Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Wezwanie karetki psychiatrycznej w akcie zemsty - co robić?

Witam!Mam pytanie,co zrobić,gdy w akcie zemsty ktoś chce wezwać na mnie karetkę psychiatryczną?Zamknęłam się w szpitalu na własne życzenie kilka lat wstecz,bo przeżyłam kryzys nerwowy a teraz ktoś to wykorzystać chce,że tam byłam i chce ze mnie zrobić wariatkę ,wezwać karetkę po to by mnie tam zabrała znowu,bo nie chcę z nim ani nikim seksu uprawiać czy wpuścić do domu swojego przykładowo,bo tak sobie zażyczy?Jak mam się zachować,gdy taka sytuacja rzeczywiście nastąpi?Odczuwam lęk i czuję się niezbyt bezpiecznie.
Iga Borkowska

Iga Borkowska

Dzień dobry, 

Opisuje Pani sytuację stosowania przemocy, szantażu. Najlepiej byłoby tę sytuację zgłosić do najbliższego Ośrodka Pomocy Społecznej i dzielnicowego. Różne służby będą wówczas poinformowane o sytuacji. Kiedy będzi  się Pani czuła zagrożona, może Pani wówczas wezwać policję. Nikt nie ma prawa niczego na Pani wymuszać szantażem.

Pozdrawiam serdecznie,

Iga Borkowska 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Takie zachowanie polegające na wymuszeniu czynności z korzyścią dla siebie jest karalne w naszym kraju i jeżeli jest Pani w stanie to udowodnić, to może złożyć oficjalne zawiadomienie. Samo wezwanie karetki nie musi skutkować zabraniem pani na oddział. Zresztą musi być Pani wola, aby tak się stało, chyba że jest zagrożenie bezpieczeństwa albo zdrowia Pani lub osób trzecich. Według tego co Pani pisze padła Pani ofiarą mobbingu i manipulacji. Proszę robi wszystko, aby czuła się Pani bezpiecznie i ograniczyć kontakt z człowiekiem, który Panią niszczy. Inaczej Pani samopoczucie będzie się tylko pogarszało. 

Zobacz podobne

Jak przekonać internetową znajomą zagrożoną samobójstwem do szukania pomocy?

Jak pomóc osobie która ma zamiar popełnić samobójstwo, nawet jej tak naprawdę nie znając? Mam koleżankę internetową, codziennie z nią piszę, nawet nigdy nie słyszałyśmy swojego głosu, ale ona wspomniała, że zostawi swojej rodzinie list pożegnalny. Sama mam problemy psychiczne i choć nigdy nie miałam myśli samobójczych to doskonale rozumiem, co czują takie osoby, życie tak boli, że jedyną ulgą jaką widzą, to śmierć, a osoba w depresji jest przekonana że jest beznadziejna i że wszystkim by by było lepiej gdyby zniknęła. Wiem że to jest tylko jej perspektywa, ale nie wiem jak jej pokazać, że można myśleć inaczej. Gdy jej zaproponowałam, by skorzystała z pomocy psychologa, ona powiedziała, że tego nie potrzebuje, że jest przekonana, że nic jej nie pomoże, a ja nie wiem jak kogoś przekonać do takiego ruchu, bo sama kilka lat temu długo zwlekałam. Nie chcę zmuszać. Jak namówić taką osobę do sięgnięcia po pomoc, jak pokazać, że warto, że jednak coś jej może pomóc?

Kryzys małżeński po trójkącie - czy to zdrada emocjonalna?
Mam poważny kryzys w swoim małżeństwie, w którym jestem od 2011 roku. Dotychczas nigdy nic takiego się nie wydarzyło, uchodziliśmy z żoną za zgodne i dobrane małżeństwo. Pod koniec ubiegłego roku poczuliśmy się zbyt pewnie I zaczęliśmy eksperymentować w sferze intymnej. Otworzyliśmy się i zaprosiliśmy drugiego mężczyznę do trójkąta. Samo spotkanie było satysfakcjonujące, problemy pojawiły się dwa dni po spotkaniu. Mieliśmy utworzoną grupę na WhatsApp gdzie ze sobą rozmawialiśmy we trójkę. Problem pojawił się kiedy żona i kolega zaczęli dość intensywnie wspominać wspólny wieczór, poczułem się tym dotknięty i napisałem że to już było, nie ma sensu o tym rozmawiać. Wylogowałem się z grupy, powiedziałem żonie że nie ma się angażować bo miało być to jednorazowe spotkanie bez nawiązywania dalszej relacji. Dwa tygodnie później odkryłem że żona pisała z tym samym kolegą w godzinach nocnych, w naszym wspólnym łóżku gdzie spałem na tematy ogólne ale mocno podkręcone erotycznie. Zrobiłem żonie awanturę, powiedziałem że to co robi nosi znamiona zdrady emocjonalnej, powiedziałem jej że mnie to rani, że nie jest to normalna relacja jak ona twierdzi i nie podoba mi się sposób w jaki jej broni. Spokój trwał 3 tygodnie. W 1 dniu majówki, spędziliśmy z żoną fantastyczny dzień, co będziemy robili w kolejnych dwóch dniach. Wieczorem usiedliśmy przed telewizorem i zaczęliśmy coś oglądać, normalnie rozmawialiśmy. Około 22 uprawialiśmy seks po czym zasnąłem. Rano zorientowałem się że w czasie kiedy spędzaliśmy razem wieczór ona już pisała z nim.Zrobiła sobie przerwę na mnie, po czym znowu, leżąc obok mnie pisała sobie do 2:00 w nocy co takiego się u nich dzieje. Wysłała mu też swoje nagie zdjęcie. Rano zagroziłem żonie rozwodem, powiedziałem że ma spotkać się z psychologiem albo się rozwodzimy. Cały dzień miałem struty. Mijaliśmy się bez słów, wyprowadziłem się z sypialni, pierwszy raz płakałem jak bóbr, nie mogłem się uspokoić. Zaczynam wariować, czy to ze mną jest coś nie tak czy z nią?
Przemocowy mąż, boję się odejść ze względu na dzieci i że sobie coś zrobi.

Jestem z mężem od 18 lat (10 lat po ślubie). Gdy się poznaliśmy Mąż był człowiekiem bardzo skromnym, delikatnym i spokojnym. 

Gdy urodził się pierwszy syn zaczęły się bardzo nerwowe sytuacje. W kłótniach Mąż potrafił uderzać pięścią w drzwi aż zrobił w nich dziurę, rozwalił mi telefon twierdząc, że go zdradzam. Niejednokrotnie groził, że sobie coś zrobi. 

Często robi awantury przy dzieciach i to mnie najbardziej boli. Zarzuca mi, że to wszystko moja wina, bo ja mało z nim współżyje. A ja już po tych wszystkich wydarzeniach zamknęłam się na niego. Ciężko mi z nim rozmawiać, dzielić problemami, śmiać. Nasze rozmowy to tylko są na temat dzieci. Nie chcę, żeby mnie przytulał, dotykał. On twierdzi, że czuje się bardzo odrzucony. 

Ostatnio w kłótni powiedział przy dzieciach "pakuj się i wypier*alaj ". Wczoraj przez godzinę krzyczał na mnie jaka jestem okropna, bo znowu się z nim nie kocham, że pójdzie do moich koleżanek jak tak dalej będzie, znowu, że sobie coś zrobi. Kazał mi wybierać albo on albo moja rodzina. Nie mam od niego zbyt wiele pomocy, jest wiecznie chronicznie zmęczony. W domu rzadko robi coś sam od siebie, o wszystko muszę się prosić, albo obiecuje ze coś zrobi a nie robi. I znowu zostaje z tym ja. Mam ochotę odejść, ale boję się, że faktycznie sobie coś zrobi. No i dzieci...kochają go strasznie....

Brak radości z życia, przygnębienie i lęk po utracie dziecka – co robić?
Witam. Mam 36 lat od długiego czasu nie odczuwam radości z życia. Jestem w większości czasu przygnębiona do tego w ostatnich miesiącach doszło poronienie spragnionego dziecka. Boję się podejmować decyzje, łapać dana chwilę itd. ogarnia mnie paniczny lęk i myśli które zmieniają moje decyzję. Co mogę zrobić?
Kryzys życiowy i trudności w związku - co dalej?
Nie wiem co mam robić że swoim życiem. Mam 24 lata. Nie mam matury, ponieważ ledwo co zdałam szkole ucząc się indywidualnie że względu na fobie społeczna I depresję. Moje życie nigdy nie było usłane różami, ciężka choroba w rodzinie, w tym też moją (genetyczna). Od nastoletnich lat brałam leki, próby samobójcze, psychoterapia. Uciekłam z domu mając 19 lat,od tamtej pory radzę sobie sama,a przynajmniej próbuję. Pracowałam w fast foodzie,jako kasjerka- żadna praca nie jest dla mnie obca. Moim marzeniem było stanowisko biurowe I tak też się stało. Ale pewnego dnia,gdy szykowałam się do pracy, coś we mnie pękło. Nie mogłam znieść ubrań, zapachu, wszystkiego. Zaczęłam chodzić w kółko, płakać, czas leciał jak szalony. Stwierdzilam w tamtym momencie, że to nie jest normalne. Mój lęk nie powinien tak mnie wykańczać, a moze to nie jest nawet lęk? Umowilam się do psychiatry i okazało się, że prawdopodobnie mam autyzm. To zmieniło moje życie. Jestem w trakcie diagnozy. Kosztownej,prywatnej i trwającej długo. Najmuje mieszkanie, ponad połowa pensji to czynsz. Mieszkam z narzeczonym, on pracuje ciężko fizycznie. Ja jestem na l4 już prawie pół roku. Z moim partnerem jestem ponad 3 lata. Wiele się między nami działo, ale on na pewno zmienił się na lepsze i ciągle to powtarza. Zacznijmy od tego, że jestem typem osoby,która przywiązuje się do jednego człowieka i traktuje tą relacje naprawdę bardzo poważnie. Jemu to zaimponowało. Będąc że mną w związku przestał nadużywać substancji,pić i palić. Są granice I ustalenia w naszym związku, których wie, że musi przestrzegać ( ja oczywiście też). Jestem w stanie zrobić dla niego wszystko i on o tym wie doskonale. Moją codzienność wygląda tak- codziennie wstaję,czytam, śpiewam i gotuję obiad,sprzątam w domu. Czasami nawet zapominam o tym, co z przyszłością. Uwielbiam dom i mogłabym robić to przez całe zycie. Codziennie robię to samo, tj taki mój rytuał. Uwielbiam śpiewać i zawsze marzyłam żeby iść w tym kierunku profesjonalnie, ale wątpię że kiedykolwiek to się stanie. Nie śpiewam przy kimkolwiek, nawet przy partnerze,mimo jego błagań. Nie wiem co z przyszłością. Czekam na koniec diagnozy. Nie mogę liczyć na nikogo więcej oprócz narzeczonego, bo odizolowałam się od każdego. Moja rodzina ma problemy zdrowotne i finansowe, pewna jej część mnie nie cierpi. Jego rodzina ma problemy z alkoholem i traktuje mnie jako tą dziwną i manipulującą moim partnerem,mimo iż sam stwierdził że nie chce się z nimi utożsamiać. Ja go kocham, ale często podczas kłótni zaczynam krzyczeć,płakać i nie odzywać się przez bardzo długo. Najczęściej to przez to,że jedno jego słowo było nie tak jak chciałam lub nie domyślił się czego chciałam, a ja tego nie powiedziałam. Bo tak, ja też mam zachowania toksyczne, ale nie potrafię nad niektórymi rzeczami zapanować. W takich momentach jestem w stanie nie czuć zimna,ciepła,głodu,czegokolwiek. Gdy się kłócimy, za każdym razem myślę o rozstaniu. On nie odpuszcza, mimo że doskonale wie o tym,co myślę i czuję. On sam ma prawdopodobnie ADHD, ale to jego i moja samodiagnoza. Bardzo często zapomina o wiele rzeczach,zaczyna i nie kończy (w domu czy w pracy). Jest kłębkiem niedokończonych rzeczy. Ja go za to akceptuję,ale czasami bardzo ciężko nam dojść do porozumenia, kiedy jesteśmy uparci przy swoim. Chcę powiedzieć, że w sytuacji kłótni problemem nie jest temat kłótni, czy on sam, ale przeraża mnie to, że kiedy mnie przytula na siłę, to każdy mój problem magicznie znika i zdaję sobie sprawę jak zależna jestem do tej osoby. On powiedział że będzie ze mną czy będzie taka czy inna diagnoza, po prostu na dobre i na złe. A ja nie wiem czy tego chcę. Wiem, że mogłabym trafić lepiej i gorzej, ale co jeśli to nie jest wystarczająco lepiej żebym mogła żyć tak całe życie? On zna całą moją historie,wszystkie moje traumy,każde moje utrapienie, ale łapię go na tym, że wiele zapomina albo nie myśli o mnie,kiedy podejmuję ważne lub mniej ważne decyzje. Przeszliśmy naprawdę sporo razem i boję się, że jeśli bym się z nim rozstała,to nie dałabym rady. I wiem ,że każdy powie, że dałabym radę i pewnie by tak było, ale nigdy nie byłabym już taka sama jaka jestem dzisiaj. A stałam się znowu małą dziewczynką, do kiedy z nim jestem. Dzięki niemu nauczyłam się siebie akceptować i nie walczyć. Po prostu kiedy cały dzień siedzę w domu i jedynym momentem kiedy mogę i chcę mieć kontakt z drugim człowiekiem, to jest to, kiedy on wraca z pracy i gra na konsoli. W wolnym czasie jest w stanie grać tak cały dzień. Kiedyś powiedział mi nawet, że woli żebyśmy siedzieli w domu i oszczędzali pieniądze, bo każde wyjście to koszt. To bardzo dziwne biorąc pod uwagę fakt, że kiedy jeszcze nie byliśmy razem, obiecał, że chce żebym zobaczyła cały świat ( że względu na choroby w rodzinie nigdy nie zaznałam rodzinnego wyjazdu), ale mam wrażenie że w tamtym momencie był to po prostu love bombing. Ja mu mowie o tym wszystkim, co piszę tutaj, ale nic się nie zmienia. Jedynie gdy naprawdę wymuszę, to wtedy gdzieś wyjdziemy. Nie jestem też typem osoby, która uwielbia wychodzić z domu, (bo ubranie się jest dla mnie jak kara, bardzo męczące) ale wyjście do lasu czy na spacer jest naprawdę fajną odskocznią. Czym dłużej jestem w tym związku, tym więcej widzę swojego zaangazowania, a mniej drugiej strony. Zauważyłam też, że coraz więcej rzeczy mnie irytuje. Kiedyś nie złościłam się na to, że mam mąkę pod palcami,a teraz nie mogę wytrzymać dłużej niż 10s przez uczucie mąki na palcach. Jest mnóstwo takich rzeczy. Są pozornie głupotą, a ja bardzo się tym denerwuję. Mam wrażenie że jako dziecko miałam takie same "głupoty", ale nie potrafiłam tego nazwać. Mam wrażenie, że zawsze przeszkadzały mi tekstury I hałas, ale myślałam, że tak ma każdy i nie kwestionowałam tego. Wiem, że psychoterapia powinna wiele dać (jestem w trakcie zaczęcia nowej, po 5 latach), ale chciałam usłyszeć opinię kogoś obcego. Każdą decyzję musimy podjąć sami i nie liczę na to, że ktoś podejmie ją za mnie, ale zastanawiam się na ile to wszystko, co dzieje się ze mną jest normalne. Czy może to wymyślam? Jak to wszystko nazwać i przede wszystkim dlaczego tak jest? Moim problemem jest kryzys, diagnoza,finanse i uczucia. Myślę, że praktycznie wszystko. Dziękuję za przeczytanie
żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.