Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Brak zaufania przez kontakt partnerki z byłą osobą – jak rozpoznać granicę i zadbać o siebie?

Jestem w relacji, w której od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem braku bezpieczeństwa i zaufania. Moja partnerka utrzymuje kontakt z byłą osobą, tłumacząc to trudną sytuacją zdrowotną tamtej osoby. Rozumiem ten kontekst i naprawdę staram się patrzeć na to z empatią. Problem polega na tym, że mimo moich jasnych komunikatów, że ta sytuacja mnie rani i jest dla mnie trudna, niewiele zmienia się w praktyce. Kontakt nadal trwa, zdarzają się spotkania, a czasem mam wrażenie, że pewne rzeczy nie są mówione wprost albo są pomijane. To sprawia, że moje zaufanie nie rośnie, tylko maleje. Z jednej strony słyszę zapewnienia o miłości i o tym, że to „tylko przyjaźń”, z drugiej – moje doświadczenie jest pełne napięcia, analizowania i niepewności. Czuję się, jakbym była w stałym konflikcie między tym, co słyszę, a tym, co widzę i czuję. Mam też poczucie, że wpadłyśmy w błędne koło: ja zgłaszam ból i potrzebę zmian, ona mówi, że się stara, ale jednocześnie utrzymuje zachowania, które ten ból wywołują. Do tego dochodzi unikanie rozmów albo ich niedomykanie, co tylko pogłębia dystans. Najtrudniejsze jest dla mnie to, że zaczęłam wątpić w siebie – czy nie przesadzam, czy nie jestem zbyt wymagająca, czy nie powinnam „bardziej zaufać”. Jednocześnie czuję coraz większe zmęczenie i lęk, a nie spokój. Zastanawiam się: czy w takiej sytuacji da się jeszcze realnie odbudować zaufanie, jeśli jedna strona nie jest w stanie zmienić kluczowego zachowania, jak odróżnić moment, w którym warto jeszcze próbować, od momentu, w którym zostaję w czymś kosztem siebie, i czy moje odczucia są adekwatne, czy rzeczywiście mogę je traktować jako sygnał, że coś jest dla mnie nie do przyjęcia. Czuję, że jestem już na granicy emocjonalnego zmęczenia i nie wiem, czy powinnam dalej próbować to ratować, czy raczej skupić się na ochronie siebie.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Kamilo, 

poczucie stałego konfliktu między tym, co Pani słyszy, a tym, co widzi, to sygnał, że Pani granice są systematycznie naruszane. Zaufanie buduje się na spójności słów i czynów, a w tej sytuacji ich brak sprawia, że Pani lęk jest całkowicie adekwatną reakcją, a nie dowodem na bycie zbyt wymagającą. Skoro komunikowanie bólu nie zmienia zachowania partnerki, warto zadać sobie pytanie, czy relacja, w której Pani spokój jest poświęcany dla dobra osoby trzeciej, jest dla Pani bezpieczna. Odbudowa zaufania jest niemożliwa, dopóki jedna strona priorytetyzuje kontakt wywołujący ból u drugiej – ochrona siebie i zaufanie do własnej intuicji są teraz ważniejsze niż dalsze próby ratowania układu, który kosztuje Panią zdrowie emocjonalne.

 

Pomyślności

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Dzień dobry,

 

w Pani słowach słychać emocjonalne wyczerpanie i rodzaj poznawczego zagubienia, który często pojawia się, gdy nasze wewnętrzne sygnały ostrzegawcze są systematycznie podważane. Opisuje Pani stan, w którym Pani instynkt mówi jedno, a komunikaty płynące od partnerki – drugie. To rozdarcie jest trudne dla zdrowia psychicznego.

 

Znajduje się Pani w sytuacji, w której Pani układ nerwowy rejestruje zagrożenie (spotkania partnerki z byłą osobą, brak transparentności), ale na poziomie intelektualnym jest Pani karmiona zapewnieniami o „tylko przyjaźni” i „miłości”. Kiedy to, co Pani widzi, nie zgadza się z tym, co Pani słyszy, pojawia się głęboki niepokój. To nie jest „brak zaufania” jako Pani cecha charakteru, ale naturalna reakcja organizmu na niespójność sygnałów. Zaufanie nie jest decyzją, którą można podjąć siłą woli; ono jest rezultatem powtarzalnych, bezpiecznych zachowań.

 

Zastanawia się Pani, czy nie przesadza i czy nie jest zbyt wymagająca. To bardzo charakterystyczny moment w relacjach, w których granice jednej osoby są regularnie przesuwane. Jeśli Pani potrzeby (spokój, jasność, priorytetowość) są nazywane „przesadą” lub ignorowane pod płaszczykiem empatii dla osoby trzeciej, zaczyna Pani tracić zaufanie do własnych zmysłów. Warto przyjąć, że Pani ból jest faktem, niezależnie od tego, jakie intencje stoją za zachowaniem partnerki. Skoro sytuacja Panią rani, to znaczy, że granica Pani bezpieczeństwa została przekroczona.

 

Opisuje Pani sytuację, w której „trudna sytuacja zdrowotna” byłej osoby staje się ważniejsza niż Pani poczucie bezpieczeństwa w związku. To stawia Panią w roli osoby, która musi konkurować o uwagę i lojalność z kimś z przeszłości. Takie ustawienie ról w związku sprawia, że czuje się Pani „tą drugą”, nawet jeśli formalnie jest Pani jedyną partnerką. Trudno o regenerację zaufania, gdy Pani cierpienie jest traktowane jako „koszt”, który partnerka decyduje się ponosić w imię pomocy innej osobie.

 

Pisze Pani o granicy emocjonalnego zmęczenia. To stan, w którym Pani zasoby na „wyrozumiałość” i „empatię” po prostu się wyczerpały. Unikanie rozmów i ich niedomykanie sprawia, że rany pozostają otwarte. W psychologii mówimy o tzw. niepełnym domknięciu – sytuacje, które nie zostały wyjaśnione do końca, wracają do nas ze zdwojoną siłą w postaci lęku i obsesyjnych myśli.

Pytanie o to, czy warto próbować, często sprowadza się do pytania o to, czy jest w ogóle z kim próbować. Odbudowa zaufania wymaga zaangażowania obu stron – jedna osoba nie jest w stanie „wypracować” bezpieczeństwa dla dwojga, jeśli druga strona nie zmienia zachowań generujących lęk.

Zanim zdecyduje Pani o przyszłości tej relacji, warto zatrzymać się przy sobie: jak by się Pani czuła, gdyby jutro obudziła się Pani w świecie, w którym Pani głos jest słyszany, a Pani spokój jest dla partnerki absolutnym priorytetem? Jak bardzo ten obraz różni się od Pani dzisiejszej rzeczywistości?

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani Kamilo

 

Nie musi się Pani tak czuć, a partnerka powinna zrozumieć Pani obawy i jeżeli to Pani przeszkadza, ograniczyć do minimum kontakty z byłą. Jednak to się nie zmieni póki nie zmieni się zachowanie partnerki. Pytanie, na ile jej zależy na Pani, a na ile na byłej? Proszę rozważyć terapię par. 

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, dotyczy nie tylko kontaktu partnerki z byłą osobą, ale przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa i zaufania w Waszej relacji.

Sam fakt utrzymywania kontaktu z byłą osobą nie musi oznaczać czegoś niewłaściwego. Wiele zależy od tego, jaka jest natura tej relacji, jakie są granice oraz czy obie osoby w związku czują się z tym dobrze. Jednocześnie Twoje emocje nie są „przesadą” tylko dlatego, że partnerka ma swoje wyjaśnienie. Można rozumieć trudną sytuację zdrowotną byłej osoby i jednocześnie czuć, że obecny układ jest dla nas bolesny.

W odbudowie zaufania ważne są nie tylko słowa, ale też działania. Samo zapewnienie „to tylko przyjaźń” może nie wystarczyć, jeśli druga osoba nadal czuje napięcie, brak przejrzystości albo ma poczucie, że jej potrzeby są pomijane. Zaufanie zwykle buduje się poprzez spójność między tym, co ktoś mówi, a tym, jak postępuje.

Warto spróbować odejść od pytania „kto ma rację?” i przyjrzeć się temu, czego każda z Was potrzebuje. Możesz zapytać siebie:

Czy partnerka potrafi usłyszeć Twój ból, nawet jeśli nie zgadza się ze wszystkimi Twoimi oczekiwaniami?

Czy jesteście w stanie wspólnie ustalić granice, które uwzględniają potrzeby obu stron?

Czy obecna sytuacja daje Ci przestrzeń na spokój, czy utrzymuje Cię stale w lęku?

Ważne jest też, żebyś nie próbowała wyłącznie przekonywać siebie, że „powinnaś bardziej ufać”. Zaufanie nie polega na ignorowaniu własnych emocji. Twoje odczucia są informacją, że w tej relacji obecnie brakuje Ci czegoś ważnego.

Jednocześnie warto uważać, by lęk nie stał się jedynym filtrem oceny sytuacji. Pomocne może być spokojne przyjrzenie się faktom: czy partnerka jest otwarta, uczciwa i gotowa szukać rozwiązania razem z Tobą.

Jeżeli mimo wielu rozmów wciąż wracacie do tego samego miejsca, konsultacja par może pomóc sprawdzić, czy potraficie wspólnie odbudować poczucie bezpieczeństwa.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Zobacz podobne

Trudność w relacji małżeńskiej: granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy
Trudność w relacji małżeńskiej – granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy Dzień dobry, piszę, ponieważ od dłuższego czasu jestem w dużym napięciu emocjonalnym związanym z moją relacją małżeńską i chciałbym spojrzenia z zewnątrz – najlepiej psychologicznego. W relacji od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem dezorientacji i podważania własnej perspektywy. W sytuacjach konfliktowych często mam wrażenie, że wcześniejsze ustalenia, intencje lub kontekst rozmów przestają obowiązywać, a odpowiedzialność za efekt końcowy jest przypisywana wyłącznie mnie. Nawet gdy działałem w dobrej wierze lub w porozumieniu, później słyszę, że „to była tylko moja decyzja” albo że „powinienem był wiedzieć lepiej”. Doświadczam też trudności w domykaniu tematów – rozmowy kończą się bez wspólnych wniosków, a przy kolejnym konflikcie wracają w bardzo podobnej formie. Z czasem zaczynam wątpić w to, czy moje reakcje są adekwatne i czy rzeczywiście robię coś niewłaściwie, czy raczej funkcjonuję w relacji, w której brak jest stabilnych punktów odniesienia i przewidywalności. Z mojej strony staram się regulować emocje – gdy konflikt eskaluje, wychodzę, stawiam granice, nie podnoszę głosu. Problem polega na tym, że nie ma później żadnej rozmowy ani próby zmiany wzorca. Konflikty wracają w bardzo podobnej formie, a ja zaczynam się zastanawiać, czy długoterminowo da się tak funkcjonować bez realnego dialogu. Dodatkowo widzę powtarzalny schemat, w którym odpowiedzialność za trudne sytuacje (np. decyzje zawodowe żony, relacje z jej rodziną, kwestie finansowe) jest przenoszona na mnie – nawet jeśli wcześniej wspierałem ją w podejmowanych decyzjach. Mam wrażenie, że moje intencje i realne działania są później reinterpretowane w negatywny sposób. Żona niedawno sama zgłosiła się na terapię, mówiąc, że czuje depresję i przygnębienie, ale jednocześnie podkreśla, że nie jest to związane z naszą relacją. Ja również rozważam terapię indywidualną. Czuję jednak dużo złości i bezradności, bo mam poczucie, że moja praca nad sobą nie przekłada się na poprawę dynamiki między nami. Moje pytania: - Jak psychologicznie rozumieć zaprzeczanie emocjom i zmianę narracji w konflikcie? - Gdzie przebiega granica między „trudną kłótnią” a wzorcem, który może być emocjonalnie destrukcyjny? - Czy w sytuacji, gdy jedna strona stawia granice i reguluje emocje, ale druga nie podejmuje dialogu, jest przestrzeń na poprawę relacji? - Na czym warto się skupić w terapii indywidualnej w takiej sytuacji? Będę wdzięczny za każdą merytoryczną perspektywę.
Jak poradzić sobie z poczuciem zdrady po odkryciu męża oglądającego nagie kobiety?
Hej.. jakiś czas temu mąż przyznał się do oglądania nagich kobiet (po tym jak to odkryłam przypadkowo) . Powiedział że był z tym u psychologa, brał leki ale dostał radę że jeśli sam też nie będzie chciał przestać tego robić nic się nie zmieni. Mieliśmy wcześniej mały kryzys w związku, ponieważ czułam się zraniona przez kłamstwo. Doprowadziło to do tego że miesiąc żyliśmy bez współżycia, kontaktów cielesnych. Ja też nie umiałam na niego spojrzeć jak na człowieka. Mam zaburzenia psychiczne i bardzo biorę wszystko dosłownie i emocjonalnie. Gdy zobaczyłam te kobiety wpadłam w niekontrolowany szał, uczucie zdrady, byłam nie do przekonania. Rzucałam wszystkim wokół, czułam się źle i płakałam wiele dni. Tłumaczył to tym że nie było żadnych zbliżeń i dlatego sięgnął po to. To mnie zabolało- bardzo, chociaż nie bardziej niż to że na tych profilach kobiet były wszystkie jego fetysze. To mnie trafiło najmocniej. Poczułam że nigdy nic w naszym związku i seksualności nie było prawdziwe. Poczułam się nieatrakcyjna, niewystarczająca. Rozmawialiśmy na ten temat wiele razy . Nie wiem jak sobie poradzić z tym i jak pomóc jemu skoro terapia nie zadziałała mimo tego że uczęszczał na nią wiele lat. Najgorsze jest to że byłam w tamtym momencie skora do zerwania wieloletniego związku. Po prostu. Dla mnie jest to zdradą. Dałam mu szansę. Zaczęliśmy wszystko od nowa. Ale dla mnie nic nie jest dobrze , często robię mu niemiłe żarty o tą sytuację sama nie wiem co ma to na celu. Chciałam zrobić jakiś schemat że ma pracować na moje zaufanie ale niestety dla moich zaburzeń na drugi dzień już wszystko w porządku , zachowuję się normalnie i tak dalej. Ale uczucie jest silne. Nie wiem co z tym zrobić
Uzależnienie od bycia w związkach, lęk przed samotnością i trudności w relacji – czy da się to zmienić bez terapii?
Czy da się wyjść z uzależnienia od związków bez terapii? Odkąd skończyłam 15/16 lat jestem cały czas w związkach. Najpierw rocznym, przerwa około 2-3 msc, później 7 letni, przerwa 2 msc i znowu kolejnym obecnym prawie 3 lata. Nie stać mnie na terapie a na nfz czeka się długo, udało mi się dwa razy za darmo spotkać z specjalistą uzależnień gdzie stwierdził uzależnienie bycia w związkach. I faktycznie może tak być. Wpadam z jednego w drugi, nawet jeśli na początku zapieram się, że chce być sama. Jestem nauczona rozmawiać, próbować się komunikować a obecny partner jest uciekający od rozmowy i wszystko traktuje jako atak nawet kiedy staram się zaczynać mówić co ja czuję żeby nie było „Ty”. Mam problem z olaniem tylko usilnie dalej próbuje gadać a on jeszcze bardziej ucieka. Jest mi z tego powodu przykro i nie umiem sobie radzić, pojawiają mi się łzy.. i poczucie bezradności, bycia olaną. W poprzedniej relacji nie miałam takich odczuć ani problemów, było zaufanie i rozmowy a tutaj zaufanie było łamane a rozmowy są prawie niemożliwe bez kłotni.. Czy w ogóle takie osoby mają szanse być ze sobą i się dogadywać? Za każdym razem czuje się dostosowana do tej relacji, to on decyduje kiedy już możemy rozmawiać, przytulać.. męczy mnie to a z drugiej strony sama świadomie tu jestem, w końcu brak zmian jeśli mi coś nie pasuje to też decyzja. Ale na to pewnie składa całe dzieciństwo którego tu nie chce rozpisywać. Wszystko mnie skłania do psychoterapii ale mnie dosłownie obecnie nie stać.. czuje ze sobie nie radzę. Może ktoś z Was ma kontakt gdzie mogłabym szybciej za darmo uzyskać pomoc? Albo jakiejkolwiek wskazówki by skupić się na sobie? Każda kłotnia, brak rozmowy, olewanie, uciekanie, łamanie słów wpływa na mnie strasznie emocjonalnie i nie ogarniam tego. Moje łzy go jeszcze bardziej odrzucają a ja bardziej czuje się raniona. Nie wiem kim obecnie jestem, kim się staję. Kiedyś wydawałam się silniejsza,niezależna.
Jak zaufać żonie po odkryciu jej przeszłości seksualnej i polubień byłego?

Oto poprawiony tekst pod względem ortograficznym:

Cześć, Mam następujący problem, z którym nie mogę sobie poradzić od wielu lat. Jestem z kobietą - żoną w sumie prawie 20 lat, w tym 13 lat po ślubie. Po jakimś czasie od momentu, jak się związaliśmy, przyznała się do swojej przeszłości. W wieku 15 lat miała pierwszego chłopaka, z którym współżyła. Powiedziała mi to na początku naszego związku. Miałem trudności, ale ten fakt zaakceptowałem. Przedstawiła to wtedy jako epizod, który był dla niej przykry, nie chce do tego wracać. Mówi, że miała problem z asertywnością, podobno robiła to mimo tego, że tego nie chciała. Po kilku latach - już małżeństwa - podczas jakiejś rozmowy wydało się, że ten chłopak nie był jedynym. Był ktoś jeszcze, o czym mi nie powiedziała, ukryła to przede mną na początku naszego związku. Ponownie to "przetrawiliłem" i "zaakceptowałem". Jestem z nią tyle lat, mogę powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, mamy dzieci, dużo razem osiągnęliśmy, mamy spory majątek, nieruchomości, biznesy, dobre stanowiska w pracy. Ostatnio na jaw wyszły kolejne fakty. To nie był zwykły seks, to był również seks oralny - nazwijmy to jednostronny, z jej "aktywnym" udziałem. Dowiedziałem się o tym teraz, po prawie 20-stu latach małżeństwa. Czuję się oszukany, zawiodła moje zaufanie, nie była wobec mnie szczera. Ponadto - przypadkiem - trafiłem na profil na socjalach jej byłego. Każdy jego post był przez nią polajkowany. Dla mnie to taki symbol, mały gest, że ona "nie ma mu za złe" tego, co się wydarzyło, tego, że ma to wpływ na całe nasze życie, na cały nasz związek. Przez cały ten czas - choć nie dawałem sobie po tego poznać - o tym pamiętam, rozmyślam. Nie codziennie, nie co tydzień. Raz na jakiś czas. Przypomina mi się to wszystko. Cierpię, rozdrapuję, babram się w tym. Ona twierdzi, że to nie ma znaczenia, że to nie wyglądało jak seks zakochanych. Ona to robiła, bo on nalegał. Ale czy mogę jej wierzyć? Jak jej zaufać? Jak przestać myśleć? Jak przestać się w tym babrać i rozdrapywać przeszłości. Ciężko mi zaakceptować nową rzeczywistość. Mimo tego, że mnie to rani, to czuję, że ją kocham. Chcę być blisko niej. Ona jest bardzo dobrym człowiekiem, czuła, troskliwa, wspaniała matka dla naszych dzieci. Ale jej przeszłość mnie wykańcza. Opowiada, jak to jej znajomi otwarcie rozmawiają - w obecności swoich aktualnych partnerów - o swoich byłych i o tym, co robili. Dla niej to było takie normalne. Dla mnie nie. Dziękuję za pomoc. Pozdrowienia.

Partner notorycznie ogląda porno. Wiele razy w tygodniu, jest to powód naszych kłótni i mojego złego samopoczucia.
Witam Od długiego czasu mam ten sam problem. Mój partner notorycznie ogląda treści pornograficzne. Prawie każdego dnia w pracy ogląda krótkie filmiki z różnymi kobietami, są wyzywające i nagie w różnym wieku. Jak leci, tak ogląda. Każdy portal służył bardziej do oglądania tego typu filmików niż do zdobywania wiedzy. Wielokrotnie kłóciłam się z nim o to i albo atakował mnie, że mam paranoje, a to każdy mężczyzna robi albo twierdził, że tego nie robi. Wiem kiedy kłamie i wiem, że nadal ogląda w pracy na telefonie. Skąd? A stąd, że chcąc mu kiedyś udowodnić, że kłamie weszłam w jego telefon i udowodniłam mu kłamstwo. Do dziś, a minęło już dwa lata od tego zdarzenia, nie ufam mu i kontroluje go, nie wiem sama dlaczego. To rani kiedy się to widzi. Nie pisze z nikim, ale ogląda i to przynajmniej kilka razy w tygodniu po kilkanaście minut. Nie wiem czemu to sprawdzam, ale nie potrafię już inaczej. A on zapytany po co to robi odpowiedział, że wielu to robi ,ale to nie znaczy, że mnie nie kocha czy go nie pociągam, że gdyby chciał inną to by mnie zostawił, a nie zdradzał. Życie seksualne mamy udane, mimo tego non stop mam to z tyłu głowy. Kiedy widzę, że jest aktywny to doskonale wiem, że właśnie to ogląda i to spędza mi sen z powiek. On nie chce już o tym rozmawiać, a dodatkowo twierdzi, że nie jest małym dzieckiem, któremu można czegoś zabronić. Twierdzi, że będąc ze mną nie ogląda i nie musi tego robić, bo ma co robić. Więc jak mam to zrozumieć, że robi to z nudów? Co myśleć i jak normalnie funkcjonować? Pomóżcie mi zrozumieć i zmienić podejście.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!