Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Witam, od pewnego czasu tracę chęci do życia

Witam, od pewnego czasu tracę chęci do życia, pomaga mi tylko muzyka, ponieważ mój brat ,który był jedynym wsparciem się wyprowadza. Co ze mną jest nie tak?
Tomasz Lajfert

Tomasz Lajfert

Alanek,

Wygląda na to, że przeżywasz wyprowadzkę brata. I jest to stan naturalny, co może powodować np. Twój smutek.

Mnie osobiście zatrzymuje i martwi “…, od pewnego czasu tracę chęci do życia”. Jako psychoterapeuta zachęcam Ciebie do rozważenia konsultacji psychoterapeutycznej. Wspólnie z terapeutą czy psychologiem sprawdzisz, czy Twój stan wynika z faktu wyprowadzki brata i potrzebujesz to przeżyć, czy utrata chęci do życia jest spowodowana innymi czynnikami. Wierzę, że to pozwoli Tobie uzyskać odpowiedź na zadane pytanie.

Tomasz

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Dzień dobry. To zbyt mało informacji, np.: w jakim wieku jesteś, co obecnie porabiasz, czy wcześniej wystąpiły podobne problemy itp?  W jaki sposób rozumiesz , że nie masz innego wsparcia: czy ze strony rodziców czy przyjaciół?, pozdrawiam 

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Wyprowadzka brata, który jest dla Ciebie wsparciem to z całą pewnością pewnego rodzaju starta. Strata to stan, który powoduje u nas obniżenie nastroju, a co za tym idzie pojawiają się różne myśli. Jedne z nich bywają bardzo nieprzyjemne, jak np. te o tym, że tracisz chęci do życia. Absolutnie byłby daleki od sformułowania, że jest coś z Tobą nie tak, przeciwnie, wszystko z Tobą w porządku, jeśli w takiej chwili doświadczasz smutku i pewnej straty. Myśli te stanowią pewnego rodzaju wyobrażenie o tym, że bez brata będzie zdecydowanie trudniej i ciężej w codziennym funkcjonowaniu. Jeśli chcesz zająć się tymi myślami, to warto zastanowić się jak widzisz Waszą relację, czemu jest ona dla Ciebie ważna i jak chcesz, by ona wyglądała w przyszłości. 
Jeśli muzyka stanowi źródło uspokojenia, wyciszenia, nie rezygnuj z niej. Jest to forma pomocy, którą warto mieć pod ręką. Natomiast jeśli obawiasz się, że coś Ci grozi lub myślom tym towarzyszą pewne plany, co do odebrania sobie życia, to warto pomyśleć o konsultacji z lekarzem psychiatrą lub zgłosić się po pomoc do psychologa. 

Usunięty Specjalista_tka

Dorota Kuffel

Dorota Kuffel

Dzień dobry,

nic z Tobą nie jest nie tak. Brat, który był jedynym wsparciem, jak piszesz, wyprowadza się. To jest jakaś strata, która naturalnie powoduje smutek czy nawet lęk. Przykro mi, że to jedyna relacja, która jest wspierająca. Jeśli brat nie zna Twoich uczuć, może warto się nimi podzielić. Zatrzymuje mnie też to założenie, że coś z Tobą nie tak, gdy tymczasem mi wydaje się to naturalne. Jeśli ten stan jest tak dokuczliwy, warto pomyśleć o wsparciu terapeutycznym. 

 Pozdrawiam Cię

Dorota

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

TW. Samookaleczanie się - nie wiem z czego wynika, nie uważam, że mam powody ku temu. Przekłada się to też na moje zdrowie seksualne.
Chciałam się więcej dowiedzieć na temat moich zachowań, które zaraz opiszę. Nie wiem czy coś ze mną nie tak i czy powinnam cokolwiek zmieniać w sobie. Od 3 lat zdarzało mi się CZASEM pociąć, gdy byłam zła. 12 grudnia 2023 roku po prostu się pocięłam (piszę to 15 lutego 2024 roku). Mówię "po prostu", bo naprawdę nie miałam do tego powodu (nikt mnie nie namawiał). Nie było mi źle, czułam się neutralnie, więc naprawdę do końca nie rozumiem swoich działań. Od tamtego dnia tnę się 2-4 razy w tygodniu. Nie robię tego dla atencji, specjalnie wybieram niewidoczne miejsca. Robię to tak po prostu lub dla uczucia wyluzowania, choć nie mam żadnych problemów. Ten widok jest zwyczajnie satysfakcjonujący. Mam nadzieję, że teraz każdy kto to czyta rozumie, że nie mam mocniejszych powodów do cięcia się. Mimo to nie mogłabym tak po prostu przestać, bo po pierwsze nie chcę, a po drugie raczej nie dałabym rady. Druga sprawa. Powiem wprost, podniecił mnie fakt, że pewien chłopak masturbował się do zdjęć moich ran zrobionych żyletką (od razu mówię, że on nie jest dla mnie kimś bliskim. Przez dwa dni utrzymywałam z nim kontakt w internecie i to tyle z naszej "znajomości"). Ta sama osoba także robiła sobie dobrze do moich zwyczajnych zdjęć, ale to akurat dla mnie jest bardziej odpychające niż podniecające. Oprócz tego wyobrażam sobie pocięcie się na oczach dwóch chłopaków, jeden z nich mi się podoba, drugi to mój znajomy. Ten scenariusz sprawia, że staję się pobudzona i podekscytowana. Czy to jakiś fetysz czy już zaburzenie? Od wcześniej wspomnianej sytuacji zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Jak dawno temu przekroczyłam granicę normalności? Z czego to wynika? Czy tak powinno być? Nie jest łatwo mi o tym mówić, chciałabym siebie zrozumieć. Nie wiem czy to coś ma do rzeczy, ale nie mam żadnych traum. Mama zawsze była przy mnie obecna fizycznie i psychicznie, to naprawdę wspaniała kobieta! Mam tatę, ale moja więź z nim jest słaba. Widzę go jakoś 4 dni w miesiącu (tak jest od 8 lat i szczerze to nie mam z tym problemu). Oprócz tego jestem nastolatką.
Wysoka wrażliwość - często płaczę, zwłaszcza, gdy z czymś sobie nie radzę.
Jestem WWO i często płaczę, zwłaszcza w szkole. Co mam robić, żeby przestać, bo to bardzo mi przeszkadza, szczególnie po usłyszeniu, np. że mam dwa sprawdziany w przyszłym tygodniu, z czegoś, z czym sobie nie radzę.
Od dawna, jeśli nie nawet odkąd pamiętam, mam problem z relacjami, lękiem. Mam dopiero 16 lat
Dzień dobry, od dawna, jeśli nie nawet odkąd pamiętam, mam problem z relacjami, lękiem. Mam dopiero 16 lat, poznaję świat, ale to mocno utrudnia mi życie. Mianowicie zawsze jak kogoś poznaję, bądź nawet przy bliskich, czuję się jakby ludzie mieli mnie porzucić, mam wrażenie, że ich zanudzam, męczę czy cokolwiek. Czuję się praktycznie cały czas ciężarem dla innych, choć świadomie wiem, że tak nie jest. Również nie potrafię nawiązać relacji z ludźmi, ciągle się obawiam, że ta osoba sobie żartuje i mnie zostawi. Prawdopodobnie wiem, skąd może się to brać (matka mnie porzuciła jak byłam mała, a ojciec powiedział mi jak miałam 7 lat, że jeśli się nie zmienię to porzuci nas tak samo jak ona), jednak nie wiem, jak sobie pomóc. Te myśli są strasznie natrętne i ciągle wracają. Również mam olbrzymie wahania emocjonalne, o drobną rzecz potrafię się popłakać i czuję się od razu beznadziejnie, choć wcześniej było dobrze. I czasem w ułamku sekundy z dobrego stanu wpadam w takie coś, zdarza się, że mam wtedy myśli samobójcze (ale tylko myśli, nie zrobię tego nigdy, bo poza tym czuję sens życia, kocham pomagać i nie ma mowy o depresji, to tylko w danej chwili tak myślę, jak jestem pod wpływem emocji). Kompletnie nie panuję nad sobą, jak wpadam w złość to na całego, w smutek, radość i wszystko tak samo. W danej chwili żyję tylko tą emocją i potem dopiero jak to mija, analizuję swoje zachowanie i żałuję pewnych czynów. Również miewam ataki paniki, czuję się wewnętrznie osamotniona. Niby mam ludzi mi bliskich, ale nie czuję w nikim wsparcia, czuję się niezrozumiała i samotna. I to nie tak, że cały czas, tylko wiem, że to we mnie siedzi i w losowych momentach ze zdwojoną siłą się ujawnia. Też mam niezdrowe zachowania na tle nerwowym, nieświadomie obgryzam paznokcie, wyrywam je, obgryzam skórki do krwi, zdrapuję strupki paręnaście razy (mam od tego dużo blizn, bo od małego tak robię) i nie potrafię z tym przestać, bo robię to nieświadomie. Nie wiem, podejrzewam u siebie borderline, ale nawet jeśli, to nie wiem jak sobie z tym pomóc. Również mam co jakiś czas wrażenie bycia śledzonej, zamykam oczy jak wchodzę do ciemnych pomieszczeń, bo boję się, że coś tam jest a jeśli zaatakuje, to chociaż tego nie zobaczę, śmieję się z tego potem, ale i tak jest to przerażające w danej chwili. I trochę ponad miesiąc temu zaczęłam zbyt intensywnie reagować na nagłe głośne dźwięki, a zwłaszcza wrzaski, krzyki. Jak nauczyciel uderzy dłonią o stół, to już staję się nerwowa, czuję łzy w oczach i nie umiem ich powstrzymać. I potem przez resztę dnia jestem mocno rozchwiana emocjonalnie i co chwilę bez powodu lecą mi łzy. Już nie mówiąc o krzykach, nawet nie bezpośrednio na mnie. Wydaje mi się, że może być to trauma, wychowałam się w trochę ciężkich warunkach, wrzaski, policja to była norma jak byłam w przedszkolu, a po rozwodzie rodziców tato bardzo często krzyczał i unosił się o byle co, zdarzała się delikatna przemoc psychiczna, fizyczna (już teraz nie, kocham go, ale i tak skutki się teraz odbijają. A, i mam wrażenie, że mogę mieć parentyfikację). Bardzo proszę o jakąś radę, bo to wszystko mnie wyniszcza. I dziękuję za pomoc.
Kryzys suicydalny - czuję się niekochana, nierozumiana i samotna.
Nie mam już siły na nic. Mam dość wszystkiego. Chciałabym połknąć opakowanie tabletek nasennych i już się więcej nie obudzić. Chciałabym już nic nie czuć. Nie dogaduję się z rodzicami. Czuję się, jakbym była ich największym problem. Nigdy nie są ze mnie dumni, nigdy nie widzą, gdy się staram, a gdy staram się im wytłumaczyć, co czuję to mam wrażenie, że nie rozumieją co do nich mówię. Rano nie mam siły iść do szkoły. Psychicznie sobie nie radzę i nie mam z kim porozmawiać. Nie mogę na nikogo liczyć. Tęsknię za dzieciństwem, tęsknię za miłością. Chciałabym mieć normalną kochającą się rodzinę a nie codzienne krzyki i wrzaski. Chciałabym normalnie rozmawiać. Cały czas myślę. Nie wytrzymuję tego uczucia stresu, które bierze się znikąd. Nie wytrzymuję już. Chciałabym, by mnie ktoś zrozumiał.
Jak radzić sobie z problemami wychowawczymi nastolatka? Wyzwania z 15-letnią córką
Witam. Mam problem z 15 letnią córką. Codziennie w domu są awantury. Nie daję już sobie rady z tą sytuacją. Zawsze myślałam, że będę miała dobry kontakt z moim dzieckiem jednak nie wychodzi mi. Bardzo cierpię z tego powodu. Przejdę do rzeczy.... Córka na ogół na sympatyczną, grzeczną, wrażliwą dziewczynką. Z boku nikt by nie powiedział, że mamy jakieś problemy. Kłócimy się głównie o naukę i bałagan w pokoju. Zawsze była bardzo dobrą uczennicą. Zawsze była też leniwa. Trzeba było "gonić" do nauki. Nigdy nie była tym zainteresowana. Problemy zaczęły się głównie w 7 klasie.... Lenistwo sięgnęło zenitu i ciągnie się to za nami do tej pory. Oceny ma fatalne... W domu nie pomaga i nigdy w niczym nie pomagała. Zawsze trzeba było zmuszać do sprzątania. Chyba nigdy sama z siebie nie posprzątała w swoim pokoju, czy w domu. Mega problemem jest nastawienie zmywarki. Stan pokoju jest krytyczny. Je w łóżku, zostają tam okruchy, pościeli nie zmienia, nie przeszkadza to jej. Na środku pokoju są porozwalane książki, podreczniki. Wyciąga je z plecaka na podłogę i tak zostawia. Kosz na śmieci pęka w szwach. Wszystkie ubrania leżą za biurkiem, na podłodze. Pełno kurzu, pajęczyn. Nie zaprasza koleżanek do siebie bo musiałaby to posprzątać. Ja od kilku lat nie dotykam się w kwestii sprzątania w jej pokoju. Uważam, że powinna robić to sama. Ma problemy z matematyką. Wożę ją co tydzień na korepetycje. W tym czasie dostaję informacje od nauczycielki matematyki ze szkoły, która rozdaje co tydzień ósmoklasistom zestawy zadań, że moja córka w ogóle ich nie opracowuje . Od lutego na 7 otrzymanych zestawów zadań oddała 0. Zastanawiamy się z mężem gdzie jest problem. Czy w nas? bo ciągle pilnujemy szkoły czy w córce.... Zapewniamy jej naprawdę dużo. Ma ubrania, gadżety, wymarzony telefon który miał być jednocześnie mega motywatorem do działania a okazał się największym złem. Przyjrzeć się temu wszystkiemu z boku to można zauważyć, że w domu moje dziecko tylko leży w łóżku, śpi , je, patrzy w telefon i czasem wynurzy się z pokoju żeby pogaadać. Przychodzi, opowiada mi co było w szkole, jakieś plotki itp. I Za chwilę przychodzi powiadomienie o nowej ocenie.... zwykle jest to 2. Czy mamy z mężem odpuścić temat szkoły?? córka jest w 8 klasie, ciężko nam przejść obojętnie w takiej sytuacji. Tym bardziej że jest zdolna i ma możliwości. Córka uważa że dla nas tylko oceny są ważne, a ona jako ona nie liczy się. Ciągle mówię jej że jest zdolna, mądra tylko musi sę przyłożyć, wygonić lenia, zaangażować w sprawy domowe. ale jakoś moje dziecko nie znajduje na to czasu. Ona sama pzyznaje, że jest leniwa, że jej się nic nie chce. Mam wrażenie że potrzebna jej jestem do zaspokajania jej potrzeb. Czyli pieniędzy. Sobotę najchętniej spędzałaby na zakupach z koleżankami. Bardzo chaotyczny jest ten wpis ale są we mnie tak straszne emocje, że nie mogę skupić się na poskładaniu tej wypowiedzi.
dojrzewanie

Okres dojrzewania - co warto wiedzieć o zmianach i wyzwaniach

Okres dojrzewania to wyjątkowy i wymagający etap zmian fizycznych, emocjonalnych i społecznych. Zrozumienie tych procesów jest kluczowe dla nastolatków, ich rodziców i opiekunów, by lepiej radzić sobie z wyzwaniami i wspierać rozwój młodego człowieka.