
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju
- Chroniczny lęk od...
Chroniczny lęk od dzieciństwa i jego fizyczne objawy - jak sobie pomóc?
Anonimowo
Dominika Tarnacka
Witaj,
to naprawdę cenne, że sięgasz po wsparcie. Słyszę Twój trud i widzę też dużą samoświadomość. Lęk nie jest Twoim wrogiem, ciało daje Ci sygnał o niezaspokojonych potrzebach, na które warto popatrzeć podczas psychoterapii. Lęk to wyraz zablokowanej energii, która nie przekształciła się w działanie (działaniem może być postawienie granicy, sięgniecie po to czego potrzebujesz, wyrażanie radości, złości, smutku etc.). Zablokowana energia, niezaspokojona potrzeba objawiają się w postaci: natrętnych myśli, wybiegania w przyszłość, zamiast osadzenia w tu i teraz, zmęczenia, trudnościach w koncentracji.
Piszesz też o ucisku w głowie, szumie w tle i piszczeniu w uszach.
Jak najbardziej - możesz sobie pomóc i wracać do równowagi. Wsparciem będzie psychoterapia. Być może wizyta u psychiatry, jeśli objawy będą na tyle silne, że uznasz, iż bardzo utrudniają Ci codzienne funkcjonowanie (warto o tym pogadać z psychoterapeutą). Leki działają jedynie objawowo, nie docierają do przyczyn problemu - tu pomaga psychoterapia. W związku z objawami: ucisk w głowie, pisk w uszach, szum radziłabym Ci też wizytę u neurologa (rezonans) i laryngologa.
Trzymam za Ciebie kciuki,
pozdrawiam
Dominika Tarnacka
psychoterapia Gestalt
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Grabka
Dzień dobry,
Przy tak nasilonych objawach w pierwszej kolejności zachęcałabym do konsultacji z psychiatrą. Wieloletni lęk, natłok myśli, przewlekłe zmęczenie i poczucie życia „w ciągłym napięciu” zdecydowanie zasługują na profesjonalną ocenę. Nie warto czekać, aż stan będzie się dalej pogarszał.
Dobra wiadomość jest taka, że nawet po wielu latach funkcjonowania w takim przeciążeniu można uzyskać dużą poprawę. Psychiatra pomoże ocenić sytuację i wspólnie z Panem dobrać odpowiednie formy leczenia i dalszego wsparcia.
Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Karolina Grabka
Małgorzata Klimowska
To co opisujesz, wygląda na wieloletnie przeciążanie układu nerwowego, które z czasem zaczęło wyczerpywać i psychikę i ciało. Przewlekły stres realnie wpływa na funkcjonowanie naszego ciała. Pytasz również, czy można wyzdrowieć po tylu latach. Nikt przez internet nie da Ci uczciwej odpowiedzi na to pytanie. Mogę natomiast powiedzieć, że wiele osób trafia po pomoc dopiero po latach zmagania się z podobnymi trudnościami i odzyskuje spokój oraz znaczącą poprawę jakości życia. Najważniejsze jest teraz nie szukanie idealnego rozwiązania, tylko wykonanie pierwszego kroku i umówienie pierwszej konsultacji. Poszukaj psychologa lub terapeuty, żeby dokładnie omówić to, czego doświadczasz. Możesz to zrobić przez internet - wyszukać specjalisty online lub w Twojej miejscowości. Warto również rozważyć konsultację psychiatryczną. Lekarz oceni, czy oprócz wsparcia psychologicznego potrzebujesz w tej chwili dodatkowej pomocy medycznej lub farmakologicznej. Warto także wykonać podstawowe badania lekarskie i porozmawiać z lekarzem rodzinnym o objawach fizycznych. Trzymam za Ciebie kciuki.
Mariusz Soboniak
To, co opisujesz, brzmi jak bardzo duże i długotrwałe obciążenie psychiczne. Z Twojej wypowiedzi wynika, że od wielu lat żyjesz w ciągłym napięciu, zamartwianiu się o przyszłość i poczuciu odpowiedzialności za wszystko. Objawy, które wymieniasz – natłok myśli, ciągły lęk, trudności z koncentracją, przewlekłe zmęczenie, ucisk w głowie, szumy uszne czy poczucie odcięcia od emocji – zdecydowanie zasługują na profesjonalną ocenę.
Zacząłbym od wizyty u lekarza rodzinnego, który może zlecić podstawowe badania i sprawdzić, czy część objawów nie ma podłoża somatycznego. Równocześnie warto umówić się do psychologa lub psychoterapeuty, aby dokładniej przyjrzeć się temu, co dzieje się od strony psychicznej. Ze względu na nasilenie i długość trwania objawów rozważyłbym również konsultację z psychiatrą, który oceni, czy nie występują zaburzenia lękowe, depresyjne lub inne problemy wymagające dodatkowego leczenia.
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czytając Twoją wiadomość, widzę bardzo dużo lęku, napięcia i ogromnego zmęczenia, które towarzyszą od wielu lat. Myślę, że to, że szukasz pomocy teraz, jest ważnym krokiem i świadczy o dużej odpowiedzialności za siebie. Opisujesz zarówno trudności psychiczne (natłok myśli, życie przyszłością, ciągłe zamartwianie się), jak i fizyczne objawy przeciążenia, dlatego warto rozpocząć od konsultacji z psychiatrą oraz psychologiem lub psychoterapeutą. Dobrze byłoby również skonsultować objawy somatyczne z lekarzem rodzinnym, aby sprawdzić, czy nie ma dodatkowych przyczyn medycznych. Szczególnie zwróciłam uwagę na zdanie, że „w tym świecie trzymają mnie tylko bliscy”. Jeśli pojawiają się myśli o zrobieniu sobie krzywdy lub rezygnacji z życia, proszę nie zostawać z tym samemu i jak najszybciej powiedzieć o tym komuś zaufanemu oraz skontaktować się ze specjalistą.
Tak, poprawa jest możliwa, nawet jeśli trudności trwają od wielu lat. Wiele osób po latach życia w chronicznym lęku odzyskuje spokój i poczucie wpływu na swoje życie. Proszę zastanowić się: kiedy ostatnio czułeś się choć odrobinę spokojniejszy? Co wtedy było inne? Czy jest ktoś bliski, komu mógłby już dziś szczerze powiedzieć, jak bardzo jesteś zmęczony?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Magdalena Ratajczyk
Dzień dobry,
Świetnie, że szuka Pan pomocy. Zaczęłabym od psychiatry i rzetelnej diagnozy. Będzie też potrzebna praca psychoterapeutyczna. Biorąc pod uwagę nasilenie objawów być może warto jako start pracy nad sobą rozważyć oddział dzienny psychiatryczny. Tam dostanie Pan kompleksową i intensywną pomoc. Natomiast możliwe rozwiązania warto rozważyć z psychiatrą. Wyleczenie moim zdaniem jest możliwe, ale wymaga pracy nad sobą i zmianą myślenia, wzorców.
Wszystkiego dobrego
Barbara Szcześniak
Dzień dobry. W przypadku opisywanym przez Pana problemów sugerowałabym terapię dwutorową, czyli równoczesne podjęcie się farmakoterapii u lekarza psychiatry oraz psychoterapii u psychologa-psychotraumatologa. Jak najbardziej możliwe jest całkowite zniwelowanie Pana trudności, jeśli zostanie Pan zaopiekowany przez dobrze przeszkolonego specjalistę, który posiada rozległą wiedzę na temat funkcjonowania układu nerwowego i pracuje na metodach udowodnionych naukowo. Proponuję skorzystać z listy rekomendowanych psychotraumatologów na stronie Stowarzyszenia Psychotraumatologów Polskich: https://stpp.edu.pl/index.php/list-psychotraumatologow?view=catalog.
Pozdrawiam serdecznie,
Barbara Szcześniak
Wiktoria Rybak
Witaj,
To, co opisujesz, brzmi jak bardzo długotrwałe i silne przeciążenie, które z czasem stało się tak duże, że zaczęło obejmować już nie tylko myśli i emocje, ale też ciało. Od wielu lat żyjesz w napięciu, ciągłym analizowaniu, próbach przewidywania i kontrolowania przyszłości, a teraz piszesz o stanie wyczerpania, o braku ciszy w głowie, trudnościach z koncentracją, zmęczeniu i ciężkich wieczorach.
Ważne jest też to, że umiesz to tak jasno opisać i że szukasz pomocy, zamiast zostawać z tym sam. Z tego, co napisałeś, wynika, że ten stan się pogłębia, dlatego dobrze byłoby nie odkładać kontaktu ze specjalistą.
Można zacząć od konsultacji z psychologiem lub psychoterapeutą, a równolegle skontaktować się też z lekarzem psychiatrą, zwłaszcza że pojawiają się u Ciebie silne objawy lękowe, przewlekłe przeciążenie oraz objawy fizyczne. Dobrze byłoby również skonsultować te dolegliwości z lekarzem rodzinnym albo internistą, żeby sprawdzić także stronę somatyczną, szczególnie jeśli chodzi o ucisk w głowie, szum i piszczenie w uszach oraz przewlekłe zmęczenie. Czasem kilka rzeczy nakłada się na siebie i warto to sprawdzić całościowo.
Pytasz, czy po tylu latach możliwe jest wyzdrowienie. Wiele osób, które przez długi czas żyły w lęku i przewlekłym napięciu, doświadcza poprawy po podjęciu odpowiedniego leczenia i wsparcia. To, że trwa to długo, nie oznacza, że nic nie da się zmienić. Często proces zdrowienia nie polega na jednym nagłym przełomie, tylko na stopniowym odzyskiwaniu wpływu, spokoju i kontaktu ze sobą. To jest możliwe.
Chcę się też zatrzymać przy zdaniu, że „w tym świecie trzymają mnie tylko bliscy”. To ważne, że oni są dla Ciebie tak istotni, ale jednocześnie ten fragment pokazuje, że jesteś teraz w bardzo trudnym stanie i nie warto zostawać z tym samemu. Jeśli masz możliwość, powiedz o tym komuś zaufanemu, wprost, że bardzo źle się czujesz i potrzebujesz pomocy w umówieniu wizyty albo w byciu obok.
To, co opisujesz, zasługuje na pomoc i nie musisz już dźwigać tego sam, dlatego na ten moment najważniejsze nie jest to, żeby zrobić pierwszy krok do realnego wsparcia i odciążeniu siebie.
Marzena Tomczyk
Dzień dobry. Dobrze, że szukasz sposobu, aby sobie pomóc. Co prawda nie piszesz jak wygląda Twoja codzienność, ale mając osiemnaście lat można jeszcze wiele zdziałać:) Piszesz, że masz bliskich. Warto pamiętać, że ich wsparcie jest bezcenne! "Stety" albo niestety nasze ciało odpowiada i informuje nas o tym co się dzieje w naszej sferze psychicznej, jednak zawsze należy się udać się do lekarza pierwszego kontaktu i zrobić podstawowe badania, aby wykluczyć podłoże medyczne Twoich dolegliwości. Mimo iż sposób w jaki przeżywamy lub nie przeżywamy (bo tłumimy) emocje potrafi być bardzo wyczerpujący fizycznie i powodować dotkliwe objawy. Z tego co opisałeś dobrze by było zwrócić się do psychoterapeuty poznawczo-behawioralnego lub takiego, który używa tego narzędzia w swojej pracy. To skuteczna metoda pracy z nadmiarowym lękiem, natrętnymi myślami. Uczy rozumieć i kontrolować swoje myślenie, reakcje i samopoczucie. Trzymam kciuki, powodzenia!
MT

Zobacz podobne
Witam!
Zacznę od tego, że borykam się z problemem, iż nie widzę sensu życia. Ciągła pogoń za materializmem. Lojalność, wierność, miłość to cechy zbędne i używalne, które straciły na wartości.
Wszystko kręci się wokół pieniędzy, których i tak nie zabierzemy ze sobą. Już jest coraz mniej osób, które potrafią cieszyć się życiem i z niego korzystać. Czuję się wypalony, odciąłem od siebie całą rodzinę, przyjaciół, nie chce się widywać z ludźmi.
Z nikim nie rozmawiam, po prostu siedzę sam. Czuję się jakby moje życie zatoczyło kolo, tylko 10 lat później.
Mam 27 lat, od 18 roku życia pojechałem do pracy, gdzie z byłą narzeczoną pracowałem na dom. Wszystko ładnie, pięknie, po 8 latach bycia razem i dorobieniu się domu, od zera, samochodów i dobrej pracy zacząłem czuć pustkę. Poczułem, że to na co pracowałem przez, latam było z materializmu, nie z miłości i oto w tym domu brakowało miłości oraz zrozumienia.
Pomyślałem, nie mamy dzieci, nikogo nie ranię tylko nas, chce uderzyć w świat w poszukiwaniu prawdziwej miłości i wdzięczności, z którą stworzę ciepły i szczęśliwy dom, którego nigdy nie miałem. Dlatego było to bardzo ciężkie, ale zostawiłem wszystko i wyszedłem. Po otrzymaniu większej gotówki za dom podjąłem decyzję, że to jest dobry moment, żeby po tylu latach wrócić do Ojczyzny, gdzie wszystko okazało się niewypałem - moja praca, mentalność ludzi, nawet spełnienie moich marzeń jak kupienie super samochodu, motoru i innych rzeczy nie dawały mi radości i czułem się wyobcowany, pusty.
Finalnie, zamiast ułożyć sobie życie, podjąłem decyzję o wyjeździe kolejnym już w ciągu dwóch lat.
3 wyprowadzka i ze względu na kobietę, z którą przelotnie się poznałem. Chciałem być oparciem, uważałem, że ma ciężką sytuację. Wyszukała mnie w internecie, z ciekawości napisałem, co robi w życiu i niestety wpadłem w dziurę bez dna, która ciągła się za mną przez cały rok. Byłem manipulowany na odległość, słyszałem słowa i zapewnienia, które nie były prawdą i wierzyłem tej osobie bezgranicznie. Byłem w stanie zostawić wszystko, tylko, dlatego że uważałem, że jest tego warta i potrzebuje mnie.
Na końcu okazało się, że nie chciała pozwolić, żebym ułożył sobie życie z kimś innym i większość co mówiła, była kłamstwem albo tym, co chciałem usłyszeć. To jest długi i skomplikowany temat. Zostałem wykorzystany, sercowo, psychicznie i straciłem rok czasu. W sumie dalej się z tego nie wyleczyłem, co się wydarzyło. Koniec końców zacząłem inwestować na giełdzie początkiem roku. Zachęcił mnie do tego taki chłopak, gdzie na przestrzeni roku przegrałem wszystko do zera, na co pracowałem ostatnie 8 lat całe oszczędności. Włączył się ten idiota, który jest tak uparty, o którym zapomniałem, że dalej tam jest.
Jest uparty w dążeniu do celu, ale również jak już się sypie to do samego dna. W rok zniszczyłem wszystko i przy okazji siebie z super sylwetki, dobrej pracy, dużego zabezpieczenia finansowego zostało ohydne zero. Jak patrzę w lustro, to się siebie brzydzę, a kiedyś się kochałem i byłem wdzięczny, że jestem na tyle silny, iż mogę wysyłać swoje dobro dla innych i zwyciężać ten syf, co się dzieje na świecie. “Zło dobrem zwyciężaj, takie było moje motto” Od pewnego czasu zło przejęło nade mną kontrolę, czuję się wyobcowany, nie śmieje się.
Wracam do domu i płacze codziennie, w nocy balansuje na krawędzi złych zagubionych ludzi, którzy biorą dragi, piją i udają, że nie mają z niczym problemu. Chodziłem na terapię, nic nie pomogło, zawsze byłem osoba, na którą można było polegać i motywacją dla innych, bo szedłem do przodu jak burza mimo żadnego wsparcia od rodziny, ciągłej krytyki, braku własnego kątu i bezpieczeństwa. Z ojcem alkoholikiem przez połowę dzieciństwa i matką za granicą, która ledwo co widywałem.
Łączenie w moim życiu mieszkałem w 27 różnych miejscach, czy to pokoje, inne kraje. W sumie to spełniłem wszystkie swoje marzenia. Mając 27 lat, mimo straty wszystkiego, czuję się spełniony i jakby ktoś mnie zapytał, czy przeszedłem życie dobrze, odpowiedziałbym z czystym sumieniem tak, bo nie zamknąłem się na nie w jednym miejscu.
Nie wiem, po tym wszystkim nie widzę już sensu w dalszym działaniu, mój zapał i samodyscyplina są równe zeru.
Ten cały materializm, internetowy świat, te portale randkowe, kłamstwa nieszczęśliwych ludzi, życie na kredytach, żeby pokazać, czym się jeździ czy jak się nie żyje - żygam tym wszystkim. Jestem tym który widzi ten świat inaczej od czasu kiedy wyszedłem z bańki mojego życia, na które pracowałem.
Nie jestem w stanie nikomu zaufać, a jak już zaufam i daje coś od siebie to albo jestem wykorzystywany, bo dobroć jest brana za słabość w tych czasach, albo ranię innych, bo nie dorównują moim doświadczeniom i nie są dla mnie interesujący.
Nie wiem, wszystko co się stało było na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Boję się samego siebie, do jakiej ruiny psychicznej się doprowadziłem przez to wszystko. Drogi mam dwie albo zobaczyć jeszcze trochę świata i podziękować bardzo pięknie za to życie będąc na zero, bo na pewno nie zejdę na stronę syfu dragi, alkohol itp wolałbym sobie po prostu podziękować ładnie wyjechać na Hawaje i zniknąć niż się złajdaczyć.
Droga numer, to dwa odbudować swoją psychikę, ciało i ciężka praca wrócić na odrobienie strat z ostatniego roku, żeby wszystko ułożyć na nowo. Tylko jest jeden problem, kiedyś moim marzeniem było mieć dziecko i rodzinę zbudować, zaplecze finansowe, żeby móc zapewnić temu dzieciakowi i mojej kobiecie takie życie, którego ja nie dostałem. To mogłoby być moja jedyna motywacja, żeby działać dalej, ale teraz, po tym wszystkim jak widzę jaki jest świat ohydny, nie chciałbym sprawiać trudu nikomu następnemu i zakończyć historię mojego nazwiska, żeby już to się nie musiało ciągnąć. Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale uważam, że to życie było stworzone w innym celu i ludzie je zniszczyli, bo świat jest piękny sam w sobie, tylko my jesteśmy w nim problemem. Boże to wszystko jest bez sensu….
W każdym razie, na sam koniec dodam, że to wszystko jest chore i nie widzę w tym sensu, dlatego zamknąłem się na wszystko i nie wiem, co dalej mimo mojego wieku i doświadczeń, które powinny mnie prowadzić dalej żywnie, nie widzę w tym sensu, bo po co? Nawet nie liczę, że ktoś to doczyta do końca, po prostu niech sobie to wisi tutaj. :) Pozdrawiam.
