Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Co mogę zrobić z poczuciem bycia bezwartościowym?

Czuję się bezwartościowy ostatnio. Co mogę zrobić z tym?

Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Dzień dobry,
uczucie bezwartościowości jest sygnałem, że coś w Pana wewnętrznym świecie domaga się uwagi i troski. Może wynikać z nadmiernego krytycyzmu wobec siebie, porównań z innymi, trudnych doświadczeń lub przeciążenia emocjonalnego. Pierwszym krokiem jest zatrzymanie się i próba zrozumienia, skąd to uczucie się bierze. Proszę obserwować swoje myśli, szczególnie te, które pojawiają się automatycznie i są negatywne. Warto je zapisywać i zadawać sobie pytanie, czy są one oparte na faktach, czy raczej na emocjach i przekonaniach, które można zakwestionować.

Proszę też zwrócić uwagę na codzienne działania, nawet drobne aktywności, które dają poczucie sprawczości, mogą stopniowo odbudowywać Pana poczucie własnej wartości. Kontakt z życzliwymi osobami, rozmowa, ruch fizyczny, zadbanie o siebie. To wszystko ma znaczenie. Jeśli ma Pan trudność z dostrzeżeniem swoich mocnych stron, warto poprosić bliskich o ich wskazanie, często widzą w nas to, czego sami nie dostrzegamy.

Najważniejsze: proszę nie zostawać z tym sam. Rozmowa z psychologiem może pomóc uporządkować emocje, zrozumieć mechanizmy, które wpływają na Pana samopoczucie, i wspólnie wypracować sposoby wzmacniania poczucia wartości.

Pozdrawiam serdecznie
Martyna Jarosz
psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

To trudne i bolesne uczucie, gdy człowiek zaczyna postrzegać siebie jako bezwartościowego. Przede wszystkim: bardzo Panu współczuję, że się Pan tak czuje. I chcę powiedzieć coś, co może teraz nie wybrzmi mocno, ale jest bardzo ważne - to, że Pan to przeżywa, nie oznacza, że taki Pan jest. To uczucie, nie fakt.

 

W takich momentach pomocne może być kilka kroków:

1. Zatrzymanie się i przyjrzenie się myślom. Warto zauważyć, co dokładnie Pan o sobie myśli, jakie słowa Pan sobie mówi. Często te myśli są bardzo surowe i nieprawdziwe, ale powtarzane w głowie zyskują moc. Dobrze je uchwycić i zacząć kwestionować, np. „Czy powiedziałbym to samo do kogoś, kogo lubię, w podobnej sytuacji?”

 

2. Powrót do faktów i doświadczeń. Przypomnienie sobie momentów, w których był Pan dla kogoś ważny, kiedy zrobił Pan coś wartościowego - nawet jeśli to były małe rzeczy. Te chwile są dowodami, które potrafią osłabić siłę wewnętrznego krytyka.

 

3. Rozmowa z kimś życzliwym lub specjalistą. To może być psycholog, psychoterapeuta, albo ktoś bliski, kto nie ocenia, tylko wysłucha. Uczucie bezwartościowości bardzo często nasila się w samotności. Kontakt z drugim człowiekiem może przynieść ulgę i nową perspektywę.

 

4. Życzliwość dla siebie, nawet jeśli trudno w nią uwierzyć. Bywa, że pierwszym krokiem nie jest „uwierzyć w siebie”, ale po prostu dać sobie prawo czuć to, co Pan czuje, bez oceniania się za to. Sam fakt, że Pan szuka wsparcia, pisze, pyta to sygnał, że coś w Panu nadal walczy o siebie.

 

Z pozdrowieniami,

Justyna Bejmert 

Psycholog

Justyna Orlik

Justyna Orlik

Dzień dobry,

co się z Tobą dzieje, gdy tak o sobie myślisz? Jakie obrazy, wspomnienia, słowa przychodzą? Czyje głosy słyszysz, kiedy mówisz, że jesteś bezwartościowy? Może to uczucie pojawia się wtedy, kiedy porównujesz się z kimś? A może wtedy, gdy coś nie wychodzi tak, jakbyś chciał i wtedy Twój wewnętrzny głos mówi, że jesteś niewystarczający. Dobrym pomysłem byłoby zatrzymanie się i przyjrzenie temu, co pojawia się w Tobie, kiedy tak o sobie mówisz lub myślisz. To może być początek dialogu z samym sobą. Tą częścią, która wymaga łagodności i zaopiekowania się. 

Pozdrawiam,
Justyna Orlik, 
psychoterapeutka Gestalt

Olga Żuk

Olga Żuk

Dziękuję, że się tym dzielisz. To bardzo trudne uczucie, ale samo to, że je zauważasz i pytasz, co możesz z tym zrobić – już jest krokiem ku zmianie.

Spróbuj od małych rzeczy:

– Zatrzymaj się i zauważ, co do siebie mówisz. Gdy pojawiają się myśli typu „jestem bezwartościowy”, zapytaj siebie: czy powiedziałbym to przyjacielowi w podobnej sytuacji?
– Zapisuj swoje małe sukcesy. Codziennie wieczorem zanotuj 1–2 rzeczy, które udało Ci się zrobić – nawet jeśli to tylko "wstałem z łóżka" albo "napisałam wiadomość, mimo że się bałam".
– Otaczaj się wspierającymi ludźmi. Szukaj kontaktu z tymi, którzy Cię widzą, a nie tylko oceniają.
– Daj sobie zgodę na pomoc. Rozmowa z psychologiem może pomóc dotrzeć do źródła tego uczucia i nauczyć się inaczej o sobie myśleć.

To, co teraz czujesz, nie definiuje Cię jako osoby. Można z tym pracować – krok po kroku.

 

Pozdrawiam,

Olga Żuk

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Dzień dobry Mati,

 

poczucie własnej wartości jest czymś szalenie ważnym w życiu. Wpływa ono na każdy obszar naszej rzeczywistości np. na relacje służbowe, towarzyskie, związki itd. 

Czy w ostatnim czasie stało się coś, co mogło przyczynić się do pojawienia się tego odczucia u Ciebie?:)

 

pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Mąż od zawsze nadużywa alkoholu, ma gdzieś mnie i dzieci. Ja jestem niezależna i mogę się rozwieść.

Nasza historia zaczęła się kilkanaście lat temu jako nastolatkowie. Wzięliśmy ślub, na świecie pojawiło się dziecko, a drugie jest w drodze. 

Zawsze mieliśmy problemy w związku/ małżeństwie- alkohol, brak szacunku, brak wzajemnego wsparcia i zrozumienia. Sytuacja eskalowała, kiedy po narodzinach pierwszego dziecka zostałam sama z synem, bo mąż dużo pracował, w weekendy imprezował i w ogóle nie zajmował się nami ani nie czuł obowiązków w stosunku do dziecka. Nadużywa alkoholu, więcej rozmawia z kolegami, niżeli ze mną, przyłapałam go na oglądaniu kamerek live z parami na stronach dla dorosłych- gdy o tym powiedziałam, że wiem, to obarcza mnie winą, że nie ma tego w domu, to ogląda (jestem w 8 msc ciąży, nie dąży do cielesności ze mną). 

Ostatnio doszło między nami do kłótni, w której już przeklinaliśmy na siebie, bo pękły każde bariery. Wyszedł z domu, nie odbierał telefonu i wrócił zalany w trzy trupy- nie wiem gdzie się znajdował. Jestem w rozsypce, nie chce być tak traktowana. Nasz syn nie ma z nim wielkiej relacji, ale gdy nie ma go dłużej, to dopytuje i tęskni, a ja najchętniej odeszłabym od niego. Nie chce resztę życia czuć się jak śmieć, a teraz dokładnie tak się czuję. 

Jestem niezależna, mam własną firmę, zarabiam więcej pieniędzy niż on na etacie. Nie wymagam od niego nic, tylko opieki i szacunku, resztę mogę zapewnić sobie sama. Męczy mnie sytuacja, że mogłabym żyć spokojnie sama z dziećmi, ale go kocham i zostaje za wszelką cenę. Po ostatniej kłótni rzucił kluczykami do samochodu, który wzięłam na firmę i zarządał połowy pieniędzy, kiedy ja zarządałam połowy pieniędzy za wyprawkę dla naszego dziecka stwierdził, że jak się rozstaniemy to ja zabiorę dzieci, to co on ma mi dawać. Mówi, jakby dla niego nic nie znaczyła rodzina, dzieci i ja. Mam mętlik w głowie i jestem wykończona psychicznie a poród za miesiąc. Zamiast cieszyć sie z narodzin dziecka, ja zastanawiam się czy będę wychowywać dzieci sama czy z nim.

Jak odnaleźć szczęście w mieście po życiu na wsi? Konflikt między pracą a rodziną
Witam. Opiszę w dużym skrócie moją historię. Od zawsze mieszkałem w domu, jak miałem 25 lat wyremontowałem sobie mieszkanie na 1 piętrze i zamieszkałem tam po moich dziadkach. 7 Lat temu poznałem swoją obecną żonę, pracowałem wtedy w delegacji i wtedy jeszcze dziewczyną widywałem się weekendami. Od tamtej pory leczę się u psychiatry, mam nerwicę/depresję. Zrezygnowałem z tamtej pracy i ogólnie jakoś sobie radziłem. Wzięliśmy ślub, urodził nam się synek, obecnie ma 3 lata. Jednak przez ostatnie dwa lata wydarzyło się u mnie dużo. Ze względu na konflikt rodziców i ich późniejszy rozwód, dla ratowania swojej rodziny wyprowadziliśmy się do miasta rodzinnego mojej żony, niedaleko około 30 km od mojego rodzinnego miasta. Znalazłem tutaj pracę, udało się wziąć kredyt, mamy czym jeździć. Wydaje się, że wszystko poukładane... Tylko nie u mnie, nie cieszę się z tego, co mam, jedynym co mnie trzyma jeszcze przy tym wszystkim, jest syn. Chodzę do terapeuty uzależnień w celu rzucenia papierosów. I dużo rozmawiamy głównie o tym, co się u mnie dzieje, na pozór powinienem być szczęśliwy, faszeruje się od 7 lat lekami na depresję i tak naprawdę nie czuję się nigdy, jak bym chciał. W głębi czuję, że mieszkając w bloku, ja nie będę szczęśliwy, ja jestem przyzwyczajony, że mogłem wyjść na podwórko cokolwiek zrobić, bardziej to wyglądało zawsze jak życie na wsi. A teraz przychodzę z pracy i oprócz zajmowaniem się synem nie mam czym się zająć. Lubiłem zawsze jakieś prace fizyczne, typu koszenie trawnika itp. (przy domu zawsze znajdzie się coś do zrobienia)... Moja żona ma tu wieloletnich znajomych, rodzinę, tą samą pracę od wielu lat. Ja mam nową pracę, ale wydaje mi się, że poświęciłem wszystko dla komfortu mojej żony, nie myśląc o sobie. Na dzisiejszy dzień zmagam się każdego dnia z objawami nerwicy, nie mam żadnego hobby (z piłki nożnej zrezygnowałem na początku znajomości z żoną ze względu na brak czasu, by się spotykać). Czuję się samotny mimo, że mieszkam ze swoją rodziną. Żona nie potrafi mnie zrozumieć, że nie mam tutaj przyjaciół, rodziny. Zrezygnowałem w 100% z alkoholu, chociaż czasami wypiłem piwko, to dawało mi to choć trochę radości. Nie mam komu się wygadać, w pracy nie mam przyjaciół. Do mieszkania już się nawet czasami nie chce wracać, wiedząc, że nikt mnie nie zrozumie... Czuję wewnątrz, że ja długo w takim maraźmie nie pociągnę. Chciałbym wrócić do domu, w którym mieszkałem większość życia do poprzednich znajomych. Mam jednego brata, który mieszka daleko i też nie chce zawracać mu głowy swoimi problemami.... Edit: dziękuję specjalistom za odpowiedź, w związku z odpowiedzią mam takie pytanie, czy można być szczęśliwym w mieście, żyjąc od zawsze prawie jak na wsi, lubić zajęcia fizyczne, nawet rolnictwo. Czy można odnaleźć szczęście jeśli otoczenie jest całkiem inne niż te które mi odpowiadało ? W tym sęk że z żoną pochodzimy z trochę odmiennych środowisk. Żona całe życie mieszkała w bloku a ja można powiedzieć pochodzę z peryferii/wioski. Życie w ciągłym pędzie w mieście nie odpowiada mi, lubię przebywanie na łonie natury, pójść do lasu, popracować w ogrodzie. Dodam że żona nie chce wracać tam gdzie mieszkałem więc na tym tle często rodzą się konflikty a ja że względu na to staram się nie podejmować już prób tego tematu, żeby syn nie słuchał kłótni itd. ogólnie rzecz biorąc wydaje mi się że nie żyje w zgodzie ze sobą. Kocham żonę i synka i chciałbym wrócić do poprzedniego miejsca zamieszkania ale dla dobra rodziny po prostu zaciskam zęby i staram się jakoś tu żyć, z tym że to nie dla mnie....
Diagnoza CHAD – szukam osób z chorobą afektywną dwubiegunową do rozmowy i wymiany doświadczeń
Witam Wszystkich serdecznie . Obecnie jestem diagnozowana pod kontem Chad. Czy są tu osoby z tą diagnoza ? Z którymi bym mogła porozmawiać
W zeszłym roku zmarła moja mama, w tym roku babcia. Były całym moim życiem
Życie nie ma sensu Uważam, że życie nie ma sensu, po co żyjemy? Patrząc na świat z coraz dalszej perspektywy, np. na naszą planetę jakby ze zdjęcia satelitarnego lub z poziomu wszechświata to wszystko nie ma sensu. Po co to wszystko? i tak wszyscy umrzemy. Nasi bliscy również. Nasze dzieci, wnuki i prawnuki również. Już za dwieście czy trzysta lat nikt nie będzie o nas pamiętał, nawet o tym, że istnieliśmy. Tak jak teraz nikt nie pamięta i nie zna historii życia zwykłych ludzi, którzy żyli np. 3000 lat temu, czy 150, czy w starożytnym Egipcie. Nic po nas nie zostanie. Co za różnica, czy ludzkość jest trochę bardziej czy mniej rozwinięta pod względem np. technologicznym czy ekonomicznym i ktoś czasem wspomni jakąś osobę znaną z historii? W zeszłym roku zmarła moja mama w wieku poniżej 60 lat, w tym roku babcia (jej mama). Były całym moim życiem. Sama mam niewiele ponad 30 lat i nie mam dzieci. Po co je mieć, po to by cierpiały istnienie na tym beznadziejnym świecie? Jest na nim tyle zła, nienawiści wśród ludzi, wojen, głodu, cierpienia, chorób, a dobra i piękna niewiele, trzeba codziennie walczyć o przetrwanie, bo inaczej się umrze z głodu lub z braku schronienia zimą. A i tak wszyscy umrą, nasze dzieci też. Nic nie ma sensu. Po co pracować na co dzień, skoro wszystko jedno czy umrę z trochę większą lub trochę mniejszą ilością rzeczy materialnych, które i tak wyrzucą osoby/dzieci porządkujące moje mieszkanie/dom po śmierci. Co za różnica, czy odwiedzę kilka krajów świata, czy więcej, skoro i tak nie da się zwiedzić całego świata. Patrzę na świat codziennie z perspektywy wszechświata i dziwię się jak ludzie mogą normalnie żyć i przejmować się swoimi drobnymi sprawami nic nieznaczącymi, jak mogą się cieszyć czymkolwiek, nie mieć depresji, skoro i tak wszystko to już za jakieś 100 lat już zniknie całkowicie.
Dobry wieczór, Chciałabym zadać pytanie, odnośnie mojej mamy.
Dobry wieczór, Chciałabym zadać pytanie, odnośnie mojej mamy. Otóż moja 64-letnia mama chorująca od paru lat na arytmie serca 4 marca doznała bardzo rozległego zawału serca. Mimo że już wcześniej przez parę tygodni czuła się źle, ja nawet chciałam wezwać pomoc. Ale ona zawsze mówiła, że przejdzie. Gdy dostała ostrego ataku arytmii i bólu w klatce piersiowej miała duszności. Nie wahając się, wezwałam pogotowie, ułożyłam mamę na podłodze i wtedy jej serce przestało bić po raz pierwszy. Sama rozpoczęłam reanimacje. Bo stało się to jeszcze przed przyjazdem ratowników medycznych. Ratownicy kontynuowali, udało się przywrócić krążenie, jednak krótko po tym doszło do ponownego zatrzymania akcji serca. Odratowano mamę i zabrano do szpitala na sygnale. Trafiła na OIOM pod respiratorem i utrzymywana była w śpiączce farmakologicznej. Tam po 6 dniach pobytu doszło do kolejnego trzeciego zatrzymania krążenia. Udało się opanować sytuacje, jednak od tej pory pozostaje nieprzytomna. Od 1 kwietnia przebywa w ośrodku ZOL, jest podawana rehabilitacji, ma tam zapewnioną dobrą opiekę. Powiedziano mi, że jest szansa na to, że się obudzi, że taka szansa jest zawsze. Ale nigdy takiej pewności nie ma. Mijają już 3 miesiące, a nie ma żadnej widocznej poprawy sytuacji. Boję się coraz bardziej, że nie ma sensu na coś dobrego czekać. Jestem już zmęczona całą sytuacją, z drugiej strony obawiam się też tego, że jeśli mama wybudzi się, to powikłania będą tak duże, że opieka nad nią mnie za trudnym zadaniem. Jestem u niej codziennie od 3 miesięcy, ostatnio jednak przy odwiedzinach emocje biorą górę. Co robić? Czy coś jeszcze mogę zrobić? Jak się zachować? Jak poradzić sobie w takiej sytuacji? Na co powinnam się przygotować? Bardzo proszę o poradę to dla mnie bardzo ważne.
żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.