
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina
- 11-letnia córka...
11-letnia córka narzeka, unika szkoły i zajęć dodatkowych - jak jej pomóc?
Mam 11-letnią córkę. Ostatnio ciągle narzeka na coś, wszystko jej nie pasuje. Nie chce sie jej chodzić do szkoły, na ulubione zajęcia dodatkowe. Wszczyna kłótnie o wszystko.
Anonimowo
Wiktor Wasylik
Dzień dobry
Zwraca Pani uwagę na zmiany w obszarze nastroju, motywacji i zainteresowań córki. Może to być związane z wkraczaniem w wiek nastoletni, wówczas takie objawy należy traktować jako część kryzysu rozwojowego. Przedstawione przez Panią informacje, choć ważne, pozostawiają wiele niewiadomych. Ważny jest chociażby kontekst społeczny i trudności z jakimi obecnie córka się mierzy osobiście, między innymi w relacjach z rówieśnikami w szkole czy na dotychczas ulubionych zajęciach dodatkowych. W tej sytuacji warto rozważyć konsultację z psychologiem zajmującym się dziećmi i młodzieżą. Wywiad umożliwiłby głębsze poznanie charakteru obecnych trudności oraz wyznaczenie dalszych kroków na drodze do dobrostanu córki.
Pozdrawiam serdecznie
Wiktor Wasylik
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Bejmert
Warto spojrzeć na zachowanie córki jak na wierzchołek góry lodowej. Zachowanie to coś co obserwujemy, a pod spodem może kryć się np. zmęczenie, presja w szkole, kłopoty z rówieśnikami, trudność w wyrażeniu emocji. Za postawą "nic mi nie nie pasuje", często stoi wołanie "jest mi z czymś trudno". Zamiast próbować ją przekonywać, na siłę poprawiać humor, spróbuj po prostu być obok i nazwać to, co widzisz. Że jest jej ciężko, że jest poirytowana, że może coś ją męczy. Warto też dopytać w szkole czy nauczyciele nie zauważyli czegoś niepokojącego. Z pozdrowieniami,
Justyna Bejmert
psycholog
Dorota Figarska
Dzień dobry
W takim przypadku bardzo ważne jest okazanie jej troski, zainteresowania i uważności. Warto spróbować spokojnie poznać, co się zmieniło w jej życiu i co sprawiło, że te zachowania zaczęły się pojawiać. Same w sobie narzekanie, niechęć do szkoły czy kłótliwość zazwyczaj nie są głównym problemem, lecz raczej objawem czegoś, co dzieje się z dzieckiem. Mogą sygnalizować trudne emocje, przeciążenie, poczucie niezrozumienia albo problemy w relacjach rówieśniczych czy szkolnych.
Warto również rozważyć konsultację z psychologiem szkolnym lub wychowawcą, aby wspólnie przyjrzeć się sytuacji dziecka i objąć je odpowiednim wsparciem.
Psycholog Dorota Figarska
Rafał Żelazny
Dzień dobry. Podaje pani bardzo mało informacji, a trudności o których Pani pisze może mieć wiele podłoży. Częste niezadowolenie i niechęć u dziecka bywają sygnałem przeciążenia. Szkoła, zajęcia dodatkowe oraz oczekiwania dorosłych mogą córkę zwyczajnie męczyć. W wieku dorastania zmieniają się także zainteresowania, a w organizmie i psychice dziecka zachodzi wiele procesów, które wpływają na nastrój, samopoczucie, motywację oraz skłonność do buntu. Zachęcam do rozmowy z córką, ale nie w kontekście tego, co jest nie tak z jej zachowaniem, ale warto porozmawiać o tym co próbuje córka nimi Pani zakomunikować. Uważne słuchanie i nazwanie emocji często obniża napięcie i pomaga dziecku poczuć się zrozumianym. Jeśli konflikty by się nasilały, utrzyma się wycofanie, obniżony nastrój lub silna niechęć do codziennych aktywności, to warto rozważyć konsultację z psychologiem. Być może córka potrzebuje wsparcia specjalisty, który pomoże jej poradzić sobie z tym, co obecnie przeżywa. Pozdrawiam.
Tomasz Pisula
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, może pojawiać się w wieku córki. Nasilone narzekanie, drażliwość, wycofywanie się z dotychczas lubianych aktywności czy częste konflikty zwykle nie są „złym zachowaniem”, ale sygnałem, że dziecko przeżywa jakieś trudności.
Warto przyjrzeć się temu, czy w ostatnim czasie nie wydarzyło się coś istotnego - w relacjach między Państwem, w domu, w szkole lub w grupie rówieśniczej. Częstą przyczyną są napięcia w relacjach z innymi dziećmi, poczucie odrzucenia, presja szkolna lub jedno trudne doświadczenie, z którym dziecko zostało samo.
Właściwym postępowaniem jest spokojna rozmowa z córką, prowadzona bez oceniania i bez prób natychmiastowego „naprawiania” sytuacji. Drażliwość i kłótliwość bywają sposobem radzenia sobie z emocjami, z którymi dziecko nie potrafi jeszcze inaczej sobie poradzić.
Jeśli trudności będą się utrzymywać lub nasilać, warto rozważyć konsultację z psychoterapeutą pomoże, to lepiej zrozumieć sytuację i dobrać adekwatne formy wsparcia.
Powodzenia,
Tomasz Pisula
Psycholog, psychoterapeuta
Daria Składanowska
Dzień dobry,
Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją wątpliwością. W wieku 11 lat dzieci często przeżywają wiele zmian – zarówno w sferze emocjonalnej, jak i społecznej – co może objawiać się większą drażliwością, wycofywaniem się z aktywności, które wcześniej sprawiały przyjemność, czy częstszymi kłótniami. To, że Pani to dostrzega i martwi się jej samopoczuciem, pokazuje, że zależy Pani na tym, aby córka czuła się rozumiana i wspierana. Życzę wszystkiego dobrego!
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Psycholog, Doradca kariery
Klaudia Dynur
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, może pojawiać się w wieku córki i może pełnić funkcję rozwojową. Źródłem takie zachowania mogą także sygnalizować trudne emocje, przeciążenie, poczucie niezrozumienia lub problemy w relacjach.
Ważne jest okazanie córce troski i zainteresowania. Warto zapytać lub zaobserwować, co się zmieniło w jej życiu i co sprawiło, że wymienione zachowania zaczęły się częściej pojawiać.
Warto również rozważyć konsultację z psychologiem szkolnym lub wychowawcą. Często mogą oni wiedzieć o sytuacjach, które dotykają dziecko w szkole, a które mogłyby wpłynąć na takie zachowanie. Konsultacja z nimi pomoże objąć dziecko adekwatnym wsparciem.
Pozdrawiam serdecznie
Klaudia Dynur
Psycholog, seksuolog w trakcie szkolenia
Weronika Jeka
Dzień dobry,
to co Pani opisuje, często bywa bardzo trudne dla rodzica. Jest to wiek wchodzenia w wiele zmian emocjonalnych, rozwojowych, i nierzadko dzieci reagują zwiększoną drażliwością, narzekaniem czy oporem wobec rzeczy, które wcześniej były dla nich ważne.
Takie zachowania mogą być sposobem wyrażania napięcia, frustracji albo przeciążenia, którego dziecko samo jeszcze nie potrafi nazwać. Z boku wygląda to jak 'czepianie się wszystkiego', ale często kryje się pod tym coś więcej niż zwykła niechęć.
Nic dziwnego, że taka sytuacja budzi niepokój i zmęczenie u Pani. Dobrze przyjrzeć się bliżej temu co się dzieje z córką.
Pozdrawiam
Weronika Jeka
Marcin Kuszyński
Dzień dobry,
Opisywane przez Pana/Panią reakcje córki mogą mieć różne powody, zarówno stricte biologiczne związane z rozwojem jak i inne - zachęcam do konsultacji rodzicielskiej z psychologiem/psychoterapeuta pracującym z młodzieżą, aby bardziej szczegółowo omówić sytuację. Z pewnością zachęcam również do obserwacji zachowań córki i czujności, która Pan/Pani się już wykazuje.
Pozdrawiam serdecznie,
Marcin Kuszyński
Psycholog, certyfikowany terapeuta TSR, psychoterapeuta w procesie certyfikacji
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
w wieku około 11 lat dzieci często wchodzą w trudny etap rozwojowy. Zaczynają się zmiany hormonalne większa wrażliwość emocjonalna i potrzeba autonomii co może objawiać się marudzeniem drażliwością i buntem.
Jednocześnie takie sygnały mogą oznaczać że córka jest przeciążona emocjonalnie albo mierzy się z czymś trudnym w szkole lub w relacjach rówieśniczych. Częste narzekanie i unikanie dotychczas lubianych aktywności to informacja że coś ją męczy.
Warto spróbować spokojnych rozmów bez oceniania i wypytywania na siłę. Pomocne jest nazwanie uczuć i pokazanie że może Panią powiedzieć co ją złości lub smuci. Ważne jest też aby nie bagatelizować jej emocji ale jednocześnie stawiać jasne granice w zachowaniu.
Jeśli ten stan będzie się utrzymywał lub nasilał warto rozważyć konsultację z psychologiem dziecięcym aby sprawdzić co się za tym kryje i jak najlepiej ją wesprzeć.
Pozdrawiam serdecznie,
Weronika Wardzińska

Zobacz podobne
Jestem w związku małżeńskim zaraz 17 lat, ogólnie razem zaraz 21 lat. Były wzloty i upadki, mąż ciągle przez tyle wspólnych lat patrzał tylko na życie zawodowe, nie stawiał nigdy na rodzinę, na dzieci i na mnie. Będąc z pierwszym dzieckiem w ciąży – sama z maluchem, sprzątanie domu, zakupy z wózkiem, po męża do pracy; w kolejnej ciąży to samo. Męża wiecznie nie było – o wakacjach, czasie wolnym, urlopie mogłam marzyć, po dzień dzisiejszy, a dzieci już dorosłe.
Mąż pracował i pracuje od rana do wieczora, zawsze po niego jeżdżę do pracy. Czas, jaki spędza ze mną, to 2 godziny każdego dnia na etapie seksu – nic wyjść, planów, tylko gra na telefonie, TV, Netflix, dobry seks i spać, rutynowo: wieczory, poranki przed pójściem do pracy, powrót z pracy – seks 2, no 1,5 godziny wieczorem, przebudzenie nocne również seks i tak w kółko. Rozmowy raczej nic nie dają, efekty marne.
Mąż albo jest pracoholikiem, albo ktoś, coś ciągnie go akurat do tej pracy. Nie ma zamiaru zmienić godzin pracy czy pracy, uważając, iż tu, gdzie obecnie pracuje, ma stabilność zawodową. Kiedy wspomnę, że nie ma stabilności w życiu prywatnym, wpuszcza i wypuszcza. Powie, że schodzi szybciej, min. godz. 15.00–17.00, aby móc spędzić ze mną czas, tylko na moje zapytania: w jaki sposób spędza czas? gdzie zabiera? jakie plany? – on, że mając 40 lat, chce stabilności, nie lubi wyjść. Nigdy taki nie był – a to wyjścia, dancing, kino, bilard, kwiaty itp. A teraz?
Ciągle narzeka na zmęczenie po pracy. Widzę, jaki wigor, wena, radość, kiedy pracuje, a jak wychodzi, zaraz do mnie, kończąc pracę – tu go strzyka, tam boli i już smętny. Potrafi powiedzieć, iż przy mnie nie odpocznie, że jakby ujeb…li mu nogi, ja bym nakazała mu chodzić.
Moje prośby, frustracje, rozmowy odbiera zawsze jako ataki na niego. Potrafi wtedy być agresywny – podduszać, bić, poniżać, krytykować i uważać, iż to ja patrzę jedynie na swoje potrzeby, a na niego nie. Tłumaczę, że wiecznie od 21 lat jestem zupełnie sama – tylko małe, a teraz już duże dzieci, sprzątanie, pranie, gotowanie i wieczorem jak pani do towarzystwa, dostępna dla męża. On uważa, że tak wcale mnie nie traktuje, ale ja się tak czuję.
Za każdym razem, jadąc do pracy, wyznania miłości – iż tęskni, kocha, pragnie, tylko pytanie: za kim tęskni, kogo kocha i czego, kogo pragnie? Czuję się osamotniona w związku i bardzo zmęczona. Do męża, znakiem tego, nic nie dociera, że nie tylko praca jest ważna – cały czas mu to mówię, iż pracę zawsze znajdzie nową, rodzina kiedyś się rozsypie, bo ileż można być wiecznie samemu?
Mąż potrafi mi podczas kłótni powiedzieć, cyt.: „jak ci źle, znajdź innego”. Podczas pytań o uczucia w moją stronę odpowie po chamsku, cyt.: „kocham cię, debilu, kretynko”… Zauważyłam już od przeszło wspólnych 21 lat bycia razem, iż najważniejsze dla niego jest życie zawodowe, nie prywatne. Ja jestem, bo jestem.
Przez to wszystko chciałam i chcę odejść, mam dość bycia panią tzw. do łóżka, sprzątania. Czasami odbieram, że mąż bawi się mną, że powinien być sam, skoro lubi życie pracoholizmu. Po co i do czego mu kobieta? Zwątpiłam w życie, w miłość, popadam w depresję. W mężu nie mam żadnej pomocy, wsparcia, zaangażowania. Kiedy nawet poproszę, aby poszedł ze mną prywatnie gdzieś zbadać serce, odpowie mi, cyt.: „coś pomyślimy”, „moim zdaniem serduszko jest zdrowe”. Czuję, jakby słuchał, ale z obojętnością.
Dosyć często mnie poniża, krytykuje. Potrafi nawet powiedzieć, cyt.: „nie dopuszczaj podczas kąpieli ciepłej sobie wody, bo ja za to płacę” lub cyt.: „zgaś światło, nie ty płacisz”, „co, kurwo, odkręcasz kaloryfer?”. Potem powie, że w nerwach to mówi. Po prostu przeplata uczucia miłości z agresją i obojętnością.
Rozkładam zupełnie ręce, nie wiem, co mam myśleć, co robić, jaką podjąć życiową decyzję. Boję się, że jestem uzależniona od niego, że sobie bez niego nie poradzę. On, tzn. jego mama, dała jemu na wynajem swoje po św. pamięci rodzicach mieszkanie i ma alibi – nie zostanie na ulicy. A ja? W każdej chwili może mnie wyrzucić, jak już raz to zrobił.
Co mam robić? Odejść? Niech sobie samemu tak żyje? Pracuje, pracuje, ale beze mnie żyć? Uważa, że mnie bardzo kocha, ale jak? Wiecznie na odległość? Wypisując SMS-y miłości, pożądania, tęsknoty, petardy w łóżku wieczorami? Gdzie codzienność? Plany, których nie snuje? Ciągle zdjęcia, kiedy przebiera się do pracy – tak, swe nagie zdjęcia. Nie raz obiecywał, że zrobi wszystko, aby spędzać więcej ze mną czasu, lecz wszystkie słowa, jak obietnice, są pustymi słowami.
Taki można ująć miesiąc miodowy – tu zapewnia, że nigdy nie wyzwie i nie uderzy, na chwilę. Proszę o dość, może drastyczne porady, ale z grubej, jak to się mówi, rury. Ja już naprawdę mam dość, chcę coś z tym zrobić, ale co? Czuję, że to nieprawdziwa z jego strony miłość, a wygoda, puste słowa, a nie czyny, gra, manipulacja, przywiązanie… Dzielą nas tylko dzieci, seks? Jak mówił – tyle razem przeszliśmy? Błagam o prawdziwe porady.
Pytanie dotyczy karmienia piersią i w związku z rozwojem więzi. Otóż ciężko znaleźć mi informacje, jaki wpływ na budowanie stylu przywiązania etc. może mieć karmienie dziecka przez więcej niż jedną osobę - w bliskim otoczeniu matka czasami pozwala opiekunce, która ma nadmiar pokarmu (tez niedawno urodziła dziecko) karmić swojego syna. Czy może to mieć skutki w jego przyszłości? Jeśli tak, to jakie? Może ktoś poleci mi przydatną literaturę, zbliżająca mnie nieco do odpowiedzi?
Pozdrawiam.

