Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Problemy w związku: zazdrość o przyjaciół, mieszkanie i potrzeba przestrzeni

Dzień dobry,

Ostatnio z moją partnerką mamy ciężki okres. Kupiłem mieszkanie i chciałbym, żeby się do mnie wprowadziła, ale ona twierdzi, że to za szybko (jesteśmy razem ponad rok). Ogólnie świetnie się dogadujemy, fajnie spędzamy czas.

Miałem dobrą koleżankę, o którą partnerka jest zazdrosna. Ona z kolei ma kolegę, który kiedyś za nią „latał” i chciał z nią być. Czasem wychodzą sobie grupką znajomych na piwo, a ja swoją znajomość z koleżanką musiałem zakończyć.

Mamy po 30 lat. Ona mieszka z siostrą bliźniaczką, która jest z facetem ponad 2 lata i nadal nie chce z nim zamieszkać. To mnie przeraża i boję się, że moja partnerka nigdy się do mnie nie przeprowadzi. Często kłócimy się o moją koleżankę, aż w końcu całkiem zerwałem z nią kontakt. Partnerka jednak pisze mi, że nie chce faceta, który nie szanuje jej lęków. Tylko że ja już ani nie piszę, ani nie spotykam się z tą koleżanką – po prostu chciałbym, tak jak ona, móc czasem wyjść paczką starych znajomych.

I tak się kłócimy. Ona mówi, że nie chce takiego związku, takiego faceta. W emocjach napisałem jej nawet, żeby oddała mi klucze od mieszkania. Wiem, że szczera rozmowa to klucz, ale co robić w takim wypadku?

Mam 30 lat, chcę mieć żonę i dzieci, a nie mieszkać sam i żyć nadzieją, że któregoś dnia ona nagle stanie w drzwiach z walizką. Po naszych kłótniach zdystansowała się. Czuję się wszystkiemu winny, jak zawsze. Coraz częściej wychodzi ze swoimi znajomymi. Ostatnio powiedziała, że nie musimy się widywać codziennie i że potrzebuje przestrzeni. Ale co to ma znaczyć? Przecież to nie brzmi dobrze… bo jeśli kiedyś zamieszkamy razem, będziemy widywać się codziennie.

Ja już naprawdę nie wiem, co mam robić.

User Forum

Wymix

6 miesięcy temu
Iga Borkowska

Iga Borkowska

Dzień dobry, 

Po pierwsze, rozumiem, że ma Pan wątpliwości, czy chcą Państwo tego samego z partnerką, Pan jest już gotowy zaangażować się w ten związek, natomiast Pana partnerka nie chce się bardziej zaangażować, przynajmniej na ten moment. Po drugie, rozmowy na trudne tematy powodują między Państwem dystans, a nie większe zrozumienie. Pana partnerka reaguje wycofaniem, niezadowoleniem, odtrąceniem, Pan -  poczuciem winy. Po trzecie, konflikty dotyczą m.in. czyje uczucia i potrzeby mają być uwzględniane w związku, i w jakim stopniu. Z pewnością na to wszystko nakładają się jeszcze Państwa indywidualne doświadczenia. Co można zrobić w takiej sytuacji - jeśli próby rozmowy we dwoje nie udają się z powodu emocji, można skorzystać z konsultacji par, z osobą trzecią jest czasem łatwiej zobaczyć, "o co chodzi, na co my czekamy". Może Pan również przyjrzeć się temu poczuciu winy przy konfliktach - czy w każdej relacji się powtarza, o czym ono w zasadzie mówi, pomocna może być książka np ."Stanowczo, łagodnie, bez lęku", lub konsultacja psychologiczna. 

Pozdrawiam serdecznie, 

Iga Borkowska,  www.maturitas.pl

6 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Norbert Makulski

Norbert Makulski

Sprawa nie jest łatwa. Widzę, że jesteś zmęczony i przeszywa Cię lęk. Chcesz bezpieczeństwa, rodziny i jasnej decyzji, a jednocześnie czujesz się przytłoczony zazdrością, poczuciem winy i niepewnością. To, co przeżywasz, ma sens i warto to potraktować poważnie. Z perspektywy terapeuty ważne jest, byś najpierw nazwał własne potrzeby i granice - nie po to, by zastosować plan działań, lecz byś mógł w kontakcie z partnerką wyrazić, co dla Ciebie znaczy bliskość i co powoduje, że tracisz spokój. 

 

Równie ważne jest zbadanie, dlaczego czujesz się "zawsze winny”, to nie musi być twoja stała etykieta. Potrzeba przestrzeni ze strony partnerki nie musi od razu oznaczać rozstania, ale może być sygnałem o jej rytmie i obawach. Jeśli jednak Twoje życie ma iść w stronę małżeństwa i dzieci, masz prawo oczekiwać jasności i nie tkwić w zawieszeniu. Uszanowanie lęków partnerki nie oznacza rezygnacji z siebie - nie ma prawa tego oczekiwać. Jeśli chcesz, możesz to omówić głębiej ze specjalistą i przygotować sposób rozmowy, który nie eskaluje konfliktu, albo popracować nad twoim poczuciem winy i granicami.

6 miesięcy temu
Sylwia Harbacz-Mbengue

Sylwia Harbacz-Mbengue

Dzień dobry,

rozumiem, że czuje się Pan zdezorientował i pełen niepewności o przyszłość. 

Myślę, że najważniejsze to szczera rozmowa, kiedy emocje już opadną. To,że partnerka mówi o potrzebie przestrzeni, może być sygnałem, że czuje się przytłoczona intensywnością Waszych kłótni. Niekoniecznie musi to oznaczać, że nie chce być z Panem.

Spróbujcie porozmawiać o swoich uczuciach - zaczynając od "ja + emocja", porozmawiajcie o oczekiwaniach na przyszłość, a także o granicach i zaufaniu.

Wydaje się, jakbyście byli na dwóch różnych etapach wchodzenia w relację, dlatego szczera i spokojna rozmowa jest kluczowa.

 

Pozdrawiam 

Sylwia Harbacz-Mbengue 

Psycholog

6 miesięcy temu
Magdalena Nowakowska

Magdalena Nowakowska

Widzę, że przeżywa Pan obecnie trudny czas, z jednej strony potrzebuje Pan stabilizacji oraz rozwoju wspólnego życia, a z drugiej partnerka potrzebuje więcej czasu oraz przestrzeni. Do tego dochodzi wątek zazdrości i odmiennego podejścia do relacji ze znajomymi, co rodzi napięcia i kłótnie. Trudność dotyczy również różnego podejścia w rozwoju relacji oraz kwestii zaufania. Takie sytuacje są naturalne, jednak mocno obciążające emocjonalnie. Zachęcam do umówienia się na konsultację u psychologa, to dobra okazja, by w bezpiecznej przestrzeni zauważyć swoje potrzeby.


Wszystkiego dobrego!

6 miesięcy temu
Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

To naturalne, że masz potrzebę bliskości, stabilizacji i jasnych planów. Twoja partnerka zdaje się działać w innym tempie, ale to nie musi oznaczać, że Cię nie kocha, ale że ma swoje obawy.

Ważne, żebyś pamiętał, że Twoje potrzeby są równie istotne jak jej. Spróbuj spokojnie wyrazić, co dla Ciebie jest ważne - nie z pozycji winy czy pretensji, ale troski o Waszą przyszłość. Jeśli czujesz, że rozmowy wciąż prowadzą do kłótni, warto rozważyć wspólną terapię par, by lepiej się usłyszeć.

 

Pozdrawiam, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

6 miesięcy temu
Lucio Pileggi

Lucio Pileggi

Widzę, że dla Pana trudno jest się dogadywać z partnerką. Przypuszczam, na podstawie tego, co Pan pisze, że nie czuje się Pan zrozumiany i że brakuje pewnej równowagi, gdy rozmawia z nią. To może być bardzo bolesne i frustrujące.


Rozumiem, że czuje się Pan bardzo odpowiedzialny i może dlatego pisze, że czuje się winny. Szczególnie gdy odczuwa Pan presję założenia rodziny. Proszę jednak pamiętać, że relacje są zawsze bardzo skomplikowane. Mogą dawać dużo szczęścia, ale też często są wyzwaniem i nie wszystko mamy pod kontrolą.


Wydaje mi się, że dla Pana w tym momencie ważne jest rozumieć, jak lepiej się komunikować. Jak Pan powiedział, w każdej relacji kluczowa jest szczera rozmowa. Jednak to nie wszystko. W efektywnej komunikacji ważne jest, aby być w stanie wyrażać swoje potrzeby i swoje granice bez wyrzucania winy drugiej osobie. Tak zwana "asertywność" to (między innymi) "umiejętność w sposób nieuległy i nieraniący innych" oraz "umiejętność wyrażania opinii, krytykipotrzeb, życzeń".


Również ważne jest rozumieć, jak Wasza rozmowa się rozwija i co powoduje, że zmienia się w kłótnię. Mogę polecić rozmowę z psychologiem, aby przeanalizować sytuację i wypracować alternatywne sposoby efektywnej komunikacji.

 

Serdecznie pozdrawiam,

Lucio Pileggi, Psycholog

6 miesięcy temu
Adam Gruźlewski

Adam Gruźlewski

Dzień dobry,

 

to naturalne, że w tak ważnym momencie, jakim jest decyzja o wspólnym zamieszkaniu, pojawiają się silne emocje oraz lęki. Sytuacja, w której czuje Pan, że partnerka stawia wymagania, a sama nie jest skłonna do kompromisu, jest wyjątkowo trudna i budzi niepokój. Pański lęk o przyszłość i chęć założenia rodziny są całkowicie zrozumiałe.

Być może kluczem do rozwiązania problemu będzie szczera rozmowa, jednak taka, która nie opiera się się na wzajemnych oskarżeniach. Warto tutaj poruszyć kwestię braku zaufania, który zdaje się być głównym problemem. Być może użytecznym będzie powiedzieć partnerce, że widzi Pan, jak bardzo jest dla niej ważne to, żeby mogła spędzać czas ze swoimi znajomymi, i że Pan też chciałby móc utrzymywać kontakt ze swoimi. Wydaje się, że brak zaufania ze strony partnerki i konieczność zrywania znajomości budzi w Panu poczucie, że wasza relacja nie jest równa.

Warto również poruszyć temat wspólnego mieszkania. Proszę spróbować zrozumieć, co dokładnie ją blokuje. Być może strach przed utratą niezależności, a być może kwestia siostry. Ważne jest, aby partnerka była świadoma, jakie są Pana oczekiwania odnośnie do planów wspólnego zamieszkania i założenia rozmowy. Jeśli jednak nadal będzie unikać rozmowy, a jej zachowanie - dystansowanie się i mówienie o potrzebie przestrzeni - nie ulegnie zmianie, może to oznaczać, że jest zbyt wiele nierozwiązanych problemów.

 

Pozdrawiam serdecznie

Adam Gruźlewski

psycholog, psychotraumatolog

6 miesięcy temu
Elza Grabińska

Elza Grabińska

Panie Wymix,

to, co Pan przeżywa, jest zupełnie zrozumiałe. Posiadanie potrzeby stabilizacji, wspólnego zamieszkania, myślenia o rodzinie i dzieciach to naturalne i bardzo ważne potrzeby. Dobrze, że Pan je dostrzega i potrafi je nazwać, bo to już pierwszy krok do tego, by jasno komunikować, czego Pan oczekuje od związku.

W takiej sytuacji kluczowa rzeczywiście wydaje się szczera rozmowa z partnerką. Warto powiedzieć wprost: „Ja jestem gotowy na rodzinę i dzieci, czuję, że to odpowiedni moment w moim życiu. Chciałbym sprawdzić, czy Ty patrzysz w podobnym kierunku.” Taka jasność może być trudna, ale daje obu stronom szansę, by ocenić, czy ich wizje przyszłości się pokrywają. Nie chodzi tu o stawianie ultimatum, ale o otwarte wyrażenie swoich potrzeb i wysłuchanie tego, co ma do powiedzenia druga strona. Jeśli partnerka potrzebuje więcej przestrzeni czy czasu, ma do tego prawo, ale Pan również ma prawo do tego, by budować życie w zgodzie ze swoimi wartościami i oczekiwaniami.

Warto też pamiętać, że różnice w podejściu do wspólnego zamieszkania czy relacji z przyjaciółmi nie muszą oznaczać końca związku, ale jeśli ciągle będzie Pan czuł, że rezygnuje z ważnych dla siebie potrzeb, mogą pojawić się frustracja i poczucie niespełnienia.

 

Wszystkiego dobrego,

Elza Grabińska, psycholog. 

6 miesięcy temu
Usunięty Specjalista

Usunięty Specjalista

Dzień dobry,

opisuje Pan sytuację, w której spotykają się różne potrzeby – Pana pragnienie bliskości i wspólnego życia oraz potrzeba przestrzeni i poczucia bezpieczeństwa ze strony partnerki. Nic dziwnego, że rodzi to napięcia, poczucie winy i frustrację.

To, co może być dla Pana pomocne, to zatrzymanie się i przyjrzenie własnym emocjom. Widzę, że bardzo zależy Panu na tej relacji i wkłada Pan wiele wysiłku, żeby ją chronić. Warto jednak pamiętać, że zdrowy związek opiera się na równowadze – zarówno bliskości, jak i autonomii.

Kilka pytań, które może Pan sobie zadać: 
- Co dla mnie oznacza „być w związku”, a co dla mojej partnerki? 
- Jak mogę wyrazić swoje potrzeby tak, by nie były odbierane jako presja?
- Co mogę zrobić, żeby samemu czuć się stabilniej, niezależnie od reakcji partnerki?

W rozmowach z partnerką proszę spróbować używać języka uczuć i potrzeb zamiast ocen i żądań („Czuję się niepewnie, kiedy…” zamiast „Ty zawsze…”). To zwiększa szansę, że zostanie Pan wysłuchany.

Warto też pamiętać, że tempo wchodzenia w kolejne etapy związku bywa różne i nie musi oznaczać, że relacja jest skazana na porażkę. Czasami to kwestia indywidualnych doświadczeń i lęków, które druga strona potrzebuje przepracować. 

Jeśli czuje Pan, że napięcie w relacji jest coraz trudniejsze do udźwignięcia, pomocna może być rozmowa z psychologiem par lub indywidualne wsparcie.

 

Pozdrawiam serdecznie

Aleksandra Miller, Psycholog

6 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry, rozumiem Pana niepokój. Z tego, co Pan opisuje, Wasze oczekiwania co do relacji i tempa jej rozwoju są odmienne. Pan oczekuje stabilizacji, wspólnego mieszkania, partnerka z kolei ma przed tym opory. Najważniejsza będzie szczera rozmowa na temat Waszej przyszłości, bez oskarżeń. Warto zapytać o jej plany i obawy, a także przedstawić własne oczekiwania. Ma Pan prawo tworzyć związek w poczuciu bezpieczeństwa i przewidywalności.

 

Trzymam kciuki,

Justyna Bejmert

Psycholog 

6 miesięcy temu
Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

Dzień dobry,

Z Pana opisu widać, że macie różne potrzeby - Pan dąży do stabilizacji i wspólnego mieszkania, partnerka potrzebuje wolniejszego tempa i przestrzeni. To nie musi oznaczać, że związek nie ma przyszłości, ale wymaga spokojnego ustalenia, jak każde z Was wyobraża sobie kolejne kroki.

Kwestia zazdrości pokazuje, że pojawił się temat zaufania i granic. Warto nie traktować tego w kategoriach „kto ma rację”, tylko wspólnie zastanowić się, jakie zasady będą dla Was obojga bezpieczne i satysfakcjonujące.

Rozmowa ma tu kluczowe znaczenie, ale nie chodzi o powtarzanie tych samych kłótni. Pomocne jest mówienie o swoich uczuciach i potrzebach, a nie o tym, co partner czy partnerka robi źle. To otwiera przestrzeń do zrozumienia, zamiast do obrony. Jeśli trudno Wam dojść do porozumienia samodzielnie, dobrym rozwiązaniem może być wspólna konsultacja u terapeuty par.

 

6 miesięcy temu
Paulina Habuda

Paulina Habuda

Dzień dobry,


Ma Pan prawo do posiadania potrzeby bliskości, do wykonania „kolejnego kroku” w związku, i potrzeby posiadania rodziny. 
Pana partnerka z kolei może mieć inne tempo w angażowaniu się w związek, może mieć swoje lęki i obawy. Pytanie gdzie tutaj znaleźć kompromis? 
Myślę, że może Pan jeszcze raz spróbować rozmowy z partnerką, ale bez osądzania - mówiąc o swoich potrzebach. Żeby nie tkwił Pan „w zawieszeniu”, może Pan poprosić partnerkę o deklarację - ile czasu potrzebuje na przeprowadzkę.

Natomiast jeżeli po tym czasie partnerka nadal nie będzie gotowa na wspólne mieszkanie, to mogą Państwo ponownie się zastanowić czy macie takie same oczekiwania, czy może Wasza wizja związku się zmieniła. 

Pozdrawiam,

Paulina Habuda 

Psycholog 

6 miesięcy temu
Karolina Walczyk

Karolina Walczyk

Warto porozmawiać spokojnie, bez wzajemnych pretensji, o tym, czego każde z Was naprawdę potrzebuje i jak wyobraża sobie Waszą wspólną przyszłość. Ustalcie granice dotyczące zazdrości i kontaktów ze znajomymi. W relacji zawsze uczestniczą dwie osoby. Jeśli rozmowy wciąż kończą się kłótniami, pomocna może być wspólna konsultacja u psychologa bądź terapeuty par, gdzie łatwiej będzie Wam wysłuchać się nawzajem i poszukać rozwiązań.

Serdecznie pozdrawiam,

Karolina Walczyk

Psycholog, Psychoterapeuta

 

6 miesięcy temu
Malwina Wamej

Malwina Wamej

Dzień dobry,

Dziękuję za podzielenie się swoją sytuacją — to niełatwe, gdy czuje się Pan rozdarty między tym, czego sam pragnie, a tym, co druga osoba jest w stanie dać w danym momencie.

Widzę tu kilka wątków, które się zazębiają:

1. Tempo związku i wizja przyszłości

Pan ma bardzo jasne oczekiwania: chce rodziny, dzieci, wspólnego życia tu i teraz.

Pana  partnerka potrzebuje więcej czasu i przestrzeni — niekoniecznie oznacza to, że nigdy nie będzie gotowa, ale na ten moment nie jest.

To zderzenie tempa może rodzić frustrację i poczucie stania  w miejscu.

2. Temat zazdrości i granic

Pan  zakończył relację z koleżanką, żeby okazać szacunek dla uczuć partnerki.

Partnerka jednocześnie spotyka się ze swoim znajomym (który miał wobec niej intencje), co budzi w Panu poczucie niesprawiedliwości.

Problem nie jest już sam w sobie o koleżankę, tylko o zasady i równe traktowanie. Pan  poświęcił coś ważnego, ona natomiast sama nie daje tego samego. To tworzy nierównowagę.

3. Komunikaty partnerki o „przestrzeni”

Gdy partnerka mówi, że nie musicie widywać się codziennie, że potrzebuje przestrzeni — to często sygnał, że czuje przytłoczenie albo chce sprawdzić, jak czuje się poza intensywnością relacji.

Nie musi to oznaczać końca, ale warto to traktować poważnie, bo to wyraz jej aktualnych potrzeb

Bardzo ważna w tej sytuacji  jest szczera rozmowa o wizji przyszłości.

Nie tylko o mieszkaniu razem, ale o tym, gdzie ona widzi siebie za rok, dwa. Jeśli jej odpowiedzi będą ogólnikowe lub wymijające, to jest to cenna informacja — nie ma pewności, że wasze plany są spójne.

Z tego, co Pan pisze bardzo często czuje się odpowiedzialny „za wszystko”. Tymczasem związek to dwie osoby — i każda z nich wnosi coś do dynamiki konfliktu. Pana partnerka również podejmuje decyzje, które wpływają na sytuację.

Ma Pan 30 lat, wie, że chce rodziny i stabilizacji. Jeśli Pana partnerka realnie nie jest gotowa na wspólne życie w przewidywalnej przyszłości, to być może warto zadać sobie pytanie: czy chcę czekać i ryzykować, że to nigdy się nie wydarzy?

Nie ma Pan  wpływu na tempo, w jakim partnerka dojrzewa do decyzji. Ma Pan natomiast pełne prawo określić swoje potrzeby i zastanowić się, czy ten związek jest w stanie je spełnić. Najważniejsze, żeby nie żyć w ciągłym poczuciu winy i rezygnacji z siebie.

 

Pozdrawiam

 

Malwina Wamej

6 miesięcy temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Czy związek po rozstaniu ma szanse na odbudowę? Wyzwania po rozwodzie i terapia
cześć Żona odeszła, złożyła pozew o rozwód. Jesteśmy 3 lata po ślubie, znamy się 4 lata. Ja lat 49, ona 40. Po 4 dniach od poznania w sieci, zamieszkaliśmy razem i zostaliśmy parą. Po pół roku wzięliśmy ślub. Uratowaliśmy się po złych i traumatycznych związkach. Mamy dzieci z poprzednich małżeństw, ale nie mieszkały z nami. Zawsze było dużo miłości i chemii. Ale przez ostatni rok przygniecionych nieporozumieniami. Moje ADHD i lękowy styl przywiązania ( mam to w papierach:) spowodował, że zamęczyłem żonę. Na początku zazdrością, potem czytaniem jej w myślach, i ogromnym strachem przed porzuceniem. Wiele nieporozumień wynikało z mojej tendencji do: szybkości, dopowiadania, przerywania. Im ja byłem szybszy, tym żona wpadała w większy smutek i ciszę. Reagowała milczeniem. Im ja bardziej chciałem pogadać, tym ona bardziej potrzebowała milczeć. Ale ciche dni powoli mijały. I wtedy zastępowała je tęsknota, sex , bliskość. Do kolejnego nieporozumienia. Kiedy ja przerwałem jej wypowiedź, ona momentalnie milkła. Doszło do tego, że ja widziałem, że cos jest nie tak, ale nic nie mogłem się o tym dowiedzieć. Moja frustracja rosła. W grudniu 2 razy wybuchłem. Żałuje tych słów: żeby się zastanowiła, że ja daje wszystko, ale niczego nie dostaję, i czy ona jest ze mną z wygody? Pod koniec grudnia wyjechałem za granicę. Kiedy wróciłem, okazało się, że się wyprowadziła i złożyła pozew o rozwód. I wiem, bo widziałem, że była na skraju wyczerpania, że ta decyzja a potem samodzielna przeprowadzka do wynajętego mieszkania dużo ją kosztowały. Ale dowiedziałem się w toku terapii ( którą zacząłem), że jej milczenie w odpowiedzi na mój podniesiony głos wynikało z traumy domu rodzinnego. Domu na Śląsku, matka toksyczna, a wszyscy głośni i przerywający. Że jej milczenie to też schemat w odpowiedzi na poprzedni toksyczny związek, w którym płakała, krzyczała i kłóciła się na głos. Wtedy to nie pomogło, więc teraz mózg przyjął inną strategię. Coś jak- "te perfumy lubię, ale on takie miał, wiec nie chcę , żebyś tak pachniał" I wiem teraz, że oboje wkroczyliśmy w związek z plecakiem kamieni, i nie wiedząc jak się ich pozbyć, rzucaliśmy je w siebie nawzajem. Bardzo ją kocham. Jest moim ideałem, bo wiem, że tylko ona potrafi dać mi to poczucie spokoju i zaufania, którego potrzebuję. Jest mądra, piękna i dobra. Bo mogłem jej ufać, ale o tym wtedy nie wiedziałem. Przez 3 tygodnie po jej wyprowadzce mięliśmy kontakt. Pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a że ja odpuściłem proszenie i błaganie, zagryzłem zęby i trzymałem się w ryzach, pojawiło się nawet jej niedowierzanie, że tak bezboleśnie ( pozornie) poszło. Ale wtedy poszła na swoja terapię- wiem to z kalendarza. I po niej zmieniła ton o 180st. Pojawiło się- "życzę ci szczęścia, pracuj nad sobą, bo żadna kobieta takiego cię nie zechce, trzymam za ciebie kciuki" Było to dziwne, bo to nie była ona. Odniosłem wrażenie, że to logistyczne decyzje po terapii. Odetnij się! Tylko nie wiem, czy ona miała wątpliwości, czy nie chciała dawać mi nadziei. No i nastała cisza. Dla mnie jest druzgocąca. Bo pamiętam piękne chwile, sex, bliskość- ja zawsze byłem , fizycznie- karmiłem , zawoziłem, czekałem, spałem w aucie pod szpitalem, kiedy ona miała operację. Ale ona nie chciała tylko tego. Chciała poczuć się słuchana, a ja słuchać nie potrafiłem. A że milczała, nierzadko nie wiedziałem co robię źle. Podjąłem terapię, nie piszę do niej, myślę, studiuje, znam już swoje błędy, a nasz związek przeanalizowałem z wzdłuż i w szerz. Jestem dobrym obserwatorem. I co mi pozostało? Serce rozdziera się na każdym kroku- wspólny sklep, ta ulica, ta knajpa, pusty dom ( a z nią był bardzo kolorowy) Co mi pozostało? Czekać? Liczyć, że napisze? Że zatęskni? Dzisiaj przyszedł pozew- rozwód za niecałe 3 miesiące. Co przyniosą te trzy miesiące? Czy mam próbować się do niej odzywać? Czy uszanować jej decyzję? Bo ona wie, co ja do niej czuje, a ja wiem, że w chwilach, kiedy nieporozumienia nie przykrywały rzeczywistości była bliskość i tęsknota. Jak jest teraz- nie wiem. Przed jej wizyta u terapeutyki zdawało mi się, że jest nadal. Było ciepło. Ale potem usłyszałem, że musiało mi się wydawać. Czy osoby z elementami unikowego stylu przywiązania czują tęsknotę? Jak myślicie? Gdzie teraz jestem??? PS. już po rozstaniu napisała, że "już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. A ja dałbym wszystko, żeby krzyczała i płakała do mnie. Dałbym wszystko, bo w mojej głowie wiedzieć- to mieć pod kontrolą. Domyślać się to zginąć....
Mieszkam u rodziców, narzeczony się od nas wyprowadza. Ja nie chcę się stąd ruszać.

Dzień dobry, proszę o opinię, ponieważ nie wiem co robić. Jestem od 5 lat w bardzo udanym związku (mamy po 25 lat), od ponad 2 jesteśmy narzeczeństwem i od tego czasu mieszkamy razem w moim domu rodzinnym z moimi rodzicami. Sytuacja zaczęła być napięta jakieś 3 miesiące temu ( od tego czasu są kłótnie głównie o jego albo moich rodziców), kiedy mój partner stwierdził, że chce wynająć mieszkanie w pobliskim mieście. Aktualnie oświadczył, że ma umówione spotkanie na podpisanie umowy najmu, że bardzo chce, żebym szła z nim, ale mnie nie zmusza (jednak sam podjął decyzję, ponieważ mówi, że na mnie nie może czekać, że ja nie chcę odciąć pępowiny od rodziców). Jest to po części prawda, ponieważ dom jest duży, mamy możliwość oddzielenia pięter i życia na poziomie. Wynajęcie mieszkania wiąże się z dużymi kosztami (jest to mieszkanie, które trzeba urządzić od a do z, dodatkowo znajduje się dwa piętra od jego rodziców w tym samym bloku, co uważam za lekką hipokryzje). Dodam, że aktualnie studiuję i w niedalekiej przyszłości planuje zmienić pracę co sprawia, że mam duże obawy czy damy sobie radę. Moi rodzice z jednej strony mnie wspierają, z drugiej sa przeciwni wyprowadzce ( uważają, że to bezsensowne skoro mam dom na własność, a tak będę większość życia siedziała na "nieswoim"). Z jednej strony chce iść za narzeczonym, bo przez te 5 lat dobrze nam się żyło, jest to mój najlepszy przyjaciel, dobrze mnie traktuje, ale zaświeciła się czerwona lampka, że chce sobie iść trochę nie patrząc na mnie, tym bardziej, że w ostatnim okresie przeżywam jakoś kryzys, na wszystko reaguje strachem, płaczem, czuję, że jestem nie w tym miejscu, w którym chciałam być, z drugiej strony nie wiem co chce w życiu robić i co zmienić. Chciałabym mieć swój mały dom, moi rodzice by nam pomogli, jednak on nie chce pomocy- chce brać kredyt i to jeszcze na mieszkanie. Jestem trochę między młotem a kowadłem. Z jednej strony chce zostać w sumie rodziców, z drugiej nie chce stracić partnera.

Czy uzależnienie emocjonalne w związku jest normalne? Jak radzić sobie z niepokojem

Każdy mój związek był bardzo toksyczny, zawsze byłam krytykowana i o wszystko obwiniana, chociaż nie robiłam nic złego. Zawsze myślałam, że to moja wina. Teraz mam wspaniałego narzeczonego, który traktuje mnie najlepiej na świecie, akceptuję moje wady i wspiera mnie we wszystkim. Problem jest taki, że nie umiem bez niego żyć. Widzimy się praktycznie codziennie, jeśli nie ma go jeden dzień, od razu czuję niepokój i nie jestem w stanie wykonywać podstawowych czynności, jeśli go nie ma. Zazwyczaj go atakuje za to, że nie ma czasu do mnie przyjechać. Czy to jest normalne?

Od pewnego czasu zaobserwowałam u siebie wybuchy złości lub gniewu w stosunku do partnera.
Dzień dobry. Jestem w związku od 4 lat. Od pewnego czasu zaobserwowałam u siebie wybuchy złości lub gniewu w stosunku do partnera. Denerwuję się o głupoty. Kiedy wychodzi ze znajomymi, cały czas mam przekonanie, że wszyscy są na pierwszym miejscu oprócz mnie. Mój partner jest dla mnie bardzo dobry, zawsze mogę na niego liczyć i nie rozumiem, dlaczego w mojej głowie pojawia się taka myśl. Dodatkowo, kiedy się zdenerwuje, wykrzykuje mu, że czuję się jak jego matka. Nie chce, żeby moje zachowanie doprowadziło do rozstania. Co mogę zrobić, aby moje zachowanie się zmieniło?
Zostałem odrzucony przez kogoś, kogo nadal kocham. Przez to odrzucenie czuję wrogość i złość
Dzień dobry. Zostałem odrzucony przez kogoś, kogo nadal kocham. Przez to odrzucenie czuję wrogość i złość oraz niesprawiedliwość do otaczającego mnie świata oraz ludzi. Chciałbym, żeby było tak, jak przed zakochaniem - byłem wtedy spokojny, miły do ludzi i lubiłem ludzi oraz świat/swoje życie. W jaki sposób powrócić do tego, co było przed nieszczęśliwym zakochaniem? Dziękuję za każdą sugestię.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.