Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czuję, że przegrałem życie - jak pokonać poczucie porażki?

Czuje że przegrałem życie i te myśli trzymają się mnie od 4 lat gdy poddałem prawo jazdy już dużo razy pisałem ale nie wiem ciągle te myśli wracają szczególnie że robię sie coraz starszy a dalej mieszkam z rodzicami czy pracuje w tej samej pracy od 4 lat. Po prostu wiem że o związkach mogę na pewno zapomnieć i boję się przyszłości jedyne co dawało mi jakiś plan to to że leczę zęby u ortodonty i po tym planuję operację przegrody nosowej i stwierdziłem że skupię się na tym by dokończyć te sprawy ale czuję tylko że tracę czas. A żadna kobieta nie chce faceta co nic nie osiągnął nie mam nic do zaoferowania poza tym zawsze byłem nie śmiały i nie jestem przystojny a do tego nie mam żadnych doświadczeń w związkach co jeszcze bardziej powoduje że mogę o nich zapomnieć. Po prostu czuje się przegrany szczególnie że ciągle porównuje się z lepszymi od siebie mam kolegów ale oni i tak są lepsi ode mnie i w końcu i tak zostanę sam. Poza tym czuje ogromny wstyd rodzice pewnie uważają mnie za przegrywa szczególnie że mój starszy brat w moim wieku już dawno z nimi nie mieszkał i wyjechał za granicę a ja nawet tego się boje
Dorota Kuffel

Dorota Kuffel

Witaj

Mnóstwo w tym oceny. Wyczuwam niepokoj. Dużo wyobrażeń i łatwość w uderzaniu w siebie. Przykro mi. Spróbuj wsparcia terapeutycznego indywidualnego albo grupowego. Rzeczywistość zwykle wygląda inaczej niż karykatura ktora kreujemy na swój temat. 

Pozdrawiam serdecznie

Dorota

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Kinga Pindur-Wysowska

Kinga Pindur-Wysowska

Dzień dobry,

Opisuje Pan stan długotrwałego obniżenia nastroju, silnej samokrytyki oraz utrwalonych przekonań na temat własnej niewystarczalności. W Pana wypowiedzi wyraźnie widoczne są mechanizmy porównań społecznych oraz tzw. negatywnego filtra poznawczego, czyli skupiania się głównie na brakach i deficytach, przy jednoczesnym pomijaniu obszarów, w których podejmuje Pan działania, takie jak np. dbanie o zdrowie.
 

Pojawiające się myśli o „przegranym życiu” czy przekonanie, że przyszłość jest z góry przesądzona, mogą mieć charakter automatycznych myśli negatywnych, które choć subiektywnie bardzo przekonujące, nie zawsze odzwierciedlają obiektywną rzeczywistość. Towarzyszący im wstyd oraz lęk przed oceną ze strony innych dodatkowo wzmacniają to błędne koło.
 

Warto zauważyć, że znajduje się Pan raczej w stanie psychicznego przeciążenia i utknięcia, niż w sytuacji jednoznacznie „przegranej”. To, co Pan opisuje, jest spójne z doświadczeniem wielu osób w okresach obniżonego poczucia własnej wartości i niepewności życiowej, a nie trwałą cechą definiującą Pana przyszłość.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

To poczucie bycia w tyle za innymi, zwłaszcza gdy patrzy Pan na sukcesy brata czy kolegów, jest ciężarem, ale proszę pamiętać, że Pana droga nie musi wyglądać tak samo, by była wartościowa. Fakt, że od czterech lat trzyma się Pan jednej pracy, świadczy o Pana ogromnej rzetelności i stabilności – cechach, których wielu ludziom w dzisiejszych czasach brakuje. To, że mieszka Pan z rodzicami w wieku 23 lat, jest obecnie sytuacją bardzo wielu młodych ludzi i nie definiuje to Pana jako osoby, która nic nie osiągnęła, zwłaszcza że konsekwentnie realizuje Pan swój plan zdrowotny.

Leczenie ortodontyczne i planowana operacja przegrody nosowej to nie jest strata czasu, ale realna, konkretna inwestycja w Pana przyszły komfort i pewność siebie, która wymaga dyscypliny i cierpliwości. To, że potrafi Pan tak metodycznie dbać o swoje zdrowie, jest Pana dużym sukcesem, a nie powodem do wstydu. Strach przed prawem jazdy czy wyjazdem za granicę jest naturalną reakcją Pana układu nerwowego na stres i nie oznacza, że jest Pan gorszy – oznacza jedynie, że potrzebuje Pan więcej czasu i poczucia bezpieczeństwa, by mierzyć się z takimi wyzwaniami.

W kwestii relacji i wyglądu, często oceniamy siebie znacznie surowiej niż robi to otoczenie, a brak doświadczenia w wieku 23 lat wcale nie przekreśla Pana szans na przyszłość. Pana dojrzała postawa w poprzedniej relacji online pokazała, że ma Pan silne zasady, co jest fundamentem męskości, którego nie zastąpi żadne prawo jazdy czy luksusowy samochód. Proszę spróbować dać sobie prawo do własnego tempa, bo każdy z nas niesie inny bagaż, a to, że Pan wciąż stara się poprawić swój stan zdrowia, pokazuje, że wcale się Pan nie poddał.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Nie należy porównywać się do innych, gdyż w ostatecznym rozrachunku zawsze wypadamy gorzej z racji tego, że skupiamy się na naszych słabych stronach. Proszę pomyśleć o sobie w zupełnie odmienny sposób i wydobywać swoje mocne strony. To nie będzie łatwe, ale jest do realizacji. Jest Pan młodym człowiekiem i całe życie przed Panem. Co do spraw uczuciowych. One się pojawią, ale trzeba się na nie otworzyć. Kiedy przyjmuje Pan założenia takie a nie inne, wtedy blokuje Pan się na to, co może Pana spotkać. Co do wydobywania swoich pozytywnych cech to polecam terapię skoncentrowaną na rozwiązaniach. Zmiana myślenia powoduje zmianie nastawienia, a w ostateczności inni zobaczą Pana w innej perspektywie. 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co opisujesz, brzmi jak duże obciążenie, co budzi we mnie niepokój. 

 

W takich momentach łatwo uwierzyć w bardzo surowe myśli o sobie -- ale to nie są fakty, tylko sposób, w jaki Twój umysł próbuje poukładać trudne emocje.

 

To, że pracujesz, dbasz o zdrowie i masz plan (tj. leczenie, operacja), to nie jest „nic”. To są konkretne kroki. Każdy idzie swoim tempem -- porównywanie się do innych często tylko pogłębia poczucie porażki.

 

Twoja wartość nie zależy od tego, gdzie jesteś „na tle innych” ani od doświadczeń w związkach. Relacje buduje się na różnych etapach życia — nie jest na to „za późno”.

 

Na teraz spróbuj skupić się na małych, realnych krokach (np. jedna drobna zmiana w tygodniu) i ograniczać porównywanie się. Jeśli te myśli wracają od lat i są tak obciążające, bardzo warto poszukać wsparcia psychologa — nie musisz z tym zostawać sam.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Dawid Staszczyk

Dawid Staszczyk

Szanowny Panie,

 

to, co Pan opisuje, nie brzmi jak „przegrane życie”, tylko jak życie, które utknęło w bardzo bolesnym punkcie porównywania się, wstydu i poczucia zatrzymania. I to są stany, które potrafią być niezwykle przekonujące – tak przekonujące, że zaczynają brzmieć jak obiektywna prawda, a nie jak sposób przeżywania siebie.

Zatrzymałbym się na chwilę przy tym jednym zdaniu, które Pan powtarza: „jestem przegrany”. To nie jest fakt – to jest wniosek, który powstał na bazie kilku obszarów: prawa jazdy, pracy, mieszkania z rodzicami, relacji. Problem polega na tym, że Pana umysł z tych elementów buduje całościową ocenę siebie jako człowieka. To bardzo surowy, globalny osąd, który nie zostawia miejsca na niuanse ani na proces.

W rzeczywistości w Pana opisie widać coś innego: ma Pan stałą pracę, utrzymuje relacje koleżeńskie, podejmuje leczenie (ortodonta, planowana operacja), próbuje Pan szukać rozwiązań i wraca do rozmowy o swoich trudnościach. To nie są cechy osoby „przegranej”, tylko osoby, która funkcjonuje, ale jednocześnie bardzo silnie siebie deprecjonuje.

Kluczowy mechanizm, który tu widać, to porównywanie się. Porównuje się Pan „w górę” – do osób, które mają więcej, szybciej, inaczej. Taki sposób porównywania niemal zawsze kończy się poczuciem bycia gorszym. Umysł pomija przy tym wszystkie obszary, w których inni mają trudności, i zostawia tylko ich „lepszą wersję”. To nie jest uczciwe porównanie, tylko selektywny filtr. Podobnie działa myślenie o relacjach. Przekonanie, że „żadna kobieta nie chce faceta, który nic nie osiągnął”, brzmi jak twarda zasada, ale w praktyce jest uproszczeniem. Ludzie wchodzą w relacje z bardzo różnych powodów – ważne są nie tylko osiągnięcia, ale też sposób bycia, zdolność do bliskości, autentyczność. Natomiast wstyd i przekonanie o własnej niewystarczalności realnie utrudniają zbliżenie się do kogokolwiek, bo powodują wycofanie i unikanie. To nie brak „wartości” zamyka Panu drogę do relacji, tylko to, że już na starcie zakłada Pan, że jej nie ma. W tle tego wszystkiego bardzo wyraźnie widać wstyd – wobec siebie i wobec rodziców. Wstyd ma to do siebie, że mówi: „jest ze mną coś nie tak jako z człowiekiem”, a nie „mam trudność w jakimś obszarze”. To ogromna różnica. Trudność można zmieniać krok po kroku. „Bycie wadliwym” brzmi jak coś nieodwracalnego – i to właśnie paraliżuje. To, że od czterech lat wracają te same myśli, nie oznacza, że nic się nie zmieni. To oznacza, że mechanizm ich podtrzymywania jest silny i utrwalony. On się karmi unikaniem, porównywaniem i odkładaniem działań z powodu lęku. Im dłużej to trwa, tym bardziej utwierdza Pana w przekonaniu, że „taki już jestem”. Dlatego zamiast myśleć w kategoriach „czy moje życie ma sens”, bardziej pomocne jest zejście poziom niżej: co jest jednym, bardzo konkretnym krokiem, który mogę zrobić mimo lęku. Nie idealnym, nie przełomowym – tylko wykonalnym. Może to być powrót do tematu prawa jazdy w małym zakresie, zmiana jednego elementu w pracy, zapisanie się na coś, co wprowadzi Pana w nowe środowisko. Nie chodzi o wielki zwrot, tylko o przerwanie bezruchu. To, że boi się Pan wyjechać, że trudno jest się odseparować od rodziców – to również nie jest oznaka słabości, tylko obszar, który wymaga czasu i pracy. Porównywanie się z bratem tylko pogłębia napięcie, ale nie przybliża do zmiany. Każdy ma inną trajektorię rozwoju, nawet jeśli wychowuje się w tej samej rodzinie.

Z tego miejsca, w którym Pan jest, można wyjść.. Najgorsze, co może Pan zrobić, to uznać, że obecny stan definiuje całe Pana życie. To jest moment zatrzymania, nie wyrok.

I to, że Pan o tym pisze, że Pan szuka odpowiedzi mimo poczucia wstydu i beznadziei, jest już pierwszym sygnałem, że jakaś część Pana nie zgadza się na tę narrację o „przegraniu”. I to jest bardzo ważny punkt zaczepienia.

 

Z wyrazami szacunku

Dawid Staszczyk

Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, pamiętam Pana wcześniejsze pytanie. Widzę, że czuje się Pan przytłoczony, zmęczony sytuacją i tymi myślami i bardzo chciałby otrzymać pomoc. Niestety, w takiej krótkiej wymianie zdań: pytanie - odpowiedź, nie da się wiele więcej niż krótka interwencja, wsparcie w odniesieniu do tego, o czym Pan pisze. A to mało, aby znaleźć odpowiedź na pytanie, skąd dokładnie biorą się Pana myśli o byciu przegranym. To, co Pan wymienia: praca, brak prawa jazdy to tylko symptomy, za którymi kryją się myśli Pana o sobie samym, o tym jak wyjaśnia Pan to, co dzieje się w Pana życiu. Zachęcam Pana, aby poszukał Pan wsparcia specjalisty stacjonarnie albo online, z którym będzie Pan mógł popracować nad poczuciem własnej wartości, przekonaniami na własny temat i realizacją pragnień i celów życiowych. 

Zobacz podobne

Nie ufam partnerowi, ponieważ mnie okłamuje. Kocham, ale nie chcę tak żyć.
Witam, mam problem z zaufaniem do partnera. W ubiegłym roku zauważyłam, że wyszukuje w internecie treści, przez które straciłam do niego zaufanie. Mimo że doszliśmy do porozumienia, nadal nie potrafię zaufać. Dzisiaj odkryłam, że znowu wyszukuje rzeczy, o które byłam zazdrosna. Kłamie prosto w oczy i zaprzecza, że tak nie było. Usuwa na bieżąco historie w wyszukiwarce. Kocham, ale nie potrafię tak żyć. Jak sobie poradzić?
Mąż jest bardzo krytykujący, a jego zachowania wyglądają, jak z ciężkiego dzieciństwa. Co mam zrobić?
Mam problem. Mąż zachorował na depresję kilka lat temu, temat się ciągnie, bo psychoterapia na NFZ, mam wrażenie, że poprawa jest, ale niewielka. Objawami depresji była apatia, brak apetytu, senność, i od dłuższego czasu czepianie się o wszystko. Jak już zdiagnozowana była depresja i wjechały leki to była drastyczna zmiana, bez czepiania, docenianie mnie - mimo męża złego samopoczucia, czułam się doceniona. Po czasie terapii i brania leków, znowu słyszę pretensje, że bałagan (choć był czas, że mąż sam mówił, że ma wywalone w bałagan - mamy remont domu już długi czas i nie da się mieć porządku, bo mało miejsca, wszystko na kupie, ale staram się w miarę, żeby było jak w normalnym domu). Doszło czepianie się córki, bo tego nie robi, prania sama nie zbierze, a to gary w zlewie. I tak nie jest ciągle, rozmawiamy szczerze, zwierzamy sie sobie, ale nadchodzi moment czepialstwa i mam dość. W dzieciństwie mąż musiał ciągle sprzątać w pokoju, miał przydzielane zadania domowe i mógł wyjść, jak skończy, ojciec był „trudny” chociaż teraz stara się nadrobić. Ale nadal potrafi się czepiać wszystkich, męża, swojej żony, tylko córkę jedyną traktuje jak jajko, bo ona umie się mocno postawić, Jak to wszystko ugryźć? Myślę, że ma to spore korzenie w dzieciństwie, bo jednak widzę takie same zachowania jak z opowieści męża. Jest mi totalnie przykro, pracuję we własnej firmie, tyram niczym na na 3 etaty- tyle obowiązków do wykonania w 8-9 godzin dziennie to psychicznie jestem dojechana, wracam do domu, coś zrobię i siadam , bo brak mi sił. I słyszę „ja robię, a ty siedzisz” „chociaż byś zrobiła to czy tamto”. Weekendy sprzątam całe dnie, gotuję, piorę itd. I mąż umie też docenić, mimo to ja nie czepiam się, nie krytykuję, jak nie ma siły mówię - siądź i pierdziel robotę w domu… nie zając, nie ucieknie. Nie ma tak, że wypominam, że tego nie zrobil czy tamtego… Czy to depresja? Charakter? Czy wpływ ojca „troche tyrana”?
Teść zachowuje się, jakbyśmy powinni go w całości utrzymywać, a ja zwyczajnie nie mam obecnie pieniędzy na dzieci. Mąż nie widzi w tym problemu, co jest absurdalne.
Mam pewien problem. Teść uważa, że jesteśmy "bogaci". Żyjemy razem, ale coraz więcej przez to daje nam opłat, co to on miał płacić oraz nie kupuje jedzenia, dodatkowo remontujemy jego dom. Niedawno się dowiedziałam, że teść poprosił męża, żebyśmy się sprowadzili i mu pomogli, bo on sobie nie radzi i to przypadkowo się dowiedziałam. Jak przeprowadzaliśmy się ja byłam na macierzyńskim, miało być tak jak u moich rodziców, a nawet lepiej tak mi mąż obiecywał. Wyszło tak, że teściowa nie ma wstępu do domu teścia, więc dziećmi się nie zajmie, a jej dom nie nadaje się do zajmowania nad małym dzieckiem. Teść jest super dziadkiem, ale nie na długo, bo to nasze dzieci, on swoje już wychował. Szkoła starszych nie ma świetlicy, więc po szkole nie mam ich z kim zostawić. Żyjemy z jednej wypłaty i zaczyna nam brakować. Po za oczami męża pożyczam od rodziców swoich, bo teść nagle potrafi wylecieć, że 2 miesiące temu miał coś opłacić i nagle nie opłacił np. Prąd. Ja obecnie nie pracuję, bo nie mam z kim zostawić najmłodszego, a jak nawet pójdzie już do przedszkola nikt nie chce mnie zatrudnić na 4 h dziennie. Mąż tylko nas utrzymuje. Zaczyna nam brakować na lekarzy i leki. Córka musi mieć aparat na zęby, ale to koszt ok 2000, ale nas nie stać nawet na zakupy 100 zł. Mąż nie widzi tego, a jak wspominam o tym jemu to uważa, że przesadzam, bo w końcu on dużo zarabia i to dziwne, że nam nie starcza. Ja mam już dość wolałabym wrócić do moich rodziców, tam mogliśmy odłożyć pieniądze, tam moja mama zostawała z dziećmi lub je odbierała z szkoły, bo ja pracowałam 8 h lub nawet miałam nadgodziny. Mąż tak jak tutaj i u moich rodziców pomagał w gospodarstwie rolnym po pracy, ale w zamian do domu szła wcześniej moja mama i pomagała mi przy dzieciach, abym mogła o każde zadbać i żeby nie miały problemów w nauce. Tutaj dzieci spadły na moje barki i tylko moje, wszystkie ich potrzeby oraz obowiązki z nimi związane. Mąż od 6:00 do 22:00 nie ma w domu. Czasem przychodzi wcześniej, ale jest tak zmęczony, że nic już w domu nie zrobi. Teraz mam wrażenie, że też potrzeby finansowe naszych dzieci spadają na moje barki, nie wiem czy ja więcej udźwignę sama.
Zagubienie zawodowe i poszukiwanie sensu życia - jak znaleźć pasującą ścieżkę kariery?
Witam, od dwóch lat borykam się z zagubieniem w życiu. Jestem dwudziestoletnią osobą i poza moją pasją, mianowicie pisaniem książek i w związku z tym udzielaniem się na forum literackim - nie wiem co mogłabym jeszcze robić w życiu. Próbuję wydać swoje książki, ale nie jest to łatwy proces i o ile czuję się spełniona, chciałabym mieć też pracę/własne oszczędności. Problem w tym, że mieszkając w małym miasteczku na razie nie mogę jej znaleźć. Pracowałam za granicą, później w innym województwie jako sprzątaczka i po maksymalnie miesiącu traciłam zainteresowanie pracą, chociaż robiłam wszystko dobrze i byłam chwalona. Mimo to czułam się wypalona zawodowo i codziennie płakałam albo spałam po pracy kilkanaście godzin ze zmęczenia psychicznego. Lubię nieść jakieś pozytywne zmiany i czuć głębszy sens tego co robię, mieć większy cel do spełnienia, tylko nie wiem jaka praca da mi satysfakcję bądź będzie znośna? Teraz z braku pomysłów zapisałam się na szkolenie wojskowe i też nie wiem czy to dobra droga, trochę się obawiam ze względu na bycie osobą niebinarną i bardzo ograniczoną prywatność oraz czas wolny. To tylko miesiąc, jednak też mam wrażenie, że nie będę tam "pasować". Kilka razy na praktykach w szkole i pracy podczas zwykłej rozmowy słyszałam stwierdzenia od dorosłych: "Nie pasuje ci bycie tutaj?", "Chyba tu nie pasujesz". Nie były to złośliwości, o dziwo ci ludzie byli dla mnie bardzo mili. I dotknęły mnie ich słowa, bo właśnie tak się czułam w tamtych momentach, że to nie moje miejsce. Ogólnie dogaduję się z innymi, jestem powściągliwa i zdystansowana, ale uprzejma. Najbardziej męczy mnie kwestia tego, że nie mam już pojęcia jakich prac się podejmować i gdzie, jak sobie radzić z zagubieniem, poczuciem niedopasowania i czy to typowe tym wieku? Nikomu też nie mówię, że jestem niebinarna i coraz częściej myślę o byciu trans, nie mam tak zaufanych osób wokół. Akceptuję tę stronę siebie, choć nie wszędzie mogę ją pokazywać.
Związek na odległość bez wspólnej wizji rodzicielstwa – jak rozmawiać o rozstaniu i pragnieniu dzieci?
Witam, od roku jestem w zwiazku na odleglosc, mamy po 39 lat. Ja nie mam dzieci - partnerka tak. Problem polega na tym, ze ja na pewno jeszcze dzieci chce a ona mowi, ze nie - byly chwile kiedy wspomniala, ze moglaby miec ale musi byc pewna ze jej nie zostawie - potem temu zaprzeczyla, oznajmila, ze cos innego przez to chciala przekazac. Faktycznie byla to jednorazowa “prawie deklaracja”. Ostatnio powiedziala, ze troche nie rozumie tego, ze ja chce dzieci w przyszlosci skoro ona od poczatku mowi, ze dzieci nie chce - ja wlasciwie nigdy nie powiedzialem, ze ich bie chce. Tkwimy w czyms bez przyszlosci… wiemy o tym oboje ale nie chcemy poruszac tego tematu. Mysle, ze w srodku moja nieswiadomisc to czuje i wiemy ze “tracimy czas”. Nie wiem jak zaczac taka rozmowe, nie chcialbym i jednoczesnie chcial to zakonczyc - mocni ambiwalentne. Chce isc do przodu w zyciu ale wpadlismy oboje w jakies bledne kolo…
samorealizacja

Samorealizacja – jak ją osiągnąć i dlaczego jest ważna?

Odkryj, jak osiągnąć samorealizację i dlaczego jest ona kluczowa dla Twojego dobrostanu? Poznaj praktyczne kroki, które pomogą Ci wykorzystać pełnię swojego potencjału i osiągnąć życiową satysfakcję. Zacznij swoją podróż ku samorealizacji już dziś!