
- Strona główna
- Forum
- kryzysy
- TW. Kryzys...
TW. Kryzys samobójczy.
Treść wrażliwaŁukasz Dyłka
Bardzo mi przykro, że tak cierpisz. To, co opisujesz, to nie jest impuls ani „szukanie uwagi”. To jest długie, wyczerpujące zmaganie i ogromny ból. Fakt, że szukałeś pomocy i że pisałeś, mówi jedno jasno: bardzo chciałeś, żeby było inaczej. To nie jest porażka z Twojej strony.
Ten blog nie brzmi jak list pożegnalny. Brzmi jak ostatnia próba, żeby ktoś zobaczył, co się w Tobie dzieje. Teraz ktoś to widzi.
Najważniejsze teraz: Twoje życie ma znaczenie, nawet jeśli Ty tego w tej chwili nie czujesz. I naprawdę nie musisz przez to przechodzić sam.
800 70 2222 Centrum Wsparcia
albo 116 123
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
Bardzo mi przykro, że odczuwa Pan taki ból. To, co Pan opisuje, brzmi jak poważny kryzys i nie musi Pan przez to przechodzić sam. Widzę, że długo szukał Pan. To nie jest oznaka Pańskiej porażki. To znak, jak bardzo było Panu ciężko.
Najważniejsze teraz: czy jest Pan w tej chwili bezpieczny? Proszę o skontaktowanie się z pomocą doraźną:
Centrum Wsparcia 800 70 2222 (24/7, bezpłatnie)
Linia Zaufania 116 123 (codziennie)
w nagłym zagrożeniu 112
Jeśli dzwonienie jest zbyt trudne, proszę pisać na czacie Centrum Wsparcia. Tam wszędzie są ludzie, którzy są po to, by być z Panem tu i teraz. Nawet jeśli wcześniejsza pomoc zawiodła, pomoc nadal jest możliwa.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Natalia Pisarek
Dziękuję Ci za to, że zdecydowałeś się o tym napisać!
Czytając Twoje słowa, widzę ogrom bólu, samotności i długotrwałego zmagania, które w sobie niesiesz. Bardzo porusza mnie to, jak długo próbujesz sobie radzić i jak wiele wysiłku włożyłeś w szukanie pomocy, nawet wtedy, gdy kolejne próby nie przynosiły ulgi :(
Myślę, że jesteś niezłym walczakiem!!!
Pisanie o swoich uczuciach, nawet jeśli nikt tego nie czyta, jest ważnym świadectwem tego, jak bardzo chcesz być zrozumiany. Widzę w tym nie tylko rozpacz, ale też część Ciebie, która wciąż próbuje opowiedzieć swoją historię i zostać zauważona.
Zależy mi na Twoim bezpieczeństwie tu i teraz. Jeśli czujesz, że kryzys się nasila, ważne jest, żebyś nie zostawał z tym sam. Możesz skontaktować się z całodobowym Centrum Wsparcia pod numerem 800 70 2222 albo w sytuacji bezpośredniego zagrożenia zadzwonić pod 112.
Tam są osoby, które naprawdę chcą Cię wysłuchać.
Pamiętaj, nie musisz przez to przechodzić w samotności. Twoja historia i Twoje życie jest ważne i warte przeżycia! Polecam Ci też terapię DBT, ona pomaga w radzeniu sobie z zachowaniami, które mogą zagrażać Twojemu życiu i zdrowiu.
Trzymaj się, wierzę w Ciebie !!!
Agnieszka Włoszycka
Witam Pana,
Dziękuję, że napisał Pan tak szczerze. Wyobrażam sobie jak to musi być ogromny ból i długotrwałe wyczerpanie... Sam fakt, że Pan szukał pomocy, pisał i zdecydował się wysłać tę wiadomość, pokazuje, że jakaś część Pana wciąż chce być wysłuchana i nie być z tym sama.
Nie mogę pomóc Panu w odebraniu sobie życia ale bardzo chcę pomóc Panu przeżyć ten trudny moment. To, co Pan przeżywa, jest stanem kryzysu i wymaga natychmiastowego, żywego kontaktu z drugim człowiekiem.
Jeśli jest Pan teraz w niebezpieczeństwie, proszę zadzwonić pod numer 112 albo zgłosić się na najbliższy SOR.
Może Pan też teraz porozmawiać z kimś anonimowo i bez oceniania:
Centrum Wsparcia 24/7: 800 70 2222
Linia wsparcia: 116 123
To nie jest porażka ani dowód słabości tylko ratowanie życia.
Pański blog nie jest listem pożegnalnym... jest zapisem cierpienia, które zasługuje na odpowiedź i pomoc a nie na ciszę. Proszę, nie zostawać z tym samemu. Jeśli może Pan zrobić jeden mały krok teraz, niech to będzie kontakt z żywą osobą.
Jest Pan ważny. Nawet jeśli teraz Pan tego nie czuje.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Miałem zadać pytanie, lecz podczas pisania uświadomiłem sobie, że lepiej się poczuje, gdy słowa opiszą i być może otworzą mi oczy, jak głęboko na dnie się obecnie znajduję.
Mam 24 lata nigdy nie miałem dziewczyny. Najpiękniejsze uczucie, jakim jest miłość i coś, co leży w naturze ludzkiej, jest mi zupełnie obce (pisząc ten fragment, poleciały mi natychmiastowo łzy). Ponad to, od 10 lat nie mam choćby jednego znajomego, z którym mógłbym popisać o wypadach na miasto, nawet nie myślę, są to zbyt odległe marzenia. Nie mam również rodziny.
Ojciec zmarł, gdy miałem dwa latka, od tamtego momentu mama kompletnie nie dawała sobie rady pod żadnym aspektem wychowywania dziecka, nigdy nie przekazywała mi żadnych wartości, nigdy niczego mnie nie nauczyła, a nawet nie obdarowała mnie matczyną miłością (uświadomiłem to sobie, dopiero gdy się od niej wyprowadziłem).
Miała partnera, który ją bił, miałem wtedy 6-12 lat nie mogłem nic zrobić, tylko płakać i patrzeć się na to z nadzieją, że przestanie. Przez 6 lat życia z nim, jako dziecko, nie wychodziłem z pokoju do kuchni czy łazienki, gdy pierw nie upewniłem się, że nie będę musiał go mijać w przedpokoju.
W wieku 21 lat chciałem zacząć nowe życie, więc sam wyprowadziłem się do Belgii, mam dobrze płatną i stabilną pracę, lecz przez to, że wychowałem się bez ojca, kompletnie nie radzę sobie z rzeczywistością i realiami, które wiążą się z samodzielnym życiem. Mam lęki przed wyjściem do sklepu, nawet gdy coś pilnie potrzebuję, to często strach daje za wygraną.
W tym momencie uświadomiłem sobie, że to, co teraz robię, nie ma żadnego sensu i nie zmieni to mojego życia.
Dodam jeszcze tylko, że gdy mój stan jest wyjątkowo krytyczny, uspokaja mnie wtedy myśl o samobójstwie, że wtedy przecież już zupełnie nic nie będzie miało znaczenia.
Znam odpowiedź specjalisty, który podejmie się mojej sprawy -zmień dotychczasowe nawyki, z dnia na dzień stawaj się lepszy o 1%. Bardzo bym chciał, żeby to było takie proste, ale wiem, że już jest na mnie za późno
Jesteśmy z partnerem ze sobą 15 lat, mamy bobasa w domu. Przed ciążą i w trakcie ciąży wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. Świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko. Mąż bardzo o mnie dbał, mówił, jak to jest szczęśliwy. W dniu porodu był ze mną, bardzo mnie wspierał.
Ale nagle wszystko się zmieniło w dniu odbioru nas ze szpitala. Stał się oschły i rozdrażniony. Przez całą drogę do domu się nie odzywał i był niezadowolony. Po kilku dniach przestał spać ze mną w łóżku, stopniowo się ode mnie odcinał. Zwalałam to na jego zmęczenie i skłonności do depresji.
Oczywiście, mimo tego wychodził na spotkania ze znajomymi. Ale nie chciał wyjść ze mną. Chciał, żebym wychodziła ja albo on. Gdy dziecko miało pół roku, miał próbę samobójczą. Usłyszałam w złości, że to moja wina, bo ze mną nie chce żyć. Później emocje opadły, przeprosił mnie. Ale po tym jeszcze bardziej mnie odtrącił.
Co gorsza, zaczął widzieć mnie fizycznie inaczej niż jestem. Wyolbrzymia, że jestem tłusta, że jestem brzydka i że jemu jest ciężko. Ja wiem, że nie jestem idealna, ale naprawdę nie jestem w typie „brzydkiej kobiety”. Nie mam nadwagi. Zaczęłam jeszcze bardziej się odchudzać. Chudnę, ale on ciągle widzi mnie w zakrzywionej rzeczywistości jako grubasa oblanego tłuszczem.
Po roku próśb o rozmowę wyszły na jaw dziwne sytuacje. Okazało się, że wśród znajomych koleżanka go podrywała, pisała do niego i za każdym razem opowiadała, jak to jej się chce seksu. Gdy skrytykowałam jej zachowanie, wściekł się na mnie, uważając, że ona nie robi nic złego, a ja jestem nienormalna i mam o niej nic złego nie mówić.
Były w międzyczasie lepsze i gorsze chwile, ale jakiś czas temu oznajmił, że chce mieć inne kobiety. I że je będzie miał – bez względu na mnie. Mogę to zaakceptować i będziemy swingować razem z innymi, albo nie – i wtedy będzie mnie zdradzać, bo „mi nie można szczerze nic powiedzieć o swoich potrzebach”. A on chce z kobietami innymi niż ja uprawiać seks i je pieścić.
Kiedy próbowałam mu wyjaśnić, że rozpoczęcie swingowania nie jest dobre, skoro związek jest w fatalnym stanie, i że mnie boli, gdy mówi, że chce pieścić inne kobiety, to słyszę, że „ze mną nigdy nie można być szczerym”. I że „od zawsze wiedział, że lepiej mi nic nie mówić”. Po czym drze się, że jestem „tłustą dupą” i pyta, czemu nie akceptuję tego, że on chce mieć seks z innymi.
Nie rozumiem. Zadałam mu proste pytanie: „Co w sytuacji, gdy para, z którą mielibyśmy swingować, mi nie będzie pasowała i facet będzie mnie odpychał? Czy byłbyś w stanie zostawić tę obcą kobietę i zająć się mną, a ją odpuścić?”. Usłyszałam, że „nie”. Jakby była w jego typie, wolałby ją pieścić i całować jej cipkę niż wyjść ze mną.
Piszę, bo on mi wyrzuca, że nie myślę o nim, że liczy się tylko to, co ja chcę. A ja czuję, że wariuję.
Czy ja jestem egoistką?

