Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Zmagania z przemocą domową i utratą uczuć do męża – jak sobie poradzić?

BBB

Dzień dobry, chciałabym poprosić o pomoc, bo przestaję sobie radzić sama ze sobą i swoimi emocjami. WYDAJE MI SIĘ, ŻE PRZESTAŁAM KOCHAĆ SWOJEGO MĘŻA W 2011r. poznałam teraźniejszego męża Grzegorza. Niestety od początku okazało się, że nadużywa on alkoholu i jest po nim agresywny. Ale zakochałam się. Po 3 miesiącach pierwszy raz mnie uderzył, w zasadzie poszarpał tylko. Po ok. dwóch latach będąc pod wpływem alkoholu, uderzył mnie w nos. Nie pamiętam jak, ale zamknęłam mu drzwi przez nosem i przez pół nocy wyzywał mnie pod balkonem. Wybaczyłam, bo kochałam. Na skutek problemów w pracy przenieśliśmy się wszyscy do innej miejscowości, wtedy to kolejny raz jego pięść znalazła się na mojej twarzy. Był pijany. Wtedy to gdybym nie uciekła z własnego domu, to pewnie skończyłoby się tragicznie. Z zakrwawioną twarzą wybiegłam z domu i wezwałam policję. I znów wybaczyłam. W 2020r. wzięliśmy ślub. Wiem, pytają Państwo, po co skoro pił i bił, ale obiecywał, że już nie będzie. Miał przerwę od picia aż do 2023, kiedy to w złości, że chcę go wyrzucić z domu, bo jest pod wpływem, zaczął rzucać walizką. W obronie stanął mój syn i tym razem to on był silniejszy (ma 16 lat) i uderzył męża. Poczułam wtedy, że wystarczy już, że mam dość. Jednak znowu wybaczyłam. Obiecałam sobie, że może ja gdzieś źle coś robię i postanowiłam się zmienić, być cierpliwą, dobrą żoną, ale przy każdej kłótni, a jest ich wiele, mąż prawie zawsze stara się stawiać na swoim, udowadniać swoje racje. Pewnie, gdybyśmy byli normalnym małżeństwem, to takie kłótnie można byłoby zażegnać, ale najgorsze jest to, że po tylu latach wzajemnych relacji zaczynam odczuwać niechęć do tego związku. Tyle razy mówiłam mu, że mam dość i chce się rozejść, potem po jego błaganiach, on wraca, bo wydaje mi się, że sama nie dam sobie rady z codziennością życia. Staram się ratować ten związek, ale nie potrafię wykrzesać z siebie żadnych uczuć, jakbym była głazem. Co jest nie tak ze mną? Nie wiem już sama, gubię się…. przerasta mnie to…

Zdjęcie Małgorzata Plata

Małgorzata Plata

Psycholog
14 odpowiedzi na forum

Szanowna Pani,

 

Odpowiadając na Pani pytanie, chcę przede wszystkim podkreślić, że to, co Pani przeżywa, czyli poczucie, że nie jest Pani w stanie "wykrzesać z siebie żadnych uczuć" , zagubienie, dezorientacja jest charakterystyczne dla bliskich osób uzależnionych. Od lat trwa Pani w związku z osobą, która nie tylko nadużywa alkoholu, lecz również stosuje wobec Pani przemoc emocjonalną, fizyczną. Jak Pani podkreśla, mąż miewa przerwy w piciu alkoholu i wtedy sytuacja się poprawia. Taki etap w związku z nałogowcem i osobą stosującą przemoc określa się mianem "miesiąca miodowego". Wówczas pojawia się nadzieja, że problem jest zażegnany, że można żyć spokojnie. Niestety taki "miesiąc miodowy" trwa, dopóki partner nie wróci do picia i przemocowych zachowań. Funkcjonowanie w tego rodzaju związku prowadzi do współuzależnienia, które polega na tym, że partnerka uzależnia się od osoby pijącej, stosującej przemoc. Tu chodzi o uzależnienie emocjonalne, wynika ono z faktu, iż mimo krzywd, nadal kocha tę osobę chce jej pomóc, chronić rodzinę przed rozpadem. Doświadcza ona sprzecznych uczuć, miłość przeplata się z niechęcią, pojawia się poczucie winy (nieuzasadnione - stawianie sobie pytań typu: "może nie jestem dość dobrą żoną?"), także wstyd i lęk przed przemocą i zarazem lęk przed tym, że może sobie nie poradzić, jeśli podejmie decyzję o zakończeniu związku. W końcu pojawia się bezsilność, bezradność i poczucie jakby nic się nie odczuwało (to mechanizm dysocjacji tak charakterystyczny m.in dla osób traumatyzowanych).  

 

Rozumiem, że za tym pytaniem, kryje się wołanie o pomoc. Chcę podkreślić, że nie zasługuje Pani na takie traktowanie i nie musi Pani cierpieć. Przede wszystkim może Pani dać szanse pomóc sobie. Proszę rozważyć zgłoszenie się do Poradni Leczenia Uzależnień i zwrócenie się o konsultację ze specjalistą, który zajmuje się nie tylko osobami uzależnionymi, lecz również takimi osobami jak Pani (współuzależnionymi), czyli osobami, które żyją w permanentnym stresie, doświadczają przemocy ze strony uzależnionego. Tam może Pani otrzymać konkretne wsparcie tak, by mogła Pani chronić siebie i syna przed przemocą, innymi skutkami uzależnienia męża. Życzę Pani z głębi serca odzyskania siebie i spokoju ducha.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Małgorzata Plata

Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.
Zdjęcie Kacper Urbanek

Kacper Urbanek

Psycholog
132 odpowiedzi na forum

Dzień dobry,

 

Bardzo dziękuję Ci za to, że tak szczerze i odważnie podzieliłaś się swoją historią. To, co opisujesz, to wiele lat ogromnego napięcia, przemocy, walki o spokój i o związek, w którym wielokrotnie została przekroczona granica bezpieczeństwa. I teraz, kiedy mówisz o tym, że czujesz się jak „głaz”, trudno się temu dziwić. To jest mechanizm, który w psychologii nazywamy często zamrożeniem emocjonalnym albo ochronnym odcięciem po prostu organizm, po tylu doświadczeniach cierpienia, rozczarowań i strachu, stara się chronić Cię przed kolejnym bólem, wyciszając emocje. W takich sytuacjach bardzo często pojawia się też wewnętrzny konflikt: z jednej strony ogromne zmęczenie, wyczerpanie, brak uczuć do partnera, a z drugiej lęk, czy sobie poradzisz sama, czy dasz radę udźwignąć życie bez tej relacji, nawet jeśli jest ona raniąca. Ten lęk to często efekt lat bycia w związku, gdzie partner dominował, osłabiał Twoje poczucie wartości i pewności siebie. W takich warunkach człowiek zaczyna wierzyć, że sam nie ma siły. To, że nadal próbujesz walczyć o związek, to też pewien mechanizm obronny, chęć utrzymania czegoś znanego, nawet jeśli jest trudne, bo niepewność bywa przerażająca. Ale jednocześnie sama już widzisz, że coraz trudniej Ci wykrzesać jakiekolwiek uczucia, bo ta relacja zwyczajnie Cię wyczerpała. To nie z Tobą jest coś nie tak. To konsekwencja lat życia w napięciu, przemocy i nadziei, która wielokrotnie była zawodzona. Każdy człowiek w podobnych warunkach zaczyna odczuwać to zmęczenie emocjonalne, pustkę, wycofanie. Jeśli czujesz, że nie masz już siły dalej dźwigać wszystkiego sama, to właśnie taki moment często jest punktem zwrotnym, warto wtedy szukać wsparcia u specjalistów, którzy pomogą poukładać myśli i emocje, bez oceniania. Sama podjęłaś przez te lata ogromny wysiłek, by utrzymać rodzinę i chronić siebie oraz dziecko. Teraz warto zatroszczyć się o siebie o własne zdrowie psychiczne, o spokój, o bezpieczeństwo. Naprawdę nie musisz dźwigać tego ciężaru sama. Każdy człowiek zasługuje na życie bez strachu, bez ciągłego udowadniania swojej wartości i bez życia w nieustannym napięciu. Masz do tego prawo. Przesyłam dużo ciepła!

 

Z pozdrowieniami 

Kacper Urbanek 

Psycholog, diagnosta 

Dzień dobry, 

z tego, co Pani napisała, bardzo jasno wyłania się obraz długotrwałej przemocy domowej — fizycznej, psychicznej i emocjonalnej. Jeśli dotychczas, nie dokonała Pani kroków, które pomógłby Pani nie być częścią tej spirali, wydaje się, że tym momencie, ważne, aby zgłosiła się Pani na konsultacje psychologiczne, aby uzyskać wsparcie, uporządkować emocje, zrozumieć mechanizmy, które trzymają Panią w tej relacji, odbudować poczucie wartości i granice, a także zaplanować bezpieczne zmiany, jeśli zdecyduje się Pani odejść. Pani zgłoszenie się po pomoc będzie wspierające również dla Pani syna, który jest częścią tej sytuacji i ma wpływ na jego przyszłość. 

Zdjęcie Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Psycholog
320 odpowiedzi na forum

Dzień dobry, 
To, przez co Pani przechodzi, jest niezwykle trudne i wymaga ogromnej siły, którą ma Pani w sobie, choć teraz może być trudno to dostrzec. Przemoc w związku, szczególnie w połączeniu z manipulacją i obietnicami poprawy, może powodować głębokie rany emocjonalne. Pani uczucia są naturalne—nie ma w tym nic "nie tak" z Panią. To odpowiedź na lata trudnych doświadczeń.
 

Kilka pytań do refleksji:

1. Czy gdyby nie obawa przed samotnością, podjęłaby Pani decyzję o odejściu? Co ta samotność tak naprawdę dla Pani oznacza?

2. Jak ta relacja wpływa na Pani zdrowie psychiczne i emocjonalne? Jak czuje się Pani na co dzień—czy częściej odczuwa Pani stres i zmęczenie niż spokój i radość?

3. Czy ma Pani wokół siebie ludzi, którzy mogą Panią wesprzeć w tej decyzji? Kto byłby Pani oparciem?

4. Co powiedziałaby Pani komuś bliskiemu, gdyby opowiedział historię podobną do Pani? Jaką radę dałaby Pani tej osobie?
 

Może trudno dostrzec sytuację z dystansu, ale proszę pamiętać - ma Pani prawo do życia wolnego od strachu i przemocy. Może warto skonsultować się z psychologiem, który pomoże dostrzec możliwe drogi i odnaleźć w sobie siłę do działania.

Pozdrawiam
Martyna Jarosz
 

BBB, 

Z tego, co napisałaś, wnioskuję, że w codzienności narażasz się na niewyobrażalne cierpienie. Z doświadczenia wiem, że mężowi bardzo trudno będzie zmienić swoje zachowanie, ponieważ jego percepcja na zaistniałe sytuacje jest zupełnie inna niż Twoja. Być może jest tak, że trudno jest mu dostrzec fakt, że alkohol stał się poważnym problemem prowadzącym do przemocy. I niestety zachowania męża będą się powtarzać, jest on prawdopodobnie w silnych mechanizmach uzależnienia, nie zaprzestanie kłótni i zachowań agresywnych oraz nadal będzie powtarzać, że się zmieni. Niestety, żeby w tej sytuacji zaszły zmiany, mąż powinien odstawić alkohol i udać się na terapię. 

Piszesz tu o bardzo poważnych rzeczach. Zachęcam Cię do zawiadomienia odpowiednich służb, założenia mężowi Niebieskiej Karty lub zgłoszenie się do Zespołu ds przeciwdziałania przemocy w rodzinie, który najpewniej znajduje się w MOPRze lub OPS w Twoim mieście. Wiem, że jest Ci trudno, ale miej na uwadze też to, że jesteś odpowiedzialna za swojego syna, a z tego, co piszesz, jest on niepełnoletni. Myślę, że w tej sytuacji należy podjąć kroki formalne. Poszukaj również miejsca nieopodal Twojego miejsca zamieszkania, które oferuje bezpłatną pomoc psychologiczną dla Ciebie i syna. 

Zdjęcie Usunięty Ośrodek

Usunięty Ośrodek

Dzień dobry, dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. To, co opisujesz, jest niezwykle trudnym doświadczeniem, a Twoje uczucia zagubienia, niechęci i emocjonalnego wyczerpania są zupełnie zrozumiałe. Przeżyłaś wiele bólu – zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego – w związku z przemocą ze strony męża i jego nadużywaniem alkoholu. Z psychologicznego punktu widzenia, powtarzające się sytuacje przemocy, nawet jeśli przeplatane okresami spokoju, mogą prowadzić do utraty zaufania, poczucia bezpieczeństwa i emocjonalnego odrętwienia, które opisujesz jako bycie „głazem”. To nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak – to naturalna reakcja na długotrwały stres i traumę.


Przemoc, której doświadczyłaś, jest absolutnie niedopuszczalna, a Twoje wahania między chęcią odejścia a pozostaniem mogą wynikać z nadziei na zmianę, lęku przed samodzielnością czy poczucia odpowiedzialności za związek. To bardzo ludzkie, że szukałaś w sobie winy lub próbowałaś się zmienić, ale przemoc nie jest Twoją odpowiedzialnością – to zachowanie męża wymaga zmiany. Twoje uczucie niechęci do związku może być sygnałem, że Twoje potrzeby – bezpieczeństwa, szacunku, miłości – nie są zaspokajane.


Zadbaj o siebie: Twoje zdrowie psychiczne i fizyczne jest najważniejsze. Możesz spróbować rozmowy z kimś zaufanym – rodziną, przyjaciółką – lub zwrócić się po wsparcie do specjalisty. Rozważ kontakt z organizacjami pomagającymi ofiarom przemocy, np. Ogólnopolskim Pogotowiem dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” 800 120 002. 

Konsultacja z psychologiem pomoże Ci uporządkować emocje, odzyskać poczucie własnej wartości i zdecydować, co jest dla Ciebie i Twojego syna najlepsze. 

Życzymy powodzenia w tej trudnej sytuacji,
Zespół Centrum Via Nova

Dzień dobry, 

 

Proszę Pani, przykro mi, że spotykają Pani trudności. Jednak wierzę, że nigdy nie jest za późno, aby pracować na życie pełne miłości i spokoju.

 

Trudno tutaj dać proste odpowiedźi, ale będąc szczerym to przemoc jest niedopuszczalna i są to sytuację, które nie powinny mieć miejsca. Oczywiście, wiem, że to wszystko jest skomplikowane. Natomiast musi Pani zadbać o swoje bezpieczeństwo w pierwszej kolejności - to jest najważniejsze. 

 

Myślę, że warto, aby rozważyła Pani psychoterapię lub wsparcie ze strony fundacji, która mogłaby wspierać Panią. Potrzebuję Pani relacji, gdzie będzie można spokojnie rozważać nad tym co jest najlepsze dla Pani - nie są to decyzję proste, dlatego warto, aby miala Pani jakieś wsparcie. 

 

Uważam, że powinna Pani również porozmawiać z mężem o podjęciu przez niego terapii - alkohol i agresja każe myśleć nad tym, że sam ma trudności i musi się nimi zająć, jeśli chcą Państwo zbudować wartościowa relacje.

 

 

Proszę pamiętać o swoim bezpieczeństwie i o tym co dla Pani i dla Pani rodziny dobre. To może wymagać podjęcia bardzo trudnych decyzji, ale nie może Pani byc w relacji gdzie jest przemoc. Jeśli zdecyduje się Pani, że ta relacja nie jest dla Pani dobra - to dobrze, aby ktoś Pani wspierał i pomógł podjąć właściwe decyzję - dlatego proszę pomyśleć o terapii lub wsparciu ze strony fundacji, które wspiera kobiety dotknięte przemocą.

 

Z poważaniem,

Tomasz Pisula 

Zdjęcie Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Psycholog
57 odpowiedzi na forum

Dzień dobry, dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią - to bardzo trudne doświadczenia i rozumiem, jak bardzo może Pani czuć się zagubiona i przytłoczona. Przemoc w związku to poważny problem, który nie powinien być bagatelizowany ani wybaczany, bo naraża Panią i Pani rodzinę na realne niebezpieczeństwo. To, że odczuwa Pani niechęć i emocjonalne wyczerpanie, jest całkowicie zrozumiałe i naturalne w takiej sytuacji. Nie jest z Panią nic „nie tak”, wręcz przeciwnie, radzi sobie Pani w niezwykle trudnych okolicznościach. Warto, by skupić się teraz przede wszystkim na Pani bezpieczeństwie i wsparciu - zarówno emocjonalnym, jak i praktycznym. Nie musi Pani przechodzić przez to sama.

 

Pozdrawiam serdecznie

Karolina Bobrowska
psycholog

Dzień dobry,

bardzo dziękuję Pani za zaufanie i otwartość. Opisała Pani bardzo trudną i bolesną historię, w której jest wiele cierpienia, niezrozumienia, samotności i ogromnej potrzeby bycia kochaną, zauważoną, bezpieczną. To, że Pani zdecydowała się o tym napisać, już samo w sobie jest wyrazem siły i pragnienia zmiany, choć być może teraz ma Pani wrażenie, że tej siły w sobie nie ma.

Z opisu wyłania się obraz wieloletniego życia w relacji, która nie tylko nie daje wsparcia, ale niesie ze sobą realne zagrożenie. Przemoc fizyczna, psychiczna i emocjonalna zostawia bardzo głębokie rany, również te niewidoczne. To, że Pani wciąż wątpi w siebie, że próbuje brać winę na siebie, że czuje się pogubiona i pusta – to nie jest „coś nie tak” z Panią. To naturalne reakcje osoby, która przez długi czas żyła w nieustannym napięciu i zagrożeniu, próbując za wszelką cenę ratować coś, co nie dawało oparcia.

Pani niechęć, obojętność, zmęczenie to nie dowód na to, że coś z Panią jest nie w porządku., o sygnał od organizmu, psychiki, że jest już za dużo., że przekroczone zostały granice wytrzymałości. Wiele osób w podobnych sytuacjach przeżywa coś, co nazywamy wypaleniem emocjonalnym. Trudno wtedy czuć cokolwiek, poza znużeniem, bezradnością, a czasem i wstydem, który nie powinien spoczywać na Pani barkach.

Pragnienie miłości i bliskości, decyzja o dawaniu kolejnych szans, nadzieja na zmianę... to wszystko pokazuje, że jest Pani jest bardzo wrażliwa. Problem jednak polega na tym, że miłość i związki nie powinny opierać się na bólu, strachu i walce o przetrwanie.

Zdecydowanie zachęcam Panią do kontaktu z psychologiem lub psychoterapeutą – najlepiej takim, który ma doświadczenie w pracy z osobami doświadczającymi przemocy i trudnych relacji partnerskich. Taka relacja terapeutyczna może być dla Pani miejscem bezpiecznym, w którym będzie mogła Pani bez oceny przyglądać się swoim emocjom, odzyskiwać kontakt ze sobą i podejmować decyzje w zgodzie z własnymi potrzebami.

Być może warto też rozważyć terapię par – pod warunkiem że oboje Państwo jesteście na to gotowi i że Pani mąż przestanie stosować jakąkolwiek formę przemocy. Terapia nie może toczyć się w atmosferze lęku, zastraszenia czy braku podstawowego szacunku.

W każdej chwili może też Pani skorzystać z bezpłatnego i anonimowego wsparcia pod numerem Niebieskiej Linii: 800 120 002. Dyżurujący tam specjaliści są gotowi wysłuchać i pomóc w trudnej sytuacji.

To zrozumiałe, że może się Pani bać zmian, że myśli Pani, iż sama sobie nie poradzi. Ale z doświadczenia zawodowego wiem, że kobiety w podobnych sytuacjach, z czasem odzyskują siłę. I Pani również ma w sobie tę siłę. Proszę tylko pozwolić sobie na wsparcie.

Nie jest Pani sama. Jestem przekonana, że może Pani odnaleźć w sobie spokój, bezpieczeństwo i nowy początek.

 

Z serdecznością,

Patrycja Kurowska

 

Zdjęcie Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Psycholog
586 odpowiedzi na forum

Droga BBB,

 

jesteś osobą, która doświadczyła wieloletniej przemocy fizycznej i psychicznej. Dodatkowo Twój syn jest świadkiem tego, co się dzieje, jako dziecko musi stawać w Twojej obronie, a to jest coś, czego dziecko nie powinna doświadczać. Poczytaj proszę o parentyfikacji. Jeśli nie chcesz walczyć dla siebie, to Twoim obowiązkiem jest chronić syna (a nie na odwrót). Dlaczego nie założyłaś Niebieskiej Karty? Czy zgłaszałaś wspomniane incydenty na policję? Gdzie leży kres Twojego wybaczania? Zaznaczę mocno, że w powyższym opisie opisujesz tylko i wyłącznie swoje odczucia, trudności, poniesione krzywdy, a gdzie w tym wszystkim są odczucia, trudności i poniesione krzywdy Waszego syna, które funduje mu ojciec (alkohol, przemoc, awantury) i matka (pozostawanie w przemocowym małżeństwie)?

 

Istnieje prawdopodobieństwo, iż jesteś osobą współuzależnioną. Proszę, o tym również poczytaj. Pomyśl również o wsparciu psychologicznym dla siebie, a jeśli tego nie chcesz, to taka pomoc przydałaby się Twojemu synowi i to w trybie pilnym.

 

Pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga BBB,

 podzielenie się trudnościami to niezbędny krok do zmiany. Ma go Pani już za sobą.  Nie ulega wątpliwości, że zarówno Pani, jak i Pani syn potrzebujecie wsparcia i pomocy psychologicznej.  Gorąco do tego zachęcam. Nie warto już zwlekać. Mechanizmy leżące u podstaw obecnego kryzysowego momentu, są niezwykle silne i bez odpowiedniego wsparcia będą utrudniać wychodzenie z niego.

 

Opisuje Pani cały konglomerat trudnych doświadczeń- przemoc (w jej wymiarze psychicznym i fizycznym), życie i kontakt z osobą uzależnioną, najprawdopodobniej współuzależnienie, a także uwikłanie syna w te zjawiska (parentyfikacja).  Trudno przekroczyć takie problemy w pojedynkę. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jest to niemożliwe. Niezbędne jest tutaj wszelkie wsparcie- informacyjne, emocjonalne, relacyjne. 

Dla wzmocnienia i poszukiwania rozwiązań potrzebna będzie wiedza, ale przede wszystkim relacja terapeutyczna- dla Pani i syna.

 

Można zgłosić się do prywatnego gabinetu psychologicznego. Można skorzystać z całodobowej infolinii- "Niebieskiej Linii"- dla osób doznających przemocy w rodzinie i i jej świadków -800 120 002. Istnieją też linie wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym- 116 123 ( działająca od poniedziałku do piątku od 14.00 do 22.00) oraz dla dzieci i młodzieży w kryzysie- 116 111 (całodobowa).  Można też skorzystać z pomocy Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Najczęściej działają one przy Miejskich Ośrodkach Pomocy Rodzinie/ Miejskich Ośrodkach Pomocy Społecznej. Bardzo często są to placówki całodobowe. Uzyska tam Pani wszelkie potrzebne wsparcie w zaopiekowaniu Pani kryzysu.  Przede wszystkim informacje o procedurze Niebieskiej Karty, informacje prawne, a także o możliwościach dołączenia np. do grup wsparcia, o psychoterapii indywidualnej.  W wielu miastach działają teraz Centra Zdrowia Psychicznego, w których w ciągu kilku dni można umówić się na pierwsze spotkanie.

 

Mocno trzymam za Panią kciuki. Powodzenia.

 

Pozdrawiam serdecznie, 

Aleksandra Wincz- Gajda

psycholog, psychoterapeuta

 

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Jak odbudować zaufanie po kryzysie w związku i incydencie czatowym?
Dzień dobry, chciał bym opisać swoją sytuację, bo już nie wiem jak mam postępować. Zacznę od początku. Dwa miesiące temu moja żona poszła do naszych wspólnych znajomych na imprezę, poinformowała mnie o tym jak już tam była, ale gdy dzwoniłem do niej to odbiera i tylko słyszałem śmiechy. Pokłóciliśmy się i już nie odpisywała. Dodam że przebywałem wtedy za granicą. Poczułem się bardzo źle, ze śmieją się ze mnie i robią ze mnie debila, że mnie olała i że wolała się napić niż rozmawiać zemną. Że wszyscy są ważniejsi ode mnie. Nie mogłem nic zrobić bo mnie nie było, kazałem jej pójść do domu ale mnie nie słuchała. Na kolejny dzień się nie odzywała, więc ja sobie też powiedziałem że pierwszy się nie odezwę, bo zawsze to ja się pierwszy odzywam po kłótniach. Byłem bardzo zły i smutny cały czas w myślach miałem ich śmianie się zemnie i chciałem jej zrobić na złość więc weszłam na czat aby porozmawiać z kimś. Rozmawiałem z jakąś kobietą, o mojej sytuacji że żona mnie wyśmiała, poszła pić i mnie olała i pytałem jej czy tak powinno być w związku. Ona mi na to, że tak nie powinno być i zaczęła pisać o swoich problemach. Że jej mąż nie wraca na noc i mu się nie chce współżyć, że ubiera dla niego bieliznę to jej odpisałem że mojej żonie też się nie chce i zapytałem jej czy to jest normalne. Że też kupuje żonie bieliznę ale jej nie ubiera bo mówi że wygląda w niej jak prostytutka. Nie pamiętam całej rozmowy, ale to były główne tematy. To była jednorazowa rozmowa, której zapomniałem usunąć. Wróciłem do domu z zagranicy, żona mi wzięła telefon i zobaczyła otwartą kartę tej rozmowy, przestraszyłem się i wydarłem jej telefon z rąk. Ona wpadła w jakiś szał nigdy jej takiej nie widziałem, płakała, krzyczała żebym jej oddał telefon, chciała przeczytać ale jej nie dałem i powiedziałem że mnie będzie łapać za słówka. Po ok godzinie jej proszenia i bronienia się żeby mi nie wzięła telefonu jak wyszła z pokoju rozmowę usunąłem. Potem w złości ją obwiniałem, że to ona sprowokowała, że sobie coś ubzdurała i że mnie olała. Czułem się niepotrzebny. Przepraszałem ją wielokrotnie, powiedziałem że to było niepotrzebne i że źle zrobiłem pisząc z kimś innym. Powiedziałem jej o czym pisałem i że byłem bardzo zły, że dla mnie to było głupie pisanie jednorazowe nic nie znaczące i nie wiem dlaczego wszedłem na czat, to była chwila. Minęło 2 miesiące, a moja żona dalej do tego wraca, raz jest normalna i zemną gada, a raz zła, płacze, jest obojętna, chce być sama i wszystko wspomina. A ja jej już wszystko powiedziałem z 10 razy o czym pisałem, obiecałem jej że już nigdy z nikim nie będę pisał, że jest dla mnie najważniejsza i że jej nie zdradziłem ani z nikim się nie chciałem umawiać. Chce pokazać że jest tylko ona, jestem czuły, przytulam ją i całuje a ona nie chce i mnie odtrąca, próbuje na siłę ją przytulać a ona mówi żebym jej dał spokój, nie potrafię jej nie przytulać i całować. Mówię żeby o tym nie myślała, żeby była normalna, że to było głupie jednorazowe pisanie. Staram się, ale już nie wiem co mam robić żeby było dobrze. Nie chce już do tego wracać, już wszystko wyjaśniłem. Co mam zrobić żeby było dobrze? Co robię nie tak? Wiem że źle zrobiłem pisząc z inną, ale czasu nie cofnę.
8 odpowiedzi
Jak radzić sobie z brakiem zaufania po trudnych doświadczeniach w związku?
Przyjaciółka mojego chłopaka doradzała mu żeby znalazcy inną dlatego że według mnie nie jestem niezrównoważona. Mój chłopak odebrał mi niewinność pomimo tego że nie chciałam co wie jego przyjaciółka, dlatego że w tamtym okresie zastanawiałam się nad rozstaniem. Jednak postanowiłam z nim dojść do jakiegokolwiek porozumienia i starać się odbudować zaufania. Co jest obecnie bardzo dla nas trudne, wiem jak wyglądała jego perspektywa bo uważał że tego chcę. Najgorsze w tym wszystkim jest to że owa przyjaciółka była w młodym wieku zgwałcona, więc spodziewać by się mogło że w pewien sposób zrozumie moje uczucie do tej sytuacji. Ona jednak mi przez telefon okazała wsparcie a mojemu chłopakowi poleciła szukać innej laski. Obecnie uważam ją za dwulicową osobę, pierwszy raz był dla mnie czymś istotnym a zasady które miały zostać zachowane były złamane. Czy moja postawa ma sens zważywszy że po podobnych przejściach obie się znajdujemy? Ona została wykorzystana więc domyśla się jak poczułam się tamtego dnia kiedy straciłam zaufanie do najważniejszej wtedy osoby dla mnie
4 odpowiedzi
Wątpliwości i niepewność w związku po odkryciu zainteresowań żony kolegą z pracy
Witam jakiś czas temu na gorąco zadawalem pytanie na temat mojego związku ale dużo się zmieniło więc chciałbym dowiedzieć się co dokładnie teraz czuję . Tydzień temu w rozmowie z żoną wszedl temat jakie osoby nam sie podobają w pracy ja powiedziałem odrazu o takiej osobie który była kiedyś i opisałem moje uczucia zapytałem o to samo żonę która szybko opowiedziała o innym koledze z pracy z kiedyś. Zapytałem się czy jest ktoś inny jeszcze obecnie ona starała się unikać odpowiedzi ale pod moim naciskiem ugięła się i powiedziała że podoba się jej jeden kolega z pracy od półtorej roku ale jakoś sobie radzi z tym opisała te uczucie że denerwuje się jak on obok niej przechodzi rozprasza ją ale już jest lepiej i jakoś sobie z tym radzi zaniepokoiły mnie dwa fakty to że żona powiedziała sobie że z tym sobie jakoś radzi i starała mi się o tym powiedzic od półtora roku oraz po drugie że po tak długim okresie 2 tygodnie temu sama dodała go do znajomych żeby zobaczyć jego zdjęcia z ciekawości jak przyznała. Po rozmowie zrobiło mi się bardzo przykro nie mogę funkcjonować od tygodnia. Z jej strony co powiedziała żeby to wszystko wyjaśnić to to że dodała tą osobę z ciekawości zastanawiała się nad tym godzinę czy dobrze robi nie miała zamiaru się z nim kontaktować w jakikolwiek sposób nie rozmawiała z nimi nigdy w pracy mi opisała to że ma takie leki z dzieciństwa w stosunku do mężczyzn stresuje się przy nich szczególnie przy takim który jej się podoba bardzo się ona przejmuje jak wchodzimy na tą rozmowę o tej sytuacji a też nie chciała mi o tym powiedzieć przez tak długi czas bo myślała że się zdenerwuje a kocha mnie i zależy jej na nas w naszych strefach intymnych nic nie wygasło na codzień też nic się nie zmieniło. Co mam zrobić odpuścić temat skupić się na tym co teraz nie chce czuć do niej żadnego żalu a ona go we mnie widzi nie wiem czy to jest złe co zrobiła czy to też moja wina może nie powinienem wchodzić na ten temat jeżeli mówiła że wszystko jest pod kontrolą i stara się dystansować do takich rzeczy a maksymalne zbliżenie do tej osoby to to że może jedynie zobaczyć jej zdjęcia nie chce jej zadręczać rozgrzebywać tematu jak mam sam ze swoimi myślami sobie poradzić dziś nie chciałem jej już zadręczać i powiedziałem jej że nie mam żalu już ale jednak coś w środku czuję taki strach że coś ukrywała że ktoś się jej spodobał ale czy faktycznie to dobre może nie powinienem być tak zaborczy i dać jej przestrzeń myślową i nie wypytywać się o takie rzeczy w przyszłości. Mówi że mnie kocha mamy plany dzieci nasza miłość w łóżku jest na najlepszym poziomie od lat.
7 odpowiedzi
Nie potrafię wyrażać emocji, gubię się w tym co czuję i czy moje uczucia są prawdziwe. Stan od 3 lat.
Relacja z moimi emocjami. Nie umiem wyrażać emocji. Są jak nieznana choroba. Nie mają nazwy. Zazwyczaj nie czuję nic, czasem psychosomatyka się odezwie (bóle głowy, duszności, bóle lub ucisk serca, mdłości, zmęczenie, itd ), zdarza się, że jednak się ukazują, ale ja tego tak bezpośrednio nie czuję (wyrażam mimiką twarzy, lub tonem głosu). Jednak raz na jakiś czas czuję, jak mi się wszystko napina, przechodzi przeze mnie impuls, albo rozwija się stopniowo, ale szybko i próbuje się wydostać, ale nie ma jak, jedynie przez moje ciało trochę przesiąka. Wtedy jestem po prostu niemiła i chce mi się płakać, nie raz nie mogłam się słowem odezwać, bo czułam jak mnie oplata wokół szyi. Jest to męczące, bardzo. Nie pamiętam jak było kiedyś, jednak mam tak od co najmniej 3 lat. Obrazowy opis tego jak się czuję na codzień: Wyobraź sobie, że jesteś na polu trawy która ma ok.metr wysokości, przez jej wysokość i gęstość nie jesteś w stanie zobaczyć swoich nóg i gruntu, na którym stoisz. Dookoła jest gęsta mgła, nic przez nie nie widać, powietrze jest ciężkie, wręcz przygniatające. Czasem coś słyszysz, a przynajmniej tak Ci się wydaję, jednak nie wiesz skąd dobiega ten dźwięk ponieważ słychać go z każdej strony. Echo. Co jakiś czas masz wrażenie, że poza Tobą jest ktoś jeszcze, widzisz ciemną postać, stoi obok, lub tylko przebiegnie (królik? pies? człowiek? może to nie jest zwierzę, a może tego nie ma? urojenia?), nie wiesz co to, gdzie dokładnie jest, co powoduję, że odczuwasz lęk i niepokój, a może to po prostu przeczucie? uciska Cię w klatce piersiowej, dusisz się. Nie raz gdzieś w oddali pojawiło się pulsujące światełko (nadzieja? odpowiedź?), jednak tak jak szybko się pojawiło tak szybko też znikało. Miejsce w jakim się znalazłeś powoduję, że tracisz zmysły, więc idziesz. Idziesz tak długo, a tu nic. Jakbyś szedł w miejscu lub szedł w kółko, nic się nie zmienia, trawa tak samo wysoka, a mgła gęsta, jedynie grunt wydaję się czasem inny, ale może to złudzenie. Jesteś już zmęczony, tracisz nadzieję na wydostanie się stamtąd, nawet nie pamiętasz jak się tu znalazłeś. Wołasz o pomoc, ale nikt Cię nie słyszy, czujesz się samotny, bo nawet lęk i przygnębienie, które Ci towarzyszy od tak dawna jest Ci obce. Nie rozumiesz czemu wybierając różne kierunki dalej stoisz w miejscu. Chciałam jak najlepiej to wszystko opisać. Przekłada się to na moje codzienne życie, wszystko co robię. Nie wiem, czy to ważne, ale mam 16 lat. Nie potrafię się z tego wyrwać, nawet nie wiem czego potrzebuje i oczekuję pisząc tu, chyba zrozumienia. Tyle mi wystarczy. I może potrzebuje wiedzieć, że to ma jakiś sens? Nie mam pojęcia, po prostu jak mówię na głos o tym co czuję lub wydaję mi się, że czuję, to od razu zaczynam żałować. Nie umiem dać sobie przestrzeni na wyrażanie emocji, boje się, że ktoś pomyśli o mnie jak o atencjuszce, może przez to jak na mnie patrzą lub to, że ich odpowiedzi są typo zbywające, jakbym się nie liczyła. Ja naprawdę nie udaję, po prostu się zgubiłam.
1 odpowiedź
TW: myśli samobójcze. Diagnoza zaburzeń osobowości borderline w wieku 21 lat - jak wygląda proces?

TW: myśli samobójcze

 

Jak wygląda diagnozowanie zaburzenia z pogranicza osobowości w wieku 21 lat? Albo w ogóle jakiekolwiek diagnozowanie w zakresie chorób czy zaburzeń psychicznych... Chodziłam na terapię od lutego tego roku do końca czerwca, a później byłam zmuszona zrezygnować z powodu braku funduszy. W miarę ok pracowało mi się z panią psychoterapeutką, chociaż w mojej głowie ciągle panuje chaos i nigdy nie potrafię nic ocenić, racjonalnie do czegoś podejść czy dać jakąkolwiek przemyślaną opinię. Psychoterapeutka powiedziała, że podejrzewa u mnie zaburzenie borderline i jestem już na tyle duża, żeby móc to stwierdzić. Nie wiedziałam jednak, jak to odebrać, więc po prostu pozostawałam zmieszana. Perspektywa na świat i zresztą na wszystko zmienia mi się jak pogoda. Miałam to od zawsze, nigdy nie potrafiłam się nigdzie odnaleźć, nigdy nie potrafiłam zrozumieć, jak funkcjonują długie, stabilne relacje. Zawsze było ze mną coś nie tak i jest tak do dziś. Czuje się wystarczająco 'dojrzała' żeby zrozumieć co ze mną nie tak i próbować jakoś to okiełznać, ponieważ nie potrafię już tak dłużej wytrzymać. Jak byłam nastolatką, to trochę interesowałam się psychologią, ale chociaż moje przyjaźnie od zawsze były typowo intensywne i nagle szybko się kończyły, to żyłam wtedy w silnym lęku społecznym i albo godzinami pisałam z konkretną osobą, zaniedbując wszystko inne, albo nie rozmawiałam z nikim. Bycie samej, egzystowanie jako osoba, która ma się zająć czymkolwiek na własną rękę, to dla mnie jakbym nie istniała i nic nie miało sensu. Gdy mam czas dla siebie i nie ma ze mną nikogo do kogo mogę się upodobnić, dostosować to nie czuję nic oprócz lęku i samotności. Nie potrafię wytrzymać sama ze sobą, a o ironio nie mam żadnych znajomych, z którymi mogłabym wyjść z domu. Czuję, że powoli dochodzę do skraju mojej własnej wytrzymałości. Szczerze, może to zabrzmieć bardzo idiotycznie, ale już tak dużo i długo porównywałam swoje zachowania, analizowałam i czytałam o tym zaburzeniu, że jestem pewna, że to mnie dotyczy i niszczy mi życie od dawna. Ciągle przez brak diagnozy czuję się jakbym była atencjuszką, wypieram się, nagle mi się wszystko zmienia i wmawiam sobie, że wszystko jest ok, tylko po to, by znowu skończyć i marnować kolejne dni w łóżku wyjąc jak bóbr. Od zawsze się wypierałam i nienawidziłam alkoholu, nigdy nie sięgnęłam po niego sama z siebie, ale pojawił się nagle w moim życiu jako coś, co koi ból i wtedy tylko to i fakt, że pijana prawie wyskoczyłam przez balkon, jako fakty dały mi znać, że SERIO jest ze mną coś nie tak i powinnam iść do psychiatry, a zwlekałam z tym przez miesiące. Ogólnie zawsze czułam, że jest ze mną coś bardzo nie tak, że nigdy nie ogarnę swojego życia, jak nie sięgnę po pomoc, ale ciągle się to zmieniało przez moje nagłe nieprzewidywalne zmiany nastroju. Nie nadążam sama nad swoimi emocjami. Dodatkowo, gdy weszłam w pierwszą relację romantyczną w życiu, to wszystko nagle eskalowało i pokazało mi, jak bardzo zaburzoną osobą jestem. Nie potrafię tak żyć. Wszystko, co robiłam i robię, czułam, czuję i to, w jaki sposób moje zachowania są wykonywane i jak się zmieniają mam wrażenie, że tylko krzyczą, że to jest właśnie to zaburzenie. Jak czytam i oglądam o objawach BPD to czuję coś, czego nigdzie indziej nigdy nie widziałam. Czuję się najbardziej zrozumiana, jaka kiedykolwiek byłam. Analizowałam też różne inne zaburzenia osobowości i ogólnie zaburzenia przez miesiące, czytałam bardzo dużo, oglądałam, porównywałam. Ciągle czuje się żałośnie i jakbym chciała tylko atencji, kiedy w rzeczywistości pragnę tylko spokoju i 'ZAPEWNIENIA' że ja sobie niczego nie wmawiam. Zawsze jestem niepewna i lękliwa, więc bardzo mi zależy na tej diagnozie. Do psychiatry pierwszy raz udałam się ok 2,5 miesiące temu i powiedziała, że widać u mnie zaburzenia lękowe, ale jestem zbyt młoda, żeby zdiagnozować u mnie to zaburzenie, ponieważ do 30 roku życia osobowość każdego się dopiero kształtuje. To znaczy, że muszę się męczyć do 30 roku życia tylko po to, żeby się w końcu zabić, bo nie wytrzymam tego wszystkiego? Aktualnie jestem na 20mg fluoksetyny dziennie i 2 miesiąc brania tego leku myślałam, że jestem innym człowiekiem i w końcu miałam siłę żyć i motywację robić cokolwiek ze sobą, ale gdy rodzina, która mi towarzyszyła w wakacje, wyjechała znów do siebie, to czuję się okropnie. Zostałam znowu sama z moimi problemami i wszystko wraca. Nie mam już motywacji do niczego, znowu ciągle tylko myślę o śmierci, chociaż teraz jest to o wiele łatwiejsze, bo mogę po prostu łyknąć pare tabletek i popić alkoholem i to koniec cierpienia i wymyślania. Mimo że nie mogę normalnie żyć, to ciągle waham się przed popełnieniem samobójstwa, chce wierzyć, że będzie lepiej, ale przez całe nastoletnie zmarnowane na cierpienie i wmawianie sobie ze bedzie lepiej lata, już czasami nie mam nadziei jak w ogóle... Jak nie mam nikogo to nie ma mnie. Przez ten nagły silny związek z tą osobą odzyskałam wtedy sens życia i miałam motywacje do wszystkiego, wręcz zmusiłam się do stosunku, żeby ode mnie nie uciekła. Potem oczywiście bardzo żałowałam, aż to straciło znaczenie. Nie wiem już co mam robić. Jest mi bardzo źle. Wiem, że potrzebuję kogoś, żeby istnieć, ale nie mam nikogo i nie będę miała, jeśli dalej tak będę się zachowywać. Utknęłam w błędnym kole i nie mogę nic zrobić. Wierzę, że tylko potwierdzona przez specjalistę diagnoza jakkolwiek ruszy moim życiem do przodu. Nie mam pojęcia, jak wygląda diagnozowanie itd. Byłam dopiero na 3 wizytach u psychiatry i nie mam pojęcia czy on po prostu ignoruje moje diagnozowanie, czy temat jest zamknięty i będą mi przepisywane tylko leki, czy co mam w ogóle ze sobą zrobić. Czuje, że tracę życie.... Może mi ktoś przedstawić, jak to wygląda i co mogłabym zrobić, żeby dostać diagnozę? Naprawdę wierzę, że jeśli ją dostanę to moje życie się jakkolwiek poprawi a aktualnie czuje się bezsensu bo i tak wszystkie moje niezdrowe zachowania nie mają żadnych podstaw dla nikogo dlatego jestem zwykłym śmieciem w życiu społecznym :((

5 odpowiedzi
Witam, jak radzić sobie z dzieckiem, u którego stwierdzono zaburzenia emocjonalne i brak radzenia sobie z nimi oraz nadruchliwość.
Witam, jak radzić sobie z dzieckiem, u którego stwierdzono zaburzenia emocjonalne i brak radzenia sobie z nimi oraz nadruchliwość. Ciągle swoje emocje wylewa na mnie, bije mnie, okłada pięściami i na koniec chce się przytulić, kiedy ja sama nie jestem w stanie, bo potrzebuję czasu, żeby również się uspokoić wewnętrznie. Wymusza na mnie w trakcie histerii wiele rzeczy i udaje, że mdleje i bardzo w tym czasie to przeżywam, a później on się śmieje z tego, nie zdając sobie sprawy, że ja się martwię. Dziś wymyśliłam, że siadamy razem na łóżku, liczymy do dziesięciu, bierzemy kilka głębokich oddechów i potem, jak nam przejdzie, przytulamy się, ale po kilku minutach znowu dochodzi do podobnych sytuacji i to trwa zazwyczaj od godziny 11:00- 15:00. Syn ma prawie siedem lat, jak mam pomóc jemu i sobie. Zapisałam go do psychiatry i psychologa a termin dopiero za trzy miesiące, boję się, co będzie w szkole. Tłumaczę starszym moim dzieciom od niego, żeby nas w tym czasie wsparli i rozmawiali z nim, natomiast trzylatek widząc tę histerię robi mi podobnie, szczypie, bije, drze za włosy i ciężko go uspokoić i dopiero po 15-20 minutach przechodzi i się przytula i zachowuje, jakby nic się nie stało. Co powinnam robić w tym czasie, kiedy on mnie bije, zazwyczaj przeczekuję to i proszę o uspokojenie się albo tłumaczę, że tak nie można mamie robić, bo mama jest tylko jedna.
4 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: Kobieta łamie papierosa, przyjaciółka przybija jej piątkę

Nikotynizm - objawy, skutki i leczenie uzależnienia

Nikotynizm to poważny problem zdrowotny dotykający miliony osób na świecie, w tym wielu Polaków. Poznaj fakty o tym uzależnieniu, jego objawach, konsekwencjach zdrowotnych oraz skutecznych metodach walki z nałogiem.