
- Strona główna
- Forum
- traumy, związki i relacje
- Blokada emocjonalna...
Blokada emocjonalna w związku z powodu dysfunkcyjnej rodziny - jak sobie radzić?
Mam problemy emocjonalne w związku. Mam 28 lat. Kiedy kłócę się ze swoją żoną, to najczęściej jest tak, że dochodzi u mnie do blokady emocjonalnej, w konsekwencji ona dużo mówi, wyrzuca z siebie emocje, a ja milczę i jestem zdezorientowany.
Powodem tych kłótni jest to, że zamykam się w sobie i odcinam się emocjonalnie od partnerki. Dodam, że pochodzę z rodziny, w której matka prawdopodobnie jest narcystyczna, rodzina była dysfunkcyjna. Moje konflikty z żoną mogą się brać z braku wczucia się w uczucia, emocje drugiej osoby. Moja matka jest osobą, która nie myślała o swoich dzieciach, tylko ciągle o sobie i o swoich problemach.
Proszę o pomoc, udzielenie jakichś rad odnośnie do mojej sytuacji w związku. Czy pochodząc z rodziny dysfunkcyjnej, da się stworzyć trwały i szczęśliwy związek? Co można zrobić w życiu dorosłym, kiedy miało się matkę z zaburzeniem osobowości? Pozdrawiam serdecznie
Dagmara Smolarek
Witam, zadaje Pan ważne pytania i to pokazuje, że jest Pan świadomy swoich reakcji i chciałby się rozwijać. To pierwszy i ważny krok ku zdrowszym relacjom. Można stworzyć zdrowy związek pomimo dysfunkcyjnych wzorców, ale wymaga to świadomości, pracy nad sobą i czasem także wsparcia terapeutycznego. Pana pochodzenie nie przekreśla zdolności do miłości, ale może sprawiać, że pewne reakcje są silniejsze, trudniejsze do opanowania i automatyczne - np. zamykanie się emocjonalne, milczenie. Co można zrobić? Zacząć od akceptacji siebie, nauczyć się zauważać moment, w którym się Pan "zamraża", a wreszcie rozmawiać z partnerką o swoich emocjach, które na koniec małymi krokami można wyrażać (np. jest mi trudno, ale czuję złość).
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Albert Polak
Z Pana opisu wynika, że w sytuacjach napięcia w relacji z żoną przeżywa Pan coś bardzo trudnego: emocjonalne wycofanie, milczenie, poczucie dezorientacji. Taki stan nie musi świadczyć o braku empatii – przeciwnie, może być śladem nadmiernej wrażliwości, której nie ma gdzie bezpiecznie ulokować. W psychoanalizie mówimy w takich sytuacjach o braku wewnętrznego pojemnika – funkcji psychicznej, która pozwalałaby zatrzymać w sobie silne uczucia, pomyśleć je i przetworzyć, zanim zamienią się w lęk, panikę albo paraliż.
To nie jest Pana wina. Jeśli nikt w dzieciństwie nie robił tego dla Pana – jeśli nikt nie tłumaczył emocji, nie nazywał ich spokojnym tonem, nie pomagał je „wytrzymać” bez lęku – nie mógł się Pan tego sam nauczyć. A wtedy, w dorosłości, silne emocje partnerki mogą niepostrzeżenie stawać się zbyt przytłaczające, zbyt bliskie, zbyt niezrozumiałe – i właśnie wtedy pojawia się reakcja wycofania.
To, co Pan podejrzewa – że może ma trudność z empatią – warto zrozumieć inaczej: nie jako deficyt, ale jako brak doświadczenia. Empatia nie rodzi się z moralnego obowiązku, lecz z relacji – z tego, że ktoś kiedyś był przy nas, kiedy przeżywaliśmy coś trudnego, i potrafił nas w tym pomieścić. Jeśli mama – a może i inni bliscy – nie byli emocjonalnie dostępni, jeśli byli skupieni głównie na sobie, wtedy dziecko uczy się radzić sobie samo. Tylko że dziecko nie powinno musieć radzić sobie samo. Więc radzi sobie tak, jak potrafi: przez zamrożenie, wycofanie, zamknięcie. I ten wzór pozostaje – nie jako wybór, ale jako nawyk chroniący przed czymś, co kiedyś było nie do zniesienia.
Czy z takim bagażem da się stworzyć bliski i trwały związek? Tak – ale nie przez ćwiczenia z komunikacji, lecz przez stopniowe budowanie pojemnika wewnętrznego. I jeszcze raz tak – pod warunkiem, że nie będzie Pan próbował być „idealnym partnerem”, ale pozwoli sobie być człowiekiem, który się tego wszystkiego dopiero uczy.
To możliwe tylko w relacji, która przez dłuższy czas wytrzyma Pana emocjonalne wycofanie i powoli nauczy Pana trzymać swoje stany – zamiast je odcinać. Może to być relacja terapeutyczna, ale też świadoma, uważna praca z partnerką, jeśli oboje Państwo rozumieją, że związek nie jest wymianą emocji, ale próbą zbudowania wspólnej przestrzeni, w której uczucia są zawierane, nie rozlewane. Dopiero gdy Pana psychika nauczy się być własnym kontenerem – to znaczy: pomyśleć to, co trudne, zanim się wycofa lub eksploduje – możliwe będzie prawdziwe spotkanie z drugą osobą.
Trwały związek to nie relacja dwóch dojrzałych osób, lecz relacja dwóch osób, które uczą się nawzajem być dla siebie pojemnikami – bez przymusu, bez rozszczepienia, bez obronnej ucieczki. I to właśnie może być dla Pana możliwe – pod warunkiem, że nie będzie Pan od siebie oczekiwał gotowości, zanim nie zbuduje Pan w sobie wystarczająco pojemnej przestrzeni na to, co trudne. To właśnie jest fundament więzi – nie doskonałość, ale obecność.
Jeśli to, co napisałem, w jakiś sposób oddaje Pana doświadczenie — jeśli poczuł się Pan zauważony, może nawet trochę poruszony — to chcę powiedzieć, że właśnie na takim rozumieniu moglibyśmy wspólnie oprzeć naszą dalszą pracę. Nie chodzi o diagnozowanie, nie chodzi o szybkie naprawianie „problemów w związku”, ale o uważne i cierpliwe budowanie w Panu wewnętrznej przestrzeni, która pomoże wytrzymać napięcia, pomieścić uczucia, zrozumieć ich sens, zamiast od nich uciekać.
Współczesna terapia, a szczególnie podejście psychodynamiczne i psychoanalityczne, nie polega na dawaniu rad, lecz na wspólnym szukaniu zrozumienia: skąd się biorą pewne reakcje, dlaczego właśnie teraz, dlaczego w taki sposób. W mojej pracy zależy mi na tym, aby nie tylko analizować, ale naprawdę być przy człowieku w jego wewnętrznym procesie — także wtedy, gdy jest on jeszcze niejasny, nieuporządkowany, bolesny.
Justyna Bejmert
Dzień dobry,
To, co opisujesz, jest bardzo częste u osób wychowanych w domach, gdzie emocje były tłumione, ignorowane albo przekręcane – jak w rodzinach z rodzicem narcystycznym. Twoje trudności z wyrażaniem emocji i wycofywanie się w konfliktach to najpewniej mechanizmy obronne, które kiedyś były potrzebne, żeby przetrwać.
Ale tak – można stworzyć trwały i zdrowy związek, nawet po trudnym dzieciństwie. Wymaga to jednak uważnej pracy nad sobą i świadomości, że teraz Ty jesteś odpowiedzialny za swoje emocje i reakcje – nie Twoja przeszłość.
Kilka kluczowych kroków, które mogą Ci pomóc:
Zacznij od siebie – rozpoznaj, co czujesz w trudnych momentach. Nie musisz od razu mówić żonie wszystkiego, ale spróbuj nazwać emocje: „czuję lęk, wstyd, złość, bezradność”.
Powiedz żonie o swoich mechanizmach obronnych – np.: „Kiedy się kłócimy, często milknę, bo nie wiem jak mam zareagować, czuję się zdezorientowany."
Pomoc psychologa, psychoterapeuty – bardzo Cię do niej zachęcam. Z doświadczeniem, które nosisz, wsparcie specjalisty może naprawdę otworzyć zupełnie nowy rozdział w Twoim życiu emocjonalnym.
Nie wymagaj od siebie perfekcji – to, że masz blokady, nie czyni Cię złym partnerem. Świadomość tego już świadczy o Twojej dojrzałości.
Twoje pytanie "czy się da" pokazuje, że Ci zależy. To jest fundament. A wszystko inne – da się odbudować krok po kroku. Trudna przeszłość nie musi być wyrokiem.
Trzymam mocno kciuki,
Justyna Bejmert
Psycholog
Maria Sobol
Dzień dobry,
Widzę, że doświadcza Pan trudności w relacji i jednocześnie potrafi trafnie zauważyć, co się dzieje – to już pierwszy, bardzo ważny krok.
Pisał Pan o emocjonalnym wycofaniu podczas kłótni z żoną. Taka reakcja może mieć swoje korzenie w dzieciństwie – zwłaszcza jeśli dorastał Pan w środowisku, gdzie emocje dziecka były ignorowane, a relacja z matką była trudna. W dorosłym życiu te doświadczenia często wpływają na sposób, w jaki budujemy bliskość i reagujemy na napięcie.
Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeśli pochodzimy z rodziny dysfunkcyjnej, możemy nauczyć się tworzyć zdrowe, trwałe relacje. Wymaga to czasu, zrozumienia siebie i często wsparcia w postaci terapii. Można stopniowo nauczyć się, jak rozpoznawać emocje, jak mówić o nich, jak być w kontakcie z drugą osobą – w sposób bardziej świadomy i spokojny.
Z serdecznością,
Maria Sobol
Psychoterapeuta
Kacper Urbanek
Witaj,
Już samo to, że potrafisz zobaczyć związek między tym, co dzieje się teraz, a tym, co było w domu rodzinnym, to naprawdę duży krok. Wiele z osób, które dorastały w dysfunkcyjnych rodzinach, uczy się nie mówić o swoich emocjach, nie ufać im, a już na pewno nie pokazywać ich przy innych. Bo kiedyś to było niebezpieczne, niepotrzebne albo po prostu bez sensu. To, że w konflikcie z żoną zamykasz się w sobie i milczysz, nie znaczy, że ci nie zależy. To może być twoja stara reakcja obronna. Kiedyś może ratowała ci skórę, teraz komplikuje relację. I choć twoja żona pewnie odbiera to jako obojętność albo chłód, ty po prostu nie wiesz, jak zareagować. Czujesz się przytłoczony, zagubiony. I to jest OK – ważne, żebyś się nie karał za ten mechanizm, tylko próbował go zrozumieć. Pytasz, czy da się stworzyć zdrowy związek, jeśli ma się za sobą takie dzieciństwo. Tak, da się. Ale nie zawsze będzie to proste. Potrzeba świadomości, odwagi i często wsparcia z zewnątrz, kogoś, kto pomoże ci rozplątać te stare wzorce i nauczyć się czegoś nowego. Warto rozważyć terapię indywidualną, żebyś mógł popracować nad emocjami, nad tym, jak być „w kontakcie”, nie tylko z partnerką, ale i ze sobą. Terapia par też może pomóc, jeśli oboje jesteście gotowi się zaangażować.
Masz w sobie potencjał do budowania bliskich, wartościowych relacji. To, że chcesz się zmieniać i coś z tym zrobić, świadczy o tym, że ci zależy. I że jesteś gotów włożyć wysiłek tam, gdzie wiele osób po prostu rezygnuje. Nie jesteś skazany na powtarzanie tego, co znałeś z dzieciństwa. Możesz wybrać inaczej. I zasługujesz na relację, w której będziesz mógł być prawdziwy, obecny i spokojny.
Przesyłam dużo ciepła!
Kacper Urbanek
Psycholog, diagnosta
Katarzyna Organ
Dzień dobry
Pochodząc z rodziny dysfunkcyjnej oczywiście da się stworzyć zdrowy związek, natomiast w zależności od trudności jakich doświadczyliśmy będzie wymagała to od nas trochę pracy. Jeśli nie otrzymaliśmy zdrowych wzorców zachowań czy komunikacji w dzieciństwie, czy to w rodzinie pochodzenia, czy to wśród rówieśników, może być nam dosyć ciężko nagle nabyć takie wzorce. W przypadku trudności z komunikacją i zrozumieniem własnych emocji, warto sięgnąć zarówno do literatury, ale również zgłosić się po pomoc do terapeuty, psychologa, czy może poszukać grupy wsparcia w swojej okolicy. Grupy są bardzo dobrym narzędziem do zwiększenia samoświadomości swoich trudności, uzyskania wsparcia od osób, które mierzą się z podobnymi problemami, oraz wytestowania nowych umiejętności. Pewnie warto poprosić również o wsparcie żonę, szczerze z nią porozmawiać nt. trudności, których Pan doświadcza. Zakładam, że może być to dla Pana trudne, ale do takiej rozmowy można się wcześniej przygotować - zachęcam do zapoznania się z budowaniem asertywnych komunikatów np. DEARMAN, można spróbować nawet przygotować sobie notatki do tego, co chciałby Pan powiedzieć, natomiast, jeśli żona nie wie i nie rozumie, z jakimi trudnościami się Pan mierzy, może być jej ciężko domyślić się, skąd takie reakcje i zachowania z Pana strony.
Życzę powodzenia i trzymam kciuki
z pozdrowieniami
Katarzyna Organ
psycholog, psychoterapeuta w trakcie szkolenia
Yolanda Bolívar-Wardas
Dzień dobry,
To, co Pan opisuje często pojawia się u osób, które dorastały w trudnych relacjach z rodzicami. Gdy w dzieciństwie nie było bezpiecznego miejsca do przeżywania emocji, to w dorosłości takie "zamykanie się" w trudnych rozmowach jest naturalnym mechanizmem obronnym pomagającym przetrwać napięcie. To, że Pan to zauważa, zastanawia się nad sobą i szuka pomocy, jest już dużym krokiem. Da się stworzyć dobrą, bliską relację, nawet jeśli w dzieciństwie zabrakło dobrego wzoru - czasem jednak potrzebna jest praca nad sobą, żeby uczyć się inaczej reagować. Psychoterapia może w tym bardzo pomóc. Warto też rozmawiać z żoną - powiedzieć, że nie chodzi o brak zaangażowania, tylko o trudność w radzeniu sobie z napięciem w kłótni. Podzielenie się tym, co Pan przeżywa w takich momentach, może pomóc Wam lepiej się nawzajem zrozumieć i budować poczucie bliskości.
Pozdrawiam
Yolanda Bolivar-Wardas
Psycholog/Psychoterapeuta
Krzysztof Chojnacki
Dzień dobry, to co Pan opisuje, jest wyzwaniem w związkach, zwłaszcza gdy dochodzi do różnic w wyrażaniu emocji podczas konfliktów. Zrozumiałe jest, że odczuwa Pan blokadę emocjonalną i dezorientację, kiedy żona swobodnie wyraża swoje uczucia, a Pan milczy. Pańskie spostrzeżenie, że blokady mogą wynikać z doświadczeń rodzinnych, wydaje się trafne. Dorastanie w rodzinie, gdzie relacje bywały trudne, często wpływa na to, jak dorośli radzą sobie z emocjami i budują związki. Trudności z wczuwaniem się w uczucia drugiej osoby czy emocjonalne odcięcie mogły być mechanizmami radzenia sobie wykształconymi w przeszłości. Czy da się stworzyć trwały i szczęśliwy związek, pochodząc z rodziny dysfunkcyjnej? Zdecydowanie tak. Wiele osób buduje satysfakcjonujące relacje. Kluczem jest świadomość własnych wzorców i gotowość do pracy nad nimi. Jeżeli ma Pan poczucie, że nie wie od czego zacząć albo że potrzebowałby wsparcia na początku, warto rozważyć indywidualną terapię. Taki proces pozwoliłby Panu lepiej zrozumieć wpływ przeszłości na obecne trudności, przepracować bolesne doświadczenia i nauczyć się zdrowszych sposobów radzenia sobie z emocjami. Terapeuta mógłby pomóc w rozwijaniu umiejętności rozpoznawania i wyrażania własnych uczuć, a także budowaniu większej bliskości z żoną. Dodatkowo, otwarta i spokojna rozmowa z żoną o tym, co Pan przeżywa, bez obwiniania, mogłaby zwiększyć jej zrozumienie. Można by też rozważyć wspólne poszukiwanie informacji o wpływie dzieciństwa na dorosłe życie – to mogłoby otworzyć przestrzeń do wzajemnej edukacji i budowania empatii. Proszę pamiętać, że zmiana jest procesem wymagającym czasu i zaangażowania, ale jest możliwa. A zatem przede wszystkim cierpliwości i wytrwałości, zmiany będą powolne, ale będą.
Pozdrawiam
Olga Siedlanowska-Chałuda
Dzień dobry,
To, że opisuje Pan tutaj ten problem w związku, świadczy o tym, jak zależy Panu na poprawie Państwa relacji. Mówi też o tym, że zauważa Pan ten schemat, co już daje solidne podstawy do pracy nad zmianą.
Dynamika w związku, którą Pan opisuje, jest często spotykana wśród par, z którymi pracuje. Zachęcam Pana do rozważenia konsultacji z terapeutą par, aby mogli Państwo zgłębić schemat, który się odtwarza, zrozumieć jego dynamikę i nauczyć się reagować bardziej efektywnie.
Pozdrawiam!

Zobacz podobne
Mam cudowną narzeczoną, za którą bym oddał życie, ale nie potrafię sobie poradzić z jej przeszłością. Wyznała, że sypiała z dziesiątkami facetów, a i tak czuję, że nie wiem jeszcze wszystkiego. Zakładam, że można ich liczyć w setkach. Mam na tym punkcie obsesję. Kiedy o tym myślę, czuję zazdrość i mam wrażenie, że jestem niewystarczający, porównując się do całej reszty facetów, z którymi była. Albo że będzie jej czego brakowało. Projektuję w swojej głowie filmy z tych wydarzeń, wyobrażając sobie, co mogli z nią robić. Mam też żal o to, że innym pozwalała na wszystko (choć pewnie nie zawsze), a mi stawia granice. Przykładowo, nie chcę, żebym kończył w jej ustach, a ja od razu myślę, że dla innego to pewnie łykała z przyjemnością. Nigdy nie próbowałem pozycji 69 i gdy zapytałem, czy to ze mną zrobi, to powiedziała, że tego nie lubi. Ale skoro to wie, to znaczy, że tego próbowała i inny dostał od niej więcej niż ja, pomimo tego, że nikt wcześniej jej tak nie traktował i się nie starał (co sama stwierdza), jak ja. Jest to dla mnie niesprawiedliwe, że nie chce spełniać moich fantazji, bo sama wie, co lubi, a czego nie, przez to, co sama zdążyła już spróbować. Wiem, że nie powinienem tak myśleć, ale to silniejsze od rozsądku. Kiedyś przyśniło mi się, jak ktoś do mnie powiedział - patrz, jak to się z Patrycją robi… nie chcę nawet przytaczać tego, co zobaczyłem... W pewnym momencie obudziłem się i chciałem umrzeć. Co ona biedna ma zrobić w takiej sytuacji? Kocham ją nad życie, ale nie potrafię przestać o tym myśleć. O sen nie mogę jej obwiniać, ale to, jak sobie wyobrażam jej wcześniejsze stosunki, odzwierciedliło się właśnie w tym śnie. Po naszej przerwie w relacji, która trwała półtorej roku, z każdym razem, kiedy ze sobą spaliśmy, dostawałem wysypki na kutasie, czemu też towarzyszył specyficzny zapach - ten sam, który czułem nieraz z jej ust. Wtedy też twierdziła, że z nikim nie spała od czasu, kiedy przestaliśmy rozmawiać. W ogóle, kiedy jej o tym powiedziałem, do ostatniego momentu wpierała mi się, że na pewno mnie niczym nie mogła zarazić, bo nie miała żadnych kontaktów seksualnych, więc może to brudne zabawki. W ten sam dzień, w którym ja pytałem o ten okres, mi się oświadczyła. Później to okazało się być kłamstwem. Rozumiem, że mnie kochała i chciała ze mną być, wiedząc, że przez to może mnie stracić. W zasadzie to, gdy ją poznałem, miałem wrażenie, że się szanuje, ale to wynika z tego, że nigdy nie miałem styczności z taką kobietą, która by oddawała się z taką łatwością dla co chwila innych facetów. Zawsze chciałem mieć kogoś na wyłączność, ale zdążyłem ją pokochać zanim się o tym dowiedziałem. Serce mi pękło, bo było to dla mnie nie wyobrażalne i niedopuszczalne. Zacząłem analizować jej każdą znajomość i każdą rzecz, którą nawiązywała do innych mężczyzn. Zastanawiałem się, ile osób z naszego wspólnego kręgu znajomych ją miało i ilu będzie mi patrzeć w oczy z tą specyficzną satysfakcją. Ten wzrok mówiący: „Ty latasz za nią zakochany i robisz dla niej wszystko, a ja wziąłem ją sobie tylko na jedną noc i zrobiłem, co chciałem. Fajnie ci się teraz z nią całuję, przytulasz i wyznajasz miłość? Ja wziąłem od niej to, co najcenniejsze, z łatwością, a ty, będąc gorszym ode mnie, dajesz się jej kontrolować - ty zwykły frajerze". Zacząłem więc ją wypytywać, żeby wiedzieć, z czym mi się przyjdzie mierzyć, a ona, znając mnie i moje reakcje, nie mówiła mi prawdy. To nie pozwoliło mi zbudować zaufania, co znacznie utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Mamy razem dziecko, co jest największym szczęściem, jakie doświadczyłem. Z czasem myślałem o jej przeszłości coraz mniej i doceniałem każdy dzień, który mogliśmy spędzić razem, ale po ciąży wiele się zmieniło. Wszystko było dobrze do momentu, gdy częstotliwość stosunków się zmniejszyła. O ile to naturalne dla kobiet, to ja osobiście ciężko to znoszę. Czuję się traktowany niesprawiedliwie i uderza to w moje poczucie własnej wartości. Mam myśli typu „Dlaczego każdy inny facet mógł ją rżnąć bez jakiegokolwiek starania się czy też dbania o nią, a mi potrafi powiedzieć »nie«? Czy to cena za wyrozumiałość i komfort, który jej zapewniam?" Wiadomo, nie jest robotem ani prostytutka. Też musi czuć ochotę. Z tego powodu bywam dla niej oschły i ciężko mi się nią opiekować. Jak mam zaakceptować fakt, że ona nie ma teraz takiego popędu, żeby sprostać moim potrzebom? Czemu tak ciężko jest mi również zrozumieć, że to prawdopodobnie nic osobistego i też nie ma nic wspólnego z tym, czy w przeszłości ją ktoś bardziej zadowalał? Wiem, że powinienem ją wspierać, ale sam potrzebuję pomocy, żeby uporać się z własnymi emocjami. Uciekam w alkohol, marnując dni, które mogłyby być piękne. Czasami nie umiem na nią patrzeć jak na pełnowartościowego człowieka, bo patrząc na nią i chcąc coś dla niej zrobić, wpada mi do głowy myśl, że dawała się jebać, oddając swoją wartość każdemu po drodze, a dla mnie nic nie zostawiła. Wtedy też zaczynam sobie tłumaczyć, że prawdopodobnie jest powód dla tej dysfunkcji i że też ma z tym ciężko, a ja nie powinienem tak na to patrzeć, bo to wcale nie określa wartości człowieka. Kiedy o tym rozmawiamy, sprawia wrażenie, że żałuje tego, jak się pozwala traktować, ale gdy zapytałem, czy gdyby miała świadomość tego, jak ciężko to będzie zaakceptować komuś, kto odda jej serce i pokocha z wzajemniością, to czy by postępowała inaczej, chciałem sprawdzić, co jest dla niej więcej warte. Jednak w odpowiedzi tylko się roześmiała. To, że mamy inne stosunki co do seksualności, to oczywista sprawa, ale jak znaleźć środek na to, żebym przestał o tym myśleć i żeby nie miało to wpływu na nasze obecne życie? Co mam zrobić, żeby w pełni jej zaufać, wiedząc, że stare schematy ciężko umierają i z łatwością mnie okłamuje? Nie potrafimy o tym rozmawiać, bo kierują mną emocje i często uderzam w jej poczucie własnej wartości, czego bardzo żałuję. Nie chcę jej krzywdzić. Zaczęła mówić, że zrobiłem sobie dziecko z dziwką. Może i większość ludzi też by tak stwierdziła, ale nie przeszkadza mi to wszystko do momentu, kiedy „dziwka" tylko ze mną nie chce sypiać. Prawda jest taka, że pewnie teraz z nikim by nie chciała. Brzmi brutalnie, ale to tylko szczerość związana z moimi myślami. Mam zamiar walczyć do końca, ale ona wydaje się być już zmęczona moim ciągłym powracaniem do tego. Czuję, że nie rozumie, że jej kłamstwa są również powodem tego, dlaczego mnie to tak męczy. Chciałbym umieć dać sobie za nią rękę obciąć i mam wrażenie, że to byłaby właściwa decyzja, chociaż strach przed rozczarowaniem jest na tyle silny, że zaczynam wszystko kwestionować. Żyję w ciągłej paranoii i zabiera mi to całą radość z życia, choć bywają okresy, gdzie zapominam o tym wszystkim i czuję się, jakbym złapał pana Boga za nogi. Chcę się z tym uporać i kochać ją całe życie. Dbać i chronić, a nie być kolejnym obciążeniem. Wiem, że jest tego warta i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jestem przepełniony sprzecznościami; niby mam zdolność zrozumieć wszystko, ale emocje odbierają mi rozum. Jak mam sobie z tym poradzić?
Cześć!
Mam "problem" z narzeczoną, z którą jestem prawie 10 lat. Czuję się chyba jak niedorajda życiowa?
Od początku... Od samej szkoły podstawowej miałem utrudniony kontakt z rówieśnikami, sam nie wiem czemu. Przez to znalazłem sobie "przyjaciół" na czatach GG, i od tamtej pory jestem uzależniony (w tej chwili od przeglądania społeczności)
Narzeczoną "znalazłem" na GG z tego samego miasta. Ja 16, ona 14 lat. Od samego początku jesteśmy ze sobą, ja byłem jej X chłopakiem, a ona dla mnie pierwszą. Wiadomo, na początku była wielka miłość, małe kłótnie (zawsze z jej strony do tej pory), ale raczej nie mieliśmy wspólnych tematów. Od tych prawie 10 lat, nie zerwaliśmy ze sobą ani razu, ale były "poważne" kłótnie, najczęściej spowodowane przez nią. Ja jej nigdy nie zdradziłem, ona również nie. Nigdy jej nie dawałem powodów do zazdrości, ponieważ zależy mi tylko na niej, ale dla niej znajomość męsko-damska nie istnieje, kilka lat temu musiałem usunąć wszystkie dziewczyny z fb oraz usunąć i założyć nowe konto. Miałem na to szczerze wywalone, bo mi na tych znajomościach nie zależało, więc to wszystko robiłem.
Skończyliśmy technikum, to się razem wyprowadziliśmy do innego miasta, ona na studia, ja do pracy. Z opowieści różnych ludzi, myślałem, że nasz "początek" razem mieszkania będzie ciężki, ale okazało się, że było dobrze. Przeszkadzało jej od tamtej pory, że jestem uzależniony od telefonu. Fakt, siedzę dużo na telefonie, ale ona mi nigdy nie pomogła z tego nałogu wyjść. Jestem w stanie wytrzymać bez telefonu nawet 24 h, jak jestem czymś zajęty/pochłonięty to nie siedzę aż tak w telefonie. Były sprzeczki jak w każdym związku, pewnie niektóre pamiętam, ale tego za dużo by było. Na wszystkie wyjazdy ja ją zabierałem, ponieważ ona studiuje, do pracy chce pójść dopiero po studiach 😐 oraz wszystkie wypady ja proponuję. Ja pracuję sobie kiedy chcę i ile chcę i prawdopodobnie, przez jej ciągłe narzekanie oraz kłótnie, od półtora roku nie mogę wstać z łóżka o 5 rano aż do teraz (bo jestem zmęczony), czyli już 3.5 roku. Pracuje w systemie od poniedziałku do piątku od 6-15, później spędzaliśmy razem czas przeważnie przed telefonem/tv. Nawet zabroniła mi pracować w soboty pod pretekstem, że mało czasu z nią spędzam.. taa spędzanie z nią przed tv.., ale po paru dyskusjach już pracuję w soboty.
4 lata temu zorganizowałem wakacje, gdzie jej się oświadczyłem ( bo myślałem, że nasza relacja trochę się poprawi (nawet sama mi powiedziała wtedy, że nie mam na co liczyć, że ona się zmieni..)
Sprawy łóżkowe? Może z 4-5 razy w miesiącu? Od prawie samego początku związku. Czy to jest normalne? Raczej nie. Czasami to jest "moja wina", bo gdzie w dniu mieliśmy sprzeczkę nie chce mi stanąć, to jeszcze mi robi, ale że mam z tym coś zrobić.. Od 2 lat jej tata trochę naciska na wesele, ale ja z tym tematem trochę zwlekam, bo nie chcę mieć takiej relacji jak do teraz, bo za 5-10 lat będzie jeszcze gorzej i później zabawa w adwokaty.. (ale ona nie zna powodu). Nie będę ukrywał, bo sam już bym chciał mieć wesele ( tu też pojawia się konflikt, bo ona ma małą rodzinę i chcę małe wesele a resztę kasy od rodziców przeznaczyć na wkład własny do mieszkania, ale ja mam dużą rodzinę, z którą mam dobry kontakt, no i chciałbym ich zaprosić).
Do tej pory nie pracuje (bo jest na ostatnim roku studiów), przez to nigdzie nie jeździmy, nie zwiedzamy, a ja właśnie to uwielbiam. Przez ostatnie miesiące, ona się przyczepia o każdą drobnostkę, aż mam już powoli dosyć, nawet jestem już mało uśmiechnięty, przed rodzicami próbuję ukrywać, że nic się nie dzieje. Ostatnio zorganizowałem wycieczkę jednodniową w góry, wstaliśmy z rana, ona już gotowa, a ja do niej mówię że jeszcze z łazienki muszę skorzystać, ona już w złość. To mówię jej, to idź odpal samochód, niech szyba odmarznie. Nie pamiętam dokładnie w tej chwili tej sytuacji jak to było w 100%, ale ona już z nerwami (bardzo nerwową osobą ona jest), że ona nie wie jak odpalić samochód, mimo tego, że ma prawo jazdy, jeździła już tym samochodem, no ale nic, poszła i zaraz wróciła wściekła, że jej nie powiedziałem jak się samochód odpala i że ona nigdzie nie jedzie.. Oczywiście, pojechaliśmy, ale całą drogę ze sobą nie rozmawialiśmy.
W ostatni weekend byliśmy u mojej siostry i jej chłopaka, którzy są ze sobą 5/6 lat, a ich miłość wygląda zawsze na początkującą, czyli dużo miłości, przytulania, całusów, Nawet jak przy kuchni coś robili, to on ją przytulał i słyszałem u siostry śmiech, a u mnie zaraz by było nie dotykaj mnie, bo coś tam robię... :((( Siostra z jej chłopakiem byli sami świadkami jak moja narzeczona się zachowuje i były między nami 2 małe sprzeczki i gdy poszła do łazienki siostra mnie się spytała czy ona tak zawsze, czy jej zawsze nic nie pasuje.. Następnego dnia jak wróciliśmy już do siebie do mieszkania, napisałem do siostry, że przepraszam za atmosferę i że przeszkadzaliśmy. Ona, że nie przeszkadzaliśmy, tylko, że jej jest przykro jak jestem traktowany.. :((( W tą niedzielę wróciliśmy i do czwartku byłem dla niej chłodny, nie dotykałem, nic nie mówiłem (bo po co mam coś mówić jak zaraz się zdenerwuje). Niestety zepsułem w czwartek mówiąc do niej, że mam straszną ochotę na nią, a ona do mnie z tekstem "spadaj", później poszła się umyć i niestety spytałem się czy dla mnie się myjesz? Nie. ja: dlaczego? ona: bo nie będziesz nadal ze mną rozmawiał podczas drogi ( bo szykowaliśmy się na weekend 1 listopada do miasta rodzinnego, gdzie za każdym razem jak jeździmy na wieś, ona jedzie do swoich rodziców, a ja do swoich.. :(( No i podczas jeszcze tej gadki mówiła, że ją już nie dotykam, no to jej powiedziałem no, bo przestałem Cię dotykać, bo "zrozumiałem" że tego nie lubisz i się denerwujesz za każdym razem. No i już nic nie powiedziała.
Dziś po grobach się spotkaliśmy, rozmawialiśmy już trochę lepiej, na koniec dnia się do niej przytuliłem, dała mi buziaka (dłuższy pocałunek ja muszę za każdym razem wymuszać i nie zawsze się to udaje i to od samego początku.. no, ale było tak samo dzisiaj, nie dała się pocałować, więc spojrzałem się na pająka, ona również i kazała mi go zabić, ja się tylko uśmiechnąłem, powiedziałem papa i wyszedłem.
Gdyby normalnie mnie pocałowała, zabiłbym tego pająka.. ale usłyszałem " zje*any jesteś" oraz jak go zabiła to dodała "beznadziejny jesteś". Jak wróciłem do domu, nic nie napisałem. Po jakimś czasie napisała czy jestem już w domu, odpisałem "ta", ona: ta, to zajebiscie. ja: co. ona: nic nie pisz do mnie już wcale gdzie jesteś. ja: skoro i tak jestem beznadziejny ona: już obrażony, bo cię poprosiłam, żebyś zabił robala? i głupio się jeszcze śmiałeś. i bardzo dobrze. ja: cieszę się. ona: daruj sobie i się już nie wysilaj, nie odpisuj już jak nie masz nic do powiedzenia, dobranoc.
Przepraszam za moje składnie i itp, ale jestem w tym bardzo słaby..
Do psychiatry się wybieram już 2 lata.. ale muszę w końcu pójść. Nawet mojej narzeczonej mama powiedziała, że moja siostra jest bardzo za chłopakiem i on również za nią, bo po nas tego nie widać... Nawet nie wiecie, jak wtedy bardzo smutno mi się zrobiło... Nic takiego w sumie nie napisałem, ale się rozpisałem, może mi pomożecie coś.. Musiałbym wszystkie nasze sprzeczki zapisywać w notatniku, żeby je tu wypisać, bo mam słabą pamięć. Za każdym razem jak już jest zdenerowana, mówi innym głosem to jej mówię " o i już zdenerwowana/uniesiony głos" i twierdzi, że nie, że ją teraz tym zdenerwowałem.. Zależy mi bardzo na niej..

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.
