Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Brak zaangażowania ze strony chłopaka - jest przytwierdzony do pracy i rodziny, ja jestem poniżej tych priorytetów

Anonim

Witam. Od dłuższego czasu mam problem ze swoim chłopakiem. Uważam, że nie poświęca mi on wystarczająco czasu oraz nie angażuje się w nasz związek tak, jak ja. Na codzień studiujemy w dwóch różnych miastach oddalonych o 200 km. Okazje do spotkań mamy od święta i w wakacje. Obecny letni czas chciałam wykorzystać maksymalnie na wspólne spotkania i rozmowy, bo wiem, że od października nie będzie takiej możliwości. Do tej pory zawsze myślałam w pierwszej kolejności o moim chłopaki i naszym związku, bardzo się zaangażowałam. Ale też rozczarowałam... U niego na pierwszym miejscu jest praca i pomoc dla rodziców. Ja jestem na końcu. Zdarzyła się taka sytuacja, że przez 4 dni się nie widzieliśmy, bo on pomagał tacie. A wcześniej obiecał, że będziemy się częściej widywać. Dwa razy przeprowadziłam z nim także rozmowę i jasno zasygnalizowałam, że chciałabym spędzić z nim więcej czasu (ogólnie i sam na sam - nie w domu z rodzicami czy rodzeństwem tylko gdzieś indziej). Chciałabym, żeby to on wyszedł z jakąś inicjatywą - np. zaprosił mnie na spacer, do kina czy na rowery, nawet dwie godzinki na łonie natury by mi nie przeszkadzały. Chciałabym, żeby się zaangażował. Dotychczas to ja coś proponowałam albo uzgadnialiśmy wspólnie. Brakuje mi jego spontanicznej propozycji czy decyzji o jakiejś wspólnej aktywności. Czy ja za dużo od niego wymagam? Czy mam prawo oczekiwać czegoś od niego? Nie sądziłam, że aż tak bardzo się rozczaruję i stracę motywację do starania się, żeby nasz związek przetrwał. Co powinnam zrobić w tej sytuacji? A może to ze mną coś jest nie tak?

Dzień dobry, wygląda na to że różnicie się Państwo w podejściu do relacji, w oczekiwaniach i być może również potrzebach. Mimo wskazanych różnic bardzo chciałaby Pani, aby Partner funkcjonował w tej relacji tak jak pani: z takim samym zaangażowaniem, takim samym sposobem okazywania uczuć, takim samym zapotrzebowaniem na intensywność kontaktu. Być może nie jest to możliwe, chociażby przez sam fakt że jesteście Państwo po prostu różnymi osobami. Nie mamy również takiej mocy aby skłonić drugą osobę do zachowywania się w sposób, jakiego byśmy oczekiwali. Choć jednocześnie rozumiem,  że to trudne rozczarowujące i bolesne. A skoro sytuacja nie zmienia się pomimo podejmowania przez Panią różnych prób, zastanowiłabym się nad tym, co w tej relacji jest możliwe, a z czego musiałaby Pani zrezygnować pozostając w niej. Jeżeli poczuje Pani, ze zajmowanie się tym tematem samodzielnie jest zbyt trudne, to proponowałabym skorzystanie z pomocy psychologa czy psychoterapeuty żeby przyjrzeć się temu bliżej. Pozdrawiam Magdalena Bilinska Zakrzewicz 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z konfliktem z matką dziecka partnera?
Jestem z partnerem od roku. Ma prawie dwuletnie dziecko. Z jego mamą nigdy nie byli w związku, nie mieszkali ze sobą, dziecko nie było planowane. Gdy pojawiło się na świecie, partner próbował uczestniczyć w jego życiu, ale ze względu na trudne relacje z matką dziecka, nie było to możliwe systematycznie. Wobec tego wniósł do sądu o ustalenie kontaktów (dziecko miało 10 m-cy). Od tego momentu sytuacja jeszcze się pogorszyła. Konflikt ewidentnie narastał a odkąd matka dziecka dowiedziała się że związał się ze mną, jest jeszcze gorzej. Sądzę że miała nadzieję, że stworzą rodzinę. Doszło do tego, że odnalazła mnie w mediach społecznościowych i zaczęła wypisywać, od wulgaryzmów i wyzwisk po wiadomości pełne żalu i obwiniające mnie o to, że dziecko wychowuje się bez ojca. Zablokowałam ją, więc wysyła wiadomości do partnera. Jasno powiedziała, że ze względu na mnie, nigdy nie pozwoli partnerowi zabrać dziecka do siebie. Staram się stać z boku tego konfliktu i nie angażować, choć bywa to trudne. Wspieram partnera, widzę jego stres przed każdą wizytą u dziecka i przygnębienie spowodowane tym konfliktem, staram się jakoś pomóc przetrwać czas sprawy sądowej, która pewnie jeszcze sporo potrwa. Kompletnie nie wiem jaką postawę przyjąć wobec matki dziecka. Próbuję być neutralna ale ona ciągle kieruje atak w moją stronę, dla dobra sprawy milczę i nie wdaję się w pyskówki, ale emocje się we mnie kumulują. Cała sytuacja coraz bardziej mnie irytuje, nie wiem jak długo zniosę te prowokacje, boję się że kiedyś wybuchnę. Jak sobie z tym poradzić? Bo na zażegnanie konfliktu w najbliższym czasie raczej nie ma szans.
7 odpowiedzi
Czuję się ignorowana w szkole – wszyscy traktują mnie jak powietrze oprócz przyjaciółki
W szkole ciągle wszyscy traktują mnie jak powietrze oprócz mojej przyjaciółki
6 odpowiedzi
Partner wyjeżdża do rodziny, a ja czuję zazdrość i odrzucenie – jak sobie z tym poradzić?
Mieszkam z moim partnerem dość daleko od miejsca zamieszkania jego rodziny. Mój partner kilka razy w roku wyjeżdża do swojej rodziny na tydzień lub dwa. Ja nie jadę z nim, bo nie odczuwam takiej potrzeby i wolę ten czas spędzić w inny sposób. Jestem trochę zazdrosna o te wyjazdy. Z jednej strony rozumiem jego potrzebę kontaktu z rodziną. Z drugiej czuję się trochę samotna i odrzucona gdy on jedzie. Mam niby świadomość, że jego wyjazdy wynikają z chęci kontaktu z rodziną, a nie z jakiegoś urazu względem mnie. Ale mimo tego jestem smutna i zła gdy on jedzie. Mam też czasem wrażenie, że on tam jedzie aby zrobić mi na złość. Czasem się o to kłócimy. Zastanawiam się jak rozwiązać ten problem i co mogę zrobić po swojej stronie, aby lepiej przeżywać ten czas oraz lepiej się dogadywać z partnerem w tej kwestii.
6 odpowiedzi
Jak poradzić sobie z emocjami w związku na odległość i konfliktem z partnerką?
Witam, jak poradzic sobie z wewnetrznym zawodem, zloscia… Otoz zyje w zwiazku na odleglosc i po ponad miesiacu czasu kiedy sie nie widzielismy przylecialem tylko na tydzien - juz doskonale wiemy, ze taki tydzien to bardzo malo i czuje totalny niedosyt… ale jest jeszcze gorzej. Niedziela minela super poniedzialek spytalem czy przeszlibysmy sie razem do mojej mamy sie przywitac bo nie wypada przyleciec i nawet na chwile sie nie zobaczyc. Ona nie chciala wiec stwierdzilismy, ze ona w tym czasie pojdzie do swojej mamy ja do swojej… wyszlismy, pod klatka jej mamy zamowilem Ubera bo ja jeszcze kawalek drogi mialem a szkoda czasu. Po jakiejs godzinie zadalem jej pytanie “i jak?” szykujac sie powoli do wyjscia z checia ustalenia co dalej - jakby dla mnie oczywiste jest ze sie spotkamy i wrocimy razem lub gdzies pojdziemy. Ona odpisala, ze powoli sie szykuja do wyjscia. Wiec zeby tez nie siedziec z mama i jednoczesnie stukac w telefon napisalem “ooo sek.” - mialem na mysli, ze odezwe sie zaraz. Powiedzialem mamie, ze juz powoli sie zbieram, wyszedlem i zadzwonilem do partnerki… pytam “i jak tam?” - uslyszalem “no my juz idziemy do domu (z jej synem)”. Wkurzylem sie troche bo jakby… dla mnie to wazne byc razem szczegolnie w zwiazku na odleglosc w kazdej chwili. Przyszedlem do domu… atmosfera nie byla najlepsza… ale mowie zostawie to wezme prysznic zszedlem do sklepu po wino na wieczor… zjedlismy obiad… partnerka nie wykazywala wiekszego zainteresowania, siedziala w telefonie, zaproponowalem wspolne kino dla dziecka bo to jego ferie. Dzieciak nie chcial, wiec sciagnalem buty i sie polozylem… w ktoryms momencie ona zaproponowala kino dla nas dwoje - ale repertuar byl po prostu slaby i stwierdzilem, ze nie chce za bardzo… w ktoryms momencie wzialem jej telefon i przytulilem ja do siebie… powiedzialem jak wlasciwie codziennie “potrzebuje wiecej takich przytulen”. Pocalowalismy sie atmosfera sie rozluznila postanowilem wiec zapytac o ta sytuacje… dlaczego sama wracala… i tutaj sie zaczelo. Ona stwierdzila, ze czekala na dole myslala ze jak napisalem “ooo sek.” To ze przyjade uberem po nia… a ja mowie spokojnie ze nie mialem tego na mysli chcialem sie dogadac przez telefon dlatego zadzwonilem… aha podczas rozmowy tel. Jak jej powiedzialem, ze oczywiste jest dla mnie wspolne wracanie… powiedziala cos o tym ze mam 40 lat i cos powinienem wiedziec - nie pamietam bo za bardzo jej nie rozumialem. Mowie, ze chcialem sie na spokojnie umowic i przykro mi sie zrobilo jak powiedziala, ze sami wracaja… mowie, ze nawet jak z kolega ide i sie rozdzielamy to wiemy ze wracamy razem, zaczela podnosic ton ze nie obchodza jej moi koledzy… i ze ja sie nie staram, nic nie robie chciala isc do kina, a jak wracalismy a ja nie podjechalem po nia to cytyje “TY DALES DUPY!” Poniosly mnie emocje i powtorzylem glosniej to samo co ona “ty sie nie starasz i ty dalas!”. Wiem doskonale ze w zwiaku powinno sie mowic zaczynajac od “Ja…chcialbym, poczulem sie itd” ale ona tego nie chce stosowac… poszla do gory zostawila mnie na dole… bardzo mnie to zabolalo bo ja chcialem milo spedzic czas ktorego malo mamy. Poszedlem do gory - cos sprzatala - spytalem czy pojdziemy ochlonac na dol razem “Nie!”. Zszedlem… wrocilem do gory i spytalem “ty na prawde kochasz sie klocic?”. Wtedy z mina na ktorej byla tylko nienawisc powoedziala o tym, ze dre sie przy dziecku - choc u mnie to byly 3 slowa wiekszym tonie i jestem pewny ze dziecko tego nie slyszalo”. Zaczela wyolbrzymiac cala sytuacje mowila z wielkim gniewem, nienawiscia, krytyka itd. Zszedlem wyciagnalem wino z lodowki nalalem do kieliszka usiadlem sam ze soba w sypialni, pilem i plakalem. Wyszedlem… i mialem ochote wyjsc z domu i nie wrocic… ona zawolala syna zaczeli ogladac film - smiac sie ciesszyc jakby ostentacyjnie to robila. Ja wzialem kolejny kieliszek i z wielkim bolem w srodku - nie chcialem wychodzic przy dziecku. Film sie skonczyl dziecko poszlo do gory. Jej mina zamienila sie w doslownie “nie nawidze cie” z zimnym tonem powiedziala cos zaczynajac “a Ty…myslisz, ze bedziesz pic przy dziecku” itd. Nie bylem pijany siedzialem cicho i pilem… wiem, ze bie jest to prawidlowe ale chcialem zagluszyc bol… ktory jej nie interesowal. Dopytalem “czyli mam wyjsc?” Bez wahania odpowiedziala “Tak”. Wyszedlem… boli strasznie… i nawet jezeli jakims cudem bysmy sie pogodzili to znowu mnie boli, ze nie dosc ze nie mamy tego czasu dla siebie prawie w ogole to znowu kolejne dni wlasnie ida do smietnika… jestem totalnie zalamany i widze ze to nie ma sensu - bo nie umiemy ze soba rozmawiac a ona nie lagodzi nigdy konfliktow… ale BOLI cholernie.. leze u mamy i czekam na niedziele - samolot. Boli, mecze sie nie mam na nic ochoty nic mi nie jest w stanie pomoc oprocz placzu.
3 odpowiedzi
Mam problemy z emocjami, co robić?
Mam problemy z emocjami, co robić?
2 odpowiedzi
Mąż nagle zechciał rozwodu, posmutniał, płacze, schudł, ale smutek przeradza się zawsze w złość.

Mam wszystkiego dość. Jestem taka zmęczona. Byliśmy ze soba 15 lat, 7 lat po ślubie. On nagle, oświadczył że chce rozwodu. Próbowałam walczyć, ale im bardziej walczyłam to on się wściekał. Już wydawało się, że będzie dobrze i znów nagle zaskoczył mnie i ze łzami powiedział, że złożył pozew o rozwód. Na moja prośbę się wyprowadził. Tydzień po wyprowadzce powiedział, że ma wątpliwości. A potem już szedł w zaparte, mówił, że po tym wszystkim co mi powiedział nie mógłby być już ze mną. 

Mamy prawie 3 letnie dziecko, więc musieliśmy się widzieć. On zaczął mnie oskarżać przez sms,y że go okłamuje, szantażuje dzieckiem i oczerniam. Kiedy prosiłam, żeby to wytłumaczył i dał przykłady, bo przecież tak nie jest, to milczał. Jeszcze cały czas mi robił wyrzuty, że chciałam, żeby się wyprowadził. 

W cztery oczy zupełnie inny człowiek, widzę i nie tylko ja, że go ciągnie do mnie, szuka mojego towarzystwa. Kiedy parę razy mnie zaskoczył i przyjechał z dzieckiem szybciej i byłam prosto z pod prysznica lub w piżamie to widziałam, że patrzy na mnie z pożądaniem. Gdy dałam mu swój laptop, żeby coś tam zrobił i zobaczył nasze wspólne zdjęcie na tapecie to widziałam łzy w jego oczach. 

Powiedziałam, że go dalej kocham, zareagował najpierw zagubieniem i smutkiem, potem pojawiła się nagła złość. Kiedy powiedział, że mu lepiej samemu i że nasz związek był bagnem to odcięłam się od niego, teraz moja Mama pośredniczy między nami i ona odbiera i daje dziecko. Po prostu mnie niszczyło to wszystko. Od 3 tygodni się nie widzieliśmy i nie odzywam się do niego. To on powiedział mojej Mamie wczoraj, że zaczyna go to denerwować. Moja Teściowa mówi mi, że jest przerażona nim, bo go nie poznaje, strasznie schudł, przestał o siebie dbać, zaczął mieć kłopoty ze zdrowiem i ma strasznie smutne oczy, a jednocześnie zrobił się agresywny słownie. Wyznał też mojej teściowej, że już z nikim nie ma kontaktu. 

Od kiedy go nie widzę i nie mam kontaktu jestem spokojniejsza, radosna, zaczęłam malować obrazy, remontować dom, po prostu żyje. Ale nie wiem czy to nie dziecinne zachowanie z mojej strony? Kocham go, ale teraz mi lepiej chociaż dalej są dni kiedy tęsknię za tym jaka więź mieliśmy między sobą i że byliśmy najlepszymi przyjaciółmi kiedyś. Czuję się lepiej, bo wiem, że mnie nie zaskoczy żadnym bezpodstawnym atakiem słownym i złością. 

Wiem jednak, że to nie on, mój Mąż był zawsze kochany, czuły, rodzina była najważniejsza, ale moja depresja poporodowa, obowiązki i śmierć jego przyjaciela… chyba go to zniszczyło. 

To już tyle miesięcy od kiedy się wyprowadził, na szczęście te dni kiedy jest mi źle sa coraz rzadsze. Nie mogę uwierzyć, że w styczniu jeszcze mi wyznawał miłość i wiedziałam, że to szczere, a w następnym styczniu będzie rozwód. Strasznie mi smutno za człowiekiem, który już chyba zniknął bez powrotnie. I szkoda mi go, bo córka nieraz mówi, że Tatuś jest smutny i płakał. Wiem, że nie powinnam analizować, ale trudno mi pojąć, skąd taka nagła niechęć jego do mnie i ta jego złość, że nie chce go widzieć, przecież to on zdecydował, że chce rozwodu i nie chce walczyć, a na mnie jest zły, że próbuje jakoś sobie to ułożyć. Mówił, że był już u paru psychologów i lekarzy psychiatrii, ale, że mówią mu, że jest zdrowy.

3 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: kobieta przy furtce stawia granicę spokojnym gestem dłoni

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.