
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca, zaburzenia nastroju
- Czuję, że...
Czuję, że przegrałem życie - jak pokonać poczucie porażki?
OW
Dorota Kuffel
Witaj
Mnóstwo w tym oceny. Wyczuwam niepokoj. Dużo wyobrażeń i łatwość w uderzaniu w siebie. Przykro mi. Spróbuj wsparcia terapeutycznego indywidualnego albo grupowego. Rzeczywistość zwykle wygląda inaczej niż karykatura ktora kreujemy na swój temat.
Pozdrawiam serdecznie
Dorota
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Kinga Pindur-Wysowska
Dzień dobry,
Opisuje Pan stan długotrwałego obniżenia nastroju, silnej samokrytyki oraz utrwalonych przekonań na temat własnej niewystarczalności. W Pana wypowiedzi wyraźnie widoczne są mechanizmy porównań społecznych oraz tzw. negatywnego filtra poznawczego, czyli skupiania się głównie na brakach i deficytach, przy jednoczesnym pomijaniu obszarów, w których podejmuje Pan działania, takie jak np. dbanie o zdrowie.
Pojawiające się myśli o „przegranym życiu” czy przekonanie, że przyszłość jest z góry przesądzona, mogą mieć charakter automatycznych myśli negatywnych, które choć subiektywnie bardzo przekonujące, nie zawsze odzwierciedlają obiektywną rzeczywistość. Towarzyszący im wstyd oraz lęk przed oceną ze strony innych dodatkowo wzmacniają to błędne koło.
Warto zauważyć, że znajduje się Pan raczej w stanie psychicznego przeciążenia i utknięcia, niż w sytuacji jednoznacznie „przegranej”. To, co Pan opisuje, jest spójne z doświadczeniem wielu osób w okresach obniżonego poczucia własnej wartości i niepewności życiowej, a nie trwałą cechą definiującą Pana przyszłość.
Bożena Nagórska
Dzień dobry
To poczucie bycia w tyle za innymi, zwłaszcza gdy patrzy Pan na sukcesy brata czy kolegów, jest ciężarem, ale proszę pamiętać, że Pana droga nie musi wyglądać tak samo, by była wartościowa. Fakt, że od czterech lat trzyma się Pan jednej pracy, świadczy o Pana ogromnej rzetelności i stabilności – cechach, których wielu ludziom w dzisiejszych czasach brakuje. To, że mieszka Pan z rodzicami w wieku 23 lat, jest obecnie sytuacją bardzo wielu młodych ludzi i nie definiuje to Pana jako osoby, która nic nie osiągnęła, zwłaszcza że konsekwentnie realizuje Pan swój plan zdrowotny.
Leczenie ortodontyczne i planowana operacja przegrody nosowej to nie jest strata czasu, ale realna, konkretna inwestycja w Pana przyszły komfort i pewność siebie, która wymaga dyscypliny i cierpliwości. To, że potrafi Pan tak metodycznie dbać o swoje zdrowie, jest Pana dużym sukcesem, a nie powodem do wstydu. Strach przed prawem jazdy czy wyjazdem za granicę jest naturalną reakcją Pana układu nerwowego na stres i nie oznacza, że jest Pan gorszy – oznacza jedynie, że potrzebuje Pan więcej czasu i poczucia bezpieczeństwa, by mierzyć się z takimi wyzwaniami.
W kwestii relacji i wyglądu, często oceniamy siebie znacznie surowiej niż robi to otoczenie, a brak doświadczenia w wieku 23 lat wcale nie przekreśla Pana szans na przyszłość. Pana dojrzała postawa w poprzedniej relacji online pokazała, że ma Pan silne zasady, co jest fundamentem męskości, którego nie zastąpi żadne prawo jazdy czy luksusowy samochód. Proszę spróbować dać sobie prawo do własnego tempa, bo każdy z nas niesie inny bagaż, a to, że Pan wciąż stara się poprawić swój stan zdrowia, pokazuje, że wcale się Pan nie poddał.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Nie należy porównywać się do innych, gdyż w ostatecznym rozrachunku zawsze wypadamy gorzej z racji tego, że skupiamy się na naszych słabych stronach. Proszę pomyśleć o sobie w zupełnie odmienny sposób i wydobywać swoje mocne strony. To nie będzie łatwe, ale jest do realizacji. Jest Pan młodym człowiekiem i całe życie przed Panem. Co do spraw uczuciowych. One się pojawią, ale trzeba się na nie otworzyć. Kiedy przyjmuje Pan założenia takie a nie inne, wtedy blokuje Pan się na to, co może Pana spotkać. Co do wydobywania swoich pozytywnych cech to polecam terapię skoncentrowaną na rozwiązaniach. Zmiana myślenia powoduje zmianie nastawienia, a w ostateczności inni zobaczą Pana w innej perspektywie.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, co opisujesz, brzmi jak duże obciążenie, co budzi we mnie niepokój.
W takich momentach łatwo uwierzyć w bardzo surowe myśli o sobie -- ale to nie są fakty, tylko sposób, w jaki Twój umysł próbuje poukładać trudne emocje.
To, że pracujesz, dbasz o zdrowie i masz plan (tj. leczenie, operacja), to nie jest „nic”. To są konkretne kroki. Każdy idzie swoim tempem -- porównywanie się do innych często tylko pogłębia poczucie porażki.
Twoja wartość nie zależy od tego, gdzie jesteś „na tle innych” ani od doświadczeń w związkach. Relacje buduje się na różnych etapach życia — nie jest na to „za późno”.
Na teraz spróbuj skupić się na małych, realnych krokach (np. jedna drobna zmiana w tygodniu) i ograniczać porównywanie się. Jeśli te myśli wracają od lat i są tak obciążające, bardzo warto poszukać wsparcia psychologa — nie musisz z tym zostawać sam.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Dawid Staszczyk
Szanowny Panie,
to, co Pan opisuje, nie brzmi jak „przegrane życie”, tylko jak życie, które utknęło w bardzo bolesnym punkcie porównywania się, wstydu i poczucia zatrzymania. I to są stany, które potrafią być niezwykle przekonujące – tak przekonujące, że zaczynają brzmieć jak obiektywna prawda, a nie jak sposób przeżywania siebie.
Zatrzymałbym się na chwilę przy tym jednym zdaniu, które Pan powtarza: „jestem przegrany”. To nie jest fakt – to jest wniosek, który powstał na bazie kilku obszarów: prawa jazdy, pracy, mieszkania z rodzicami, relacji. Problem polega na tym, że Pana umysł z tych elementów buduje całościową ocenę siebie jako człowieka. To bardzo surowy, globalny osąd, który nie zostawia miejsca na niuanse ani na proces.
W rzeczywistości w Pana opisie widać coś innego: ma Pan stałą pracę, utrzymuje relacje koleżeńskie, podejmuje leczenie (ortodonta, planowana operacja), próbuje Pan szukać rozwiązań i wraca do rozmowy o swoich trudnościach. To nie są cechy osoby „przegranej”, tylko osoby, która funkcjonuje, ale jednocześnie bardzo silnie siebie deprecjonuje.
Kluczowy mechanizm, który tu widać, to porównywanie się. Porównuje się Pan „w górę” – do osób, które mają więcej, szybciej, inaczej. Taki sposób porównywania niemal zawsze kończy się poczuciem bycia gorszym. Umysł pomija przy tym wszystkie obszary, w których inni mają trudności, i zostawia tylko ich „lepszą wersję”. To nie jest uczciwe porównanie, tylko selektywny filtr. Podobnie działa myślenie o relacjach. Przekonanie, że „żadna kobieta nie chce faceta, który nic nie osiągnął”, brzmi jak twarda zasada, ale w praktyce jest uproszczeniem. Ludzie wchodzą w relacje z bardzo różnych powodów – ważne są nie tylko osiągnięcia, ale też sposób bycia, zdolność do bliskości, autentyczność. Natomiast wstyd i przekonanie o własnej niewystarczalności realnie utrudniają zbliżenie się do kogokolwiek, bo powodują wycofanie i unikanie. To nie brak „wartości” zamyka Panu drogę do relacji, tylko to, że już na starcie zakłada Pan, że jej nie ma. W tle tego wszystkiego bardzo wyraźnie widać wstyd – wobec siebie i wobec rodziców. Wstyd ma to do siebie, że mówi: „jest ze mną coś nie tak jako z człowiekiem”, a nie „mam trudność w jakimś obszarze”. To ogromna różnica. Trudność można zmieniać krok po kroku. „Bycie wadliwym” brzmi jak coś nieodwracalnego – i to właśnie paraliżuje. To, że od czterech lat wracają te same myśli, nie oznacza, że nic się nie zmieni. To oznacza, że mechanizm ich podtrzymywania jest silny i utrwalony. On się karmi unikaniem, porównywaniem i odkładaniem działań z powodu lęku. Im dłużej to trwa, tym bardziej utwierdza Pana w przekonaniu, że „taki już jestem”. Dlatego zamiast myśleć w kategoriach „czy moje życie ma sens”, bardziej pomocne jest zejście poziom niżej: co jest jednym, bardzo konkretnym krokiem, który mogę zrobić mimo lęku. Nie idealnym, nie przełomowym – tylko wykonalnym. Może to być powrót do tematu prawa jazdy w małym zakresie, zmiana jednego elementu w pracy, zapisanie się na coś, co wprowadzi Pana w nowe środowisko. Nie chodzi o wielki zwrot, tylko o przerwanie bezruchu. To, że boi się Pan wyjechać, że trudno jest się odseparować od rodziców – to również nie jest oznaka słabości, tylko obszar, który wymaga czasu i pracy. Porównywanie się z bratem tylko pogłębia napięcie, ale nie przybliża do zmiany. Każdy ma inną trajektorię rozwoju, nawet jeśli wychowuje się w tej samej rodzinie.
Z tego miejsca, w którym Pan jest, można wyjść.. Najgorsze, co może Pan zrobić, to uznać, że obecny stan definiuje całe Pana życie. To jest moment zatrzymania, nie wyrok.
I to, że Pan o tym pisze, że Pan szuka odpowiedzi mimo poczucia wstydu i beznadziei, jest już pierwszym sygnałem, że jakaś część Pana nie zgadza się na tę narrację o „przegraniu”. I to jest bardzo ważny punkt zaczepienia.
Z wyrazami szacunku
Dawid Staszczyk
Zuzanna Różycka
Dzień dobry, pamiętam Pana wcześniejsze pytanie. Widzę, że czuje się Pan przytłoczony, zmęczony sytuacją i tymi myślami i bardzo chciałby otrzymać pomoc. Niestety, w takiej krótkiej wymianie zdań: pytanie - odpowiedź, nie da się wiele więcej niż krótka interwencja, wsparcie w odniesieniu do tego, o czym Pan pisze. A to mało, aby znaleźć odpowiedź na pytanie, skąd dokładnie biorą się Pana myśli o byciu przegranym. To, co Pan wymienia: praca, brak prawa jazdy to tylko symptomy, za którymi kryją się myśli Pana o sobie samym, o tym jak wyjaśnia Pan to, co dzieje się w Pana życiu. Zachęcam Pana, aby poszukał Pan wsparcia specjalisty stacjonarnie albo online, z którym będzie Pan mógł popracować nad poczuciem własnej wartości, przekonaniami na własny temat i realizacją pragnień i celów życiowych.

Zobacz podobne
Moja mama ma 62 lata. Jest alkoholiczka. Moi rodzice mieszkają sami. My z siostrą nie mieszkamy w naszym mieście rodzinnym. Mój tata jest kierowcą zawodowym. Pracuje od poniedziałku do piątku po 12 godzin dziennie. Moja mama w tamtym roku już raz trafiła do szpitala przez alkohol. Dowiedzieliśmy się wtedy, że jest alkoholiczka. Lekarze mówili, że jedną nogą była w grobie. Cały okres leczenia szpitalnego okropnie wspominam. Byłam załamana, płakałam każdego dnia. Po wyjściu ze szpitala, wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Zawoziłam ją na wszystkie badania, wszystkie wizyty u specjalistów. Po wyjściu ze szpitala to ja z moim tatą dawaliśmy jej leki. Była mega poprawa. W wynikach badań, w wyglądzie w zachowaniu. Po miesiącu, kiedy odzyskiwała siły, uparła się, ze ona sama będzie brać leki. Po około 3 miesiącach od wyjścia ze szpitala zaczęła znów pić. Nie przyznawała się. Nawet gdy siostra przyłapała ją z wódką, to kłamała w żywe oczy, że to nie jej wódka! Mama zaczęła mieć zwidy. Widziała, rzeczy, osoby i sytuacje, których nie było. Byliśmy tym przerażeni. Bałam się do niej przyjeżdżać. Lekarz rodzinny pokierował mamę do psychiatry. Dostała leki na zwidy, które miały jej pomóc. Lekarz zastrzegł, ze absolutnie nie można przy tych lekach pic alkoholu. 16 maja jej stan się pogorszył. Tata zadzwonił po siostrę. Pojechała do rodziców i zadzwonili po pogotowie. Lekarz powiedział, że to była ostatnia chwila na pogotowie, bo nie dożyłaby do rana. Znów jest w szpitalu. Minęły już 3 tygodnie. Mama jest na tą chwilę osobą leżącą. Mówi bardzo niewyraźnie, niezrozumiale. Musi się bardzo postarać, żeby powiedzieć coś normalnie. Lekarze mówią, że taki stan może jej zostać. Wyszło jej zatrucie amoniakiem, oraz uszkodzenie mózgu i móżdżku i wiele, wiele innych. Nie chce naszej pomocy. Gdy przychodzę, odwraca głowę, nie chce ćwiczyć siadania i wstawania (zalecenie lekarza), nie chce dać sobie obciąć paznokci, przemyć twarzy. Nie potrafi sama wziąć butelki i się napić, nie potrafi przełykać. Jest bardzo niemiła, bluźni do nas, jakbyśmy byli kimś obcym dla niej. Gdy była zdrowa, nigdy taka nie była. Co się ze mną stało? Że zamiast współczucia czuje złość? Nie chce mi się płakać, nie chce do niej chodzić. Przez j zachowanie czuje niechęć, ale sumienie mi nie pozwala. Mamy wyniki się poprawiły. Ale przez uszkodzenie mózgu, może zostać osobą leżącą. Jej życiu nic nie zagraża. Niedługo ma być wypisana do domu. Jestem zestresowana. Przez tę sytuację jestem nerwowa do moich dzieci. Nie poznaje siebie! Jestem tak na nią zła!!!! Jak mogła tak sobie zniszczyć życie! Nawet nie mogę płakać. Czuje się oceniana z każdej strony. Siostry mojej mamy powiedziały mi: ,,ona czuła się samotna! Jak można pracować po 12 godzin i żeby ona sama była tyle czasu. Czuła się nierozumiana." Ogólnie teraz ja, Moja siostra i tata jesteśmy wszyscy złem świata, bo nie jesteśmy idealna rodzina i mama leży w szpitalu przez nas. Tak uważa jej rodzina. Co im odpowiadać na te ataki? Mój tata poblokował ich numery to do mnie dzwonią. Dobija mnie ta sytuacja. I jeszcze jedno. W lutym rezerwowaliśmy wakacje. Wyjazd mamy w piątek. Jedziemy do Chorwacji. Nie potrafię cieszyć się z wakacji. No jak to wygląda: mama w szpitalu a my z siostrą co? Wakacje? Co powiedzą inni? Znowu będziemy te najgorsze. Ze zamiast być u mamy to się relaksujemy. Czuje, ze potrzebuje odetchnąć. Nie wiem, co robić. Jestem o krok od odwołania. To wszystko miażdży mnie psychicznie. Czemu czuje złość do niej?
Ostatnio zauważyłem, że mój bliski przyjaciel przeżywa coś, co wydaje się być nagłym kryzysem psychicznym. Zawsze był osobą pełną energii i optymizmu, ale teraz nagle stał się wycofany i przybity. Zacząłem dostrzegać, że unika kontaktu, często izoluje się i ma trudności z koncentracją. Jest to dla mnie trudne, ponieważ nie wiem, jak najlepiej mu pomóc, a jednocześnie nie chcę go przytłaczać swoją obecnością. Zastanawiam się, jak mogę zrozumieć, przez co przechodzi i w jaki sposób mogę być wsparciem. Czy powinienem go zachęcać do rozmowy o tym, co się dzieje, czy może lepiej dać mu przestrzeń i czekać, aż sam się otworzy? Jakie strategie są skuteczne w takich sytuacjach kryzysowych? Chciałbym wiedzieć, jak rozpoznać, kiedy sytuacja wymaga interwencji profesjonalnej. Czy są jakieś znaki ostrzegawcze, na które powinienem zwrócić uwagę, świadczące o pogłębianiu się kryzysu? Czy moglibyście doradzić, jakie kroki podjąć, aby pomóc mu znaleźć odpowiednie wsparcie? Jestem naprawdę zaniepokojony i chcę zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc przyjacielowi przetrwać ten trudny czas. Będę wdzięczny za wszelkie wskazówki i porady.

Samorealizacja – jak ją osiągnąć i dlaczego jest ważna?
Odkryj, jak osiągnąć samorealizację i dlaczego jest ona kluczowa dla Twojego dobrostanu? Poznaj praktyczne kroki, które pomogą Ci wykorzystać pełnię swojego potencjału i osiągnąć życiową satysfakcję. Zacznij swoją podróż ku samorealizacji już dziś!
