Left ArrowWstecz

Pomimo ciężkiej pracy cały czas czuję, że robię za mało...

Lekko ponad dwa miesiące temu zaczęłam pracę w zawodzie. Praca jaką chciałam wykonywać, w dodatku w szpitalu o trzecim stopniu referencyjności, w którym najbardziej chciałam pracować i na wymarzonym oddziale (kobiety po porodzie wraz z noworodkami). Od samego początku wiedziałam, że moje podejście będzie różniło się od podejścia koleżanek, bo dało się to mocno odczuć już w trakcie praktyk. Założyłam sobie jednak, że będę robić inaczej - będę podchodzić holistycznie, nie będę lekceważyć potrzeb moich pacjentek, a do ich dzieci podejdę z odpowiednią troską i czułą opieką. I tak faktycznie jest. Widzę ile mam w sobie pokładów tego ciepła i energii. Widzę też wdzięczność moich pacjentek. Widzę jak po udzieleniu wsparcia szukają mnie żebym przyszła do nich pomóc im rozwiązać kolejne wątpliwości. Bardzo mi miło gdy pytają mnie kiedy mam kolejny dyżur albo mówią, że w czasie pobytu to właśnie ja pomogłam im najbardziej. W oczach koleżanek jestem od zadań specjalnych, czyli "trudnych pacjentek", z którymi według nich tylko ja wytrzymam, bo nikt nie ma takiej cierpliwości. Nie mogę jednak znieść ile tak naprawdę bezsensownych rzeczy trzeba na tym dyżurze zrobić, a w związku z tym ograniczyć czas na interakcję i wsparcie pacjentek. Irytują mnie również komentarze koleżanek, które sarkastycznie dopytują u kogo byłam tyle czasu i jaki znowu jest u tej pacjentki problem. Zaznaczę tutaj, że są to przeważnie sytuacje kiedy i tak oddział jest obrobiony, więc nie jest to tak, że one muszą wypełniać obowiązki za mnie, bo ja znikam na jakiejś sali. Boli mnie, że chcąc odbyć w moim odczuciu dobry dyżur muszę tak naprawdę robić wszystko kosztem siebie - zrezygnować z przerwy, pójść do łazienki z kilkugodzinnym opóźnieniem, a do domu wrócić odwodniona. Nie mogę przeżyć tych dyżurów tak jakbym chciała, bo to co trzeba dzielę z osobami ze zmiany, a resztę, czyli kontakt z pacjentem, który również jest obowiązkiem, robię tylko ja. I przez to, że wszyscy o tym wiedzą jest to dodatkowo wykorzystywane. Póki co wdzięczność pacjentek mi wystarcza i motywuje do dalszej pracy, ale czuję się jednak zmęczona, zawiedziona i trochę wykorzystana. Mimo, że z pracą łączę jeszcze studia, czyli bywa i tak, że nie śpię po ponad 36 godzin, to w dalszym ciągu czuję, że robię za mało, że mogłabym się jeszcze bardziej angażować, bo jestem niewystarczająca. W pracy nie odczuwam tego zmęczenia, ale za to w domu towarzyszy mi poczucie winy, że nie mam już siły żeby chociażby iść z psem na długi spacer. Mam również poczucie winy gdy są takie dyżury, że nie ma właściwe czasu żeby na te sale wejść i w odpowiedni sposób zająć się pacjentkami. Są to przeważnie dni kiedy jest dużo przyjęć, a pacjentki leżą przez brak miejsc na korytarzu. Bywa tak, że będąc na dyżurze we 4 mamy pod opieką prawie 60 pacjentów. Wracając do domu mam wtedy zjazd psychiczny i płaczę, bo wiem, że nie tak ten dyżur powinien wyglądać. Wiem, że nie jest to moja wina, że tak właśnie wygląda system, ale nie mogę się z tym pogodzić. Przed każdym dyżurem rozmyślam ile pacjentek będzie na oddziale, ile będzie przyjęć, w ile czasu zdążę zrobić to co trzeba i ile zostanie mi na ten kontakt. Te podstawowe obowiązki staram się robić jak najszybciej i jak najbardziej usprawnić ich wykonywanie. W domu pomimo braku sił i tak szukam dodatkowo różnych informacji żeby jak najbardziej doedukować się we wszystkich możliwych tematach z zakresu mojego oddziału, a tym samym jeszcze bardziej usprawnić opiekę. Wszystkie te zachownaia odbijają się niestety na reszcie mojego życia, bo jeśli mam już jakiś dzień wolny, to absolutnie nie mam siły żeby pożytecznie go spożytkować, więc właściwie tylko wegetuję. Zastanawiam się czy świadomość tego wszystkiego chroni mnie w jakiś sposób przed wypaleniem zawodowym, czy jednak te opisane czynniki sprawiają, że mam do niego większe predyspozycje.
Aleksandra Prusak-Dyba

Aleksandra Prusak-Dyba

Dzień dobry,

wydaje się, że przeżywa Pani obecnie trudny okres. Pisze Pani o skupianiu się na potrzebach innych kosztem siebie - zadbania o swoje podstawowe potrzeby fizjologiczne i emocjonalne. Niestety świadomość tego co się dzieje nie chroni przed negatywnymi konsekwencjami, wśród których może być również wypalenie zawodowe. To ważne, aby w takiej sytuacji postarała się Pani znaleźć balans między dbaniem o siebie i o pacjentki oraz popracowała nad poczuciem winy.

Pozdrawiam ciepło,

Aleksandra Prusak - psycholog, psychoterapeutka

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Dzień dobry, trudno jednoznacznie odpowiedzieć na Pani pytanie, ponieważ czynniki sprzyjające wypaleniu zawodowemu dzielą się na takie uniwersalne, dość obiektywne i na takie indywidualne, związane ze sposobem regulowania uczuć, radzeniem sobie ze stresem, zdolnością układu nerwowego do adaptacji ale tez regeneracji i wiele innych. Natomiast sytuacja którą opisała Pani powyżej jest dość niepokojąca i mogłaby wskazywać na to, że prędzej czy później będzie Pani odczuwała symptomy wypalenia zawodowego, bądź też nawet więcej może Pani nadużyć siebie tak bardzo, że doświadczy Pani innego rodzaju kryzysu psychicznego. Świadczyć  o tym może duża wewnętrzna niezgoda na warunki panujące w pracy, branie na siebie odpowiedzialności za zmianę tych warunków, przynajmniej na pewnym poziomie, ponoszenie przez to olbrzymiego kosztu jakim jest potężne zmęczenie, i wyczerpanie którego doświadcza Pani po pracy. Dlatego warto tą sprawę przegadać z psychologiem - Spróbować zobaczyć swój sposób funkcjonowania i radzenia sobie w tej sytuacji, przeżycia związane z opracowaniem w miejscu, które nie spełnia Pani oczekiwań i potrzeb, uczucia które pojawiają się w momencie kiedy ma Pani pracować nie zgodnie ze swoimi standardami i to w jaki sposób może się Pani obejść z ta rzeczywistością. Zachęcam do takiego kontaktu, zanim znajdzie się Pani w stanie, który będzie trudny do odkręcenia. Pozdrawiam, Magdalena Bilińska Zakrzewicz

2 lata temu
Martyna Tomczak-Wypijewska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Dzień Dobry

Sama świadomość nie chroni przed wypaleniem zawodowym, ale może pozwolić na wprowadzenie odpowiednich zachowań, aby temu wypaleniu zapobiec. Zwraca Pani uwagę na wiele istotnych rzeczy- to super, że jest Pani świadoma, co może Pani nie służyć, teraz pozostaje kolejny krok- nauczyć się jak działać inaczej. W pojedynkę może być to trudne, zachęcam więc do podjęcia psychoterapii i z asystą przyjrzeniu się jakie zmiany chce Pani wprowadzić i w jaki sposób.

Myślę, że przydatna może być tutaj metafora maski tlenowej w samolocie (najpier powinien ją założyć dorosły, dopiero później powinien pomóc dziecku), podobnie, jeśli Pani nie zadba o siebie, trudno będzie Pani wspomagać pacjentki.

 

Trzymam mocno za Panią kciuki,

Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, psychoterapeuta poznawczo- behawioralny

 

2 lata temu
Martyna Tomczak-Wypijewska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Dzień Dobry

Sama świadomość nie chroni przed wypaleniem zawodowym, ale może pozwolić na wprowadzenie odpowiednich zachowań, aby temu wypaleniu zapobiec. Zwraca Pani uwagę na wiele istotnych rzeczy- to super, że jest Pani świadoma, co może Pani nie służyć, teraz pozostaje kolejny krok- nauczyć się jak działać inaczej. W pojedynkę może być to trudne, zachęcam więc do podjęcia psychoterapii i z asystą przyjrzeniu się jakie zmiany chce Pani wprowadzić i w jaki sposób.

Myślę, że przydatna może być tutaj metafora maski tlenowej w samolocie (najpier powinien ją założyć dorosły, dopiero później powinien pomóc dziecku), podobnie, jeśli Pani nie zadba o siebie, trudno będzie Pani wspomagać pacjentki.

 

Trzymam mocno za Panią kciuki,

Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, psychoterapeuta poznawczo- behawioralny

 

2 lata temu
Paulina Gawlińska

Paulina Gawlińska

Dzień dobry,

w swoim pytaniu opisuje Pani wiele trudności i wyzwań, jakie pojawiają się na wymarzonej drodze zawodowej. Rozumiem, że mimo świadomości o funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia nadal trudno jest uniknąć zderzenia z bezsilnością, jaką może powodować codzienna praca w szpitalu. Dodatkowo pisze Pani, że niełatwe jest pogodzenie tego z wartościami i jakością usług, jakie chce Pani reprezentować i oferować swoim pacjentkom. Wyobrażam sobie, że konflikt między tym, jak chciałaby Pani, żeby wyglądały standardy opieki, a tym, co jest Pani w stanie z tym zrobić jako jednostka jest drenującym energię doświadczeniem.

Czytam, że nie tylko wpływa to na Panią negatywnie pod kątem psychicznym, ale również fizycznym. Opisuje Pani odwodnienie, wegetację w czasie wolnym, przepracowanie i brak sił. Mimo tego, że odczuwa Pani ogromne zmęczenie, irytację, poczucie winy i bycie niewystarczającą próbuje Pani odnaleźć równowagę między pracą a życiem poza pracą. Praca wydaje się bardzo ważnym elementem Pani życia, któremu poświęca Pani czas nawet wtedy, kiedy nie musi. Pytanie jakie mi się nasuwa brzmi: co Pani daje ta praca, że mimo tylu trudnych emocji w trakcie jak i po pracy dalej próbuje Pani sprostać wyzwaniom?

Widzę w Pani wpisie również pozytywne elementy pracy w szpitalu i satysfakcję, jaką to przynosi. Zastanawiam się jednak, czy te odczucia będą w stanie zmniejszyć bądź zniwelować dyskomfort psychiczny, jaki Pani z różnych względów odczuwa? Pisze Pani o ryzyku wypalenia i świadomości tej sytuacji jako czynniku ochronnym przed nim. Jako jeden z czynników ochronnych świadomość jest bardzo ważna, pytanie tylko czy da się samej zobaczyć cały obraz tej sytuacji. Czego właściwie próbuje się Pani podjąć - walki z systemem, z samą sobą czy z obiema? Warto byłoby się temu szerzej przyjrzeć.

Pozdrawiam serdecznie
Paulina Gawlińska

2 lata temu
pracoholizm

Darmowy test na uzależnienie od pracy (aut. Bryan E. Robinson)

Zobacz podobne

Witam, aktualnie jestem kilka lat po dwudziestce, nie mam praktycznie żadnego doświadczenia z pracą.
Witam, aktualnie jestem kilka lat po dwudziestce, nie mam praktycznie żadnego doświadczenia z pracą. Praktycznie od wejścia w dorosłość cierpię na depresję, stany lękowe i przede wszystkim fobię społeczną (to akurat mam od dzieciaka). Mam dwie lewe ręce do wszystkiego, brak pewności siebie, żadnych umiejętności. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie trudno jest znaleźć pracę, nie posiadając doświadczenia. Chciałbym w końcu być niezależny finansowo, zaoszczędzić trochę pieniędzy i przy okazji móc wydawać na potrzebne mi rzeczy, po prostu chciałbym zacząć żyć jak człowiek... nie daję sobie już z tym psychicznie rady, nie mam żadnego wsparcia. Nie wyobrażam sobie pójścia do pracy z grupą ludzi, nowego miejsca, uczenia się wszystkiego, kontaktu z ludźmi. Marzy mi się coś swojego i praca przez internet. Od pewnego czasu chodzę do psychologa, ale nie pomaga mi to w żaden sposób. Sama myśl o tym, że miałbym gdzieś złożyć CV, sprawia, że się stresuję. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić, czas ucieka i chciałbym w końcu zacząć żyć jak człowiek. Nie mam kompletnie nic, a przez lata, które uciekły, mogłem mieć wszystko, czego potrzebuję i na pewno bym sporo pieniędzy odłożył, myśl o tym dołuje mnie jeszcze bardziej :(
Podoba mi się mój szef, jednak jest żonaty. Co mogę zrobić żeby łatwiej mi się pracowało, żeby pozbyć się uczuć?

Podoba mi się mój szef, jednak jest żonaty. Co mogę zrobić, żeby łatwiej mi się pracowało, jak pozbyć się uczuć? Dystansowanie się nie pomaga zbytnio, bo on ze mną flirtuje od 3 lat, pracy również nie chcę zmieniać. Ostatnio moje stanowisko pracy się nieco zmieniło, a z tym również jego zachowanie, zaczął się bardziej izolować, pomyślałam, że to moja szansa, żeby się zdystansować i ogarnąć emocje, jednak on cały czas ma zmienne zachowania, tydzień się do mnie nie odzywał, po czym potem znowu zaczął się mną interesować i flirtować. Sama nie wiem już co robić, żeby przestał grać w kotka i myszkę i mieszać w moich emocjach. Boję się rozmowy, bo jest moim szefem i boję się, że będzie udawał, że wcale nie flirtował i że ja sobie coś wymyśliłam. Wiem też, że ta relacja do niczego nie prowadzi, więc chcę po prostu potrafić kontrolować moje emocje, żeby nie miały na mnie takiego wpływu i nie utrudniały mi codziennego funkcjonowania, a przez jego zachowanie co chwilę o nim myślę, w pracy i poza nią. Jak mogę sobie poradzić z niechcianymi uczuciami?

Dlaczego świat jest tak okrutny? Cierpienie młodych dorosłych, niesprawiedliwość i utrata człowieczeństwa

Dlaczego ludzie, którzy naprawdę cierpią stają się dla większości ludzi oprawcami, a ci którzy naprawdę są sprawcami stają się ofiarami? Dlaczego młodzi dorośli, którym najbliżsi powinni być wsparciem stają się oprawcami cierpienia, bólu , samotności, przemocy psychicznej, emocjonalnej , ekonomicznej i duchowej itd....? Młodzi dorośli chcą pracować, a nie mogą znaleźć pracy, bo rynek pracy staje się dla nich nieosiągalny i niedostępny... Chcą się usamodzielnić, mieć własne mieszkanie , założyć rodzinę, mieć na utrzymanie i wakacje, żeby potem odpocząć itd.... Dlaczego świat zmierza w złym kierunku? Dlaczego ludzie przestali widzieć w człowieku osobę, a nie jak na cel, który można wykorzystać do własnych potrzeb i celów? Dlaczego ci, którzy powinni być po stronie SPRAWIEDLIWOŚCI stają po stronie dla własnych celów i korzyści? Dlaczego ludzie są podzieleni przez politykę, przez ludzi, którzy też popełniają błędy? Którzy nie są idealni, też czasami nie wiedzą jaką decyzję podjąć, ponieważ nie wiedzą jakie to może przynieść w przyszłości skutki... Dlaczego tak jest? Dlaczego są wojny na świecie zamiast pokoju? Czy nie lepiej jest się rozwijać, zakładać rodziny lub nie, pracować, być szczęśliwym itd....? Po co to wszystko skoro życie jest takie krótkie? Po co walczyć ze sobą, ranić się itd.... jeśli nie wiadomo czy tej osoby jutro już nie zabraknie ? Bo po prostu już tego wszystkiego nie wytrzymam. Dlaczego przestaliśmy mieć cechy ludzkie , a staliśmy się okrutni, źli itd....? (Piszę ogólnie). Czy nie lepiej cieszyć się życiem? Łatwo kogoś ocenić, krytykować NIE znając go i jego historii...

Poszukuję dobrego specjalisty, choruję na schizofrenię paranoidalną, przede wszystkim jestem wykończony i wiecznie senny. Utrudnia mi to funkcjonowanie.
Witam, w 2019 roku zachorowałem na schizofrenię paranoidalną, o czym dowiedziałem się nieco później… na początku nieźle narozrabiałem i trafiłem do więzienia o zaostrzonym rygorze dla niebezpiecznych, jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, co mi dolegało- po roku przewieźli mnie na psychiatryk i tak kolejny rok minął, wykończony wyszedłem. Pierwszy rok grałem na komputerze i wegetowałem, w kolejnym zaś zacząłem terenową i wróciłem do formy, później praca- aktualnie nie pracuję, gdyż zaczęła się zima- ubiegłego roku jak piorun strzelił wstawanie do pracy kończyło się płaczem, zima na budowie zniszczyła mnie psychiczne w zaledwie kilka dni. Do rzeczy - szukam specjalisty, który mi pomoże, oczywiście napiszę więcej, całą historię pamiętam dokładnie od samego początku. Na ten moment nie pracuję, największym problemem jest nadmierna senność, potrafię spać i spać i spać, wstawałem do pracy i zasypiałem w drodze, w trakcie pracy oczy mi się zamykały, po pracy obowiązkowo padałem spać i tak dzień w dzień- są dni, gdzie czuję nieco więcej energii, ale w 95% to senność wygrywa i niszczy mi życie. Najbardziej przez to ciężko mi się zebrać do swoich obowiązków, zero motywacji do działania … na ten moment nawet nie trenuję, wspomnę, że przed tym zdarzeniem całym, czyli przed pojawieniem się choroby, byłem sportowcem, od 15 roku życia trenowałem na siłowni, jak i w późniejszym etapie sztuki walki. Przez tą senność na święta ubiegłego roku popadłem w narkotyki, miałem już dość braku mocy, a to mi pomagało, niestety odbiło się to na moim związku, który w chwili obecnej już jest na dobrej drodze, choć też potrzebujemy pomocy. Piszę tutaj, bo może znacie specjalistę, który mógłby mi pomóc ? Leczę się ambulatoryjnie u psychiatry miastowego, lubię tą Panią, ale ona mi nie potrafi pomóc, ciągle coś zmienia, ciągle próbuje, ale to tylko odbija się na moim życiu seksualnym, jest tylko coraz gorzej, a senność dalej mnie dopada - brak motywacji i przekładanie obowiązków- przyznam tylko, że wraz z narzeczoną wzięliśmy szczeniaka i mnie trochę postawił na nogi, bo muszę o nią dbać - to suczka Mia :) ale nie zmienia to faktu, że nie czuję frajdy, jak z zamkniętymi oczami muszę się nią zajmować. Przez rok czasu spałem po 13-15 h dziennie. Proszę o pomoc, polecenie dobrego fachowcy, któremu będę mógł opisać całą historię, który mi pomoże, bo mam dość. O głosach nie wspominam, które ciągle mi mówią, żebym rzucił pracę, że pójdę znów siedzieć, które nakłaniają mnie przeważnie do złego, takie mam super życie, jak ktoś jest w stanie mi pomóc to proszę polećcie kogoś - najważniejsze, żebym miał moc funkcjonować i nie był sennny, a z resztą jakoś już pójdzie.
Jak radzić sobie z presją i blokadą słowną podczas prezentacji u pani dziekan?

Dzień dobry, na zajęciach z jednego przedmiotu u pani dziekan, czuję presję, że muszę jej przedstawić swoją pracę i wszystko co mam. Wtedy czuję blokadę słowną, zaczynam milczeć i czuję pracę swojego serca. 

Jak sobie z tym poradzić?

Podobną sytuację miałam w trzecim semestrze (obecnie jestem na piątym) i w liceum. W liceum podobna sytuacja skończyła się słowami polonistki ,, ja to wszystko wiem z obserwacji,,. Rozmawiałam na ten temat z koleżanką i powiedziała, że jest to normalne i zaproponowała, aby powiedzieć o tym pani dziekan. Chciałabym to zrobić, ale boję się do niej podejść i o tym powiedzieć, bo na samą myśl się trzęsę i wiem, że nic nie powiem.

Stress

Stres - przyczyny, objawy i skutki oraz jak sobie z nim radzić?

Stres to nieodłączny element życia, ale można nim zarządzać. Zrozumienie jego mechanizmów i rodzajów oraz nauka skutecznych metod radzenia sobie z nim poprawia jakość życia. Artykuł omawia naturę stresu, jego typy i fazy.