Kryzys życiowy i trudności w związku - co dalej?
Nie wiem co mam robić że swoim życiem. Mam 24 lata. Nie mam matury, ponieważ ledwo co zdałam szkole ucząc się indywidualnie że względu na fobie społeczna I depresję. Moje życie nigdy nie było usłane różami, ciężka choroba w rodzinie, w tym też moją (genetyczna). Od nastoletnich lat brałam leki, próby samobójcze, psychoterapia. Uciekłam z domu mając 19 lat,od tamtej pory radzę sobie sama,a przynajmniej próbuję. Pracowałam w fast foodzie,jako kasjerka- żadna praca nie jest dla mnie obca. Moim marzeniem było stanowisko biurowe I tak też się stało. Ale pewnego dnia,gdy szykowałam się do pracy, coś we mnie pękło. Nie mogłam znieść ubrań, zapachu, wszystkiego. Zaczęłam chodzić w kółko, płakać, czas leciał jak szalony. Stwierdzilam w tamtym momencie, że to nie jest normalne. Mój lęk nie powinien tak mnie wykańczać, a moze to nie jest nawet lęk? Umowilam się do psychiatry i okazało się, że prawdopodobnie mam autyzm. To zmieniło moje życie. Jestem w trakcie diagnozy. Kosztownej,prywatnej i trwającej długo. Najmuje mieszkanie, ponad połowa pensji to czynsz. Mieszkam z narzeczonym, on pracuje ciężko fizycznie. Ja jestem na l4 już prawie pół roku. Z moim partnerem jestem ponad 3 lata. Wiele się między nami działo, ale on na pewno zmienił się na lepsze i ciągle to powtarza. Zacznijmy od tego, że jestem typem osoby,która przywiązuje się do jednego człowieka i traktuje tą relacje naprawdę bardzo poważnie. Jemu to zaimponowało. Będąc że mną w związku przestał nadużywać substancji,pić i palić. Są granice I ustalenia w naszym związku, których wie, że musi przestrzegać ( ja oczywiście też). Jestem w stanie zrobić dla niego wszystko i on o tym wie doskonale. Moją codzienność wygląda tak- codziennie wstaję,czytam, śpiewam i gotuję obiad,sprzątam w domu. Czasami nawet zapominam o tym, co z przyszłością. Uwielbiam dom i mogłabym robić to przez całe zycie. Codziennie robię to samo, tj taki mój rytuał. Uwielbiam śpiewać i zawsze marzyłam żeby iść w tym kierunku profesjonalnie, ale wątpię że kiedykolwiek to się stanie. Nie śpiewam przy kimkolwiek, nawet przy partnerze,mimo jego błagań. Nie wiem co z przyszłością. Czekam na koniec diagnozy. Nie mogę liczyć na nikogo więcej oprócz narzeczonego, bo odizolowałam się od każdego. Moja rodzina ma problemy zdrowotne i finansowe, pewna jej część mnie nie cierpi. Jego rodzina ma problemy z alkoholem i traktuje mnie jako tą dziwną i manipulującą moim partnerem,mimo iż sam stwierdził że nie chce się z nimi utożsamiać. Ja go kocham, ale często podczas kłótni zaczynam krzyczeć,płakać i nie odzywać się przez bardzo długo. Najczęściej to przez to,że jedno jego słowo było nie tak jak chciałam lub nie domyślił się czego chciałam, a ja tego nie powiedziałam. Bo tak, ja też mam zachowania toksyczne, ale nie potrafię nad niektórymi rzeczami zapanować. W takich momentach jestem w stanie nie czuć zimna,ciepła,głodu,czegokolwiek. Gdy się kłócimy, za każdym razem myślę o rozstaniu. On nie odpuszcza, mimo że doskonale wie o tym,co myślę i czuję. On sam ma prawdopodobnie ADHD, ale to jego i moja samodiagnoza. Bardzo często zapomina o wiele rzeczach,zaczyna i nie kończy (w domu czy w pracy). Jest kłębkiem niedokończonych rzeczy. Ja go za to akceptuję,ale czasami bardzo ciężko nam dojść do porozumenia, kiedy jesteśmy uparci przy swoim. Chcę powiedzieć, że w sytuacji kłótni problemem nie jest temat kłótni, czy on sam, ale przeraża mnie to, że kiedy mnie przytula na siłę, to każdy mój problem magicznie znika i zdaję sobie sprawę jak zależna jestem do tej osoby. On powiedział że będzie ze mną czy będzie taka czy inna diagnoza, po prostu na dobre i na złe. A ja nie wiem czy tego chcę. Wiem, że mogłabym trafić lepiej i gorzej, ale co jeśli to nie jest wystarczająco lepiej żebym mogła żyć tak całe życie? On zna całą moją historie,wszystkie moje traumy,każde moje utrapienie, ale łapię go na tym, że wiele zapomina albo nie myśli o mnie,kiedy podejmuję ważne lub mniej ważne decyzje. Przeszliśmy naprawdę sporo razem i boję się, że jeśli bym się z nim rozstała,to nie dałabym rady. I wiem ,że każdy powie, że dałabym radę i pewnie by tak było, ale nigdy nie byłabym już taka sama jaka jestem dzisiaj. A stałam się znowu małą dziewczynką, do kiedy z nim jestem. Dzięki niemu nauczyłam się siebie akceptować i nie walczyć. Po prostu kiedy cały dzień siedzę w domu i jedynym momentem kiedy mogę i chcę mieć kontakt z drugim człowiekiem, to jest to, kiedy on wraca z pracy i gra na konsoli. W wolnym czasie jest w stanie grać tak cały dzień. Kiedyś powiedział mi nawet, że woli żebyśmy siedzieli w domu i oszczędzali pieniądze, bo każde wyjście to koszt. To bardzo dziwne biorąc pod uwagę fakt, że kiedy jeszcze nie byliśmy razem, obiecał, że chce żebym zobaczyła cały świat ( że względu na choroby w rodzinie nigdy nie zaznałam rodzinnego wyjazdu), ale mam wrażenie że w tamtym momencie był to po prostu love bombing. Ja mu mowie o tym wszystkim, co piszę tutaj, ale nic się nie zmienia. Jedynie gdy naprawdę wymuszę, to wtedy gdzieś wyjdziemy. Nie jestem też typem osoby, która uwielbia wychodzić z domu, (bo ubranie się jest dla mnie jak kara, bardzo męczące) ale wyjście do lasu czy na spacer jest naprawdę fajną odskocznią. Czym dłużej jestem w tym związku, tym więcej widzę swojego zaangazowania, a mniej drugiej strony. Zauważyłam też, że coraz więcej rzeczy mnie irytuje. Kiedyś nie złościłam się na to, że mam mąkę pod palcami,a teraz nie mogę wytrzymać dłużej niż 10s przez uczucie mąki na palcach. Jest mnóstwo takich rzeczy. Są pozornie głupotą, a ja bardzo się tym denerwuję. Mam wrażenie że jako dziecko miałam takie same "głupoty", ale nie potrafiłam tego nazwać. Mam wrażenie, że zawsze przeszkadzały mi tekstury I hałas, ale myślałam, że tak ma każdy i nie kwestionowałam tego. Wiem, że psychoterapia powinna wiele dać (jestem w trakcie zaczęcia nowej, po 5 latach), ale chciałam usłyszeć opinię kogoś obcego. Każdą decyzję musimy podjąć sami i nie liczę na to, że ktoś podejmie ją za mnie, ale zastanawiam się na ile to wszystko, co dzieje się ze mną jest normalne. Czy może to wymyślam? Jak to wszystko nazwać i przede wszystkim dlaczego tak jest? Moim problemem jest kryzys, diagnoza,finanse i uczucia. Myślę, że praktycznie wszystko. Dziękuję za przeczytanie