Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Związek na odległość a lęk i brak czułości - jak sobie radzić?

Witam, mam pewien klopot - nie wiem kompletnie z czego to wynika, a byc moze jest to naturalne. Jestem z dziewczyna w zwiazku na odleglosc. Dzisiaj np. Pisalismy caly dzien (bez zadnych czulosci - bo raczej mi tego w zwiazku brakuje) i teraz kolo godziny 20:00, kiedy gralem z kolega (wlasciwie nie wazne co robilem..) pojawia sie okropny lęk - jest to na prawde uciazliwe, przyjemnosc z gry znika, mysle jak ja szybko zakonczyc… mysle o kontakcie - ale tez z jakichs wzgledow sam nie chce dzwonic bo byc moze chcialbym aby ona czesciej inicjowala kontakt brakuje mi tego, brakuje mi czestszych slow kocham, przytulenia na zywo. Najdziwniejsze jest to ze ona sama twierdzi ze okazuje mi duzo czulosci i czesto mnie przytula - co jest totalna nieprawda ale jak mam o tym z nia rozmawiac skoro ona “uwaza ze fakty sa inne”. Kiedy spotkam sie z kolega tez zaczynam szybko czuc lęk - nie wiem czy wyczuwam jej lęk, czy jestem zly ze widzimy sie na tydzien i zaraz znowu nie bedziemy a ja ten czas wykorzystuje na kolege. Kazde “dobranoc” bez telefonu wieczorem tez uruchamia w srodku taki “bol”. Boje sie ze kiedy sie przeprowadze tez bede to czuc bo sa jej dzieci ktorym poswieca wiele czasu… a czasem nawet jak wreszcie siadziemy wieczoremrazem nagle o 23:00 schodzi na dol 9 latek bo mu sie nudzi- mnie to drazni a ona uwaza, ze jak on ma taka ochote to nie bedzie go wyganiac. Brakuje mi czasu z nia, czulosci - bycia priorytetem. Choc w jej slowach kocha mnie i jestem dla niej wazny… ciagniemy to mimo, ze kazdego tygodnia sa nie porozumienia i czuje bardzo zle… teraz np. widze, ze juz do mnie pisze ale… nie zadzwoni - wiem - tez moge zadzwonic. Nie rozumiem sam siebie. Chcialbym uslyszec jej glos na dobranoc i slowo kocham ale jest to co jakis czas - a rozrywa mnie od srodka jak dostaje po slabym kontakcie w dzien zwykle “dobranoc :*” w wiadomosci… i sam bym mogl wtedy zadzwonic - kilka razy sie okazalo, ze kiedy ja myslalem, ze ona jest zajeta dziecmi bo podobno zawsze to jest przeszkoda zeby sie odezwac to kiedy ja czekam ona tez czeka i byla syt. Ze sie mocno poklocilicmy bo “ja sie nie odezwalem”. Ona dajac mi znac ze jest mocno zajeta tez czeka na moj telefon…
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Twój lęk w relacji na odległość jest zrozumiały i częsty gdyż wynika często z naturalnej tęsknoty i niepewności separacji. Opisujesz objawy przypominające lęk separacyjny lub styl przywiązania lękowego, gdzie brak inicjatywy partnerki potęguje poczucie niepewności. Lęk pojawia się wieczorami lub podczas rozrywek, bo separacja wyzwala pierwotne obawy o bliskość i porzucenie, zwłaszcza w związkach na odległość. Różne potrzeby czułości (ty pragniesz więcej przytuleń i słów "kocham", ona uważa, że okazuje dużo) mogą pochodzić z odmiennych doświadczeń lub stylów przywiązania - np. lękliwego u ciebie i unikającego u niej. Obecność dzieci dodatkowo budzi frustrację, bo konkurują o jej uwagę, co wzmacnia poczucie braku priorytetu. Użyj komunikatów "ja": zamiast "Nie okazujesz czułości", powiedz "Czuję się samotny, gdy brakuje mi przytulenia wieczorem i to dla mnie ważne dla bliskości". Zacznij od pozytywu, np. "Doceniam, jak się starasz", i słuchaj jej perspektywy bez oskarżeń a to zmniejszy konflikty. Omów konkretne rytuały, jak codzienne "dobranoc" z telefonem, by uniknąć czekania i nieporozumień.

Ustalcie stałe godziny rozmów głosowych lub wideo, by budować poczucie bezpieczeństwa.​ Ćwicz regulację emocji: gdy lęk narasta, zrób pauzę (oddech, spacer), zanim zadzwonisz impulsywnie.​ Planujcie spotkania z marginesem na jej dzieci, ale negocjujcie granice, np. "Po 23:00 czas dla nas".​ Rozważ terapię par lub indywidualną (CBT dla lęku separacyjnego), zwłaszcza przed przeprowadzką gdyż pomoże zrozumieć style przywiązania i negocjować priorytety. Jeśli konflikty tygodniowe nie maleją mimo rozmów, oceń, czy relacja spełnia twoje potrzeby. 

 

 

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pana,

 

Dziękujemy za wiadomość.  Z tego, co Pan opisuje, bardzo wyraźnie widać lęk przed utratą bliskości, samotność i frustrację a także silną potrzebę bycia ważnym i wybieranym. Ten „ból w środku”, który pojawia się wieczorem, przy rozstaniach czy gdy nie ma telefonu, to często sygnał niezaspokojonej potrzeby bezpieczeństwa emocjonalnego a nie coś „nienormalnego” czy wstydliwego. Mam poczucie, że jest Pan rozdarty: z jednej strony tęskni Pan za czułością i inicjatywą z jej strony, z drugiej boi się Pan wyjść z tym wprost, żeby nie zostać odebranym jako wymagający albo odrzucony. To bardzo wyczerpujące miejsce/stan. Dodatkowo różnica w postrzeganiu faktów („ja okazuję dużo czułości” vs. Pana doświadczenie) może potęgować bezsilność i poczucie, że nie jest Pan naprawdę widziany.

Do refleksji, bez oceniania siebie:
Czego dokładnie najbardziej Pan potrzebuje w tym związku, żeby czuć się spokojniej?
Co się w Panu uruchamia, gdy Pan czeka na jej telefon: nadzieja, złość, lęk przed byciem mniej ważnym?
Jaką rozmowę należałoby odbyć nie o „kto ma rację” ale o różnicach w potrzebach bliskości?

 

To, co Pan przeżywa, ma sens w kontekście tej relacji i jej dynamiki. Warto o tym rozmawiać wprost, na poziomie uczuć i potrzeb, a nie dowodów. Jeśli lęk staje się bardzo intensywny i zabiera radość z codzienności, to wsparcie terapeutyczne może pomóc zrozumieć, skąd ten lęk się bierze i jak go regulować. Nie jest Pan „za bardzo”, jest Pan po prostu w potrzebie bliskości, taka jest moja refleksja. 

 

Gdyby potrzebowal Pan podzielić się czymś jeszcze lub zapytać, zapraszamy ponownie.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry. Czytając pana wypowiedź odnoszę wrażenie, że pana lęk wynika z konfliktu między silną potrzebą bliskości a szkodliwymi schematami komunikacji, które stosujecie Państwo w tym związku.

 

To co pan opisuje, rozumiem w następujący sposób:

Ten nagły lęk podczas gry czy spotkań może być sygnałem, że Pana system nerwowy traktuje brak kontaktu jako zagrożenie dla relacji. Pana mózg „skanuje” wtedy otoczenie, szukając potwierdzenia, że jest Pan dla niej ważny.

Czekanie, aż pana partnerka pierwsza zainicjuje kontakt, może być pewnego rodzaju strategią obronny, która zawsze kończy się lękiem lub kłótnią. Problem w tym, że ta strategia nie działa za dobrze bo zamiast bliskości, buduje mur wzajemnych pretensji. 

Oczekiwanie, że pana partnerka domyśli się czego pan potrzebuje, to błąd poznawczy, który tylko potęguje pana cierpienie - nie jesteśmy w stanie się domyślać. Proszę spróbować rozważyć zastąpienie czekania na jej ruch jasnym komunikatem: „Czuję niepokój i brak bliskości, gdy tylko piszemy. Potrzebuję dziś usłyszeć Twój głos przed snem”. Taki komunikat z jednej strony będzie mówił jak się pan z tym czuje a z drugiej jasno zakomunikuje pan swoje potrzeby bez oskarżania drugiej osoby o cokolwiek. 

 

Ważne jest też, żeby zauważyć, że dla każdego z nas "dużo czułości" to znaczy coś innego- dla jednej osoby będzie to raz dziennie a dla innej kilkanaście razy w ciągu dnia. Tu niestety nie ma "obiektywnych faktów". Z tego co rozumiem pana partnerki "dużo" to nadal zbyt mało dla pana. W świetle tego, co napisałam, spieranie się o to czy partnerka okazuje dużo czułości, czy też nie nic nie da. Zamiast udowadniać czyjkolwiek błąd, warto powiedzieć: „Wierzę, że się starasz, ale ja nadal czuję deficyt czułości i musimy wypracować sposób, który oboje uznamy za wystarczający”.

 

Myślę, że jeśli pan odczuwa lęk przed przyszłością w związku z przeprowadzką i jak to będzie układało się z partnerką i dziećmi też warto o tym powiedzieć i dążyć do ustalenia jasnych zasad, bo bez tego dzieci nie będą wiedziały że mają się dostosować do nowych reguł panujących w domu i najprawdopodobniej nie zmieni się nic, czyli będą wchodzić w pana przestrzeń z partnerką. 

 

Życzę wszystkiego dobrego i powodzenia!

Natalia Przybylska

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Jeżeli partnerka mówi, że okazuje dużo czułości, a Pan tego nie doświadcza, to może oznaczać różnicę w językach bliskości. Partnerka może uważać, że pisanie w ciągu dnia albo bycie dostępną myślami jest czułością, a Pan potrzebuje głosu, inicjatywy, konkretnego czasu tylko dla Państwa. Tego nie da się rozstrzygnąć na poziomie „kto ma rację”, tylko na poziomie „jak ja się czuję”. Pana lęk może się nasilać, gdy potrzeby są długo niespełnione i niewypowiedziane. Im bardziej Pan je tłumi, tym silniej organizm może próbować je „wykrzyczeć” . 

W tej sytuacji ważna może być jasna komunikacja oparta na emocjach i potrzebach, a nie na domyślaniu się czy czekaniu. W relacji bardzo pomaga mówienie wprost w schemacie czuję X, kiedy dzieje się Y, bo potrzebuję Z. Taki sposób mówienia nie jest oskarżeniem, tylko zaproszeniem do zrozumienia Pana świata. Rozmowa daje też możliwość szukania kompromisów. Kompromis nie oznacza rezygnacji z siebie, tylko znalezienie formy, która w jakimś stopniu odpowiada obu stronom.
 

Ważne jest również, by pamiętać, że w relacji potrzeby indywidualne nie znikają. Każdy ma prawo potrzebować więcej kontaktu, więcej czułości albo więcej przestrzeni. Dopiero gdy te potrzeby są nazwane i usłyszane, można sprawdzić, czy da się je pogodzić. Bez rozmowy lęk narasta, a napięcie przenosi się na codzienne sytuacje, nawet takie jak spotkanie z kolegą czy gra.


Jeżeli ma Pan poczucie, że te reakcje są bardzo intensywne i powtarzalne, dobrym krokiem byłaby także rozmowa z terapeutą, który pomoże Panu lepiej zrozumieć własne mechanizmy przywiązania i nauczyć się regulować lęk bez rezygnowania z siebie.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


opisuje Pan silny lęk i napięcie w związku na odległość, a także potrzebę bliskości i poczucia bycia priorytetem. To naturalne, że w takiej sytuacji pojawiają się sprzeczne emocje — z jednej strony tęsknota i pragnienie kontaktu, z drugiej poczucie frustracji i niepewności, kiedy nie otrzymuje Pan tego, czego potrzebuje.

 

W takiej sytuacji pomocne może być skorzystanie z rozmowy z psychologiem, który pomoże zrozumieć te emocje, spojrzeć na swoje potrzeby i lęki z dystansu oraz znaleźć sposoby, aby funkcjonować w związku bez nadmiernego napięcia. Kontakt ze specjalistą daje bezpieczną przestrzeń do przeanalizowania trudnych uczuć i nauczenia się radzenia sobie z nimi.

 

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :)

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca zawodowy

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Praca nad relacją z partnerem - moja nagła chorobliwa zazdrość, agresja, kłamstwo. Co się dzieje, jak temu zaradzić?
Chciałabym zapytać, skąd mogą pochodzić poniżej opisane zachowania czy mam jakieś zaburzenia? Jestem z partnerem od około 2 lat: rok na odległość i rok mieszkając wspólnie. Od początku nasza relacja była dość cieżka i wymagała wiele pracy od nas obojga. On kontrolował, nie ufał, prawdopodobnie zdradzał. (Przyłapany na tinderze i innych mediach społecznościowych). Wydaje się, że od kilku miesięcy mamy złe dni już za sobą, zdecydowałam się z nim zostać i oboje staramy się, żeby relacja funkcjonowała bardzo dobrze. Ostatnio jednak z mojej strony pojawiły się ataki zazdrości/złości. Chorobliwa zazdrość - byliśmy na imprezie i zobaczyłam rozmawiającą z nim i z jego kolegą dziewczynę i tak się zdenerwowałam, aż do niej podeszłam i ja odciągnęłam od nich siłą. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale to było takie nagłe ukłucie złości pomieszanej z zazdrością. Impulsywne kłamstwo, żeby poczuł się gorzej - wyszedł na cały dzień z kolegą, mimo że wiedział, że ma przekazać komputer kurierowi pomiędzy 15 a 18. Nie wrócił na czas, kurier był, ale ja się kąpałam i nie otworzyłam mu drzwi. Partnerowi skłamałam, że kurier był, ale nie mógł odebrać przesyłki, bo była na jego dane osobowe i nie mogłam jej wydać ja. Wydało się następnego dnia, bo przyjechał ten sam kurier i powiedział, że po prostu, że nikt mu nie otworzył, a ja następnie wstałam i dramatycznie podeszłam do drzwi jak już wyszedł udając, że chciałam się z nim skonfrontować. Wstyd, poczucie winy. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Chciałam dać mu nauczkę? Nie wiem... może raczej, że za długo był z kolegą? Sama nie wiem, ale czy może to była taka chęć zemsty, że wyszedł? Może za bardzo chcę go kontrolować? Nie chcę tego robić, chcę, żeby był ze mną bez przymusu. Skąd się biorą takie impulsywne i niemądre zachowania? Jak to kontrolować?
Chciałabym zakończyć relację z mężczyzną, który jest dziecinny, nie zarabia na siebie, nie ma między nami emocji, ja robię wszystko od rana do wieczora. Jednak boję się, że nie będę nigdy w lepszej sytuacji.
Nie mam z kim porozmawiać. Nie oczekuję, że ktoś to przeczyta. Nie znalazłam innego miejsca, gdzie mogę to napisać. Nie mam żadnych znajomych, koleżanek ani przyjaciółek. Mam faceta, mieszkamy razem. Z jego strony co prawda nigdy nie padło stwierdzenie, że jesteśmy parą/razem, ale wprowadził się do mojego mieszkania 10 lat temu i tak to trwa... Z jego strony nigdy nie padło żadne stwierdzenie na temat wspólnej przyszłości, nigdy nie padło stwierdzenie o ślubie, nie wspominając o dzieciach, o planach na przyszłość. On takowych nie ma. Żyje sobie z dnia na dzień nie myśląc o jutrze. Nie myśli o posiadaniu swojego mieszkania (chodzi mi o to, że mieszka u mnie i dla niego to nie problem). On nie planuje zmiany mieszkania, abyśmy mieli wspólne czy większe. Jeździ moim samochodem, co dla niego nie jest problemem. W weekend ja samochód umyję, wyczyszczę. Ja zajmuję się wszystkim, organizuję dom (ja gotuję, pranie, sprzątanie, remonty, etc.). Poproszenie go o naprawę czegokolwiek oznacza tygodniowe zrzędzenie i oczywiście nie kiwnięcie nawet palcem w danej sprawie, po czym się kłócimy i znowu problem na moich barkach. Kilkukrotnie zaproponowałam, że miło byłoby, gdyby coś ugotował, ponieważ 7 dni w tygodniu gotuję ja. Zaśmiał się, że może mi zupkę chińską przynieść ze sklepu jak sobie wstawię wodę w czajniku i tak ze wszystkim. Próbowałam nie gotować, nie prać. To nie problem ... je bułki cały dzień i zapija je monsterami, a z kosza na ubrania wyjmie gacie i włoży na lewą stronę; w taki sposób po jakimś czasie zmusza mnie prania itd. Seksu brak od początku. Najpierw nie chciałam, później stwierdziłam, że jak się jest przed 40-stką, to warto spróbować. Nie udaje się, nie idzie. On jest zbyt, z jednej strony dziecinny, bo komentarze kilkunastoletniego dziecka stykają się z tym, że on nie wie co robi, przez co jest bolesny. Zwracałam uwagę; najpierw sugestią, potem mówiąc wprost. Bez efektu, za każdym razem to samo. Jemu trzeba mówić krok po kroku co ma robić, tylko, że to i tak bez skutku.. Za każdym razem zawód, dlatego ograniczam bliskość na raz do roku. Nic nie czuję, wszystko dzieje się poza mną. :( Ostatnio w trakcie stwierdziłam, że to nie ma sensu po tym jak zaczął na głos zastanawiać się jakiego burgera zje w Burger Kingu. Na nic skupienie czy wyobrażanie sobie w głownie różnych rzeczy skoro ani orgazmu ani nawet nuty emocji. Próbowałam kilku sposobów, by coś zmienić; ale nic a on nie docenia. Zazwyczaj komentuje w jakiś - wg niego - zabawny, lecz dziecinny sposób niemający wiele wspólnego z romantyzmem. Zachowuje się na chłopaczek nastoletni ciągle zawstydzony wszystkim. Nigdy nie mogę z nim porozmawiać poważnie o nas, o naszym związku, dlatego o seksie również nie będę próbować. Już widzę to zawstydzenie na twarzy i pytanie czy mamy słoik ogórków kiszonych, bo jak nie to on musi do sklepu:( On w każdej poważnej sytuacji sobie żartuje, zmieniając temat, lekceważy co mówię lub manipuluje słowami i udaje, że nie rozumie. A ja chciałabym wiedzieć jaki jest mój status, czy osiągnęłam już wszystko co mogłam w tej relacji i byciem dla niego jedynie stancją i dzieleniem kosztów za lokum. Ja mam kredyt, spłacam sama. Wszystko co związane z mieszkaniem utrzymuję sama, on się nie dokłada. Gdy ktoś z rodziny pyta kłamię, że dzielimy koszty po połowie, bo mi wstyd. On dorzuca się 50% do jedzenia i czynszu za mieszkanie. Przez kilka lat dużo pracowałam. Od poniedziałku do niedzieli po kilkanaście godzin dziennie, ponieważ nie osiągam wielkich dochodów i niestety mam niskie perspektywy zatrudnienia brałam każda godzinę pracy, myśląc o przyszłości. Ostatnio praca mnie omija, mam mało zleceń. Mniej zarabiam. Powiedziałam, że mam ograniczone środki finansowe, a on że "jestem silną niezależną kobietą poradzę sobie" (i zaczął się śmiać). Powiedział tak tylko dlatego, żebym nie próbowała "żyć na jego koszt". Najczęściej spędzamy czas przed komputerami. Ja przed swoim, a on przed swoim. Nie chodzimy na miasto, nie wyjeżdżamy za miasto, nie chodzimy na spacery, nie mamy wspólnego zainteresowania. On ciągle leży i gra w gry na komputerze lub przegląda strony sportowe połączone z odsłuchiwaniem yt. Czasami doprowadza mnie do frustracji, krzyczę, wyzywam go, że to lub to trzeba zrobić. Po 30 minutach wyzywania i krzyczenia na cały blok wyniesie śmieci, ale sam nigdy :( Po takich sytuacjach zawsze czuję się podle; czuję się winna. Winna... właśnie ... zawsze jestem winna. Jako, że on nie ma żadnych potrzeb i oczekiwań od życia a ja czasami chcę gdzieś pójść lub pojechać, to ponoszę win za wszystko co się wtedy wydarzy, od popsutych rogatek ("to Ty chciałaś jechać, to teraz cierp") po inne problemy. Brakuje mi osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Nie wiem czy powiedziałabym jej to co napisałam, ale zmieniłabym na kilka chwil otoczenie, wyszła z domu. Próbowałam szukać na fb i forach bratniej duszy, z którą można by się zaprzyjaźnić. Nie udało się. Po wymianie kilku wiadomości znajomość się kończy. Nie mam wielu hobby (o ile jakieś mam), nie umiem robić nic dobrze, raczej we wszystkim jestem słaba lub średnia). Nie umiem grać w gry planszowe, w karty, płynnie angielskiego, aby podróżować po odległych zakątkach (proponowano podróż do Indii - nie zgodziłam się; kontakt się urwał), nie chodzę na dyskoteki i stresuje mnie przebywanie w grupie, więc szybko odpadam jako potencjalna koleżanka. Chętnie się nauczę od kogoś grać w planszówki, ale nie mam od kogo. Nie mam również urlopu w pracy, po pracuję na umowy o dzieło /zlecenia (i moi klienci szybko znajdą kogoś innego na moje miejsce, więc nie ryzykuję utraty pracy). Owszem czasami gdzieś jadę za granicę, ale z pracą (online) i trochę zwiedzam, a trochę pracuję. Chciałabym poznać kumpelkę, z którą mogłabym pogadać, pospacerować, czasami coś poprzymierzać w sklepach, skomentować, posłuchać o jej problemach i opowiedzieć o swoich. Kogoś z kim można spotkać się w realnym życiu. Kogoś, kto będzie powodem do wyjścia z domu. Nie mam pomysłu jak to zrobić. Jestem na tyle aspołeczna, że nawet gdy zaczęłam chodzić na jakiś kurs nie umiałam się do nikogo odezwać, poza "cześć" na wejściu, nie umiałam się przebić. Oni zorganizowali się w paczkę, z którą spędzają czas, ja nie jestem zapraszana. Zawsze stoję obok, sama. To samo w każdym innym miejscu, zawsze czuję na sobie wzrok innych i uśmiech (niekoniecznie życzliwy). Nie umiem podrywać facetów, nie jestem zbyt urodziwa, więc na nadmiar zainteresowania nigdy nie narzekałam. Każde miejsce, w którym jest więcej niż jedna osoba powoduje mój dyskomfort, na tyle silny, ze np. wolę zapłacić karę niż pójść do jakiejś instytucji coś wyjaśnić itd. Wiem, że nie mam motywacji do żadnych działań. Szybko jestem zmęczona, często płaczę (bez powodu), stale myślę o smutnych rzeczach. Wiele razy chciałam się rozstać. Trzy razy prosiłam go o to by się wyprowadził, bezskutecznie. Wydawało mi się, że gdy będę mówić spokojnie, bez podnoszenia tonu głosu i bez emocji to zrozumie, że ma się wyprowadzić, ale nie zrozumiał. Olał. Za każdym razem olał; wrócił do komputera i leżał. Po tym jak zapytałam kiedy się wyprowadzi stwierdził, że "przecież nie dzisiaj; należy się termin każdemu lokatorowi"... Ustalaliśmy ten termin i dalej nic. Po tym terminie zaczynał rozmawiać jakby nigdy nic. Momentami myślę, że mu moi rodzice płacą żeby ze mną mieszkał, bo nie wierzę, ze faceci tak mogą.... Mam świadomość, że jeśli kiedykolwiek usunęłabym go ze swojego życia, to na pewno nie zaangażuję się w żaden inny związek. Mam problem z seksem, a jednak dla facetów to ważne. Poza tym czuję silne zmęczenie, nie wyobrażam sobie, by ktoś ze mną mieszkał. Ale też wiem, że gdyby doszło do rozstania to moja rodzina obarczałaby mnie za to. Oni uważają, że chwyciłam Pana Boga za nogi i powinnam siedzieć cicho (on jest wykształconym człowiekiem, niestety zbyt dobrze znającym swoje prawa dlatego są problemy z eksmisją; umie też mną zaszantażować bo zna moje słabe punkty), poza tym jak raz człowiek złapał faceta, to nie można go zmieniać - takie opinie ma moja rodzina. Zdaję sobie sprawę, że musiałabym zerwać kontakty z rodzicami i ograniczyć z pozostałą częścią rodziny. Niestety, znam ich na tyle dobrze, że wiem jak by reagowali. Uważaliby, że to moja wina, że jestem głupia i nie nadaję się do niczego. Przechodzę dość częśto takie docinki, zazwyczaj nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, ale jestem dobrym obiektem do śmiechu i żarów (nawet wśród rodziców) bo zawsze się gdzieś uderzę albo mam przygodę (nie z mojej winy). Podsumowując, dzisiaj widział, że od rana mam gorszy nastrój (przyczynił się wczoraj), ale udaje że nic się nie stało. Siedzi w innym pokoju i klika myszką... Ani razu nie zapytał, nawet czy wszystko jest ok albo dlaczego płaczę... O nic. Wg niego jest fajnie, nic od niego nie chcę, nie przeszkadzam mu. Zamówiłam pizze na obiad, odebrałam więc wystarczyło tylko ułamać kawałek i super, bo o dziwo ułamał sam, nie prosił o podanie ...
Zaburzenia osobowości partnera a toksyczna relacja - jak dbać o siebie?

Od pewnego czasu przeżywam trudności w moim związku. 

Mój partner ma stwierdzone zaburzenia osobowości, co sprawia, że nasza relacja stała się trochę toksyczna. 

Często czuję się manipulowany i obwiniany za sytuacje, na które nie mam wpływu. Z jednej strony bardzo mi na nim zależy, ale z drugiej coraz bardziej odczuwam, że tracę siebie. 

Konflikty między nami są intensywne i wyczerpujące, a ja coraz częściej zastanawiam się, czy jestem w stanie to znosić dalej. Tego typu toksyczne zachowania zaczynają wpływać na moje poczucie wartości i samoocenę. Często czuję się zagubiony i przytłoczony, nie wiedząc, jaką decyzję podjąć. 

Czy w takiej sytuacji lepiej skupić się na wsparciu partnera, czy raczej na ochronie własnego zdrowia psychicznego? Jakie działania mogę podjąć, by poradzić sobie z tą sytuacją, nie pogarszając naszej relacji? 

Nie spędzam z mężem czasu, przez jego pracę od rana do wieczora.
Mój mąż pracuje w gospodarstwie rolnym, 60 krów. Codziennie trzeba poświęcać na to około 6godzin, resztę czasu mąż spędza na remontach budowlanych... Z domu wychodzimy około 5 rano, mąż przychodzi tylko zjeść i pracuje codziennie do 20. Ja mu dużo razy mówiłam, żeby spędził trochę czasu ze mną, on uważa, że musi to wszystko skończyć.
Trudna relacja z ex-partnerem
Jestem osobą homoseksualną . Byłem z partnerem 8 lat, po rozstaniu łączyła nas intymna relacja gdzie rodzinie mówiłem że nic nie ma między nami - po jakimś czasie wyszło to na jaw. Próbowałem go odtrącić by sam zrezygnował ze mnie , bezskutecznie . Poznałem kogoś nowego , bałem się aby ex nie dowiedział się o nowej relacji i żyłem w bańce . Wypisywał do mnie, wysyłał zdj zachęcające do spotkań i początkowo się wzbraniałem ale po jakimś czasie przekonał mnie do tych spotkań ( chciałbym zaznaczyć że ex moim zdaniem jest toksyczny , próbuje mieć władzę nad wszystkim i nad wszystkimi , lubi stawiać mnie w złym świetle choć wiem że to moja wina . W grę również wchodził „chemsex” gdzie nie domownica byłem świadomy , wykorzystał to nagrywając i robiąc zdjęcia . Gdy parę dni wyszło na jaw moje jakby podwójne życie - zaczął szukać mojego partnera w internecie , znalazł go i wysłał mu to co zrobił opisując sytuację między nami , do mojego szwagra też wysłał wiadomości i zdjęcia . Mam wrażenie że jestem chory psychicznie i nie umiem odciąć się od ex , nie umiem sobie poradzić z tym , nie wiem jak walczyć . Przez moment miałem myśli że nie nadaje się do życia z ludźmi . Czy może ktoś mi pomóc z tego wyjść ponieważ moje życie to stek kłamstw
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.