
- Strona główna
- Forum
- inne, kryzysy, związki i relacje
- Brak inicjatywy...
Brak inicjatywy kontaktu ze strony partnerki – czy powielam schemat w relacjach?
Bożena Nagórska
Panie Rafale,
W opisanej sytuacji widać wyraźny brak równowagi w inicjowaniu kontaktu, co w nowej relacji ma prawo budzić niepokój i irytację. Fakt, że podobny mechanizm dostrzega Pan również w niektórych znajomościach, sugeruje, że może Pan nieświadomie wchodzić w rolę „silnika” relacji – osoby, która bierze na siebie pełną odpowiedzialność za jej podtrzymanie, nie dając drugiej stronie przestrzeni na wykazanie inicjatywy.
W relacji z kobietą warto wprost, ale spokojnie zakomunikować swoje potrzeby (np. „Bardzo lubię nasze spotkania, ale poczułbym się pewniej w tej znajomości, gdybyś to Ty czasem pierwsza dała znać, co u Ciebie”), zamiast czekać, aż domyśli się ona Pana frustracji. Jeśli po takiej rozmowie nic się nie zmieni, będzie to jasny sygnał dotyczący jej zaangażowania. Warto też przyjrzeć się swoim lękom – czy obawa przed odrzuceniem nie zmusza Pana do nadaktywności, która paradoksalnie zwalnia innych z dbania o kontakt z Panem? Zdrowa relacja potrzebuje wymiany, a nie tylko jednostronnego starania.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość.
Myślę, że bardziej niż o „schemat” może tu chodzić o Pana ważną potrzebę wzajemności i inicjatywy z drugiej strony i to jest całkowicie naturalne, że chce Pan czuć zainteresowanie także poprzez kontakt inicjowany przez drugą osobę. Na tym etapie relacji trudno jeszcze wyciągać daleko idące wnioski, bo ludzie bardzo różnią się stylem budowania bliskości i komunikacji. Sądzę, że zamiast domyślania się, warto spokojnie i bez pretensji powiedzieć jej, że miło byłoby Panu czasem dostać wiadomość czy telefon z jej inicjatywy. Często dopiero taka szczera rozmowa pokazuje, czy dwie osoby są podobnie zaangażowane emocjonalnie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Katarzyna Michalska
Opisuje Pan sytuację, która w naturalny sposób może być frustrująca - kiedy poziom zaangażowania po obu stronach relacji nie jest podobny, może to być niekomfortowe.
Odpowiadając na Pana pytanie: na podstawie tak krótkiego opisu trudno jednoznacznie stwierdzić, czy mamy do czynienia z powtarzalnym schematem po Pana stronie. Taka sytuacja może wynikać zarówno ze sposobu, w jaki wchodzi Pan w relacje (np. przejmowanie inicjatywy i podtrzymywanie kontaktu), jak i z tego, na jakie osoby Pan trafia. Niektórzy mają mniejszą potrzebę inicjowania kontaktu lub inaczej okazują zainteresowanie.
W kontekście tej relacji warto się zastanowić: na ile, poza inicjowaniem kontaktu, widzi Pan z jej strony inne sygnały zaangażowania? I na ile brak inicjatywy z jej strony wpływa na Pana samopoczucie oraz poczucie bycia ważnym w tej relacji?
Może Pan spróbować porozmawiać z partnerką wprost, mówiąc o tym, co jest dla Pana ważne, np. że zależy Panu, aby kontakt był czasem inicjowany także przez nią. Nie musi to oznaczać stawiania oczekiwań, raczej otwartą, partnerską rozmowę o potrzebach.
Jeśli zauważa Pan, że podobna dynamika pojawiała się także w Pana wcześniejszych relacjach, może to być dobry punkt wyjścia do przyjrzenia się temu bliżej, np. w rozmowie ze specjalistą.
Pozdrawiam,
Katarzyna Michalska
Magdalena Mazur-Laskowska
Zawsze warto spokojnie i otwarcie porozmawiać. Możesz powiedzieć coś w prosty, nienarzucający sposób, np.:
„Lubię nasze spotkania i kontakt z Tobą. Zauważyłem tylko, że to ja częściej się odzywam - dla mnie ważne jest, żeby było to trochę bardziej obustronne. Jak Ty to czujesz?”
Taka rozmowa niczego nie wymusza, a daje Wam szansę lepiej się zrozumieć i zobaczyć, czy jesteście na podobnym etapie i czy o to samo Wam chodzi w tej relacji.
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Skoro sytuacja w bliższych, ważniejszych dla Pana relacjach się powtarza, może to wskazywać na pewien powtarzalny schemat, w którym to Pan jest stroną, która bierze na siebie większą odpowiedzialność za podtrzymywanie kontaktu. Z czasem może to jednak budzić pewną frustrację, bo brakuje wzajemności. Co do obecnej znajomości warto na pewno uwzględnić jej etap. 1.5 miesiąca to wciąż początek i pewne osoby mogą mieć nieco większą ostrożność w inicjowaniu kontaktu. Jednocześnie fakt, że Pana znajoma konsekwentnie nie wychodzi z inicjatywą, może być dla Pana pewną wskazówką co do jej stylu funkcjonowania w relacji. Pisze Pan „nie chcę stawiać oczekiwań”, ale w praktyce te oczekiwania co do wzajemności czy podejmowania inicjatywy są. Po prostu nie zostały one zakomunikowane. To może prowadzić do tego, że druga strona nie wie, co jest dla Pana ważne, a Pan pozostaje ze swoimi uczuciami. Może warto wyrazić to wprost bez stawiania zarzutu, że dla Pana ważne jest to, aby druga strona również czasem wychodziła z inicjatywą. To nie jest „stawianie wymagań”, tylko komunikowanie swoich potrzeb. Jeśli po takiej rozmowie nic się nie zmieni, będzie to dla Pana ważna informacja, wtedy pytanie brzmi, czy taka forma relacji jest dla Pana satysfakcjonująca?
Pozdrawiam serdecznie,
Joanna Cichosz
Szymon Leszczyński
Dzień dobry
To ważne że akcentuje pan istotę wzajemności w relacji.
Oferuje ją pan i tego oczekuje od drugiej strony.
To zrozumiałe.
Pisze pan że nie chce stawiać oczekiwań.
Dlaczego?
1, 5 miesiąca spotykania razem to już właściwy czas aby wzajemnie porozmawiać o swoich oczekiwaniach i zobaczyć czy podzielacie te same wartości i patrzenie na związek czy zupełnie inaczej.
Zauważam tutaj (i pan również) nie równowagę w inicjatywie spotkań i kontaktu
Dużo pan daje , ale nie daje przestrzeni, aby ona mogła sama się zainteresować.
Relacja powinna opierać się na wzajemnym zainteresowaniu i chęci do działania.
Na koniec pyta pan czy powiela pewien schemat w relacjach ?
Ze znajomymi ma pan równowagę w inicjowaniu kontaktu.
Tutaj z nowo poznaną kobietą zdecydowanie po pana stronie więc nie jest w równowadze.
Trudno stwierdzić na podstawie jednej relacji czy to jakiś schemat skoro ze znajomymi jest równowaga, a tu jej nie ma.
Sugeruję zapytać wprost podczas rozmowy na temat dalszego etapu waszej relacji i wybrzmieniu oczekiwań od drugiej strony.
Rozpoczęcie rozmowy od np. "Ja potrzebuje w relacji aby obie strony inicjowały kontakt. To dla mnie ważne. A jak jest z tym u ciebie?"
Bo inaczej będzie się pan zastanawiał czy jej nie zależy czy po prostu nie potrzebuje tak częstego kontaktu.
Powodzenia
Pozdrawiam
Szymon Leszczyński
Alicja Byszewska
Witam serdecznie,
Mówienie o swoich potrzebach. nie jest stawianiem oczekiwań w zlym tego słowa znaczeniu. Warto komunikować jakie mamy potrzeby w związku, czy ogólnie relacjach. Czasami w tych troche dalszych jest nam tez prościej coś wyrazić niż blizszych ponieważ wlasnie nie mamy oczekiwań i lęków, ze nie zostanie ono uslyszane. W kwestii powielanego schematu ciężko jest diagnozować na podstawie jednej sytuacji, myślę, ze jest to do sprawdzenia w dluzszej perspektywie lub z pomoca specjalisty.
Powodzenia
Karolina Grabka
Dzień dobry,
Ludzie często mają jeszcze różne tempo budowania relacji i różny styl kontaktu. Jedna osoba częściej inicjuje rozmowy, druga bardziej odpowiada i angażuje się podczas spotkań. Najwięcej może tutaj dać spokojna, życzliwa komunikacja o swoich potrzebach. Dobrze, że zauważa Pan pewne powtarzające się doświadczenia w relacjach. Taka obserwacja pomaga lepiej rozumieć siebie i swoje potrzeby. Relacja zwykle daje więcej satysfakcji/spokoju, kiedy obie strony stopniowo pokazują inicjatywę i zainteresowanie na swój sposób.
Powodzenia :)
Karolina Grabka

Zobacz podobne
Zauważyłem, że w moim związku coraz więcej jest konfliktów, które często są trudne do rozwiązania. Każda rozmowa, nawet ta niewinna, kończy się kłótnią, a emocje górują nad wszystkim. Czy są jakieś sprawdzone metody, by przejść przez to razem, mam wrażenie, że długo tak nie pociągniemy.
Próbowałem różnych sposobów, ale niestety nasze próby kończą się niepowodzeniem. Chciałbym wiedzieć, jak najlepiej rozpocząć rozmowę, aby była ona konstruktywna zamiast destruktywnej.
Bardzo ją kocham i nie chce się rozstawać, ale to już mnie przerasta.
Dziękuje
Witam. Ja i moja siostra jesteśmy dziś dorosłe, już po 30, obie mamy swoje rodziny. Ostatnio bardzo się pokłóciłyśmy. Mimo że mieszkamy blisko siebie, nie odwiedzałam jej zbyt często. Właściwie prawie wcale. Przychodziłam tylko wtedy kiedy była jakaś okazja: urodziny, imieniny. Bez okazji sama z siebie, nieproszona do niej nie szłam.
Siostra w złości mi to wytknęła. Zamiast porozmawiać ze mną o tym od razu jaką ma opinię na moje zachowanie - nie zrobiła tego. Przyznałam, że po prostu nie chciało mi się do niej chodzić. I, że ja nie mam potrzeby częstego spotykania się. Powiedziałam jej o tym dopiero teraz, po paru miesiącach od sytuacji. Mówiłam jej, że nigdy też nie zwróciła się do mnie słowami typu np. "Czy mogłabyś przyjść bo czuję się samotna, potrzebuje z kimś pogadać". Ja powiedziałam, że nie mogłam tego wiedzieć, jeśli nigdy o tym nie mówiła. Ona na to "powinnaś sama się domyślić". Nie siedzę jej w głowie skąd miałam się domyślić.
Ona nie umie mówić wprost o swoich uczuciach, z resztą ja też nie. Od jakiegoś czasu czułam się źle w jej towarzystwie ponieważ, kiedy z nią o czymś rozmawiałam, później miałam powody by jej nie ufać. Nigdy też jej o tym nie powiedziałam, ponieważ wstydziłam się mówić o swoich odczuciach, czułam, że mnie nie zrozumie. Zaczęłam kręcić kiedy prosiła mnie o pomoc w opiece nad dzieckiem, gdy musiała coś załatwić. Długo to trwało. Często stosowałam wymówki, kłamałam, byle nie przyjść. Siostra to wyczuła i wytknęła mi to. Nazwała mnie dzikusem bo nie wychodzę do ludzi. Tylko, że ona nie zna powodów dlaczego tak robiłam. Wychodzę do ludzi, ale takich którzy mnie wspierają, którym ufam, o tym ona nie wie.
Ostatnio zaczęłam pracę nad sobą, wspomagam się pomocami psychoterapeutycznymi. Chcę uporać się z trudną przeszłością. Byłam molestowana i jestem DDA więc dlatego m.in ta praca, przy okazji zrozumiałam też nasze relacje. Prowadze dziennik uczuć, rozpoznaje swoje emocje i coraz lepiej uczę się jak sobie z nimi radzić. Zrobiłam duże postępy. Jestem z siebie dumna.
O tym ona nie wie, że jestem już inną osobą. Zaproponowałam mojej siostrze próbę naprawienia kontaktów, przeprosiłam ją i powiedziałam, że ją kocham. Nie zareagowała na to. Pisała tylko same kpiące słowa, ja jej pod wpływem emocji przyznaje. Kiedy oznajmiłam, że pracuje nad sobą. O tym co odkryłam o naszej przeszłości i że wiem dlaczego dziś jesteśmy takie jakie jesteśmy.
Ona napisała "po tym co przeczytałam to chyba wolałam jak nasz kontakt był sporadyczny." Powiedziałam jej, że jest toksyczna i spotkania z nią mi nie służą. Wspomniałam jej iż dowiedziałam się od specjalisty "że jeśli toksyczne relacje pani nie służą, ma pani prawo odciąć się od takich osób, nawet jeśli jest to siostra." Opisałam całą historię naszej rodziny. Po czym wyraziłam chęć, że spróbuję przychodzić częściej, zmienię swoje nawyki. Zaproponowałam rozmowę w cztery oczy. Siostra się zgodziła, lecz kiedy napisałam jej na drugi dzień "czy za te kilka dni nadal chcę bym przyszła - odpowiedziała "nie. po co ? Odetnij się od toksycznej siostry, którą dla Ciebie jestem, będziesz mieć święty spokój. Teraz będziesz żyła tak jak Ci psycholog każe. Tylko dziwne, że wszyscy źli tylko ty taka dobra".
Wcale tak nie uważam, o czym siostra nie wie, bo nie dała szansy rozmowy. Ja umiem już przyznać się do błędów, a ona nie. Chciałaby by było zawsze tak jak ona powie. Czuję, że siostra nie wyciąga wniosków, że to też w niej leży problem. Nie umie się do tego przyznać, uważa, że każdy ma dawać jej atencje. Koniec końców zerwałyśmy kontakt. Nie wiem, co o tym myśleć.
W tym roku skończę 30 lat, mam żonę i synka, bez których nie wyobrażam sobie życia. Żyje nam się dobrze, możemy na sobie polegać i wzajemnie się wspieramy. Problem tkwi w mojej relacji z rodzicami oraz siostrą. Nigdy nie mieliśmy jakiegoś dobrego kontaktu, raczej przeciętny. Moja mama ma bardzo trudny charakter, jest bardzo męcząca. Lubi się nad sobą użalać i zawsze twierdzi, że ona ma najgorzej, często również manipuluje i szantażuje emocjonalnie. Mniej więcej w wieku 15 lat, zacząłem się buntować i przestałem się bawić w te jej głupie gry.
Zacząłem mieć swoje zdanie i ono zupełnie odbiega od tego, jakie ma ona. Nasze wymiany zdań przy braku argumentów z jej strony często kończyły się płaczem, że jak to tak mogę traktować własną matkę itp. Na samym początku, oczywiście wzbudzało to we mnie zamierzone przez nią poczucie winy, ale z czasem się uodporniłem i przestałem na to reagować, ale często mimo, że nie dałem po sobie poznać obwiniałem się. Drugim równie wielkim problemem jest moja siostra, osoba narcystyczna, która ciągle musi być w centrum uwagi i ciągle ktoś się nią interesował.
W młodszych latach rodzice często ją faworyzowali i wiele rzeczy musiałem odpuścić, ponieważ ona tak chciała. Wiele razy mnie ośmieszała i komentowała coś, czego nie powinna, wtrącała się w moje życie i mną manipulowała. Ciężko było mi się z tym pogodzić, ale podobnie jak z mamą zacząłem to olewać.
Relacja z moim tatą jest najlepsza, mamy podobne spojrzenie na wiele rzeczy, szanuje moje zdanie i nie wtrąca się, ale niestety obrywa rykoszetem przez moją niechęć do mojej mamy i siostry. Sam często pada ofiarą tych gier. Kiedy poznałem moją żonę, przedstawiłem ją rodzinie, bardzo ją polubili i została ciepło przez nich przyjęta. Ale to ona otworzyła mi oczy i słusznie zauważyła, że trzeba postawić granicę, a nie to olewać i nauczyć się z tym żyć. No i odkąd granice zaczęły się stawiać, zacząłem żyć własnym życiem, im zaczęło to przeszkadzać, a zwłaszcza ten brak kontroli, który od zawsze miały a teraz się to ukróciło. Wymuszania płaczem i inne szantaże emocjonalne przestały działać. Moja siostra miała jakąś refleksje i oczywiście przepraszała i niby chciała naprawić tę relację, ale było to tylko pozorne, ponieważ ostatecznie skończyło się tak jak zawsze, żadnych przemyśleń i wyciągnięcia wniosków a jak był brak argumentów i odwracanie kota ogonem i obwinianie mnie. Postanowiłem zmniejszyć nasze kontakty to minimum, jakim jest spotkanie u rodziców na obiedzie. Jakoś z tym żyłem i żyje nadal, ale to wszystko zaczyna mnie przytłaczać i chce zmiany.
Niestety dotknęło to też moją żonę, patrzyła na to wszystko z boku, ale skoro do mnie nie mogły dotrzeć bezpośrednio, to zaczęły próbować przez nią. Manipulacje, kłamstwa i jakieś intrygi sprawiło, że ona zupełnie przestała je tolerować. Każde spotkanie rodzinne to dla niej jakaś psychiczna męczarnia. Odkąd urodził się nasz syn, granica jej cierpliwości została mocno przekroczona, za co też obwiniam siebie, ponieważ ja im na to pozwoliłem, bo granicę postawiłem zdecydowanie za późno. Niestety ucierpiała, tez na tym relacja pomiędzy mną a żoną, ponieważ oni ciągle za bardzo chcą być obecni w naszym życiu. Jestem bardzo zmęczony tą sytuacją i sam nie wiem, co czuje.
Strach, rozczarowanie czy może gniew? Pewnie wszystkiego po trochu. Czuję się rozdarty, bo z jednej strony, wiem, że moi rodzice bardzo kochają swojego wnuka i zawsze mogę na nich polegać, ale czuję, że zaczęli to traktować jako kartę przetargową i powód do częstszych spotkań, których sam nie potrzebuje. Niestety tutaj mnie złamali, bo teraz podświadomie czuje presję i obowiązek, aby oni co najmniej raz w tygodniu się z nim zobaczyli, bo jeżeli to trwa dłużej, to zaczynają opowiadać, jak to oni nie tęsknią, a ja wtedy czuje wyrzuty sumienia. Temu wszystkiemu przygląda się moja żona, która ma już tego wszystkiego po dziurki w nosie i zupełnie nie ma ochoty na żadne ich wizyty.
Czuję się jakbym był pomiędzy młotem a kowadłem - z jednej strony, troskliwi dziadkowie i kochający ich wnuk z drugiej strony żona, która ma tego wszystkiego dosyć i jest zmęczona całą moją najbliższą rodziną. Masakra...

