
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia
- Alternatywy dla...
Alternatywy dla psychoterapii - co zrobić, gdy terapia nie pomaga?
Jakie są alternatywy dla psychoterapii, gdy ona zupełnie nie pomaga? Byłam na bardzo wielu psychoterapiach, nawet tego nie zliczę, ale zawsze spotykałam się z ogromnym niezrozumieniem mojej sytuacji. Proszę mnie nie przekonywać do kolejnej terapii. Mam dość. Cierpliwość ludzka nie jest niewyczerpana. Jakie są alternatywy dla psychoterapii?
Anonimowo
Pamela Górska
Rozumiem Cię, skoro próbowałaś wielu terapii i nadal czujesz się nie zrozumiana, masz prawo odczuwać frustrację. To wspaniałe, że nadal szukasz sposobu jak poprowadzić siebie, przez zmianę i to jest wspaniałe. W Twojej wypowiedzi niestety zabrakło tego co najważniejsze - z czym się mierzysz na co dzień? W jakim obszarze próbowałaś szukać wsparcia? Czy jest to problem, który mogłabyś sama rozwiązać np. poprzez medytacje? Pracę z oddechem? Joga? Jest dostępnych naprawdę bardzo wiele sposobów. Opisz szerzej swój problem, a postaram Ci się pomóc.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Walczyk
To naturalne, że czujesz rozczarowanie i zmęczenie – skoro tyle razy próbowałaś różnych form psychoterapii i spotykałaś się z poczuciem niezrozumienia, nic dziwnego, że możesz czuć złość i brak wiary w sens kolejnych prób. To ważne, że o tym mówisz otwarcie.
Psychoterapia jest tylko jedną z dróg wspierania siebie – nie zawsze odpowiada każdemu, nie zawsze pasuje do sposobu myślenia, czy do etapu życia, na którym jesteś. Istnieją alternatywy, które mogą pełnić rolę wspierającą, oto kilka z nich, może znajdziesz coś dla siebie:
Grupy wsparcia lub społeczności tematyczne – w kontakcie z osobami, które mierzą się z podobnymi doświadczeniami, często pojawia się poczucie zrozumienia i ulgi, którego czasem brakuje w gabinecie.
Samorozwój i psychoedukacja – książki psychologiczne, kursy czy wykłady mogą dawać nowe perspektywy, które pomagają inaczej spojrzeć na własną sytuację.
Praca z ciałem i praktyki regulujące emocje takie jak joga, tai chi, techniki oddechowe, medytacja czy uważność (mindfulness) – to sposoby, które mogą wzmacniać poczucie równowagi bez wchodzenia w relację terapeutyczną.
Sztuka i ekspresja twórcza – pisanie, muzyka, malowanie czy inne formy twórczości często pozwalają wyrazić to, co często trudno wyrazić nam w rozmowie.
Wsparcie duchowe lub filozoficzne – dla niektórych osób wartościowe bywa spotkanie z tradycją duchową, filozofią czy nawet praktyką religijną, jeśli daje to poczucie zakorzenienia i sensu.
Coaching życiowy, mentoring – to nie jest terapia, ale bardziej praktyczne wsparcie w obszarach codzienności, celów i poczucia kierunku.
Działania społeczne lub wolontariat – poczucie, że jest się potrzebnym, że można coś dać innym, często działa bardzo wzmacniająco i buduje nowe źródła sensu.
To, co może być kluczowe, to szukanie formy, która będzie zgodna z Tobą – z Twoim sposobem przeżywania, wartościami i potrzebami, zamiast prób dopasowywania się do czegoś, co już wiele razy Ci się nie sprawdziło.
Nie musisz wybierać jednej drogi. Czasem pomocne może okazać się połączenie różnych elementów – np. aktywności fizycznej, twórczości i kontaktu z ludźmi. Skomponuj swoją własną drogę;)
Piotr Karpiński
Alternatywą może być farmakoterapia – rozmowa z psychiatrą i dobranie leków, które potrafią złagodzić cierpienie, uspokoić umysł czy dać więcej siły do codzienności. Czasem właśnie to okazuje się najbardziej realnym wsparciem.
Inną możliwością jest akceptacja – przyjęcie, że pewien poziom bólu czy ograniczeń pozostaje. Nie chodzi tu o poddanie się, ale o uznanie, że skoro dotychczasowe sposoby nie działają, to nie warto się dalej robić tego, co nie działa. Akceptacja paradoksalnie może przynieść ulgę: już nie walczę na siłę, tylko pozwalam sobie żyć tak, jak potrafię.
Są też inne źródła wsparcia poza terapią – grupy samopomocowe, wspólnoty, kontakty z ludźmi, którzy mają podobne doświadczenia. To bycie razem, wzajemne zrozumienie, poczucie, że nie jestem sam w tym, często bywa bardziej uzdrawiające niż kolejne rozmowy w gabinecie.
Marta Siedlecka
To, co piszesz, pokazuje ogromne zmęczenie i rozczarowanie. I to jest bardzo zrozumiałe. Jeśli ktoś wiele razy próbował terapii i za każdym razem czuł się niezrozumiany, może pojawić się poczucie bezsilności i zniechęcenia. To naturalne, że wtedy pytasz o alternatywy. Nie znam istoty trudności, ale czy z jakimkolwiek terapeutą poruszałaś temat wrażenia, że terapia nie działa? Że masz poczucie, ze nikt nie rozumie? To dość ważne.
Może warto wziąć pod uwagę uczestnictwo w grupie terapeutycznej bądź grupie wsparciowej?

Zobacz podobne
Witam. Opiszę w miarę szczegółowo sytuację, w której się znalazłam, a mianowicie. Mam ponad 30 lat, od paru lat jestem żoną. Obecnie jestem na etapie pracy nad sobą i moimi emocjami, postanowiłam zmienić moje życie. Dzieciństwo nie było kolorowe. Sytuacja jest skomplikowana od lat, trudne relacje z rodzeństwem oraz mamą. Przeżyliśmy bardzo dużo, ja obecnie przeżywam trudności i nie wiem, jak postąpić w mojej sytuacji. Toksyczne relacje z mamą sprawiają, że czuje się ograniczona. Do tej pory czułam silną potrzebę tłumaczenia mamie ze swojego życia, tak mnie nauczyła, oraz ja ją. Boję się jej przeciwstawić, bo wtedy czuję poczucie winy, że będzie jej smutno. Ona miewa mocne reakcje, kiedy jest coś nie po jej myśli. Ma trudną sytuację w domu, mieszka z dorosłą córką alkoholiczką i nie chce nic z tym zrobić, bo twierdzi, że to jest jednak dziecko, a jej jako matce trudno. Bardzo spadła w dół psychicznie, przez co wyżywa się na mnie, bo moje obecne postępowanie, do którego nie jest przyzwyczajona, jest dla niej niezrozumiałe. Coraz częściej mówię, co mi nie odpowiada i czego nie chce. Nie podoba jej się, to, że mam własne zdanie. Najlepiej by wszystko było tak, jak chce tego ona. Doszłam do etapu w życiu, gdzie mam świadomość, że zbyt długo pozwalałam sobie na niewłaściwe traktowanie mojej osoby, moja rodzina przekraczała za bardzo moje granice. Zerwałam kontakt z jedną z sióstr (zaczęła przesadzać), z drugą nie utrzymuje go w ogóle, też było nie fajnie. Wszystko przez to, że od lat u nas w domu się nie rozmawiało, zamiatało wszystko "pod dywan" jesteśmy pełne pretensji, żalu, zawiści. Zazdroszczą mi tego, że mam fajne życie, korzystam z niego, podróżuje, mam spokój, podczas gdy mama, jak i jedna z sióstr mają w życiu mnóstwo problemów. Siostra żyje z mężem, który nie szanuje jej. Nie mogą znieść, że ja mam inaczej, lepiej. Okoliczności sprawiły, że ja jako jedyna wyłamuje się ze szkodliwych schematów. Postawiłam ostatnio kulturalnie po raz pierwszy po latach swoje granice siostrze, mama była przy tym, po czym wyszłam do siebie, mówiąc do widzenia. Za parę dni spotykam się z mamą i boję się, jak zareaguje, czy będą wyzwiska typu: "co ty robisz" "jak się zachowujesz" lub "jak będziesz tak robić to ..". Przypominam, że jestem po trzydziestce i nie chce być traktowana dłużej, jak mała dziewczynka. Pomagam mamie w jej dodatkowej pracy po parę godzin raz w tygodniu. Ja jestem zmęczona jej zachowaniem, a ona moim. Nie wiem ,na co się przygotować i co mam robić w sytuacji, gdy znów przekroczy moje granice. W tygodniu mój kontakt z nią jest mocno ograniczony z mojej decyzji. Zastanawiam się, czy mimo trudnego wyzwania, jakim jest rozmowa z nią, (może mnie nie chcieć słuchać) - doprowadzić do definitywnego zerwania kontaktu ? Czy dać szansę ? Chociaż kiedy ja zaczynam mówić, mama mnie lekceważy, bo najlepiej bym wcale się nie odzywała. Czy zrezygnować z pomagania mamie nie zrywając kontaktu i niech szuka kogoś innego, jeśli ma mnie tak traktować? Ja rozumiem wszystko, ma trudności w życiu, nie chce pomocy, ale odbija się to na mnie, bo odważyłam się zadbać o siebie i nikt z nich tego nie zrozumie. Jestem zła, bo ja mam już zasoby i narzędzia, za pomocą których zmieniam swoje życie, sposób myślenia oraz pracuję z emocjami i jestem bardziej świadoma, co jest czym, a one tego nie wiedzą, nie chcą pracować nad sobą i nie chcą dojrzeć pewnych rzeczy. Mają prawo nie chcieć - mają, jednak nie godzę się na takie traktowanie, to zaszło za daleko.
Jak nauczyć się nazywać i rozpoznawać, jaką mam w danym momencie emocje czy uczucia ? Ja wiem, że je mam.
Wiem, że są negatywne lub pozytywne, ale nie umiem ich nazwać ani opisać, aby pasowały do jakieś definicji.
Jestem w stanie wymienić listę emocji i uczuć, na myślę dwie kartki A4, ale co z tego, jak w praktyce nie umiem tego wykorzystać. To utrudnia komunikacje z innymi ludźmi.
Nie znam definicji tych słówek, a nawet jak już poznam, to nic mi to nie pomaga. Potrzebuje, aby ktoś nazwał to, co czuje na podstawie moich opowieści. To pozwala mi się zorientować mniej więcej jaka to emocja lub uczucie. Lubię, jak ktoś opowiada o swoich przeżyciach, wydarzeniach, sytuacjach, gdzie mówi, jak się czuje, nazywa to, bo dzięki temu zdobywam jakąś wiedze. Niestety nie mogę na ten temat liczyć na mojego terapeutę, ponieważ zostawił mnie z tym tematem ze zdaniem " wszystko rozumiem, więc się ich ucz i obserwuj, to ciekawe doświadczenie" i koniec. Zostałam z tym sama.
Pewnie nie zajęłabym się tym tematem, gdyby nie to, że sam wymaga ode mnie nazywania emocji, ale jak przychodzę i mówię, że nie potrafię, to się wycofuje i zostawia mnie z tym samą. Tutaj też nie wiem, jakie mam w związku z tym emocje. Zwyczajnie się rozpłakałam. No więc, czy mogłabym prosić o jakąś wskazówkę, jak się tego uczyć?
Skąd mam wiedzieć, że teraz jestem, powiedzmy zła, a teraz czuje, że mi przykro. A skąd, że to nie wiem - żal.
Nie wiem. Chyba czuje strach w sobie, ale nie wiem, czy to po prostu nie stres lub nerwy. A może jeszcze coś innego.
U innych ludzi również nie umiem zidentyfikować, co czują, nie umiem się domyślić. Jak już ktoś naciska, abym mówiła o tym, co czuje, to strzelam, bo nie wiem. Sama sobie z tym nie poradzę. Liczyłam na pomoc terapeuty, ale no przeliczyłam się. Jestem w trakcie szukania innego, ale chciałabym już teraz zdobyć jakąś wiedze, umiejętność, aby te sesje były bardziej praktyczne. Wtedy może nie będzie mnie zostawiał z problemem samą, jeśli zdobędę tę wiedzę, nie wiem z książek czy skądś. Myślałam, że terapia właśnie od tego jest, aby ktoś Ci w tym towarzyszył, pomógł się nauczyć, a tu wychodzi, że człowiek i tak zostaje ze wszystkim sam 😟.

