- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Niepewność w...
Niepewność w pierwszym, długotrwałym związku - czy to wypalenie?
Szponcicielka
Bożena Nagórska
Szanowna Pani,
to, co Pani opisuje, jest bardzo częstym dylematem w długoletnich relacjach, zwłaszcza gdy są one tymi pierwszymi i jedynymi. Poczucie wypalenia oraz wątpliwości co do wspólnej przyszłości często wynikają z faktu, że jako ludzie zmieniamy się na przestrzeni ośmiu lat, a wraz z nami zmieniają się nasze potrzeby. Lęk, że po rozstaniu i myślenie, że nikogo już Pani nie znajdzie, jest naturalnym mechanizmem obronnym, który jednak często więzi nas w relacjach nie z miłości, lecz ze strachu przed samotnością. Warto dać sobie przyzwolenie na to, by nie znać odpowiedzi natychmiast, i rozważyć wsparcie terapeutyczne, które pomoże Pani oddzielić lęk od realnych uczuć do partnera oraz odkryć własną tożsamość poza tym związkiem.
Pomyślności
Psycholog Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość.
Według mnie, to, co Pani opisuje, jest bardzo częste w długich, pierwszych związkach. Po latach naturalne jest pojawienie się zmęczenia, wątpliwości i potrzeby zatrzymania się, by sprawdzić "co naprawdę czuję i czego dziś potrzebuję, jako osoba, która się zmieniła".
Ważne jest rozróżnienie między wypaleniem relacji a lękiem przed zmianą i samotnością. Strach, że „nikogo już nie znajdę”, często nie jest faktem, tylko przekonaniem podtrzymującym trwanie w miejscu.Zanim podejmie Pani decyzję, warto przyjrzeć się:
czy w tej relacji jest przestrzeń na rozmowę o potrzebach i odświeżenie bliskości?
co jest przywiązaniem z lęku a co realnym uczuciem?
kim Pani jest poza tą relacją i czego Pani chce na przyszłość?
Takie wątpliwości nie oznaczają od razu końca związku, ale są ważnym sygnałem, że potrzebna jest refleksja, czasem indywidualna, czasem w formie terapii par.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
To, co Pani czuje, jest naturalne po 8 latach pierwszego związku. Czasem uczucia zmieniają się z intensywnych na spokojniejsze, a czasem pojawia się realne oddalenie. Lęk przed samotnością może utrzymywać przywiązanie, nawet jeśli serce nie jest już w pełni zaangażowane. Warto się zastanowić, czy przyszłość z nim daje Pani spokój, czy poczucie ciężaru, i czy radość w związku wynika z miłości, czy z przyzwyczajenia. Nie musi Pani decydować od razu, pomocna może być szczera rozmowa z nim lub wsparcie terapeuty.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
Sytuacja, którą Pani opisuje, jest klasycznym obrazem wypalenia się emocjonalnego w długotrwałym związku. Wyczerpanie to nie oznacza, że Pani przestała kochać - oznacza to, że Pani zasoby emocjonalne zostały całkowicie wyczerpane przez przewlekły stres i napięcie. Ambiwalencja, którą Pani doświadcza, czyli jednoczesne istnienie sprzecznych uczuć wobec partnera, jest całkowicie normalną reakcją na wyczerpanie emocjonalne. To, że Pani nie wie co czuje, niekoniecznie oznacza brak miłości - może to oznaczać, że Pani jest na tyle wyczerpana, że straciła kontakt ze swoimi własnymi uczuciami.
Fakt, że jest to Pani pierwszy związek, ma duże znaczenie dla tego, co teraz Pani przeżywa. Brak doświadczenia z innymi relacjami może powodować, że Pani przekonania dotyczące relacji są bardzo sztywne. Strach przed samotnością, który Pani opisuje, może być związany ze stylem przywiązania - osoby, które nigdy nie miały innego partnera i doświadczają lęku separacyjnego, często pozostają w związkach mimo niezadowolenia, ponieważ boją się utraty i braku niezależności. Przekonanie "nigdy nikogo już nie znajdę" to forma katastrofizacji myślenia, typowa dla osób wyczerpanych emocjonalnie.
Przede wszystkim powinna się Pani poddać profesjonalnej ocenie psychologicznej - nie po to, aby natychmiast podjąć decyzję o związku, ale po to, aby zrozumieć, co się z Panią dzieje. Wypalenie emocjonalne może być związane z różnymi stanami psychicznymi, które mogą również wymagać profesjonalnej pomocy. Możliwe, że problem nie jest w samym związku, ale w tym, jak Pani funkcjonuje w tym związku - czy czuje się Pani wystarczająco niezależna, czy ma Pani własne cele i marzenia, czy partner wspiera Pani wzrost osobisty. Terapeuta powinien Pani także pomóc w zrozumieniu Pani rzeczywistych potrzeb, wartości i określenie celów, niezależnie od tego, co Pani zdecyduje się robić z tym związkiem.
Tomasz Pisula
Dzień dobry Pani,
trudno cokolwiek poradzić w Pani sytuacji, która na pewno jest trudna, ponieważ 8 lat relacji to ogrom czasu. Pewne wątpliwości w relacji są normalne, czas zmienia ludzi - wartości, cele, uczucia.
Myślę, że w takiej sytuacji najlepiej dać sobie czas na refleksje, pomyśleć o swoim życiu o tym kim Pani jest i jak chce iść dalej przez życie. Myślę, że mogłaby Pani również porozmawiać z partnerem o swoich wątpliwościach, o uczuciach, spróbować się otworzyć i zobaczyć co jest Państwa wspólne, czy można i czy chce Pani pracować nad pewnymi rzeczami w relacji, czy jednak chce Pani podjąć trudną decyzję o rozstaniu.
Życzę wszystkiego dobrego i powodzenia.
Tomasz Pisula,
Psycholog i psychoterapeuta
Agnieszka Domaciuk
Witam,
To o czym piszesz może dotknąć pary z różnym stażem relacji i na różnych jej etapach. Nie musi oznaczać to brak miłości do tej osoby a zwyczajnie naturalnym procesem jest to, że dynamika emocji będzie się zmieniać z czasem trwania związku, pod wpływem różnych zmian życiowych. Najważniejsze jest jednak, abyś potrafiła określić, co jest istotne w tej relacji - utrzymywanie się w niej ze względu na lęk przed samotnością/nie znalezieniem innej osoby, czy też różne cechy obecnego partnera, które są dla Ciebie ważne, atrakcyjne, potrzebne. Być może warto udać się do psychologa w celu omówienia dokładniej trudności w relacji, na czym ona konkretnie polega, jak długo trwa i czego dotyczą martwiące Cię myśli.
Pozdrawiam
Domaciuk Agnieszka
Psycholog, psychoterapeuta
Katarzyna Losoń
Dzień dobry,
takie wątpliwości po wielu latach relacji są bardziej powszechne, niż się wydaje, szczególnie gdy to pierwszy związek i trudno odróżnić chwilowe wypalenie od realnej potrzeby zmiany. Często nie chodzi o brak uczuć, ale o to, że relacja przestaje się rozwijać albo przestajemy świadomie o nią dbać.
Możesz spróbować najpierw przyjrzeć się temu spokojnie:
-Zastanów się, od kiedy pojawiają się te myśli, czy zbiegło się to z trudniejszym okresem w Twoim życiu lub większą ilością stresu.
- Pomyśl czego konkretnie, Ci brakuje w relacji bliskości, rozmów, zaangażowania, spontaniczności?
- Sprawdź jak często, naprawdę rozmawiacie o emocjach i potrzebach, a nie tylko o codziennych sprawach.
- Jeśli oczekujesz zmian, czy komunikujesz je partnerowi wprost, czy raczej liczysz, że się domyśli?
- Przypomnij sobie, dlaczego weszłaś w tę relację i co Was kiedyś łączyło, czasem uczucie nie znika, tylko przykrywa je rutyna.
Związki naturalnie przechodzą z fazy zakochania w stabilność, to nie musi oznaczać końca miłości, ale moment, w którym zaczyna się świadome dbanie o relację.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Losoń Katarzyna
Psycholog
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Dzień dobry to, co Pani opisuje, bardzo często pojawia się w długoletnich relacjach. Po ośmiu latach relacja naturalnie przechodzi z fazy zakochania i namiętności w fazę stabilnego, bardziej przyjacielskiego związku. Zmianę tą można interpretować jako wypalenie, choć nie zawsze nim ona jest.
Jeśli chodzi o miłość do partnera, może się Pani zastanowić. co wpływa na poczucie wypalenia. Czy to brak namiętności, rutyna, przewidywalność? Są to kwestie, które wspólnymi siłami można spróbować zmienić. Warto też zastanowić się na temat oczekiwań dotyczących relacji, czy obecny związek je spełnia. Czy jeśli lęk przed tym, że nikogo już Pani nie znajdzie, nie istniał, dalej chciałaby Pani pozostać w obecnej relacji? Strach przed tym, że nikogo Pani nie znajdzie, jest myślą katastroficzną, a nie faktem. Ośmioletni związek nie zamyka możliwości budowania innych relacji, natomiast pozostawanie w relacji wyłącznie z lęku często prowadzi do narastającej frustracji i oddalenia się od partnera.
Pomocna może być rozmowa z partnerem o wątpliwościach lub konsultacja z psychologiem, żeby lepiej zrozumieć, czy to kryzys rozwojowy relacji, czy sygnał, że Pani potrzeby poszły w innym kierunku.
Pozdrawiam serdecznie
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
Poczucie które Pani towarzyszy po 8 latach w pierwszym związku jest naturalnym etapem, w którym mija fascynacja, a pojawia się rutyna i pytania o sens. Pani sytuacja jest o tyle trudna, że brak porównania z innymi relacjami potęguje lęk, czy „to już wszystko”, co może Panią w życiu spotkać.
Problemem wydaje się jednak lęk przed samotnością. Przekonanie, że po rozstaniu nikogo Pani nie znajdzie nie brzmi jak pozostanie w relacji z wyboru. Gdy zostajemy z kimś tylko dlatego, że boimy się być sami, poczucie „uwięzienia” i wypalenia będzie tylko narastać. Warto oddzielić lęk przed byciem singielką od realnej oceny relacji, tego co Pani czuje do partnera. To, że jest on Pani pierwszą miłością, nie oznacza, że musi być ostatnią.
Być może warto byłoby się skupić na tym, czy to jak obecnie wygląda Pani relacja panią satysfakcjonuje zamiast decydować teraz o „całym życiu”. Często jest tak, że to nie osoba nas męczy, ale sposób, w jaki żyjemy razem. Myślę że warto rozważyć też rozmowę z partnerem o tym jak się Pani czuje. Być może razem moglibyście zrobić burzę mózgów i wymyślić coś co tchnie życie w Państwa relacje.
Wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Zobacz podobne
TW samookaleczanie
Mam 22 lata i przepraszam, że tak długo się rozpiszę, ale nie daję rady. Od dziecka byłam typem aspołecznym, nie lubię spotykać się z ludźmi, ani z nimi rozmawiać. Nigdy nie mam tematów na rozmowy, nawet jeśli ktoś się ze mną zaprzyjaźnił, ta relacja bardzo szybko się kończyła, gdyż w pewnym momencie się izolowałam. Przez ten brak potrzebny socjalizacji, zawsze czułam się nieludzko. Dziwnie, inaczej. Jestem bardzo brzydka i głupia. Przez słowo głupia mam na myśli, że jestem osobą zapominalską, wszystko wypada mi z rąk, wykonuje niezręczne ruchy przy ludziach. Bardzo dużo gestykuluję i szybko mówię. Moja prokastrynacja jest na tak wysokim poziomie, ze obecnie mam pięć warunków na studiach. Nie zdałam roku. Wielokrotnie zapominałam dat rejestracji albo gubiłam się we wszystkim. Mówię szybko i nerwowo, czego bardzo się wstydzę.
Mam wrażenie, że wszystko, co wychodzi spod mojej ręki, jest złe, gorsze, żenujące. W ciągu dnia doświadczam wahań nastrojów, czasem mam motywację, ale czasem mam wręcz ochotę rzucić się pod metro, którym codziennie dojeżdżam na uczelnię. Okaleczam się żyletką, lubię, gdy rany są dość głębokie, gdy krawędzie rozsuwają się na boki. Dużo płaczę, w miejscach publicznych, na zaliczeniach, wszędzie, czasem nawet bez powodu. Mam wrażenie, że emocje mnie przytłaczają, że jestem dziecinna, głupia niedojrzała. Nie mam marzeń, cały dzień czekam do nocy, żeby spać, jednak ten sen często nie przychodzi. Chodziłam do psychiatry, ale on nie rozmawiał ze mną.
W gabinecie głównie płakałam roztrzęsiona, a on przepisywał mi leki. Od kilku miesięcy biorę Dulsevię 60 mg raz dziennie, spamilan 10 mg trzy razy dziennie, estazolam 2 mg tymczasowo na sen (bardzo pomagał, ale już się skonczył) i medikinet CR 20 mg. Medikinet sprawia, że przez jakiś czas czuję motywacje, ale po paru godzinach znowu przychodzi stan otępieniq, beznadziei i złości. Nie potrafię radzić sobie z emocjami, płaczę, okaleczam się, uderzam w drzwi, wewnętrznie krzyczę. Dotychczas miałam jednego ,,przyjaciela" ale izolowałam się i olewałam tę znajomość. Gdy on powoli się odsunął, poczułam ogromną zazdrość i duże emocje, które targają moje wnętrze, tak jakby rozrywały każdą część mięsa, z którego jestem utworzona. Nie tęsknie za człowiekiem, lecz za uwagą. Czuję się tak obrzydliwie, jakbym nie pasowała do świata. Nie chcę być częścią życia społecznego. Nienawidzę przebywania w tłumach i nie umiem prowadzić rozmów z ludźmi. Z drugiej strony brak mi poczucia przynależności, tak jakbym nie istniała. Po kilku minutach miłej rozmowy ze znajomym lub nieznajomym muszę wyjść gdzieś, trząść rękami i głową, oraz mówić do siebie, by uregulować emocje. Psychiatra skierował mnie do psychologa z epizodem depresyjnym i zaburzeniami adaptacyjnymi z lękiem społecznym, ale on praktycznie ze mną nie rozmawia. Polecał mi również diagnozę pod kątem spektrum autyzmu, ale to dużo kosztuje i nie wiem, czy się opłaca. Nie wiem, nawet co mi jest. Coraz bardziej męczy mnie bycie człowiekiem. Uciekam w fikcję, ale moje ciało daje mi znać, że życie istnieje. Boję się cierpienia. Czasem brałam kilka tabletek więcej, niż powinnam, żeby sprawdzić swoją granicę. Zdarzyło się, że przecięłam swoją skórę tak, że krwawiła cały dzień bez przerwy. Kładłam się spać z krwawiącą raną, myśląc, że może umrę przez sen. Wykańcza mnie bycie mną, leki nie pomagają. Czy jest sposób, aby sprawdzić, co jest ze mną nie tak? Czemu nie czuję się jak człowiek? Czy można jednocześnie być aspołecznym, ale empatycznym? Nie mam zaburzeń schizoidalnych, ponieważ odczuwam emocje i troskę.
Nie przywiązuję się jednak do ludzi. Mój świat to niestabilna pustka. Czy jestem zepsuta?
Dzień dobry. Pierwsze objawy nerwicy miałam już w wieku 18 lat, wtedy rodzina i wizyty u psycholog pomogły mi z tego wyjść. W wieku 25 lat pani psychiatra zdiagnozowała u mnie depresję. Byłam w leczeniu przez 3 lata, przyjmowałam 30 mg Dutiloxu i 10 mg Escipramu rano. Trzy tygodnie temu podjęłyśmy decyzję o odstawieniu Dutiloxu, ponieważ czułam się w porządku i z narzeczonym planowaliśmy ciążę za około 8–10 miesięcy. Pierwsze 12 dni odczuwałam lekkie objawy – lekkie uczucie porażenia prądowego czy cierpnięcie. Dwanaście dni po odstawieniu dostałam ogromnego ataku paniki i lęków egzystencjalnych. Rodzice wezwali karetkę, ponieważ moje tętno wynosiło 160. Przez następne dni to była katorga – ciągłe ataki paniki, płacz, ogromny strach, derealizacja, jakbym kompletnie nie była tą osobą. Pani psychiatra po konsultacji telefonicznej kazała wrócić mi do dawki 30 mg Dutiloxu co dwa dni przez dwa tygodnie, potem co trzy dni Dutilox i znów próba odstawienia. Jednak jeśli się nie poprawi w 1 tygodniu, to będziemy musiały wrócić do pełnego leczenia. Kolejne dni były jeszcze gorsze – kompletne zmęczenie, ciągły strach, poczucie beznadziejności, tego, że obarczam wszystkich sobą, strach przed utratą pracy, przed wyjściem z domu. Wróciłam do przyjmowania codziennej dawki Dutiloxu. Dziś jest czwarty dzień, odkąd przyjmuję znowu codziennie Dutilox – wydaje mi się, że widzę lekką poprawę. Jednak stąd moje pytanie: czy te lęki mi miną, bo ciągle atakuje mnie myśl, że nigdy mi się to nie skończy, że nic mi się nie uda. Boję się też, że nigdy nie będę w stanie odstawić duloksetyny i nie będę mogła zostać mamą, a bardzo o tym marzę. Jestem wykończona tym strachem. Umówiłam się również do psychologa. Po prostu chciałam zapytać, czy ten strach i nawracające paniczne myśli kiedyś mi przejdą, ponieważ przez 3 lata wszystko było w porządku i bardzo wystraszyła mnie ta sytuacja.
Dzień dobry, może to być dość długie ale postaram się szybko opisać problem.
Od roku mierzę się z nasilonymi objawami zaburzeń lękowych i OCD, od około 6 miesięcy skutecznie to leczę. Mimo że teraz praktycznie w ogóle nie widać u mnie tych chorobowych zachowań, to jak się pojawią wszyscy mnie obwiniają i czuję się nonstop winna.
Moim głównym problemem wcześniej były ogromne trudności z wyjściem z domu gdziekolwiek, teraz wychodzę praktycznie codziennie. Problem jest, gdy źle się czuję albo zachoruje, przez to, że chodzę jeszcze do szkoły to w takim wypadku wiadomo, że pójście do niej mi nie pomoże. Zawsze gdy próbuje wtedy zostać w domu by lepiej się poczuć, wszyscy, rodzice i znajomi zarzucają mi tylko, że mnie nie ma, że ich zawiodłam i wszystko wygląda jak rok temu, gdy nie było mnie w szkole tygodniami bez przerwy, teraz zdarza się to naprawdę raz na więcej niż dwa tygodnie.
Czuję się winna, że w takiej sytuacji nie wychodzę, wszyscy chcą by mnie chyba nie było, dla nich przestałam się liczyć z dniem rozpoczęcia moich problemów. Wcześniej idealna przyjaciółka i córka, która zawsze chodzi szczęśliwa i ma dobre oceny, z problemami już jest inną osobą, która tylko robi na złość innym. Nikt nie wierzy w postęp mojej terapii, gdy się na chwilę pogorszy.
Od roku nie czuję, że gdziekolwiek mam swoje miejsce, zawsze dla kogoś nie jestem wystarczająca. Jestem lubiana i kochana tylko, jak jestem zdrowa. Czuje się z tym źle, czasami mam ochotę nawet nie wiem czy umrzeć czy się od wszystkich odciąć. Nonstop jestem w poczuciu winy, wszyscy wiedzą, że jestem osobą bardzo empatyczną, a i tak mówią mi tylko, że robię same problemy i to im się wszystkiego odechciewa. Za każdym razem, gdy mi się pogarsza, nie mogę pójść do terapeuty, bo niby to nie pomaga ,mam tam nie chodzić i marnować czasu na naukę itp.
Mam wrażenie, że nie znam nikogo ani nawet siebie- wszyscy mają w głowie idealną wersję mnie, której nie umiem spełnić. Ja swojej własnej też nie umiem odzyskać. Nie mam siły chodzić do szkoły, męczy mnie ilość bodźców tam, staram się a jak raz się nie uda to jestem najgorsza. Bardzo mi z tym źle, a nie mam jak zwrócić się do terapeuty, więc piszę tutaj licząc na wsparcie.
