Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Brak seksu i poczucie „mamusowania” partnera w związku – co robić?

Problem w związku. Jestem w 2 letnimi związku z partnerem. Mieszkamy razem, on pracuje bardzoo dużo, co się przekłada na brak energetii i chęci do zbliżenia. Kiedy do zbliżeniu dochodzi to jest to takie nijakie.. Kochamy się, świetnie się dogadujemy, ale ten seks to ciężki temat. Przez miesiące potrafimy się nie kochać vo nie wyjdzie z inicjatywa, nie chce mu się kupić gumek itp. Również kwestia że czasem mam wrażenie że mamusiuje mu za bardzo. Dbam o dom, staram się robić mu kanapki do pracy itp. On nie orientuje się co gdzie jest w domu, jest mało zorganizowany, czasem postrzegam go jak duże rozpieszczone dziecko. Nie wiem, co już myśleć. Były rozmowy.
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, pisze Pani, że "były rozmowy", czyli mówiła Pani partnerowi przynajmniej o części z tych spraw, o których Pani pisze. Wydaje się jednak, że te rozmowy niewiele zmieniły, a Pani nadal czuje rozczarowanie w kwestii zbliżeń seksualnych z partnerem i podziału obowiązków domowych. Zastanawiam się jak wyglądały te rozmowy, co powiedział partner, jak Pani mówiła o swoich oczekiwaniach. To, co istotne, kiedy rozmawiamy w związku to to, żeby: dobrze wybrać moment rozmowy (bez dodatkowych napięć, zaplanować, że będziemy rozmawiać o tym, co dzieje się między nami, żeby każdy mógł się przygotować chociaż mentalnie do tej rozmowy, zadbać o dobrą, spokojną atmosferę), żeby mówić wprost i szczerze o swoich uczuciach, potrzebach, pragnieniach (może partner nie wie, czego potrzebuje Pani w sferze erotycznej, może on również ma jakieś fantazje, o których nigdy wcześniej nie powiedział), ale również, że uważnie słuchać uczuć, potrzeb i pragnień partnera. Tylko wzajemne słuchanie pozwoli wypracować kompromis, znaleźć rozwiązania, które spełnią oczekiwania obu stron. W tym, co Pani pisze widzę też takie Pani wahanie - kto jest odpowiedzialny za to, kto dba o dom. Z jednej strony pisze Pani, że to Pani przejęła inicjatywę "mamusiowaniem", a z drugiej, że postrzega Pani partnera jak "duże rozpieszczone dziecko". Być może to, co się zadziało jest wynikiem działań Was obojga - Pani widząc zapracowanie partnera zaczęła brać na siebie większość obowiązków, a Pani partner będąc zapracowany z ulgą przyjął ten podział obowiązków. Nie musi tak zostać. Jeśli zdała sobie Pani sprawę, że dbanie o dom i organizowanie życie poza pracą Panią przytłacza warto wrócić również do tej rozmowy i ze spokojem zastanowić się, co kto może wziąć na siebie, jak zmienić podział, że nikt nie czuł się nadmiernie przytłoczony. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Relacja, którą Pani opisuje, utknęła w martwym punkcie, ponieważ doszło w niej do całkowitego zaburzenia ról. Pani „mamusiowanie” - choć wynika z troski - w rzeczywistości kastruje Państwa bliskość. W psychologii to zjawisko jest dobrze znane: nadmierna opiekuńczość zabija pożądanie. Trudno postrzegać partnera jako atrakcyjnego, silnego mężczyznę, gdy trzeba mu robić kanapki i pilnować, żeby wiedział, gdzie leżą jego własne rzeczy. Z kolei on, obsadzony w roli „rozpieszczonego dziecka”, traci jakąkolwiek potrzebę inicjatywy, co widać nawet w tak błahej, a jednak symbolicznej kwestii jak zakup prezerwatyw.

Jeśli rozmowy nie przyniosły efektu, czas przestać mówić, a zacząć działać poprzez zaniechanie. Musi Pani odpuścić rolę organizatorki jego życia. Jeśli on nie kupi gumek, nie dochodzi do zbliżenia. Jeśli nie wie, gdzie co jest w domu, musi sam to znaleźć. Jeśli nie zrobi sobie jedzenia, będzie głodny. Dopóki będzie Pani podtrzymywać jego niesamodzielność, on nie będzie miał powodu, by dorosnąć i przejąć odpowiedzialność za Państwa relację, w tym za sferę intymną.

Seksualność dorosłych ludzi karmi się partnerstwem i pewnym rodzajem napięcia, którego nie ma w relacji matka-syn. Pani partner jest chronicznie zmęczony pracą, ale to tylko połowa problemu - drugą połową jest fakt, że czuje się u Pani zbyt bezpiecznie i bezobsługowo. Odzyskanie namiętności wymaga od Pani odwagi do bycia mniej „pomocną”, a od niego - stanięcia na własnych nogach. Tylko w ten sposób ma Pani szansę przestać być jego opiekunką, a znowu stać się jego kobietą.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

To, co Pani opisuje, dotyczy dwóch ważnych obszarów relacji: bliskości seksualnej i podziału odpowiedzialności w codziennym życiu. Oba mogą mocno wpływać na poczucie równowagi w związku. Jeśli chodzi o seks, brak inicjatywy, zmęczenie i „nijakość” zbliżeń często nie wynikają z braku uczuć, ale z przeciążenia, rutyny albo spadku energii. Jednocześnie, jeśli temat jest długo nierozwiązany, może rodzić frustrację i poczucie odrzucenia u drugiej osoby. Drugi wątek to przejmowanie przez Panią roli osoby organizującej wszystko. Gdy jedna osoba zaczyna przejmować dużą część obowiązków domowych i „ogarniania życia”,  można wejść w schemat opiekun–dziecko, co z czasem również może osłabiać relację partnerską i wpływać na atrakcyjność seksualną. Sama rozmowa, jeśli nie prowadzi do zmiany zachowań, może nie wystarczyć. Ważne byłoby wprowadzenie konkretnych ustaleń np. dotyczących inicjowania bliskości, odpowiedzialności za organizację życia czy podziału obowiązków.

Warto także przyjrzeć się temu, czy w tej relacji Pani potrzeby (bliskość, seksualność, partnerstwo) są realnie zaopiekowane, czy raczej to Pani dostosowuje się do tempa i stylu funkcjonowania swojego partnera.

Jeśli rozmowy były, ale nic się nie zmienia, pomocna może być terapia par albo indywidualne uporządkowanie wraz ze specjalistą granic i oczekiwań wobec relacji.
Serdecznie pozdrawiam
Joanna Cichosz

Natalia Krawiec-Jokiel

Natalia Krawiec-Jokiel

Dzień dobry Anonim, 

Bardzo dziękuję za podzielenie się swoją historią. Widzę, że próbowałaś podejmować rozmowy na przedstawiony temat, jednocześnie nasuwa mi się pytanie: czy po rozmowach wracaliście to omówienia tego co się zmieniło, a co pozostało bez zmian? To bardzo ważne, aby po chęci wprowadzenia zmian sprawdzać czy one w ogóle zaistniały. To jest jedno, druga sprawa dotyczy samej intymności, o której napisałaś. Proponuję żebyś pomyślała o tym kiedy jest w Waszym życiu czas na zbliżenie. Jeżeli Twój partner po pracy nie ma ochoty, nie inicjuje zbliżenia, jest przemęczony, przebodźcowany, zestresowany, a Ciebie to frustruje, warto rozważyć wprowadzenie zmian co do czasu na seks w ciagu dnia. Seks nie jest zarezerwowany tylko na wieczór, szczególnie jeżeli wieczorem po całym dniu partner nie ma na to siły. Pamiętaj też, że z punktu widzenia fizjologicznego i biologicznego, najwyższy poziom testosteronu mężczyzna osiąga rano, a wieczorem jest ten poziom najniższy, a co za tym idzie - ochota na seks jest wyższa w godzinach porannych. Może warto rozważyć te kwestię i porozmawiać o tym z partnerem. Warto również przyjrzeć sie jak Wasz seks wygląda w kontekście jakości. Być może zmiana dynamiki, wprowadzenie pewnej spontaniczności, skorzystanie z dostępnych na rynku gadżetów, bielizny sprawi, że partner wykaże większe zaangażowanie.  Mężczyźni to wzrokowcy :) Intymność w relacji jest niezwykle ważna, scala i cementuje więź, daje poczucie bezpieczeństwa i przywiązania. Bez tych elementów niejednokrotnie może dochodzić do rozpadu relacji. Ostatecznie sugeruje rozważenie konsultacji u seksuologa lub terapię par. Podczas tych konsultacji będzie napiętnowana przestrzeń do rozmowy na temat relacji, potrzebach własnych i partnera, elementów których modeluje lub są w nadmiarze. 

Zachęcam Cię również do lektury, polecam Ci dwie książki, które w bardzo przystępny sposób przedstawią Ci wartościowe spojrzenie na związek. Są to: „Sztuka bycia razem” R. Kowalczyk, D. Krawczyk, A. Stola oraz „Miłość to czasownik” O. Kordys-Kozierowska. 

 

Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam mocno kciuki. 

Natalia Krawiec-Jokiel 

 

Marta Lenarczyk

Marta Lenarczyk

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, brzmi jak relacja, w której jest dużo bliskości i porozumienia na co dzień, ale jednocześnie pojawiają się dwa obszary, które zaczynają być coraz trudniejsze: brak satysfakcjonującej bliskości seksualnej oraz poczucie, że w codzienności bierze Pani na siebie bardzo dużo, momentami wchodząc w rolę bardziej opiekuńczą niż partnerską. To połączenie pojawia się  u wielu par i w pewnym momencie się z nim mierzą.

 

Zmęczenie i duże obciążenie pracą mogą realnie wpływać na poziom energii i libido. Jednocześnie, kiedy w relacji zaczyna się pojawiać układ, że jedna strona ogarnia, dba, organizuje, a druga strona korzysta, bardzo łatwo o spadek napięcia i pożądania.

 

To, że Państwo już rozmawialiście, jest ważne. Czasem jednak rozmowy pozostają dość ogólne i nie przekładają się na konkret. Może być pomocne, żeby na chwilę rozdzielić te dwa obszary i przyjrzeć się im bardziej praktycznie:

 

Bliskość i seks
- czego Pani realnie potrzebuje (nie tylko w kontekście więcej, ale jakiej jakości kontaktu, inicjatywy, obecności),
- czy partner widzi ten temat jako wspólny obszar do zaopiekowania się,
- czy jesteście w stanie umówić się na małe, konkretne kroki (np. czas tylko dla Was, bez presji na efekt, ale z intencją bycia bliżej).

 

Codzienność i odpowiedzialność
- co dziś jest po Pani stronie, a co mogłoby zostać oddane partnerowi,
- gdzie kończy się troska, a zaczyna przeciążenie i frustracja,
- jakie drobne zmiany byłyby możliwe, żeby przywrócić więcej równowagi (np. rezygnacja z części opiekuńczych działań, które nie są konieczne).

 

Warto też delikatnie przyjrzeć się swojej roli: czy rola, w którą Pani wchodzi, choć z dobrej intencji, nie oddala Was od bycia parą w sensie partnerskim i bliskościowym.

 

Myślę sobie, że może na tym etapie Państwa sytuacja potrzebuje zmian w Waszych codziennych nawykach i sposobie bycia razem, nie tylko rozmów, a to, że Pani zauważyła trudności, nazywa je, jest już bardzo ważnym krokiem do rozpoczęcia zmian.
 

Jeśli mimo prób nic się nie zmienia, pomocna może być konsultacja par, żeby przyjrzeć się temu spokojnie z kimś z zewnątrz. W takich sytuacjach niektórym parom pomaga też rozmowa z seksuologiem, jako bezpieczna przestrzeń do zobaczenia, co wpływa na poziom pożądania i jak można ten obszar stopniowo odbudowywać.

Marta Lenarczyk

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry, 

Brzmi, jakbyś była bardziej w roli partnerki-opiekunki niż kobiety, która czuje się pożądana i zaopiekowana emocjonalnie. I często właśnie wtedy w związku zaczyna znikać napięcie seksualne - trudno czuć pociąg tam, gdzie pojawia się dynamika „ogarniam za nas dwoje”.

To też nie brzmi jak brak miłości, tylko bardziej narastające zmęczenie i poczucie samotności w relacji, mimo że jesteście razem.

Pozdrawiam 

Kinga Osmulska 


 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry.

Z Pani opisu wynika, że problem nie dotyczy wyłącznie współżycia, ale całej dynamiki relacji. Często zdarza się, że gdy jedna osoba przejmuje większość obowiązków, organizację życia i opiekę nad partnerem, związek zaczyna przypominać bardziej relację opiekun-podopieczny niż partnerską. W takiej sytuacji bliskość i pożądanie mogą stopniowo słabnąć.

Warto zastanowić się czy partner jest gotowy wziąć większą odpowiedzialność za wspólne życie oraz aktywnie zaangażować się w pracę nad relacją. Jeśli rozmowy nie przynoszą efektów, dobrym rozwiązaniem może być konsultacja u psychologa lub terapeuty par. Czasami obecność neutralnej osoby pomaga nazwać trudności i znaleźć rozwiązania, których samodzielnie trudno dostrzec.

Proszę również pamiętać o swoich potrzebach. Związek opiera się na wzajemności, zarówno w codziennych obowiązkach, jak i w budowaniu bliskości. Jeśli tylko jedna osoba stale daje i przejmuje odpowiedzialność, z czasem może pojawić się zmęczenie, frustracja i oddalenie.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak sprawić, by były partner znów mnie pokochał?
Jak sprawić, by były partner znów mnie pokochał? Zraniłam go bardzo, do tego stopnia, że zrezygnował z bycia ze mną w związku, uważając mnie za toksyczną. Wciąż mamy kontakt, ale nie chce rozmawiać o „nas”. Co mogę zrobić, żeby do mnie wrócił? Żeby znów mnie pokochał.
Trudna przeszłość partnera, a nasze wartości: jak to zaakceptować?

Od kilku miesięcy jestem z mężczyzną. Kocham go, ale nie mogę poradzić sobie z jego przeszłością. Mamy ponad 30 lat, on jest moim trzecim partnerem seksualnym - sypiałam jedynie z mężczyznami, których kochałam i z którymi byłam w kilkuletnich związkach. On natomiast miał przede mną wiele partnerek, nie wiem nawet ile. Na początku związku dowiedziałam się, że swój pierwszy raz miał z prostytutką. Był to dla mnie szok, rozdarcie i ogromny ból. Niestety brzydzę się facetami, którzy korzystają z takich usług, a tu dowiaduję się, że mój ukochany też. Wybaczyłam tylko dlatego, że tłumaczyłam sobie, że był wtedy młody 18 lat i nigdy więcej mu nie korzystał z takich usług. Pomimo to cały czas to boli. Powiedział mi jakiś czas temu, że kochał te wszystkie kobiety, z którymi sypiał i tak się złożyło, że te związki nie wychodziły. Niedługo później dowiedziałam się, że miał jednorazową przygodę z kobietą, która miała męża. Był to dla mnie szok, że nie miał żadnej moralności i uprawiał seks z kobietą, która z nim zdradziła męża. Przepłakałam kilka dni. Nim zdążyłam sobie z tym poradzić, dowiedziałam się, że dawno temu ze swoją byłą dziewczyną uprawiali seks w trójkącie. Bardzo mnie to zabolało, ponieważ uważam to za obrzydliwe i sprzeczne z moimi wartościami. Poczułam, że nie pasujemy do siebie, bo mamy inne wartości i inne patrzenie na seks. Nie czuję, że seks ze mną jest dla niego czymś wyjątkowym. Czuję się jak jego kolejna. Zaczęłam też czuć obrzydzenie: seks z prostytutka i trójkąt to dla mnie za dużo. Pomimo że to było wiele lat temu. Znów wylałam wiele łez. Czuję się okropnie. Nie mogę zapomnieć tego. Cały czas siedzi to w mojej głowie. Kiedy przypomniałam mu, co ostatnio mówił i spytałam, czy tą mężatkę też kochał i czy ta trzecia z trójkąta to krzyknął, żebym skończyła w końcu. On twierdzi, że to było dawno temu i teraz patrzy na to wszystko inaczej. Uważa, że dzięki mnie zrozumiał wiele rzeczy i często myśli, że nie zasługuje na mnie przez swoją przeszłość. Mówi, że przeszłości nie cofnie i kiedy zaczynam ten temat, to denerwuje się, że zaraz wyjdzie i pójdzie spać w aucie. Czuję się oszukana i skrzywdzona. Czuję, że gdyby to wszystko wiedziała, zanim się zakochałam to od razu zakończyłabym tą relację, zanim pojawiły się takie silne uczucia. Boję się, ze gdy zostanę będzie mnie to prześladować całe życie, a gdy odejdę że będę żałować, ze podjęłam taką decyzję.

Jak zachować równowagę w relacji i unikać nadmiernego poświęcania się?
Jak w relacji nie stawiać osoby ponad siebie i nie poświęcać się całkowicie na ślepo?
Kryzys życiowy i trudności w związku - co dalej?
Nie wiem co mam robić że swoim życiem. Mam 24 lata. Nie mam matury, ponieważ ledwo co zdałam szkole ucząc się indywidualnie że względu na fobie społeczna I depresję. Moje życie nigdy nie było usłane różami, ciężka choroba w rodzinie, w tym też moją (genetyczna). Od nastoletnich lat brałam leki, próby samobójcze, psychoterapia. Uciekłam z domu mając 19 lat,od tamtej pory radzę sobie sama,a przynajmniej próbuję. Pracowałam w fast foodzie,jako kasjerka- żadna praca nie jest dla mnie obca. Moim marzeniem było stanowisko biurowe I tak też się stało. Ale pewnego dnia,gdy szykowałam się do pracy, coś we mnie pękło. Nie mogłam znieść ubrań, zapachu, wszystkiego. Zaczęłam chodzić w kółko, płakać, czas leciał jak szalony. Stwierdzilam w tamtym momencie, że to nie jest normalne. Mój lęk nie powinien tak mnie wykańczać, a moze to nie jest nawet lęk? Umowilam się do psychiatry i okazało się, że prawdopodobnie mam autyzm. To zmieniło moje życie. Jestem w trakcie diagnozy. Kosztownej,prywatnej i trwającej długo. Najmuje mieszkanie, ponad połowa pensji to czynsz. Mieszkam z narzeczonym, on pracuje ciężko fizycznie. Ja jestem na l4 już prawie pół roku. Z moim partnerem jestem ponad 3 lata. Wiele się między nami działo, ale on na pewno zmienił się na lepsze i ciągle to powtarza. Zacznijmy od tego, że jestem typem osoby,która przywiązuje się do jednego człowieka i traktuje tą relacje naprawdę bardzo poważnie. Jemu to zaimponowało. Będąc że mną w związku przestał nadużywać substancji,pić i palić. Są granice I ustalenia w naszym związku, których wie, że musi przestrzegać ( ja oczywiście też). Jestem w stanie zrobić dla niego wszystko i on o tym wie doskonale. Moją codzienność wygląda tak- codziennie wstaję,czytam, śpiewam i gotuję obiad,sprzątam w domu. Czasami nawet zapominam o tym, co z przyszłością. Uwielbiam dom i mogłabym robić to przez całe zycie. Codziennie robię to samo, tj taki mój rytuał. Uwielbiam śpiewać i zawsze marzyłam żeby iść w tym kierunku profesjonalnie, ale wątpię że kiedykolwiek to się stanie. Nie śpiewam przy kimkolwiek, nawet przy partnerze,mimo jego błagań. Nie wiem co z przyszłością. Czekam na koniec diagnozy. Nie mogę liczyć na nikogo więcej oprócz narzeczonego, bo odizolowałam się od każdego. Moja rodzina ma problemy zdrowotne i finansowe, pewna jej część mnie nie cierpi. Jego rodzina ma problemy z alkoholem i traktuje mnie jako tą dziwną i manipulującą moim partnerem,mimo iż sam stwierdził że nie chce się z nimi utożsamiać. Ja go kocham, ale często podczas kłótni zaczynam krzyczeć,płakać i nie odzywać się przez bardzo długo. Najczęściej to przez to,że jedno jego słowo było nie tak jak chciałam lub nie domyślił się czego chciałam, a ja tego nie powiedziałam. Bo tak, ja też mam zachowania toksyczne, ale nie potrafię nad niektórymi rzeczami zapanować. W takich momentach jestem w stanie nie czuć zimna,ciepła,głodu,czegokolwiek. Gdy się kłócimy, za każdym razem myślę o rozstaniu. On nie odpuszcza, mimo że doskonale wie o tym,co myślę i czuję. On sam ma prawdopodobnie ADHD, ale to jego i moja samodiagnoza. Bardzo często zapomina o wiele rzeczach,zaczyna i nie kończy (w domu czy w pracy). Jest kłębkiem niedokończonych rzeczy. Ja go za to akceptuję,ale czasami bardzo ciężko nam dojść do porozumenia, kiedy jesteśmy uparci przy swoim. Chcę powiedzieć, że w sytuacji kłótni problemem nie jest temat kłótni, czy on sam, ale przeraża mnie to, że kiedy mnie przytula na siłę, to każdy mój problem magicznie znika i zdaję sobie sprawę jak zależna jestem do tej osoby. On powiedział że będzie ze mną czy będzie taka czy inna diagnoza, po prostu na dobre i na złe. A ja nie wiem czy tego chcę. Wiem, że mogłabym trafić lepiej i gorzej, ale co jeśli to nie jest wystarczająco lepiej żebym mogła żyć tak całe życie? On zna całą moją historie,wszystkie moje traumy,każde moje utrapienie, ale łapię go na tym, że wiele zapomina albo nie myśli o mnie,kiedy podejmuję ważne lub mniej ważne decyzje. Przeszliśmy naprawdę sporo razem i boję się, że jeśli bym się z nim rozstała,to nie dałabym rady. I wiem ,że każdy powie, że dałabym radę i pewnie by tak było, ale nigdy nie byłabym już taka sama jaka jestem dzisiaj. A stałam się znowu małą dziewczynką, do kiedy z nim jestem. Dzięki niemu nauczyłam się siebie akceptować i nie walczyć. Po prostu kiedy cały dzień siedzę w domu i jedynym momentem kiedy mogę i chcę mieć kontakt z drugim człowiekiem, to jest to, kiedy on wraca z pracy i gra na konsoli. W wolnym czasie jest w stanie grać tak cały dzień. Kiedyś powiedział mi nawet, że woli żebyśmy siedzieli w domu i oszczędzali pieniądze, bo każde wyjście to koszt. To bardzo dziwne biorąc pod uwagę fakt, że kiedy jeszcze nie byliśmy razem, obiecał, że chce żebym zobaczyła cały świat ( że względu na choroby w rodzinie nigdy nie zaznałam rodzinnego wyjazdu), ale mam wrażenie że w tamtym momencie był to po prostu love bombing. Ja mu mowie o tym wszystkim, co piszę tutaj, ale nic się nie zmienia. Jedynie gdy naprawdę wymuszę, to wtedy gdzieś wyjdziemy. Nie jestem też typem osoby, która uwielbia wychodzić z domu, (bo ubranie się jest dla mnie jak kara, bardzo męczące) ale wyjście do lasu czy na spacer jest naprawdę fajną odskocznią. Czym dłużej jestem w tym związku, tym więcej widzę swojego zaangazowania, a mniej drugiej strony. Zauważyłam też, że coraz więcej rzeczy mnie irytuje. Kiedyś nie złościłam się na to, że mam mąkę pod palcami,a teraz nie mogę wytrzymać dłużej niż 10s przez uczucie mąki na palcach. Jest mnóstwo takich rzeczy. Są pozornie głupotą, a ja bardzo się tym denerwuję. Mam wrażenie że jako dziecko miałam takie same "głupoty", ale nie potrafiłam tego nazwać. Mam wrażenie, że zawsze przeszkadzały mi tekstury I hałas, ale myślałam, że tak ma każdy i nie kwestionowałam tego. Wiem, że psychoterapia powinna wiele dać (jestem w trakcie zaczęcia nowej, po 5 latach), ale chciałam usłyszeć opinię kogoś obcego. Każdą decyzję musimy podjąć sami i nie liczę na to, że ktoś podejmie ją za mnie, ale zastanawiam się na ile to wszystko, co dzieje się ze mną jest normalne. Czy może to wymyślam? Jak to wszystko nazwać i przede wszystkim dlaczego tak jest? Moim problemem jest kryzys, diagnoza,finanse i uczucia. Myślę, że praktycznie wszystko. Dziękuję za przeczytanie
Czuję się samotna, bezsilna, jestem wykończona. Trafiałam na przykre doświadczenia, jestem uzależniona od substancji. Wszyscy zostawiają mnie samą - proszę o pomoc
Jak mam sobie poradzić sama? Gdzie znaleźć kogoś, kto będzie chciał ze mną utrzymywać relacje? Moi rodzice w dzieciństwie traktowali mnie dobrze, później relacje z nimi pogorszyły się zupełnie. Wyrzucili mnie z domu i na gwałt musiałam szukać innego lokum. Potem donieśli na mnie do OPSu, bo syn w okresie buntu trochę pomarudził i olaboga, trzeba ratować. Potem trafiłam na toksycznego partnera, który był alkoholikiem. Z tego wszystkiego sama zaczęłam nadużywać pewnych substancji, żeby mieć siłę zmierzyć się z tym wszystkim. Aktualnie korzystam z tego sporadycznie, czego obecny partner nie rozumie. Sam będąc straumatyzowany, co większy problem, ucieka zostawiając mnie samą. Przyjaciółka, której bardzo pomagałam traktowała moje rady jako sterowanie i też zakończyła relacje. Brat, który widział mnie w stanie największego załamania, z pogardą stwierdził, że moja rozpacz jest od narkotyków i też mnie porzucił. Czuję się bardzo samotna, pozostawiona z "bałaganem", na który nie mam już siły. Wszyscy się ode mnie odwracają, wymagają więcej niż jedna kobieta jest w stanie udźwignąć. Nieważne jak się staram, nikt mnie nie docenia. Od połowy sierpnia marzę, żeby już to się skończyło, żeby ktoś przez przypadek mnie potrącił, żebym padła z przemęczenia.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.