
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Związek na...
Związek na odległość i trudności emocjonalne: jak radzić sobie z lękiem i unikaniem
Nami
Weronika Kliber
Dzień dobry,
ważne jest też to, co Pani sama zauważa: chce Pani walczyć, ale jednocześnie czuje, że musi zadbać o siebie. To bardzo zdrowa refleksja. Warto się zastanowić,
„czy ta relacja, w obecnej formie, pozwala mi funkcjonować bez ciągłego lęku, napięcia i poczucia bycia na łasce drugiej osoby?”
Relacje, w których cyklicznie pojawia się brak kontaktu, wycofanie i niepewność, są szczególnie trudne dla osób z lękowym stylem przywiązania. Nawet najlepsze intencje nie zawsze wystarczają, jeśli warunki (odległość, brak perspektywy zmian, styl reagowania partnera) stale podtrzymują Pani lęk.
To, że dziś czuje się Pani w martwym punkcie, jest zrozumiałe. Jest Pani rozdarta między nadzieją a zmęczeniem. Warto w tym miejscu bardzo delikatnie skierować uwagę na siebie: na swoje granice, zasoby i to, jaką cenę emocjonalną Pani obecnie płaci.
Niezależnie od dalszych losów tej relacji, wsparcie terapeutyczne mogłoby być dla Pani bardzo pomocne, właśnie po to, by uporządkować emocje, nauczyć się regulować lęk i podejmować decyzje nie z poziomu paniki, ale troski o siebie.
Pozdrawiam serdecznie, Weronika Kliber.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Zuzanna Zbieralska
Dzień dobry,
Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Domyślam się, że nie jest Pani łatwo i to, co Pani czuje jest całkowicie uzasadnione. Ważne, aby w relacji obie strony miały jasno ustalone ramy funkcjonowania relacji i gotowość do pracy nad związkiem. Warto jasno skonkretyzować na jakie zachowania się godzicie, a jakie są dla was przekroczeniem granic i czymś, co rani oraz czy jesteście gotowi, aby dać sobie nawzajem to, czego oczekujecie, mimo trudności. Warto, aby szczerze oraz otwarcie to ustalić, ponieważ pomoże to uniknąć cierpienia drugiej osoby. Jeśli natomiast Pani partner mimo deklarowania gotowości stale powtarza raniące Panią schematy zachowania, to pytanie do Pani, na ile jest Pani w stanie to zaakceptować i dalej trwać w tej relacji. Pomocna może być także konsultacja z psychologiem, który może wesprzeć w chwili kryzysu oraz pomóc w znalezieniu najlepszych rozwiązań.
Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Daria Składanowska
Dzień dobry,
dziękuję, że tak szczegółowo opisała Pani swoją historię. Widać w niej dużo zaangażowania, refleksji i realnej pracy, jaką Pani włożyła w tę relację. Doświadczenie nagłego zerwania bez wyjaśnień było dla Pani bardzo bolesne i nic dziwnego, że pozostawiło w Pani lęk oraz dużą wrażliwość na brak kontaktu – to naturalna reakcja na utratę poczucia bezpieczeństwa.
To, co Pani opisuje, dobrze wpisuje się w dynamikę relacji osoby lękowej z osobą unikającą. Im bardziej Pani potrzebuje bliskości i potwierdzenia relacji, tym silniej partner się wycofuje, co z kolei nasila Pani niepokój. Ten mechanizm nie świadczy o złej woli żadnej ze stron, ale bywa bardzo wyniszczający, zwłaszcza w związku na odległość.
Warto zwrócić uwagę, że choć deklaruje on chęć „bycia i walki”, to realne działania – regularność kontaktu, przewidywalność, dotrzymywanie ustaleń – są obecnie bardzo ograniczone. Ma Pani prawo czuć się zagubiona i zmęczona, a także zadawać sobie pytanie, czy ta relacja daje Pani wystarczające poczucie bezpieczeństwa tu i teraz, a nie tylko w obietnicach.
W tej sytuacji szczególnie ważne jest zadbanie o siebie. Kontakt ze specjalistą – psychologiem lub psychoterapeutą – może pomóc Pani uporządkować emocje, wzmocnić poczucie własnych granic i podjąć decyzję, która będzie chronić Pani dobrostan, niezależnie od dalszych wyborów partnera. Jeśli partner rzeczywiście chce pracować nad relacją, pomocna może być także terapia par, jednak tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe na realne zaangażowanie.
Nie musi Pani wybierać między „walką o związek” a dbaniem o siebie. Czasem właśnie zadbanie o siebie jest pierwszym i najważniejszym krokiem. Warto skorzystać z wsparcia w trosce o siebie.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
bardzo czuć, jak dużo bólu, nadziei i wysiłku włożyła Pani w tę relację. To naturalne, że po tak intensywnym początku i nagłym porzuceniu późniejszy powrót obudził w Pani ogromną nadzieję, zwłaszcza gdy pojawiły się przeprosiny, terapia i obietnice pracy nad sobą. To nie była naiwność, tylko próba ocalenia czegoś, co było dla Pani ważne.
Jednocześnie Pani reakcje, lęk, panika przy braku kontaktu, ciągłe napięcie, są zrozumiałe po wcześniejszym zniknięciu bez słowa. Trudno czuć się bezpiecznie, gdy bliska osoba znów się wycofuje, nawet jeśli deklaruje chęć bycia razem. Widać, że bardzo się Pani stara, uczy się swoich schematów i robi miejsce na jego trudności, ale relacja zaczyna znów opierać się bardziej na Pani wysiłku niż na wzajemności. Warto teraz delikatnie, ale uczciwie zapytać siebie, czy w tej formie ten związek daje Pani więcej spokoju czy więcej bólu. Chęć walki jest piękna, ale dbanie o siebie nie jest porażką ani rezygnacją z miłości. Jeśli kontakt słabnie, a poczucie bezpieczeństwa znika, to sygnał, którego nie warto ignorować. Pani zasługuje na relację, w której nie musi Pani cały czas zgadywać, czy jest jeszcze miejsce na Pani potrzeby.
Pozdrawiam serdecznie
Weronika Wardzińska

Zobacz podobne
Poniżanie żony przed pasierbicą
Poznałem moją obecną żonę 11 lat temu. Ma dwójkę dzieci – syna niepełnosprawnego i córkę, która ma obecnie 14 lat. Początkowo wszystko dobrze się układało. Pasierbica mnie zaakceptowała, mówi do mnie „tato”. Syn, mimo że nie jest moim biologicznym dzieckiem, to moje oczko w głowie.
Od kilku lat pojawił się jednak problem z żoną, nie z pasierbicą. Chodzi o wychowanie nastolatki. Żona ciągle ją faworyzuje, na wszystko pozwala i nie liczy się z moim zdaniem. Nawet jeśli coś uzgodnimy, i tak postępuje tak, żeby córce było dobrze. Byliśmy nawet u psychologa po poradę i wyszło na moim.
Ostatnio ustaliliśmy, że zgodzimy się na kolczyk w nosie, ale pod warunkiem, że córka pięć razy skosi trawnik – żeby uczyła się, że nic nie ma za darmo. Niestety, już po pierwszym razie doszło do kłótni, bo nie wykonała zadania, a kolczyk i tak już zrobiła. Tym razem powiedziałem, że nie odpuszczę. Zostałem za to tak zwyzywany, że głowa boli.
Zawsze wygląda to tak samo – ja nigdy nie mam racji, musi być tak, jak żona chce. Wyciąga wszystkie brudy, wciąga całą rodzinę, byle tylko nie przyznać, że się myli. Od tygodnia naprawdę myślę o rozstaniu, bo tak po prostu nie da się żyć.
Czuję się we własnym domu jak niewolnik – gdy mam coś dać, jestem „tatą”, a gdy czegoś wymagam, to nagle staję się najgorszym ojczymem na świecie.
Proszę o poradę, co można zrobić w takiej sytuacji.
Mam takie dni, że często czuję się, jakby moje życie straciło sens, a wątpliwości dotyczące moich celów nie dają mi spokoju. Ten cały kryzys egzystencjalny sprawia, że rzeczy, które kiedyś robiłem z automatu, teraz wydają się bez sensu.
Często myślę: 'po co ja to w ogóle robię?' i brak mi konkretnej odpowiedzi. Lęk przed nieznanym i brak poczucia spełnienia są teraz moją codziennością. Zastanawiam się, czy to po prostu normalny etap w życiu, czy potrzebuję wsparcia, żeby lepiej zrozumieć, co się ze mną dzieje. Naprawdę chciałabym dowiedzieć się, jak radzić sobie z tymi wątpliwościami i lękami, które są teraz moimi częstymi towarzyszami.
Dodatkowo zauważyłem, że coraz częściej boję się wychodzić z domu, bo nie wiem, co mnie spotka. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale chyba boję się konsekwencji jakiś przeszłych zdarzeń, że karma wróci i coś mi się stanie

