Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy po 2 latach bez objawów można uznać się za wyleczonego z PTSD? Zrozumienie i uznanie sukcesu w terapii PTSD

Czy można powiedzieć że jak osoba jest po skończonej terapii PTSD i nie ma na co dzień objawów 2 lata to można powiedzieć że'' została wyleczona'' ? Mogę mówić o sobie jako o osobie, która wygrała walkę z PTSD ? Albo o osobie, która pokonała /wyszła z PTSD? Czy ogólnie można powinno być się dumnym z osób, którym się to udało ? ( oczywiście nie skreślać innych zaburzeń chorób ) Dlaczego walka z PTSD jest taka trudna ?

Anna Olechowska

Anna Olechowska

Droga Jagodo,

Dużo pytań i pytanie jak na wszystkie dobrze odpowiedzieć:) 

Walka z PTSD jest trudna, bo Twój organizm próbuje Cię chronić w jedyny znany mu sposób. Odreagowuje to, co się stało. 

Jednocześnie, jeśli od 2 lat nie masz objawów, jak najbardziej masz prawo być z siebie dumna i nazywać to jak chcesz. Pamiętaj, że to tylko i wyłącznie Twoja historia.

Pozdrawiam ciepło, 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paulina Kowalczyk

Paulina Kowalczyk

Rozpoczynając od Pani ostatniego pytania, PTSD to silna reakcja na bodziec stresowy, która skutkuje zmianami neuroanatomicznymi, toteż praca nad tym zaburzeniem nie jest łatwa. Przepracowanie go jest jednak możliwe, więc jeśli nie zaobserwowała Pani w okresie dwóch lat żadnych objawów, jest to sygnał, że się udało. Duma ze swojej ciężkiej pracy jest tutaj jak najbardziej mile widziana. Gratuluję osiągnięcia :)

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

to bardzo ważne pytania — i pokazują, jak dużą refleksję ma Pan/Pani nad procesem zdrowienia. Jeśli od dwóch lat nie doświadcza Pan/Pani objawów PTSD i funkcjonuje stabilnie, można mówić o remisji objawów, czyli o stanie zdrowienia, w którym zaburzenie nie wpływa już znacząco na codzienne życie. 

 

W psychologii rzadko używa się słowa „wyleczony”, ponieważ doświadczenie traumy jest częścią historii danej osoby — natomiast można w pełni odzyskać równowagę, poczucie bezpieczeństwa i kontrolę nad swoim życiem.

Jak najbardziej może Pan/Pani mówić o sobie jako o osobie, która pokonała PTSD lub wyszła z niego zwycięsko — to uzasadnione, ponieważ proces terapii w PTSD wymaga ogromnej odwagi, cierpliwości i konsekwencji. 

 

Walka z PTSD jest tak trudna, ponieważ trauma dotyka głęboko emocji, pamięci, ciała i poczucia bezpieczeństwa. To zaburzenie wpływa na sposób, w jaki człowiek postrzega siebie i świat — dlatego praca terapeutyczna wymaga nie tylko czasu, ale też poczucia zaufania i gotowości do konfrontowania trudnych wspomnień.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca kariery

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

to, co Pan opisuje, jest doświadczeniem, które pojawia się u wielu osób po zakończeniu terapii. Tęsknota za terapeutą często wynika z tego, że w relacji terapeutycznej buduje się poczucie bezpieczeństwa, zaufania i zrozumienia — elementy, których czasem trudno doświadczyć w innych relacjach. To naturalne, że po zakończeniu procesu pojawia się pustka lub żal.

To, że po roku wciąż Pan o tym myśli, może być sygnałem, że pozostały pewne ważne tematy emocjonalne, które warto jeszcze raz omówić — być może w rozmowie z tą samą terapeutką lub z kimś nowym. Wrócenie na terapię nie oznacza „porażki”, ale dbałość o siebie i gotowość do dalszego rozwoju.

 

Zaufanie do innych często buduje się stopniowo — również poza terapią. Warto dać sobie czas i przestrzeń, by to zaufanie znów mogło się pojawić, bez presji i oceniania siebie.

 

Pozdrawiam,

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca Kariery

Urszula Żachowska

Urszula Żachowska

Dzień dobry,

 

to sprawa bardzo indywidualna. Z perspektywy medycznej czy psychiatrycznej – jeśli remisja trwa wystarczająco długo i nie spełnia się już kryteriów rozpoznania, można mówić o wyleczeniu.

 

W myśleniu psychologicznym i osobistym to jednak często bardziej złożone. To, jak ktoś rozumie „wyleczenie”, „wygraną” czy „wyjście z PTSD”, zależy od jego własnej historii, doświadczenia terapii i tego, co oznacza dla niego zdrowienie - od własnej, indywidualnej narracji. Dla jednej osoby będzie to moment, w którym objawy ustąpiły i można żyć pełniej; dla innej będzie to proces, który trwa, ale nie dominuje już życia.

 

Warto też pamiętać, że język, którym opisujemy rzeczywistość i własne doświadczenia ma dużą siłę. W literaturze psychologicznej dotyczącej traumy coraz częściej podkreśla się znaczenie zmiany narracji – na przykład od określenia „ofiara” (victim) do „ocalały/a” (survivor), a w dalszym etapie – do „osoby, która przetrwała i odbudowała swoje życie” (thriver). To podkreśla nie tylko brak objawów, ale też odzyskanie sprawczości i sensu po doświadczonej traumie.

 

Myślę, że jak najbardziej można czuć dumę z drogi, którą się przeszło, i z pracy, jaką się włożyło w zdrowienie. PTSD to zaburzenie, które często dotyczy bardzo głębokich, bolesnych doświadczeń, dlatego „walka” z nim bywa szczególnie trudna – wymaga odwagi, konfrontacji z lękiem i bezradnością, a także zaufania drugiemu człowiekowi w terapii.

 

To, że ktoś przez dłuższy czas funkcjonuje bez objawów, jest dużym osiągnięciem. I niezależnie od tego, jak się to nazwie (wygraną, wyleczeniem czy po prostu zmianą) warto to docenić.

 

 

Pozdrawiam

Urszula Żachowska

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

PTSD to trudny temat i bardzo przykry dla osoby, której dotyczy. Nie wiem, jaka była przyczyna, ale to nie ważne dla mojej odpowiedzi. Tak można to wyleczyć całkowicie. Musimy jednak być świadomi, ze samego urazu nie zapomnimy do końca życia. To na zawsze zostanie w naszej pamięci. Tu chodzi o to, żeby nauczyć się z tym żyć i żeby ten uraz nie wpływał na nasze dalsze życie. To jest cel terapii. Cała trudność polega na tym, ze to może powracać i zapewne będzie, Jednak można z tym się uporać, szczególnie po terapii. Nie powiem, że to można do końca wyleczyć tak jak np. zapalenie oskrzeli. To pozostanie w nas na zawsze, ale ważne, żeby się z tym uporać. Tak należy być z siebie dumnym, że się udało. Terapia była zapewne trudna. Ja sam doświadczyłem tego po wypadku samochodowym. Zawsze będę to pamiętał, ale nie mam już flash-back i innych przykrych objawów. Więc można.

 

Życzę powodzenia

Piotr Jeliński

psycholog i lekarz medycyny

Usunięty Specjalista_tka

depresja

Darmowy test na depresję - Kwestionariusz Zdrowia Pacjenta (PHQ-9)

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie ze stresem przed terapią i badaniem medycznym?

Już jutro będę się dzieliła tą sytuacją z 2019 roku z nieudanej randki na terapii. Z jednej strony stresuję się... a z drugiej jestem zamrożona. Wyłączyłam emocje. Także ma to dwie strony medalu. Dodatkowo w sobotę mam usg piersi i jeszcze bardziej się denerwuję. Staram się robić cokolwiek, by o tym nie myśleć, no i nie zawsze wychodzi. Chciałabym już by była sobota wieczór...napiszcie mi coś miłego..coś co podtrzyma mnie na duchu Ps. Terapię mam jutro przed południem, a wizytę u lekarza w sobotę o 9.30.

Czy terapeuta musi zgłosić molestowanie sprzed lat? Wątpliwości dotyczące tajemnicy zawodowej

Witam. Jest pewna bardzo ważna kwestia, o którą chciałabym dopytać. Przed laty, będąc 8-10 letnią uczennicą szkoły podstawowej, doświadczyłam molestowania ze strony swojej wychowawczyni. Trwało to 3 lata. Od tych wydarzeń minęło 15 lat, ale przez cały ten czas nie miałam odwagi o tym rozmawiać. W tamtych czasach po zajęciach wychowania fizycznego wszyscy wracaliśmy do klasy, zarówno chłopcy, jak i dziewczynki i tam się przebieraliśmy. Wychowawczyni również była obecna w klasie, nie wychodziła. Wychowawczyni podchodziła do mnie i pomagała mi się przebierać, mimo że nigdy nie prosiłam o pomoc. Pamiętam jak któregoś razu koszulka od WF zaplątała mi się z podkoszulkiem, który miałam pod nią. Mówiłam, że sobie poradzę, ale ona kazała mi podejść do siebie do biurka i wtedy mnie rozebrała, wskutek czego stałam przed nią i resztą klasy półnago. Nie nosiłam wówczas biustonoszy, byłam dzieckiem. Często poprawiała mi spodnie spontanicznie w klasie, na korytarzu, wkładając ręce pod nie. Czułam jej dotyk wszędzie z tyłu, z przodu, ale gdy próbowałam odejść, krępowała mi ruchy, przytrzymując mnie i beształa, że musi mi poprawić spodnie, bo "wyglądam jak fleja". Za każdym razem jak poprawiała mi koszulkę lub ją zdejmowała, czułam jej dłonie, sunące po całej mojej klatce piersiowej. To były wprawdzie szybkie ruchy, ale pamiętam swój dyskomfort i zażenowanie doskonale. Bardzo często dotykała mojego ciała przez ubrania, gdy "pomagała mi" z nimi. Nigdy jednak nie doszło do niczego więcej, tj. nie włożyła mi rąk pod bieliznę. Nauczyciele niejednokrotnie widzieli, jak ona poprawia mi spodnie na boisku, nikt nie zareagował. Gdy powiedziałam o tych zdarzeniach mojej matce pięć lat po fakcie, powiedziała, że to normalne, że wychowawczyni pomaga dzieciom w ten sposób. Nigdy już więcej nie poruszałam z nią tego tematu. Nie zamierzam tego zgłaszać oficjalnie, częściowo z powodu braku wiary w powodzenie, ale przede wszystkim ze wstydu. Od marca tego roku uczęszczam na terapię. Zapisałam się na nią z innego powodu niż tamto doświadczenie, lecz wiem, że ten temat również będzie musiał zostać w końcu podjęty. Chodzę na terapię do kobiety, która jest psychologiem klinicznym oraz terapeutą należącym do Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczo-Behawioralnej (PTTPB). Wedle mojej wiedzy, psycholog zostaje zwolniony z tajemnicy zawodowej, jeżeli życie pacjenta lub innych osób jest zagrożone, albo gdy tak stanowią inne przepisy. Z tego, co się orientuję, chodzi tu o ustawę o przeciwdziałaniu przemocy domowej oraz ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii. Wiem także, iż art. 240 KK zobowiązuje do zawiadomienia organów ścigania o dokonaniu lub usiłowaniu popełnienia przestępstw opisanych w wyżej wymienionym artykule. Tu się nasuwa moje pytanie. Czy w tym przypadku, po takim wyznaniu, mój terapeuta byłby zobowiązany zawiadomić policję i tym samym, złamać tajemnicę zawodową? Nie wiem, czy opisane przeze mnie wyżej działania wypełniają znamiona przestępstwa z art. 200 KK, ale jeśli tak, to wedle przepisu z art. 240 KK, musiałaby o tym powiadomić policję. 

Jak to wygląda z Państwa perspektywy? Nie ukrywam, że ta niepewność bardzo mocno mnie hamuje w przerobieniu tego tematu na terapii. Z góry dziękuję za odpowiedź, pozdrawiam.

Jak pokonać pętlę samo-sabotażu i ruszyć do przodu z planami?
Szlag mnie trafia z samym sobą, pomimo całej świadomości własnego umysłu. Wiem zresztą, że mogę się mylić, ale nie potrafię wyjść z pętli samo-sabotażu. Ojciec wysoko funkcjonujący alkoholik, kochał ale pasem wybijał głupie pomysły, jednocześnie nieświadomie zrobił mi to samo co jego ojciec jemu - wmawiał mi że jestem głupi i tak też się czułem. Zresztą mam do dzisiaj tego głupca w sobie a w postępowaniu jestem bardzo ucieczkowy i mam tak od kiedy pamiętam. Matka adhd i patrząca raczej na siebie, ja zostawiony samopas w dzieciństwie. Po 2 latach terapii wiem, że zostało we mnie mocno wbijane "to się nie uda", "jestem niechciany" a w sytuacjach gdy zaczynam być przebodźcowany zalew negatywnych myśli względem samego siebie. Cud, że zacząłem te myśli jakkolwiek zatrzymywać, przestałem w nie wierzyć ale przez grube lata sam siebie nienawidziłem i nadal nie wiem czemu pielęgnuję to uczucie w sobie. Działam adhdowo. Nie chcę nadawać etykietki, ale jednocześnie zrozumienie niektórych elementów ADHD pozwoliło mi trochę się rozruszać życiowo i przede wszystkim nie wpadać w bardzo ciemne miejsca. 2 lata terapii wyciągnęły mnie z epizodów depresyjnych i całkowitego paraliżu w działaniu. Ale boję się że coś się nie uda. Mam plan, wiem co mam robić, ale zaczęcie tego? Ucieczka granicząca z niemożliwością by cokolwiek ruszyć. Pomodoro pomaga, ale cały czas nawet nie wiem kiedy uciekam i nagle cały dzień jest stracony. Czuję, że mam gigantyczny hamulec i nie wiem co nim jest. Na tym etapie nie chcę nic już zrzucać na rodziców, wiem że to moja rola żeby samemu choć trochę behawioralnie wpłynąć na własne życie ale... Wracam ciągle do tego samego punktu. Niby do przodu, ale szlag mnie trafia bo muszę robić naprawdę niezłe fikołki w głowie żeby sobie udowodnić że rzeczywiście tak jest. Zapisywanie? Super działało, dobrze wiem że jeśli codziennie bym to robił byłbym w innym miejscu. Medytacja? Super działała, gdybym utrzymał tę rutynę byłbym w innym miejscu w życiu. Ćwiczenia, odpowiednie odżywianie? Też świetnie działa, w im lepszej kondycji jestem tym lepiej czuję się na umyśle. I ja chce to wszystko robić. Ale finalnie odpadam i nie robię. ANI JEDNEJ Z TYCH RZECZY, CHOĆ WIEM ŻE TO ONE RUSZYŁYBY MNIE DO PRZODU. To jest tak proste i jednocześnie tak niemożliwe dla mnie i nie wiem czemu. Wstań, zero smartfona. Kilka minut uważności własnego działa, oddychaj. Rozruszaj się, poćwicz, choć raz podciągnij się na drążku i zacznij. Zero rozpraszaczy, zacznij dobrze poranek. Zapisz swoje myśli, najlepiej rano. A jeśli się nie uda napisz w tym dniu cokolwiek. Napisz za co jesteś wdzięczny. Bądź tu i teraz. Tyle. I i tak tego nie robię, nie mówiąc już o firmowych możliwościach które są związane stricte ze mną samym - planów pełno, realizacji praktycznie zero. Zabiorę się na początku póki mam z tego dopaminę, później porzucam. Szlag mnie trafia i choć wiem co mam zrobić, nie robię tego. WIĘC CO MAM ZROBIĆ? Zwiększać dawki leków? Ileż można, od roku na nich jestem (bupropion + concerta 18 + lamitrin - to dzięki nim nie mam totalnych spadków o porankach które powodowały czarną dziurę) Muszę tu zadziałać behawioralnie i nie wiem co mam zrobić, jak pokierować własny umysł żeby behawioralnie przestać się kopać sam ze sobą - bo to póki co jest taka smoła że nie mogę przez to przejść. Szukam osoby we Wrocławiu która mi pomoże z tym problemem. Bo mam dość bycia w tym miejscu i chciałbym ruszyć do przodu.
Czuję potrzebę sięgnięcia po pomoc - nie czuję się pewnie w tym, co się dzieje we mnie
Nie mam kategorii pytania .. nie wiem czy mam jakiś problem psychologiczny … mam mega nieprzepracowane dzieciństwo i ogólnie przeszłość, ale radzę sobie z tym .. żyję mega dobrze, mam wszystko, czego chcę i pewnie nawet nie potrzebuję pomocy .. ale z jakiegoś powodu dzisiaj wieczorem wpisałam w Google pomoc psychologiczną … coś jednak jest w podświadomości , może nawet więcej niż mi się wydaje .. wyrzuciłam z głowy wszystko, co było nie tak, a co jeżeli właśnie teraz, kiedy jestem w najlepszym momencie mojego życia, wszystko wraca …
Czy psychiatra może wystawić skierowanie na terapię po leczeniu depresji z napadami psychotycznymi i PTSD?
Dzień dobry. Czy mogę psychiatrę poprosić o skierowanie na terapię? Od kilku lat mam depresję z napadami psychotycznymi wynikającymi z PTSD. Jak napisałam wyżej jestem pod opieką psychiatry. Od kilku lat nie mam psychozy, ale od kilku dni czuję, że depresja wróciła. Nie mam siły wstać z łóżka. Wiem, że część tego nawrotu wynika z tego, że muszę zmienić podejście do tej choroby, a nie potrafię go zmienić bez pomocy. Choruję od 2017 roku.
ptsd1

PTSD - przyczyny, objawy i skuteczne leczenie zespołu stresu pourazowego

PTSD, czyli zespół stresu pourazowego, to poważne zaburzenie psychiczne, które może dotknąć każdego po przeżyciu traumatycznego wydarzenia. Wczesna diagnoza i odpowiednie leczenie mogą znacząco poprawić jakość życia i pomóc w powrocie do zdrowia.