce ze mną przyszłości. Czuje się bardziej jak ze współlokatorem. Podjęliśmy decyzję że sporobujemy pójść na wspólną terapię, jeżeli to nie pomoże to rozstaniemy się. Mi strasznie zależy na partnerce i chcę żebyśmy byli w końcu szczęśliwi. Czy w takiej sytuacji terapia par ma jeszcze sens i czy ten związek można uratować?
Jak poradzić sobie z kryzysem i lękiem przed przyszłością?
Witam, mam 30 lat i podejrzewam u siebie kryzys. Cały czas myślę o tym że nic już mnie dobrego nie spotka, że siedząc w pracy marnuje życie, że chciałabym coś więcej osiągnąć ale nie wiem jak i mieć więcej wolnego czasu a gdy go mam to po prostu go marnuje. Nie mam na nic energii nie lubię wychodzić do ludzi. Nie mam dzieci, mam męża. W zasadzie boję się mieć dzieci, i też nie wiem czym jest to spowodowane. Z jednej strony nie czuje się gotowa a z drugiej wiem że "goni mnie czas". Często też myślę, że kończy się jakoś etap w moim życiu i coraz częściej myślę o śmierci, że mnie tez to spotka i że w sumie może to być w każdej chwili. Kiedyś myśli tego typu pojawiały się raz na jakiś czas, w gorszych dniach. Teraz czuję jakby te gorsze dni panowały codziennie.
Jestem studentem medycyny na 2 roku i ilość terminów i obowiązków mnie przytłacza.
Jestem studentem medycyny. Wiem, że chcę skończyć te studia i nie mogę doczekać się przyszłej pracy, ale chwilowo jestem na 2 roku i ilość terminów i obowiązków mnie przytłacza. Niezależnie od tego, ile pracuję, wychodzi tylko coraz gorzej, a pracownicy uczelni utwierdzają nas (studentów) w przekonaniu, jak beznadziejni jesteśmy. Wydawało mi się, że umiem ignorować te uwagi, ale od miesiąca sama myśl o studiach, zaliczeniach i poprawach wywołuje kłucie w klatce piersiowej, przyspieszone bicie serca i ostatnio silne drżenie mięśni, zwłaszcza ud, które ustępuje dopiero po ok. godzinie. Potrzebuję pełni koncentracji, a nie mogę zasnąć mimo silnego zmęczenia. Kiedy już zasnę, śnią mi się slajdy z prezentacji, z której mam zaliczenie albo koszmary, więc i tak wstaję zmęczony. Jak dojść z tym wszystkim do ładu? Czy jest skuteczny sposób na uspokojenie, poza farmakologią?
Przemoc w rodzinie i jej wpływ na zdrowie psychiczne - jak sobie radzić?

Mam poważny problem, związany z moim zdrowiem psychicznym, a także relacjami z moją rodziną. W skrócie: będąc dzieckiem (5-6 lat, lub mniej), doświadczyłem przemocy, ze strony opiekunki, która została zatrudniona przez moich rodziców, gdy oni pojechali do Niemiec na zarobek (wczesne lata 2000), podczas ich nieobecności, karała mnie i moje rodzeństwo, szczególnie mnie, pamiętam moment, gdy kazała mi na zimnej podłodze w łazience, klęczeć, z rękoma do góry, podawała też nam niedogotowane jedzenie. Po przyjeździe do Polski, gdy moi rodzice się o tym wszystkim dowiedzieli, zwolnili ów opiekunkę i nawet pojechali w jej rodzinne strony i opowiedzieli o wszystkim jej rodzinie. Wiele lat później, doświadczyłem przemocy ze strony mojej matki, potrafiła mnie bić przedmiotami, na przykład, zrywała rózgę z drzewa i biła mnie ją, więcej niż raz, i ów rózga pękła na moim tyłku, był taki epizod, że potrafiła zapalić palnik w kuchence i kazać mi przyłożyć rękę do ognia, dzięki Bogu, mój ojciec się za mną wstawił, nigdy nie zapomnę tego incydentu. Raz powiedziała mi, że jestem zakałą rodziny. Moja matka jest manipulatorką, potrafi zastraszać, manipulować, grać na emocjach, a także stosować szantaż emocjonalny, gdy się ktoś jej przeciwstawi i coś nie pójdzie po jej myśli, to idzie na skargę do mojej młodszej siostry i razem plotkują na temat danej osoby, źle o tej osobie mówiąc. Potrafi być osobą wybuchową, agresywną i opryskliwą, nie przyznaje się do swoich błędów, stwarza konflikty i robi z siebie ofiarę, lubi naśmiewać się z innych i komentować wygląd drugiej osoby, podczas gdy sama nie dba o swój wygląd. Za każdym razem próbuje znaleźć wymówkę, by położyć rękę na moich pieniądzach, zawsze musi być według jej myśli. Mój ojciec jest nie lepszy, agresor, manipulant jak moja matka, osoba wybuchowa, konfliktowa, mitoman, kłamca, uważa, że przemoc i agresja jest jedynym rozwiązaniem, potrafi popisywać się przed ludźmi, szczególnie, gdy jest po kilku piwach, wielokrotnie groził mi pobicie, wyzywał mnie, moją matkę, kilkukrotnie pojawiał się w domu pijany, raz powiedział mi, że mnie załatwi, nie wiem, co przez to miał na myśli, zabić mnie czy pobić. Raz, gdy rzucał się do mojej matki pijany, powiedziałem mu, że jak się nie uspokoi, to wezwę policję, później wparował do mojego pokoju i zaczął mnie wyzywać i powiedział, że policja nic mu nie może zrobić. Był taki epizod, że moja młodsza siostra, korzystała z pomocy psychologa i psychiatry, bo miała ataki paniki, czy coś w tym stylu i gdy mój ojciec dowiedział się o tym, wyśmiał ją i powiedział, że jest chora psychicznie, używając wulgarnego słownictwa. Gdy moja matka miała złamaną rękę, ani razu jej nie pomógł, nawet na rehabilitacje ją nie zawiózł, na piechotę musiała daleko iść do szpitala, a gdy zapytała się go, dlaczego jej nie pomógł, powiedział, że nie zasłużyła. Moja młodsza siostra nie jest świętoszkiem, rozpieszczona, od najmłodszych lat, wszystko, co chciała, to miała, podczas, gdy ja, na swój pierwszy telefon, musiałem zarobić, ciężko pracując na budowie. A teraz ona twierdzi, że jest lepsza od innych, bo jest po studiach, śmieje się ludziom prosto w twarz, bo ktoś jest wierzący i ma konserwatywne podejście do życia i uważa, że ci co tak wierzą, są chorzy psychicznie (ona sama jest ateistką). Każdego próbuje pouczać, rozstawiać po kątach i uczyć życia, mimo, że ma zaledwie 26 lat. Mam starszego brata, 32 letniego, ma on swoją własną rodzinę, dwoje dzieci, ma firmę budowlaną, jest trochę nerwowy, wybuchowy i opryskliwy, ale jesli pracujesz, starasz się i pokazujesz zainteresowanie, to normalnie się zachowuje, obecnie u niego pracuje, ale jestem teraz na miesięcznym zwolnieniu lekarskim, z powodu skręconej lewej kostki, zostały mi ostatnie dni zwolnienia lekarskiego i według zaleceń ortopedy, mam ćwiczyć kostkę, nie przeciążać jej, brać leki i odpoczywać. Można w nim (moim bracie) mieć wsparcie, jesli tak jak wcześniej wspomniałem, ktoś angażuje się w pracy, a czasami nie. Tak jak wcześniej wspomniałem, jestem na zwolnieniu lekarskim, zostały mi raptem kilka dni i po zwolnieniu lekarskim muszę znowu iść na kontrolę do ortopedy, gips mam zdjęty i mogę normalnie chodzić. No i tu problem się zaczyna, bo mój ojciec jest sfrustrowany, bo nie jestem w pracy, nie jeżdżę do pracy, mówił to podobnie, gdy miałem nogę w gipsie, jak niby miałbym z nogą w gipsie i o kulach iść do fizycznej pracy i pracować? przecież jestem na zwolnieniu lekarskim, prawnie pod groźbą kary jest zakazana praca na zwolnieniu lekarskim. Całe praktycznie życie byłem pod kontrolą mojej rodziny, nie mogłem mieć własnego zdania, nie mogłem naturalnie i swobodnie się zachowywać, nie mogłem żyć po swojemu, bo im to nie odpowiadało, zniszczyli mi tak psychikę, że jestem bezradny, nie wiem co mam w życiu robić, gdzie iść, jestem bezsilny, i na samą myśl, że muszę przebywać wśród obcych ludzi lub szukać innego miejsca pracy i pracować w innym miejscu pracy, czuję lęk i strach, mimo, że mam 28 lat. Nigdy nic nie mogłem dla siebie zrobić, bo później nachodziła mnie myśl, że im się może to niespodobać, gdy wielokrotnie próbowałem się zbuntować przeciwko nim, czułem wyrzuty sumienia. Raz, gdy powiedziałem im, że skoro pracuje u swojego starszego brata, legalnie, to rozsądne by było, gdyby mi płacił, jak normalnemu pracownikowi, więc byłbym finansowo niezależny, moja matka sfrustrowana powiedziała, że nie ma takiej opcji. Moja rodzina nigdy mnie na poważnie nie traktowała, albo drwili sobie ze mnie, albo sie ze mnie śmiali, albo celowo mnie prowokowali, żeby wzbudzić we mnie agresję i zrobić ze mnie złego bohatera. Mam jeszcze najstarszego brata, od około dwudziestu lat mieszka w Anglii i pracuje jako manager w jakieś brytyjskiej firmie, a po pracy jeździ swoim prywatnym tirem, przez moich rodziców, nie mam z nim kontaktu, moi rodzice wmawiali mi i mojemu rodzeństwu, że on zerwał z nami kontakt i wybrał rodzinę swojej byłej żony, niż swoją, co jest nie prawdą, bo on chce z nami się kontaktować. Raz na pogrzebie mojego dziadka (ze strony ojca) on się pojawił w domu pogrzebowym i normalnie z każdym się przywitał, a mój ojciec z wrogością nie chciał mu podać ręki, dopiero moja matka go do tego zmusiła, a teraz jak gdyby nigdy nic, mój ojciec zaczął się przyznawać do mojego brata i mówi, że ma syna w Anglii. Obecnie stosuje emocjonalny dystans (emotional detachment), względem mojej rodziny i czuję napiętą atmosferę, nikt się do mnie nie odzywa, a jak już na przykład matka się odezwie, to z frustracją, podniesionym głosem. Na obecną chwilę, leżę finansowo, mam 800 euro, plus 300 zł, szukam dalej odpowiedniej pracy (jestem z Suwałk) a w moim rodzinnym mieście trudno o dobrą pracę, mieszkania pod wynajem są drogie, a o wzięciu kredytu nie myślę, bo to zbyt wielka odpowiedzialność. Byłem na dwóch sesjach psychoterapeutycznych, ale nie skończyło się to dobrze, dlatego, że trafiłem na nieodpowiednią psychoterapeutkę, która nawet nie chciała wysłuchać mojego problemu, na samym starcie mi przerwała, zaczęła mówić coś o czakrach, punktach energetycznych, co w ogóle nie miało nic wspólnego z moim problemem, w ogóle nie chciała mi pomóc i dawała mi bezużyteczne rady, nawijając o swojej rodzinie. Potrafiła podnosić na mnie głos i po wszystkim skasowała ode mnie 250 zł i tyle po terapii. Gdy zadzwoniłem do niej po raz pierwszy, to niechętnie chciała mnie przyjąć na sesję indywidualną. Czuję, jak moje zdrowie psychiczne się pogarsza, jestem zestresowany, rzadko się uśmiecham albo się smieje, a jak już to robię, to czuje dziwny dyskomfort, jakby ktoś z mojej rodziny chciał mnie zbesztać, za to, że się śmieje. Z tego też powodu od dawna borykam się z uzależnieniami od pornografii i masturbacji. Totalnie straciłem motywację do działania, nic mi się nie chce.

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.