Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Za chwilę kończę 25 lat.

Za chwilę kończę 25 lat. Nienawidzę swojego ciała, swojej sytuacji, braku perspektyw na przyszłość. Nie mogę nic z tym zrobić, a naprawdę próbowałem wielokrotnie i na różne sposoby. Codziennie budzę się i nie mam właściwie dla kogo ani po co wstawać z łóżka. Nie wiem, po co żyję. Jestem życiowym zerem. Od dłuższego czasu nie chcę żyć. Codziennie o tym myślę, wielokrotnie. Miałem raka, zostawiła mnie dziewczyna, oszukano mnie w pracy, nie powiodło mi się w życiu, a naprawdę ciężko pracowałem, żeby było dobrze już będąc nastolatkiem. Brak mi jakiejkolwiek motywacji i chęci. Moi znajomi żenią się, budują domy, a ja tylko na to bezradnie patrzę i zastanawiam się jak się zabić i więcej nie znosić tego świata. Leki nie pomagają, bo one nie sprawią, że nagle moje życie się ułoży, a ja nie wierzę, że kiedykolwiek będzie dobrze po tym czego doświadczyłem. Już miało być dobrze. Doszedłem do wniosku, że trzeba było się nie leczyć. I tak moja osoba nic nie zmienia.
Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Dzień dobry. Leki nie leczą, ale wyciszają na jakiś czas objawy, wspierają proces zmiany. Polecam psychoterapię indywidualną, która być może poprawi jakość Pana życia oraz będzie mógł się Pan przyjrzeć, dlaczego Pan negatywnie myśli o świecie i sobie, pozdrawiam 

Usunięty Specjalista_tka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Dzień dobry,

z tego co Pan pisze wynika, że jest Pan świadomy swojej sytuacji i szuka pomocy. Jak Pan słusznie zauważył leki nie naprawią życia ale pomagają w doprowadzeniu do stanu, w którym można zacząć działać. Z Pana słów wynika, że dostrzega Pan tylko negatywne sytuacje w swoim życiu i wokół siebie. Jest to tylko częściowo prawda, bo zawsze znajdą sie jakieś pozytywne aspekty. Jesli chodzi o leczenie to sugeruję porozmawiać ze swoim lekarzem (czy obecnie stosowana farmakoterapia spełnia Pana oczekiwania) i podjąć psychoterapię.

Pozdrawiam

Zobacz podobne

Lęk i dyskomfort przez współlokatorkę i jej chłopaka – jak reagować na łamanie zasad najmu?
Przez nową współlokatorkę obudziły się stare lęki. Wynajmuję pokój w mieszkaniu 3-pokojowym. Wprowadziła się nowa dziewczyna, niby spoko, ale... już w weekend sprowadziła chłopaka, który nocował i spędził w mieszkaniu praktycznie cały weekend. Ściana między pokojami jest bardzo cienka. Sprowadzanie kogoś na nocki jest niezgodne z umową. Do tego ten chłopak pali i smród od dymu czuć w całym mieszkaniu. Nie wiem, jak zareagować. Boję się, że jak cokolwiek powiem, to zacznie utrudniać mi życie, ale z drugiej strony nie mogę pracować, nie mogę odpoczywać, bo cały czas wszystko słyszę. To obcy mężczyzna za ścianą i czuję się z tym bardzo niekomfortowo. Nie chcę też od razu skarżyć do właściciela, ale muszę coś zrobić, bo potrzebuję odpoczynku w weekend, a obecna sytuacja jest bardzo uciążliwa :(
Decyzja o rozstaniu czy przywiązanie? Zmagania z trudnymi emocjami w związku na emigracji

Od 3 lat mam narzeczonego, z którym mieszkamy razem (zamieszkaliśmy razem zaraz po zaręczynach, wyjechałam razem z nim za granicę i mieszkamy na mieszkaniu agencyjnym), zanim zamieszkaliśmy razem, nasz związek był szybki(?). Zaczęliśmy się spotykać w październiku, w lutym zabrałam go na wakacje z okazji walentynek i wtedy się oświadczył (tak naprawdę dzień przed wyjazdem, jak był pijany na umór u mnie w domu, bo podejrzewałam go o zdradę, a był kupić pierścionek), ale nieważne… żyło nam się dobrze, jak zamieszkaliśmy razem, okazało się, że jego przeszłość odbiła na nim piętno, awanturował się do takiego stopnia, że dochodziło do szarpania, niszczenia rzeczy itp tak minęły 2 lata (od roku już nie ma takich awantur, zmienił się bardzo, ale dalej ma czasami wybuchy złości) było wiele sytuacji gdzie byłam na skraju, myślałam o rozstaniu wiele razy, ale za każdym razem jak chciałam wpadał w furię raz prawie wjechał do rowu, bo jechał samochodem po tym, jak rozmawiałam że chce się rozstać odstawiał po prostu cyrki a ja płakałam i zawsze łagodziłam wszystko, zaraz jak widziałam te nerwy i desperację za każdym razem tak samo nie umiałam odejść i w poprzednich związkach też tak miałam, nigdy nie umiałam odejść. W moim domu w młodości były problemy alkoholowe, nie miałam za dobrych relacji z rodzicami, często po prostu wychodziłam z domu zdarzało się i tak, że na kilka dni… zaczęłam z nim być, bo jak się poznaliśmy wiele lat temu, to coś poczułam i tak on został w mojej głowie ja byłam za młoda, ale nigdy jakoś bardzo go nie kochałam po prostu taki sentyment, że był pierwszym chłopakiem którego pocałowałam itd nasz kontakt zerwał się a po paru latach się spotkaliśmy i właśnie zaczęliśmy być razem, ale w trakcie tego kiedy nie mieliśmy kontaktu, dużo się działo w moim młodzieńczym życiu. Byłam w bardzo przemocowym związku, stety zakończył się odsiadką mojego byłego partnera w więzieniu, miesiąc po tej sytuacji poznałam człowieka nazwijmy go Pan K. Wspaniały człowiek jego jedno spojrzenie paraliżowało mnie a stres jaki czułam przy nim to był szczyt, jakbym miała wziąć udział w grze na śmierć i życie to była cudowna, lecz bardzo bardzo krótka znajomość spotkaliśmy się parę razy spędzić czas, po czym doszło do pocałunku i już następnego spotkania nie było ale kontakt znikomy został wiedziałam i czułam że nie jestem mu obojętna a ja kochałam go jak wariatka potrafiłam siedzieć kilka godzin na ławce obok przystanku żeby zobaczyć jak wraca z pracy ale nie inwigilowałam go wiedziałam że jak będzie chciał sam się odezwie kontakt jakiś był czasami pisaliśmy sugerował mi kilka razy że mu się podobam że tęskni że chciałby żebym z nim była itp ale nasze spotkania zakończyły się tym że napisał do mojej koleżanki „ co to za dziewczyna jak daje się całować po tygodniu znajomości” i to we mnie zostało potem spotkaliśmy się jeszcze ze dwa razy na przestrzeni pół roku powiedział mi że się boi zaufać że został skrzywdzony i nie jest gotowy ja okej tylko że tak czekałam i czekałam i się nie doczekałam i wtedy pojawił się mój obecny narzeczony właściwie to nie wiem czy zaczęłam z nim być żeby zrobić panu K po złości czy naprawdę byłam tak zakochana w nim bo od tamtych sytuacji mija już 5 rok (z panem K) a ja dalej go kocham pomimo że wiem że to nie najlepszy materiał na męża to jak go spotykam czasami albo widzę jak jedzie samochodem serce staje dęba dostaje potów w głowie mi się kręci a cały świat jakby się zatrzymywał… mój narzeczony chce wrócić do Polski jak odłożymy trochę pieniędzy i kupimy dom ok 2 lat ( podkreślę też że jest starszy ode mnie o 7 lat) i wtedy bd się rozwijać itp a ja tego nie chce ale rozmowy nie pomagają bo jak poradzimy sobie jak wrócimy nie mamy nic itp ja to wiem ale i tak tego chce… chce wrócić już od dawna nie pasuje mi życie za granicą chce wrócić pracować kształcić się spełniać marzenia i tak kupić dom i założyć rodzinę ale nie będąc kolejne 2 lata za granicą… czasami mam wrażenie że mamy trochę inne perspektywy na życie… jak ja mówię o swoich planach to on się śmieje ze mnie wiem tak mam wysokie plany ale to moje własne plany nie chcę żeby ktoś je krytykował… zastanawiam się czy nie lepiej by mi było wrócić samej do Polski… ale boję się rozstania znowu się złamie i wrócę udam że nie chciałam tego itp poza tym mam wszystko za granicą musiałabym wrócić do rodziców znaleźć pracę nie wiem jakby to miało wyglądać teraz mam dobre kontakty z rodzicami ale to co było kiedyś zostawiło na mnie swoje piętno… jak miałam 14 lat rodzice zabrali mnie do psychologa a potem psychoterapeuty bo tam zostałam skierowana zdiagnozowano u mnie stany lękowe i depresyjne i po tylu latach stwierdzam że stany lękowe się bardzo pogłębiły czasami boję się nawet powiedzieć co myślę komuś że zacznie na mnie krzyczeć albo się śmiać na codzień jestem otwarta do ludzi lubię towarzystwo i raczej bym powiedziała że jestem duszą towarzystwa ale są momenty kiedy się bardzo boję z narzeczonym jak życie na codzień boję się nawet czasami powiedzieć co chce np jak każe mi wybrać co zjemy czy gdzie pójdziemy boję sie że zaraz mnie skrytykuje albo zwali winę na mnie na koniec… myślę że powinnam się skonsultować z lekarzem ale teraz jestem strasznie zależna nie pracuje, boję się odejść i nie wiem czy sama tego chce w końcu może ja go kocham tylko tak wygląda milosc(?) a może to przywiazanie(?) nie wiem co robić…

Jak poradzić sobie z trudną sytuacją rodzinną i znaleźć pomoc dla siebie?
Od pewnego czasu zle się czuje w swoim ciele i czuje ze straciłam prawdziwe szczęście i uśmiech, trudno mi jest się otworzyć na moje problemy, ponieważ cała moja rodzina martwi się o moją siostrę która ma również bardzo poważne problemy psychiczne i cała energia mojej rodziny jest zwracana ku niej. Chciałabym się udać do psychologa ale wiem ze mamy trudna sytuacje finansową i cześć pieniędzy jest przekazywana na terapie i psychiatrę siostry. Zauważyłam również ze bardzo martwi mnie sytuacja siostry i moja bezsilność niektórych sytuacji jest na tyle wysoka ze doprowadzam się do szału i przez to z każdym się kłócę. Zdarza sie czasem ze jednego dnia sie objadam a następnego jem tylko jeden posiłek. Próbuje walczyc z tym ale nie potrafię. Nie wiem co robić i gdzie się udać z moim problemem. Jak mam się zachować?
Czuję ogromny lęk przed krzywdą. Boję się najbliższych, dźwięków, przeszłam przez traumatyczne wydarzenia. Co się dzieje?
Dzień dobry, w ostatnim czasie bardzo mocno nasilił się u mnie lęk, do takiego stopnia, że czasami odnoszę wrażenie, jakby najbliżsi mi ludzie (głównie rodzina) chcieli wyrządzić mi krzywdę. Od razu budzę się w nocy, gdy tylko usłyszę jakiś nawet najcichszy dźwięk. Często śpię z nożem w ręce, aby móc się choć drobinę uspokoić pomimo tego, że raczej nic mi nie grozi. Wszędzie doszukuję się drugiego dna i kompletnie nikomu nie ufam. Mam wrażenie, jakby obudziły się we mnie traumy przez to, że czasem jako mniejsze dziecko byłam ofiarą przemocy fizycznej oraz psychicznej ze strony najbliższych. Nie jestem jeszcze osobą pełnoletnią i zastanawiam się czy byłabym w stanie normalnie funkcjonować w przyszłości przez tak mocno nasilony lęk, z którym żyję każdego dnia i każdej nocy. A może jest to oznaka jakiejś choroby psychicznej? Występuje u mnie również wiele innych, niepokojących objawów, natomiast jest ich zbyt wiele, aby się tutaj rozpisywać.
Jak radzić sobie z brakiem akceptacji od rodziców i niską samooceną?

Czasem jest mi tak bardzo smutno. Czuje się niedowartościowana. Wiem, że mam męża i że dla niego jestem piękna i że on mnie akceptuje. Jednak czasem mam tak, że nie akceptuje siebie. Ranię się słowami, że jestem beznadziejna. Bezwartościowa... Moi rodzice nigdy nie powiedzieli, że mnie kochają...Że mnie akceptują. Nigdy nie usłyszałam od taty, że jestem piękna, ani od mamy żadnych motywujących słów. Owszem byli na mojej obronie pracy licencjackiej... Owszem pomagali nam przed ślubem...Owszem przeprosili nas mnie i dwie siostry przed ślubem za to wszystko, co było źle... No ale co z tego? Skoro nic w tej relacji się nie zmieniło. Ja do dzisiaj pamiętam jak mama kazała mi i mojej siostrze spakować się w torby reklamówki z biedronki i usiąść na ławce przed domem, by przemyśleć swoje zachowanie... Nie mam w rodzicach wsparcia. Moje mama nie jest moją przyjaciółką...Owszem szanuje ich, bo dali mi życie...ale co z tego ?

żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.