
- Strona główna
- Forum
- LGBTQIA+, kryzysy, związki i relacje
- Brak zaufania przez...
Brak zaufania przez kontakt partnerki z byłą osobą – jak rozpoznać granicę i zadbać o siebie?
Kamila
Bożena Nagórska
Pani Kamilo,
poczucie stałego konfliktu między tym, co Pani słyszy, a tym, co widzi, to sygnał, że Pani granice są systematycznie naruszane. Zaufanie buduje się na spójności słów i czynów, a w tej sytuacji ich brak sprawia, że Pani lęk jest całkowicie adekwatną reakcją, a nie dowodem na bycie zbyt wymagającą. Skoro komunikowanie bólu nie zmienia zachowania partnerki, warto zadać sobie pytanie, czy relacja, w której Pani spokój jest poświęcany dla dobra osoby trzeciej, jest dla Pani bezpieczna. Odbudowa zaufania jest niemożliwa, dopóki jedna strona priorytetyzuje kontakt wywołujący ból u drugiej – ochrona siebie i zaufanie do własnej intuicji są teraz ważniejsze niż dalsze próby ratowania układu, który kosztuje Panią zdrowie emocjonalne.
Pomyślności
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Patrycja Wójcik
Dzień dobry,
w Pani słowach słychać emocjonalne wyczerpanie i rodzaj poznawczego zagubienia, który często pojawia się, gdy nasze wewnętrzne sygnały ostrzegawcze są systematycznie podważane. Opisuje Pani stan, w którym Pani instynkt mówi jedno, a komunikaty płynące od partnerki – drugie. To rozdarcie jest trudne dla zdrowia psychicznego.
Znajduje się Pani w sytuacji, w której Pani układ nerwowy rejestruje zagrożenie (spotkania partnerki z byłą osobą, brak transparentności), ale na poziomie intelektualnym jest Pani karmiona zapewnieniami o „tylko przyjaźni” i „miłości”. Kiedy to, co Pani widzi, nie zgadza się z tym, co Pani słyszy, pojawia się głęboki niepokój. To nie jest „brak zaufania” jako Pani cecha charakteru, ale naturalna reakcja organizmu na niespójność sygnałów. Zaufanie nie jest decyzją, którą można podjąć siłą woli; ono jest rezultatem powtarzalnych, bezpiecznych zachowań.
Zastanawia się Pani, czy nie przesadza i czy nie jest zbyt wymagająca. To bardzo charakterystyczny moment w relacjach, w których granice jednej osoby są regularnie przesuwane. Jeśli Pani potrzeby (spokój, jasność, priorytetowość) są nazywane „przesadą” lub ignorowane pod płaszczykiem empatii dla osoby trzeciej, zaczyna Pani tracić zaufanie do własnych zmysłów. Warto przyjąć, że Pani ból jest faktem, niezależnie od tego, jakie intencje stoją za zachowaniem partnerki. Skoro sytuacja Panią rani, to znaczy, że granica Pani bezpieczeństwa została przekroczona.
Opisuje Pani sytuację, w której „trudna sytuacja zdrowotna” byłej osoby staje się ważniejsza niż Pani poczucie bezpieczeństwa w związku. To stawia Panią w roli osoby, która musi konkurować o uwagę i lojalność z kimś z przeszłości. Takie ustawienie ról w związku sprawia, że czuje się Pani „tą drugą”, nawet jeśli formalnie jest Pani jedyną partnerką. Trudno o regenerację zaufania, gdy Pani cierpienie jest traktowane jako „koszt”, który partnerka decyduje się ponosić w imię pomocy innej osobie.
Pisze Pani o granicy emocjonalnego zmęczenia. To stan, w którym Pani zasoby na „wyrozumiałość” i „empatię” po prostu się wyczerpały. Unikanie rozmów i ich niedomykanie sprawia, że rany pozostają otwarte. W psychologii mówimy o tzw. niepełnym domknięciu – sytuacje, które nie zostały wyjaśnione do końca, wracają do nas ze zdwojoną siłą w postaci lęku i obsesyjnych myśli.
Pytanie o to, czy warto próbować, często sprowadza się do pytania o to, czy jest w ogóle z kim próbować. Odbudowa zaufania wymaga zaangażowania obu stron – jedna osoba nie jest w stanie „wypracować” bezpieczeństwa dla dwojga, jeśli druga strona nie zmienia zachowań generujących lęk.
Zanim zdecyduje Pani o przyszłości tej relacji, warto zatrzymać się przy sobie: jak by się Pani czuła, gdyby jutro obudziła się Pani w świecie, w którym Pani głos jest słyszany, a Pani spokój jest dla partnerki absolutnym priorytetem? Jak bardzo ten obraz różni się od Pani dzisiejszej rzeczywistości?
Dużo dobrego!
Patrycja Wójcik
Piotr Ziomber
Pani Kamilo
Nie musi się Pani tak czuć, a partnerka powinna zrozumieć Pani obawy i jeżeli to Pani przeszkadza, ograniczyć do minimum kontakty z byłą. Jednak to się nie zmieni póki nie zmieni się zachowanie partnerki. Pytanie, na ile jej zależy na Pani, a na ile na byłej? Proszę rozważyć terapię par.

Zobacz podobne
Moje życie w ciągu 3 miesiącu zmieniło się z uporządkowanego w kompletny bajzel! Zakończony letni związek, poszukiwanie nowego mieszkanka na własną rękę, wplątanie się w situationship poniekąd bez świadomości, który teraz też się skończył. To wszystko na raz sprawiło, że czuję się bezwartościowa, że moje życie to pasmo porażek i że nie osiągnęłam nic, z czego mogłabym być dumna. Myślę o rozpoczęciu terapii, bo to wszystko sprawia, że czuję się w sposób, w jaki nie chce się czuć.
Jesteśmy z partnerem ze sobą 15 lat, mamy bobasa w domu. Przed ciążą i w trakcie ciąży wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. Świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko. Mąż bardzo o mnie dbał, mówił, jak to jest szczęśliwy. W dniu porodu był ze mną, bardzo mnie wspierał.
Ale nagle wszystko się zmieniło w dniu odbioru nas ze szpitala. Stał się oschły i rozdrażniony. Przez całą drogę do domu się nie odzywał i był niezadowolony. Po kilku dniach przestał spać ze mną w łóżku, stopniowo się ode mnie odcinał. Zwalałam to na jego zmęczenie i skłonności do depresji.
Oczywiście, mimo tego wychodził na spotkania ze znajomymi. Ale nie chciał wyjść ze mną. Chciał, żebym wychodziła ja albo on. Gdy dziecko miało pół roku, miał próbę samobójczą. Usłyszałam w złości, że to moja wina, bo ze mną nie chce żyć. Później emocje opadły, przeprosił mnie. Ale po tym jeszcze bardziej mnie odtrącił.
Co gorsza, zaczął widzieć mnie fizycznie inaczej niż jestem. Wyolbrzymia, że jestem tłusta, że jestem brzydka i że jemu jest ciężko. Ja wiem, że nie jestem idealna, ale naprawdę nie jestem w typie „brzydkiej kobiety”. Nie mam nadwagi. Zaczęłam jeszcze bardziej się odchudzać. Chudnę, ale on ciągle widzi mnie w zakrzywionej rzeczywistości jako grubasa oblanego tłuszczem.
Po roku próśb o rozmowę wyszły na jaw dziwne sytuacje. Okazało się, że wśród znajomych koleżanka go podrywała, pisała do niego i za każdym razem opowiadała, jak to jej się chce seksu. Gdy skrytykowałam jej zachowanie, wściekł się na mnie, uważając, że ona nie robi nic złego, a ja jestem nienormalna i mam o niej nic złego nie mówić.
Były w międzyczasie lepsze i gorsze chwile, ale jakiś czas temu oznajmił, że chce mieć inne kobiety. I że je będzie miał – bez względu na mnie. Mogę to zaakceptować i będziemy swingować razem z innymi, albo nie – i wtedy będzie mnie zdradzać, bo „mi nie można szczerze nic powiedzieć o swoich potrzebach”. A on chce z kobietami innymi niż ja uprawiać seks i je pieścić.
Kiedy próbowałam mu wyjaśnić, że rozpoczęcie swingowania nie jest dobre, skoro związek jest w fatalnym stanie, i że mnie boli, gdy mówi, że chce pieścić inne kobiety, to słyszę, że „ze mną nigdy nie można być szczerym”. I że „od zawsze wiedział, że lepiej mi nic nie mówić”. Po czym drze się, że jestem „tłustą dupą” i pyta, czemu nie akceptuję tego, że on chce mieć seks z innymi.
Nie rozumiem. Zadałam mu proste pytanie: „Co w sytuacji, gdy para, z którą mielibyśmy swingować, mi nie będzie pasowała i facet będzie mnie odpychał? Czy byłbyś w stanie zostawić tę obcą kobietę i zająć się mną, a ją odpuścić?”. Usłyszałam, że „nie”. Jakby była w jego typie, wolałby ją pieścić i całować jej cipkę niż wyjść ze mną.
Piszę, bo on mi wyrzuca, że nie myślę o nim, że liczy się tylko to, co ja chcę. A ja czuję, że wariuję.
Czy ja jestem egoistką?
