
- Strona główna
- Forum
- kryzysy
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z paraliżem decyzyjnym i problemami ze snem?
Arkadiusz Parker
Dzień dobry,
nie stawia się diagnozy na podstawie krótkiego opisu oraz bez kontaktu w formie rozmowy i możliwości dopytania o różne kwestie. Pisze Pani, że ma trudność w podejmowaniu decyzji i nie może Pani sobie poradzić sama. Może warto, by skorzystała Pani ze wsparcia psychoterapeuty/tki, który wraz z Panią postara się znaleźć odpowiedź na zadane pytanie i pomoże rozwiązać kłopoty ze snem i podjęciem decyzji.
Pozdrawiam serdecznie
Arkadiusz Parker
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Aleksandra Pawlak
Być może nadmierna senność i trudność w podejmowaniu decyzji wskazuje na jakiś problem natury psychicznej, ale by to potwierdzić konieczne jest więcej informacji.
Aneta Ceglińska
Opisane trudności mogą świadczyć o problemie, który da się rozwiązać za pomocą terapii poznawczo-behawioralnej, ale żeby zdiagnozować problem konieczna jest konsultacja u psychoterapeuty.
Ewa Wysocka
Szanowna Pani!
To, o czym Pani pisze to z pewnością ogromna trudność. Trudno jednak ocenić na podstawie krótkiego wpisu, jaka może być tego przyczyna, bo faktycznie może być natury psychicznej, może też być problemem ciała, np. choroby tarczy. A może być połączeniem obu. Warto byłoby spróbować podjąć trud - bo rozumiem, że jest to teraz trudne - i się trochę podiagnozować, to znaczy zacząć może od wizyty u lekarza/rki pierwszego kontaktu, ale też poszukać dla siebie specjalistycznego wsparcia psychologicznego/psychotrapeutycznego. Jest duża szansa, że kiedy już znajdzie się Pani pod opieką specjalistyczną, to poczuje się lepiej: związana z tym sprawczość, ale też nadzieja dotycząca tego, że dzieje się coś w kierunku poprawy jakości, życia naprawdę pomagają. Tylko nie wystarczy zacząć, naprawdę warto trwać w tym dbaniu o siebie. :-)
Życzę powodzenia!

Zobacz podobne
Dzień dobry, Z żoną jestem już 12 lat po ślubie, a razem jesteśmy od 17.
Mamy wspólnie syna w wieku 10 lat. Od wielu lat (conajmniej 11) borykam się z problemem w moim związku, w którym się średnio dogadujemy ze względu na ogromne różnice charakterów, temperamentów, celów w życiu, wspólnych zainteresowań itp.
Od conajmniej 5 lat sam przed sobą stwierdziłem, że ja jej po prostu nie kocham. Kompletnie nic nie czuję, nie tęsknię jak gdzieś wyjadę, nie myślę o niej. Parę miesięcy temu przyznałem się jej do tego, że jej nie kocham i będę chciał zakończyć nasz związek. Ogólnie to poczułem ulgę, że w końcu to powiedziałem i myślałem, że będzie lepiej, ale ulga była na krótko. Oczywiście był płacz, ale po dłużej rozmowie sama stwierdziła, że jest kiepsko. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ona boi się samotności i że sobie już nikogo nigdy nie znajdzie. I jak tak gada to ciężko mi trochę na sercu to słuchać, ale ja nie potrafię dłużej tego ciągnąć. Ja po prostu nie jestem już w stanie dać czułości, miłości, itp. Jak ją przytulam to się dosłownie zmuszam do tego.
Ostatnimi czasy przez przypadek poznałem pewną dziewczynę, z którą się świetnie dogaduję. Jeszcze nic między nami nie zaszło, ale mogłoby dojść. Ja jeszcze staram się trzymać na wodzy z emocjami, bo nie chce niczego odwalić będąc w związku. Dosłowne przeciwieństwo mojej żony. Ja osobiście nie widzę żadnych szans na to, aby się znowu zakochać w żonie. Jest ogólnie dobrą osobą, ale ja już nie mogę tak żyć i siebie oszukiwać. Przez tyle lat też sam się bałem, że nikogo innego sobie nie znajdę, więc tkwiłem w tym. Jest to tak naprawdę pierwsza moja dziewczyna, która mnie zaakceptowała, gdyż nigdy powodzenia nie mialem i być może teraz wychodzą mi jakieś braki z lat młodzieńczych i rzeczy, które powinienem przeżyć w tamtym okresie życia. Żona mówi, że się zmieni itp.ale jak można swój charakter czy sposób bycia zmienić. Ja wiem, że tak się nie da.
Moje pytanie, jak rozwiązać ten cały problem w moim związku, jak to zrobić, aby wszyscy jak najlżej to przeszli… dzień w dzień o tym myślę, śpię tragicznie i jestem już tym wykończony psychicznie i fizycznie. Czy powinienem się udać do psychologa na rozmowę? Nie wiem co zrobić, żeby się uwolnić od tego wszystkiego.

