
- Strona główna
- Forum
- uzależnienia, zdrowie seksualne, związki i relacje
- Codzienne oglądanie...
Codzienne oglądanie porno przez partnera i wpływ na związek
Bożena Nagórska
Pani Elu
To, co Pani opisuje, jest niezwykle bolesnym doświadczeniem, które uderza w fundamenty zaufania i poczucie własnej atrakcyjności, jednak ważne jest, aby zrozumiała Pani, że ten problem nie leży w Pani, lecz w destrukcyjnym mechanizmie, w jakim tkwi Pani partner. Opisane zachowania, takie jak codzienne oglądanie pornografii, wybieranie ekranu zamiast realnej bliskości, kłamstwa oraz przymusowe czynności seksualne nawet w Pani obecności, to ewidentne sygnały uzależnienia od pornografii i kompulsywnych zachowań seksualnych. Jego złość podczas prób rozmowy jest klasycznym mechanizmem obronnym osoby uzależnionej, która nie chce dopuścić do siebie prawdy o skali problemu i braku kontroli nad własnymi odruchami.
Pętla, w której się Pani znalazła – ciągłe sprawdzanie telefonu i konfrontowanie się z kłamstwami – jest dla Pani wyniszczająca i tylko pogłębia poczucie wstrętu oraz odrzucenia. Proszę pamiętać, że żadna prośba o nieoglądanie nie zadziała, dopóki partner nie uzna swojego problemu i nie podejmie profesjonalnej terapii uzależnień, ponieważ silna wola w przypadku nałogu jest zazwyczaj niewystarczająca. Warto postawić twardą granicę i zakomunikować, że nie akceptuje Pani życia w kłamstwie i zastępowania Pani obrazami z ekranu, a dalsze trwanie tej relacji zależy wyłącznie od jego gotowości do podjęcia leczenia. Zasługuje Pani na partnera, który jest w pełni obecny w relacji i szanuje Pani potrzeby, dlatego jeśli on odmawia zmiany, dalsze poświęcanie swojego spokoju dla wspólnego mieszkania czy hobby może okazać się zbyt wysoką ceną.
Wszystkiego dobrego
Psycholog Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, jest bardzo obciążające emocjonalnie – szczególnie, że łączy się tu kilka rzeczy naraz: poczucie odrzucenia, brak szczerości i napięcie wokół tematu, o którym trudno rozmawiać.
Z Pani słów widać, że najbardziej bolesne nie jest samo porno, ale to, jak Pani się przy tym czuje – jakby była mniej ważna, pomijana, a dodatkowo konfrontowana z czymś, co budzi w Pani wstręt i niezgodę.
Do tego dochodzi brak otwartości i złość z jego strony, co może jeszcze bardziej zamykać przestrzeń na rozmowę i potęgować Pani niepokój.
To, że pojawia się u Pani potrzeba sprawdzania, też jest zrozumiałe w sytuacji, w której brakuje poczucia bezpieczeństwa i jasności.
Wybrzmiewa tu bardzo ważne zdanie: że nie chce Pani żyć w relacji, w której tak się Pani czuje. To jest coś, co warto potraktować poważnie.
Z życzliwością,
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka
Agnieszka Włoszycka
Pani Elu,
Pani uczucia są bardzo zrozumiałe dla mnie: tu nie chodzi tylko o porno ale o odrzucenie, kłamstwo i brak prawdziwej bliskości. To boli najbardziej. Widzę, że jest Pani już w miejscu, gdzie intuicja mówi jasno: „to nie jest dla mnie dobre”...i warto jej zaufać, bo nawet jeśli on ma problem, to Pani nie musi w nim żyć kosztem siebie.
Ciągłe sprawdzanie telefonu to sygnał, jak bardzo ta sytuacja Panią wyniszcza. Relacja powinna dawać poczucie spokoju, nie napięcia i kontroli. Najważniejsze pytanie nie brzmi: „czy on przestanie?”, tylko: czy ja chcę tak żyć, jeśli nic się nie zmieni?” Ma Pani prawo do bycia wybraną, widzianą i pragnioną a nie zastępowaną ekranem.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Jagoda Jek
To, co opisujesz, jest dla Ciebie bardzo bolesne, bo nie chodzi wyłącznie o samo oglądanie pornografii. W centrum wydaje się być poczucie odrzucenia, brak szczerości i wrażenie, że intymność między Wami została zastąpiona czymś, co dzieje się poza Tobą.
Samo oglądanie pornografii w związku nie zawsze oznacza problem — dla niektórych par jest to neutralna forma seksualności. Natomiast sytuacja może wyglądać inaczej, kiedy pornografia zaczyna wpływać na relację: pojawia się unikanie seksu z partnerką, ukrywanie zachowania, łamanie ustaleń albo poczucie utraty kontroli.
Ważne jest też to, że ciągłe sprawdzanie telefonu i historii prawdopodobnie daje Ci chwilową ulgę („wiem, co się dzieje”), ale jednocześnie może nakręcać lęk i utrwalać rolę osoby, która musi kontrolować, żeby poczuć się bezpiecznie. To bardzo wyczerpujące.
Warto spróbować porozmawiać z nim nie tylko o samym porno, ale o tym, co dzieje się między Wami. Nie w formie: „masz przestać”, ale bardziej:
„Kiedy odmawiasz mi seksu, a później widzę, że oglądałeś porno, czuję się odrzucona i nieważna. Najbardziej rani mnie też to, że mówisz, że przestaniesz, a potem dowiaduję się, że tak nie jest. Chcę zrozumieć, co się dzieje”.
Istotne będzie, czy on potrafi wejść w tę rozmowę: usłyszeć Twoje emocje, zastanowić się nad swoim zachowaniem i wspólnie szukać rozwiązania. Sama złość albo unikanie tematu nie rozwiążą problemu.
Możliwe pytania, które warto sobie zadać:
Czy problemem jest sama pornografia, czy głównie to, że czujesz się przez nią wybierana jako „gorsza opcja”?
Czy on nadal okazuje Ci pożądanie i bliskość w innych obszarach?
Czy jest gotowy realnie pracować nad tym problemem, czy tylko obiecuje, żeby zakończyć rozmowę?
Nie musisz od razu podejmować decyzji o odejściu. Warto jednak potraktować swoje cierpienie poważnie. Relacja nie powinna opierać się na tym, że jedna osoba cierpi, kontroluje i czeka, aż druga coś zmieni.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Zobacz podobne
Mąż uważa, że tylko ja – żadna inna. Były plotki, że miał romans w pracy. Życie małżeńskie – OK, czasem sprzeczki o byle co.
Teraz pytanie – jak podejść do sprawy? Mąż pracuje z kobietami, z jedną z nich poszła fama, że miał romans. Zaprzecza. OK, próbowałam zaufać, lecz jest ciężko – potrafi momentami być wobec mnie chamski, agresywny, nie chce zbliżeń. Kiedy frustracja i agresja mijają – nagle jest czuły, jakby nigdy nic, jakby nic sobie z tego nie robił.
Kierowniczka, z którą zna się dosyć dobrze, potrafiła mówić mojemu mężowi, że ją irytuję. Podobno go zje***ała „za mnie” – przepraszam za słowo, ale już mam dosyć. Ta kobieta potrafiła mnie zaatakować słownie, że niby nie powinno mnie interesować, co łączyło mojego męża z inną kobietą. Mąż uważa, że to tylko plotki.
Mam zaufanie do mojej koleżanki, z którą rozmawiałam. Powiedziała, że mąż mną manipuluje, kłamie, że coś tu nie gra. Kierowniczka za każdym razem wyręcza się tylko moim mężem – żeby poszedł do apteki po leki, żeby wlał płyny do auta... i tak w kółko. Nikogo innego nie prosi, tylko jego. A on twierdzi, że inni są nieudolni, a on nic złego nie robi. Yhy...
I teraz sytuacja: dzwoni do mnie na wideo rozmowę – zawsze widzę jego twarz. Nagle, kiedy rozmawiamy przed pracą, mówi do mnie: „poczekaj” i ustawia kamerę na czarne tło – raczej celowo, żebym nic nie widziała. W tym momencie słyszę głos kobiety, chyba tej „tempej” kierowniczki. Po chwili, kiedy odeszła, mąż nagle odwraca kamerkę, jakby nigdy nic, mówiąc, że „niechcący” ją przestawił. Yhym, jasne… Powiedział, że ona tylko podjechała autem i mówiła coś, że jakiegoś pracownika zamknęła policja.
Pytam męża: czy naprawdę był problem, żeby trzymać normalnie telefon? Czy trzeba było tak szybko zmieniać obraz? Buziaczki czy co? Różnie można to odebrać, prawda? Twierdzi, że „niechcący”… A potem nagle mówi do mnie: „Nie przyjeżdżaj po mnie do pracy”. Jak mam to odbierać? Kłamie mnie z tą babą, czy serio może „niechcący”?
Jeszcze tekst: „Masz tak robić – nie przyjeżdżaj”. No to co – pojechać i mieć podejrzenia, czy nie? Dodam tylko, że ta kobieta bardzo mnie nie lubi – i ja jej też. Kiedy jeżdżę po męża, widzi mnie, robi miny – ja to widzę. Mówiłam mężowi. On twierdzi, że ma ją „w dupie”, a ja widzę, że ona robi niestosowne gesty, kładzie mu rękę na klatkę piersiową, uśmiecha się jak kokietka, klepie go i łazi za nim krok w krok.
Mąż uważa, że „za dużo biorę do siebie”. Ale moim okiem – to nie wygląda normalnie. Czy mam powody do podejrzeń?
Witam. Chciałabym poznać opinię na temat takiego zachowania partnera.
Otóż, zabrania on zwyczajnych rozmów ze znajomymi w miejscu pracy. Obraża ich, zniechęca do nich, sugeruje, że jeśli on ich nie lubi, to ja również mam ich nie lubić, bo on tego ode mnie wymaga.
Następnie mówi, że jeśli ja ich lubię, to znaczy, że jestem taka sama beznadziejna jak oni. Limituje czas tych rozmów, kilka minut.
W złości, w toku mojego tłumaczenia, że są to zwyczajne rozmowy między ludźmi, obraża mnie, przeklina,wyzywa.
Dzień dobry, mam wewnętrzny konflikt i czuję się z tym bardzo źle. Z mężem rozmawiałam na ten temat, jednak on jest na tą sytuację tylko zły.
Przechodząc do sprawy: mój mąż ma 15 lat młodszego brata (teraz to nastolatek). Ojciec męża pracuje za granicą cały czas, zjeżdża do domu raz na pół roku na weekend, więc tak jakby go w ogóle nie było. Teściowa w wakacje postanowiła wyjechać do pracy (na niecałe dwa miesiące). Zgodziliśmy się zająć bratem męża, przeprowadzić do ich domu (co wiązało się z różnymi emocjami, ponieważ parę lat wcześniej ojciec męża nas po prostu z niego wyrzucił + parę dni przed wyjazdem mamy zrobił nam awanturę o to, że mieszkamy kilka kilometrów od nich w innej miejscowości i nie potrafimy przyjechać, żeby skosić trawę i porąbać drzewo - zaznaczę, że akurat był na urlopie. Gdy go nie ma to jesteśmy na prawie każde zawołanie teściowej). Przeprowadziliśmy sie, żeby spokojnie teściowa mogła pracować, jednakże zaznaczyliśmy, że to jest jednorazowe, ponieważ nie będziemy tolerować tego, w jaki sposób zachowuje się jej mąż.
Ostatnio nałożyło się sporo spraw i finansowo nie daliśmy rady. Teściowa nas wspomogła delikatnie. Teraz teściowa postanowiła znów wyjechać na prawie dwa miesiące za granicę. Bratem męża miał się zająć partner siostry teściowej, ale wyszło tak, że po tygodniu zrezygnował. Niestety jest to rok szkolny, brat męża lubi zaspać do szkoły, gdy się go nie przypilnuje, żeby wstał na autobus (od nas ma do szkoły 5 min drogi spacerkiem).
W domu teściów jest cały rok bardzo zimno, a my z mężem nie jesteśmy w stanie pracując i przebywając praktycznie 3/4 dnia poza domem palić w piecu, żeby było tam ciepło. Więc z tych dwóch powodów postanowiliśmy, że weźmiemy brata męża do siebie. Jednak czuję się z tym źle. Mam lekkie problemy psychiczne, paranoję szczególnie na punkcie bakterii. A to jest dodatkowa osoba w domu, jestem zmuszona wyjść z mojej strefy komfortu. Nasze mieszkanie jest dla mnie miejscem spokoju. A teraz zostanie to zburzone.
Jest mi niedobrze samej ze sobą, ponieważ wiem, że musimy pomóc teściowej, ale z drugiej strony denerwuje mnie, że po raz kolejny zrzuca swój obowiązek zajęcia się dzieckiem na nas, żeby po prostu uciec na chwilę i odpocząć od domu.
Dodam jeszcze tylko, że mąż od zawsze opiekował się bratem, doszło nawet do sytuacji, gdzie brat uważał męża za ojca, a teściowa do każdego złego zachowania młodszego syna wołała męża, żeby go strofował, ponieważ sama sobie nie radzi. Więc takie oddawanie dziecka mężowi jest od zawsze.
Walczę w tym momencie sama ze sobą i nie wiem co o tym myśleć. Czuję się jak wręcz jak potwór, rozważając odmowę.

