
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Nastolatka zmęczona...
Nastolatka zmęczona życiem, szkołą i konfliktami w rodzinie oraz z przyjaciółką – myśli samobójcze i brak wsparcia w szukaniu pomocy
Treść wrażliwaKarolina
Jakub Butkiewicz
Pani Karolino,
z tego co Pani napisała wnioskuję, że Pani cierpienie osiągnęło punkt, w którym myśli o rezygnacji stają się jedyną dostępną formą ucieczki przed paraliżującym zmęczeniem i poczuciem osamotnienia. Takie myśli są bardzo silnym sygnałem alarmowym informującym o tym, że obecne koszty emocjonalne, jakie Pani ponosi, znacznie przewyższyły Pani aktualne zasoby radzenia sobie. To, że w głębi duszy nie chce Pani tych myśli, jest kluczową informacją – pokazuje to, że nie brakuje Pani chęci do życia, a jedynie sił do znoszenia obecnego bólu, który wydaje się nie do wytrzymania.
Bardzo ważne jest, aby nie zostawała Pani z tymi sygnałami sama, ponieważ w stanie tak wysokiego napięcia nasza ocena sytuacji bywa zniekształcona przez poczucie beznadziei. Proszę spróbować raz jeszcze porozmawiać z mamą, tłumacząc, że profesjonalna pomoc psychologiczna nie jest kwestią „opinii sąsiadów”, ale Pani podstawowego bezpieczeństwa i zdrowia. Jeśli płacz i ból gardła uniemożliwiają Pani rozmowę telefoniczną, proszę skorzystać z dostępnych czatów tekstowych dla osób w kryzysie (np. na stronie 116111.pl), gdzie może Pani pisać o swoich myślach we własnym tempie. Spotkanie ze specjalistą pozwoli Pani odzyskać poczucie wpływu na swoje życie i wspólnie wypracować strategie, które odciążą Panią z tego ogromnego ciężaru.
Pozdrawiam
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
Rozumiem, że czujesz się bardzo przytłoczona i samotna i jest to ważne, że o tym mówisz i szukasz pomocy, bo to pierwszy krok do zmiany. Masz prawo czuć się zmęczona i nie jesteś sama w tym wszystkim. Istnieją bezpieczne, anonimowe sposoby na wsparcie, nawet bez rozmowy z mamą czy dzwonienia.
Możesz skorzystać z platformy "Życie warte jest rozmowy" (zwjr.pl), gdzie anonimowo piszesz wiadomość do specjalisty, a odpowiedź przychodzi w ciągu 3 dni, bez telefonu czy kamerki. To idealne na kryzysy samobójcze i poczucie pustki, działa całodobowo i bezpłatnie. Na stronie Rzecznika Praw Dziecka jest też czat internetowy pod 800 12 12 12 i nie wymaga logowania, jest dyskretny i dostępny 24/7.
Telefon 116 111 to bezpłatna, anonimowa linia dla dzieci i młodzieży, gdzie konsultanci słuchają bez oceniania, nawet o uzależnieniu od telefonu czy relacjach z rodziną. Jeśli gardło boli od płaczu, zacznij od pisania na czacie, połączenie nie widać na rachunku. Inny numer to 800 12 12 12 z wsparciem psychologicznym dla nastolatków.
Bożena Nagórska
Karolino,
To, co Pani opisujesz, to stan wyczerpania i osamotnienia, który wymaga pilnej uwagi i profesjonalnego wsparcia. Poczucie pustki oraz pojawiające się myśli samobójcze są sygnałem, że Twoje zasoby emocjonalne zostały wyczerpane, a sytuacja domowa – w której czujesz się niesłyszana przez mamę i niesprawiedliwie traktowana w relacji z siostrą – tylko ten stan pogłębia.
Lęk mamy przed opinią otoczenia na wsi jest bolesną barierą, ale Twoje życie i zdrowie psychiczne są ważniejsze niż jakiekolwiek plotki. Skoro rozmowa o psychologu „ucichła”, warto podjąć ją jeszcze raz, tym razem kładąc nacisk na powagę Twojego stanu, lub samodzielnie poszukać pomocy, do której masz prawo.
Jeśli bariera gardła uniemożliwia rozmowę telefoniczną, proszę skorzystać z czatu tekstowego na stronie 116111.pl lub napisać wiadomość do Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę – tam można uzyskać pomoc w formie pisemnej. Karolinko, w szkole również masz prawo udać się do psychologa lub pedagoga, którzy są zobowiązani zachować dyskrecję i pomóc w rozmowie z rodzicami. Co do relacji z byłą przyjaciółką – masz pełne prawo do stawiania granic; nie musisz zmuszać się do bliskości z kimś, kto zawiódł, tylko po to, by uniknąć niezręczności. Proszę nie zostawaj z tym sama, pomoc jest dostępna i zasługujesz na to, by znów poczuć chęć do życia.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, ile Pani dźwiga, brzmi bardzo ciężko - i bardzo ważne, że Pani o tym napisała. To, że pojawiają się myśli samobójcze i czuje Pani pustkę, to sygnał, żeby nie zostawać z tym samej. Proszę powiedzieć o tym zaufanej osobie dorosłej (np. mamie, przyjacielem itp.).
Jeśli jest bardzo źle albo czuje Pani zagrożenie, proszę zadzwonić pod 116 111 (telefon zaufania dla dzieci i młodzieży) albo w nagłym kryzysie 112. Jeśli rozmowa przez telefon jest za trudna, 116 111 ma też wsparcie online.
(https://www.gov.pl/web/zdrowie/pomoc-psychologiczna)
To, że prosi Pani o pomoc, pokazuje dużo siły. Pani nie musi przez to przechodzić sama.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria

Zobacz podobne
Jestem z narzeczonym ponad 3 lata w po roku związku zamieszkałam u niego ze względu na dystans, bo miał do mnie 140 km, razem podjęliśmy decyzję, że chcemy razem zamieszkać. Było spokojnie zawsze jak przyjeżdżałam jego mama się cieszyła, że przyjeżdżam. Było spokojnie przez dwa miesiące potem jego matka zaczęła pić co najmniej raz w miesiącu po alkoholu robiła awantury, nie powiem bronił mnie, ale ona sobie nic z tego nie robiła nawet były rozmowy prośby czy kłótnia.Na co dzień wbijała szpilki, jakieś uwagi czy pretensje, cały czas mówiłam narzeczonemu, że ona jest o mnie zazdrosna, że traktuje go jak żona, ale mi nie wierzył. Dobrze się dogadywał z matką, ojca zawsze nie było a jak był to pił więc był wybawicielem matki. Po roku tych dram co miesiąc po wódzie miałam dość, oglądaliśmy mieszkanie, które nam się podobało, bo razem oglądaliśmy mówił, że nie chce tak już mieć w domu. Żadnej prywatności, bo miała pokój obok ani się pokłócić, ani porozmawiać nie mówiąc o zbliżeniach, pokój obok, bo na dole spala jego babcia. Po różnych sytuacjach dla mnie przykrych, po ostatniej awanturze w sierpniu gdzie po wypiciu była agresywna i spaliśmy w zamkniętym pokoju na klucz, powiedziałam, że to ostatni raz. Od pierwszej awantury prosiłam i wyprowadzenie się, ale narzeczony robił łazienkę potem pokój niby dla nas, ale za każdym razem mówiłam, żebyśmy nie kończyli tylko się wyprowadzili. On prosił o ostatnią szansę dla niej, bo może będzie lepiej i sama miałam taką nadzieję, ale się nie dało. Wszystko nie tak, nie mogłam mieć wolnego dnia, żebym coś dla mnie nie znalazła do pracy, posprzątać nie mogłam czy nastawić prania dla nas, bo pytania, czy ja leże jak mi się pierze. Ostatnia rozmowa była pod koniec października w 3 osoby wtedy usłyszałam, że nie jestem u siebie (pamiętałam o tym), mimo że pracowałam po 10h dziennie i jeszcze zapierdzielałam w domu czy ogrodzie. On nie raz mówił, że jak tak dalej będzie źle to się wyprowadzimy i też to oznajmił jej przy rozmowie, w trakcie zapytała, czy zaczynamy od nowa, odpowiedziałam, że możemy, dopóki się nie wyprowadzimy i wtedy powiedziała, że ja nie będę mieć powrotu, a on tak, że powinnam odpuścić i się przystosować...więc znalazłam mieszkanie i mimo próśb Jego się wyprowadziłam a on nic. Koniec końców sama się wyprowadziłam on mi pomógł po 2 miesiącach się do mnie przeprowadził niby było ok, ale byłam we wszystkim sama a po 3 miesiącach powiedział, że on wraca do swojego domu, bo jest dalej źle i że mogę z nim wrócić, w maju wrócił do domu rodzinnego mówiąc, że dużo pieniędzy tam włożył, że ja tego nie rozumiem i ma tam dużo pracy i nie chce jeździć bo jest na telefon..11km od domu. Przez pół roku namawiał mnie że chce, żebym i ja tam wróciła a ja nie chcę bronie się, no nie chce być wycieraczka i służącą, (awantury matki o to, że nie usługiwałam jego siostrze) ma dwie i każda mieszka daleko. Wolę zapracować wlasnymi rękami na Swoje nawet w kredycie. Bronie się rękami i nogami myślę, żeby się rozstać, bo jestem wykończona kłótniami o to, że on jest pewny w jej przemianę matki a ja nie, zapewnia mnie, że dałby sobie rękę uciąć, że nie wróci do picia. Przedstawiłam mu kompromisy, na które było od razu Nie ale sam nie chciał i nie znalazł rozmazania mówiąc, że go nie ma..nie wiem co mam zrobić. Poszliśmy na terapię gdzie terapeuta powiedział, że jest u niego parentyfikacja i nie ma miejsca tam na związek, więcej nie poszliśmy bo stwierdził że to nie pomogło. Zależy mi, ale nie chcę tak już. Od kiedy się wyprowadził rozlicza mnie, że pojechaliśmy do mojego domu i mu nie zatankowałam, że on chce 50/50, i wylicza mi wszystkie rzeczy, w których mogłam mu oddać koszty w których byliśmy razem. Mam miałam tam jechać to ręce się trzęsły, serce waliło i stres w kosmos, bo nie wiedziałam na co liczyć. Chcę spokojnego domu, w którym będę czuła się bezpiecznie razem we dwoje, swój ogród i wszystko, gdzie będę właśnie u siebie i będę mogła założyć rodzinę. Czy ze mną jest coś nie tak ? On mówi, że przesadzam, żebym jej odpuściła i dała jej szansę, bo się zmieniła, bo o mnie pyta. Ja widzę, że nie jestem jego priorytetem i nasz związek też nie, dla niego jego komfort ważniejszy od mojego zdrowia psychicznego.

