Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Brak seksu i poczucie „mamusowania” partnera w związku – co robić?

Problem w związku. Jestem w 2 letnimi związku z partnerem. Mieszkamy razem, on pracuje bardzoo dużo, co się przekłada na brak energetii i chęci do zbliżenia. Kiedy do zbliżeniu dochodzi to jest to takie nijakie.. Kochamy się, świetnie się dogadujemy, ale ten seks to ciężki temat. Przez miesiące potrafimy się nie kochać vo nie wyjdzie z inicjatywa, nie chce mu się kupić gumek itp. Również kwestia że czasem mam wrażenie że mamusiuje mu za bardzo. Dbam o dom, staram się robić mu kanapki do pracy itp. On nie orientuje się co gdzie jest w domu, jest mało zorganizowany, czasem postrzegam go jak duże rozpieszczone dziecko. Nie wiem, co już myśleć. Były rozmowy.
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, pisze Pani, że "były rozmowy", czyli mówiła Pani partnerowi przynajmniej o części z tych spraw, o których Pani pisze. Wydaje się jednak, że te rozmowy niewiele zmieniły, a Pani nadal czuje rozczarowanie w kwestii zbliżeń seksualnych z partnerem i podziału obowiązków domowych. Zastanawiam się jak wyglądały te rozmowy, co powiedział partner, jak Pani mówiła o swoich oczekiwaniach. To, co istotne, kiedy rozmawiamy w związku to to, żeby: dobrze wybrać moment rozmowy (bez dodatkowych napięć, zaplanować, że będziemy rozmawiać o tym, co dzieje się między nami, żeby każdy mógł się przygotować chociaż mentalnie do tej rozmowy, zadbać o dobrą, spokojną atmosferę), żeby mówić wprost i szczerze o swoich uczuciach, potrzebach, pragnieniach (może partner nie wie, czego potrzebuje Pani w sferze erotycznej, może on również ma jakieś fantazje, o których nigdy wcześniej nie powiedział), ale również, że uważnie słuchać uczuć, potrzeb i pragnień partnera. Tylko wzajemne słuchanie pozwoli wypracować kompromis, znaleźć rozwiązania, które spełnią oczekiwania obu stron. W tym, co Pani pisze widzę też takie Pani wahanie - kto jest odpowiedzialny za to, kto dba o dom. Z jednej strony pisze Pani, że to Pani przejęła inicjatywę "mamusiowaniem", a z drugiej, że postrzega Pani partnera jak "duże rozpieszczone dziecko". Być może to, co się zadziało jest wynikiem działań Was obojga - Pani widząc zapracowanie partnera zaczęła brać na siebie większość obowiązków, a Pani partner będąc zapracowany z ulgą przyjął ten podział obowiązków. Nie musi tak zostać. Jeśli zdała sobie Pani sprawę, że dbanie o dom i organizowanie życie poza pracą Panią przytłacza warto wrócić również do tej rozmowy i ze spokojem zastanowić się, co kto może wziąć na siebie, jak zmienić podział, że nikt nie czuł się nadmiernie przytłoczony. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Relacja, którą Pani opisuje, utknęła w martwym punkcie, ponieważ doszło w niej do całkowitego zaburzenia ról. Pani „mamusiowanie” - choć wynika z troski - w rzeczywistości kastruje Państwa bliskość. W psychologii to zjawisko jest dobrze znane: nadmierna opiekuńczość zabija pożądanie. Trudno postrzegać partnera jako atrakcyjnego, silnego mężczyznę, gdy trzeba mu robić kanapki i pilnować, żeby wiedział, gdzie leżą jego własne rzeczy. Z kolei on, obsadzony w roli „rozpieszczonego dziecka”, traci jakąkolwiek potrzebę inicjatywy, co widać nawet w tak błahej, a jednak symbolicznej kwestii jak zakup prezerwatyw.

Jeśli rozmowy nie przyniosły efektu, czas przestać mówić, a zacząć działać poprzez zaniechanie. Musi Pani odpuścić rolę organizatorki jego życia. Jeśli on nie kupi gumek, nie dochodzi do zbliżenia. Jeśli nie wie, gdzie co jest w domu, musi sam to znaleźć. Jeśli nie zrobi sobie jedzenia, będzie głodny. Dopóki będzie Pani podtrzymywać jego niesamodzielność, on nie będzie miał powodu, by dorosnąć i przejąć odpowiedzialność za Państwa relację, w tym za sferę intymną.

Seksualność dorosłych ludzi karmi się partnerstwem i pewnym rodzajem napięcia, którego nie ma w relacji matka-syn. Pani partner jest chronicznie zmęczony pracą, ale to tylko połowa problemu - drugą połową jest fakt, że czuje się u Pani zbyt bezpiecznie i bezobsługowo. Odzyskanie namiętności wymaga od Pani odwagi do bycia mniej „pomocną”, a od niego - stanięcia na własnych nogach. Tylko w ten sposób ma Pani szansę przestać być jego opiekunką, a znowu stać się jego kobietą.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

To, co Pani opisuje, dotyczy dwóch ważnych obszarów relacji: bliskości seksualnej i podziału odpowiedzialności w codziennym życiu. Oba mogą mocno wpływać na poczucie równowagi w związku. Jeśli chodzi o seks, brak inicjatywy, zmęczenie i „nijakość” zbliżeń często nie wynikają z braku uczuć, ale z przeciążenia, rutyny albo spadku energii. Jednocześnie, jeśli temat jest długo nierozwiązany, może rodzić frustrację i poczucie odrzucenia u drugiej osoby. Drugi wątek to przejmowanie przez Panią roli osoby organizującej wszystko. Gdy jedna osoba zaczyna przejmować dużą część obowiązków domowych i „ogarniania życia”,  można wejść w schemat opiekun–dziecko, co z czasem również może osłabiać relację partnerską i wpływać na atrakcyjność seksualną. Sama rozmowa, jeśli nie prowadzi do zmiany zachowań, może nie wystarczyć. Ważne byłoby wprowadzenie konkretnych ustaleń np. dotyczących inicjowania bliskości, odpowiedzialności za organizację życia czy podziału obowiązków.

Warto także przyjrzeć się temu, czy w tej relacji Pani potrzeby (bliskość, seksualność, partnerstwo) są realnie zaopiekowane, czy raczej to Pani dostosowuje się do tempa i stylu funkcjonowania swojego partnera.

Jeśli rozmowy były, ale nic się nie zmienia, pomocna może być terapia par albo indywidualne uporządkowanie wraz ze specjalistą granic i oczekiwań wobec relacji.
Serdecznie pozdrawiam
Joanna Cichosz

Natalia Krawiec-Jokiel

Natalia Krawiec-Jokiel

Dzień dobry Anonim, 

Bardzo dziękuję za podzielenie się swoją historią. Widzę, że próbowałaś podejmować rozmowy na przedstawiony temat, jednocześnie nasuwa mi się pytanie: czy po rozmowach wracaliście to omówienia tego co się zmieniło, a co pozostało bez zmian? To bardzo ważne, aby po chęci wprowadzenia zmian sprawdzać czy one w ogóle zaistniały. To jest jedno, druga sprawa dotyczy samej intymności, o której napisałaś. Proponuję żebyś pomyślała o tym kiedy jest w Waszym życiu czas na zbliżenie. Jeżeli Twój partner po pracy nie ma ochoty, nie inicjuje zbliżenia, jest przemęczony, przebodźcowany, zestresowany, a Ciebie to frustruje, warto rozważyć wprowadzenie zmian co do czasu na seks w ciagu dnia. Seks nie jest zarezerwowany tylko na wieczór, szczególnie jeżeli wieczorem po całym dniu partner nie ma na to siły. Pamiętaj też, że z punktu widzenia fizjologicznego i biologicznego, najwyższy poziom testosteronu mężczyzna osiąga rano, a wieczorem jest ten poziom najniższy, a co za tym idzie - ochota na seks jest wyższa w godzinach porannych. Może warto rozważyć te kwestię i porozmawiać o tym z partnerem. Warto również przyjrzeć sie jak Wasz seks wygląda w kontekście jakości. Być może zmiana dynamiki, wprowadzenie pewnej spontaniczności, skorzystanie z dostępnych na rynku gadżetów, bielizny sprawi, że partner wykaże większe zaangażowanie.  Mężczyźni to wzrokowcy :) Intymność w relacji jest niezwykle ważna, scala i cementuje więź, daje poczucie bezpieczeństwa i przywiązania. Bez tych elementów niejednokrotnie może dochodzić do rozpadu relacji. Ostatecznie sugeruje rozważenie konsultacji u seksuologa lub terapię par. Podczas tych konsultacji będzie napiętnowana przestrzeń do rozmowy na temat relacji, potrzebach własnych i partnera, elementów których modeluje lub są w nadmiarze. 

Zachęcam Cię również do lektury, polecam Ci dwie książki, które w bardzo przystępny sposób przedstawią Ci wartościowe spojrzenie na związek. Są to: „Sztuka bycia razem” R. Kowalczyk, D. Krawczyk, A. Stola oraz „Miłość to czasownik” O. Kordys-Kozierowska. 

 

Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam mocno kciuki. 

Natalia Krawiec-Jokiel 

 

Marta Lenarczyk

Marta Lenarczyk

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, brzmi jak relacja, w której jest dużo bliskości i porozumienia na co dzień, ale jednocześnie pojawiają się dwa obszary, które zaczynają być coraz trudniejsze: brak satysfakcjonującej bliskości seksualnej oraz poczucie, że w codzienności bierze Pani na siebie bardzo dużo, momentami wchodząc w rolę bardziej opiekuńczą niż partnerską. To połączenie pojawia się  u wielu par i w pewnym momencie się z nim mierzą.

 

Zmęczenie i duże obciążenie pracą mogą realnie wpływać na poziom energii i libido. Jednocześnie, kiedy w relacji zaczyna się pojawiać układ, że jedna strona ogarnia, dba, organizuje, a druga strona korzysta, bardzo łatwo o spadek napięcia i pożądania.

 

To, że Państwo już rozmawialiście, jest ważne. Czasem jednak rozmowy pozostają dość ogólne i nie przekładają się na konkret. Może być pomocne, żeby na chwilę rozdzielić te dwa obszary i przyjrzeć się im bardziej praktycznie:

 

Bliskość i seks
- czego Pani realnie potrzebuje (nie tylko w kontekście więcej, ale jakiej jakości kontaktu, inicjatywy, obecności),
- czy partner widzi ten temat jako wspólny obszar do zaopiekowania się,
- czy jesteście w stanie umówić się na małe, konkretne kroki (np. czas tylko dla Was, bez presji na efekt, ale z intencją bycia bliżej).

 

Codzienność i odpowiedzialność
- co dziś jest po Pani stronie, a co mogłoby zostać oddane partnerowi,
- gdzie kończy się troska, a zaczyna przeciążenie i frustracja,
- jakie drobne zmiany byłyby możliwe, żeby przywrócić więcej równowagi (np. rezygnacja z części opiekuńczych działań, które nie są konieczne).

 

Warto też delikatnie przyjrzeć się swojej roli: czy rola, w którą Pani wchodzi, choć z dobrej intencji, nie oddala Was od bycia parą w sensie partnerskim i bliskościowym.

 

Myślę sobie, że może na tym etapie Państwa sytuacja potrzebuje zmian w Waszych codziennych nawykach i sposobie bycia razem, nie tylko rozmów, a to, że Pani zauważyła trudności, nazywa je, jest już bardzo ważnym krokiem do rozpoczęcia zmian.
 

Jeśli mimo prób nic się nie zmienia, pomocna może być konsultacja par, żeby przyjrzeć się temu spokojnie z kimś z zewnątrz. W takich sytuacjach niektórym parom pomaga też rozmowa z seksuologiem, jako bezpieczna przestrzeń do zobaczenia, co wpływa na poziom pożądania i jak można ten obszar stopniowo odbudowywać.

Marta Lenarczyk

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry, 

Brzmi, jakbyś była bardziej w roli partnerki-opiekunki niż kobiety, która czuje się pożądana i zaopiekowana emocjonalnie. I często właśnie wtedy w związku zaczyna znikać napięcie seksualne - trudno czuć pociąg tam, gdzie pojawia się dynamika „ogarniam za nas dwoje”.

To też nie brzmi jak brak miłości, tylko bardziej narastające zmęczenie i poczucie samotności w relacji, mimo że jesteście razem.

Pozdrawiam 

Kinga Osmulska 


 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry.

Z Pani opisu wynika, że problem nie dotyczy wyłącznie współżycia, ale całej dynamiki relacji. Często zdarza się, że gdy jedna osoba przejmuje większość obowiązków, organizację życia i opiekę nad partnerem, związek zaczyna przypominać bardziej relację opiekun-podopieczny niż partnerską. W takiej sytuacji bliskość i pożądanie mogą stopniowo słabnąć.

Warto zastanowić się czy partner jest gotowy wziąć większą odpowiedzialność za wspólne życie oraz aktywnie zaangażować się w pracę nad relacją. Jeśli rozmowy nie przynoszą efektów, dobrym rozwiązaniem może być konsultacja u psychologa lub terapeuty par. Czasami obecność neutralnej osoby pomaga nazwać trudności i znaleźć rozwiązania, których samodzielnie trudno dostrzec.

Proszę również pamiętać o swoich potrzebach. Związek opiera się na wzajemności, zarówno w codziennych obowiązkach, jak i w budowaniu bliskości. Jeśli tylko jedna osoba stale daje i przejmuje odpowiedzialność, z czasem może pojawić się zmęczenie, frustracja i oddalenie.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Dzień dobry. Jestem od 12 lat w związku (właśnie dziś mija 12 lat)
Dzień dobry. Jestem od 12 lat w związku (właśnie dziś mija 12 lat), z tego związku mamy 2 dzieci i od roku jesteśmy po ślubie. 2 lata temu mój mąż (wtedy jeszcze narzeczony) był pracoholikiem, sięgał też po narkotyki, żeby móc więcej pracować (przerosła go rola ojca i głowy rodziny-to już wszystko wiemy) i niestety wdał się w romans. Mieliśmy za sobą rozstanie itd. Jednak bardzo go kochałam, on twierdził, że on mnie też. I jakoś udało nam się to wszystko sklepić, uratować. Mąż jest nie do poznania. Stara się, jest cudowny. Ale ja. Ja sobie chyba jednak nie radzę z tym romansem. Z faktem, że odszedł do innej w momencie, gdy ja walczyłam z depresją i myślami samobójczymi. Boję się każdego dnia. Nie umiem sobie poradzić z bólem, żalem i lękiem, że on pewnego dnia znów mnie skrzywdzi. Myślę, że mam też zaburzenia odżywiania z tego powodu. Uważam, że jestem za gruba, więc się głodzę, a później wpadam w szał obżerania się wszystkim, co wpadnie mi w ręce. Kocham mojego męża. Ale nie potrafię poradzić sobie z moimi emocjami i wspomnieniami. Mąż cierpliwie słuchał gdy mu się żaliłam, ale mam wrażenie, że on już ma tego dość. Na co dzień jest normalnie. Kochamy się, okazujemy sobie uczucia, dbamy o siebie wzajemnie, spędzamy razem mnóstwo czasu. Ale przychodzi taki moment, że mam retrospekcje i nie umiem się tego pozbyć. Wszystko wraca ze zdwojoną siłą. I nie umiem sobie z tym poradzić. Chciałbym o tym zapomnieć, ale nie umiem. Na terapię niestety nie mam możliwości pójść, ponieważ nie mam z kim zostawić dzieci, gdy mąż jest za granicą. Bardzo się boję, że nie dam rady i będę musiała odejść od męża. A tego nie chcę, chcę spędzić z mężem resztę życia. Ale lęk jest tak silny, że sobie z nim nie radzę.
Teściowa obwinia mnie za chorobę męża - uważa związek za toksyczny, mimo że taki nie jest. Jak sobie z nią poradzić?
Dzień dobry, U mojego męża zostały stwierdzone przez psychiatrę zaburzenia lękowo depresyjne. Obecnie leczy się farmakologicznie i jest w procesie terapii. Podczas jednego z ataków lęku nie wiedząc co mam robić (niedawno urodziłam dziecko), a mając noworodka na rękach- napisałam do teściowej smsa, w której prosiłam o interwencję, bo już sobie nie radzę z męża chorobą, a mam maleńkie dziecko. Teściowa następnego dnia przyjechała (250 km) do naszego domu i oskarżyła mnie, że choroba mojego męża jest moją winą, bo kilka razy słyszała jak sprzeczałam się z mężem. Stwierdziła, że go poniżam. Jestem osobą ekstrawertyczną o fakt, jak coś się wydarza, np. Stłuczka samochodowa to potrafię wyrzucić emocje od razu. Nie kumuluję tego w sobie i tesciowa była świadkiem kilku takich sytuacji. Czuję ogromny żal do teściowej, bo lęki mojego męża towarzyszą mu od momentu w którym się poznaliśmy. Wiele godzin przegadaliśmy, to ja nakłoniłam męża na terapię, nie chciał tego, nie był przekonany do niej, a teraz po wielu latach sam stwierdził, że już musi pójść po pomoc, bo sobie nie radzi. Zawsze staram się wspierać męża, ale nazwanie naszego związku toksycznym, a mnie winną jego choroby to dla mnie za dużo. Tesciowa uważa, że mówi to z troski, że mamy się przyznać, że moje zachowanie względem męża jest toksyczne i to ja jestem winna sytuacji. Nie pomaga tłumaczenie, że źle interpretuje rzeczywistość, odpowiada, że swoje wie, a o toksyczności naszego związku przekonana jest cała rodzina (ze strony męża). Nie wiem jak się zachowywać w tej sytuacji. Nie mam ochoty kontaktować się z teściową, mąż również, a tesciowa za brak kontaktu znowu obwinia mnie. Czuję, że cokolwiek bym bie zrobiła czy powiedziała- zostanę obwiniona o wszystko. Proszę o pomoc jak zachowywać się w tej sytuacji. Jak postępować? Nie chcę eskalacji ale żal pozostaje za bezpodstawne oskarżenie. Widzę też jak mąż to bardzo przeżywa.
Relacja z mężczyzną, z którym spotkania kończą się seksem. Czy nie nazwaliśmy naszych uczuć miłością, bliższą relacją? Nie wiem czy wracać do tego.
Dzień dobry. Mam pewien problem, który nie daje mi spokoju. Całą szkołę średnią przyjaźniłam się z pewnym chłopakiem. Nagle pod koniec szkoły wylądowaliśmy w łóżku. Spotykaliśmy się normalnie jak dawniej jeszcze 2 lata. Ale zdarzało nam się wyładować w łóżku. Nigdy nie byliśmy razem. W pewnym momencie, gdy zaczęłam się z kimś spotkać On zaczął mnie zapraszać na wyjazdy nad morze, w góry, imprezy rodzinne. Wycofałam się, bo się bałam, że będę cierpiała. Po roku znalazł kobietę, był z nią jakiś czas. Zerwali, ale kontakt w moją stronę wrócił. Tylko nie taki jak kiedyś, bo teraz jak się widzimy to kończy się łóżkiem. Ciągnie mnie do niego od strefy łóżka, wiem, że ja jego też. Co myśleć o takiej znajomości? Nasze wiadomości też nie są takie jak kiedyś, nie pisze co u mnie, jak się czuje, tylko pisze co by nie zrobił itp. Wiem, że to przykre, bo nie mam już 20 lat. Co więcej często myślę co gdyby... a mam faceta... i nie wiem, to była prawdziwa miłość, której nigdy nie nazwaliśmy po imieniu? Czuję się rozdarta, bo proponuję spotkanie, a mam faceta. Ale wiem też, że to co do niego czuje jest silniejsze niż wszystko inne. Co zrobić? Jak to odbierać?
Zdrada w związku - miłość bez zaufania, jak sobie z tym poradzić?
Byłam w związku pół roku, ale okazało się po moim odkryciu prawdy, że w między czasie partner kontynuował związek ze swoją partnerką, z którego rzekomo nie mógł się wyplątać. Wyszła cała afera,najpierw byłam ja u niej a później ona u mnie. Ale suma sum arum on wybrał mnie,wyprowadził się od niej, stanął na własne nogi i postanawia odbudować moje zaufanie. Nie wiem, co zrobić. Pomimo tego, co zrobił, dalej bardzo go kocham. Straciłam do niego zaufanie i ciężko mi z tym na ten moment. Chodzi jeszcze o to, że moja rodzina jest na niego wściekła, że oszukał mnie i ich i nie rozumieją mojego zachowania. Jest to zrozumiałe. Nie wiem, jak to pogodzić. On bardzo się teraz stara, a jest zawzięty bo twierdzi, że dzięki tym sytuacjom dostrzegł to, że jestem miłością jego życia. Pytanie jest czy taka osoba jest w stanie się zmienić?? I czy moje obawy względem akceptacji tego związku przez rodzinę są za bardzo emocjonalne?
Odrzucam każdego, kto bardziej się zbliży.
Nie wiem dlaczego odrzucam każdego, kto chce nawiązać ze mną bliższą relacje. Zaczynam obwiniać siebie, myślę, że jest coś ze mną nie tak, bo moi rówieśnicy nie mają z tym problemu.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.