Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czuję, że chciałabym rozstać się z mężem. Nie rozmawiamy ze sobą, nie okazujemy czułości, właściwie zachowujemy się jak obcy. Mąż rozgląda się za atrakcyjnymi kobietami, a ja czuję się nieatrakcyjna. Boję się jednak podjąć decyzję.

Czy mąż mnie kocha ? Czy jest sens próbować ratować ten związek ? Niedawno skończyłam 30 lat i czuję, że zmarnowałam ostatnie lata życia, czuje się bardzo samotna. Z mężem jesteśmy razem od 11 lat, 9 lat mieszkamy razem, a małżeństwem jesteśmy od 5 lat. A od około 3 lat żyjemy bardziej jak współlokatorzy niż małżonkowie, nie mamy wspólnych zainteresowań, nie spędzamy wspólnie czasu, rozmawiamy bardzo mało i to wyłącznie na domowe tematy, typu co kupić, itp., nie uprawiamy też seksu. Zdaję sobie sprawę, że w pandemii się zaniedbałam i przytyłam, jednak od marca pracuję nad sobą i zrzuciłam zbędne kilogramy, mąż tego nie zauważył. Przynajmniej nie wyraził tego. Czuję, że nie podobam mu się już, on nie inicjuje stosunku, bardzo rzadko okazuje mi czułość. Ja też tego nie robię, bo nie czuję się atrakcyjnie. Na dodatek, podczas urlopu, mój mąż wysyłał koledze zdjęcia atrakcyjnych kobiet na plaży, gdy to zauważyłam, bardzo mnie to zabolało. Mną nie jest zainteresowany w ten sposób, ale rozgląda się za innymi kobietami. Do tej pory naiwnie myślałam, że może trafił mi się mężczyzna z małymi potrzebami, teraz w to wątpię. Jak już wspomniałam, nie rozmawiamy, gdy teraz o tym myślę, nigdy nie rozmawialiśmy o problemach. Ja nie potrafię takiej rozmowy rozpocząć, boję się, że zostanę obarczona winą, że usłyszę, że wymyślam itd. (Mam tak od dziecka). Dwa lata temu napisałam do męża, że chcę abyśmy poszli do psychologa, bo nie rozmawiamy, nie potrafimy rozmawiać i nie uprawiamy seksu. Odpowiedział na to, że popracujemy nad tym sami. Nigdy nie zapytał, o czym bym chciała porozmawiać, a czego nie robimy, nie wrócił nigdy więcej do tego tematu, zbył mnie tekstem o tym, że sami sobie z tym poradzimy, a jedyne co zrobił to przez kilka dni był bardziej czuły. Bo na codzień nie okazujemy sobie czułości, gdy już mnie całuje, jest to buziak, a nie namiętny pocałunek. Czuję się bardzo przybita tą sytuacją, coraz częściej myślę o separacji lub rozwodzie, jednak boje się tego, boje się być prowodyrem tej sytuacji, jego reakcji, że może jemu naprawdę zależy, i przez tę sytuację popadnie w nałogi (jego ojciec jest funkcjonującym alkoholikiem), obawiam się też, czy sama dam sobie radę. Ale nie chcę żyć w takiej stagnacji kolejne 10 lat, żeby na koniec i tak się rozstać i stracić najlepsze lata życia, na zamulanie w domu. Bo tak wygląda nasze życie. Czuję się jak emerytka. Nie wiem co mam zrobić. Tzn wiem, powinnam porozmawiać z mężem, ale nie wiem jak to zrobić, aby dostać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Szczerze myślę, że mąż mnie już nie kocha, ale jesteśmy razem z wygody i przyzwyczajenia.
User Forum

Samotna

2 lata temu
Patrycja Kozłowska

Patrycja Kozłowska

Bardzo przykro mi czytać o tym, jak Pani się czuje w swoim małżeństwie. Za problemy w związku odpowiedzialne są obie strony, tak samo jak za ich naprawę. Propozycja udania się wspólnie do psychologa wydaje się jak najbardziej zrozumiała i mogłaby się dla Państwa okazać pomocna. Jednak nikogo nie jesteśmy w stanie przymusić do korzystania z tego typu pomocy. W tej sytuacji proponowałabym Pani rozpoczęcie indywidualnych spotkań z psychologiem. Na podstawie tego, czym Pani się podzieliła, widzę takie obszary do pracy, jak samoocena, umiejętności komunikowania swoich potrzeb i oczekiwań oraz rozpoznawania tego, co jest dla Pani osobiście ważne. Życzę Pani wiele siły i odwagi do zawalczenia o siebie i swoje poczucie szczęścia. 

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Małgorzata Korba-Sobczyk

Małgorzata Korba-Sobczyk

Witam Panią 

 

Czytając Pani słowa  zdaję sobie sprawę jak ciężka jest to dla Pani sytuacja. Sama Pani pisze ,że od 3 lat są Państwo bardziej jak współlokatorzy. Myślę ,że pierwszym krokiem w tej sytuacji  powinna być rozmowa z mężem, zadanie pytania o przyczyny takiego stanu rzeczy jaki jest . Proszę przedstawić jak sytuacja wygląda z Pani strony, co  Pani widzi, jak się Pani czuje. Sama rozmowa będzie dla Pani ogromnie stresująca, więc dobrze aby miała Pani jakieś wsparcie osoby bliskiej czy psychologa.  Jeśli obawia się Pani przebiegu rozmowy, być może dobrym rozwiązaniem byłoby przed rozmową spotkać się z psychologiem i stworzyć listę tematów, które chciałaby Pani przekazać Mężowi. 

Takie zawieszenie nie pomaga Pani  , może powodować obniżenie nastroju oraz  samooceny, więc spotkanie ze specjalistą pomoże Pani zadbać o siebie i swoje emocje. 

Proszę się nie poddawać. 

Pozdrawiam 

Małgorzata Korba-Sobczyk

2 lata temu
Tomasz Mroczek

Tomasz Mroczek

Dziękuję, że się Pani podzieliła trudnościami, które Pani przeżywa w relacji ze swoim mężem. Jestem przekonany, że w tym przypadku terapia małżeńska byłaby wskazana, ale do tego potrzeba konsensusu obojga partnerów. Trudności w podtrzymywaniu namiętności i asymetria w zaangażowaniu obojga partnerów mogą wystąpić w małżeństwie posiadającym tak długi staż jak Państwo, i za pewne są to tematy, o których warto rozmawiać z życzliwością, bez obarczania się winą, kto jest bardziej za to odpowiedzialny. Dla Pani może być to okazją do śmielszego artykułowania własnych potrzeb, a także bycia bardziej asertywną (tzn. komunikującą się w sposób stanowczy, a za razem spokojny). Myślę, że terapia indywidualna mogłaby być również pomocna, aby przepracować te ważne kwestie dotyczące komunikacji i samooceny. Życzę dużo wytrwałości. 

2 lata temu
Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry!

Zachęcam jednak do szczerej rozmowy, do wyrażenia swoich obaw. Myślę, że warto byłoby skorzystać wraz z mężem z psychoterapii u psychoterapeuty par, abyście nauczyli się słuchać siebie wzajemnie, poszukali tego, co wcześniej działało w Waszym związku, wrócili do randkowania i wspólnie ustalali preferowaną przyszłość. Z Pani wiadomości wynika, że mąż pochodzi z rodziny alkoholowej, ma więc tzw. syndrom DDA. Chociaż nazwa ta nie jest ujęta jako zaburzenie, wskazuje jednak na pewne deficyty, jednym z nich może być np. trudność w byciu w bliskości z drugim człowiekiem, problemy w relacjach. Na terapii można też przyjrzeć się powtarzającym się w w Państwa rodzinach schematom, wykonując genogram. Gdy coś stanie się znane, to można coś z tym zrobić, zmienić. 

Oczywiście zachęcam do pracy nad odkrywaniem siebie. Zastanawia bowiem, dlaczego Pani ma takie zahamowania w wyrażaniu tego, co czuje. Bardziej martwi się Pani o to, co zrobi mąż, niż troszczy się o siebie, swoje emocje, realizację pragnień. To prawdopodobnie z czegoś wynika. Powodzenia

Katarzyna Waszak

2 lata temu
Iwona Rapa

Iwona Rapa

Warto byłoby iść na terapię par. Jednak jeżeli partner nie chce iść, proponuję również terapię indywidualną. Brak otwartości i odwagi w komunikowaniu się z partnerem pokazuje trudności, nad którymi można popracować z psychoterapeutą. Zadbanie o siebie jest pierwszym krokiem w podejmowaniu właściwych decyzji i byciu szczęśliwym. Pozdrawiam i życzę powodzenia w szukaniu dobrych rozwiązań.

2 lata temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jak mam działać, aby mieć pewność, że mam kontrolę nad relacją męża z koleżanką z pracy?
Nie wiem czy nie panikuję, ale mąż został radnym i czuję, że może wyniknąć z tego problem. Jest tam jedna kobieta co widzę, że mu się podoba. Nie powiedział tego, ale widzę to po nim. Jest to kobieta, mężatka. Z tym, że jest ona kokieterką. Coś mi siedzi z tyłu głowy, że będzie ją w jakimś stopniu adorował. Mąż lubi ładne kobiety, lubi je adorować, zwłaszcza po lekkim wypiciu alkoholu. A takie spotkania będą też z tą kobietą poza pracą. Rozmawiałam z mężem, aby uważał co robi, ale nie wiem czy to na dłuższą metę zadziała. Jak mam działać, aby mieć pewność, że mam nad tym kontrolę ?
Myśl, że partner mnie okłamuje jest nie do zniesienia - co robić?
Odkryłam że partner z którym jestem od 8lat pisze do innej. Że mu się podoba że chce się z nią spotkac, że z nikim nie ma tak dobrego kontaktu. Tlumaczyl się że chciał być miły w stosunku do niej to piszac że szukał kogoś z kim może porozmawiać mówi że do niczego nie doszło między nimi. Twierdzi że nic dla niego nie znaczy. Że to tylko pisanie. Ale założył hasło na komunikator. Nie mogę się pozbyć wrażenia że się zmienił. I że ma z nią kontakt bo coraz częściej mija się z prawdą lub wogole nie odpowiada jeśli pytam czy ma z nią kontakt. Coraz częściej czuje że ma mnie gdzieś mimo jego zapewnień że jest przeciwnie. Czuję strach. Wizja w głowie że mnie okłamuje jest nie do zniesienia wrażenie że się z nią spotyka każde jego słowo weryfikuje automatycznie, analizuje. Fakt że takie rzeczy pisał i narzekał na mnie po jakiejś nieistotnej kłótni zranil mnie jak nic innego. Rozmawialiśmy o tym że to zabolało że straciłam do niego zaufanie ale przecież to ja mam jakies urojenia według niego chore wizję. Nie wiem co ma robić. Czuję że ciągnie to mnie w dół. Tracę zaufanie do samej siebie. Proszę o pomoc
Dzień dobry, jestem w 3-letnim związku i czy to normalne, że widząc ładną nieznajomą lub znajomą kobietę ogarnia mnie straszna frustracja, ponieważ mam od razu takie myśli, że moja kobieta nigdy nie będzie taka ładna, nigdy nie będzie miała takich zgranych nóg lub że nigdy nie będzie taka ładna jak moja była dziewczyna? Pozdrawiam serdecznie
Partner spłyca potrzeby i problemy, które mu komunikuję. Mamy trudną sytuację finansową, do tego dochodzi potencjalna duża zmiana zawodowo-życiowa. Nie wiem, co robić.
Postanowiłam wejść w związek z facetem, który przez ponad rok siedział biernie w domu bez pracy, ponieważ zdiagnozowano mu lekką depresję. Wierzyłam, że z tego wyjdzie, widziałam w nim potencjał, ale bałam sie zarazem niektórych jego zachowań. Mimo że ciągle zaznaczał, że chciałby być ze mną, ja zwlekałam rok, zanim zgodziłam się dać mu szansę. Z przyjaciół, weszliśmy w związek, kiedy zaczęłam zauważać porządne zmiany. Miałam rację. Wracał do siebie, łapał wiatr w skrzydła, ruszył przed siebie i zaczął dojrzalej myśleć. Przeprowadziłam się do niego i razem znaleźliśmy pracę. On popracował pół roku i znów trach… brak stabilizacji. Z jednej pracy przerzucono go do innego biura, żeby lepiej dogadał się z pracownikami… tam może i lepiej się dogadywał, ale nie osiągał dobrych wyników w sprzedaży. Takim sposobem popracował pół roku tu i tu, niedługo potem dano mu wypowiedzenie. Wrócił wcześniej do domu, niż wskazywał na to grafik. Był załamany, ale potem obrócił to w coś dobrego, bo zdobył czas na naukę obrony i poprawki licencjatu. Zgodziłam się z tym. Lepiej niech skupi się na edukacji, a praca nie zając - nie ucieknie, powtarzałam. Niedługo minie rok jak tu jestem. Stała praca okazała się zającem nie do prześcignięcia. Minął miesiąc… dwa… poświęcił minimum poszukiwaniom. Ale w końcu praca wpadła sama, zobaczył reklamę na fb o taksówkach. Teraz pracuje na umowę zlecenie 2-3 dni w tygodniu od grudnia. W czasie świąt oczywiście robił sobie więcej wolnego niż statystyczny Polak. Ostatnio zachorował, poświęcał dużo uwagi na zgłoszenia filmiku na YT, konkursowego, znalazł pracę w Grecji za 1000 euro, ale zrezygnował. Mówił, że ze względu na mnie - poniekąd mu wierzę, ale z drugiej strony czy to nie za małe zarobki, byśmy wspólnie opłacali mieszkanie w PL (w którym bym została), jego zakwaterowanie i studia, nawet z moją małą podwyżką, która w tym miesiącu dostałam? To byłaby jego szansa… owszem… ale ja nie znam języka, uczę się, ale zajmie mi to długo. Nie umiem się na niczym skupić. Wszystko mnie męczy i trapi ostatnimi czasy. Chciałabym więcej stabilizacji, jest krucho z pieniędzmi… a on się dziwi, że moja wypłata tak szybko niknie… wiara w niego zaczyna ze mnie ulatywać, bo do tego wszystkiego dochodzą kłótnie. Czasem nie słucha co do niego mówię, gdy w czymś się nie zgadzamy… a potem spłyca problem i zarzuca mi coś, co nie jest prawdą. Zdenerwowana krzyczę, potem on krzyczy, a gdy uspokajam się, chcę pogadać, on jest obrażony. Czuję się bardzo samotna w tym związku od jakiegoś czasu. Irracjonalne sytuacje mnie męczą, np. przez brak pieniędzy dziś, gdy szukał pracy, zasugerowałam mu, żeby wysłał CV tam, gdzie go przyjmą, a nie tam gdzie chce, skoro nie ma odezwu. Myślałam, że tego nie robi, bo już tyle czekam na to, by było stabilniej finansowo… Powiedział, że „jak śmiem się odzywać, będzie robił co chce i mam nic nie mówić”. Bardzo mnie bolą takie reakcje. Ostatnio zestresowałam się, że zachorował i że też zachoruję, więc powiedziałam, żeby chusteczki wrzucał do kosza, bo to na pewno pomoże nie rozprzestrzenianiu się zarazków. Potem dodałam, że może jestem nerwowa, ale naprawdę się stresuje chorobowym i wszystkim. Zaczął krzyczeć, że robię mu wojnę o chusteczkę. Znów spłycił to, co chciałam przekazać. Czuję się już głupia. Wiem, czasem przesadzam, pracuję nad sobą, ale czy w takich momentach to problem we mnie czy w nim? Nie wiem co robić.
W moim małżeństwie dzieje się bardzo źle. Czuję że mąż się ode mnie odsunął...
W moim małżeństwie dzieje się bardzo źle. Czuję, że mąż się ode mnie odsunął.... Rozmowy między nami nie ma... Kiedy chcę porozmawiać, to on milczy. Boli to bardziej niż gdybym usłyszała coś, czego nie chcę usłyszeć... Nie umiem już tak żyć... Mamy 3 dzieci...
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!