- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Związek na...
Związek na odległość a lęk i brak czułości - jak sobie radzić?
A8
Piotr Ziomber
Twój lęk w relacji na odległość jest zrozumiały i częsty gdyż wynika często z naturalnej tęsknoty i niepewności separacji. Opisujesz objawy przypominające lęk separacyjny lub styl przywiązania lękowego, gdzie brak inicjatywy partnerki potęguje poczucie niepewności. Lęk pojawia się wieczorami lub podczas rozrywek, bo separacja wyzwala pierwotne obawy o bliskość i porzucenie, zwłaszcza w związkach na odległość. Różne potrzeby czułości (ty pragniesz więcej przytuleń i słów "kocham", ona uważa, że okazuje dużo) mogą pochodzić z odmiennych doświadczeń lub stylów przywiązania - np. lękliwego u ciebie i unikającego u niej. Obecność dzieci dodatkowo budzi frustrację, bo konkurują o jej uwagę, co wzmacnia poczucie braku priorytetu. Użyj komunikatów "ja": zamiast "Nie okazujesz czułości", powiedz "Czuję się samotny, gdy brakuje mi przytulenia wieczorem i to dla mnie ważne dla bliskości". Zacznij od pozytywu, np. "Doceniam, jak się starasz", i słuchaj jej perspektywy bez oskarżeń a to zmniejszy konflikty. Omów konkretne rytuały, jak codzienne "dobranoc" z telefonem, by uniknąć czekania i nieporozumień.
Ustalcie stałe godziny rozmów głosowych lub wideo, by budować poczucie bezpieczeństwa. Ćwicz regulację emocji: gdy lęk narasta, zrób pauzę (oddech, spacer), zanim zadzwonisz impulsywnie. Planujcie spotkania z marginesem na jej dzieci, ale negocjujcie granice, np. "Po 23:00 czas dla nas". Rozważ terapię par lub indywidualną (CBT dla lęku separacyjnego), zwłaszcza przed przeprowadzką gdyż pomoże zrozumieć style przywiązania i negocjować priorytety. Jeśli konflikty tygodniowe nie maleją mimo rozmów, oceń, czy relacja spełnia twoje potrzeby.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam Pana,
Dziękujemy za wiadomość. Z tego, co Pan opisuje, bardzo wyraźnie widać lęk przed utratą bliskości, samotność i frustrację a także silną potrzebę bycia ważnym i wybieranym. Ten „ból w środku”, który pojawia się wieczorem, przy rozstaniach czy gdy nie ma telefonu, to często sygnał niezaspokojonej potrzeby bezpieczeństwa emocjonalnego a nie coś „nienormalnego” czy wstydliwego. Mam poczucie, że jest Pan rozdarty: z jednej strony tęskni Pan za czułością i inicjatywą z jej strony, z drugiej boi się Pan wyjść z tym wprost, żeby nie zostać odebranym jako wymagający albo odrzucony. To bardzo wyczerpujące miejsce/stan. Dodatkowo różnica w postrzeganiu faktów („ja okazuję dużo czułości” vs. Pana doświadczenie) może potęgować bezsilność i poczucie, że nie jest Pan naprawdę widziany.
Do refleksji, bez oceniania siebie:
Czego dokładnie najbardziej Pan potrzebuje w tym związku, żeby czuć się spokojniej?
Co się w Panu uruchamia, gdy Pan czeka na jej telefon: nadzieja, złość, lęk przed byciem mniej ważnym?
Jaką rozmowę należałoby odbyć nie o „kto ma rację” ale o różnicach w potrzebach bliskości?
To, co Pan przeżywa, ma sens w kontekście tej relacji i jej dynamiki. Warto o tym rozmawiać wprost, na poziomie uczuć i potrzeb, a nie dowodów. Jeśli lęk staje się bardzo intensywny i zabiera radość z codzienności, to wsparcie terapeutyczne może pomóc zrozumieć, skąd ten lęk się bierze i jak go regulować. Nie jest Pan „za bardzo”, jest Pan po prostu w potrzebie bliskości, taka jest moja refleksja.
Gdyby potrzebowal Pan podzielić się czymś jeszcze lub zapytać, zapraszamy ponownie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Natalia Przybylska
Dzień dobry. Czytając pana wypowiedź odnoszę wrażenie, że pana lęk wynika z konfliktu między silną potrzebą bliskości a szkodliwymi schematami komunikacji, które stosujecie Państwo w tym związku.
To co pan opisuje, rozumiem w następujący sposób:
Ten nagły lęk podczas gry czy spotkań może być sygnałem, że Pana system nerwowy traktuje brak kontaktu jako zagrożenie dla relacji. Pana mózg „skanuje” wtedy otoczenie, szukając potwierdzenia, że jest Pan dla niej ważny.
Czekanie, aż pana partnerka pierwsza zainicjuje kontakt, może być pewnego rodzaju strategią obronny, która zawsze kończy się lękiem lub kłótnią. Problem w tym, że ta strategia nie działa za dobrze bo zamiast bliskości, buduje mur wzajemnych pretensji.
Oczekiwanie, że pana partnerka domyśli się czego pan potrzebuje, to błąd poznawczy, który tylko potęguje pana cierpienie - nie jesteśmy w stanie się domyślać. Proszę spróbować rozważyć zastąpienie czekania na jej ruch jasnym komunikatem: „Czuję niepokój i brak bliskości, gdy tylko piszemy. Potrzebuję dziś usłyszeć Twój głos przed snem”. Taki komunikat z jednej strony będzie mówił jak się pan z tym czuje a z drugiej jasno zakomunikuje pan swoje potrzeby bez oskarżania drugiej osoby o cokolwiek.
Ważne jest też, żeby zauważyć, że dla każdego z nas "dużo czułości" to znaczy coś innego- dla jednej osoby będzie to raz dziennie a dla innej kilkanaście razy w ciągu dnia. Tu niestety nie ma "obiektywnych faktów". Z tego co rozumiem pana partnerki "dużo" to nadal zbyt mało dla pana. W świetle tego, co napisałam, spieranie się o to czy partnerka okazuje dużo czułości, czy też nie nic nie da. Zamiast udowadniać czyjkolwiek błąd, warto powiedzieć: „Wierzę, że się starasz, ale ja nadal czuję deficyt czułości i musimy wypracować sposób, który oboje uznamy za wystarczający”.
Myślę, że jeśli pan odczuwa lęk przed przyszłością w związku z przeprowadzką i jak to będzie układało się z partnerką i dziećmi też warto o tym powiedzieć i dążyć do ustalenia jasnych zasad, bo bez tego dzieci nie będą wiedziały że mają się dostosować do nowych reguł panujących w domu i najprawdopodobniej nie zmieni się nic, czyli będą wchodzić w pana przestrzeń z partnerką.
Życzę wszystkiego dobrego i powodzenia!
Natalia Przybylska
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Jeżeli partnerka mówi, że okazuje dużo czułości, a Pan tego nie doświadcza, to może oznaczać różnicę w językach bliskości. Partnerka może uważać, że pisanie w ciągu dnia albo bycie dostępną myślami jest czułością, a Pan potrzebuje głosu, inicjatywy, konkretnego czasu tylko dla Państwa. Tego nie da się rozstrzygnąć na poziomie „kto ma rację”, tylko na poziomie „jak ja się czuję”. Pana lęk może się nasilać, gdy potrzeby są długo niespełnione i niewypowiedziane. Im bardziej Pan je tłumi, tym silniej organizm może próbować je „wykrzyczeć” .
W tej sytuacji ważna może być jasna komunikacja oparta na emocjach i potrzebach, a nie na domyślaniu się czy czekaniu. W relacji bardzo pomaga mówienie wprost w schemacie czuję X, kiedy dzieje się Y, bo potrzebuję Z. Taki sposób mówienia nie jest oskarżeniem, tylko zaproszeniem do zrozumienia Pana świata. Rozmowa daje też możliwość szukania kompromisów. Kompromis nie oznacza rezygnacji z siebie, tylko znalezienie formy, która w jakimś stopniu odpowiada obu stronom.
Ważne jest również, by pamiętać, że w relacji potrzeby indywidualne nie znikają. Każdy ma prawo potrzebować więcej kontaktu, więcej czułości albo więcej przestrzeni. Dopiero gdy te potrzeby są nazwane i usłyszane, można sprawdzić, czy da się je pogodzić. Bez rozmowy lęk narasta, a napięcie przenosi się na codzienne sytuacje, nawet takie jak spotkanie z kolegą czy gra.
Jeżeli ma Pan poczucie, że te reakcje są bardzo intensywne i powtarzalne, dobrym krokiem byłaby także rozmowa z terapeutą, który pomoże Panu lepiej zrozumieć własne mechanizmy przywiązania i nauczyć się regulować lęk bez rezygnowania z siebie.
Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka
Daria Składanowska
Dzień dobry,
opisuje Pan silny lęk i napięcie w związku na odległość, a także potrzebę bliskości i poczucia bycia priorytetem. To naturalne, że w takiej sytuacji pojawiają się sprzeczne emocje — z jednej strony tęsknota i pragnienie kontaktu, z drugiej poczucie frustracji i niepewności, kiedy nie otrzymuje Pan tego, czego potrzebuje.
W takiej sytuacji pomocne może być skorzystanie z rozmowy z psychologiem, który pomoże zrozumieć te emocje, spojrzeć na swoje potrzeby i lęki z dystansu oraz znaleźć sposoby, aby funkcjonować w związku bez nadmiernego napięcia. Kontakt ze specjalistą daje bezpieczną przestrzeń do przeanalizowania trudnych uczuć i nauczenia się radzenia sobie z nimi.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :)
Składanowska Daria
Psycholog, Doradca zawodowy
Zobacz podobne
Witam. Mam problem z komunikacją w związku ze strony faceta. Jesteśmy ze sobą już 13 lat, wychowujemy córkę (14-latka z poprzedniego Związku) oraz naszego syna 11-latka. Problemy bywały różne, mieliśmy inne podejście do podziału obowiązku, odpowiedzialności i funkcjonowania w rodzinie. Między nami jest różnica 12 lat (mój narzeczony jest starszy). Pokonaliśmy wiele różnic i wypracowaliśmy normalny system rodzinny. Codziennie praca, dom i dzieci. Od pewnego czasu dzieci jeżdżą na weekendy do dziadków i mamy wtedy czas dla siebie i wspólnych znajomych, z którymi spotykamy się co jakiś czas. Od dłuższego czasu mój facet miewa zachwiania humoru, gdy coś mu się nie podoba, to w sposób bardzo dosadny o tym mówi. Często słyszę, że to moja wina, bo mam inne zdanie. Gdy zwraca uwagę bezpodstawnie dzieciom i one komunikują, że coś nie jest zgodne z prawdą, to słyszą, że nie musi z nimi rozmawiać, żeby nic od niego nie chcieli itp. Gdy przesadza, to rozmawiam z nim i próbuje zażegnać konflikt, wtedy słyszę, że podważam jego autorytet. Od kilku dni obraził się właśnie o wymianę zdań i nieodzywanie też do dzieci. Nie interesuje się czy coś im potrzeba, czy są głodne itp. Wraca z pracy, bierze coś do jedzenia, myje się i siada przed komputer, na którym ogląda różne filmy. Potem się kładzie i tak następny dzień nastaje. Na co dzień oboje pracujemy, ale w domu sprzątam tylko ja, robię zakupy, gotuję, szykuje śniadania, piorę itp. A gdy mówię, że nie jestem służącą i chcę, żeby robił, to ze mną to słyszę, że on pracuje ciężej i nie umie gotować, po co Sprzątać i prać codziennie, a zjeść można na mieście. Czasem wysyłam go z kolegą na działkę na ryby, żeby się zrelaksował i odpoczął od pędu i obowiązków (3/5 dni) ja oczywiście zostaje z dziećmi i żyje jak co dzień. Nigdzie nie chodzę po imprezach i nie wyjeżdżam sama, bo lubię wspólne podróże i wspomnienia. Czasami mam dość, bo to tak jak bym miała trójkę dzieci. Gdy jest ok, to potrafi dużo załatwić i ogarnąć spraw, ale gdy już się obrazi i jak mi dzieci świadkiem o jakiś wymysł to palcem nie ruszy i traktuje nas jak powietrze. Często podkreśla, że mieszkanie jest jego, że on to się dorobił, bo ma swoją firmę, a ja nie mam nic (jestem nauczycielem w przedszkolu) i na nic mnie sama nie stać. Że wychowuje dzieci na niezaradne, bo pozwalam im na telefon czy wyjazdy weekendowe i jedyne co będą w życiu mogli Robić to pracować w biedronce. Często myślę sobie, że nie zasługuje na takie komentarze i nie mam czasu na fochy, bo gdy mam dość i nie chce rozmawiać, to rozmawiam służbowo przez dzień czy dwa, ale dzieci nie odczuwają tego, bo funkcjonuje wtedy normalnie tyle, że w większej ciszy do ich ojca. Kiedyś wspomniałam o terapii, że może warto pójść do psychologa i porozmawiać, bo może oboje coś źle robimy bądź źle widzimy, ale wtedy słyszę „to idz, tobie się przyda psycholog, bo coś jest z tobą nie tak, ja nie mam potrzeby”. Jak mogę pomóc sobie bądź nam, żeby żyło się łatwiej ?
Jestem mężatką od 18 lat z Włochem. Mieszkamy we Włoszech, mamy 2 dzieci, syn 10 lat i córka 15 lat.
Od wielu lat to małżeństwo nie funkcjonuje, tak jak powinno, a dokładnie od narodzin drugiego dziecka.
Mój mąż zaczął oddalać się ode mnie po narodzinach syna.
Do 8 roku życia synka mąż usypiał go w naszej sypialni i syn spał między nami w łóżku. Po jakimś czasie doszło do mnie, że mąż tworzył mur w postaci dziecka między nami.
Na moje prośby, żeby zmienić tę sytuację, mąż praktycznie nie reagował. Wydaje się, że mąż ma małe potrzeby seksualne, bo w ogóle nie potrzebuje seksu, a seks uprawiamy tylko od 3 do 5 razy do roku i to na moją zachętę, mąż nigdy o to nie zabiega. Kłócimy się prawie codziennie, oddaliliśmy się bardzo, gdyby nie dzieci już dawno odeszłabym od niego.
Rozmawiamy tylko o dzieciach, nie mam z nim żadnych tematów, bo on niczym się nie interesuje oprócz piłki nożnej. Dodam, że mąż jest ode mnie starszy o 9 lat.
Jakieś 3 tyg temu przyznał mi się, że mamy problemy finansowe, bo nie płacił regularnie podatków od 2017 roku i mamy ogromne zadłużenie. Ukrywał to przede mną przez tyle lat, a ja w ogóle się nie domyślałam, ufałam mu w 100%, jeśli chodzi o finanse. Dawał mi stabilność finansową i to mi rekompensowało w pewnym stopniu jego chłód emocjonalny i oddalenie się ode mnie jako kobiety i żony.
Często myślałam o odejściu od niego, ale dla mnie dzieci są na 1 miejscu i nie chce im rozbijać rodziny, ale one widzą, jak to małżeństwo funkcjonuje i codzienne kłótnie i boję się, że to ma na nich ogromny wpływ i na ich przyszłość.
Dodam jeszcze, że podejmowaliśmy z mężem kilkakrotnie terapie małżeńskie, ale nic to między nami nie zmieniło.
Żyjemy jak przysłowiowy pies z kotem.
Bardzo proszę o poradę.
Kasia
Mój mąż ma depresję. Gdy chcę, żeby spędził czas ze mną i dziećmi, nie ma siły. Niezwykle rzadko spędza czas z dziećmi sam. Głównie to ja zajmuje się opieką i zabieram je gdzieś popołudniami czy w weekendy. Co jakiś czas mój mąż ma ochotę pojechać do kolegów, wyjechać gdzieś w kolegami. Ostatnio popłynął w kilkudniowy rejs, teraz wysłał mi informację o jakimś obozie dla mężczyzn. Po raz kolejny zwróciłam mu uwagę, że czuję jakby nie miał dla nas sił, a kiedy jakieś się pojawiają, jego priorytetem są jego własne potrzeby. Mówi wtedy, że nie rozumiem jego depresji i nie akceptuje jego choroby. Ale nielogicznym dla mnie jest, że nie ma siły dla nas, ale na coś z innymi ludźmi już tak. Jakbyśmy byli ciężarem. Jest to dla mnie bardzo przykre.
Czy to naprawdę tak wygląda, czy może to tylko wymówka? Ostatnio zdenerwowałam się i powiedziałam mu wprost, żeby nie zdziwił się kiedyś jak dzieciaki podrosną i będą dzwonić i przyjeżdżać do mamy, a my będziemy tylko współlokatorami. Znów usłyszałam, że nic nie rozumiem.

