Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Pomimo coraz częstszych ataków paniki, samookaleczania się. nadal wątpię w swoim problem - co robić?

Czuję, że jest coraz gorzej. Coraz częstsze ataki paniki myśli samobójcze i znów powili zaczynam się samookaleczać. Mam 25 lat i mimo tego nie mogę się przełamać, żeby pójść do psychiatry, problem w tym, że wątpię w swój problem, kiedy czuję się gorzej, a jest to zazwyczaj porą wieczorna mówię sobie jutro się umowie na wizytę, ale kiedy wstaje rano po prostu żyje dalej aż znów mnie dopadnie gorszy nastrój i brak sił na cokolwiek. Czasem jest tak źle, że nie mam nawet siły się umyć, mój partner musi mi w tym pomagać, bo zapłakana nie mam siły żeby ręką ruszyć. Czasem następnego dnia rano po czymś takim też nie mam sił wstać z łóżka i funkcjonować. Potem jest 2 do kilku dni dobrych i znów się nazbiera stresujących sytuacji, a stresuje mnie coraz mmwiksza ilość pozornie błachych spraw. Studia dzienne, praca na etacie, mnóstwo spraw na głowie, kilkumiesięczne starania o Cię po poronieniu, przeprowadzka do domu partnera i mieszkanie z teściami (brak innej możliwości). To wszystko mnie dobija i już są nie wiem czy to zaraz mnie czy to już choroba i powinnam siw z tym udać do lekarza. Mam też problem z tym, że nowi współdomownicy naruszają moją przestrzeń, a właściwie jest jej znikoma ilość w tym domu dla mnie, bardzo się stresuje jak ktoś dotyka i przestawia moje rzeczy od zawsze to miałam, w przypadku mojej rodziny także, tylko jak mój partner to robi mi nie przeszkadza zupełnie. Czy to dziwne odczuwać stres w takiej sytuacji?
Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Dzień dobry,

Wszystkie sytuacje, które Pani wymienia są bardzo silnie stresujące i ich nagromadzenie w jednym, tym samym czasie może powodować odczucie przeładowania, braku siły i spadek nastroju. Zalecałabym, aby Pani odbyła konsultację z psychologiem, aby wspólnie prześledzić Pani strategie radzenia sobie ze stresem, aktualne funkcjonowanie w kontekście tych zgłaszanych trudności  i objawsów, aby zdecydować o dalszym postępowaniu. Pójście do lekarza psychiatry nie zaszkodzi, a wręcz może pomóc w poprawie Pani funkcjonowania na co dzień. Życzę odwagi oraz dużo siły.

Pozdrawiam serdecznie,

Anna Białecka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry! 

To dobrze, że szuka Pani wsparcia, to zasób. Pisze Pani o braku energii, sił, obniżonym nastroju, myślach samobójczych, rozładowuje napięcie, samookaleczając się. To mogą być symptomy depresji, warto przynajmniej odbyć kilka sesji z psychoterapeutą w celu zdiagnozowania problemu. Wskazana jest również wizyta u psychiatry, który być może wdroży leczenie farmakologiczne. Wspomniała Pani o poronieniu, rozumiem, że przed kilkoma miesiącami, prawdopodobnie jest Pani w żałobie. Doświadczyła Pani straty, ale nie musi być w tym sama, rozmowa o trudnych sytuacjach w bezpiecznym gabinecie czy online może przynieść ukojenie. 

Przeprowadzka również bywa czynnikiem powodującym stres. Podobnie naruszanie granic przez kogokolwiek powoduje dyskomfort, więc Pani odczucia są adekwatne do sytuacji. 

Pozdrawiam

Katarzyna Waszak

Zobacz podobne

Rozwód po burzliwym związku z ADHD i lękowym stylem przywiązania – czy jest szansa na powrót?
Moja historia jest taka: ja z adhd i lękowym stylem przywiązania, ona- unikająca konfliktów, wysoko wrażliwa, uciekając w ciszę w reakcji na problem. Poznaliśmy się na tinderze, po 5 dniach ona zamieszkała u mnie, po pół roku wzięliśmy ślub. Dla nas obojga to było drugie małżeństwo. Mamy dzieci z pierwszych małżeństw. Ja miałem wówczas 45 ona 36lat. Przeszliśmy przez toksyczne relacje, mamy traumy związane z domem rodzinnym, u niej toksyczna matka i alkohol, u mnie bicie i brak uczuć. Było energetycznie- dużo miłości, tęsknoty, bliskości, seksu. Ona bardzo atrakcyjna, zawsze dużo facetów wokoło- współpracowników, podwykonawców, szefów, prezesów. I do tego moja zazdrość. I adhd. Próby terapii, leki, interwencje kryzysowe. Na początku jej wsparcie. Ale kiedy doszły nieporozumienia wynikające z adhd wpadliśmy w błędne koło. Ja słuchałem i nie słyszałem, albo słyszałem nie to, co ona mówiła. Każde nieporozumienie to jej milczenia. A ja, lękowy widziałem wszystko na jej twarzy. I regulowałem się tym. I im więcej było milczenia tym ja bardziej się frustrowałem. A że dawałem w związku dużo, czasem ponad moje siły- sprzątanie, gotowanie, wożenia, czekanie, przywożenia, każde zadanie wykonane zanim ona pomyśli, śniadania do łózka…a przy tym brak umiejętności komunikacji. Ja każdy problem chciałem rozwiązać natychmiast, tu i teraz, rozmową, presją, pytaniami. Ona wpadała w milczenie, nie chciała rozmawiać, odebrać telefonu po kłótni… I coraz częstsze moje frustracje- bo nie rozumiem, bo daje i nie dostaję, i coraz więcej ciszy z jej strony. Pod koniec grudnia odeszła. Złożyła wniosek rozwodowy. Wyprowadziła się. Powiedziała, że nie daje rady, że nie dźwiga, tym bardziej, że ja nie chce się zmieniać. Mówiła, że płakała i krzyczał do mnie w swojej głowie. A ja wolałem, żeby krzyczała do mnie, waląc mnie pięściami. Wtedy nie miałbym wątpliwości… Kolejne 4 miesiące to był czas jej ambiwalencji. Powroty do kontaktu i cisza naprzemiennie. Płacz na widok mnie na wideo i chłód kiedy pytałem, czy wróci. Bolesne słowa w odpowiedzi na moje prośby, i pytanie jak się czuję kiedy ja nie odzywałem się pierwszy. Kilka spotkań. Ja poszedłem na terapię, wróciłem do leków na adhd, ostawiłem alkohol, poszedłem ma siłownię. Ona jednego dnia mówiła że tęskni, że brakuje jej seksu i bliskości, że jest jej bardzo źle, że próbuje myśleć, że to skończone, innego dnia - nie tęskni, uważa nasz związek za zmarnowany czas, cieszy się życiem i na pewno nie wróci. Miesiąc temu nastąpiła próba powrotu. Trwa tydzień. Dużo rozmawialiśmy, przytulaliśmy się, ona widziała , że ja rozumiem nasze problemy, płakała, ale bała się zostać na noc bo wiedziała, że kiedy zostanie to wróci, a nie chce. Jeszcze nie. Wyznała, że zapisała się na tindera, poznała kogoś, poszła na kilka spotkań, ale kiedy zaczął napierać zablokowała go. Miedzy nami było lepiej… Ale kiedy próbuję w kinie wziąć ją za rękę, ona ochłodziła kontakt. Po tygodniu mówi, że nie umie wrócić, że za bardzo boi się, że wróci to, od czego uciekła, że nie umie zapomnieć jaki byłem kiedyś, że to ostateczne, przemyślane i definitywne. Prosi o przyjaźń. Ale ja nie potrafię. Kocham ją. Ona wie, że w takiej sytuacji musze zniknąć, odciąć się, bo ból jest za duży. Znikam. Nie potrafię być obok i patrzeć jak ona się oddala. Tym bardziej, że powiedziała mi, ze jeśli będę walczył, będzie musiała mnie zablokować. Kiedy pytam, czy mnie kocha- bo nigdy po rozstaniu nie powiedziała że nie, odpowiada- chyba nie. Znikam na 3 tygodnie. Ona prosi jeszcze abym jej nie blokował. 3dni temu odbyła rozprawa rozwodowa. Było smutno, ale nie ugięła się. Dostaliśmy rozwód. Miała łzy w oczach. Prosiła o przyjaźń, której ostatecznie odmówiłem. Chcę zachować w pamięci obraz nas szczęśliwych a nie patrzeć z boku, jak układa sobie życie beze mnie. Bo wiem, że jeśli zobaczę ją z innym rozpadnę się na kawałki. Jeszcze w sądzie, kiedy sędzia pytała, kiedy ustało uczucie, ona nie wiedziała co powiedzieć. Dociśnięta powiedziała, że nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Ja to rozumiem, bo podając datę, musiałaby przyznać, że uczucie wygasło. Tymczasem ono nadal jest. Byliśmy razem 4 lata. I co teraz? Koniec? Początek? Ja nie rezygnuję z terapii i leków, ona sama powiedziała niedawno, że imponuje jej moja zmiana. Ale jej ból i strach przede mną, jaki byłem kiedyś, zły , sfrustrowany, nieobecny jest silniejszy od miłości. Jest na to jeszcze jakaś rada?
Czy dać byłemu partnerowi drugą szansę po raniących słowach i braku planów na wspólną przyszłość?
Witam. 3 miesiące temu zakończyłam związek z partnerem, m.in ze względu na to, że finalnie nazwał mnie defektem i schorzeniem, ze względu na moją szczupłą budowę i brak z jego strony po blisko 2 latach związku wspólnych planów na przyszłość. Bliższy zarys mojej historii można znaleźć pod linkiem https://twojpsycholog.pl/forum/pytanie/zwiazek-bez-pociagu-fizycznego-szansa-na-przyszlosc-i-rozwoj-5286 . Po zakończeniu związku podjęłam psychoterapię, która nadal trwa, by uleczyć rany i dojść do siebie( spotkania co tydzień lub dwa). Kilka dni temu spotkałam byłego partnera w sklepie przy kasie samoobsługowej. Bo zasygnalizowaniu do niego odezwu 'czesć' (partner był odwrócony plecami) odpowiedział na przywitanie ale nie przystał na rozmowę. Sądziłam, że stoi pod sklepem i chce jednak zamienić kilka zdań. Jednak moje myślenie było inne i już widziałam go w oddali w swoim aucie na ulicy. Po tym zdarzeniu zdecydowałam się napisać do niego wiadomość, że sądziłam że zamienimy kilka zdań po prostu i zabolał mnie fakt, że nie miał odwagi porozmawiać. W odpowiedzi na moją wiadomość partner napisał że pierwotnie planował poczekać pod sklepem, lecz obawiał się że jednak nie będe chciał z nim rozmawiać i czuje on wstyd i wciąż głupio mu że tak bardzo mnie zawiódł i do dziś nie może tego 'przetrawić' i chyba sam sobie nie wybaczy mimo, że ja mu wybaczyłam. Oznajmił też, że nie ma dnia by o mnie nie myślał, lecz nie chce już by przez niego płakała czy była smutna. Na tę wiadomość odpisałam że dla mnie dialog był otwarty skoro powiedziałam sama ze swojej strony cześć i oznajmiłam że po rozstaniu zapisałam się na terapię by poczuć się silniejszą. Po tej wiadomości ponownie oznajmił że 'pamięta o mnie' i dziękuje 1 jeszcze ze mu wybaczyłam i to on sam sobie jeszcze musi wybaczyć. Powyższe spotkanie i 'wywody' partnera zasiały w mojej głowie chaos. W moim sercu narodziła się myśl, by dać 2gą szansę, lecz gdy przechodzę do punktu 'b' co by z jego strony miało się zmienić to nie widzę odpowiedzi i stary schemat zdarzeń. Sądzę, że 'całe rozsypane domino' można by jakoś poskładać, gdyby partner nie mieszkał już z matką, jednak ze względu na jego silne przywiązanie do niej sądzę, że to kompletnie nie możliwe i nigdy nie 'odetnie pępowiny' mimo że aktualnie jest już 32 letnim mężczyzną. Przez to spotkanie mam gorsze dni a sesję ktorą mam z moim psychoterapeuta dopiero w sobotę, i jeszcze większe psychosomatyczne bóle niż wcześniej. Proszę uprzejmie o poradę, czy rzeczywiście przepracować ból i oswoić się z faktem, że ze strony partnera nie zobaczę już realnej zmiany i nie wchodzić ponowne w związek? Chciałabym chronić siebie jednak uczucia jakie jeszcze są we mnie co do partnera mimo ran całkiem tworzą chaos. Pozdrawiam
Jak uspokoić partnerkę pełną wątpliwości co do przyszłości związku?
Czy jest sposób aby uspokoić partnerkę która ma wątpliwości. Bardzo mnie kocha ale ma wątpliwości że nie damy sobie rady w przyszłości i nie widzi tego. Zerwała ze mną niedawno w ten sam dzień planując też coś dla nas w przyszłości. Byliśmy razem dwa lata i wiem że jest tą jedyną. Już wcześniej pojawiały się takie wątpliwości ale mijały. Mówi że tęskni za mną i widzi jak się staram ale nie potrafi tego docenić. Mówi że ostatnio udawała okazywanie miłości w związku ale była ze mną bardzo szczęśliwa, bardzo mnie kocha i twierdzi że bardzo prawdopodobne że będzie tego żałować bo nikt nie pokocha jej tak jak ja. Wiem że ma wątpliwości co do rozstania dlatego szukam sposobu aby ją odzyskać i rozwiać jej wątpliwości.
Jesteśmy małżeństwem od 4 lat, poza strefą intymną wszystko jest bardzo dobrze
Jesteśmy małżeństwem od 4 lat, poza strefą intymną wszystko jest bardzo dobrze, nie sprzeczamy sie, wspieramy się, spędzamy dużo czasu razem, mocno się kochamy i dobrze nam razem. Jest między nami coraz mniej namiętności, często jest tak, że uprawiamy seks 1 raz w miesiącu, czasem 2-3 razy, jednak za każdym razem muszę się kilka dni prosić o zbliżenie... a ostatecznie seks sprowadza się do rutynowych pozycji, jakby chodziło tylko o skończenie, jak najszybciej, żebym się odczepił... Nie mamy dzieci, mieszkamy w swoim mieszkaniu wspólnie, oboje mamy w miarę lekkie prace, które nie zajmują więcej niż 8h dziennie i zawsze staram się pomagać w domu. Namawiałem nie raz żonę na jakieś urozmaicenia, ale zawsze słyszę "nie mam ochoty" albo "innym razem", a ja mam potrzebę czegoś nowego, jakiś fantazji albo chociaż inicjatywy z jej strony czy poczucia że możemy się wspólnie delektować zbliżeniem... Próbowałem rozmawiać z nią o tym, słyszałem, albo że przecież jest wszystko ok, albo że spróbuje czegoś nowego, ale nic się nie zmienia. Co jeszcze mogę zrobić, żeby namówić żonę do większej aktywności z jej strony? Jak ją zachęcić do częstszego seksu? Jak ją przekonać do wspólnych eksperymentów z intymnością?
Czuję się ograniczona przez przewlekłą niechęć męża do wspólnego czasu oraz raniące "żarty" i komentarze. Czuję, że się od niego oddalam, ale chcę siebie realizować.
Chciałabym poradzić się odnośnie swojej sytuacji. Jestem mamą 1,5-rocznej córki. Mam męża. Mieszkamy razem. Temat 1.: Mąż ma dosyć specyficzne poczucie humoru, które mi nie odpowiada, ale jak zwracam mu uwagę to twierdzi, że tylko żartuje. Np. mówi przy moich znajomych, że “żona to nie rodzina”, ale mi jest z tego powodu przykro, bo moim zdaniem nie powinno się tak mówić o bliskich osobach a ja uważam męża za jedną z nich. Inna sytuacja to np. wracam z makijażu a mąż mówi “wyglądasz jakbyś była zepsuta”. Robię sama 5-minutowy makijaż a mąż mówi “Po co tracisz czas na robienie makijażu? Poźniej będziesz musiała tracić czas na jego zmywanie”. Również na spotkaniach z innymi ludźmi potrafi powiedzieć tego typu rzeczy. Z czego może wynikać takie zachowanie? Co może być przyczyną? Temat 2.: Mąż jest bardzo nastawiony na realizację swojego hobby jakim jest bieganie. Biega w ultramaratonach i biegach na orientację. Jeszcze zanim zaszłam w ciążę był taki okres, że więcej wyjeżdżał sam niż ze mną. Tu zastanawia mnie to pod tym kątem czy ja mogę mieć o to pretensje? Czy po prostu jeśli chcę być z nim i on ma takie potrzeby to powinnam to zaakceptować? Również w trakcie procedury in vitro wyjechał na tydzień w góry, gdyż twierdził, że to ostatnia szansa żeby mógł skorzystać zanim zajdę w ciążę. Ja proponowałam wspólny wyjazd, żebyśmy razem się zrelaksowali, ale znalazł tylko czas żeby wyjechać wspólnie na weekend. Czułam niedosyt i byłam zawiedziona. Tym bardziej, że wyjazd w góry miała na celu przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego, o którym kiedyś mówił, że nie chciałby mnie na tak długo zostawiać. Nie wiem co się zmieniło. Czy może to być kryzys wieku średniego i chęć realizowania siebie za wszelką cenę? Mąż ma 36 lat. Podobnie po ślubie chciałam wyjechać razem w podróż poślubną a mąż zaproponował, że możemy gdzieś jechać przy okazji jego biegu. Nie zgodziłam się i namówiłam na wyjazd do Chorwacji. Podobało mu się, ale to było pod moim mocnym naciskiem, bo nalegałam na taki wyjazd. Proponowałam ostatnio, żebyśmy poszli razem na zajęcia salsy. Zajęcia są po drugiej stronie ulicy. Moglibyśmy spędzić trochę czasu razem. Taniec zbliża. Mąż stwierdził, że ma tak mało czasu na bieganie, że na pewno nie pójdzie ze mną na kurs tańca. Ja tańczyć uwielbiam i jest mi przykro. Rozpoczęłam kurs salsy ze znajomym. W efekcie mąż i tak w tym czasie nie biega, ale nie chce chodzić na zajęcia. Brakuje mi wspólnych wyjść, żeby gdzieś móc razem potańczyć. Przed ciążą mąż też był niechętny, bo albo nie miał ochoty albo muzyka nie taka, miejsce nie takie. Wszystko było na nie. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie życia tak dalej.Nie możemy nigdzie iść się pobawić chyba, że jest to impreza siedząca. Czy powinnam realizować się mimo wszystko? Dla siebie? Dla zaspokojenia własnych potrzeb? I wychodzić potańczyć ze znajomym, znajomymi? A mąż sobie? Nie chcę podejmować radykalnych kroków typu rozwód, ale nie jestem zadowolona ze swojego życia. Czuję się ograniczona.Taniec działa na mnie wręcz terapeutycznie. Odcinam się od świata, głowa odpoczywa i więcej chce mi się robić w życiu. Kiedyś myślałam, że da się to wszystko pogodzić, ale czasem mam wrażenie, że jesteśmy z dwóch różnych planet. Czy powinnam zgłosić się do terapeuty sama ze sobą? Mąż raczej nie będzie chętny na spotkanie z psychologiem. Kiedyś jak mieliśmy kryzys zaproponowałam, żebyśmy udali się do psychologa, ale twierdzi że nie będzie mu się łatwiej rozmawiało jak zapłaci i to nie ma sensu, bo sami możemy rozwiązywać swoje problemy. A może wystarczyłoby zagłebić się w literaturę o psychoterapii? Autoterapii? Temat 3 powiązany z tematem 1 i 2.: Coraz częściej mam niechęć do zbliżeń z moim mężem i mimo że jest przystojny, ładnie zbudowany to psychicznie mam wrażenie, że jesteśmy daleko od siebie. Co mogłabym zrobić, żeby zglębić ten temat? Poprawić?
myśli samobójcze

Myśli samobójcze – przyczyny, rozpoznanie, pomoc

Myśli samobójcze to poważny problem dotykający wielu osób. Ważne jest rozpoznanie objawów i wiedza o sposobach radzenia sobie z nim. Jeśli Ty lub ktoś bliski zmaga się z takimi myślami, pamiętaj, że warto szukać pomocy!