
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, zdrowie seksualne, związki i relacje
- Brak bliskości w...
Brak bliskości w małżeństwie, życie jak współlokatorzy i pragnienie dziecka – co dalej z naszym związkiem?
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Sytuacja, w której Pan się znajduje, jest niezwykle trudna, ponieważ tkwi Pan w układzie, w którym potrzeby obu stron są całkowicie rozbieżne. Z jednej strony mamy żonę, która jest emocjonalnie i fizycznie zablokowana, a z drugiej Pana - mężczyznę, który pragnie bliskości, a jednocześnie nosi w sobie ogromne poczucie winy za błąd z przeszłości.
Najbardziej niepokojącym sygnałem jest fakt, że żona odmawia wspólnej terapii, a jednocześnie oczekuje od Pana zgody na drugie dziecko drogą inseminacji. To sugeruje, że żona chce realizować projekt „rodzina”, całkowicie pomijając projekt „małżeństwo”. Zgoda na drugie dziecko w sytuacji, gdy żyją Państwo jak współlokatorzy, a Pan czuje się emocjonalnie głodny i odtrącony, jest bardzo ryzykowna. Dziecko nie naprawi relacji, a jedynie pogłębi Pana poczucie osamotnienia i uwięzienia w roli, która Pana niszczy.
Proszę spróbować spojrzeć na to bez filtrów: żona jasno komunikuje, że nie chce bliskości i nie zamierza nad tym pracować. Pan z kolei nie może zmusić nikogo do miłości czy pożądania. Jeśli żona nie widzi sensu w terapii, oznacza to, że obecny układ (bezpieczeństwo finansowe i ojciec dla dzieci bez konieczności intymności) jej odpowiada. Musi Pan zadać sobie pytanie, czy jest Pan w stanie przeżyć kolejne kilkadziesiąt lat w całkowitej abstynencji emocjonalnej i fizycznej, będąc jedynie „dawcą” stabilizacji i materiału genetycznego.
Pomóc mogłaby jedynie twarda postawa - odmowa powiększania rodziny do czasu, aż nie podejmą Państwo próby ratowania małżeństwa na terapii. To jedyny sposób, by sprawdzić, czy żonie zależy na Panu jako na partnerze, czy tylko na funkcji, którą Pan pełni. Bez wspólnej pracy nad fundamentami, ta tęsknota, którą Pan czuje, z czasem zmieni się w narastającą frustrację, co nie będzie zdrowe ani dla Pana, ani dla dzieci. Powrót do psychologa samemu jest wskazany, ale nie po to, by „odzyskać żonę”, lecz by odzyskać siebie i zdecydować, gdzie leży granica Pana wytrzymałości.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Dziękuję, że podzielił się Pan swoją historią i domyślam się, to musiało być bardzo trudne i frustrujące, zwłaszcza z małą córeczką w tle. Widzę, jak bardzo kocha Pan żonę i chcesz walczyć o związek, ale sytuacja z brakiem bliskości, zaufaniem i jej blokadami emocjonalnymi przytłacza Pana każdego dnia. To pewne marne pocieszenie, ale nie jest Pan sam w tym, gdyż wiele par przechodzi przez podobne kryzysy, gdzie potrzeby intymne i emocjonalne się rozjeżdżają.
Pana żona wydaje się mieć głęboko zakorzenione blokady (może z dzieciństwa, traumy czy wychowania), co blokuje wyrażanie uczuć i intymność. Pana błąd z internetową znajomością (nawet jeśli z bólu) zniszczył zaufanie, a tryb "współlokatorów" to jej sposób na ochronę siebie. Chęć drugiego dziecka via inseminacja pokazuje, że ceni rodzinę, ale niekoniecznie bliskość z Panem i można to odebrać jako sygnał, że priorytetem jest dla niej stabilność dla dzieci, niekoniecznie naprawa małżeństwa. Pan czuje się odrzucony i tęsknisz za normalnością, co jest zrozumiałe. Naciskanie na intymność tylko pogarsza sprawę. Należy dać żonie przestrzeń gdyż każdy kontakt fizyczny (nawet przytulenie) traktuje jako zagrożenie po zdradzie. Należy się skupić się na byciu stabilnym tatą i partnerem domowym i bycia konsekwentnym. Proszę pomagać przy dziecku, dziel obowiązki bez pretensji.
Przekazujemy komunikaty w stylu: "Rozumiem, że Cię zraniłem i szanuję Twój dystans. Chcę być dobrym ojcem i wsparciem". Proszę unikać tematów seksu, gdyż jest to temat to tabu dla niej.
Proszę do psychologa sam (nawet online) i pracować nad poczuciem wartości gdzie nie może Pan uzależniać szczęścia tylko od żony. Psycholog miał rację: terapia par jest najlepsza, ale skoro żona odmawia, warto rozpocząć od indywidualnej.
Rafał Hille
Sytuacja o której Pan pisze ma na pewno swoje rozwiązanie, ale warto czasami skorzystać z pomocy specjalisty terapeuty żeby mieć bardziej czytelny obraz sytuacji i wiedzieć w którym miejscu swojego życia naprawdę się znajdujecie
Rafał Hille
Jagoda Jek
Dzień dobry. Z tego, co piszesz, widać, że w Waszej relacji od dawna jest bardzo dużo niewypowiedzianych potrzeb, rozczarowań i zranień — po obu stronach.
Z jednej strony Ty bardzo potrzebujesz bliskości, czułości i poczucia bycia pożądanym. To są naturalne potrzeby w związku. Z drugiej strony Twoja żona prawdopodobnie przez lata miała duże trudności z obszarem intymności i wyrażaniem emocji. Trudno jednak odbudować więź, jeśli jedna osoba cierpi z powodu braku bliskości, a druga unika rozmowy o tym temacie.
Warto też zauważyć, że Twoja znajomość internetowa mogła być dla Ciebie próbą poradzenia sobie z poczuciem odrzucenia i braku ważności, ale dla żony mogła stać się bardzo bolesnym doświadczeniem, które mocno naruszyło zaufanie. To, że rozumiesz jej reakcję, jest ważnym krokiem.
Jednocześnie pozostanie razem wyłącznie „dla dziecka” i funkcjonowanie jako współlokatorzy może z czasem pogłębiać cierpienie obojga. Pojawienie się drugiego dziecka prawdopodobnie nie rozwiąże problemów, które już istnieją między Wami — warto najpierw zadbać o relację.
Być może pomocna byłaby nie tylko terapia par, ale też konsultacja seksuologiczna, ponieważ u Was temat seksualności i bliskości wydaje się jednym z głównych obszarów trudności. Do takiej pracy potrzebna jest jednak gotowość obojga partnerów.
Na teraz warto spróbować nie przekonywać żony do zmiany poprzez kolejne rozmowy w emocjach, ale zaprosić ją do spokojnej rozmowy o tym, czy oboje chcecie jeszcze budować związek jako para, a nie tylko jako rodzice. Bez tego trudno będzie znaleźć rozwiązanie, które będzie dobre dla Was obojga.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Zobacz podobne
Witam, przychodzę z problemem dotyczącym mojego związku. Mój chłopak od samego początku był bardzo zaangażowany w naszą relację. Jeździł do mnie po 6 godzin dziennie w jedną stronę, byle mnie zobaczyć, nawet tylko na te 5 godzin. Od samego początku czułam się przy nim bardzo dobrze, czułam wewnętrzny spokój, bardzo dobrze mnie traktował, dzwonił codziennie, pisał — no, ideał.
Pojawiały się sygnały, które trochę mnie niepokoiły — typu mówienie mi, że mnie kocha po dwóch tygodniach znajomości lub deklarowanie z własnej inicjatywy, że nigdy nie miał przygód na jedną noc, nigdy nie miał Tindera, nigdy nie zdradził itd. Nie zadawałam mu tych pytań — on sam z siebie mówił mi takie rzeczy, co było dla mnie dość dziwne, ale to ignorowałam.
Zamieszkaliśmy ze sobą dość szybko, bo po około 3 miesiącach związku — to ja przeprowadziłam się do niego. Po około miesiącu wspólnego mieszkania zauważyłam, że zaczął się dziwnie zachowywać ze swoim telefonem. Ja wtedy, myśląc, że jesteśmy w zdrowym, normalnym związku, zapytałam go wprost, czy wszystko dobrze, bo zauważyłam zmianę. On zareagował dość defensywnie, powiedział, że potrzebuje chwili, po czym zapytał, co chcę zobaczyć, i odblokował telefon, zastrzegając, że nic się nie dzieje, że robi to nieświadomie (powiadomienia też miał wyłączone). Ja, nie chcąc wyolbrzymiać, zakończyłam temat.
Niestety, nie dawało mi to spokoju, bo później doszło jeszcze to, że wracał z pracy podrapany… Ogólnie rzecz biorąc, zachowywał się jak typowa osoba, która zdradza, z tym że mimo wszystko bardzo dbał o mnie i ciągle powtarzał, jak bardzo mu na mnie zależy i jak bardzo chce, abym była spokojna odnośnie zdrad, bo on nigdy czegoś takiego nie zrobi.
Później doszło do sytuacji, gdy przyłapałam go na oglądaniu filmów dla dorosłych. Oczywiście również normalnie podeszłam do sytuacji, pytając go, czy ma silną potrzebę to robić i dlaczego to robi. Po dłuższej dyskusji stwierdził, że nie będzie tego już robił, że potrafi przestać, jeżeli tylko chce, i zrobi to dla mnie.
Niestety, mimo to miałam podejrzenia, że nadal to robi — były silne oznaki. Mówiłam mu o swoich obawach, a on wmawiał mi, że źle widzę, że coś sobie ubzdurałam. Płakał, przysięgał, że tego nie robi. Aż sama odkryłam w historii przeglądarki, że robi to codziennie… W tym momencie poczułam, że mną manipuluje i mnie okłamuje. Tak mocno naruszyło to moje zaufanie, że przejrzałam wszystko w jego telefonie.
Znalazłam, że podczas jego pobytu w Australii (byliśmy wtedy już parą) wyszukiwał seksu w mieście, w którym był, a następnie wszedł na stronę escort (jego tłumaczenie — masturbacja do zdjęć, które się tam znajdują…). Odkryłam, że z kolegami bardzo często przewijał się temat prostytutek (tłumaczenie — żarty). Odkryłam też, że gdy się poznawaliśmy, nadal był w związku na odległość oraz pisał z inną dziewczyną, która mu się bardzo podobała.
Na dodatek znalazłam maile z licznymi kontami na portalach typu Tinder, Erodate itd. Weszłam w te konta i — na szczęście — nie korzystał z nich odkąd się znamy, co nie zmienia faktu, że okłamał mnie w tej kwestii. Mam wrażenie, że wszystkie rzeczy, które sam zastrzegał, że nigdy ich nie robił, są kłamstwem. Bo ja, będąc osobą szczerą i lojalną, nie mam potrzeby powtarzania swojemu partnerowi — nawet gdy on nie ma żadnych obaw — że go nie zdradzę itd.
Po tym odkryciu spakowałam swoje rzeczy, a po jego powrocie z pracy poprosiłam, aby odwiózł mnie do domu. Partner był w totalnym szoku, pytał dlaczego — ja, szczerze mówiąc, nie miałam ochoty na żadną konfrontację, ale bardzo nalegał. Powiedziałam mu, co odkryłam — on przeprosił za niektóre rzeczy, płakał, że nie chce, abym się wyprowadziła, że chce ze mną być… Bardzo długo i spokojnie ze mną rozmawiał, bylebym została. I zostałam…
Jednak nadal mnie to wszystko męczyło. On z cierpliwością (nie zawsze, ale często) znosił moje oskarżenia i podejrzenia, tłumaczył, rozmawiał. Wyeliminował wszystkie zachowania, które sprawiały, że myślałam, że mnie zdradza. Pozwala mi swobodnie korzystać ze swojego telefonu oraz udostępnia lokalizację — niestety, to mnie nie uspokaja. Ja nie chcę być w związku, w którym mam potrzebę kontrolować swojego partnera…
Mimo że się stara, to i tak wraca do mnie to, co widziałam — te kłamstwa i manipulacje. On jest bardzo mądrym emocjonalnie człowiekiem i czasem mam wrażenie, że mówi mi rzeczy, które chcę usłyszeć, że mówi mi czułe, mądre rzeczy, bylebym nie miała podejrzeń. Nie wiem, co robić, bo widzę jego starania — naprawdę mocno naruszył swoją prywatność, byle uspokoić moje podejrzenia — ale mimo wszystko to we mnie siedzi…
Dodam, że sama zmagam się z nerwicą lękową, natomiast uważam, że jestem jej świadoma i że to nie ona sprawiła, że mam takie myśli odnośnie swojego partnera. Jedyna rzecz, która na ten moment trzyma mnie w tym związku, to jego transparentność (mimo że wiem, że może usuwać wiadomości i wiem, że niektóre usunął), to że bezpośrednio traktuje mnie z szacunkiem i jest „idealnym partnerem” oraz jego zapewnienia o cudownej wspólnej przyszłości — domu, dzieciach itd.
Czy ta relacja ma sens? Czy jest jakiś problem we mnie, którego nie widzę? Dziękuję za przeczytanie tego dość długiego wpisu i czekam na odpowiedzi.
Cześć, mam dość nietypowy i niepokojący problem w moim małżeństwie, który wywołuje u mnie coraz większy niepokój.
Od kilku miesięcy moje życie seksualne z żoną stało się bardzo dziwne. Zaczęło się od tego, że zauważyłem, że podczas stosunku zaczynam widzieć… inne twarze, nie mojej żony, ale zupełnie obcych osób. Na początku myślałem, że to tylko moja wyobraźnia, ale z biegiem czasu te obrazy stały się coraz bardziej wyraźne i zaczęły towarzyszyć mi przy każdej próbie zbliżenia. Czasami nawet słyszę w głowie ich głosy, które komentują to, co się dzieje. To nie tylko przeszkadza w relacjach z żoną, ale zaczynam czuć, jakby moje ciało miało dwa umysły – jeden, który chce być z żoną, a drugi, który domaga się, żebym miał relacje z kimś innym. To zjawisko stało się tak intensywne, że w pewnym momencie zacząłem udawać przed żoną, że wszystko jest w porządku, ale w rzeczywistości mam wrażenie, że moje pragnienia seksualne nie są już kontrolowane przeze mnie. Zaczynam mieć poczucie, że nie jestem w pełni obecny w moim małżeństwie, a moje ciało robi rzeczy, których nie chcę. Czy to oznacza, że mam jakieś zaburzenia tożsamości, czy może coś głęboko niepokojącego dzieje się z moimi pragnieniami? Jak poradzić sobie z tym, że czuję, jakbym miał dwie osobowości w jednym ciele?

