Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

TW. Kryzys samobójczy.

Treść wrażliwa
Chcę się zabić. Od dłuższego czasu narasta to we mnie. Nie jest to jakiś impuls, bardziej świadome dojrzewanie do tej decyzji. Szukałem pomocy w wielu miejscach. Szukałem pomocy u specjalistów. Różnych.... niestety zaden nie był w stanie mi pomóc... Jeden z psychologów/psychiatrów poradził mi zapisywać swoje przemyślenia, uczucia, by później czytając co napisałem w chwili kryzysu, postarać się zrozumieć swój problem... posluchalem go i od jakiegoś czasu piszę bloga o moich uczuciach oraz pragnieniu śmierci. Relację z mojego upadku. Taka forma pamiętnika. Nikt tego nie czyta... Sam nie mam odwagi. Mroczne, nieskladne zdania, pełne desperacji oraz braku nadziei. W sumie to chyba w pewnym sensie mój list pożegnalny. Może po mojej śmierci ktoś będzie zadawał sobie pytanie dlaczego... Tu znajdzie odpowiedź... Ktoś, kto będzie szukał odpowiedzi, znajdzie potwierdzenie, że nie mógł temu zapobiec...
User Forum

MK

3 miesiące temu
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Bardzo mi przykro, że tak cierpisz. To, co opisujesz, to nie jest impuls ani „szukanie uwagi”. To jest długie, wyczerpujące zmaganie i ogromny ból. Fakt, że szukałeś pomocy i że pisałeś, mówi jedno jasno: bardzo chciałeś, żeby było inaczej. To nie jest porażka z Twojej strony.

 

Ten blog nie brzmi jak list pożegnalny. Brzmi jak ostatnia próba, żeby ktoś zobaczył, co się w Tobie dzieje. Teraz ktoś to widzi.

Najważniejsze teraz: Twoje życie ma znaczenie, nawet jeśli Ty tego w tej chwili nie czujesz. I naprawdę nie musisz przez to przechodzić sam.

 

800 70 2222 Centrum Wsparcia

albo 116 123

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Bardzo mi przykro, że odczuwa Pan taki ból. To, co Pan opisuje, brzmi jak poważny kryzys i nie musi Pan przez to przechodzić sam. Widzę, że długo szukał Pan. To nie jest oznaka Pańskiej porażki. To znak, jak bardzo było Panu ciężko.

Najważniejsze teraz: czy jest Pan w tej chwili bezpieczny? Proszę o skontaktowanie się z pomocą doraźną: 

 

Centrum Wsparcia 800 70 2222 (24/7, bezpłatnie)

Linia Zaufania 116 123 (codziennie)

w nagłym zagrożeniu 112

 

Jeśli dzwonienie jest zbyt trudne, proszę pisać na czacie Centrum Wsparcia. Tam wszędzie są ludzie, którzy są po to, by być z Panem tu i teraz. Nawet jeśli wcześniejsza pomoc zawiodła, pomoc nadal jest możliwa.

 

Pozdrawiam, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

3 miesiące temu
Natalia Pisarek

Natalia Pisarek

Dziękuję Ci za to, że zdecydowałeś się o tym napisać! 

 

 Czytając Twoje słowa, widzę ogrom bólu, samotności i długotrwałego zmagania, które w sobie niesiesz. Bardzo porusza mnie to, jak długo próbujesz sobie radzić i jak wiele wysiłku włożyłeś w szukanie pomocy, nawet wtedy, gdy kolejne próby nie przynosiły ulgi :(  

 

Myślę, że jesteś niezłym walczakiem!!! 

 

Pisanie o swoich uczuciach, nawet jeśli nikt tego nie czyta, jest ważnym świadectwem tego, jak bardzo chcesz być zrozumiany. Widzę w tym nie tylko rozpacz, ale też część Ciebie, która wciąż próbuje opowiedzieć swoją historię i zostać zauważona.

 

Zależy mi na Twoim bezpieczeństwie tu i teraz.  Jeśli czujesz, że kryzys się nasila, ważne jest, żebyś nie zostawał z tym sam. Możesz skontaktować się z całodobowym Centrum Wsparcia pod numerem 800 70 2222 albo w sytuacji bezpośredniego zagrożenia zadzwonić pod 112. 

 

Tam są osoby, które naprawdę chcą Cię wysłuchać.

Pamiętaj, nie musisz przez to przechodzić w samotności. Twoja historia i Twoje życie jest ważne i warte przeżycia!  Polecam Ci też terapię DBT, ona pomaga w radzeniu sobie z zachowaniami, które mogą zagrażać Twojemu życiu i zdrowiu. 

 

Trzymaj się, wierzę w Ciebie !!!

mniej niż godzinę temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pana,

 

Dziękuję, że napisał Pan tak szczerze. Wyobrażam sobie jak to musi być ogromny ból i długotrwałe wyczerpanie... Sam fakt, że Pan szukał pomocy, pisał i zdecydował się wysłać tę wiadomość, pokazuje, że jakaś część Pana wciąż chce być wysłuchana i nie być z tym sama.

Nie mogę pomóc Panu w odebraniu sobie życia ale bardzo chcę pomóc Panu przeżyć ten trudny moment. To, co Pan przeżywa, jest stanem kryzysu i wymaga natychmiastowego, żywego kontaktu z drugim człowiekiem.

Jeśli jest Pan teraz w niebezpieczeństwie, proszę zadzwonić pod numer 112 albo zgłosić się na najbliższy SOR.

 

Może Pan też teraz porozmawiać z kimś anonimowo i bez oceniania:

Centrum Wsparcia 24/7: 800 70 2222

Linia wsparcia: 116 123

To nie jest porażka ani dowód słabości tylko ratowanie życia.

 

Pański blog nie jest listem pożegnalnym... jest zapisem cierpienia, które zasługuje na odpowiedź i pomoc a nie na ciszę. Proszę, nie zostawać z tym samemu. Jeśli może Pan zrobić jeden mały krok teraz, niech to będzie kontakt z żywą osobą.

 

Jest Pan ważny. Nawet jeśli teraz Pan tego nie czuje.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 miesiące temu

Zobacz podobne

Nie kocham żony, jesteśmy przeciwieństwami i potwornie męczę się w relacji.

Dzień dobry, Z żoną jestem już 12 lat po ślubie, a razem jesteśmy od 17. 

Mamy wspólnie syna w wieku 10 lat. Od wielu lat (conajmniej 11) borykam się z problemem w moim związku, w którym się średnio dogadujemy ze względu na ogromne różnice charakterów, temperamentów, celów w życiu, wspólnych zainteresowań itp. 

Od conajmniej 5 lat sam przed sobą stwierdziłem, że ja jej po prostu nie kocham. Kompletnie nic nie czuję, nie tęsknię jak gdzieś wyjadę, nie myślę o niej. Parę miesięcy temu przyznałem się jej do tego, że jej nie kocham i będę chciał zakończyć nasz związek. Ogólnie to poczułem ulgę, że w końcu to powiedziałem i myślałem, że będzie lepiej, ale ulga była na krótko. Oczywiście był płacz, ale po dłużej rozmowie sama stwierdziła, że jest kiepsko. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ona boi się samotności i że sobie już nikogo nigdy nie znajdzie. I jak tak gada to ciężko mi trochę na sercu to słuchać, ale ja nie potrafię dłużej tego ciągnąć. Ja po prostu nie jestem już w stanie dać czułości, miłości, itp. Jak ją przytulam to się dosłownie zmuszam do tego. 

Ostatnimi czasy przez przypadek poznałem pewną dziewczynę, z którą się świetnie dogaduję. Jeszcze nic między nami nie zaszło, ale mogłoby dojść. Ja jeszcze staram się trzymać na wodzy z emocjami, bo nie chce niczego odwalić będąc w związku. Dosłowne przeciwieństwo mojej żony. Ja osobiście nie widzę żadnych szans na to, aby się znowu zakochać w żonie. Jest ogólnie dobrą osobą, ale ja już nie mogę tak żyć i siebie oszukiwać. Przez tyle lat też sam się bałem, że nikogo innego sobie nie znajdę, więc tkwiłem w tym. Jest to tak naprawdę pierwsza moja dziewczyna, która mnie zaakceptowała, gdyż nigdy powodzenia nie mialem i być może teraz wychodzą mi jakieś braki z lat młodzieńczych i rzeczy, które powinienem przeżyć w tamtym okresie życia. Żona mówi, że się zmieni itp.ale jak można swój charakter czy sposób bycia zmienić. Ja wiem, że tak się nie da. 

Moje pytanie, jak rozwiązać ten cały problem w moim związku, jak to zrobić, aby wszyscy jak najlżej to przeszli… dzień w dzień o tym myślę, śpię tragicznie i jestem już tym wykończony psychicznie i fizycznie. Czy powinienem się udać do psychologa na rozmowę? Nie wiem co zrobić, żeby się uwolnić od tego wszystkiego.

Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu.
Cześć, to będzie długi post, ale mam nadzieję, że znajdzie się parę osób, którym będzie chciało się to przeczytać.. Muszę się wygadać. Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu. Po miesiącach wyznawań miłości, planowaniu przyszłości, mój facet zostawił mnie z dnia na dzień i oznajmił, że wraca do byłej. Sztylet w serce. Całkowite zerwanie kontaktu, zero wyjaśnień. Ona do niego wypisywała miesiącami, że nie daje rady bez niego, szantażowała go, obarczała go winą za całe zło świata, cały czas płakała, pisała do moich bliskich, że zniszczyłam jej związek. On mówił, że to psychopatka, że nie chce z nią być i myślał, że z czasem jej przejdzie. Że nie był z nią szczęśliwy, że była chorobliwie zazdrosna, nie mógł wychodzić, spotykać się ze znajomymi, że właściwie nie miał znajomych przez nią…Mówił, że ona jest mściwa, że przed ludźmi gra cudowną osobę, uśmiechniętą, serdeczną a nikt nie widzi, jaka ona jest na prawdę…traktowała go jak jej własność, jak przedmiot, widziałam wiadomości, które do niego wypisywała, ogólnie dramat. Zero liczenia się z jego potrzebami. W międzyczasie zmarł jej ojciec. Po rozstaniu z nią ona rozgadała wszystkim, że ją zostawił samą na tym świecie, że już nie ma nikogo, że to przez niego zmarł jej ojciec, bo coś przeczuwał. Byli ze sobą 10 lat. On jej mówił, że nie chce z nią być, bo już jej po prostu nie kocha, ale jeśli kiedyś będzie potrzebowała pomocy, to może na niego liczyć. Że spędzili ze sobą tyle czasu i chce się rozstać w zgodzie jak dorośli ludzie. Ona twierdziła, że on ją nadal kocha, że tylko się pogubił – przeze mnie. Już od tego czasu nie mieszkali razem, wyprowadził się i nie mieli żadnego kontaktu. Minęły 2 miesiące i znów się zaczęło…wypisywanie, płacz, manipulowanie. Zaproponowała mu pracę dorywczą u niej w firmie, że będzie miał możliwość sobie dorobić zdalnie. Przystał na to. Później spytała, czy pojedzie z nią na grób taty, stwierdziłam, że niech jedzie, w końcu to był jego teść przez 10 lat. Pojechał. Później znów coś, czy wyjdzie z psami, czy przyjdzie po coś tam itd… I tak z dnia na dzień czułam, że coś się miedzy nami pogarsza…spytałam, czy ponownie coś do niej poczuł, czy chce do niej wrócić, odpowiadał stanowczo, że NIE. Mówił, że jest mu jej żal, że jak był u niej w mieszkaniu to był syf itd a ona wygląda i zachowuje się jak wrak człowieka…że jakby miał do niej wrócić to tylko z litości i wtedy by poświęcił swoje życie dla niej…że on wie, jaka ona jest, że jakby wrócił, to do końca życia byłoby wypominanie, że ją zostawił, że ona jest najbiedniejsza, że jest chu**em, wszystkim by o tym mówiła itd… No i stało się. Przyszedł dzień rozstania. Znów spytałam, czy coś się między nami i nią a nim zmieniło. Powiedział, żebym dała mu czas na zastanowienie, że on sam nie wie kim jest, że bardzo mnie kocha. Wkurzyłam się, bo pytałam przez cały ten czas czy wszystko jest okej, czy coś się zmieniło, czy zrobiłam coś nie tak, że nie ma do mnie szacunku, bo do ostatniej chwili mówił, że jestem tylko ja i nic się nie zmieniło... Napisałam mu, że skoro ma wątpliwości co do naszego związku to ja je rozwieje. Pożyczyłam mu trochę kasy, powiedziałam, że ma pół roku na oddanie mi ich i na ten moment już nas chyba nic nie łączy i że złamał mi serce, kłamiąc do ostatnich wiadomości, że kocha tylko mnie… nawet nie odpisał. Parę dni później ustawił związek z nią na fb. Wszędzie mnie zablokował. To było miesiąc temu. 3 dni temu dodał z nią wspólne zdjęcie profilowe. Zero kontaktu. Zero wyjaśnień. Jestem tak zraniona…czy on cały czas mnie okłamywał? Nie znam osobiście jego byłej. Czy on zrobił z niej wariatkę, żeby tylko sobie por**ać na boku i manipulował mną? Czy on tak strasznie opluł osobę, z którą był 10 lat, byleby mieć skok w bok? A później wrócił do niej i błaga ją o przebaczenie? Czy ta dziewczyna jest tak w niego wpatrzona, że mu to wybaczyła? Czy wrócił do niej, bo tak mu jest po prostu wygodnie? Czy może ona robi z nim, co chce i dodaje te zdjęcia, zablokował mnie, ustawił związek, żeby mi pokazać, że on jest jej i robi mi na złość, a on się na to godzi? Pamiętam, jak mówił, że ona już tak robiła, żeby pokazać wszystkim, jaki to oni mają cudowny związek, a dobrze było tylko na zdjęciach… Czy może on faktycznie szczerze coś znów do niej poczuł i faktycznie wrócił do niej z miłości? Ja już nie chciałabym do niego wrócić, nawet jakby się odezwał, ten etap jest już za mną… Dręczą mnie pytania bez odpowiedzi. Co się w ogóle stało? W co on grał? Kto tu jest poszkodowany? Czy byłam tylko keks zabawką? Czy on ją kocha? Czy kochał mnie? Czy wrócił do niej z miłości, czy z litości? Nie mogę spać po nocach, rozpamiętuję, jestem potwornie zmęczona…budzę się w środku nocy i zaczyna się mielenie w głowie cały czas tego samego… ja już tego nie chce, ale to cały czas powraca…
Opieka nad ojcem powoduje u mnie lęk, samotność, a nasza relacja się pogorszyła
Od dłuższego czasu mam problem domowy. Nasze relacje już od dawna nie są koleżeńskie, ale z powodu bezrobocia tylko się pogorszyły. Mam problem ze starszym ojcem, który będąc od dawna na emeryturze większość czasu spędza w domu. potrafi być naprawdę uciążliwy. Dodam, że ma chore gardło. Dokucza mi zwłaszcza w kuchni, oraz przeszkadza kiedy gdzieś wychodzę. Utrudnia mi to życie na codzień, oraz poszukiwanie pracy ponieważ powoduje dziwny stres. Jest też część rodzeństwa mieszkaja od dawna osobno, i tak naprawdę borykamy się z jego arogancją we dwie z siostrą. Czy można jakoś zmienić jego reakcje oraz moje odczucie ponieważ powoduje to coraz większy lęk i samotność.
Chorując na depresję i dostając diagnozę raka, pomyślałem, że to koniec cierpienia. Jestem wyleczony, jednak nie podejmuję cyklicznych badań.
Witam, obecnie mam 29 lat. Od dłuższego czasu mam depresję. Jakiś czas temu zdiagnozowano u mnie nowotwór. Gdy usłyszałem o tym, to poczułem swego rodzaju ulgę, że to możliwe, że będzie już koniec. Z drugiej strony podjąłem walkę i wiadomo, że bałem się o zdrowie, ale było jakieś takie zadowolenie z tej sytuacji (gdy usłyszałem diagnozę to pierwsza moja myśl to była dosłownie słowo w słowo "aa czyli to już koniec cierpienia"). Ciężko to opisać. Ostatecznie można tak powiedzieć, że udało mi się wyleczyć raka. Teraz mam bardzo duże szanse na bycie zdrowym w 100%. Muszę tylko robić okresowe badania krwi na obecność markerów oraz robić rezonans/TK. Nie zgłaszam się do lekarza, sam nie wiem czemu. Trochę czuje się, jakbym robił sobie sam krzywdę, ale nie czuję takiej potrzeby, żeby pójść się przebadać. Zdaje sobie sprawę, że jakbym miał jakieś przerzuty, to bym tego prawdopodobnie nie przyjął jakoś na spokojnie, ale z drugiej strony mam takie wrażenie, że popełniam swego rodzaju samobójstwo. Kiedyś miałem myśli samobójcze. Nie uważam, że były to myśli jakoś szczególnie silne. Ogólnie uważam, że nie byłbym w stanie zrobić sobie czegoś. Czy ktokolwiek miał do czynienia z takim przypadkiem jaki mam ja? Nie potrafię znaleźć informacji na internecie, żeby ktoś się "ucieszył", że ma raka albo żeby podjął taką, można to nazwać, próbę samobójczą polegającą na po prostu normalnym życiu, ale bez podjęcia leczenia, które może, ale nie musi doprowadzić do jakiś problemów zdrowotnych.
Samookaleczanie i poczucie winy związane z nadchodzącym latem
Samookaleczam sie i nie potrafię przestać. Niedługo bedzie lato i trzeba będzie chodzić w krótkim rękawie. A ja robię sobie to, a później ma wyrzuty sumienia.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.