Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Niepewność w pierwszym, długotrwałym związku - czy to wypalenie?

Mam problem dotyczący związku czuję że się wypalam i nie wiem tak naprawdę co czuję do tej osoby… Jesteśmy razem od 8 lat ponad a ja nie wiem czy chce być z nim do końca życia. Dodam że jest to mój pierwszy związek nigdy nie było innego. Czuję że jak zerwę z nim to nigdy nikogo nie znajdę już.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

to, co Pani opisuje, jest bardzo częstym dylematem w długoletnich relacjach, zwłaszcza gdy są one tymi pierwszymi i jedynymi. Poczucie wypalenia oraz wątpliwości co do wspólnej przyszłości często wynikają z faktu, że jako ludzie zmieniamy się na przestrzeni ośmiu lat, a wraz z nami zmieniają się nasze potrzeby. Lęk, że po rozstaniu i myślenie, że nikogo już Pani nie znajdzie, jest naturalnym mechanizmem obronnym, który jednak często więzi nas w relacjach nie z miłości, lecz ze strachu przed samotnością. Warto dać sobie przyzwolenie na to, by nie znać odpowiedzi natychmiast, i rozważyć wsparcie terapeutyczne, które pomoże Pani oddzielić lęk od realnych uczuć do partnera oraz odkryć własną tożsamość poza tym związkiem.

Pomyślności

Psycholog Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Według mnie, to, co Pani opisuje, jest bardzo częste w długich, pierwszych związkach. Po latach naturalne jest pojawienie się zmęczenia, wątpliwości i potrzeby zatrzymania się, by sprawdzić "co naprawdę czuję i czego dziś potrzebuję, jako osoba, która się zmieniła".

Ważne jest rozróżnienie między wypaleniem relacji a lękiem przed zmianą i samotnością. Strach, że „nikogo już nie znajdę”, często nie jest faktem, tylko przekonaniem podtrzymującym trwanie w miejscu.Zanim podejmie Pani decyzję, warto przyjrzeć się:

 czy w tej relacji jest przestrzeń na rozmowę o potrzebach i odświeżenie bliskości?

co jest przywiązaniem z lęku a co realnym uczuciem?

kim Pani jest poza tą relacją i czego Pani chce na przyszłość?

 

Takie wątpliwości nie oznaczają od razu końca związku, ale są ważnym sygnałem, że potrzebna jest refleksja, czasem indywidualna, czasem w formie terapii par.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry,

 

To, co Pani czuje, jest naturalne po 8 latach pierwszego związku. Czasem uczucia zmieniają się z intensywnych na spokojniejsze, a czasem pojawia się realne oddalenie. Lęk przed samotnością może utrzymywać przywiązanie, nawet jeśli serce nie jest już w pełni zaangażowane. Warto się zastanowić, czy przyszłość z nim daje Pani spokój, czy poczucie ciężaru, i czy radość w związku wynika z miłości, czy z przyzwyczajenia. Nie musi Pani decydować od razu, pomocna może być szczera rozmowa z nim lub wsparcie terapeuty.

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Sytuacja, którą Pani opisuje, jest klasycznym obrazem wypalenia się emocjonalnego w długotrwałym związku. Wyczerpanie to nie oznacza, że Pani przestała kochać - oznacza to, że Pani zasoby emocjonalne zostały całkowicie wyczerpane przez przewlekły stres i napięcie. Ambiwalencja, którą Pani doświadcza, czyli jednoczesne istnienie sprzecznych uczuć wobec partnera, jest całkowicie normalną reakcją na wyczerpanie emocjonalne. To, że Pani nie wie co czuje, niekoniecznie oznacza brak miłości - może to oznaczać, że Pani jest na tyle wyczerpana, że straciła kontakt ze swoimi własnymi uczuciami.  

Fakt, że jest to Pani pierwszy związek, ma duże znaczenie dla tego, co teraz Pani przeżywa. Brak doświadczenia z innymi relacjami może powodować, że Pani przekonania dotyczące relacji są bardzo sztywne. Strach przed samotnością, który Pani opisuje, może być związany ze stylem przywiązania - osoby, które nigdy nie miały innego partnera i doświadczają lęku separacyjnego, często pozostają w związkach mimo niezadowolenia, ponieważ boją się utraty i braku niezależności. Przekonanie "nigdy nikogo już nie znajdę" to forma katastrofizacji myślenia, typowa dla osób wyczerpanych emocjonalnie.  

Przede wszystkim powinna się Pani poddać profesjonalnej ocenie psychologicznej - nie po to, aby natychmiast podjąć decyzję o związku, ale po to, aby zrozumieć, co się z Panią dzieje. Wypalenie emocjonalne może być związane z różnymi stanami psychicznymi, które mogą również wymagać profesjonalnej pomocy. Możliwe, że problem nie jest w samym związku, ale w tym, jak Pani funkcjonuje w tym związku - czy czuje się Pani wystarczająco niezależna, czy ma Pani własne cele i marzenia, czy partner wspiera Pani wzrost osobisty. Terapeuta powinien Pani także pomóc w zrozumieniu Pani rzeczywistych potrzeb, wartości i określenie celów, niezależnie od tego, co Pani zdecyduje się robić z tym związkiem.

Tomasz Pisula

Tomasz Pisula

Dzień dobry Pani,

 

trudno cokolwiek poradzić w Pani sytuacji, która na pewno jest trudna, ponieważ 8 lat relacji to ogrom czasu. Pewne wątpliwości w relacji są normalne, czas zmienia ludzi - wartości, cele, uczucia. 

Myślę, że w takiej sytuacji najlepiej dać sobie czas na refleksje, pomyśleć o swoim życiu o tym kim Pani jest i jak chce iść dalej przez życie.  Myślę, że mogłaby Pani również porozmawiać z partnerem o swoich wątpliwościach, o uczuciach, spróbować się otworzyć i zobaczyć co jest Państwa wspólne, czy można i czy chce Pani pracować nad pewnymi rzeczami w relacji, czy jednak chce Pani podjąć trudną decyzję o rozstaniu. 

 

Życzę wszystkiego dobrego i powodzenia.

Tomasz Pisula,

Psycholog i psychoterapeuta 

 

 

Agnieszka Domaciuk

Agnieszka Domaciuk

Witam,

To o czym piszesz może dotknąć pary z różnym stażem relacji i na różnych jej etapach. Nie musi oznaczać to brak miłości do tej osoby a zwyczajnie naturalnym procesem jest to, że dynamika emocji będzie się zmieniać z czasem trwania związku, pod wpływem różnych zmian życiowych. Najważniejsze jest jednak, abyś potrafiła określić, co jest istotne w tej relacji - utrzymywanie się w niej ze względu na lęk przed samotnością/nie znalezieniem innej osoby, czy też różne cechy obecnego partnera, które są dla Ciebie ważne, atrakcyjne, potrzebne. Być może warto udać się do psychologa w celu omówienia dokładniej trudności w relacji, na czym ona konkretnie polega, jak długo trwa i czego dotyczą martwiące Cię myśli.

 

Pozdrawiam

Domaciuk Agnieszka

Psycholog, psychoterapeuta

Katarzyna Losoń

Katarzyna Losoń

Dzień dobry,

takie wątpliwości po wielu latach relacji są bardziej powszechne, niż się wydaje, szczególnie gdy to pierwszy związek i trudno odróżnić chwilowe wypalenie od realnej potrzeby zmiany. Często nie chodzi o brak uczuć, ale o to, że relacja przestaje się rozwijać albo przestajemy świadomie o nią dbać.

Możesz spróbować najpierw przyjrzeć się temu spokojnie:

-Zastanów się, od kiedy pojawiają się te myśli, czy zbiegło się to z trudniejszym okresem w Twoim życiu lub większą ilością stresu.

- Pomyśl czego konkretnie, Ci brakuje w relacji bliskości, rozmów, zaangażowania, spontaniczności?

- Sprawdź jak często, naprawdę rozmawiacie o emocjach i potrzebach, a nie tylko o codziennych sprawach.

- Jeśli oczekujesz zmian, czy komunikujesz je partnerowi wprost, czy raczej liczysz, że się domyśli?

- Przypomnij sobie, dlaczego weszłaś w tę relację i co Was kiedyś łączyło, czasem uczucie nie znika, tylko przykrywa je rutyna.

 

Związki naturalnie przechodzą z fazy zakochania w stabilność, to nie musi oznaczać końca miłości, ale moment, w którym zaczyna się świadome dbanie o relację.

 

Pozdrawiam serdecznie. :)

Losoń Katarzyna 

Psycholog

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Dzień dobry to, co Pani opisuje, bardzo często pojawia się w długoletnich relacjach. Po ośmiu latach relacja naturalnie przechodzi z fazy zakochania i namiętności w fazę stabilnego, bardziej przyjacielskiego związku. Zmianę tą można interpretować jako wypalenie, choć nie zawsze nim ona jest. 
Jeśli chodzi o miłość do partnera, może się Pani zastanowić. co wpływa na poczucie wypalenia. Czy to brak namiętności, rutyna, przewidywalność? Są to kwestie, które wspólnymi siłami można spróbować zmienić. Warto też zastanowić się na temat oczekiwań dotyczących relacji, czy obecny związek je spełnia. Czy jeśli lęk przed tym, że nikogo już Pani nie znajdzie, nie istniał, dalej chciałaby Pani pozostać w obecnej relacji? Strach przed tym, że nikogo Pani nie znajdzie, jest myślą katastroficzną, a nie faktem. Ośmioletni związek nie zamyka możliwości budowania innych relacji, natomiast pozostawanie w relacji wyłącznie z lęku często prowadzi do narastającej frustracji i oddalenia się od partnera.
Pomocna może być rozmowa z partnerem o wątpliwościach lub konsultacja z psychologiem, żeby lepiej zrozumieć, czy to kryzys rozwojowy relacji, czy sygnał, że Pani potrzeby poszły w innym kierunku.

Pozdrawiam serdecznie

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Psycholog

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Poczucie które Pani towarzyszy po 8 latach w pierwszym związku jest naturalnym etapem, w którym mija fascynacja, a pojawia się rutyna i pytania o sens. Pani sytuacja jest o tyle trudna, że brak porównania z innymi relacjami potęguje lęk, czy „to już wszystko”, co może Panią w życiu spotkać.

Problemem wydaje się jednak lęk przed samotnością. Przekonanie, że po rozstaniu nikogo Pani nie znajdzie nie brzmi jak pozostanie w relacji z wyboru. Gdy zostajemy z kimś tylko dlatego, że boimy się być sami, poczucie „uwięzienia” i wypalenia będzie tylko narastać. Warto oddzielić lęk przed byciem singielką od realnej oceny relacji, tego co Pani czuje do partnera. To, że jest on Pani pierwszą miłością, nie oznacza, że musi być ostatnią.

Być może warto byłoby się skupić na tym, czy to jak obecnie wygląda Pani relacja panią satysfakcjonuje zamiast decydować teraz o „całym życiu”. Często jest tak, że to nie osoba nas męczy, ale sposób, w jaki żyjemy razem. Myślę że warto rozważyć też rozmowę z partnerem o tym jak się Pani czuje. Być może razem moglibyście zrobić burzę mózgów i wymyślić coś co tchnie życie w Państwa relacje. 

Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Wypalenie emocjonalne po 8 latach, wątpliwości co do przyszłości i strach przed samotnością to częste wyzwania, zwłaszcza w pierwszym długotrwałym związku.Proszę rozpocząć  od spokojnej, uczciwej rozmowy z partnerem bez oskarżeń i wyrażeniu swoich uczuć i posłuchania jego perspektywy. To może pomóc zrozumieć, czy oboje chcecie "zaktualizować umowę" relacji, np. wprowadzając więcej bliskości lub zmian w codzienności.

Poczucie rutyny, brak emocji czy lęk, że "nikogo nie znajdziesz", to typowe oznaki ale niekoniecznie koniec miłości, ale wyczerpanie zasobów emocjonalnych. Zmień swoje potrzeby przez lata, więc oceń, czy relacja nadal cię spełnia.

Myśl, że po rozstaniu zostaniesz sama na zawsze, to często "myśl katastroficzna" i wiele osób po długich związkach buduje nowe, zdrowsze relacje.

Proszę rozważyć terapię indywidualną lub par oraz wykonać listę plusów i minusów relacji oraz wizję życia solo i dać sobie czas na eksplorację hobby czy przyjaźnie, gdyż to zmniejszy lęk. Powodzenia,

 

 


 

Zobacz podobne

Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami.
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami. W grudniu mój chłopak zwierzył mi się ze swoich problemów, które zrozumiałam i zaoferowałam wsparcie, które docenił i dostrzegał. Dotychczas nie zmagałam się z żadnymi osobistymi problemami, więc owszem, martwiłam się, ale była to jedyna rzecz, która mogłaby mnie jakkolwiek zmartwić. Niestety następny miesiąc postawił przede mną problemy związane ze mną samą. Zaczęłam mieć problemy z koncentracją, mocno zaniedbałam studia, moją zmianę zauważyli również niektórzy wykładowcy. Okres sesji był dla mnie wtedy jeszcze trudniejszy, straciłam kontrolę nad stresem, całkowicie mnie pochłonął. Potrzebowałam dużo czasu, by odreagować i odpocząć. Gdy zaczęłam tracić kontrolę i uzmysłowiłam sobie, że to nie jest chwilowy ”dołek”, powiedziałam szczerze, że jak on w grudniu mi powiedział o swoim problemie, u mnie było wszystko ok, ale teraz tak niestety nie jest i przez jakiś czas mogę nie czuć się na siłach, by okazać wystarczające wsparcie, jakiego mógłby potrzebować. Postanowiliśmy sobie, żeby ten nowy rok był taki, żeby skupić się bardziej na sobie i swoich problemach, że może to nam pomoże, gdy przez jakiś czas postawimy na taki pewien przejaw egoizmu i zbierzemy się na to, by samodzielnie sprostać swoim problemom, a jeśli będzie ciężko, pojawi się potrzeba udać się do specjalisty, to wtedy na przykład pójdziemy razem, gdy w pojedynkę będzie to dla nas zbyt trudne. By jakoś wzajemnie się motywować w chwilach słabości. Pod koniec lutego zerwał ze mną chłopak. Wszystko w pokojowych relacjach, w świadomości obustronnej, że nadal jesteśmy dla siebie ważni, ale nie potrafimy sobie pomóc, gdy u nas obojga pojawiły się problemy. Nie wykluczamy powrotu do siebie, ale też wiemy, że nie możemy żyć kierując się tym najbardziej optymistycznym scenariuszem, gdyż czas też pokaże, czy faktycznie do tego dojdzie. Było to [rozstanie] w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania. Ze względu na okoliczności i to, że nie miałabym jak dojeżdżać do pracy i na studia, gdybym zdecydowała się wrócić do miejsca, gdzie wcześniej mieszkałam, mieszkamy nadal razem, trzymając się oczywiście zasady, jaką postanowiliśmy sobie wcześniej. Zerwanie miało na celu pozbieranie swojego życia, zebrania się w sobie, by rozwiązać problemy i poczuć się tak jak dawniej. Pomimo upływu czasu, są sytuacje, gdzie wszystko jest w porządku. Zaczęłam dostrzegać, że nadal myśli czasami w perspektywie „my”. Ponieważ zbliżają się małymi krokami komunie w naszych rodzinach i początkowo mieliśmy wybierać się na nie razem, jednak po tym, co się między nami zdarzyło, raczej mało prawdopodobne, że chęci wspólnego uczestnictwa uległyby zmianie. Tymczasem temat tychże komunii wyszedł od niego i chciał pójść także na komunię mojego brata oraz kuzyna. Myślał nawet specjalnie o wolnym w swojej pracy pod tym względem. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że na uroczystość komunijną w jego rodzinie wybieramy się razem. Ta kolejna rzecz dała mi do myślenia, ponieważ nie naciskałam (to też była jedna z kwestii, co do której nadal miałam w głowie znaki zapytania, nie narzucałam się, wolałam też usłyszeć, jak on się z tym czuje), spodziewałam się raczej chłodnych stosunków i stwierdzenia, że ponieważ jest między nami tak, jak jest, to takie uroczystości rodzinne spędzimy osobno. A tu tak jednak nie jest. Są momenty, kiedy nadal pojawiam się w jego planach, ale są też momenty, kiedy myślimy o sobie solo i przypominamy sobie, że nie jesteśmy razem, jednak to ma miejsce tylko wtedy, kiedy pojawiają się gorsze dni, coś nas złości i jesteśmy w gorszym nastroju. Wtedy pojawiają się poważniejsze momenty, ale po nich jesteśmy w stanie wyklarować atmosferę i z lepszym nastrojem zakończyć dzień. Czuję się zagubiona. Wierzę w moc czasu, że gdy minie to pewne rzeczy się rozwiążą, nasuną się nowe wnioski. O mojej sytuacji wiedzą dwie osoby – przyjaciółka i mama. Kiedy im o tym mówiłam, odpowiedziały mi, że według nich to tak naprawdę jakbyśmy chcieli być nadal razem, bo gdyby nie, nie byłoby mowy o tak pokojowym rozstaniu. Że nasze postępowanie podyktowane jest też takim rozważnym i analitycznym podejściem do sytuacji w obliczu naszych osobistych problemów, które próbujemy zażegnać i z tym działamy, każdy w swoim tempie. Owszem, to nie są specjaliści, ale gdy mówią to osoby, które mnie dobrze znają, które miały różne, a niekiedy podobne sytuacje w związku, to na tyle, ile mogły, to były w stanie się o tym wypowiedzieć bez oceny, bez prawienia kazań. I to wszystko daje mi nadzieję, że finałem niekoniecznie będzie tragedia, tylko że może faktycznie powrót do siebie będzie pewnego rodzaju finałem procesu leczenia duszy po wszystkich trudnościach, jakie zdołały ją podniszczyć. Poszukuję też porady w tej sytuacji także u specjalisty. Próbuję i tutaj. Co robić? Czy jest coś, co mogłoby i mnie i jemu pomóc? Chciałabym zachować spokój ducha w tej ważnej dla mnie sprawie. Chciałabym też móc skupić się na studiach (w tym roku obrona) i mieć nad tym jakąś kontrolę, nie utracić jej znowu. Mogę dodać, że miałam też takie przeczucia, że ten miesiąc będzie taki bardziej „mój”, że znajdę siłę, by skupić się na swoim zdrowiu, zmienić lekarza co chciałam zrobić już dawno, lecz nie potrafiłam i tym podobne. I faktycznie jak przez te kilka miesięcy się męczyłam, tak pod koniec lutego zrobiłam plan i pomimo tego, co się podziało, już udało mi się go w znacznej części zrealizować. Zaczęłam wstawać bez „chwiania się”. Czuję większy spokój i kontrolę, ale wiem, że to nie wszystko. Dlatego będę wdzięczna za każdą wyrozumiałą, nieoceniającą radę, z pomocą której mogłabym pokierować sobą na przyszłość. Dziękuję.
Utrata pracy, która bardzo mnie boli, diagnoza nowotworu i operacje. Nie mam z kim porozmawiać.
Mam 42 lata, 20 czerwca powiedziano mi, że umowa o pracę nie będzie kontynuowana...a 21 czerwca że mam nowotwór. 4 lipca miałem operację. Mija 11 dni od operacji i nachodzą mnie myśli, że nigdzie nie pasuję. Że nie pasowałem do firmy, a teraz nawet do życia....nie mam z kim o tym pogadać. Żony nie chcę dręczyć takimi rozterkami, bo i tak jej ciężko z tym wszystkim. Chronimy naszego syna 7 lat, by nie czuł, że jest poważnie z moim zdrowiem itd. W pewnym sensie brak pracy uważam za porażkę...wszystko było dobrze i nagle się posrało.
Mam problem z komunikacją z partnerem, nie potrafię rozmawiać, słuchać.
Hej. Piszę tutaj z takim problem, jestem w związku od 6 lat. W ostatnim czasie nie układana nam się, on potrzebuje rozmowy i dużej opieki psychicznej, bo jest niepewny siebie i po przejściach. Natomiast ja mam problem w rozmowie, nie umiem rozmawiać. Często przerywam, nie umiem dać mu odpowiedzi i mało mowię coś od siebie, a moje motywowanie jest bardziej czymś demotywującym. Częściej nasze rozmowy kończą się dyskusją niż prawdziwą rozmową. Nie wiem co mam robić, nie umiem zmienić swoich poczynań, a on potrzebuję tego.
Niska samoocena i nadmierne myślenie wpływają na całe moje życie. Co mogę zrobić, by to zmienić?
Niska samoocena i nadmierne myślenie wpływają na całe moje życie. Co mogę zrobić, by to zmienić?
Kryzys w związku: Jak poradzić sobie z poczuciem winy i wybrać siebie?

Kryzys w długoletnim związku. 

Mój mąż jest starszy ode mnie o 13 lat. Wcześniej w miarę dobrze się dogadywaliśmy, teraz myślę, że po prostu bardziej starałam się o nasz związek, ustępowałam w różnych rzeczach, żeby nie tworzyć konfliktów i żeby on był zadowolony. 

Jakoś nie przeszkadzało mi to bardzo, nigdy tego nie widziałam. Od kilku lat stał się bardziej poirytowany, nerwowy, zainteresowany polityką. Na moje próby zainicjowania wspólnie miłego spędzania czasu, często odpowiada negatywnie lub opryskliwie. Oddaliliśmy się od siebie bardzo, nie uprawiamy seksu od ponad roku. W tym czasie braku zaspokojonych moich potrzeb, nie czułam się kochana ani rozumiana, ani widziana wdałam się w romans, który myślę, że przyniósł też dla mnie ogromne poczucie winy, z którymi nie potrafię sobie poradzić. Mąż o tym nie wie. Widział tylko, że się oddalamy. Na moje próby rozmowy lub pójście na kompromisy okazało się, że wybrał sobie potajemne kontakty z byłą znajomą, z którą był jeszcze przede mną krótki czas. Sprawdzałam mu telefon i messengera, pisał do niej, odnowił kontakty, potem się spotkali, pisał do niej kochanie i słoneczko i że chcę z nią być. W pewnym momencie ja poinformowałam jego podczas kłótni, że wiem o tym, że z nią piszę, był trochę zmieszany, trochę się wypierał i że to tylko koleżanka. Później dalej między nami było źle i w pewnym momencie oznajmił mi separację, że możemy żyć z osobno, że ja mogę spotykać się z innymi, uprawiać seks, a że on będzie jeździł do niej co dwa tygodnie. Nie dowierzałam, przeżyłam to bardzo, ale nie byłam wobec niego ani wulgarna, ani nerwowa. 

Przeżyłam to wewnętrznie, poukładałam sobie to w głowie, wyprowadziłam się do drugiego pokoju. W tym czasie kupiłam drugie mieszkanie, które obiecał mi pomóc wyremontować, z myślą, że ja się tam wyprowadzę. Wszystko mieliśmy uzgodnione na spokojnie, podział majątku i w dalszej kolejności rozwód. Okazało się jednak, że nie wyszło mu z tą koleżanką, że ona nie spełnia jego najmniejszych oczekiwań, długo była sama i nie umie z kimś być, więc zaczął odkręcać to wszystko, obwiniając mnie, że ja nie chcę z nim się dogadać i że to tylko była gra po to, żeby zobaczyć moją reakcję czy mi na nim zależy. 

Obwiniał, że to moja wina, że w ogóle ona się pojawiła, że moje zachowanie to spowodowało. Że oczekiwał reakcji ode mnie, nie było, że powinnam była zrobić mu awanturę i zatrzymać go, żeby do niej nie jechał. Ja raczej nie mam takiego charakteru, nie robię wielkich awantur i nie wyzywam. Ale on od tamtej pory próbuje mnie przekonać jakby siłą do tego, że to jest moja wina, że ja nie chcę walczyć o nasz związek, że ja jestem podła i wredna, bo on chce, a ja nie chcę. Gdy mówię, że niech mnie nie wyzywa, to mówi, że ja go denerwuje i że ma prawo się denerwować. 

Krzyczy, wyzywa i płacze, mówi, że się powiesi, każe mi się wyprowadzać, na drugi dzień się uspokaja, ale nie chce rozmawiać. Było tak już kilka razy i jeżeli wcześniej mieliśmy podjętą decyzję o rozstaniu, przeżyłam, ale trzymam się tego, choć bardzo się boję, że nie wiem, że to jest dobra decyzja i jak sobie poradzę sama ze sobą ze swoją psychiką i samotnością. 

Ale bardzo czuję się też winna w tej sytuacji, że nie chce spróbować z nim, nie winna tego, że byliśmy kilkanaście lat razem, a ja nie chcę się z nim dogadać. I czuję teraz, że mam depresję i że nie będę szczęśliwa, nigdy nie uszczęśliwiając jego. I jednocześnie czuję, że nawet gdy się poświęcę dla związku będę zgorzkniała i zrozpaczona, bo nie będę zaspokajać swoich potrzeb. Chodzę na terapii od roku, ale niewiele mi to pomaga. Może jedynie dostrzegam swoje potrzeby, ale i tak dalej nie czuję, że mam do tego prawo. Czuję za to się bardzo odpowiedzialna za ten związek, że skoro mnie, bo weszłam, to muszę zrobić wszystko i wiele więcej, żeby tylko być w tym związku i żeby on czuł się szczęśliwy, bo on chce być ze mną w związku. 

Mam wrażenie, że w tej chwili co bym nie zrobiła, jaką decyzję nie podjęła to, że sobie z nią nie poradzę. Nie wiem, co robić. 

Jak przeżyć i przetrwać, gdy wybiorę siebie? Jak poradzić sobie z poczuciem winy, że wybieram siebie, że jestem egoistką?

zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.