Left ArrowWstecz

Związek na odległość i trudności emocjonalne: jak radzić sobie z lękiem i unikaniem

Będzie trochę długo, ale chcę ująć całokształt sytuacji. Spotykam się z partnerem od niecałych dwóch lat. Mamy związek na odległość niestety i na chwilę obecną nikt nie jest w stanie zmienić tej sytuacji. Na początku było wspaniale wspólne weekendy, plany, wspólne wesele, poznawanie rodzin, dzieci oraz wspólne święta w tamtym roku oraz sylwester. Nie wiele po nowym roku (tamten rok) zostałam zostawiona bez słowa przez wiadomość,że nie radzi sobie z dystansem jest mu przykro. Nie umiałam się doprosić o wyjaśnienie tej nagłej zmiany. Trzy miesiące starałam się pozbierać jakoś funkcjonować, pracować i w momencie, kiedy już zaczęłam widzieć przyszłość w jasnych barwach, to dostałam wiadomość z zapytaniem 'jak się czuje i czy mogę się z nim zobaczyć aby porozmawiać? Zgodziłam się, bo chciałam wyjaśnień, albo już sama nie wiem czy jestem masochista po prostu. Przyjechał. Serce miało mi wyskoczyć z piersi. Rozmowa była spokojna, ja byłam spokojna. Przepraszał, powiedział że uczęszcza na terapię żeby ogarnąć ten bałagan i że chce abyśmy spróbowali drugi raz. Zgodziłam się, bo pomimo czasu nadal kocham. Widziałam, że to.co.mowi jest świadome że zdaje sobie sprawę, że będzie wymagało to sporo pracy. Przez ten czas rozłąki ja również uświadomiłam sobie, że jestem osobą lękowa a on unikająca i dlatego się może tak to potoczyło. Obiecaliśmy, że będziemy pracować nad relacja, że ja muszę dać mu momentami przestrzeń, a on pomimo unikowego podejścia mi dać poczucie bezpieczeństwa. Ustaliliśmy, że jak nie może się odezwać przez dłuższy czas, to wystarczy wiadomość, że odezwie się później żebym się nie denerwowała i też łatwiej było mi się uczyć jego stylu, żeby nie tworzyć wymuszonych konfliktów. Natomiast problemy zaczęły się w wakacje z brakiem kontaktu jak był u rodziny. Milczenie po dwa dni. Zdawkowe odpowiedzi a moja reakcja to panika, emocje zbędne i rollercoaster w głowie. Doszliśmy do etapu, że sytuacja zatacza koło i usłyszałam że On już nie daje rady i przytłacza go odległość i brak perspektywy na zmiany przez najbliższe lata. Jestem w martwym punkcie. Chce walczyć, ale wiem, że muszę dbać też o siebie. Pomimo jego dalszych chęci bycia i walki,.ja nie czuje tego z jego strony. Kontakt jest bardzo osłabiony na ten moment.
User Forum

Nami

4 miesiące temu
Weronika Kliber

Weronika Kliber

Dzień dobry, 

ważne jest też to, co Pani sama zauważa: chce Pani walczyć, ale jednocześnie czuje, że musi zadbać o siebie. To bardzo zdrowa refleksja. Warto się zastanowić, 
„czy ta relacja, w obecnej formie, pozwala mi funkcjonować bez ciągłego lęku, napięcia i poczucia bycia na łasce drugiej osoby?”

Relacje, w których cyklicznie pojawia się brak kontaktu, wycofanie i niepewność, są szczególnie trudne dla osób z lękowym stylem przywiązania. Nawet najlepsze intencje nie zawsze wystarczają, jeśli warunki (odległość, brak perspektywy zmian, styl reagowania partnera) stale podtrzymują Pani lęk.

To, że dziś czuje się Pani w martwym punkcie, jest zrozumiałe. Jest Pani rozdarta między nadzieją a zmęczeniem. Warto w tym miejscu bardzo delikatnie skierować uwagę na siebie: na swoje granice, zasoby i to, jaką cenę emocjonalną Pani obecnie płaci.

Niezależnie od dalszych losów tej relacji, wsparcie terapeutyczne mogłoby być dla Pani bardzo pomocne, właśnie po to, by uporządkować emocje, nauczyć się regulować lęk i podejmować decyzje nie z poziomu paniki, ale troski o siebie.

Pozdrawiam serdecznie, Weronika Kliber.

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Domyślam się, że nie jest Pani łatwo i to, co Pani czuje jest całkowicie uzasadnione. Ważne, aby w relacji obie strony miały jasno ustalone ramy funkcjonowania relacji i gotowość do pracy nad związkiem. Warto jasno skonkretyzować na jakie zachowania się godzicie, a jakie są dla was przekroczeniem granic i czymś, co rani oraz czy jesteście gotowi, aby dać sobie nawzajem to, czego oczekujecie, mimo trudności. Warto, aby szczerze oraz otwarcie to ustalić, ponieważ pomoże to uniknąć cierpienia drugiej osoby. Jeśli natomiast Pani partner mimo deklarowania gotowości stale powtarza raniące Panią schematy zachowania, to pytanie do Pani, na ile jest Pani w stanie to zaakceptować i dalej trwać w tej relacji. Pomocna może być także konsultacja z psychologiem, który może wesprzeć w chwili kryzysu oraz pomóc w znalezieniu najlepszych rozwiązań.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

4 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

dziękuję, że tak szczegółowo opisała Pani swoją historię. Widać w niej dużo zaangażowania, refleksji i realnej pracy, jaką Pani włożyła w tę relację. Doświadczenie nagłego zerwania bez wyjaśnień było dla Pani bardzo bolesne i nic dziwnego, że pozostawiło w Pani lęk oraz dużą wrażliwość na brak kontaktu – to naturalna reakcja na utratę poczucia bezpieczeństwa.

 

To, co Pani opisuje, dobrze wpisuje się w dynamikę relacji osoby lękowej z osobą unikającą. Im bardziej Pani potrzebuje bliskości i potwierdzenia relacji, tym silniej partner się wycofuje, co z kolei nasila Pani niepokój. Ten mechanizm nie świadczy o złej woli żadnej ze stron, ale bywa bardzo wyniszczający, zwłaszcza w związku na odległość.

 

Warto zwrócić uwagę, że choć deklaruje on chęć „bycia i walki”, to realne działania – regularność kontaktu, przewidywalność, dotrzymywanie ustaleń – są obecnie bardzo ograniczone. Ma Pani prawo czuć się zagubiona i zmęczona, a także zadawać sobie pytanie, czy ta relacja daje Pani wystarczające poczucie bezpieczeństwa tu i teraz, a nie tylko w obietnicach.

 

W tej sytuacji szczególnie ważne jest zadbanie o siebie. Kontakt ze specjalistą – psychologiem lub psychoterapeutą – może pomóc Pani uporządkować emocje, wzmocnić poczucie własnych granic i podjąć decyzję, która będzie chronić Pani dobrostan, niezależnie od dalszych wyborów partnera. Jeśli partner rzeczywiście chce pracować nad relacją, pomocna może być także terapia par, jednak tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe na realne zaangażowanie.

 

Nie musi Pani wybierać między „walką o związek” a dbaniem o siebie. Czasem właśnie zadbanie o siebie jest pierwszym i najważniejszym krokiem. Warto skorzystać z wsparcia w trosce o siebie.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

 

 

4 miesiące temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


bardzo czuć, jak dużo bólu, nadziei i wysiłku włożyła Pani w tę relację. To naturalne, że po tak intensywnym początku i nagłym porzuceniu późniejszy powrót obudził w Pani ogromną nadzieję, zwłaszcza gdy pojawiły się przeprosiny, terapia i obietnice pracy nad sobą. To nie była naiwność, tylko próba ocalenia czegoś, co było dla Pani ważne.

Jednocześnie Pani reakcje, lęk, panika przy braku kontaktu, ciągłe napięcie, są zrozumiałe po wcześniejszym zniknięciu bez słowa. Trudno czuć się bezpiecznie, gdy bliska osoba znów się wycofuje, nawet jeśli deklaruje chęć bycia razem. Widać, że bardzo się Pani stara, uczy się swoich schematów i robi miejsce na jego trudności, ale relacja zaczyna znów opierać się bardziej na Pani wysiłku niż na wzajemności. Warto teraz delikatnie, ale uczciwie zapytać siebie, czy w tej formie ten związek daje Pani więcej spokoju czy więcej bólu. Chęć walki jest piękna, ale dbanie o siebie nie jest porażką ani rezygnacją z miłości. Jeśli kontakt słabnie, a poczucie bezpieczeństwa znika, to sygnał, którego nie warto ignorować. Pani zasługuje na relację, w której nie musi Pani cały czas zgadywać, czy jest jeszcze miejsce na Pani potrzeby.


Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

 

4 miesiące temu

Zobacz podobne

Trudna współpraca z koleżanką po mobbingu i depresji – jak zadbać o siebie w pracy?
Zmagam się ostatnio z sytuacją w pracy, z którą nie umiem sobie poradzić. Parę lat temu zostałam przeniesiona do innego działu z powodu... No właśnie - był to dla mnie trudny czas, syn poważnie zachorował, był w szpitalu. Dotąd praca wymagała ode mnie sporo wyrzeczeń kosztem życia rodzinnego i pomimo, że starałam się nie zaniedbywać obowiązków zawodowych, kierowniczka uznała, że problemy rodzinne mogą zagrozić organizacji pracy działu i po paru miesiącach udowadniania mi, że przestałam się nadawać do tej pracy, zostałam przeniesiona. Przypłaciłam to zdrowiem, niską samooceną i musiałam włożyć sporo pracy by dojść do siebie a przy okazji udowodnić wszystkim, że potrafię dobrze pracować. Minęło sporo czasu, awansowałam, mam bardzo dobre układy z nowym kierownikiem, lubię swoją pracę i cenię sobie dobrą atmosferę w dziale. Niestety do naszego działu, a dokładnie do mojego pokoju, została przeniesiona koleżanka z poprzedniego działu, która wróciła po dłuższym zwolnieniu z powodu ciężkiej depresji po mobbingu w poprzednim dziale. Niestety ta koleżanka w stosunku do mnie zachowywała się w poprzednim dziale bardzo źle, mając kierowniczkę po swojej stronie (przyjaciółki z lat szkolnych), była powodem wielu nieprzyjemności, które mnie tam spotkały. Niestety, z niewiadomych przyczyn, mobbing dotknął również jej osobę, a jej przyjaźń zamieniła się w toksyczną relację. No i do rzeczy - rozumiem, co przeżyła, nie chcę dokładać jej zmartwień po takim doświadczeniu, ale sytuacja mnie przerasta. Ona ma zmienne nastroje, przyznaje, że może popełniać błędy w pracy, ponieważ jest na silnych lekach uspakajających i często jest otumaniona. Zażywa też psychotropy, jak mi przekazała. Nic czuję się komfortowo, otrzymując takie informacje. Często boi się poprzedniej kierowniczki, potrafi pół dnia rozpamiętywać stare sytuację, ma przeczucia, że tamta czai się, by ją zniszczyć.A po chwili odgraża się, że to ona ma asy w rękawie by ją załatwić. Jest bardzo wścibska, rano przed pracą plotkuje po pokojach a później znosi wszystkie zebrane informacje i dzieli się nimi ze mną. Parę razy powiedziałam jej wprost, że nie interesują mnie tego typu wiadomości. Ciężko przyswaja wiedzę, choć staram się być spokojna i cierpliwa, a winą za błąd obarcza mnie. Mam swoją pracę, którą muszę wykonać a przy okazji uczę ją. Nie mam czasu by ciągle pozytywnie ją nastawiać, tłumaczyć, że nikt jej nie robi pod górkę. Nie czuję się na siłach, by codziennie ją motywować. Jestem zmęczona, czuję się jakbym była w potrzasku - na samą myśl o tym by zasygnalizaować cokolwiek szefowi, czuję wyrzuty sumienia, że nie powinnam bo ona została skrzywdzona, a z drugiej strony sama mam dość bycia psychologiem, psychiatrą mając w pamięci jej zachowania z poprzedniego działu, które mnie również zraniły i spowodowały, że prawie straciłam pracę.Proszę o pomoc, jak postąpić w tej trudnej sytuacji.
TW. Jak porozmawiać z rodzicami o samookaleczaniu?

TW samookaleczanie.

Nie wiem, jak mam porozmawiać z moimi rodzicami o tym, że się tnę.

Robię to od 2 lat, zaczęłam robić to z ciekawości i zakończyło się na tym, że gdy jestem czymś bardzo przytłoczona, zaczynam to robić. Nie robię tego jakoś często, ale teraz zdarza się to częściej. Nie robię tego też jakoś głęboko, ale obawiam się, że na jakimś prześwietleniu czy jakiś badaniach w końcu któreś z rodziców się dowie. Boję się zacząć o tym rozmowy, bo mój tata miał sam ciężkie dzieciństwo i stwierdziłby, że robię to po nic i on miał gorzej.

Z moją mamą różnie albo się na mnie wkurzy, albo mnie wysłucha, ewentualnie zleje mnie jak tata. 

Kocham ich, ale nie potrafię z nimi o tym porozmawiać. 

Boję się tego. Nie wiem, co mam z tym zrobić, bardzo bym chciała w końcu ściągnąć po pomoc. 

Mówiłam o tym siostrze, ale ona nic z tym nie zrobi, pomimo że jest pełnoletnia. Przecież nie poproszę jej, aby za mnie o tym z nimi porozmawiała, a ja wole unikać takich tematów. 

Co mam robić?

Silne kłopoty neurologiczne - zawroty głowy, nieostry wzrok pojawiły się nagle, a lekarze wykluczyli zaburzenia fizyczne. Proszę o pomoc!
Witam, Około 3 miesięcy temu w dzień jak każdy inny zacząłem się dziwnie czuć. Mianowicie towarzyszyło mi uczucie zawrotów głowy, trudności w skupieniu, otumanienia, ucisku w głowie, wrażenie gorszej równowagi, pogorszonego widzenia . Od tamtej pory objawy występowały przez około 2 tygodnie aż końcu udałem się do specjalisty neurologa który nie wykrył żadnych problemów jednakże wskazał wykonanie tomografu jeśli objawy nie ustaną. Po około dwóch tygodniach nieustannych objawów udałem się na tomograf. Po upłynięciu 2 tygodni otrzymałem wynik z którego można było wywnioskować, że wszystko jest w normie z wyjątkiem jednej rzeczy. Odcinkowe zgrubienie śluzówki sitowia, co w mojej opinii nie ma wpływu na występujące objawy (Jak się później okazało lekarz też nie widział powiązania) tylko ma związek z dawnym zbyt długim stosowaniem kropli do nosa z xylometazolinem bez których nie mogłem funkcjonować lecz problem już minął. Objawy wciąż nie ustawały więc poszedłem do lekarza rodzinnego który zlecił wykonanie złożonych badan krwi (tarczyca, cukier oraz inne ogólne badania krwi) oraz polecił udanie się jeszcze raz do neurologa jak i okulisty. Badania krwi nic nie wykazały, wszystko w normie. Po kolejnych kilku tygodniach znów udałem się do neurologa który również nic mi nie powiedział oprócz zlecenia kolejnych badań takich jak rezonans z kontrastem oraz wizyta u kardiologa. Wizyta u okulisty również zakończyła się oznajmieniem, że wszystko jest w dobrze i lekarz nie widzi nic niepokojącego. Rezonans mam dopiero za 3 miesiące jak i kardiologa a objawy nie dają mi spokoju w codziennych czynnościach i bardzo utrudniają mi życie. Z moich obserwacji zauważyłem, że objawy są mniej zauważalne gdy jestem skupiony np: jazda samochodem czy też praca. Proszę o pomoc ponieważ zaczynam już wątpić, że ktokolwiek pomoże mi z moim problemem. Mam 20 lat i prowadzę zdrowy tryb życia. Nie pale oraz nie pije .
Jednak teraz po tym wszystkim mam wrażenie, że penis naprawdę jest praktycznie niewidoczny w spoczynku, przez co nie mogę się przełamać, żeby pokazać się nago.
Witam, tak jak w temacie jest coś, z czym nie mogę sobie poradzić, siedzi mi to bardzo mocno w głowie. Była żona wpierała, wmawiała mi to przy każdej okazji, dogryzała przy każdej możliwej chwili, trwało to prawie rok, było mi ciężko, ale łudziłem się, że coś się zmieni. Jednak nic takiego się nie stało i podałem się, odszedłem, minęło już ponad 5 lat od tego czasu. Od tego momentu jestem sam, nie miałem, nie mam żadnej partnerki, od tego czasu, to samo dotyczy zbliżenia, nie uprawiałem ani razu sexu. Nigdy nie miałem problemu z  rozmiarem wyglądem tym jak jest wygięty mój penis w wzwodzie tak samo, jak z wielkością w spoczynku. Nie ma w jednej i drugiej sytuacji jakiegoś szału, brakowało kilka cm, żeby osiągnąć minimum średni rozmiar, ale po mimo tego jego wygięcie bardzo mocne do góry pomagało, nie byłem też jakimś długo dystansowcem, jeśli chodzi o stosunek od momentu włożenia do pochwy do wytrysku było to między 3 a 5 minut. Wszystko zmieniło się po upokarzaniu docinaniu, wymawianiu, że do niczego się nie nadawałem, że nigdy nie było jej dobrze, nie osiągnęła orgazmu przez to, że po kilku minutach dochodziłem miałem też za małego penisa w pełnej erekcji na tyle, że w ogóle nie czuła jak byłem w niej, jeśli chodzi o spoczynek zawsze miałem dość mocno małego, ale nie wstydziłem się rozebrać przy kobietach i pokazać się właśnie z takim malutkim penisem. Jednak teraz po tym wszystkim mam wrażenie, że on naprawdę jest praktycznie niewidoczny w spoczynku, przez co nie mogę się przełamać, żeby pokazać się nago. Jeszcze na koniec odnośnie wzwodu sam nie wiem, czy jest to dobrze rozmiarowo i czy takie ułożenie wygięcie bardzo mocno jest dobre i nie przeszkadza w żaden sposób? Jeśli doszłoby to sytuacji dokładniejszego opisania całej sytuacji, nie jest to łatwe proste, ale mogę napisać wszystko, co do rozmiaru podać wielkość. Na początek właśnie tak będzie mi łatwiej to zrobić niż w bezpośredniej rozmowie, chociaż wiem, że ona i tak jest nieunikniona. I prędzej czy później dojdzie do tego, ale potrzebuje czasu, żeby samemu podjąć taką decyzję. Z Góry Dziękuję Za Odpowiedź Pozdrawiam Mariusz lat 40.
Czy leki od psychiatry mogą pomóc na koszmary senne, lęki i totalną pustkę?
Witam. Mam pytanie. Czy jeśli ktoś się rozstał z kimś po bardzo długim czasie, ma co jakiś czas koszmary senne, nie umie się odnaleźć, ma lęki i czuje totalną pustkę w sobie oraz niechęć do dosłownie wszystkiego to czy jakiekolwiek leki od psychiatry mogłyby to zmienić czy nic by to nie dało?
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.