Left ArrowWstecz

Czuję, że przegrałem życie - jak pokonać poczucie porażki?

Czuje że przegrałem życie i te myśli trzymają się mnie od 4 lat gdy poddałem prawo jazdy już dużo razy pisałem ale nie wiem ciągle te myśli wracają szczególnie że robię sie coraz starszy a dalej mieszkam z rodzicami czy pracuje w tej samej pracy od 4 lat. Po prostu wiem że o związkach mogę na pewno zapomnieć i boję się przyszłości jedyne co dawało mi jakiś plan to to że leczę zęby u ortodonty i po tym planuję operację przegrody nosowej i stwierdziłem że skupię się na tym by dokończyć te sprawy ale czuję tylko że tracę czas. A żadna kobieta nie chce faceta co nic nie osiągnął nie mam nic do zaoferowania poza tym zawsze byłem nie śmiały i nie jestem przystojny a do tego nie mam żadnych doświadczeń w związkach co jeszcze bardziej powoduje że mogę o nich zapomnieć. Po prostu czuje się przegrany szczególnie że ciągle porównuje się z lepszymi od siebie mam kolegów ale oni i tak są lepsi ode mnie i w końcu i tak zostanę sam. Poza tym czuje ogromny wstyd rodzice pewnie uważają mnie za przegrywa szczególnie że mój starszy brat w moim wieku już dawno z nimi nie mieszkał i wyjechał za granicę a ja nawet tego się boje
User Forum

OW

2 miesiące temu
Dorota Kuffel

Dorota Kuffel

Witaj

Mnóstwo w tym oceny. Wyczuwam niepokoj. Dużo wyobrażeń i łatwość w uderzaniu w siebie. Przykro mi. Spróbuj wsparcia terapeutycznego indywidualnego albo grupowego. Rzeczywistość zwykle wygląda inaczej niż karykatura ktora kreujemy na swój temat. 

Pozdrawiam serdecznie

Dorota

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Kinga Pindur-Wysowska

Kinga Pindur-Wysowska

Dzień dobry,

Opisuje Pan stan długotrwałego obniżenia nastroju, silnej samokrytyki oraz utrwalonych przekonań na temat własnej niewystarczalności. W Pana wypowiedzi wyraźnie widoczne są mechanizmy porównań społecznych oraz tzw. negatywnego filtra poznawczego, czyli skupiania się głównie na brakach i deficytach, przy jednoczesnym pomijaniu obszarów, w których podejmuje Pan działania, takie jak np. dbanie o zdrowie.
 

Pojawiające się myśli o „przegranym życiu” czy przekonanie, że przyszłość jest z góry przesądzona, mogą mieć charakter automatycznych myśli negatywnych, które choć subiektywnie bardzo przekonujące, nie zawsze odzwierciedlają obiektywną rzeczywistość. Towarzyszący im wstyd oraz lęk przed oceną ze strony innych dodatkowo wzmacniają to błędne koło.
 

Warto zauważyć, że znajduje się Pan raczej w stanie psychicznego przeciążenia i utknięcia, niż w sytuacji jednoznacznie „przegranej”. To, co Pan opisuje, jest spójne z doświadczeniem wielu osób w okresach obniżonego poczucia własnej wartości i niepewności życiowej, a nie trwałą cechą definiującą Pana przyszłość.

2 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

To poczucie bycia w tyle za innymi, zwłaszcza gdy patrzy Pan na sukcesy brata czy kolegów, jest ciężarem, ale proszę pamiętać, że Pana droga nie musi wyglądać tak samo, by była wartościowa. Fakt, że od czterech lat trzyma się Pan jednej pracy, świadczy o Pana ogromnej rzetelności i stabilności – cechach, których wielu ludziom w dzisiejszych czasach brakuje. To, że mieszka Pan z rodzicami w wieku 23 lat, jest obecnie sytuacją bardzo wielu młodych ludzi i nie definiuje to Pana jako osoby, która nic nie osiągnęła, zwłaszcza że konsekwentnie realizuje Pan swój plan zdrowotny.

Leczenie ortodontyczne i planowana operacja przegrody nosowej to nie jest strata czasu, ale realna, konkretna inwestycja w Pana przyszły komfort i pewność siebie, która wymaga dyscypliny i cierpliwości. To, że potrafi Pan tak metodycznie dbać o swoje zdrowie, jest Pana dużym sukcesem, a nie powodem do wstydu. Strach przed prawem jazdy czy wyjazdem za granicę jest naturalną reakcją Pana układu nerwowego na stres i nie oznacza, że jest Pan gorszy – oznacza jedynie, że potrzebuje Pan więcej czasu i poczucia bezpieczeństwa, by mierzyć się z takimi wyzwaniami.

W kwestii relacji i wyglądu, często oceniamy siebie znacznie surowiej niż robi to otoczenie, a brak doświadczenia w wieku 23 lat wcale nie przekreśla Pana szans na przyszłość. Pana dojrzała postawa w poprzedniej relacji online pokazała, że ma Pan silne zasady, co jest fundamentem męskości, którego nie zastąpi żadne prawo jazdy czy luksusowy samochód. Proszę spróbować dać sobie prawo do własnego tempa, bo każdy z nas niesie inny bagaż, a to, że Pan wciąż stara się poprawić swój stan zdrowia, pokazuje, że wcale się Pan nie poddał.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

 

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Nie należy porównywać się do innych, gdyż w ostatecznym rozrachunku zawsze wypadamy gorzej z racji tego, że skupiamy się na naszych słabych stronach. Proszę pomyśleć o sobie w zupełnie odmienny sposób i wydobywać swoje mocne strony. To nie będzie łatwe, ale jest do realizacji. Jest Pan młodym człowiekiem i całe życie przed Panem. Co do spraw uczuciowych. One się pojawią, ale trzeba się na nie otworzyć. Kiedy przyjmuje Pan założenia takie a nie inne, wtedy blokuje Pan się na to, co może Pana spotkać. Co do wydobywania swoich pozytywnych cech to polecam terapię skoncentrowaną na rozwiązaniach. Zmiana myślenia powoduje zmianie nastawienia, a w ostateczności inni zobaczą Pana w innej perspektywie. 

2 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co opisujesz, brzmi jak duże obciążenie, co budzi we mnie niepokój. 

 

W takich momentach łatwo uwierzyć w bardzo surowe myśli o sobie -- ale to nie są fakty, tylko sposób, w jaki Twój umysł próbuje poukładać trudne emocje.

 

To, że pracujesz, dbasz o zdrowie i masz plan (tj. leczenie, operacja), to nie jest „nic”. To są konkretne kroki. Każdy idzie swoim tempem -- porównywanie się do innych często tylko pogłębia poczucie porażki.

 

Twoja wartość nie zależy od tego, gdzie jesteś „na tle innych” ani od doświadczeń w związkach. Relacje buduje się na różnych etapach życia — nie jest na to „za późno”.

 

Na teraz spróbuj skupić się na małych, realnych krokach (np. jedna drobna zmiana w tygodniu) i ograniczać porównywanie się. Jeśli te myśli wracają od lat i są tak obciążające, bardzo warto poszukać wsparcia psychologa — nie musisz z tym zostawać sam.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

2 miesiące temu
Dawid Staszczyk

Dawid Staszczyk

Szanowny Panie,

 

to, co Pan opisuje, nie brzmi jak „przegrane życie”, tylko jak życie, które utknęło w bardzo bolesnym punkcie porównywania się, wstydu i poczucia zatrzymania. I to są stany, które potrafią być niezwykle przekonujące – tak przekonujące, że zaczynają brzmieć jak obiektywna prawda, a nie jak sposób przeżywania siebie.

Zatrzymałbym się na chwilę przy tym jednym zdaniu, które Pan powtarza: „jestem przegrany”. To nie jest fakt – to jest wniosek, który powstał na bazie kilku obszarów: prawa jazdy, pracy, mieszkania z rodzicami, relacji. Problem polega na tym, że Pana umysł z tych elementów buduje całościową ocenę siebie jako człowieka. To bardzo surowy, globalny osąd, który nie zostawia miejsca na niuanse ani na proces.

W rzeczywistości w Pana opisie widać coś innego: ma Pan stałą pracę, utrzymuje relacje koleżeńskie, podejmuje leczenie (ortodonta, planowana operacja), próbuje Pan szukać rozwiązań i wraca do rozmowy o swoich trudnościach. To nie są cechy osoby „przegranej”, tylko osoby, która funkcjonuje, ale jednocześnie bardzo silnie siebie deprecjonuje.

Kluczowy mechanizm, który tu widać, to porównywanie się. Porównuje się Pan „w górę” – do osób, które mają więcej, szybciej, inaczej. Taki sposób porównywania niemal zawsze kończy się poczuciem bycia gorszym. Umysł pomija przy tym wszystkie obszary, w których inni mają trudności, i zostawia tylko ich „lepszą wersję”. To nie jest uczciwe porównanie, tylko selektywny filtr. Podobnie działa myślenie o relacjach. Przekonanie, że „żadna kobieta nie chce faceta, który nic nie osiągnął”, brzmi jak twarda zasada, ale w praktyce jest uproszczeniem. Ludzie wchodzą w relacje z bardzo różnych powodów – ważne są nie tylko osiągnięcia, ale też sposób bycia, zdolność do bliskości, autentyczność. Natomiast wstyd i przekonanie o własnej niewystarczalności realnie utrudniają zbliżenie się do kogokolwiek, bo powodują wycofanie i unikanie. To nie brak „wartości” zamyka Panu drogę do relacji, tylko to, że już na starcie zakłada Pan, że jej nie ma. W tle tego wszystkiego bardzo wyraźnie widać wstyd – wobec siebie i wobec rodziców. Wstyd ma to do siebie, że mówi: „jest ze mną coś nie tak jako z człowiekiem”, a nie „mam trudność w jakimś obszarze”. To ogromna różnica. Trudność można zmieniać krok po kroku. „Bycie wadliwym” brzmi jak coś nieodwracalnego – i to właśnie paraliżuje. To, że od czterech lat wracają te same myśli, nie oznacza, że nic się nie zmieni. To oznacza, że mechanizm ich podtrzymywania jest silny i utrwalony. On się karmi unikaniem, porównywaniem i odkładaniem działań z powodu lęku. Im dłużej to trwa, tym bardziej utwierdza Pana w przekonaniu, że „taki już jestem”. Dlatego zamiast myśleć w kategoriach „czy moje życie ma sens”, bardziej pomocne jest zejście poziom niżej: co jest jednym, bardzo konkretnym krokiem, który mogę zrobić mimo lęku. Nie idealnym, nie przełomowym – tylko wykonalnym. Może to być powrót do tematu prawa jazdy w małym zakresie, zmiana jednego elementu w pracy, zapisanie się na coś, co wprowadzi Pana w nowe środowisko. Nie chodzi o wielki zwrot, tylko o przerwanie bezruchu. To, że boi się Pan wyjechać, że trudno jest się odseparować od rodziców – to również nie jest oznaka słabości, tylko obszar, który wymaga czasu i pracy. Porównywanie się z bratem tylko pogłębia napięcie, ale nie przybliża do zmiany. Każdy ma inną trajektorię rozwoju, nawet jeśli wychowuje się w tej samej rodzinie.

Z tego miejsca, w którym Pan jest, można wyjść.. Najgorsze, co może Pan zrobić, to uznać, że obecny stan definiuje całe Pana życie. To jest moment zatrzymania, nie wyrok.

I to, że Pan o tym pisze, że Pan szuka odpowiedzi mimo poczucia wstydu i beznadziei, jest już pierwszym sygnałem, że jakaś część Pana nie zgadza się na tę narrację o „przegraniu”. I to jest bardzo ważny punkt zaczepienia.

 

Z wyrazami szacunku

Dawid Staszczyk

2 miesiące temu
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, pamiętam Pana wcześniejsze pytanie. Widzę, że czuje się Pan przytłoczony, zmęczony sytuacją i tymi myślami i bardzo chciałby otrzymać pomoc. Niestety, w takiej krótkiej wymianie zdań: pytanie - odpowiedź, nie da się wiele więcej niż krótka interwencja, wsparcie w odniesieniu do tego, o czym Pan pisze. A to mało, aby znaleźć odpowiedź na pytanie, skąd dokładnie biorą się Pana myśli o byciu przegranym. To, co Pan wymienia: praca, brak prawa jazdy to tylko symptomy, za którymi kryją się myśli Pana o sobie samym, o tym jak wyjaśnia Pan to, co dzieje się w Pana życiu. Zachęcam Pana, aby poszukał Pan wsparcia specjalisty stacjonarnie albo online, z którym będzie Pan mógł popracować nad poczuciem własnej wartości, przekonaniami na własny temat i realizacją pragnień i celów życiowych. 

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Kto może pomóc osobie zmagającej się z zaburzeniami psychicznymi?
Dzień dobry, Co się robi w sytuacji ,gdy ktoś choruje psychicznie, nie radzi sobie z czynnościami dnia codziennego i z załatwianiem spraw dla swojego domu ,a nie ma kto z nim być i mu pomagać. Kto wtedy pomaga takiemu człowiekowi?
Ciągłe wahania nastroju i brak wsparcia ze strony bliskich - co robić?
Chciałabym dowiedzieć sie, co się ze mna dzieje. Ciągłe wahania nastroju albo wogóle nie odczuwam zadnego uczucia. Nie czuje sie już tu potrzebna, nie czuje zadnego wsparcia ze strony przyjaciół i bliskich.Często dziewczyny mnie odrzucaja, przez co nie czuje sie potrzebna. Co powinnam zrobic w tej sytuacji?
Nie potrafię się zebrać
Nie potrafię się zebrać do kupy. Brak chęci na życie i stres, kłopoty ze zdrowiem i zmiana pracy. Po 12 latach wróciłem z UK do Pl, posypało mi się życie z kobietą i zdrowie kuleje i czas się zebrać na badania i lekarzy a ja nie mam siły na nic....
Jak radzić sobie z toksycznym zachowaniem siostry i jej partnera o niskim poczuciu wartości?
O czym świadczy takie zachowanie. Siostra z partnerem( im dłużej trwa zwiazek tym sytuacja wygląda gorzej). Mam przeczucie, że są toksycznymi ludźmi gdyż mają niskie poczucie własnej wartości. Próbują się dowartościować krytyką i poniżaniem innych bez opanowania. Obserwuje ich od dawna. Zauważyłam, że wedłuch nich nikt nie ma prawa do błędu, poza nimi. Jeżeli tylko dowiedzą się, że ktokolwiek popełnił najmniejszy bład w życiu, zrobił coś złego potrafią rozmawiac na temat tej osoby kilka godzin, obrażając tą osobę rzucając przekleństwami i wyciągając jakieś brudy z jej życia. Sami nie są idealni. Najbardziej w ostatnim czasie zaczął obrażać swojego brata i jego dzieci, któremu zazdrości tego, że lepiej układa mu się w życiu i stać go na budowę domu. Czasami nie da się słuchac tych słow, które wypowiada za jego plecami. Często mam obawy, że za moimi plecami również jestem przez nich obrażana i poniżana tylko dlatego żeby to oni poczuli się lepsi od innych, z powodu swojego niskiego poczucia wartości. Dodam, że siostra szuka takich osób które mogłaby poniżać, ponieważ od dawna ma niskie poczucie własnej wartości m.in przez własny wygląd.. Jak sobie poradzić z takimi ludźmi, by nie stracić poczucia własnej wartości, gdy ciągle słyszę jak taka osoba potrafi upokorzyć za każdy bład?
Chcę odejść od męża, ponieważ jestem bardzo nieszczęśliwa i cierpiałam przez lata. Mąż nie pozwalał mi na życie, wiecznie oskarżał. Chcę być szczęśliwa.
Jestem 16 lat po ślubie. Spotykaliśmy się przez 2 lata przed ślubem. Ja jestem Polką, a mąż Meksykaninem. Ja mam 38 lat, a on 41. Mamy 14 letnią córkę. Mąż od samego początku był głupio zazdrosny i mi nie ufał. Zawsze mi powtarzał, że on nie ufa nikomu włącznie ze mną. Jedyną osobą, której ufa to jego mama. Męża zadrość to nie była tak tam sobie normalna zazdrość. Zawsze byłam obwiniana o zdradę. Widział w swojej głowie, wmawiał sobie rzeczy, których nie było. Byłam oskarżona o potencjalną zdradę, bądź flirtowanie prawie ze wszystkimi naszymi znajomymi (mężczyznami), jego bratankiem, mojej macochy synem. Jeśli mężczyzna na mnie spojrzał na spacerze, to ja musiałam słuchać jak to ja go sprowokowałam, żeby na mnie spojrzał. Jak jechaliśmy na rowery, to zakładał, że ja jadę i gapię się na wszystkich mężczyzn kierowców. Jak pracował na nocki, to wmawiał sobie i mnie, że ja pewnie kogoś do domu przyprowadzam. Ja nie mogłam mieć znajomych w sensie, żeby wyjść sobie na kawę z koleżankami z pracy, bo podejrzewał, że byłam z facetem, więc nigdy nie chodziłam. Nie chodziłam na żadne imprezy świąteczne w pracy, zawsze znajdowałam wymówkę, żeby nie wyjść ze znajomymi, bo wiedziałam, że on powie nie i zrobi awanturę. Jeśli ktoś z pracy, ze znajomych zaoferował podwieźć mnie do domu pracy (mężczyzna) nie było w ogóle mowy. Musiałam się jego najpierw spytać, bo inaczej wiedziałam, że będzie awantura a i nawet jak spytałam, to mówił, że nie mogę, że mam autobus to żebym jechała autobusem. Nie mogę z nim rozmawiać o pracy. On mówi, że chce wiedzieć jak mi minął dzień, ale jak tylko wspomnę mężczyznę, to odrazu wielka gęba i sarkastyczne komentarze. Jak nie mam zasięgu na telefonie, to mnie obwiniał, że specjalnie wyłączałam i że pewnie gdzieś coś z kimś robiłam. Jak raz pojechałam do pracy autem, to mi sprawdził licznik i to źle na dodatek i po powrocie mi zrobił awanturę. Nie pamiętał ile było na liczniku, ale założył, że przejechałam za dużo mil i że pewno pojechałam do pracy, powiedziałam, że mam jakąś wizytę u lekarza i pojechałam sobie Bóg wie gdzie. Przez 18 lat razem, ani razu nie byłam na żadnych świątecznych imprezach. W zeszłym roku poszłam na galę rozdania nagród z pracy. Elegancka impreza, obiad, garniturki, długie suknie. Mąż przez 3 dni się do mnie nie odzywał. Wiecznie mnie kontroluje i sprawdza. Do swego czasu, non stop mnie śledził na radarze, aż go wykasowałam z telefonu. Muszę mu zdawać sprawozdanie z każdego dnia. Mąż jest bardzo dobrym człowiekiem, dobrym ojcem, ciężko pracuje od dzieciństwa. Ja sobie zawsze wmawiałam, że ten malutki jego problem nie jest taki duży i skoro on nie może sobie z tym poradzić, to ja będę z tym jakoś radziła. Nigdy męża nie zdradziłam i nie dałam mu powodu, żeby tak się zachowywał. Zawsze mi powtarzał o każdej kłótni, jak ja już przeprosiłam za coś, czego nie zrobiłam, żebym nie dawała mu powodów to nie będzie kłótni. Żeby nie dawać mu powodów, musiałabym zamknąć się w domu. Wmawiałam sobie, że to jest mały problem, ja sobie z tym będę radziła, on nie musi skoro nie wie jak. Aż w końcu, po 18 latach, coś we mnie pękło. Od ponad roku, jedyne o czym myślę to jak ja bardzo chce zakończyć to małżeństwo. Jak ja chce mieć normalne życie, gdzie mówię mu "słuchaj, idę na kawę z koleżankami, wrócę kiedy wrócę" bez żadnych pretensji. Życie gdzie mówię, że mam party na wigilię w pracy i idę, bo mam ochotę. Po raz pierwszy od 18 lat poszłam na party w pracy na wigilię no to mnie oskarżył o zdradę, bo powiedziałam, że tańczyłam. Ja już od długiego czasu nie czuję się szczęśliwa. W pracy znajduje sie we łzach praktycznie non stop, co kiedyś mi się nie zdarzało. Jak mąż się do mnie zbliża to ja go nie chce, a kiedyś pomimo tych okropnych momentów, zawsze się tuliliśmy, siedzieliśmy razem, robiliśmy wszystko razem. Jak mąż mnie całuje, to nic nie czuje. Nie potrafię go całować tak jak kiedyś i myślę, żeby przestał. W ogóle nie mam pragnienia na seks, a jak już dojdzie do seksu, to robię to tylko dlatego, że wiem, że on potrzebuje. Leżę i myślę kiedy on skończy, żeby jak najszybciej. Mąż zawsze lubił wymyślać różności podczas seksu i czasem nie miałam z tym problemu, a czasem nie chciałam, ale i tak zawsze było po jego myśli bo wiedziałam, że jeśli coś powiem to się obrazi. Teraz, nie mam ochoty na żadne zabawy przed, bądź w trakcie seksu. Mam orgazm, ale za nim co, to nic nie czuje. Leżę tam praktycznie jak kłoda i zaciskam pięści. Mąż myśli, że to się da naprawić, jak mnie strasznie kocha, ale ja czuję, że on mnie odepchnął na maxa i że już nie ma odwrotu. Nawet jeśli byłby mniej zazdrosny, jak ja mogę być szczęśliwa w związku, gdzie nie mam do niego takich uczuć jak miałam. Szkoda mi go, dlatego to dalej ciągnę, ale nie mam do niego uczuć. Poza tym, w przeciągu ostatniego roku, jak te przypadki się nasiliły, zbliżyłam się do kolegi w pracy. Nic nie zrobiłam, bo uważam że to nie w porządku zdradzić kogoś. Jedynie co to mnie kilka razy przytulił jak płakałam, a tak po za tym to nic. Dużo rozmawialiśmy, bo też przeszedł przez coś podobnego i dzień po dniu obudziły się we mnie do niego uczucia, silne uczucia i w nim również. Widzę siebie z kolegą, ale nie odrazu. Najpierw chciałabym czasu sama. Widzę, że mogłabym być znowu szczęśliwa, ale żal mi męża i nie wiem co mam zrobić. Jeśli z mężem zostanę, to będzie tylko dlatego, że mi go szkoda, ale w głębi duszy wiem, że nigdy nie będę szczęśliwa i nigdy nie będzie tak jak było. Córka też przez to wszystko cierpi, bo widzi jak się od siebie odsunęliśmy, widzi, że ja cierpię, widzi mnie za często we łzach.
Stress

Stres - przyczyny, objawy i skutki oraz jak sobie z nim radzić?

Stres to nieodłączny element życia, ale można nim zarządzać. Zrozumienie jego mechanizmów i rodzajów oraz nauka skutecznych metod radzenia sobie z nim poprawia jakość życia. Artykuł omawia naturę stresu, jego typy i fazy.