Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Witam, posiadam problem od paru lat, gdy zachorowałem na łuszczyce i miałem wtedy niedoszłą wybraną partnerkę mojego serca

Witam, posiadam problem od paru lat, gdy zachorowałem na łuszczyce i miałem wtedy niedoszłą wybraną partnerkę mojego serca, przeleżałem 3 miesiące bez kontaktu z osobami innymi niż rodzina, mając 80% ciała pokryte suchą skórą jak w łuszczycy, paliłem wiadro z marihuany dziennie wieczorem po jednej lufce i dostałem informacje, którą aż nadto wziąłem sobie do serca, bo chciałem być zdrowy. Radę, że to jak pomyśle tak się stanie na 100% i zacząłem powtarzać, jaki chce być, żeby być lepszy dla tej dziewczyny i być idealnym chłopakiem. Potem zaczęło się nawet, że siedziałem i gadałem sam do siebie, odpowiadałem głosem na myśli, w których rozmawiałem jak z druga osoba, po czasie i wyzdrowieniu miałem, tak że do tej dziewczyny normalnej wiadomości nie potrafiłem napisać, naturalnie tylko 10 razy usuwałem i przekminiałem jak napisać, żeby było idealnie. Potem przez złe towarzystwo przerodziło się to na wszystkie osoby, nieważne kto to był, nie żyje takim luzem w życiu tylko często mam o czymś przemyślenia czy też nawet jak coś powiem, to się zastanawiam, czy dobrze to powiedziałem, mam takie spięcie, nie potrafię sam dłuższego dialogu z ludźmi prowadzić, czy też zacząć temat np. z aktualną moją dziewczyną, bo się napinam, żeby nie wiadomo co powiedzieć, albo nie wiadomo co robić, przez co jestem neutralny, nie mam własnego zdania, czy też poglądów, jakbym nie ufał sobie dlatego wszystko muszę sprawdzać przekminiać co mówię.
Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Dzień dobry, 

w zasadzie nie stawia Pan pytania, czy nie nazywa, czego by potrzebował, ale z Pana wypowiedzi wnioskuje, że nie czuje się Pan sobą, a uporczywe myśli ograniczają Pana w życiu i uniemożliwiają swobodne funkcjonowanie. Trudno odnosić się do wspomnianej kwestii z przeszłości (palenie dużej ilości marihuany, łuszczyca), ponieważ brak szczegółowych informacji na ten temat. Mogę jedynie nadmienić dwie kwestie: łuszczyca jest chorobą autoimmunologiczną, która często ma podłoże emocjonalne; palenie marihuany może wywoływać stany psychotyczne nie tylko w trakcie używana, ale też po odstawieniu. Jeżeli coś z tego z Panem rezonuje, być może warto zgłębiać temat. 
Co do objawów, których doświadcza Pan teraz - znów brak wystarczających danych, aby wskazywać ich przyczynę (np. dotyczących tego, czy nadal używa Pan substancji psychoaktywnych), natomiast nasuwa się myśl o tym, aby to, co się z Panem dzieje skonsultował Pan z psychoterapeutą, który przeprowadzi szczegółowy wywiad, pomoże zrozumieć problem oraz zaproponuje adekwatną formę pomocy. Będzie Pan mógł przepracować wspomniane kwestie oraz zająć się bieżącym funkcjonowaniem. Gorąco zachęcam. 
Magdalena Bilinska Zakrzewicz 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Związek na odległość i konflikt dotyczący priorytetów - kto ma rację?
Hej, Pokłóciłam się z chłopakiem i chciałam zapytać o to żeby ktoś ocenił szczerze i obiektywnie kto tu zawinił i kto ma rację. Otóż tak jestem w związku na odległość 7 lat, mamy po 27 lat. I sytuacja jest taka, że od niedawna zaczęłam chodzić na siłownię. Było trochę zgrzytów, bo chodzę z koleżanką, której on w skrócie można powiedzieć nie za bardzo lubi, mimo że jej nie zna. I o to były problemy, czemu ja z nią chodzę. Ale wyjaśniliśmy co i jak i doszliśmy do porozumienia. Bo chodziło o to, że mu nie pasowało to, że poznałam tą koleżankę przez internet. Były też sytuacje, że trening troche mi się przedłużył i odzywałam się trochę później niż zwykle ( ale to było jakieś 30/40 minut ). I miał do mnie o to problem. Bo ogólnie co do zasady staramy się pisać do siebie około godziny 20. Teraz pojawił się kolejny problem. Ogólnie spotykamy się na weekendy ( przyjeżdża do mnie w piątek i wraca w niedzielę). I akurat tak wyszło, że w piątek się umówiłam na godzinę na trening z trenerką. I teraz jest problem, bo on musi przyjechać te 1,5/2 godziny później lub przyjechać normalnie i zaczekać na mnie. I jak się dowiedział o tym to powiedział, że on nie będzie jeździł po nocy i nie będzie też na mnie czekał i że w takim razie w ogóle nie przyjedzie, że potraktowałam go jak śmiecia, że stawiam siłownie ponad związek i że czuje się bardzo źle potraktowany, że go olewam i że teraz przekładam spotkania o te 1,5h czy dwie, a później jego zdaniem będę przekładać całe weekendy żeby gdzieś pójść czy spotkać się z koleżanką. Powiedział też, że takie zachowanie może w dalszej perspektywie prowadzić nawet do zerwania z jego strony, że nie będzie tego akceptował. Powiedział też zachowuje się jak bym była singlem, a jestem w związku. Próbowałam z nim porozmawiać na spokojnie wyjaśnić, że ja go nie olewam, tylko po prostu tak się złożyło, że trening mam w piątek, bo wcześniej było przekładane bo źle się czułam. Moim błędem było to, że powiedziałam mu o tym dzień przed ( czyli czwartek) a wiedziałam o tym we wtorek. Ale powiedziałam mu, że jeżeli to problem to okej mogę przełożyć ten trening i żeby przyjechał tak jak zawsze. To powiedział, że już nie chce w ogóle przyjeżdżać. Ja naprawdę nie miałam nic złego na myśli, zależy mi na nim, nie olewam go i siłownia nie jest ważniejsza niż on. Ale po prostu czasami tak sprawy się układają, moim zdaniem trzeba mieć trochę wyrozumiałości do drugiego człowieka. Próbowałam mu to tłumaczyć, że nie stawiam go niżej niż siłownia, że rozumiem, że mógł poczuć się źle, ale że po prostu źle to interpretuje. A on, że to jest fakt, że go olewam i nie ma tu żadnych interpretacji i nie ma co wyjaśniać, bo jego zdaniem ja go olewam i on nigdy nie umawia się z kimś podczas naszego weekendu i że zawsze stara się być wcześniej, żeby spędzić razem więcej czasu. Okej to prawda, ale moim zdaniem nie może być tak, że 2 godziny z weekendu to już jest jego zdaniem olewanie związku. Naprawdę chciałam spędzić go razem tym bardziej, że są Walentynki. Ale on już nie chce, próbowałam tłumaczyć, odwołałam trening, zaprosiłam, powiedziałam, że pogadamy. To powiedział, że nie chce już, że to jest proste i nie ma co wyjaśniać. Że ja przełożyłam spotkanie co jest przyczyną tego, że on zrezygnował całkowicie z weekendu.
Kłótnie z mężem, problem z komunikacją. Nie chcę być uległą i przepraszać za rzeczy, które nie są do tego powodem. Nie chcę, by moje dzieci dorastały w takim domu.
Witam. Niedawno wróciliśmy całą rodziną z zagranicy do wyremontowanego mieszkania. Wszystko niby okej. Nie mamy problemów finansowych czy zdrowotnych. Od pewnego czasu nie możemy dogadać się z mężem. Chodzi o pierdoły. Byliśmy na zakupach, ja poszłam do kolejnego po coś, czego nam brakowało i zapłaciłam kartą, ponieważ nie miałam na tyle gotówki. Skończyło się awanturą w aucie, bo mieliśmy nie płacić kartą, a ja przed wyjściem nie powiedziałam, że chce to kupić i mąż nie przygotował na to gotówki. Będąc w sklepie nr 1 pytałam czy może pójdziemy i kupimy przy okazji to, czego brakuje i mąż w sumie nic nie odpowiedział. W aucie oczywiście mąż miał pretensje i uznał, że ja się nigdy do błędu nie przyznam, a ja najprościej w świecie uważam, że tu nie ma do czego się przyznawać . Kłótnie są w sumie o takie właśnie głupoty. Rano mieliśmy wyjść, a ja zrobiłam śniadanie i w sumie nie pomyślałam, że może to przeszkadzać, a mąż znów chciał wstać ubrać się i wyjść. Ja pomyślałam, że skoro jestem głodna to zrobię śniadanie dla nas i dzieci, a później wyjdziemy. No cóż kolejny raz problem z komunikacją. Okazało się, że sprawy z zagranicy nie zostały do końca załatwione i to też moja wina, ponieważ wszystkim ja sama się zajmowałam i według męża tak to załatwiłaś właśnie, że jest wszystko źle. Mamy dwoje dzieci . Nie chce, żeby one słuchały takich głupich kłótni . Starszy syn pyta, dlaczego ciągle się kłócimy. Mąż nie chce, żebym gdziekolwiek sama jechała nawet na zakupy . Pyta "to co, ja mam z nimi siedzieć? "( Z dziećmi) ja mogę jechać, ale tylko z nimi. Rozmawiamy później, po czym wiemy, że źle robimy, ale za chwilę jest to samo. Iść na kompromis, kiedy uważam, że nie mam za co przepraszać, bo kupiłam paczkę pampersów, o których nie powiedziałam, a on nie uwzględnił tego w pieniądzach na zakupy. Takich powodów dziennie może być milion. Znów ustępować, aby załagodzić sytuację i być uległą. Nie wiem czy tak powinno być, a może ja źle to widzę . Może on ma rację, a ja nie myślę i robię takie gafy, które mogą wyprowadzić z równowagi. Proszę niech ktoś na chłodno to oceni i powie czy to ma sens... Nie chce, aby dzieci dorastały w takim smutnym domu. Dziękuję wam.
Silna nieśmiałość i lęk przed randkami oraz ludźmi – czy terapia grupowa ma sens?
Mam 28 lat i nigdy nie byłam na randce, bo na samą myśl o spotkaniu z facetem twarzą w twarz robi mi się niedobrze. Próbowałam Tindera, ale jak dochodzi do propozycji spaceru, to od razu usuwam parę. Boję się, że on zobaczy, jak trzęsą mi się ręce albo że zapadnie ta niezręczna cisza i on pomyśli, że jestem nudna. Moje życie to dom-praca-dom, unikam nawet sąsiadów na klatce, czekam aż przejdą, żeby nie mówić "dzień dobry". Czuję, że życie mi ucieka przez palce, a ja stoję za szybą. Czy terapia grupowa na taką nieśmiałość ma sens, czy tylko bardziej mnie to dobije?
Zrozumieć wysokie libido a hiperseksualność przy ADHD i CPTSD

Dzień dobry! Chciałabym zapytać o Państwa perspektywę, aby zrozumieć, co się ze mną dzieje, czy jest to normalne, czy powinnam coś z tym zrobić. Ale od początku. Jestem kobietą ze zdiagnozowanym ADHD (typ mieszany o natężeniu umiarkowanym) oraz CPTSD. Uczęszczam na terapię do kobiety, pracującej w nurcie CBT i czerpiącej z innych nurtów tzw. trzeciej fali - pracujemy w trakcie sesji nad moim ADHD i jeśli chcę poruszyć jakiś temat (np. koszmarów sennych), zajmujemy się też tym. Jest pewna kwestia, która dotąd, jak myślałam, nie przeszkadzała mi, ale ostatnimi czasy zaczyna to trochę wpływać na moje funkcjonowanie, ale nie poruszyłam tego nigdy z nikim, wiem o tym tylko ja. Będzie trochę chaotycznie, przepraszam. Nigdy nie narzekałam na swoje libido. Odkąd weszłam w okres dojrzewania (11 lat), hormony buzowały. Odkryłam masturbację, zaczęłam odkrywać swoje preferencje, a przede wszystkim poznawać swoje ciało i potrzeby. Nie wpadłam w uzależnienie od masturbacji, natomiast lubiłam od czasu do czasu zapewnić sobie w taki sposób relaks. Pierwszy kontakt seksualny miałam w wieku 17 lat. Ponieważ jestem lesbijką, kontakt ten nastąpił z inicjatywy drugiej kobiety, wówczas miała ona 22 lata. To była przelotna znajomość, ze względu na borderline, którego nie chciała leczyć, odpuściła sobie terapię i leki, a na mnie się to bardzo mocno odbiło. Osiągnęłam wiek pełnoletniości, wówczas poznałam pierwszą swoją poważną dziewczynę. Związek rozpadł się po wspólnym zamieszkaniu (ja wówczas lat 19, ona 25), głównie ze względu na jej chorobliwą, bezpodstawną zazdrość, ale też ze względu na moje libido. Narzekała, że chcę za dużo, że powinnam się leczyć, że nie jestem normalna. Od tamtego czasu do dnia dzisiejszego, gdy mam 23 lata, byłam z wieloma kobietami (zawsze pierwsza inicjatywa współżycia wychodziła od nich, dopiero po pierwszym zbliżeniu mam śmiałość, by inicjować kolejne), były to zarówno związki (choć krótkie, zazwyczaj druga strona je kończyła - trafiałam na osoby toksyczne), jak i przelotne romanse, gdzie od początku obie strony zgadzały się co do charakteru naszej znajomości i nie oczekiwały niczego poza tym. Nigdy nie kryłam, że kocham seks i jest dla mnie bardzo ważny. Za każdym razem jak okazywało się, że jednym z powodów rozstania w związku było moje libido, uznawałam, że to po prostu kolejne niedopasowanie się z partnerką. Zawsze miałam bardzo wysokie libido, co było wręcz moją "dumą". Traktowałam to jako przejaw zdrowia po prostu. Z roku na rok libido miałam coraz wyższe, rosło razem ze mną. Przez ADHD często działam impulsywnie i tak też impulsywnie wchodziłam w różne relacje. Codziennie od przebudzenia do zaśnięcia, czuję napięcie (niebolesne po przebudzeniu, lekki ból pojawia się w ciągu dnia, gdy podniecanie podbija ktoś lub coś, co zobaczę, o czym mimowolnie pomyślę i wtedy właśnie odczuwam silną potrzebę rozładowania tego) w całym kroczu, szczególnie w łechtaczce, ale też w podbrzuszu. Od miesiąca masturbuję się codziennie, czasem więcej niż 3 razy dziennie, ponieważ odczuwam tak silne podniecenie, że aż zaczyna lekko boleć, na skutek mocnych skurczy mięśni. Masturbuję się, by po pierwsze, rozładować to napięcie, a po drugie nie szukać przygodnych znajomości, aby inna kobieta rozładowywała moje napięcie. Seks i fantazje zajmują dziennie sporą część moich myśli, a napięcie dolnych sfer nigdy mnie nie opuszcza. Są takie dni, kiedy masturbuję się kilka razy z rzędu, aż do bólu z przedobrzenia, ponieważ gdy osiągam orgazm, napięcie odchodzi i czuję blogość, ale za kilka sekund wraca ze zdwojoną siłą. Chodzę po prostu permanentnie podniecona i staje się to dla mnie uciążliwe, bo jeszcze bardziej zaburza mi to koncentrację, a po drugie, bardzo niezręcznie jest siedzieć z koleżanką, czy terapeutką (od ADHD), czując jak robię się mokra, łechtaczka aż pulsuje nabrzmiała od krwi, a ja muszę zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Co więcej, moja łechtaczka jest chyba nadwrażliwa i wydaje mi się, że nieznacznie powiększona. Owszem, zwiększa to doznania, natomiast bywa też zgubne. Co z tego, że obiecuję sobie po raz kolejny, że nie zacznę nowej relacji od łóżka i grzecznie powiem tej Pani, że chcę to rozwijać stopniowo, skoro wystarczy, że ona odpowiednio na mnie spojrzy, w odpowiednie miejsce pocałuje i w bardzo konkretnym miejscu dotknie i ja idę w to jak w dym, na przekór swoim postanowieniom. Mam duże powodzenie, dużo dziewczyn dostało też ode mnie kosza, ale gdy pojawia się kobieta, która mnie pociąga intelektualnie oraz fizycznie i sama zaczyna, nie potrafię w to nie iść. A doznania w dolnych regionach nie pomagają, a nawet przypuszczam, że są tego przyczyną w mniejszym lub większym stopniu. Gdy jestem w związku, nie interesuje mnie nikt poza moją partnerką i tylko za nią się oglądam, inne mogłyby wtedy nie istnieć. Jednakże chyba nie znalazłam takiej, którą moje libido by cieszyło, a nie odstraszało. Była tylko jedna taka, potrafiłam się z nią kochać codziennie godzinami, mój rekord to 8h, ale w innych kwestiach się rozbiegałyśmy za bardzo, więc zakończyłam tamtą relację. Zaczynam się obawiać, że to nie kwestia niedopasowania, a problem we mnie. Ból, który odczuwam, nie jest silny, to nie jest taki ból, co przy uderzeniu itp. To po prostu takie uczucie "ciągnięcia", "przepływającego lekko prądu", ciężko to wytłumaczyć. Coś na samej granicy przyjemności, łaskotek i lekkiego bólu. A moje podniecanie kompletnie nie zależy od tego, co robię, z kim jestem i gdzie. Nawet gdy myślę i skupiam się w 100% na czymś zupełnie innym, niezwiązanym z seksem i złapię na to hiperfocus, nagle czuję jak podniecanie przypływa mocniej, pojawiają się lekko bolesne skurcze mięśni i czuję, że muszę sobie ulżyć. Siedzę w pomieszczeniu z terapeutą lub koleżanką, których nie postrzegam i nigdy nie postrzegałam w seksualny sposób, jest w porządku i nagle pulsowanie przybiera na sile i ciężko mi trzymać się w ryzach. A gdy już to pulsowanie i skurcze się pojawiają, zaczynają się fantazje w głowie i spirala się nakręca. Nie chciałabym pójść do seksuologa, jest to dla mnie cholernie krępujące, by z kimkolwiek o tym rozmawiać. Nawet moi przyjaciele o tym nie wiedzą, tylko ja. Nawet myśl o poruszeniu tego tematu z moją terapeutką sprawia, że płonie mi twarz ze wstydu, nie przeszłoby mi to na pewno przez gardło. A lekarz.. Lekarz pewnie by przepisał mi leki, a ja boję się, że przez nie całkiem stracę libido i to permanentnie. Jaka jest Państwa perspektywa na tę sytuację? Czy to hiperseksualność, czy po prostu zdrowe, wysokie libido? Czuję się zagubiona w tym wszystkim. Z góry dziękuję za wszelkie opinie i podpowiedzi. Pozdrawiam, Roksana

Kiedy coś jest przesadne, a kiedy normalne?
Mam wrażenie, że nie wiem kiedy coś jest przesadne, a kiedy normalne. Z byłym partnerem wielokrotnie przy sprzeciwianiu się czemuś słyszałam "Przesadzasz" i dotyczyło to głównie przekraczania gdzieś tam moich granic np. nie podobało mi się jak się do mnie zwraca, na co usłyszałam "przesadzasz". Moją reakcją była złość i irytowanie się na niego za bagatelizowanie moich potrzeb. Teraz, gdy jestem sama zastanawiam się czy w przyszłości chcąc chronić swoje granice tak naprawdę, nie zacznę wątpić w to czy przypadkiem z czymś nie przesadzam i się nie wycofam.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!