
- Strona główna
- Forum
- dzieci i młodzież, inne, rodzicielstwo i rodzina
- 12‑letnie dziecko...
12‑letnie dziecko układa wszystko w kostkę i powtarza ten sam schemat przez kilka godzin – czy to OCD?
Agnieszka Włoszycka
Witam Pani Kasiu,
Myślę, że warto przyjrzeć się temu spokojnie i bez straszenia, bo samo przywiązanie do schematów czy „układania po swojemu” jeszcze nie musi oznaczać niczego niepokojącego. Jeśli jednak zachowania stają się coraz bardziej sztywne, zajmują dużo czasu, a dziecko bardzo źle znosi zmianę rytuału lub porządku, dobrze byłoby skonsultować to z psychologiem dziecięcym. Czasem takie zachowania pomagają dziecku regulować napięcie, lęk albo dawać poczucie bezpieczeństwa. Najważniejsze teraz to nie zawstydzać córki i nie walczyć z tym siłą, tylko spróbować zrozumieć, co za tym stoi i czy nie jest to sposób radzenia sobie z emocjami.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Magdalena Mazur-Laskowska
Najlepiej skonsultować się z psychologiem dziecięcym, który dokładniej przyjrzy się sytuacji i doradzi co robić. Im wcześniej ktoś spokojnie oceni sytuację, tym łatwiej pomóc dziecku. Warto sięgnąć po wsparcie.
Katarzyna Michalska
To, co Pani opisuje, może być sposobem dziecka na obniżanie napięcia i dawanie sobie poczucia kontroli oraz przewidywalności. Jeśli jednak zachowania stają się coraz bardziej sztywne, zajmują dużo czasu i trudno je przerwać, warto przyjrzeć się temu bliżej.
Na podstawie krótkiego opisu nie da się określić jednoznacznie przyczyny, dlatego pomocna byłaby konsultacja z psychologiem dziecięcym lub psychiatrą dziecięcym.
Na ten moment warto obserwować, w jakich sytuacjach te zachowania się nasilają oraz unikać zawstydzania czy karania dziecka za nie.
Pozdrawiam,
Katarzyna Michalska
Bożena Nagórska
Dzień dobry,
W tym wieku takie zachowania rzadko mijają same, a często służą dziecku do rozładowania napięcia, nad którym nie panuje.
Zalecam wizytę u psychologa dziecięcego. Specjalista pomoże sprawdzić, co stoi za tym przymusem i podpowie, jak stopniowo wprowadzać elastyczność bez wywoływania u dziecka paniki. Proszę nie zwlekać, bo 2-3 godziny trwania w jednym rytuale to dla 12-latka ogromny koszt emocjonalny i duża strata czasu, który powinien przeznaczać na rozwój i odpoczynek.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
To, co Pani opisuje, może wskazywać na zachowania o charakterze natrętnym lub potrzebę bardzo silnej kontroli i schematów, szczególnie jeśli zajmuje córce wiele czasu, nasila się i utrudnia codzienne funkcjonowanie.
Najlepszym krokiem będzie konsultacja z psychologiem dziecięcym i psychiatrą dziecięcym, aby spokojnie ocenić, z czego wynikają te zachowania i jakiego wsparcia córka potrzebuje. Im wcześniej pojawi się pomoc, tym łatwiej pracować nad objawami.
Pozdrawiam,
Karolina Grabka

Zobacz podobne
Syn mojej partnerki ma 11 lat. Problemy z jego zachowaniem zaczęły się jakieś 5 lat temu. Drugi rok się zaczął jak został umieszczony w MOS-ie. Przedtem próbowaliśmy wszystkiego. Najpierw w domu rozmów, dopytywania, obserwacji, pracy z jego emocjami, tłumaczeniem itd. Nic nie skutkowało. Zaczęły się wizyty w szkole, praktycznie nie było dnia, żeby nie było skarg, bo się pobił, bo zaczepia, bo przeszkadza na lekcjach. Najpierw wizyty u psychologa i pedagoga szkolnego. Oczywiście w międzyczasie cały czas próby dotarcia do dziecka i powodów jego zachowania. Zajęcia dodatkowe z psychologiem. Potem wizyty u psychologów zewnętrznych, jeden drugi, potem psychoterapeuta, następnie nawet psychiatra. Próbowaliśmy terapii i farmakologii. I nic. Cały czas jest coraz gorzej.
W końcu trafił do ośrodka. Tam oczywiście poza zajęciami, które ma sam i z grupą, my również regularnie jeździliśmy na spotkania z tamtejszym psychologiem i oczywiście z dzieckiem. On w teorii wszystko wie. Książkowo przedstawi wzorce zachowań. Zdąży się odwrócić i teoria idzie w las. Agresja na każdym kroku, wszyscy są winni tylko nie on. Egocentryzm, narcyzm, nadmierna fascynacja agresywnymi i niebezpiecznymi rzeczami. Potrafi przylecieć z podwórka tylko po to, żeby się pochwalić, że "kolega mu pokazał, że jak się zrobi komuś tak i tak to można komuś skręcić kark". Przekleństwa takie, że niejeden "dres spod klatki" by się nie powstydził. Zero szacunku do kogokolwiek czy respektowania podstawowych zasad i norm. Póki coś jest po jego myśli jest ok. Czyli najlepiej dać mu telefon, tv z konsolą i dostęp do karty, żeby mógł się żywić w fast foodach non stop. Palenie papierosów do jakichś 3 lat. Zdarzały się też kradzieże.
W momencie kiedy coś zaczyna być nie po jego myśli, zaczyna być agresywny, krzyczy, pyskuje (delikatnie mówiąc), nie docierają do niego argumenty i próby wyjaśnienia dlaczego postępuje się tak czy inaczej. Kiedy już nie ma pomysłów jak być w centrum zainteresowania, potrafi manipulować własnymi emocjami, żeby grać na czyichś uczuciach. Na zawołanie w ciągu sekundy potrafi się rozpłakać. Kiedy widzę, że to jest na pokaz i wprost mu to komunikuję, w ułamku sekundy jego wzrok zmienia się na "morderczy".
Teraz jest jeszcze za mały, ale nie wiem co będzie za kilka lat. Nie wiem czy nie zacznie wynosić z domu rzeczy, albo czy nie pobije kogoś, żeby otrzymać to czego chce. Póki nie ma go w domu jest względy spokój, kiedy przyjeżdża wszyscy chodzą w nerwach, bo ciągle są awantury. Przez tą nerwową atmosferę cierpi również nasz związek. Raz, że nie możemy się skoncentrować na sobie, bo w kółko na tapecie jest jeden temat. Dwa, że odreagowywanie nerwów przekłada się na nasze sprzeczki o głupoty czasami.
Nie wiem co mam robić. Kocham moją partnerkę, chcę z nią być. Z drugiej strony chciałbym bardziej spokojnego życia. Nie bez problemów, bo zawsze jakieś będą, ale można sobie z nimi poradzić. A tu cały dom jest sterroryzowany przez jedno dziecko. Nasze plany z partnerką zeszły na dalszy plan. Nie mamy głowy i czasu, żeby podyskutować czy zaplanować ślub, nie wspominając o staraniach o wspólne dziecko, którego oboje chcemy.
Tylko ja się boję. Bo nie wiem czy w tych nerwach udałoby jej się urodzić zdrowe dziecko, albo czy w ogóle ciąża by przeszła bez komplikacji. Nie darowałbym sobie ani jemu, gdyby jej albo dziecku coś się stało przez to, że przysparza tylu problemów. I wiecznie robi z siebie ofiarę. W szkole każdy się na niego uwziął, to każdy jego zaczepiał, jego tylko bili. Problem w tym, że nie zawsze tak było, bo niejednokrotnie dochodziły do nas informacje, że to on jest prowodyrem. Na podwórku też oczywiście on jako jedyny niewinny, każdy się na niego uwziął. Teraz w MOS-ie jest dokładnie to samo. To jego zaczepiają, on nic nie robi. Tylko to on dostaje kary dyscyplinujące "za niewinność".
Nie mam pojęcia co robić. Chcę, żeby było dobrze, ale nie mam już cierpliwości. Każda jego wizyta w domu to niekończące się nerwy. Mogę jeszcze dużo wytrzymać. Wiem i znam siebie. Zniosę jeszcze bardzo dużo. Tylko, że co to za życie. Partnerka się męczy, jest zmęczona psychicznie i fizycznie, boli mnie, że nie wiem jak jej pomóc.
Moja relacja z młodym jest aktualnie żadna. Najchętniej w ogóle bym nie miał z nim styczności. Tzn. chciałbym i są momenty, że podejmuję starania, ale zaraz on znowu odwala coś "patologicznego" i mi się odechciewa. Partnerka ma mi za złe czasami, że ja się z nim nie dogaduję. Nie dziwię się jej z jednej strony, bo to jej dziecko i chciałaby, żeby było dobrze, żeby on był inny i żebym miał z nim dobre relacje. Ale nie da się budować żadnej relacji bez obustronnego zaangażowania. A nie będę się przecież kajał przed dzieckiem tylko po to, żeby mógł mną rządzić i wtedy odwalimy teatrzyk "jest super".

