
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Partner prosi o...
Partner prosi o szansę, jednak nie stara się. Nie wiem co o tym myśleć?
Agnieszka Wloka
Pani “KK”
troszkę za mało wiadomości, żeby cokolwiek doradzić….dla mnie najbardziej zastanawiające jest jak Pani podchodzi do swojego związku i dlaczego chce Pani go kontynuować. Mam takie wrażenie, że działacie troszkę na zasadzie relacji partnerów biznesowych - jeden drugiemu udowadnia, że się stara….jest tu miejsce na miłość? uczucia? wczucia we wzajemny potrzeby? Myślę tu tak o Partnerze, jak i o Pani….
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Kaźmierczak
Ciekawi mnie, co Pani właśnie myśli - i co chce myśleć o tej sytuacji? :) Co Pani czuje myśląc te myśli? Lepiej Pani z nimi, czy gorzej? Zastanawiam się też, czemu ma służyć pytanie innych o to, co ma Pani myśleć? Co chciałaby Pani osiągnąć dzięki temu, że ktoś podpowie Pani co ma myśleć? :)
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
myślę, że nikt nie będzie w stanie odpowiedzieć Pani na pytanie co powinna myśleć w tej sytuacji. W opisanej sytuacji warto samemu się zastanowić co powoduje, chęć trwania w relacji a co powoduje, że jednak pojawiają się wątpliwości. Warto również przemyśleć kwestię swoich oczekiwań odnośnie danej relacji - czy Pani jakieś ma i, czy są one zaspokajane.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta

Zobacz podobne
Jestem mężczyzną, mam 35 lat. Już jako nastolatek, gdy poznałem swoją seksualność, miałem wysoki popęd. Lubiłem seks, ale najlepiej z inną osobą za każdym razem. Jestem teraz 10 lat po ślubie. Z żoną na początku było super – pewnie jak u każdego. Ale z czasem jakichkolwiek kontaktów jest mniej. Muszę za każdym razem prosić się o cokolwiek. Ale boli mnie co innego. Od zawsze „podoba” mi się każda napotkana kobieta. Gdyby jakakolwiek była chętna, nie odmówiłbym. Przechodząc przez ulicę, czuję popęd do większości kobiet, które mi się podobają. Tak samo z kobietami, które widzę gdziekolwiek, np. w internecie. Patrzę na tyłek każdej kobiety. W domu także patrzę na żonę – i cały czas z podtekstem seksualnym. Z racji tego, że seksu jest mało, oglądam pornografię i masturbuję się. Zacząłem wchodzić we filtry z kobietami, ale co chwilę z inną, bo jestem „ciekaw” innej. To nie jest normalne. Ktoś może doradzić, co to za zaburzenie? Mam zdiagnozowane ADHD. Dziękuję za każdą odpowiedź.
Witam. Spróbuję opisać moją sytuację. Związek zaczął się tak, jak nie powinien. Poznaliśmy się zeszłego roku na wiosnę. Ja byłem niestety w małżeństwie. Nie będę pisał banałów w stylu: żona była zła itd. Moje relacje z żoną były „suche”, miałem dużo żalu o przeszłość. Poznałem inną kobietę, zakochałem się jak wariat, po prostu wszystko przestało mieć znaczenie. Ona też była zakochana. Częste spotkania, wspólne weekendy, pierwszy wyjazd razem – i wtedy wyszła prawda, że mam żonę. Mój błąd, nie powiedziałem od razu.
Z żoną po ślubie nigdy nie zamieszkaliśmy razem, ja wyjechałem za granicę i tam poznałem moją miłość. Pierwszy zgrzyt, złość, rozczarowanie, ale szybko wróciliśmy do siebie. Powiedziała: „ok, kocham Cię, idziemy dalej, ale musi być rozwód”. Złożyłem papiery, czekaliśmy dość długo na gotowy pozew. Z żoną nie mieliśmy dzieci ani wspólnego majątku. Kiedy pozew był gotowy i złożony, zaczęło się psuć coś między nami. Mieszkaliśmy już razem. Były kłótnie, bardzo ostre, wyzwiska w moją stronę – ja tego nie toleruję, bardzo źle na mnie działa brak szacunku.
Wtedy popełniłem największy błąd – wstrzymałem sprawę rozwodową. Razem z adwokatem ustaliliśmy, że dajemy czas. Niestety moja decyzja „dla świętego spokoju” spowodowała poważne kłamstwa. Okłamałem partnerkę, że rozwód jest w toku, że były już rozprawy i czekamy na kolejne. Moje wstrzymanie rozwodu było spowodowane wyrzutami sumienia – nie kochałem żony tak jak tej kobiety, ale żona zawsze mnie szanowała. Dalej kochałem na zabój moją partnerkę, czekałem na zmianę jej zachowania. Miała porywczy charakter, była nerwowa, robiła ogromne awantury z byle powodu, wyrzucała mnie z domu. Nocowałem kilka razy w samochodzie. Później było raz lepiej, raz gorzej – sytuacje się powtarzały.
Skupiłem się na relacji – robiłem dużo dla niej: gotowanie, kanapki do pracy, wyjazdy, zakupy, wszystko, by naprawić. Wyglądało to trochę jakbym „trzymał żonę w rezerwie”, ale doszedłem do wniosku, że chcę miłości, a sam szacunek to za mało. Partnerka ciągle pytała o rozwód, a ja wymyślałem różne historyjki – wiem, okropne.
Wszystko skończyło się 2 tygodnie temu. Kolejny raz wyrzuciła mnie z domu. Spędziłem noc na parkingu i pojechałem do PL. Sam nie wiedziałem, co robić, całą drogę przepłakałem. Zadzwoniłem do żony, że wracam i chcę się spotkać. Wcześniej odnowiłem kontakt z żoną – ale nie po to, żeby do niej wrócić, tylko by wyjawić prawdę, bo wyrzuty sumienia mnie zabijały. Spotkaliśmy się nazajutrz – zabrakło mi odwagi, by jej o wszystkim powiedzieć. Była inna od partnerki – spokojna, cierpliwa, cały czas na mnie czekała.
Punkt kulminacyjny nastąpił, kiedy partnerka znalazła żonę i zadzwoniła do niej. Wszystko o nas powiedziała, wysłała zdjęcia, każdą informację przekazała. Żona też dużo jej o mnie powiedziała. Mają do dziś kontakt, wysyłają sobie nawzajem screeny z naszych rozmów. Żona wykazuje chęć przebaczenia, partnerka nie chce mnie widzieć.
Kocham dalej partnerkę. Pisałem jej, żeby wszystko naprawić razem. Oboje przyznaliśmy, że każde z nas zawaliło – ja kłamstwami, ona totalnym brakiem szacunku. Partnerka powiedziała: „to koniec, to kolejne kłamstwo i ja już nie zaufam. Wracaj do żony. Niby dalej Cię kocham, ale nie potrafię zaufać”.
Ja już nie mam siły. Kocham partnerkę, chciałbym się rozwieść i zrealizować nasze plany, ale ona już niby podjęła decyzję, że idzie dalej. Próbowałem walczyć o nas, ale bez skutku. Sam już nie wiem, czy rzeczywiście odpuścić. Kocham ją jak nikogo innego, ale ona upiera się, że to koniec. Oboje wspominaliśmy, że fajnie nam się żyło, ale ona już nie chce…
Czy to koniec? Proszę o jakąś radę, bo jestem wrakiem człowieka. Już wszystko straciłem.

