Dzień dobry,
w Pani słowach słychać emocjonalne wyczerpanie i rodzaj poznawczego zagubienia, który często pojawia się, gdy nasze wewnętrzne sygnały ostrzegawcze są systematycznie podważane. Opisuje Pani stan, w którym Pani instynkt mówi jedno, a komunikaty płynące od partnerki – drugie. To rozdarcie jest trudne dla zdrowia psychicznego.
Znajduje się Pani w sytuacji, w której Pani układ nerwowy rejestruje zagrożenie (spotkania partnerki z byłą osobą, brak transparentności), ale na poziomie intelektualnym jest Pani karmiona zapewnieniami o „tylko przyjaźni” i „miłości”. Kiedy to, co Pani widzi, nie zgadza się z tym, co Pani słyszy, pojawia się głęboki niepokój. To nie jest „brak zaufania” jako Pani cecha charakteru, ale naturalna reakcja organizmu na niespójność sygnałów. Zaufanie nie jest decyzją, którą można podjąć siłą woli; ono jest rezultatem powtarzalnych, bezpiecznych zachowań.
Zastanawia się Pani, czy nie przesadza i czy nie jest zbyt wymagająca. To bardzo charakterystyczny moment w relacjach, w których granice jednej osoby są regularnie przesuwane. Jeśli Pani potrzeby (spokój, jasność, priorytetowość) są nazywane „przesadą” lub ignorowane pod płaszczykiem empatii dla osoby trzeciej, zaczyna Pani tracić zaufanie do własnych zmysłów. Warto przyjąć, że Pani ból jest faktem, niezależnie od tego, jakie intencje stoją za zachowaniem partnerki. Skoro sytuacja Panią rani, to znaczy, że granica Pani bezpieczeństwa została przekroczona.
Opisuje Pani sytuację, w której „trudna sytuacja zdrowotna” byłej osoby staje się ważniejsza niż Pani poczucie bezpieczeństwa w związku. To stawia Panią w roli osoby, która musi konkurować o uwagę i lojalność z kimś z przeszłości. Takie ustawienie ról w związku sprawia, że czuje się Pani „tą drugą”, nawet jeśli formalnie jest Pani jedyną partnerką. Trudno o regenerację zaufania, gdy Pani cierpienie jest traktowane jako „koszt”, który partnerka decyduje się ponosić w imię pomocy innej osobie.
Pisze Pani o granicy emocjonalnego zmęczenia. To stan, w którym Pani zasoby na „wyrozumiałość” i „empatię” po prostu się wyczerpały. Unikanie rozmów i ich niedomykanie sprawia, że rany pozostają otwarte. W psychologii mówimy o tzw. niepełnym domknięciu – sytuacje, które nie zostały wyjaśnione do końca, wracają do nas ze zdwojoną siłą w postaci lęku i obsesyjnych myśli.
Pytanie o to, czy warto próbować, często sprowadza się do pytania o to, czy jest w ogóle z kim próbować. Odbudowa zaufania wymaga zaangażowania obu stron – jedna osoba nie jest w stanie „wypracować” bezpieczeństwa dla dwojga, jeśli druga strona nie zmienia zachowań generujących lęk.
Zanim zdecyduje Pani o przyszłości tej relacji, warto zatrzymać się przy sobie: jak by się Pani czuła, gdyby jutro obudziła się Pani w świecie, w którym Pani głos jest słyszany, a Pani spokój jest dla partnerki absolutnym priorytetem? Jak bardzo ten obraz różni się od Pani dzisiejszej rzeczywistości?
Dużo dobrego!
Patrycja Wójcik