Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Pomimo ciężkiej pracy cały czas czuję, że robię za mało...

Lekko ponad dwa miesiące temu zaczęłam pracę w zawodzie. Praca jaką chciałam wykonywać, w dodatku w szpitalu o trzecim stopniu referencyjności, w którym najbardziej chciałam pracować i na wymarzonym oddziale (kobiety po porodzie wraz z noworodkami). Od samego początku wiedziałam, że moje podejście będzie różniło się od podejścia koleżanek, bo dało się to mocno odczuć już w trakcie praktyk. Założyłam sobie jednak, że będę robić inaczej - będę podchodzić holistycznie, nie będę lekceważyć potrzeb moich pacjentek, a do ich dzieci podejdę z odpowiednią troską i czułą opieką. I tak faktycznie jest. Widzę ile mam w sobie pokładów tego ciepła i energii. Widzę też wdzięczność moich pacjentek. Widzę jak po udzieleniu wsparcia szukają mnie żebym przyszła do nich pomóc im rozwiązać kolejne wątpliwości. Bardzo mi miło gdy pytają mnie kiedy mam kolejny dyżur albo mówią, że w czasie pobytu to właśnie ja pomogłam im najbardziej. W oczach koleżanek jestem od zadań specjalnych, czyli "trudnych pacjentek", z którymi według nich tylko ja wytrzymam, bo nikt nie ma takiej cierpliwości. Nie mogę jednak znieść ile tak naprawdę bezsensownych rzeczy trzeba na tym dyżurze zrobić, a w związku z tym ograniczyć czas na interakcję i wsparcie pacjentek. Irytują mnie również komentarze koleżanek, które sarkastycznie dopytują u kogo byłam tyle czasu i jaki znowu jest u tej pacjentki problem. Zaznaczę tutaj, że są to przeważnie sytuacje kiedy i tak oddział jest obrobiony, więc nie jest to tak, że one muszą wypełniać obowiązki za mnie, bo ja znikam na jakiejś sali. Boli mnie, że chcąc odbyć w moim odczuciu dobry dyżur muszę tak naprawdę robić wszystko kosztem siebie - zrezygnować z przerwy, pójść do łazienki z kilkugodzinnym opóźnieniem, a do domu wrócić odwodniona. Nie mogę przeżyć tych dyżurów tak jakbym chciała, bo to co trzeba dzielę z osobami ze zmiany, a resztę, czyli kontakt z pacjentem, który również jest obowiązkiem, robię tylko ja. I przez to, że wszyscy o tym wiedzą jest to dodatkowo wykorzystywane. Póki co wdzięczność pacjentek mi wystarcza i motywuje do dalszej pracy, ale czuję się jednak zmęczona, zawiedziona i trochę wykorzystana. Mimo, że z pracą łączę jeszcze studia, czyli bywa i tak, że nie śpię po ponad 36 godzin, to w dalszym ciągu czuję, że robię za mało, że mogłabym się jeszcze bardziej angażować, bo jestem niewystarczająca. W pracy nie odczuwam tego zmęczenia, ale za to w domu towarzyszy mi poczucie winy, że nie mam już siły żeby chociażby iść z psem na długi spacer. Mam również poczucie winy gdy są takie dyżury, że nie ma właściwe czasu żeby na te sale wejść i w odpowiedni sposób zająć się pacjentkami. Są to przeważnie dni kiedy jest dużo przyjęć, a pacjentki leżą przez brak miejsc na korytarzu. Bywa tak, że będąc na dyżurze we 4 mamy pod opieką prawie 60 pacjentów. Wracając do domu mam wtedy zjazd psychiczny i płaczę, bo wiem, że nie tak ten dyżur powinien wyglądać. Wiem, że nie jest to moja wina, że tak właśnie wygląda system, ale nie mogę się z tym pogodzić. Przed każdym dyżurem rozmyślam ile pacjentek będzie na oddziale, ile będzie przyjęć, w ile czasu zdążę zrobić to co trzeba i ile zostanie mi na ten kontakt. Te podstawowe obowiązki staram się robić jak najszybciej i jak najbardziej usprawnić ich wykonywanie. W domu pomimo braku sił i tak szukam dodatkowo różnych informacji żeby jak najbardziej doedukować się we wszystkich możliwych tematach z zakresu mojego oddziału, a tym samym jeszcze bardziej usprawnić opiekę. Wszystkie te zachownaia odbijają się niestety na reszcie mojego życia, bo jeśli mam już jakiś dzień wolny, to absolutnie nie mam siły żeby pożytecznie go spożytkować, więc właściwie tylko wegetuję. Zastanawiam się czy świadomość tego wszystkiego chroni mnie w jakiś sposób przed wypaleniem zawodowym, czy jednak te opisane czynniki sprawiają, że mam do niego większe predyspozycje.
Aleksandra Prusak-Dyba

Aleksandra Prusak-Dyba

Dzień dobry,

wydaje się, że przeżywa Pani obecnie trudny okres. Pisze Pani o skupianiu się na potrzebach innych kosztem siebie - zadbania o swoje podstawowe potrzeby fizjologiczne i emocjonalne. Niestety świadomość tego co się dzieje nie chroni przed negatywnymi konsekwencjami, wśród których może być również wypalenie zawodowe. To ważne, aby w takiej sytuacji postarała się Pani znaleźć balans między dbaniem o siebie i o pacjentki oraz popracowała nad poczuciem winy.

Pozdrawiam ciepło,

Aleksandra Prusak - psycholog, psychoterapeutka

mniej niż godzinę temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Magdalena Bilińska-Zakrzewicz

Dzień dobry, trudno jednoznacznie odpowiedzieć na Pani pytanie, ponieważ czynniki sprzyjające wypaleniu zawodowemu dzielą się na takie uniwersalne, dość obiektywne i na takie indywidualne, związane ze sposobem regulowania uczuć, radzeniem sobie ze stresem, zdolnością układu nerwowego do adaptacji ale tez regeneracji i wiele innych. Natomiast sytuacja którą opisała Pani powyżej jest dość niepokojąca i mogłaby wskazywać na to, że prędzej czy później będzie Pani odczuwała symptomy wypalenia zawodowego, bądź też nawet więcej może Pani nadużyć siebie tak bardzo, że doświadczy Pani innego rodzaju kryzysu psychicznego. Świadczyć  o tym może duża wewnętrzna niezgoda na warunki panujące w pracy, branie na siebie odpowiedzialności za zmianę tych warunków, przynajmniej na pewnym poziomie, ponoszenie przez to olbrzymiego kosztu jakim jest potężne zmęczenie, i wyczerpanie którego doświadcza Pani po pracy. Dlatego warto tą sprawę przegadać z psychologiem - Spróbować zobaczyć swój sposób funkcjonowania i radzenia sobie w tej sytuacji, przeżycia związane z opracowaniem w miejscu, które nie spełnia Pani oczekiwań i potrzeb, uczucia które pojawiają się w momencie kiedy ma Pani pracować nie zgodnie ze swoimi standardami i to w jaki sposób może się Pani obejść z ta rzeczywistością. Zachęcam do takiego kontaktu, zanim znajdzie się Pani w stanie, który będzie trudny do odkręcenia. Pozdrawiam, Magdalena Bilińska Zakrzewicz

2 lata temu
Martyna Tomczak-Wypijewska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Dzień Dobry

Sama świadomość nie chroni przed wypaleniem zawodowym, ale może pozwolić na wprowadzenie odpowiednich zachowań, aby temu wypaleniu zapobiec. Zwraca Pani uwagę na wiele istotnych rzeczy- to super, że jest Pani świadoma, co może Pani nie służyć, teraz pozostaje kolejny krok- nauczyć się jak działać inaczej. W pojedynkę może być to trudne, zachęcam więc do podjęcia psychoterapii i z asystą przyjrzeniu się jakie zmiany chce Pani wprowadzić i w jaki sposób.

Myślę, że przydatna może być tutaj metafora maski tlenowej w samolocie (najpier powinien ją założyć dorosły, dopiero później powinien pomóc dziecku), podobnie, jeśli Pani nie zadba o siebie, trudno będzie Pani wspomagać pacjentki.

 

Trzymam mocno za Panią kciuki,

Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, psychoterapeuta poznawczo- behawioralny

 

2 lata temu
Martyna Tomczak-Wypijewska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Dzień Dobry

Sama świadomość nie chroni przed wypaleniem zawodowym, ale może pozwolić na wprowadzenie odpowiednich zachowań, aby temu wypaleniu zapobiec. Zwraca Pani uwagę na wiele istotnych rzeczy- to super, że jest Pani świadoma, co może Pani nie służyć, teraz pozostaje kolejny krok- nauczyć się jak działać inaczej. W pojedynkę może być to trudne, zachęcam więc do podjęcia psychoterapii i z asystą przyjrzeniu się jakie zmiany chce Pani wprowadzić i w jaki sposób.

Myślę, że przydatna może być tutaj metafora maski tlenowej w samolocie (najpier powinien ją założyć dorosły, dopiero później powinien pomóc dziecku), podobnie, jeśli Pani nie zadba o siebie, trudno będzie Pani wspomagać pacjentki.

 

Trzymam mocno za Panią kciuki,

Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, psychoterapeuta poznawczo- behawioralny

 

2 lata temu
Paulina Gawlińska

Paulina Gawlińska

Dzień dobry,

w swoim pytaniu opisuje Pani wiele trudności i wyzwań, jakie pojawiają się na wymarzonej drodze zawodowej. Rozumiem, że mimo świadomości o funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia nadal trudno jest uniknąć zderzenia z bezsilnością, jaką może powodować codzienna praca w szpitalu. Dodatkowo pisze Pani, że niełatwe jest pogodzenie tego z wartościami i jakością usług, jakie chce Pani reprezentować i oferować swoim pacjentkom. Wyobrażam sobie, że konflikt między tym, jak chciałaby Pani, żeby wyglądały standardy opieki, a tym, co jest Pani w stanie z tym zrobić jako jednostka jest drenującym energię doświadczeniem.

Czytam, że nie tylko wpływa to na Panią negatywnie pod kątem psychicznym, ale również fizycznym. Opisuje Pani odwodnienie, wegetację w czasie wolnym, przepracowanie i brak sił. Mimo tego, że odczuwa Pani ogromne zmęczenie, irytację, poczucie winy i bycie niewystarczającą próbuje Pani odnaleźć równowagę między pracą a życiem poza pracą. Praca wydaje się bardzo ważnym elementem Pani życia, któremu poświęca Pani czas nawet wtedy, kiedy nie musi. Pytanie jakie mi się nasuwa brzmi: co Pani daje ta praca, że mimo tylu trudnych emocji w trakcie jak i po pracy dalej próbuje Pani sprostać wyzwaniom?

Widzę w Pani wpisie również pozytywne elementy pracy w szpitalu i satysfakcję, jaką to przynosi. Zastanawiam się jednak, czy te odczucia będą w stanie zmniejszyć bądź zniwelować dyskomfort psychiczny, jaki Pani z różnych względów odczuwa? Pisze Pani o ryzyku wypalenia i świadomości tej sytuacji jako czynniku ochronnym przed nim. Jako jeden z czynników ochronnych świadomość jest bardzo ważna, pytanie tylko czy da się samej zobaczyć cały obraz tej sytuacji. Czego właściwie próbuje się Pani podjąć - walki z systemem, z samą sobą czy z obiema? Warto byłoby się temu szerzej przyjrzeć.

Pozdrawiam serdecznie
Paulina Gawlińska

2 lata temu

Zobacz podobne

Jak przełamać lęk przed spotkaniem z promotorem po krytyce od dziekan?

Dzień dobry, Od czerwca nie mogę przełamać się i pojechać na konsultacje do pani dziekan. W czerwcu skrytykowała mnie, mówiąc, że źle postąpiłam, pisząc prośbę o pomoc do pełnomocnika ds studentów dodam tylko, ze do niej tez napisałam, opisując mój problem. Niedługo czeka mnie spotkanie z nią, bo jest moim promotorem. Jak się przełamać

Bezsens życia, brak motywacji i jak wyjść z poczucia marazmu w wieku 30 lat

Mam problem z bezsensem życia i motywacja do niego od około 3 lat. W tym roku kończę 31 lat, mieszkam z rodzicami, nie mam własnej rodziny, dziewczyny też nie mam. Nie wyprowadzę się z domu, bo mnie na to nie stać Mam stałą pracę, ale słabo płatna. Parę lat temu skończyłem 5-letnie studia, które mi nic nie dały - zmarnowany czas- często męczy mnie ta myśl o tych studiach, które mi nic nie dały w życiu. Mam poczucie bezsensu życia, zero motywacji ... spożywam alkohol tylko w piątek i sobotę, żeby zabić to uczucie bezsensu. Jak to leczyć ? Czasami sobie myślę, że chciałbym już być na emeryturze i mieć życie za sobą ... Jestem znudzony życiem i to maksymalnie. Nie wiem, jak to leczyć, czy dam radę to sam jakoś leczyć ?

Szef postąpił nieetycznie wobec mnie, jako pracownicy. Uwierzyłam w to, że jestem gorsza, mimo że wiem, że tak nie jest.
Zostałam zdegradowana przez szefa i zastępczynię na niższe stanowisko, chociaż nie mam sobie nic do zarzucenia. Po zrealizowaniu planów, uzyskaniu zasięgów, a także przeszkoleniu pracowników dano mi najniższe stanowisko i tylko ja nie dostałam podwyżki. Przed zdegradowaniem nikt mi nie powiedział, że uczę kogoś na swoje stanowisko... Ludzie potrafili śmiać się ze mnie, że źle pracowałam w momencie wywalenia mnie, chociaż wiedzą, że mam cały czas najlepsze wyniki w całym dziale. Nie uprzedzono mnie o niczym i nie chciano rozmawiać... Osoby nade mną nie mają nawet kwalifikacji, a obecny meneger żadnego wykształcenia. Załamałam się na wiele miesięcy, bo pokazywano mi przez wiele tygodni, że jestem nikim i nic nie znaczę, a także na początku uwierzyłam w to :( Zanim połapałam się, że można coś tak nieetycznego zrobić, to obwiniałam siebie i wymyślam, co że mną nie tak. Teraz nie radzę sobie sama ze sobą i nie mogę przestać czuć się gorsza mimo, że wiem, że było to zrobione specjalnie i szefowa nie chce mieć wysoko lepszej osoby.
Obawy o pecha i samotność w nowym kraju - jak radzić sobie z lękiem i paniką?

Obawiam się, że pech mnie dosięgnie także w nowym miejscu zamieszkania. Boję się powtórki - 3 lata temu byłam na 3-miesięcznym stażu w ukochanych Włoszech i miałam pecha - olewała mnie moja przełożona, byla oschła i nie dopuszczała do obowiązków, kłamała, że jej nie będzie dzisiaj, a potem ją widziałam na mieście, nie odpisywała. Mężczyzna, który mi się spodobał udawał, że mnie nie pamięta po czasie, nie nawiązałam koleżeństwa, dostałam mandat. Pod koniec chciałam już wracać. Naoglądałam się pięknych widoków - wszędzie sama. 

Tutaj, gdzie mieszkam w Polsce jestem sama od kilku lat, bez przyjaciół, bez partnera. Mam się wyprowadzać do Holandii do prestiżowej uczelni, mam jednak problem ze znalezieniem mieszkania - w Holandii jest niedobór mieszkań. Są oferty typu mieszkania z kilkoma ludźmi i jedna łazienka - nie wiem, jak miałabym rano zdążyć się wyszykować na uczelnię. Obawiam się bardzo samotności - nie znam holenderskiego, oczywiście jest tam sporo emigrantów, ale nie wiem, czy uda mi się znaleźć znajomych, przyjaciół. 

Do tej pory mam pecha i nie wiem dlaczego, jestem bardzo dobrą osobą i to nieraz ja wychodzę z inicjatywą, a po drugiej stronie nie widzę zainteresowania. Kompletnie tego nie rozumiem. Tym bardziej, że czasami poznaję koleżanki, z którymi się dobrze dogaduję, jednak po czasie po drugiej stronie widzę spadek zainteresowania albo zaprzestanie kontaktu, pomimo braku jakichkolwiek kłótni, spięć. 

Dzisiaj leżałam i myślałam o tym wszystkim, czy znowu będzie nie tak, że się umęczę i będę żyć tylko studiami, tak jak było w Polsce. Czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, czy wykorzystałam wszystkie szanse na poznanie ludzi. I tutaj stało sie coś niepokojącego - zaczęłam czuć dyskomfort, a po chwili panikę. Zaczęłam czuć jakąś wręcz złą obecność. Jakby we mnie "weszło" coś, albo ktoś. Bałam się być sama ze sobą, wyszłam z domu na spacer. Wiedziałam, że ten stan paniki może się skończyć w moment, jednak ja bałam się przestać zadawać sobie pytanie, czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by poznać nowych ludzi w obecnym mieście. Potem stwierdziłam, że muszę przerwać ten proces myślowy, że muszę odpuścić, bo chyba poszłam za daleko i to chyba o tym świadczy ta panika. 

Byłam w tym roku na kilku sesjach i Pani powiedziała, że rzeczywiście widzi jakiś pech i to musi być uciążliwe. Zaniepokoiła mnie jednak ta panika, ponieważ doznałam jej w tym roku zimą, gdy z tej desperacji i samotności, zaczął mi się podobać mężczyzna, który wiedziałam, że nie powinien mi się podobać - intuicja we mnie krzyczała, że to nie jest dobra osoba dla mnie. I się to potwierdziło - ukrywał, że z kimś mieszka, brał używki, miał długi i w zasadzie to nie zaangażował się w relację ze mną, więc był to taki falstart. Ale z mojej strony było uwikłanie emocjonalne, i kiedy doszłam do tego, że on musi mi się przestać podobać, bo z tej relacji nic nie będzie - pojawiły się natrętne myśli - wulgarne, wrogie do mnie. Poczułam wtedy panikę, jakby "coś"" mnie atakowało, że chcę się wydostać, nie wiedziałam, o co chodzi. Odpuściłam więc i tkwiłam w tym zauroczeniu. Tylko że akurat wtedy nie powinnam była odpuszczać, bo trop był dobry - on nie powinien mi się był podobać. Więc skąd te natrętne myśli? Wiele jest tutaj obecnych wątków, które się na siebie nakładają i nie sposób ich od siebie oddzielić.

Jak radzić sobie z poczuciem niedocenienia w pracy?

Jak radzić sobie z niedocenieniem w pracy?

Rozwój osobisty

Rozwój osobisty - jak skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele

Chcesz skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele? Poznaj kluczowe aspekty rozwoju osobistego, które pomogą Ci w realizacji Twoich ambicji. Dowiedz się, jak wykorzystać swój potencjał i stać się najlepszą wersją siebie!