Left ArrowWstecz

Brak zaufania przez kontakt partnerki z byłą osobą – jak rozpoznać granicę i zadbać o siebie?

Jestem w relacji, w której od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem braku bezpieczeństwa i zaufania. Moja partnerka utrzymuje kontakt z byłą osobą, tłumacząc to trudną sytuacją zdrowotną tamtej osoby. Rozumiem ten kontekst i naprawdę staram się patrzeć na to z empatią. Problem polega na tym, że mimo moich jasnych komunikatów, że ta sytuacja mnie rani i jest dla mnie trudna, niewiele zmienia się w praktyce. Kontakt nadal trwa, zdarzają się spotkania, a czasem mam wrażenie, że pewne rzeczy nie są mówione wprost albo są pomijane. To sprawia, że moje zaufanie nie rośnie, tylko maleje. Z jednej strony słyszę zapewnienia o miłości i o tym, że to „tylko przyjaźń”, z drugiej – moje doświadczenie jest pełne napięcia, analizowania i niepewności. Czuję się, jakbym była w stałym konflikcie między tym, co słyszę, a tym, co widzę i czuję. Mam też poczucie, że wpadłyśmy w błędne koło: ja zgłaszam ból i potrzebę zmian, ona mówi, że się stara, ale jednocześnie utrzymuje zachowania, które ten ból wywołują. Do tego dochodzi unikanie rozmów albo ich niedomykanie, co tylko pogłębia dystans. Najtrudniejsze jest dla mnie to, że zaczęłam wątpić w siebie – czy nie przesadzam, czy nie jestem zbyt wymagająca, czy nie powinnam „bardziej zaufać”. Jednocześnie czuję coraz większe zmęczenie i lęk, a nie spokój. Zastanawiam się: czy w takiej sytuacji da się jeszcze realnie odbudować zaufanie, jeśli jedna strona nie jest w stanie zmienić kluczowego zachowania, jak odróżnić moment, w którym warto jeszcze próbować, od momentu, w którym zostaję w czymś kosztem siebie, i czy moje odczucia są adekwatne, czy rzeczywiście mogę je traktować jako sygnał, że coś jest dla mnie nie do przyjęcia. Czuję, że jestem już na granicy emocjonalnego zmęczenia i nie wiem, czy powinnam dalej próbować to ratować, czy raczej skupić się na ochronie siebie.
User Forum

Kamila

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Kamilo, 

poczucie stałego konfliktu między tym, co Pani słyszy, a tym, co widzi, to sygnał, że Pani granice są systematycznie naruszane. Zaufanie buduje się na spójności słów i czynów, a w tej sytuacji ich brak sprawia, że Pani lęk jest całkowicie adekwatną reakcją, a nie dowodem na bycie zbyt wymagającą. Skoro komunikowanie bólu nie zmienia zachowania partnerki, warto zadać sobie pytanie, czy relacja, w której Pani spokój jest poświęcany dla dobra osoby trzeciej, jest dla Pani bezpieczna. Odbudowa zaufania jest niemożliwa, dopóki jedna strona priorytetyzuje kontakt wywołujący ból u drugiej – ochrona siebie i zaufanie do własnej intuicji są teraz ważniejsze niż dalsze próby ratowania układu, który kosztuje Panią zdrowie emocjonalne.

 

Pomyślności

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Dzień dobry,

 

w Pani słowach słychać emocjonalne wyczerpanie i rodzaj poznawczego zagubienia, który często pojawia się, gdy nasze wewnętrzne sygnały ostrzegawcze są systematycznie podważane. Opisuje Pani stan, w którym Pani instynkt mówi jedno, a komunikaty płynące od partnerki – drugie. To rozdarcie jest trudne dla zdrowia psychicznego.

 

Znajduje się Pani w sytuacji, w której Pani układ nerwowy rejestruje zagrożenie (spotkania partnerki z byłą osobą, brak transparentności), ale na poziomie intelektualnym jest Pani karmiona zapewnieniami o „tylko przyjaźni” i „miłości”. Kiedy to, co Pani widzi, nie zgadza się z tym, co Pani słyszy, pojawia się głęboki niepokój. To nie jest „brak zaufania” jako Pani cecha charakteru, ale naturalna reakcja organizmu na niespójność sygnałów. Zaufanie nie jest decyzją, którą można podjąć siłą woli; ono jest rezultatem powtarzalnych, bezpiecznych zachowań.

 

Zastanawia się Pani, czy nie przesadza i czy nie jest zbyt wymagająca. To bardzo charakterystyczny moment w relacjach, w których granice jednej osoby są regularnie przesuwane. Jeśli Pani potrzeby (spokój, jasność, priorytetowość) są nazywane „przesadą” lub ignorowane pod płaszczykiem empatii dla osoby trzeciej, zaczyna Pani tracić zaufanie do własnych zmysłów. Warto przyjąć, że Pani ból jest faktem, niezależnie od tego, jakie intencje stoją za zachowaniem partnerki. Skoro sytuacja Panią rani, to znaczy, że granica Pani bezpieczeństwa została przekroczona.

 

Opisuje Pani sytuację, w której „trudna sytuacja zdrowotna” byłej osoby staje się ważniejsza niż Pani poczucie bezpieczeństwa w związku. To stawia Panią w roli osoby, która musi konkurować o uwagę i lojalność z kimś z przeszłości. Takie ustawienie ról w związku sprawia, że czuje się Pani „tą drugą”, nawet jeśli formalnie jest Pani jedyną partnerką. Trudno o regenerację zaufania, gdy Pani cierpienie jest traktowane jako „koszt”, który partnerka decyduje się ponosić w imię pomocy innej osobie.

 

Pisze Pani o granicy emocjonalnego zmęczenia. To stan, w którym Pani zasoby na „wyrozumiałość” i „empatię” po prostu się wyczerpały. Unikanie rozmów i ich niedomykanie sprawia, że rany pozostają otwarte. W psychologii mówimy o tzw. niepełnym domknięciu – sytuacje, które nie zostały wyjaśnione do końca, wracają do nas ze zdwojoną siłą w postaci lęku i obsesyjnych myśli.

Pytanie o to, czy warto próbować, często sprowadza się do pytania o to, czy jest w ogóle z kim próbować. Odbudowa zaufania wymaga zaangażowania obu stron – jedna osoba nie jest w stanie „wypracować” bezpieczeństwa dla dwojga, jeśli druga strona nie zmienia zachowań generujących lęk.

Zanim zdecyduje Pani o przyszłości tej relacji, warto zatrzymać się przy sobie: jak by się Pani czuła, gdyby jutro obudziła się Pani w świecie, w którym Pani głos jest słyszany, a Pani spokój jest dla partnerki absolutnym priorytetem? Jak bardzo ten obraz różni się od Pani dzisiejszej rzeczywistości?

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani Kamilo

 

Nie musi się Pani tak czuć, a partnerka powinna zrozumieć Pani obawy i jeżeli to Pani przeszkadza, ograniczyć do minimum kontakty z byłą. Jednak to się nie zmieni póki nie zmieni się zachowanie partnerki. Pytanie, na ile jej zależy na Pani, a na ile na byłej? Proszę rozważyć terapię par. 

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Mam 33 lata, skończyłam gimnazjum praktycznie na samych dop. dost. Tata zmarł, jak miałam 4 lata , pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej.
Mam 33 lata, skończyłam gimnazjum praktycznie na samych dop. dost. Tata zmarł, jak miałam 4 lata , pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, mam zdiagnozowane zaburzenia obsesyjno -kompulsywne, zaburzenia koncentracji . Jestem po ciężkim związku z sutenerem. Jestem osobą uległą, która tłumaczy się ze wszystkiego . Nie umiem tabliczki mnożenia. Jako dziecko, w wieku szkolnym, okropnie bałam się szkoły. Od małego czuję się niewartościowa i jakby daję się wykorzystywać z braku wiedzy ... po przeczytaniu bibli byłam pewna, że jestem Bogiem , że mam moc przewidywania wypadków, diagnozowania chorób, mam manię, że mój były wie wszystko, co robię. Czuję, jakbym nie żyła rzeczywistością... obecnie biorę elicea-q tab 5 mg i stan się poprawił... jak uświadomię sobie, że mam tylko jedno życie, ogarnia mnie przerażenie... Mam również somatyzację przeżyć. Przy ostatniej kłótni z byłym, poczułam, jakby zmniejszenie mojego ciała ( wibracji ) , pierwsze takie uczucie miałam, jako małe dziecko, podczas choroby , bodajże świnki. Przed braniem tabletek czułam mrowienie raz w rękach, raz w przedramionach i w łydkach. Mam wrażenie, że ludzie się ze mnie śmieją , że to jakiś film o mnie, jak widzę skierowane kamery telefonów myślę, że mnie nagrywają... często słyszę, że jestem niezdecydowana ... bardzo szybko zapominam poznane nowe imiona , często nie umiem przypomnieć nazwy jakiegoś przedmiotu. Czy to może być schizofrenia ? Lub dwubiegonowka?
Jak poradzić sobie z nagłymi zmianami życiowymi po zakończeniu związku?

Moje życie w ciągu 3 miesiącu zmieniło się z uporządkowanego w kompletny bajzel! Zakończony letni związek, poszukiwanie nowego mieszkanka na własną rękę, wplątanie się w situationship poniekąd bez świadomości, który teraz też się skończył. To wszystko na raz sprawiło, że czuję się bezwartościowa, że moje życie to pasmo porażek i że nie osiągnęłam nic, z czego mogłabym być dumna. Myślę o rozpoczęciu terapii, bo to wszystko sprawia, że czuję się w sposób, w jaki nie chce się czuć.

Problemy w związku po narodzinach dziecka: odrzucenie, zdrada i poczucie winy

Jesteśmy z partnerem ze sobą 15 lat, mamy bobasa w domu. Przed ciążą i w trakcie ciąży wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. Świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko. Mąż bardzo o mnie dbał, mówił, jak to jest szczęśliwy. W dniu porodu był ze mną, bardzo mnie wspierał.

Ale nagle wszystko się zmieniło w dniu odbioru nas ze szpitala. Stał się oschły i rozdrażniony. Przez całą drogę do domu się nie odzywał i był niezadowolony. Po kilku dniach przestał spać ze mną w łóżku, stopniowo się ode mnie odcinał. Zwalałam to na jego zmęczenie i skłonności do depresji.

Oczywiście, mimo tego wychodził na spotkania ze znajomymi. Ale nie chciał wyjść ze mną. Chciał, żebym wychodziła ja albo on. Gdy dziecko miało pół roku, miał próbę samobójczą. Usłyszałam w złości, że to moja wina, bo ze mną nie chce żyć. Później emocje opadły, przeprosił mnie. Ale po tym jeszcze bardziej mnie odtrącił.

Co gorsza, zaczął widzieć mnie fizycznie inaczej niż jestem. Wyolbrzymia, że jestem tłusta, że jestem brzydka i że jemu jest ciężko. Ja wiem, że nie jestem idealna, ale naprawdę nie jestem w typie „brzydkiej kobiety”. Nie mam nadwagi. Zaczęłam jeszcze bardziej się odchudzać. Chudnę, ale on ciągle widzi mnie w zakrzywionej rzeczywistości jako grubasa oblanego tłuszczem.

Po roku próśb o rozmowę wyszły na jaw dziwne sytuacje. Okazało się, że wśród znajomych koleżanka go podrywała, pisała do niego i za każdym razem opowiadała, jak to jej się chce seksu. Gdy skrytykowałam jej zachowanie, wściekł się na mnie, uważając, że ona nie robi nic złego, a ja jestem nienormalna i mam o niej nic złego nie mówić.

Były w międzyczasie lepsze i gorsze chwile, ale jakiś czas temu oznajmił, że chce mieć inne kobiety. I że je będzie miał – bez względu na mnie. Mogę to zaakceptować i będziemy swingować razem z innymi, albo nie – i wtedy będzie mnie zdradzać, bo „mi nie można szczerze nic powiedzieć o swoich potrzebach”. A on chce z kobietami innymi niż ja uprawiać seks i je pieścić.

Kiedy próbowałam mu wyjaśnić, że rozpoczęcie swingowania nie jest dobre, skoro związek jest w fatalnym stanie, i że mnie boli, gdy mówi, że chce pieścić inne kobiety, to słyszę, że „ze mną nigdy nie można być szczerym”. I że „od zawsze wiedział, że lepiej mi nic nie mówić”. Po czym drze się, że jestem „tłustą dupą” i pyta, czemu nie akceptuję tego, że on chce mieć seks z innymi.

Nie rozumiem. Zadałam mu proste pytanie: „Co w sytuacji, gdy para, z którą mielibyśmy swingować, mi nie będzie pasowała i facet będzie mnie odpychał? Czy byłbyś w stanie zostawić tę obcą kobietę i zająć się mną, a ją odpuścić?”. Usłyszałam, że „nie”. Jakby była w jego typie, wolałby ją pieścić i całować jej cipkę niż wyjść ze mną.

Piszę, bo on mi wyrzuca, że nie myślę o nim, że liczy się tylko to, co ja chcę. A ja czuję, że wariuję.

Czy ja jestem egoistką?

Okropnie boli mnie rozwód z żoną. Jak długo mam się męczyć?
Witam ,chciałbym się podzielić moją historią- mianowicie czeka mnie rozwód z żoną, z którą jestem 18 lat, kocham ją całym sercem, lecz zaniedbałem ostatnie dwa lata naszego małżeństwa, natomiast ona nie widzi żadnej nadziei. Jestem zdruzgotany, nie chce nigdzie się ze mną się nawet pokazać, tylko ze swoimi nowymi znajomymi ,biorę leki ,które przepisał mi psychiatra. Najbardziej boli, że ona nie robi nic, żeby cokolwiek uratować. Ja się staram jak mogę, ile jeszcze to będzie bolało? pozdrawiam
Ciężka sytuacja z byłym mężem - zazdrość o jego partnerkę, ciągłe walki o dzieci i alimenty.
Witam, nie mogę sobie poradzić z emocjami, jakie we mnie wywołuje nowa partnerka męża. Jeszcze nie mamy rozwodu, który jest bardzo konfliktowy. Ja odeszłam po latach od męża, czułam się samotna i nieszanowana. Mamy 3 dzieci. Wydawało mi się, że nowa partnerka załagodzi zachowania męża, cieszyłam się, gdy się o niej dowiedziałam, zmian w zachowaniu męża nie ma. Jest złość i nienawiść, walka o kontakty z dziećmi i alimenty. Poza tym chyba nawet jestem o nią zazdrosna, nienawidzę siebie, że tak to odczuwam. Denerwuje mnie nawet to, jak dobrze mówią o niej moje dzieci, gdy spędzają razem weekendy. Dodam, że nie jestem w związku. Odczuwam stres, gdy myślę, jak razem spędzają czas, jak mąż z nią spędza noce. Nie posądzałabym się o takie uczucia, ale one są. Niekiedy wybucham nerwowo w stronę dzieci, gdy opowiadają mi o niej. Jak sobie pomóc? To mnie wykańcza. Tyle już zniosłam.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!