Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Przemoc w związku, myśli samobójcze i lęk – czy to PTSD i jak przełamać wstyd przed szukaniem pomocy?

Treść wrażliwa
Dzień dobry, Nie wiem od czego zacząć. Parę lat byłam z partnerem, z którym mam dwójkę dzieci. Związek ten doprowadził mnie do okropnego stanu, którego nie rozumiem i nie jestem w stanie wyjść z błędnego koła. Od początku poznania partnera zdradzał jakieś dziwne zachowania, które powodowały mój strach o jego zdrowie. Gnębił mnie, że jak odejdę to on sobie coś zrobi, przy tym stosował dużo fizycznej przemocy sobie (uderzał w drzewo, drzwi, ścianę raniąc siebie dotkliwie, rzucał różnymi przedmiotami). Ze strachu i przeprosin byłam z nim. Kiedy zaczął stosować przemoc wobec mnie (uderzył mnie nawet kiedy byłam w ciąży, szarpał, rzucał przedmiotami we mnie, rozpędzał samochód tak żebym się bała jednocześnie drugą ręką uderzając mnie, wyrzucał z samochodu, rzucał na łóżko i tak się szarpał że i ono pod naporem pękło, krzyczał że mnie zgwałci, nagrywał kiedy ze stresu i bolu wyłam, żeby pokazać jaka jestem okropna w sądzie, otwierał okna w mieszkaniu żeby wszyscy słyszeli jaka jestem kiedy prosiłam go żeby przestał). Tych sytuacji było tak wiele, że kiedy wyciął mi z główki, po którym zwymiotowałam, powiedziałam dość. Była policja, kurator, rozwód, rozmowy, próby ułożenia życia na nowo. Dzisiaj wiem, że ze wstydu i jego szantażowaniu byłam z kimś kto tak naprawdę mnie nie kochał bo takie traktowanie miłością nazwać nie można. Obwinianie mnie ciągle o jego złe samopoczucie, o jego wybuchowość, o to że mu kiedyś obiecałam że będę z nim, a małżeństwo traktował jako własność, bicie, poniżanie, doprowadziło do myśli samobójczych, bezsenności, wyczerpania, zmęczenia pomimo braku jakiekolwiek aktywności, zamknięcia w domu, rezygnacji z planów, marzeń, nic mnie nie cieszy, nie smuci. Czuję wewnętrzna pustkę. Moje ciało pomimo nic konkretnego nie robienia ciągle jest napięte, myśli wariują, mam wrażenie że wpadnę w jakiś obłęd, ataki lęku, strachu, bóli somatycznych i uczucie wielkiego cierpienia. Z dziewczyny, która była ambitna, pełna pasji, stałam się osobą zamknięta z wieloma lękami. Doświadczenia jakie zdobyłam z tą osobą zmieniły mnie, pokazały jakie toksyczne osoby potrafią być, jak trudno odejść od takiej osoby, jaki wstyd towarzyszy temu. Jak trudno zgłosić się po pomoc i opowiedzieć to co leży na sercu bo to co opisane to tylko skrawek. Czy to są skutki stresu pourazowego? Jak przełamać wstyd i zgłosić się po pomoc?
User Forum

Maraa

2 miesiące temu
Wiktoria Rybak

Wiktoria Rybak

Dzień dobry,


przede wszystkim bardzo ważne jest to, że zdecydowała się Pani napisać i opowiedzieć o tym, czego doświadczała. To wymaga ogromnej odwagi, szczególnie po latach życia w lęku, przemocy i poczuciu wstydu. Wiele osób tkwiących w podobnych relacjach bardzo długo nie mówi nikomu o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, właśnie dlatego, że towarzyszy temu strach, zagubienie i obwinianie siebie samego.

 

To, co Pani opisuje, jest przemocą psychiczną, fizyczną i emocjonalną. I bardzo ważne jest, by to wyraźnie nazwać. Żaden człowiek nie zasługuje na bicie, zastraszanie, groźby, poniżanie czy manipulowanie poczuciem winy. To, że partner ranił siebie, groził odebraniem sobie życia czy obarczał Panią odpowiedzialnością za swoje zachowanie, mogło powodować u Pani ogromne poczucie uwięzienia i ciągłego napięcia. W takich relacjach człowiek często przestaje ufać sobie, swoim emocjom i swojej ocenie sytuacji.

 

Objawy, które Pani opisuje: ciągłe napięcie ciała, lęk, bezsenność, poczucie pustki, wyczerpanie, zamknięcie się w sobie, trudności z odczuwaniem radości, natłok myśli, dolegliwości somatyczne czy poczucie życia w ciągłym zagrożeniu, mogą być związane z doświadczeniem długotrwałej traumy i przewlekłego stresu. Wiele osób po doświadczeniu przemocy doświadcza objawów stresu pourazowego lub tzw. traumy złożonej. 

 

Mimo wszystkiego, przez co Pani przeszła, nadal szuka Pani zrozumienia i pomocy. To pokazuje, że jest w Pani część, która chce odzyskać spokój, bezpieczeństwo i siebie sprzed tych doświadczeń. I to jest możliwe, choć zwykle wymaga czasu oraz wsparcia.

 

Wstyd bardzo często pojawia się u osób doświadczających przemocy, ale warto pamiętać, że wstyd powinien należeć do osoby stosującej przemoc, a nie do osoby, która próbowała to przetrwać. Zgłoszenie się po pomoc nie jest oznaką słabości. To jeden z najważniejszych kroków w stronę odzyskiwania siebie i poczucia bezpieczeństwa.

Warto rozważyć kontakt z psychoterapeutą lub Centrum Zdrowia Psychicznego, gdzie można zgłosić się bez skierowania. Pomocne bywają też Ośrodki Interwencji Kryzysowej oraz grupy wsparcia dla osób po doświadczeniu przemocy. Nie musi Pani opowiadać wszystkiego od razu. Czasem pierwszy krok to po prostu powiedzenie komuś: „nie radzę sobie i potrzebuję pomocy”.

 

To, że dziś czuje się Pani zagubiona i zmieniona przez te doświadczenia, nie oznacza, że ta wersja Pani pozostanie na zawsze. Człowiek po traumie często potrzebuje czasu, by znowu poczuć siebie, swoje emocje, bezpieczeństwo i sprawczość. Naprawdę nie musi Pani przechodzić przez to sama.

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Marta Lenarczyk

Marta Lenarczyk

Dzień dobry,

przede wszystkim dziękuję, że zdecydowała się Pani opisać swoją sytuację. Z Pani historii wynika doświadczenie zachowań o charakterze przemocy, życia w dużym napięciu, lęku i nieprzewidywalności. Proszę jednak pamiętać: odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby stosującej przemoc, nie osoby jej doświadczającej.

 

Odpowiadając na Pani pytanie: objawy, które Pani opisuje (ciągłe napięcie, bezsenność, ataki lęku, natłok myśli, objawy somatyczne, poczucie pustki czy trudność w odczuwaniu radości) mogą pojawiać się po długotrwałym doświadczeniu silnego stresu, przemocy i zagrożenia. Na podstawie samego opisu nie da się postawić diagnozy, ale Pani skojarzenie z wpływem trudnych doświadczeń na obecne funkcjonowanie jest bardzo zrozumiałe i zdecydowanie warte konsultacji ze specjalistą.

 

Jeśli chodzi o wstyd, to bardzo wiele osób po doświadczeniu przemocy go odczuwa. To jeden z trudniejszych mechanizmów takich doświadczeń: choć odpowiedzialność nie leży po stronie osoby skrzywdzonej, to właśnie ona często niesie ciężar milczenia, poczucia winy i izolacji.

 

Żeby zgłosić się po pomoc, nie trzeba od razu opowiadać całej historii. Czasem pierwszym krokiem może być powiedzenie: doświadczyłam przemocy i widzę, że to nadal bardzo na mnie wpływa. Potrzebuję wsparcia.

Chciałabym żeby Pani wiedziała, że już sam fakt, że Pani potrafi o sytuacji napisać i szuka odpowiedzi, jest już bardzo ważnym krokiem w stronę pomocy!

 

Warto poszukać pomocy psychologa lub psychoterapeuty pracującego z doświadczeniem traumy i przemocy. 
Jeśli wracają myśli samobójcze albo pojawia się poczucie, że trudno Pani bezpiecznie funkcjonować, proszę szukać pilnej pomocy (112, najbliższa pomoc medyczna, centrum interwencji kryzysowej).


 Marta Lenarczyk


 

2 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Myślę, że to, co Pani opisuje, brzmi jak doświadczenie długotrwałej przemocy i życia w ciągłym zagrożeniu. Ciało i psychika po takich przeżyciach często pozostają w stanie alarmu jeszcze długo po zakończeniu relacji, stąd napięcie, lęk, bezsenność, pustka czy objawy somatyczne. Sądzę, że mogą to być objawy traumy lub stresu pourazowego i naprawdę warto poszukać profesjonalnego wsparcia, najlepiej u psychoterapeuty pracującego z traumą.

Co też jest bardzo ważne: wstyd powinien należeć do sprawcy przemocy, nie do Pani...to nie Pani zawiodła, to Pani próbowała przetrwać coś bardzo trudnego.

Może warto zadać sobie kilka pytań:
Co powiedziałaby Pani bliskiej kobiecie, gdyby przeżyła dokładnie to samo?
Czy fakt, że tak długo Pani wytrzymała, nie świadczy bardziej o desperackiej próbie ochrony siebie i dzieci niż o „słabości”?
Co mogłoby być dziś pierwszym, najmniejszym krokiem w stronę odzyskiwania siebie?

 

Podaję też ważne numery, gdyby chciala Pani zadzwonić i porozmawiać ze specjalistami (gotowymi aby Panią wysłuchać):

116 123 (Kryzysowy telefon zaufania dla doroslych)  lub 112 lub 800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla Osób w Stanie Kryzysu Psychicznego (całodobowa, bezpłatna linia).

800 120 002  Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” (czynna całodobowo)

600 070 717 Całodobowy telefon interwencyjny dla kobiet ofiar przemocy

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Wloszycka

2 miesiące temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
To, że dzieli się Pani swoją bardzo trudną historią jest pierwszym krokiem do przełamania wstydu, a to już dużo. Doświadczyła Pani przemocy zarówno psychicznej, fizycznej, jak i emocjonalnego zastraszania. Pani obecne reakcje: napięcie, lęk, bezsenność, poczucie pustki, wyczerpanie, trudność w odczuwaniu radości czy ciągłe poczucie zagrożenia, mogą pojawiać się po długotrwałym doświadczaniu przemocy oraz życiu w przewlekłym stresie. Organizm przez lata funkcjonował w trybie przetrwania i często nie „wyłącza się” od razu nawet wtedy, gdy zagrożenie już minęło. Chciałabym wyraźnie zaznaczyć, że to, że wytrwała Pani tak długo w tej relacji, nie świadczy o Pani słabości czy „braku rozsądku”. W relacjach, w których występuje przemoc często pojawia się lęk, poczucie winy, wstyd, i emocjonalne uzależnienie od osoby stosującej przemoc, które utrudniają odejście. Wiele osób ma podobne doświadczenia. Opisane przez Panią objawy mogą mieć związek z doświadczeniem traumy, ale warto skonsultować to ze specjalistą celem postawienia diagnozy i dopasowania najlepszej formy wsparcia dla Pani. Najważniejsze jest to, że nie musi Pani radzić sobie z tym sama. Pomoc psychologiczna nie polega na ocenianiu Pani postępowania, ale na stworzeniu bezpiecznej przestrzeni do stopniowego odzyskiwania poczucia bezpieczeństwa, sprawczości i kontaktu ze sobą. Często przełamanie wstydu zaczyna się od małego kroku np. umówienia pierwszej konsultacji i powiedzenia tylko tyle, ile jest Pani gotowa powiedzieć na dany moment. Nie trzeba opowiadać wszystkiego od razu. W razie gdyby Pani samopoczucie drastycznie się pogorszyło, proszę porozmawiać z kimś bliskim, zgłosić się do regionalnego ośrodka interwencji kryzysowej lub zadzwonić na telefon zaufania (116 123).

Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

2 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Opisane doświadczenia oraz Pani obecny stan sugerują zespół stresu pourazowego (PTSD) lub jego złożoną formę (C-PTSD), będącą wynikiem życia w toksycznej relacji opartej na zastraszaniu i przemocy.

Wstyd, który Pani czuje, jest niestety częstym narzędziem sprawców, ale proszę pamiętać, że nie jest on Pani winą – to naturalna reakcja na nienaturalne traktowanie. Przełamanie go zaczyna się od zrozumienia, że jest Pani ofiarą, a nie winowajcą tej sytuacji. Pierwszym krokiem do wyzdrowienia jest bezpieczna rozmowa ze specjalistą (psychoterapeutą traumy), który pomoże Pani ciału i umysłowi powoli odpuścić to ogromne napięcie. Jest Pani niezwykle dzielna, że mimo takiego wyczerpania potrafiła Pani powiedzieć „dość” i szukać odpowiedzi – to dowód na to, że Pani wewnętrzna siła wciąż tam jest, choć teraz przykryta lękiem.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

2 miesiące temu
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry,

opisuje Pani historię niezwykle odważnej i dzielnej kobiety. To, że mimo bycia w przemocowym związku, tak wielu ogromnie trudnych, traumatycznych doświadczeń, znalazła Pani w sobie siłę, żeby odejść, powiadomić policję, prokuraturę, rozwieść się. Czytam tę historię ze wzruszeniem i podziwem dla Pani. 

Tak, to, co Pani opisuje to skutki nie tyle zwykłego stresu pourazowego, ile traumy złożonej, czyli bycia w stanie długotrwałego stresu i urazów. Pani ciało wciąż pamięta przemoc i strach. W naszych układach nerwowych działają dwa uzupełniające się mechanizmy: układ współczulny, który mobilizuje nas w sytuacji zagrożenia i układ przywspółczulny, który odpowiada za rozluźnienie i relaks, kiedy zagrożenie minie. Tak długo musiała się Pani mobilizować do czujności, uważności, unikania zranień i krzywd, że teraz Pani układ nerwowy nadal reaguje jak w stanie zagrożenia, chociaż ono przynajmniej formalnie już minęło. Pisze Pani o tej dziewczynie, którą kiedyś była: ambitną, pełną pasji. Ona nadal w Pani jest, tylko teraz zablokowana przez traumatyczne przeżycia. Kiedy będzie Pani gotowa sięgnąć po pomoc psychologa proszę szukać osoby pracującej z traumą, np. psychotraumatologa. Często terapia taka obejmuje i pracę nad myślami, uczuciami, ale też pracę nad rozluźnianiem ciała. 

Pisze Pani o wstydzie i on jest naturalną, choć bardzo trudną, emocją, której doświadczają osoby, które były ofiarami przemocy. Proszę pamiętać, że psycholog to osoba, której celem jest być po Pani stronie, pomóc odzyskać dawną siebie. Cokolwiek Pani przeżyła, w gabinecie psychologa jest przestrzeń na tę historię, na ukojenie, zrozumienie i wsparcie. Proszę pomyśleć o tym, że decydując się na spotkanie z terapeutą dokonuje Pani kolejnego czynu niezwykłej odwagi, troszcząc się o siebie po tym, co Pani przeżyła pokazuje Pani swoją siłę i niezłomność, walczy Pani o siebie i swoją przyszłość. Mogę się tylko domyślać jak trudny jest ten pierwszy krok zwrócenia się o pomoc i jak przytłaczające może być poczucie wstydu, kiedy myśli Pani o swojej przeszłości. Ale w tej przeszłości poza historiami upokorzeń jest też historia walki o siebie, o dzieci, przeciwstawienia się przemocy. Pisząc tutaj na forum poniekąd już pisze Pani o swojej gotowości sięgnięcia po wsparcie. Mam nadzieję, że odpowiedzi, które się tutaj pojawią (moja i innych specjalistów) dodadzą Pani sił niezbędnych, żeby podjąć ten kolejny krok.

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 

Dzień dobry 

Jak najbardziej opisujesz objawy, które bardzo pasują do reakcji na długotrwałą traumę i przemoc, w tym do zespołu stresu pourazowego albo tzw. złożonej traumy po przemocy domowej. Do takich następstw należą m.in. napięcie w ciele, bezsenność, ataki lęku, natrętne wspomnienia, poczucie winy, odrętwienie emocjonalne, wstyd i objawy somatyczne. To, że czujesz wewnętrzne „zamrożenie”, pustkę, ciągłe napięcie, rozregulowanie myśli i strach, nie oznacza słabości ani „obłędu”. To częste skutki życia w długotrwałym zagrożeniu, kiedy organizm przez lata był ustawiony na przetrwanie.  Wstyd też jest bardzo typowy po przemocy, zwłaszcza gdy sprawca manipulował, obwiniał Cię i izolował, wtedy osoba krzywdzona często zaczyna brać odpowiedzialność za cudzą przemoc.
To, co opisujesz, jest poważne i zasługuje na profesjonalną pomoc, nie na samotne dźwiganie.  To nie Ty zawiodłaś, tylko byłaś przez długi czas krzywdzona. Pomaga nazwanie sprawy wprost: „doświadczyłam przemocy, mam objawy po traumie i potrzebuję wsparcia”. Możesz zacząć od jednej bezpiecznej osoby jak psychologa, psychiatry, lekarza rodzinnego, zaufanej osoby z rodziny albo przyjaciółki i powiedzieć tylko tyle, ile dasz radę powiedzieć teraz.
Nie musisz opowiadać wszystkiego naraz; wystarczy krótki opis objawów i faktu przemocy, a resztę można rozwinąć stopniowo podczas kolejnych spotkań.

Jeśli masz siłę, zrób jeden mały krok jeszcze dziś: zapisz na kartce 3 rzeczy.  Co Ci dolega, czego się boisz i czego potrzebujesz teraz. Taka notatka bardzo pomaga, gdy trudno mówić o wszystkim na głos.
Dobrym początkiem jest też kontakt z ogólnopolskim wsparciem dla osób doznających przemocy: 800 12 00 02; można tam uzyskać pomoc psychologiczną i informacje, gdzie szukać wsparcia blisko miejsca zamieszkania.
Jeśli wolisz pisać, dostępny jest też adres niebieskalinia@niebieskalinia.info oraz WhatsApp 510 404 333.

  Napisałaś o myślach samobójczych, więc chcę powiedzieć to bardzo wprost: jeśli czujesz, że możesz zrobić sobie krzywdę albo nie jesteś bezpieczna sama ze sobą, dzwoń od razu pod 112 albo jedź na najbliższy SOR/izbę przyjęć.
Jeśli zagrożenie nie jest „na teraz”, ale czujesz, że sytuacja Cię zalewa, skontaktuj się jeszcze dziś z kimś zaufanym i nie zostawaj z tym sama. To, co przeżyłaś, jest ciężkie, ale da się z tego wychodzić z pomocą, powoli, krok po kroku. 

Możesz użyć bardzo prostego zdania u specjalisty : „Przez lata doświadczałam przemocy w związku, mam bezsenność, ataki lęku, napięcie w ciele, pustkę i myśli samobójcze. Potrzebuję oceny i pomocy”. To wystarczy, żeby rozpocząć pomoc; specjalista sam dopyta o szczegóły w bezpieczny sposób.
 

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Doświadczenia podczas wychodzenia z DID - badania i obserwacje
Witam, wychodzę z DID. Czy jakiś specjalista bylby zainteresowany moim doświadczeniem na temat badań i obserwacji jakie zostały na mnie przeprowadzone na przestrzeni całego życia?
Jak radzić sobie z traumą z dzieciństwa i rodzinnym konfliktem po molestowaniu

Witam..jak poradzić sobie z sytuacją.. czuję ból psychiczny i cielesny.. byłam molestowana w dzieciństwie. Miałam około 5lat..teraz mam 51.. był to mój brat.. miałam ślub, córki..nie został zaproszony.. córka wiedziała wszystko o moich traumach i powiedziała, że nie chce go na swoim ślubie..nie mam praktycznie z nim kontaktu, w rodzinie wielkie oburzenie, dlaczego nie został zaproszony, czuję wielki strach i wstyd, że wszystko wyda się, znów czuję się jak wtedy, bezsilność w głowie mętlik..jak sobie poradzić, nie funkcjonuję

Jak poradzić sobie z złością na byłego partnerki w obecnym związku?
Tworzymy z Partnerką, od niemal roku, związek. Jesteśmy oboje po różnych przejściach i widzimy w sobie nawzajem przyszłość. Planujemy zaręczyny. W mojej ocenie jesteśmy w dojrzałym związku, świadomi swoich uczuć. Partnerka była przez około 10 lat w związku z księdzem. Poznali się kiedy Kasia miała 22 lata i była w nieudanym związku w którym jej potrzeby emocjonalne nie były zaspokajane. Piotrek (ksiądz) jest od niej o 8 lat starszy. Kochali się, spędzali razem czas. Kasia planowała z nim wyjazd i założenie rodziny. Bardzo chciała mieć dzieci. On obiecywał jej odejście ze stanu duchownego i wspólne życie. I tak przez 10 lat. Koniec końców rozeszli się bo okazało się, że to były tylko puste obietnice. W tym czasie ten człowiek zaspokajał różne swojego potrzeby - od seksu, po unikanie samotności itepe. . W moim odczuciu - perfidnie ją wykorzystywał żeby zaspokajać różne swoje potrzeby i nie zostać samemu. Przez 10 lat Kasia nie miała normalnego życia. Musiała ukrywać związek, nie uczestniczyła w pełni w życiu towarzyskim wraz ze znajomymi, na wesela koleżanek chodziła sama, nie mogła publicznie spędzać czasu z osobą którą kochała, nie miała normalnego życia, normalnego związku. Podejrzewam, też że żyła w niewyobrażalnym stresie wyklęcia przez rodzinę i wspólnotę. Wiadomo, że to zawsze kobieta jest winna bo to ona uwiodła księdza. Dodatkowo Piotrek jest znajomym rodziny. Po zakończeniu związku zaczęła wchodzi w płytkie relacje oparte wyłącznie o seks, nie żałowała sobie przygodnych znajomości, które z relacjami nie miały nic wspólnego. Rozstali się mniej więcej 10 lat lat temu. Ten człowiek w dalszym ciągu jest obecny w jej życiu. Pomaga jej od czasu do czasu w różnych "męskich" sprawach. Odkąd się pojawiłem ta obecność jest na pewno mniejsza ale w dalszym ciągu jest. Mają mniej lub bardziej systematyczny kontakt. Kasia twierdzi, że temat jest wyczyszczony - ona zdaje sobie sprawę z krzywdy jaką wyrządził jej Piotrek, on podobno też, ona mu wybaczyła, przeżyła stratę tych lat i być może szansy na potomstwo(jesteśmy oboje w okolicach 40stki), przepłakała morze łez i chce iść przez życie dalej nie rozpamiętując tych straconych lat. Zaznaczę, że z tego co mówiła, nigdy nie poczuła do tego człowieka złości. Odkąd się dowiedziałem o całej sytuacji, nie mogę sobie poradzić ze złością na tego człowieka i z faktem, że Kasia nie potrafi wyrzucić go ze swojego życia (jest jej trochę wygodnie jak Piotrek pomaga w różnych rzeczach). Ten człowiek powinien nie dopuścić w ogóle do takiej sytuacji. Powinien pójśc po pomoc kiedy to się w ogóle zaczęło ale zamiast tego przez 10 lat mamił ją obietnicami wspólnego życia perfidnie ją wykorzystując i zabierając kolejne lata życia. Rok po roku. Miesiąc po miesiącu. Tydzień po tygodniu. Wiem, że już go nie kocha, ma wyłącznie sentyment. On jest jej jedynym męskim, bliskim znajomym. Nie potrafię sobie tylko poradzić ze świadomością tej ogromnej krzywdy i z faktem, że Kasia w dalszym ciągu utrzymuje z nim kontakt. Rozumiem, że ciężko jej będzie wyrzucić go z życia zupełnie bo mogą zacząć się pojawiać pytania ze strony rodziny na które ciężko będzie odpowiedzieć. Ona nigdy z nikim o tym nie rozmawiała. Nie miała z kim porozmawiać o związku z nim kiedy w nim była, kiedy przeżywała żałobę – przeżywała ją w absolutnej samotności. Miała kiedyś podejście do terapii – poszła na jedno spotkanie, twierdzi, że z ciekawości ale niestety nie zaiskrzyło między nią a terapeutką. Nie wiem czy to z ciekawości czy podświadomość podpowiadała jej że to może jej pomóc. Nie wiem jak mam sobie poradzić z poczuciem tej krzywdy i ze złością na tego człowieka. Mam jej w sobie niewyobrażalne ilośći. To nie jest moja krzywda ale czuję jakby Piotrek wyrządził ją również mi. Nie wiem czy Kasia faktycznie przerobiła w sobie ten związek i te stracone lata. Nie wiem czy da się to zrobić w samotności. Nie rozumiem faktu że ten człowiek jest nadal obecny w jej życiu. Chciałbym być pewien, że z tego wyszła i temat jest faktycznie jest zamknięty ale obecność Piotrka, w moim odczuciu, temu przeczy. Myślałem już o terapii par i sygnalizowałem to Kasi. Jest z jej strony zgoda. Zastanawiam się tylko od czego mielibyśmy zacząć pierwsze konsultacje. Być może to tylko ja mam problem – ze złością i poczuciem krzywdy. Będę zobowiązany za jakieś wskazówki.
Nadmiernie myślę i wracam do tego, co zrobiłam/powiedziałam itp. - przejmuję się opinią innych. Jak sobie radzić?
Co można próbować robić, żeby aż tak bardzo nie przejmować się opinią innych i nie mieć tzw. "second thoughts" po zrobieniu/powiedzeniu czegoś? Czasami mam takie coś, że komentując coś sarkastycznie lub robiąc coś co mi sprawia przyjemność/nie robiąc czegoś czego ktoś ode mnie oczekuje mam później wyrzuty sumienia czy aby na pewno postąpiłam dobrze. Lubię siebie w takiej wersji kiedy to ja jestem dla siebie najważniejsza, a to poczucie winy mnie dobija i sprawia, że się po prosto źle z czymś czuję i zadaję sobie pytania czy może to już nie jest bycie samolubnym.
Toksyczna mama z siostrą. Nie żyją swoim życiem, wiecznie mi wytykają.

Nie umiem sobie poradzić z toksycznością w mojej rodzinie. 

Siostra pije, druga siostra ma tendencję do obgadywania moich życiowych decyzji z mamą, a mama nie rozumie, że mogę chcieć żyć inaczej niż ona. 

Nie mieć dzieci, nie mieć obowiązku gotowania codziennie obiadu. Korzystam z życia z moim mężem, nie jestem udręczoną matką tak, jak moja mama i siostra. Mama powiedziała mi, że gdyby mogła cofnąć czas to zdecydowałaby się na jedno dziecko, nie trójkę, bo ma z nami już dorosłymi tylko udrękę. 

Ciągle myślę o tym, że mama ma złe zdanie o sposobie, jakim żyje. Często też myślę o tym, że moja siostra woli żyć moim życiem, zamiast zająć się swoim. 

Jestem bardzo rozgoryczona, rozżalona. Kiedyś bardzo lubiłam całymi dniami siedzieć w domu, mówiły "wyszła byś do ludzi, a nie w domu siedzisz". Teraz jak zaczęłam korzystać z życia z mężem też jest mi to wytykane, bo jak to tak można z życia korzystać. Mówiłam im o tym, że mam prawo żyć po swojemu i im nic do tego jak żyje. Mówiłam o swoich uczuciach. Strasznie się tym przejmuje, czuję niesprawiedliwość, że nie pozwalają mi żyć na moich zasadach. Nie śpię po nocach, bo analizuje każde ich przykre słowa. Podjęłam pracę nad sobą, wspomagam się materiałami terapeutycznymi. Chce przerwać schemat jakim przesiąkły moja mama czy siostra. Chce być inna. Myśleć pozytywnie, przepracować wszystkie trudne emocje które mam w sobie, dla siebie i mojego męża.

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.