
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Czy terapia par...
Czy terapia par pomoże nam odbudować relację po kryzysie?
N
Paulina Głowacka
Dzień dobry,
Bardzo dobrze, że zauważył Pan zmiany w zachowaniu partnerki i próbuje Pan podjąć działania, które pomogą w odbudowaniu relacji - świadczy to o Pana zanagażowaniu i miłości do partnerki. Jak Pan wspomniał, różne zmiany życiowe, jak np. przeprowadzka mogą wywoływać stres i zmeczenie, co może wpływać na emocjonalne zamkniecie i trudności w otwarciu się na partnera.
Wspomina Pan o kryzysie, którego doświadczyliście w zeszłym roku - być może nie wszystko zostało wtedy omówione i przepracowane. Czasami wydaje nam się, że wszystko zostało przepracowane, a później mogą się pojawić kolejne emocje/myśli, które nie zostały wypowiedziane i przepracowane. W takim przypadku terapia par rzeczywiscie może się okazać bardzo pomocna. Specjalista pomoże Państwu stworzyć przestrzeń do otwartej, szczerej rozmowy, która pomoże zrozumieć zarówno potrzeby, jak i trudności każdego z Was.
Terapia par to również szansa na naukę lepszej komunikacji, co dodatkowo może wzmocnić Waszą relację i dać szansę na ponowne otwarcie sie emocjonalne. Warto spróbować, tym bardziej, jeśli oboje macie chęć i gotowość, by spróbować takiej formy wsparcia.
Trzymam kciuki za Państwa i życzę powodzenia!
Pozdrawiam
Paulina Głowacka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Łukasz Bosiacki
Dzień dobry,
Z treści pana pytania rozumiem, że pokłada pan w terapii par nadzieję na odbudowanie bliskości w związku i zastanawia się pan czy ten cel jest możliwy do osiągnięcia. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pana wątpliwość, gdyż ostateczny efekt psychoterapii zależy od wielu czynników. Myślę, że to co realnie może się w terapii par wydarzyć, to podjęcie próby zrozumienia co takiego właściwie dzieje się między panem i partnerką, że sprawy układają się właśnie w opisany przez pana sposób. Może dzięki zrozumieniu tego, co się w waszej parze dzieje będzie wam łatwiej podejmować decyzje odnośnie waszego związku.
Pozdrawiam
Łukasz Bosiacki
Anna Szczypiorska
Witaj,
Twoja sytuacja jest trudna i widać, że bardzo Ci zależy na związku. Po kryzysie naturalne jest, że partnerka może mieć trudności z emocjonalnym otwarciem.
Terapia par może być w tym przypadku bardzo pomocna, daje bezpieczną przestrzeń do zrozumienia swoich emocji, poprawy komunikacji i odbudowy bliskości. Ważne jest też, aby dbać o swoje granice i nie przeciążać się emocjonalnie.
Cierpliwość, wsparcie terapeuty i otwarta rozmowa mogą stopniowo pomóc Wam odbudować relację lub podjąć świadomą decyzję o przyszłości.
Kinga Osmulska
Witam,
to, co Pan opisuje, jest sytuacją bardzo obciążającą emocjonalnie — szczególnie kiedy z jednej strony jest zaangażowanie i chęć budowania relacji, a z drugiej poczucie oddalenia i wyczerpania.
Możliwe, że po wcześniejszym kryzysie i rozstaniu partnerka nie wróciła jeszcze emocjonalnie do miejsca, w którym była wcześniej. Czasami po trudnych doświadczeniach pojawia się pewnego rodzaju „zamknięcie” — jako forma ochrony przed ponownym zranieniem. Nawet jeśli uczucia (np. miłość, przywiązanie) są nadal obecne, to dostęp do nich może być ograniczony.
Możliwe też, że obecne zmiany życiowe (np. związane z miejscem zamieszkania) dodatkowo obciążają oboje i utrudniają odbudowę bliskości.
Z Pana strony wybrzmiewa duże zaangażowanie i gotowość do pracy nad relacją, ale też zmęczenie i zbliżanie się do własnych granic. To bardzo ważny sygnał — możliwe, że przez dłuższy czas brał Pan na siebie dużą odpowiedzialność za „ratowanie” relacji.
Jeśli chodzi o terapię par — możliwe, że:
- może ona pomóc w lepszym zrozumieniu, co dokładnie wydarzyło się między Państwem w czasie kryzysu
- stworzy bezpieczną przestrzeń do rozmowy o emocjach, które teraz są trudne do wyrażenia
- pozwoli zobaczyć, czy obie strony są gotowe na odbudowę relacji, i na jakich warunkach
Jednocześnie warto mieć na uwadze, że terapia nie „naprawia” relacji sama w sobie — raczej pomaga sprawdzić, czy jest jeszcze przestrzeń i gotowość, by ją odbudować.
Możliwe, że w tej sytuacji równie ważne jak pytanie „czy się uda” jest pytanie:
- ile Pan jeszcze ma zasobów, żeby w tym trwać?
- czego Pan potrzebuje, żeby czuć się w tej relacji bezpiecznie i stabilnie?
Zachęcanie partnerki do „bardziej pozytywnego podejścia” jest zrozumiałe, ale możliwe, że jej trudność nie wynika z nastawienia, tylko z głębszego procesu emocjonalnego, na który nie ma pełnego wpływu.
Na ten moment terapia par wydaje się sensownym krokiem — jako sposób na wspólne zatrzymanie się i przyjrzenie relacji, zamiast dalszego działania „na wyczerpaniu”.
Pozdrawiam serdecznie
Kinga Osmulska
Psycholog, psychoterapeutka
Anna Tomczyk
Witaj,
Jeśli chodzi o terapię par to myślę, że ma ona realną szansę pomóc, ale nie dlatego, że „naprawi” relację. Raczej dlatego, że może pomóc Wam zrozumieć, co dokładnie się między Wami wydarzyło podczas kryzysu,
nazwać emocje, które teraz są trudne lub niedostępne, sprawdzić, czy oboje jesteście gotowi na odbudowę i na jakich warunkach albo w bezpieczny sposób dojść do decyzji o rozstaniu, jeśli to okaże się najbardziej uczciwe rozwiązanie. Terapeuta par tworzy bezpieczną przestrzeń, żeby przyjrzeć się sobie w relacji, wysłuchać siebie, pomaga zauważyć schemat związku - czyli "co jest pod spodem", pomaga dostrzec "jaki taniec tańczycie", czyli jakie zachowania i reakcje się powtarzają- może się okazać, że jedna osoba mówi jedno, a druga słyszy coś zupełnie innego - terapia par może być bardzo pomocna.
Pozdrawiam, Anna Tomczyk
Psychoterapeutka par
Agnieszka Skorupka
Dzień dobry,
psychoterapia par jest jak najbardziej dobrym pomysłem dla Państwa. Szczególnie polecam podejście EFT, które zwraca uwagę na stronę emocjonalną oraz więź w relacji. Jeśli problem dotyczy obszaru emocjonalnego, to podejście EFT może okazać się pomocne. To podejście pomaga parom, które gotowe są się zaangażować w proces.
Nie wspomina Pan o powodach Waszego rozstania, trudno więc wywnioskować co może być powodem dystansu emocjonalnego Pana Partnerki, a Ona sama w odpowiedzi podaje, że Pana kocha. Wykluczyliście też powody zdrowotne. Zatem to faktycznie bardzo ciekawe, co powoduje u Pana Partnerki dystans. Czy to może być jakiś uraz, który doprowadził do Waszego rozstania? Coś co teoretycznie sobie wyjaśniliście, ale gdzieś w Niej jeszcze pozostaje i utrudnia to, by poczuła się bezpiecznie w Waszej relacji? Coś Ją niepokoi, o czym nie mówi, a nad czym się zastanawia? Czy przeprowadzka, o której Pan wspomina jest Waszą wspólną decyzją i oboje zapatrujecie się na nią podobnie?
Być może odpowiedzi pojawia się właśnie podczas psychoterapii par, czego bardzo Państwu życzę.
Pozdrawiam serdecznie
Agnieszka Skorupka
Agata Lamparska
Terapia pary może być dla Państwa pomocna. Daje ona możliwość w bezpiecznym środowisku porozmawiać o tym, co się dzieje w tej relacji dla obu stron - co nas przybliża, a co oddala. Czasem rutyna codzienności sprawia, że zaczynamy się komunikować pretensjami i żalami, a nie potrzebami, a to esencja zdrowego związku, aby te potrzeby były z obu stron wypowiedziane i usłyszane. Terapia pozwala zrozumieć siebie nawzajem i zmienić sposób, w jaki funkcjonują Państwo razem. Można podczas niej popracować nad budowaniem zaufania, poczucia bezpieczeństwa i bliskości, które są ze sobą bardzo związane, a także powiedzieć sobie trudne rzeczy, przyjrzeć się blokadom i hamulcom. A czasem terapia umożliwia też podjęcie decyzji co dalej z relacją - czy chcemy pracować nad nią czy, ze wsparciem terapeuty_tki, ją zakończyć i dojrzale się pożegnać.
Zuzanna Różycka
Dzień dobry,
to, że szukacie sposobu, żeby na nowo zbliżyć się do siebie, spróbować odnaleźć tę wspólną drogę i chcecie skorzystać z terapii par to bardzo dobry znak. Wątpliwości, które temu towarzyszą są naturalne, zwłaszcza w sytuacji, w której ma Pan poczucie, że dawał już z siebie wszystko, a wciąż natrafia na przeszkody i w której czuje się Pan wykończony. To normalne, że pojawiają się pytania o to czy jeszcze ktoś lub coś może Wam pomóc. W wielu sytuacjach terapia par zdejmuje ten ciężar bezsilności, bo tworzy przestrzeń, w której można szczerze i przy pomocy terapeuty szukać rozwiązań, nazywać problemy, otwarcie mówić o swoich uczuciach. Chociaż wydaje się niekiedy, że wszystko zostało już powiedziane, a w Waszym przypadku nawet kwestie zdrowotne sprawdzone, to terapia otwiera nowe perspektywy i choć nie ma gwarancji, że tę bliskość odnajdziecie to na pewno warto podjąć to wyzwanie i przyjrzeć się pod opieką terapeuty temu, co się między Wami dzieje, odnaleźć tak potrzebne odpowiedzi.
Gizela Maria Rutkowska
Zdecydowanie dobry pomysł, to udanie się na terapię dla par. Oboje macie obecnie problemy z utrzymaniem związku, tyle, że prawdopodobne każde z innego powodu. Może wybudowaliście odrębne cele? Może nie realizujecie swoich pragnień, nie zaspokajacie potrzeb. Ktoś powinien z Wami porozmawiać, pokierować waszą rozmową tak, abyście dowiedzieli się, dokąd obecnie każde z was zmierza. Kryzys , o którym napisałeś też nie powstał z niczego, był wynikiem jakichś nie rozwiązanych problemów. Zmiany sprzyjają także zmianom w sobie, choć to trudny proces, by pójść z nimi ramię w ramię. Trudny, nie oznacza, że jest niemożliwy.
Reasumując, póki wam na sobie zależy, walczcie.
Pozdrawiam serdecznie
Dr Gizela Maria Rutkowska
Psycholog
Terapeuta
Karolina Grabka
Dzień dobry,
Terapia par w takiej sytuacji ma sens i może pomóc, ale warto mieć realistyczne oczekiwania - jej celem nie jest „naprawienie” jednej osoby ani szybki powrót uczuć, tylko zrozumienie, co się między Wami wydarzyło i czy jest jeszcze przestrzeń na odbudowę relacji. Jednocześnie bardzo ważne jest zauważenie własnych granic. Poczucie wyczerpania i jednostronnego wysiłku to istotny sygnał, którego nie warto ignorować, ponieważ relacja nie odbuduje się tylko zaangażowaniem jednej osoby. W tym momencie pomocne może być potraktowanie terapii jako procesu, który daje szansę na zrozumienie sytuacji i podjęcie świadomej decyzji, a nie jako gwarancji, że wszystko wróci do poprzedniego stanu.
Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka :)
Piotr Ziomber
Szanowny Panie
Opisana sytuacja jest bardzo trudna, ale decyzja o terapii par to już ważny krok, który pokazuje zaangażowanie obu stron. Terapia ma realną szansę pomóc w odbudowie bliskości, jeśli oboje będziecie otwarci na pracę. Terapia par, np. w podejściu systemowym lub EFT (terapia skoncentrowana na emocjach), często przynosi efekty w sytuacjach po kryzysie i rozstaniu, a badania pokazują poprawę u 70-75% par po 6-12 sesjach. Pomaga zrozumieć blokady emocjonalne partnerki, takie jak zamknięcie po traumie kryzysu, i odbudować zaufanie poprzez lepsze komunikowanie potrzeb. Sukces zależy od motywacji obu osób i regularności spotkań. Zalecam proszę wsłuchiwać się w potrzeby partnerki bez oceniania, używając komunikatów „ja” (np. „Czuję się samotny, gdy się oddalamy”), co zmniejsza opór. Warto wprowadzić małe rytuały bliskości, jak wspólne spacery czy wieczorne rozmowy, bez presji na intymność gdyż to buduje więź stopniowo. Należy unikać nacisku na „pozytywne myślenie”, bo to może wyczerpać Pana jeszcze bardziej.
Proszę zadbać o siebie przez rozmowy z przyjacielem, terapię indywidualną lub techniki relaksu, by nie tracić sił. Ustalcie jasny plan terapii z terminem oceny (np. 3 miesiące), co da poczucie kontroli. Zmiany życiowe, jak przeprowadzka, pogłębiają kryzys, więc terapia pomoże je przepracować.
Życzę Wam powodzenia!
Piotr Ziomber psycholog
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za kontakt z nami. Widać, ile zaangażowania i wysiłku zostało już włożone w tę relację i jednocześnie jak blisko jest granica wyczerpania. To bardzo trudne miejsce: chcieć budować przyszłość z kimś, kto emocjonalnie jest obok, ale nie do końca „dostępny”. Po kryzysach często pojawia się właśnie takie zamknięcie : to bywa forma ochrony, niekoniecznie brak uczuć. Odbudowa bliskości wymaga wtedy czasu, poczucia bezpieczeństwa i przestrzeni na szczerość, bez presji „powrotu do tego, co było”. Terapia par moim zdaniem ma realną szansę pomóc: szczególnie w nazwaniu tego, co się wydarzyło między Wami i w zrozumieniu, czego każde z Was teraz potrzebuje. Czasem prowadzi do odbudowy więzi a czasem do świadomej decyzji o rozstaniu ale w obu przypadkach porządkuje emocje i daje większą jasność. Warto też zauważyć, że próby „podnoszenia na siłę” drugiej osoby mogą być odbierane jako nacisk, nawet jeśli płyną z troski. Często bardziej pomaga bycie obok z autentycznością i mówienie o własnych granicach: ile jeszcze można dawać, żeby nie stracić siebie. Pojawia się zmęczenie i jest to ważnym sygnałem: relacja powinna być miejscem, które zasila obie strony, nie tylko jedną.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Łukasz Dyłka
To, co opisujesz, jest bardzo „życiowe” – i trudne, bo jesteś gdzieś pomiędzy nadzieją a zmęczeniem.
Najpierw najważniejsze: to, że Twoja partnerka mówi „kocham, ale nie umiem się otworzyć”, wcale nie jest rzadkie po kryzysie czy rozstaniu. U części osób po takich doświadczeniach pojawia się coś w rodzaju emocjonalnego „zaciągnięcia hamulca ręcznego”. Uczucia są, ale dostęp do nich jest przyblokowany. To nie zawsze jest kwestia hormonów czy zdrowia, tylko raczej ochrony przed ponownym zranieniem.
I teraz kluczowa rzecz: tego nie da się „przekonać” ani „naprawić większym staraniem”.
To często wręcz działa odwrotnie – im bardziej jedna strona próbuje „ciągnąć relację do przodu”, tym druga może się bardziej zamykać, bo czuje presję.
Z Twojej strony widać dwie rzeczy jednocześnie:
zależy Ci i jesteś gotowy pracować
ale też jesteś już zmęczony i blisko swojej granicy
I to jest bardzo ważne, żeby tego nie ignorować.
Czy terapia par ma sens?
Tak – ale pod jednym warunkiem: obie strony muszą być choć trochę gotowe zobaczyć, co się między Wami wydarzyło i co każda z Was wnosi do obecnej sytuacji. Terapia nie „naprawia uczuć”, tylko pomaga zrozumieć, dlaczego bliskość się zablokowała i czy da się ją odbudować.
W praktyce często dzieją się tam trzy rzeczy:
– nazywacie to, co się naprawdę wydarzyło w czasie kryzysu (a nie tylko „wróciliśmy do siebie”)
– pojawia się przestrzeń na emocje, które zostały zamrożone
– sprawdzacie, czy nadal chcecie i potraficie być ze sobą w sposób, który jest dla Was obu do przyjęcia
I tu ważna szczerość: terapia czasem prowadzi do odbudowy relacji, a czasem do spokojnego rozstania. Ale w obu przypadkach daje większą jasność, zamiast tkwienia w zawieszeniu.
Jedna rzecz, na którą bym Cię szczególnie uczulił:
nie bierz na siebie roli „tego, który ma ją naprawić” albo „przywrócić jej wiarę”.
To ogromnie wyczerpujące i na dłuższą metę nieskuteczne. Ona musi sama zdecydować, czy chce się otworzyć i wejść w tę relację na nowo.
Dla Ciebie ważniejsze pytanie niż „czy ją odzyskam” brzmi:
czy w tej relacji – takiej, jaka jest teraz – jestem jeszcze w stanie być i nie tracić siebie?
Bo możesz ją bardzo kochać, a jednocześnie dochodzić do momentu, w którym jednostronne staranie zaczyna Cię kosztować za dużo.
Na teraz to, co robicie, czyli decyzja „dajemy sobie szansę w terapii i potem decydujemy”, jest jednym z najbardziej sensownych podejść w takiej sytuacji.
I jeszcze jedno: to, że jesteś zmęczony, nie oznacza, że się poddajesz. To raczej sygnał, że długo dźwigasz coś praktycznie sam.
Cezary Szadkowski
Dzień dobry
Decyzja o podjęciu wspólnej pracy wydaje się być dobra, bo dzięki temu sprawdzicie czy uda Wam się znaleźć wspólną drogę. Tylko, że to może potrwać trochę czasu.
Natomiast pisał Pan też, że czuje się wyczerpany i w związku z tym warto byłoby też zadbać o siebie, żeby ewentualne trudności podczas pracy nad związkiem nie osłabiały.
Pozdrawiam serdecznie
Cezary Szadkowski

Zobacz podobne
Witam, mam 22 lata. W wieku 11 lat byłam wykorzystywana seksualnie przez kuzyna. Działo się to kilkakrotnie na jednym wyjeździe. W tamtym czasie nie wiedziałam dokładnie, co się wydarzyło, jak to się nazywa. Miałam tylko poczucie, że stało, działo się coś złego. Pamiętam, że cały wyjazd zasadniczo źle znosiłam, miałam bóle brzucha, płakałam, ale nie potrafiłam powiedzieć z jakiego powodu. Wyjazd się skończył, ja wróciłam do domu. Wróciłam do codzienności. Zapomniałam o wydarzeniach z tamtego czasu. W wieku 16 lat zaczęłam mieć przebłyski wspomnień, zaczęły przypominać się tamte wydarzenia, wtedy też zaczęłam mieć większą świadomość tego wszystkiego... tego co, tak naprawdę się stało. Nie umiałam sobie z tym poradzić, zaczęłam doświadczać przebłysków wspomnień, w nocy nie mogłam spać, miałam problemy z koncentracją w szkole, nie mogłam jeść... Czułam się coraz gorzej..
Któregoś dnia nie wytrzymałam i poszłam do pedagoga w szkole i wszystko powiedziałam... . Oczywiście zaczęła się cała związana z tym procedura, sprawa trafiła na policje, a ja do terapeutki.
Moja terapeutka, określiła, że cierpię na PTSD. Moja terapia trwała ponad rok. Była to terapia przedłużonej ekspozycji.
Terapia ta dała mi pomoc i ukojenie. Teraz mimo skończonej terapii, obecnie nie czuje się dobrze, mimo tego, że w tamtym czasie i okresie było dobrze....
Zastanawiam się, czy są to w dalszym ciągu skutki przeżytej traumy? Mimo tego, że kuzyn w żadnym stopniu mi nie zagraża ? Ogólnie na co dzień odczuwam ciągle napięcie?
Jestem tak jakby w ciągłym czuwaniu, ostrożności.
W każdym mężczyźnie, który przechodzi np. koło mnie, czuje zagrożenie albo myśl, że muszę uważać, muszę być ostrożna, bo może coś mi zrobić i mam scenariusze co może mi się stać.
Jak idę gdzieś sama, mój odruch to ciągłe odwracanie się i upewnianie czy nikt za mną nie idzie. Gdy zdarzy się tak, że jakiś mężczyzna idzie za mną dłuższy czas, od razu mam strach w głowie... Przyśpieszam kroku, chowam się gdzieś mimo tego, że nie ma złych zamiarów i po prostu przypadkowo przechodzi akurat tą samą drogą co ja. Mam też w sobie dużo poczucia winny za tamte wydarzenia, czuje się brudna, mam gorsze spojrzenie na siebie? Złość na to, że moje zachowania są za bardzo impulsywne. Mam też problem zaufać jakiemukolwiek mężczyźnie, chłopakowi. Nie lubię, unikam bliskości... Boję się, że moje problemy wpłyną na to, że nie będę umiała nigdy wejść w żaden związek .
Problem z siostrą mojego chłopaka. Siostra mojego chłopaka (25 lat) wyjeździła 3,5 tys zł na Uber z karty mojego chłopaka. Udało jej się zalogować, ponieważ on kiedyś logował się na jej numer i była przypięta jego karta. Ona wiedząc, ze to nie jej karta zaczęła to wykorzystywać i wszędzie jeździć Uberem. Przez cały czas mówiła, że nie ma pieniędzy, aby mu oddać, jednak w tym czasie kupiła mnóstwo drogich sprzętów i zrobiła sobie operację plastyczną nosa. Po około trzech latach od tej sytuacji, kiedy mój chłopak nie potrafił wyegzekwować od niej tych pieniędzy, a mieliśmy kupić razem dom i my oszczędzaliśmy każdą złotówkę. Powiedziałam, że ma załatwić tę sprawę tak, żeby te pieniądze zostały oddane, bo nie pozwolę na to, żeby jako siostra okradała go, ona obraziła się o to, od tego czasu traktuje nas jak powietrze. Podczas spotkań nawet nie wita się z nami. Jest zła o to, ze musiała te pieniądze nam oddać. Rodzice, z którymi mieszka również nie widza problemu i trzymają jej stronę. Podejście „młoda i głupia była”. Jak powinnam się zachowywać? Nie mam w ogóle ochoty ich odwiedzać, spędzać z nimi Świąt.
Co zrobilibyście w tej sytuacji ? Rodzice twierdzą, że nie powinni być oceniani za to, co ona zrobiła, jednak mam do nich żal, bo wiedząc o tej kradzieży, zawieźli ja na operacje plastyczna nosa za granice. Nie odpowiadają mi wartości tych ludzi i Chciałabym się od nich odciąć. Z drugiej strony to rodzice chłopaka i czuje się winna, że złe wpływem na ich relacje. Teraz na święta on powiedział, ze nie chce do nich jechać, bo był na Boże Narodzenie i siostra udawała , ze go nie zna, a on nic złego nie zrobił. Jednak ja jestem wychowana w przekonaniu, ze powinno się na święta odwiedzić rodziców, a z drugiej strony zawsze jak mam kontakt z jego rodzicami, dochodzę do wniosku, ze od niektórych ludzi lepiej się odciąć.
Dzień dobry, zwracam się z ogromną prośbą o obiektywną opinię o mojej aktualnej sytuacji życiowej i jak dalej żyć.
Jestem ze swoim partnerem (już mężem) od liceum.
Aktualnie mamy po 33 lata. Od początku znajomości komunikowałam, że moim celem życiowym w życiu rodzinnym jest bycie matką. Mąż deklarował również chęć posiadania jednego dziecka w przyszłości. Uzgodniliśmy orientacyjnie, że będziemy to realizować ok. 30 r.ż. Co jakiś czas przy różnych okazjach kontynuowaliśmy te zapewnienia (wybór imion, pojawienie się dziecka w rodzinie). Przez pandemię, moje zawirowania w pracy, temat potomstwa trochę się przesunął, ale mając 30 lat (październik 2022), zaczęłam się badać pod tym kątem i wróciłam do naszych zapewnień i, że czas się przygotować do realizacji naszych planów (wspomnę też, że mieliśmy oboje stabilne i dobrze płatne prace na umowy na czas nieokreślony i własne komfortowe mieszkanie z niskim kredytem).
Mąż zaczął unikać tematu. Ja co jakiś czas do niego wracałam, tłumaczyłam, że może nie pójść tak łatwo (mam chorą tarczycę i inne problemy hormonalne) i że nie możemy już tego odwlekać, bo będzie tylko gorzej fizycznie. Ostatecznie w czerwcu/lipcu 2023, gdy znowu to ja zaczęłam ten temat i oczekiwałam jakiś deklaracji z jego strony to powiedział, że chciałby dziecko, ale jeszcze nie jest gotowy i żeby dać mu ok. rok czasu. Było to dla mnie duże opóźnienie, biorąc pod uwagę też inne aspekty mojego życia, ale chciałam, żeby też był gotowy i przekonany więc tak uzgodniliśmy. W tym czasie ten temat pojawiał się z obu stron np. przy zmianie samochodu to, żeby wózek się zmieścił, plany przemeblowania sypialni z uwzględnieniem łóżeczka itd.
Na początku 2024 r. zaczęłam się przygotowywać, znowu robić badania i w czerwcu 2024 dostałam od lekarzy zielone światło, wręcz mówili, żeby dalej nie zwlekać. Męża na bieżąco informowałam co do moich wizyt i wyników. Zbliżał się nasz urlop nad morzem we dwoje w lipcu 2024 więc idealna okazja na odstawienie tabletek. Powiedział, że jeszcze potrzebuje miesiąc. Powiedział coś w stylu, że „nie chce, żeby ten urlop mi się z tym kojarzył”. U mnie już się zaczynały pojawiać jakieś dziwne stany emocjonalne z tym związane i zaczęłam być momentami niemiła dla męża i opryskliwa. Miałam poczucie, że mnie oszukuje.
Miałam też wymagającą i stresującą pracę, ze zmianą, której zwlekałam z uwagi na nasze plany, co dodatkowo mnie dobijało. Minął miesiąc, mąż dalej unikał tematu i jak ja o tym zagadałam, to usłyszałam, że o jakim dziecku ja mówię, że nam się nie układa i że nasz związek to jest tylko „ciągnięcie wózka”.
Ja w szoku, bo generalnie dobrze nam się układa od lat i mąż też to podkreśla. Co jakiś czas mamy jakieś gorsze dni/ tygodnie to fakt, ale nigdy tak wcześniej nie powiedział i nie dał mi tego w taki sposób odczuć. Wiem, że są aspekty w naszym życiu, które bardzo chciałby zmienić (częstotliwość współżycia, moje nadprogramowe kilogramy), ale wiemy oboje i to okazujemy, że się bardzo kochamy, lubimy, szanujemy i jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Wiemy też oboje, że ma ogromny problem z podejmowaniem decyzji. On nadal unikał tematu, a moja frustracja rosła. Od tego czasu zacząłem się dziwnie czuć emocjonalnie. We wrześniu 2024 pojawił się z mojej strony temat rozwodu (rozpisałam konkretne kroki do rozstania się itd.), ale mąż poważniej zachorował i skupiłam się na opiece nad nim. Proponowałam również wspólną terapie, ale nie chciał.
Nie chciałam rozmawiać o naszej sytuacji z nikim bliskim, więc miałam sama kilka konsultacji z terapeutą, jak tę sytuację rozwiązać. Mieliśmy z mężem kilka rozmów przeze mnie zainicjowanych, żeby omówić, co go blokuje, jaki jest problem.
Jak już mieliśmy dosyć, podczas jednej rozmowy, to uzgadnialiśmy wspólnie termin kolejnej rozmowy, żeby nie uciekło (moja inicjatywa). W tym czasie mówił, że jego zdaniem dziecko wpłynie negatywnie na naszą relację, że jest nam przecież dobrze i on nie chce niczego zmieniać, że lubi nasze życie we dwójkę, że boi się, że dziecko będzie na 1 miejscu u mnie, że może nie będzie dobrym ojcem, że generalnie nie czuje aktualnie potrzeby. Staraliśmy się każdy aspekt przegadać. Też podzieliłam się swoim odczuciami i wątpliwościami. Przez to wszystko mi się posypały wyniki badań, ale konsensus rozmów był w październiku 2024 taki, że on nie jest pewien dalej czy chce dziecko, ale nie chce mnie stracić, więc spróbujmy jak znów dostane od lekarzy zielone światło. Więc jak dalej biegałam po lekarzach i badaniach i dostałam w styczniu zielone światło wiec zgodnie z rozmowami, odstawiłam tabletki, poinformowałam męża i od tego czasu unika zbliżeń. Wie o tym, że zaraz po odstawieniu tabletek mogę mieć większe szanse na zajście w ciąże przy moich schorzeniach i że plan był taki, żeby z tego czasu skorzystać. Minęły 2 tygodnie i wczoraj po kilku dniach, gdy nie reagował na moje inicjatywy intymne, znowu ja musiałam rozpocząć rozmowę, że o co chodzi. Powiedział, że ma jakąś blokadę, ale w sumie mu dziecka nie brakuje i nie ma takiej potrzeby, nadal nie wie, czy w ogóle je chce mieć, że dalej się źle czuje itd. Jest mu dobrze jak jest i jest szczęśliwy ze mną i nie chce zmian. Ja dalej jestem przekonana, że chce mieć dziecko, być matką, a przynajmniej się o to postarać. Czuję się aktualnie oszukana, że to wszystko było grą na czas, mówi, że nie że za każdym razem był ze mną szczery. Jednocześnie wiem, że psychicznie nie chce być dalej w tej sytuacji niepewności, mój zegar biologiczny leci nieubłaganie i albo zaakceptuje fakt, że nie będę mieć dziecka, ale będę z nim (nadal mam poczucie, że to jest mój najlepszy człowiek i ukochany mąż) albo odejść, zanim frustracja weźmie górę i zniszczę to, co nas łączy, bo myśl o dziecku mi towarzyszy od zawsze i myślę, że nie będę się w stanie pogodzić z tą stratą.
Mam też takie myśli, że moja intuicja podpowiadała mi od kilku lat, że on nie zdecyduje się na dziecko ze mną, ale zawsze się łudziłam i ją uspokajałam i miałam nadzieję, że tylko potrzebuje więcej czasu. Aktualnie jestem w rozsypce i myślę, co dalej zrobić. Czuję, że powinnam odejść, równocześnie mając myśli ile to zmian i że miałabym opuścić swoją ukochaną osobę dla swojego marzenia/wizji, które może się nigdy nie zrealizować. I że to z partnerem się żyje i dziecko jest uzupełnieniem tej relacji, a ja nie chce tworzyć innej póki co, niż z nim. Nie wiem, co dalej robić tzn. mózg wie (odejść), ale serce dalej się łudzi, że jakoś to będzie i jest dobrze.
