Left ArrowWstecz

Czy mam prawo czuć się źle mimo generalnie dobrego życia?

Czy mam prawo czuć się źle, czy przesadzam? Wydaje mi się, że mam generalnie dobre życie. Mam kochającą rodzinę, choć nie zawsze było nam łatwo. Zdarzało się, że musiałam składać się na rachunki czy zakupy (pomimo, że byłam dzieckiem), bo brakowało nam pieniędzy, ale teraz już wyszliśmy na prostą. Moi rodzice (osobno, bo wzięli rozwód, kiedy miałam 12 lat) nie znęcali się nade mną, ale nigdy nie wspierali mnie, kiedy miałam jakiś poważny kryzys psychiczny, kiedy byłam dzieckiem (a zdarzyło mi się mieć kilka), musiałam sobie radzić sama. Dodam jeszcze, że prawie nigdy nie miałam przyjaciół, ani żadnej innej rodziny, której mogłabym się zwierzyć, albo którą mogłaby mi pomóc. Teraz jestem kobietą wchodzącą w dorosłość, która mierzy się z różnymi problemami psychicznymi (wydaje mi się, że z OCD, depresją i alkoholizmem) i nie wiem, czy mam prawo w ogóle myśleć w takich kategoriach, że mam jakiś poważny problem i powinnam choć raz w życiu poprosić o pomoc czy trochę wyolbrzymiam i próbuje zrobić z siebie ofiarę, której nic strasznego się nie przydarzyło i powinnam wziąć się w garść?

User Forum

Jadźka

10 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry, 

To, co Pani czuje, jest ważne i zasługuje na uwagę. Nie musi się Pani porównywać z cudzym cierpieniem ani umniejszać swojemu doświadczeniu tylko dlatego, że „mogło być gorzej”. Brak wsparcia emocjonalnego w dzieciństwie, samotność, presja finansowa oraz radzenie sobie samodzielnie z kryzysami to trudne doświadczenia, które mogą mieć realny wpływ na zdrowie psychiczne w dorosłości.

Poczucie zagubienia, obecne objawy (OCD, depresja, alkohol jako forma ucieczki) to wyraźne sygnały, że warto sięgnąć po pomoc psycholog lub psychoterapeuty - nie dlatego, że jest Pani „ofiarą”, ale dlatego, że ma Pani prawo żyć lepiej i bez cierpienia. Proszenie o wsparcie to nie słabość, to dojrzałość i troska o siebie.

Proszę nie oceniać siebie surowo. Pani historia i emocje mają znaczenie. Ma Pani prawo czuć się źle i ma Pani prawo poprosić o pomoc. To pierwszy krok do realnej zmiany.

 

Z pozdrowieniami,

Justyna Bejmert 

Psycholog 

10 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Maria Sobol

Maria Sobol

Dzień dobry,

Ma Pani pełne prawo czuć to, co Pani czuje. Nawet gdy z zewnątrz wygląda na „dobre życie”, brak wsparcia emocjonalnego w dzieciństwie może zostawić głębokie ślady. To, że dziś zmaga się Pani z przymusowymi myślami, smutkiem czy sięganiem po alkohol, nie jest „wyolbrzymianiem” problemu, lecz sygnałem, że potrzebuje Pani pomocy.

Prosić o wsparcie to nie słabość, ale odwaga. Nikt nie musi zasłużyć na pomoc – wystarczy, że cierpienie jest realne. Rozmowa z psychoterapeutą może pomóc zrozumieć, co się dzieje i znaleźć zdrowsze sposoby radzenia sobie.

 

Z serdecznością,
Maria Sobol 
psychoterapeutka integracyjna

10 miesięcy temu
Monika Włodarkiewicz

Monika Włodarkiewicz

Dzień dobry, zastanawiam się, kto miałby Pani dać prawo do własnych emocji. 

Emocje są subiektywnym odczuciem i nie ma potrzeby przed innymi ich uzasadniać. 

Może Pani uznać je za niezasadne, a jednak one nadal będą pracowały. Mówiąc, pracowały, mam na myśli, że kiedy są stłumione, doprowadzają Panią do objawów, które Pani opisuje. Wiele osób, które zmagają się z depresją, OCD czy uzależnieniem, często bagatelizuje swoje problemy, myśląc, że „inni mają gorzej” lub że „przesadzają”. Jednak Pani odczucia są ważne i zasługują na uwagę. Zastanawiam się, czy nie było tak w Pani relacjach właśnie, że to, co Pani czuje, nie wydawało się na tyle istotne, żeby się tym zająć, bo najwyraźniej nadal odtwarza to Pani w dorosłym życiu. Zastanawiam się, czy radzenie sobie samemu jest dla Pani pomocne i czy widzi Pani jakąś zmianę. Trudności, które Pani wypisała, nie wydają możliwe do udźwignięcia samodzielnie. W takiej sytuacji warto zgłosić się po pomoc.

10 miesięcy temu
Joanna Łucka

Joanna Łucka

Dzień dobry, 

pozwolę sobie zacząć od odpowiedzi na Pani pytania: ma Pani pełne prawo czuć się źle. 


Za to prawo innych osób postronnych do oceny, że Pani "przesadza" lub "robi z siebie ofiarę" nie powinno spotkać się z akceptacją - to Pani wie, jak się w danym momencie czuje i czego Pani potrzebuje. Nawet jeśli racjonalizacja tego samopoczucia podpowiada "Mam generalnie dobre życie". Te dwie kwestie nie stoją wobec siebie w opozycji oraz się nie eliminują - ma Pani prawo czuć się źle, zmagać z trudnościami oraz wyzwaniami na tle psychicznym, a jednocześnie oceniać swoje życie jako generalnie dobre. Nic tu się nie przekreśla. 

 

Jeśli dostrzega Pani u siebie niepokojące objawy (pisze Pani o OCD, depresji oraz uzależnieniu), to zachęcam do wybrania się na konsultację psychologiczną i/lub psychiatryczną. Lubię używać metafory, którą się z Panią podzielę:  z podejrzeniem skręcenia kostki lub bólem zęba większość z nas pozwala sobie udać się na wizytę specjalistyczną bez nadmiernego sceptycyzmu. Po prostu poddajemy się diagnostyce, skoro pojawiają się u nas objawy. Nie kwestionujemy czy noga, która boli, boli naprawdę. Myślę, że warto potraktować nieodłączną część zdrowia swojego organizmu, czyli wymiar psychiczny, na podobnych zasadach. 
Konsultację może odbyć Pani stacjonarnie lub online, oba typy wizyt są możliwe do umówienia poprzez ten portal. Korzystając z Formularzu Doboru na stronie startowej może Pani dobrać osobę, która specjalizuje się stricte w pomocy w zakresie tych objawów, z którymi Pani się zmaga. 
Oczywiście może Pani także skorzystać z konsultacji na NFZ, do psychiatry nie potrzebuje Pani skierowania, natomiast na konsultację psychologiczną może skierować Panią Pani lekarz rodzinny. Więcej informacji znajdzie Pani pod tym linkiem. 

 

Życzę Pani wszystkiego dobrego i mocno trzymam kciuki za znalezienie sił do zadbania o siebie i swoje potrzeby! 

Wszystkiego dobrego :) 
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka 
psycholożka i psychoterapeutka w trakcie certyfikacji 

10 miesięcy temu
Aleksandra Wincz- Gajda

Aleksandra Wincz- Gajda

Dzień dobry,

 

Pani Jadźko, stanowczo i zdecydowanie napiszę: MA PANI PRAWO CZUĆ TO, CO PANI CZUJE! 

Uczucia są zawsze prawdziwe, nie są przeciwko nikomu, nie są przeciwko Pani rodzinie, nie są o wyolbrzymianiu, użalaniu się nad sobą, są o Pani- o Pani indywidualnym, niepowtarzalnym doświadczeniu, o Pani świecie wewnętrznym.

Nie da się zważyć ludzkiego cierpienia i nie da się uszeregować ludzkich problemów w hierarchii ich wielkości czy uciążliwości.  Z pewnością to dobrze, że rodzice się nad Panią nie znęcali.  Opisuje Pani jednak samotną drogę przez dzieciństwo pełne trudności. Opisuje Pani emocjonalne opuszczenie przez rodziców, brak przyjaciół, kryzysy psychiczne.

Równie zdecydowanie napiszę, że wydaje się, że nadszedł czas, by przekroczyć tę samotność. Pozostawanie w izolacji będzie wzmacniało opisane problemy. Wszyscy jesteśmy istotami społecznymi. Relacje z innymi są dla naszych mózgów tym, czym jedzenie jest dla naszych ciał. To całkowicie normalne i naturalne, że potrzebujemy życzliwych, wspierających relacji, rozmowy, bliskości i wsparcia. Rozumiem, że sięgnięcie po pomoc może być dużym krokiem. Ale skoro Pani tutaj pisze, to może jakiś jego kawałek za Panią? Zachęcam gorąco do skorzystania z profesjonalnej pomocy. Jeśli szukać darmowej pomocy- mnożna znaleźć np. Punkt Zgłoszeniowy Centrum Zdrowia Psychicznego w Pani mieście, można zgłosić się do Ośrodka Interwencji Kryzysowej- działają przy Miejskich Ośrodkach Pomocy Społecznej/ Pomocy Rodzinie. Można oczywiście też umówić się na wizytę prywatną.

Trzymam za Panią kciuki.

 

Pozdrawiam,

Aleksandra Wincz- Gajda

psycholog, psychoterapeuta

 

10 miesięcy temu
Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry 🙂 

Mianem traumy określamy te rzeczy, zdarzenia, zachowania, które miały miejsce, a nie powinny się zdarzyć (np wszystkie formy przemocy...).

Ale też traumą określamy te rzeczy, zachowania, reakcje, które miały i powinny się zdarzyć, ale nie zaistniały w życiu dziecka (np brak wsparcia, akceptacji, zrozumienia, brak bezpieczeństwa...)

To, że z pozoru historia Pani rodziny i relacje w niej wyglądają ok, nie oznacza, że nie było bardzo trudnych dla Pani chwil. Pisze Pani o kilkukrotnym braku wsparcia, gdy w kryzysach psychicznych Pani tego wsparcia potrzebowała...

Nie wiem, czy ma Pani, cytuję: "poważny problem", ale wiem, że jeśli Pani nie czuje się tak, jak chciałaby się Pani czuć, odczuwać dobrostan, to jest to wyraźny sygnał, że warto skontaktować się z terapeutą. 

Pisze też Pani o możliwym uzależnieniu od alkoholu. Warto to skonsultować z terapeutą uzależnień. Im szybciej podejmie Pani działania, tym mniej szkód alkohol spowoduje w Pani organizmie. 

 

Pozdrawiam 

Elżbieta Byzdra -Rafa 

Terapeutka Gestalt

Centrum Psychoterapii Jaźniej 

10 miesięcy temu
Omnika Pawlicka

Omnika Pawlicka

Brak bezpieczeństwa w dzieciństwie i wspierającego dorosłego to poważne problemy dla dziecka, a nie wyolbrzymianie. Mogą one mieć wpływ na generowanie napięcia w układzie nerwowym dziecka, obniżanie poczucia własnej wartości, a przez to w późniejszym czasie na trudniejsze radzenie sobie z wyzwaniami życia dorosłego.  

Uważam, że Pani doświadczenia z dzieciństwa zasługują na poważne potraktowanie i przepracowanie na terapii. 

Wydaje mi się, że trudność w prosze o pomoc teraz w dorosłym życiu w Pani wypadku ma również swoje uzasadnienie. Nie otrzymywała jej Pani nigdy w dzieciństwie od dorosłych. Ale psycholog czy psychoterapeuta to wykwalifikowany specjalista, który będzie potrafił Pani pomóc i rozpoznać Pani trudności.

Zachęcam do skorzystania z pomocy, gdyż nie tylko zasługuje Pani na przepracowanie swoich trudności, ale również na piękne i godne życie.

10 miesięcy temu
Magdalena Pardo

Magdalena Pardo

Witaj Jadźka,

 

przeczytaj to powoli i z czułością: masz prawo czuć się źle. Bez żadnego „ale”. Bez przymusu porównywania się z cudzym cierpieniem. Bez konieczności udowadniania, że „zasłużyłaś” na pomoc.

To, że miałaś dobre momenty, że kochasz swoją rodzinę, że „wyszliście na prostą” — nie przekreśla trudnych rzeczy, które przeszłaś i nadal nosisz w sobie. One współistnieją. I to właśnie jest najbardziej mylące — kiedy nie ma jednej wielkiej traumy, ale jest mnóstwo małych, codziennych braków: niezaspokojone potrzeby, samotność, konieczność dorastania zbyt szybko, tłumienie emocji, gdy najbardziej potrzebowałaś wsparcia. To też jest zranienie. To też boli. To też zostawia ślad.

To, co piszesz, jest głęboko ludzkie i absolutnie ważne. Jako dziecko musiałaś radzić sobie sama w sytuacjach, które przerastały Twoje możliwości.

Nie miałaś bezpiecznej przystani — rodzica, przyjaciela, dorosłego, który mógłby Cię zobaczyć i powiedzieć: „to, co czujesz, ma sens. Nie jesteś sama:".  I teraz, kiedy te emocje wracają, masz w sobie ten głos: „może przesadzam, może dramatyzuję, może jestem słaba?”  Ten głos nie jest „Twój” — on się ukształtował w świecie, w którym cierpienie musi być spektakularne, żeby było „ważne”. W którym trzeba „mieć gorzej” niż inni, żeby zasłużyć na opiekę. Tak, masz prawo czuć się źle. Tak, masz prawo prosić o pomoc. Tak, masz prawo uznać, że coś Cię przerasta — i że nie musisz być „dzielna” cały czas. Nie, nie robisz z siebie ofiary. Nie, nie wyolbrzymiasz. I nie, nie jesteś sama.

 

To, że podejrzewasz u siebie OCD, depresję i uzależnienie, to już bardzo ważne sygnały, że Twój organizm i psychika próbują sobie radzić na różne sposoby. To nie są słabości, tylko strategie przetrwania, które kiedyś działały, ale dziś mogą Ci szkodzić. I naprawdę nie musisz dalej dźwigać tego sama.

Poproszenie o pomoc nie oznacza porażki. To nie jest słabość. To akt odwagi i troski o siebie.

 

Pozdrawiam,

Magdalena Pardo

psycholożka

10 miesięcy temu
Olga Żuk

Olga Żuk

Twoje pytanie porusza coś, co bardzo wiele osób wrażliwych i samokrytycznych czuje, choć rzadko to wypowiada: „Czy mam prawo czuć się źle, skoro nie było aż tak źle?”.

Odpowiedź brzmi: tak, masz prawo. I to nie tylko prawo, ale też potrzebę i zasługę tego, by być potraktowaną z empatią – również przez samą siebie.

Twoja historia jest ważna

To, że nikt Cię nie bił ani nie głodził, nie unieważnia faktu, że:

-jako dziecko nosiłaś ciężary, których nie powinnaś musieć dźwigać (np. współodpowiedzialność finansowa),

-nie miałaś wsparcia emocjonalnego w kryzysach psychicznych – co jest ogromnym zaniedbaniem, nawet jeśli nie wynikającym ze złej woli,

-doświadczałaś samotności – co u dziecka i nastolatki bywa emocjonalnie wyniszczające.

Czy masz prawo poprosić o pomoc?

Masz. Nawet więcej – masz powód, by to zrobić.
Nie po to, by ktoś Ci przyznał rację, że „masz prawo”, tylko po to, żeby przestać to wszystko dźwigać sama.

Jeśli czujesz, że być może zmaga Cię OCD, depresja, trudności z alkoholem – to nie musisz mieć "najgorszej" historii świata, żeby zasługiwać na diagnozę, wsparcie i terapię.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Olga Żuk 

10 miesięcy temu
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Jadziu,

 

absolutnie nie robisz z siebie "ofiary". Jako dziecko (i wchodząc w dorosłość też) byłaś obciążona wieloma trudnościami: brak poczucia bezpieczeństwa finansowego, rozwód rodziców, własne kryzysy psychiczne, brak głębszych relacji rówieśniczych. To wszystko powoduje, że warto zastanowić się nad podjęciem terapii, która będzie dla Ciebie uwalniająca. Jesteś ważną osobą. Zbyt długa byłaś silna, pozwól sobie na to, aby zatroszczyć się o siebie.

 

Ściskam Cię serdecznie,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

10 miesięcy temu
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Jadziu,

 

absolutnie nie robisz z siebie "ofiary". Jako dziecko (i wchodząc w dorosłość też) byłaś obciążona wieloma trudnościami: brak poczucia bezpieczeństwa finansowego, rozwód rodziców, własne kryzysy psychiczne, brak głębszych relacji rówieśniczych. To wszystko powoduje, że warto zastanowić się nad podjęciem terapii, która będzie dla Ciebie uwalniająca. Jesteś ważną osobą. Zbyt długa byłaś silna, pozwól sobie na to, aby zatroszczyć się o siebie.

 

Ściskam Cię serdecznie,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

10 miesięcy temu
hazard

Darmowy test na uzależnienie od hazardu (Anonimowi Hazardziści)

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z traumą po gwałcie i niepewnością co do ojcostwa dziecka?

Tak w skrócie / dużym Jestem kobietą, która przez wiele lat żyła z ciężarem, którego nie potrafiłam z siebie zrzucić. Kiedyś – jeszcze zanim zostałam żoną – zostałam zmuszona do stosunku. Zostałam pobita, zgwałcona (nie zgłosiłam tego. Ikony, jak większość ofiar). Przerażona uciekłam do człowieka, którego kochałam, szukając w nim ratunku. Zaszłam w ciążę i szczerze wierzyłam, że dziecko jest mojego partnera. Pobraliśmy się. Nigdy Nie robiłam testów DNA, bo nie miałam powodów – daty się zgadzały, lekarz nie wzbudził niepokoju. Dopiero później zaczęły mnie dręczyć wątpliwości. Moja córka fizycznie nie przypomina nas i… od tamtej pory noszę w sobie potworny ból. W końcu powiedziałam mężowi całą prawdę – także o przemocy. On został. Kocha mnie i dziecko. Ale ja nadal nie umiem sobie wybaczyć. Ciągle czuję, że noszę coś, co mnie niszczy od środka – wstyd, poczucie winy, samotność. Dlatego szukam wsparcia. Żeby zrozumieć, jak przeżyć z tą historią i wrócić do siebie.

Witam. Przepraszam, ale nie wiem od czego zacząć. Całe moje życie to ciągłe zmartwienia i strach.... Odkąd pamiętam to bałam się swojego taty. Potrafił krzyczeć.... Nie raz się dostało w skórę... Całe moje rodzeństwo się go bało. Nie mówiąc o mamie, która też dostawała od niego nie raz.... Odejść się bała.... Tata zmarł... Niby wszystko powinno być ok ale.... Mama od kilkudziesięciu lat jest alkoholiczką....nie chce się leczyć. Nie wszczyna awantur... ale mam do niej żal że nie mam w niej wsparcia chociażby przy dzieciach... Boje się je z nią zostawić...strach również jest o mamę, że się jej coś stanie a ja nie zdążę jej uratować...nigdzie przez to nie jeżdżę.... Bracia tego nie rozumieją.... Oni sami jeżdżą na wycieczki, wakacje a ja ciągle w domu....Zawsze sobie obiecałam,że nigdy nie będę miała takiego życia jak moja mama... I co? Poznałam swojego męża 17lat temu. Przed ślubem mieszkaliśmy z 3 lata. Był miły,kochający,opiekuńczy.. pokochałam go za jego miłość do mnie. Ale jak to w życiu bywa, kiedy pojawiły się dzieci mój ukochany mąż stał się toksyczną osobą.. ciągle krzyczy na dzieci jak nie posprzątają... Jak coś nie po jego myśli to zaraz rzuca wszystkim co mu stanie na drodze, albo nawala w drzwi, albo w ściany... Zaczęłam się go bać... na terapię nie chce iść ani nawet do żadnego lekarza.. prośby groźby nie pomagaja...Historia lubi się powtarzać ... Najpierw mama teraz ja.... Chciałabym iść na terapię, bo sobie z tym wszystkim nie radzę ale boje się wydać pieniądze bo się będzie czepiał, że na głupoty wydaje... A nie mam jak za jego plecami bo mamy wspólne konto. O wszystkich wydatkach na co i ile wie. Nawet nie mam się komu wygadać. Nie mam koleżanek przyjaciół. Bracia za daleko ale oni mają swoje życie... A ja muszę z tym wszystkim być sama...
Dalsze pytanie - partnerka pije, a jej mama, widząc roztrzęsione dzieci, uważa, że to moja wina
Dziękuję bardzo specjalistom, którzy wypowiedzieli się na temat mojej sytuacji, na pewno będę próbował skorzystać ze wszystkich tych rad, ale chciałbym pociągnąć ten temat dalej dlatego, że to nie koniec tej historii a mianowicie w tej całej sytuacji uczestniczy mama mojej partnerki a babcia dzieci i teraz sytuacja wygląda tak: babcia widziała stan partnerki, czyli swojej córki, w czasie tej awantury, gdyż powiedziałem do starszej córki, żeby zadzwoniła do babci i pokazała mamę, w jakim jest stanie i jak się zachowuje. Zaznaczam, że to był pierwszy raz kiedy to zrobiłem a miałem dziesiątki, jak nie setki sytuacji, żeby to zrobić, ale nigdy tego nie zrobiłem i teraz tak: ja myślałem, że otrzymam jakby wsparcie od jej mamy, że może ona spróbuje przemówić jej do rozsądku, a co sie okazało prawdopodobnie jej mama mówi jej, że to chyba ze mną jest coś nie tak, bo się nie odzywam, bo nie robie tych wszystkich rzeczy, które robiłem jeszcze dzisiaj. Byłem świadkiem ich rozmowy, gdzie moja partnerka zadzwoniła do mamy i w bezczelny sposób zaczęła mnie wyzywać, że nic nie robię, że tylko jem, leżę i chodzę do pracy. To mi się w głowie już nie mieści. Ona teraz twierdzi, że jej się krzywda jakaś dzieje, bo już jej nie posprzątam, bo zakupów nie zrobię, bo obiadu nie ugotuję, chciałbym wiedzieć, jeśli i czy to jest normalne ? Oprócz tego, że moja partnerka wytarła mną podłogę i całą moją rodziną, gdzie jak Bóg mi świadkiem, nigdy nie powiedziałem złego słowa na nią ani na jej rodzinę użyła wobec mnie słów, które nie przeszłyby mi przez gardło. Ma problem z alkoholem od lat a jej mama niby kochająca babcia, swoje wnuki widziała, całą tą sytuację, że dzieci rozpłakane, roztrzęsione. To ja się chcę zapytać to tak ma wyglądać miłość babci matki? jej mama zarzuciła mi, że ja nie mam do niej szacunku, bo nie odebrałem telefonu od razu na drugi dzień jak do mnie dzwoniła, na co ja po wiedziałem, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać- czy to jest coś złego? wydaje mi się, że jeśli ktoś chce z kimś porozmawiać to ponowi próbę, a wyszło na to, że jakby się nic nie stało, a tak w ogóle to ze mną jest jakiś problem, bo nie pojechałem raz czy drugi na wakacje i zaraz stwierdzono, że jestem nierodzinny. Starałem się kamuflować przed dziećmi pijaną mamę, staram się, żeby dzieci nie widziały awantur z tym związanych, kamuflowałem te sytuacje przed wszystkimi, przed swoją rodziną, przed jej rodziną, starałem się dla tych dzieci ,ile było w mojej mocy, żeby nie odczuły tego co się dzieje, a dzisiaj partnerka, jak i jej mama twierdzą, że to ze mną jest problem. To jest dla mnie osobiście jakieś nienormalne, a może to ja jestem w błędzie i to jest normalne? Może rzeczywiście gdybym zabrał partnerkę do restauracji, zamiast kupować jej prezenty na wszystkie możliwe okazje, robić jej torty na urodziny zabrałbym ja na zagraniczne wakacje i zrobił te wszystkie rzeczy, o których myśli to może coś by się zmieniło, może ten cały problem to ja stworzyłem... Patrząc z innej strony ona nie zaczęła pić w trakcie naszego związku, tylko piła od samego początku. I na koniec jeszcze jedno pytanie czy to jest normalne, że kobieta- matka mojego dziecka -potrafi powiedzieć mi w oczy, że ona sobie wybierała partnerów, z którymi sypiała, opowiada mi o ich przyrodzeniach i jest z tego dumna, szczyci się tym, a do mnie mówi, że ja to kobiety zadowolić nie potrafię, a ona to miała takich facetów, że o niektórych nie potrafi zapomnieć, a jak po tych słowach jej się zapytałem to jak to się stało, że urodziła moje dziecko to stwierdziła, że właśnie nie wie jak to się stało. Chciałbym na koniec powiedzieć, że jestem normalnym facetem, człowiekiem, kocham moje dzieci bardzo zdolne, starsza piękna chce być aktorką, druga młodsza, równie piękna, ma duszę artystki, pięknie rysuje od najmłodszych lat aż do dzisiaj i jest w tym coraz bardziej profesjonalna, ja pochodzę z bardzo dobrego domu, mam wspaniałych rodziców, na których zawsze mogę liczyć, choć są już w podeszłym wieku i bardzo chorzy i to chcę przekazać swoim dzieciom, ale to co się dzieje z moim życiem to jakiś koszmar. dziękuję z góry każdemu kto się wypowie na forum !pozdrawiam
Czy terapia par pomoże nam odbudować relację po kryzysie?
Witam, jestem w czteroletnim związku. Mam 28 lat, moja partnerka 27. We wrześniu ubiegłego roku przechodziliśmy poważny kryzys i na jakiś czas się rozstaliśmy, jednak po rozmowie postanowiliśmy dać sobie jeszcze jedną szansę. Na początku wydawało mi się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, jednak od dłuższego czasu partnerka ma trudność z ponownym zbliżeniem się do mnie emocjonalnie. Mówi, że mnie kocha i że jej zależy, ale jednocześnie czuje, że emocjonalnie się zamknęła i ciężko jej się na nowo otworzyć. Początkowo podejrzewała, że może to wynikać z problemów zdrowotnych lub hormonalnych, jednak to zostało wykluczone. Dodatkowo jesteśmy w trakcie wielu zmian życiowych, m.in. związanych z miejscem zamieszkania, co też może mieć na nas wpływ. Zaproponowałem terapię dla par — uznaliśmy, że jeśli nie uda nam się tam znaleźć wspólnej drogi, wtedy podejmiemy decyzję o rozstaniu. Bardzo mi na niej zależy i chciałbym z nią budować przyszłość, ale jednocześnie czuję, że zbliżam się do granic swojej wytrzymałości. Zastanawiam się, czy terapia par ma realną szansę pomóc nam odbudować bliskość i relację. Dodam, że próbowałem zachęcać partnerkę do większej wiary i bardziej pozytywnego podejścia, ale sam czuję się już wyczerpany — mam wrażenie, że wielokrotnie dawałem z siebie wszystko, a mimo to wciąż pojawiają się trudności. Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź.
Jak uwierzyć, że to co się wydarzyło w maju 2019 nie jest moją winą, pomimo terapii?
Dzień dobry. Dlaczego pomimo terapii.. w zasadzie od lutego odkąd pracuję na terapii nad traumą tak ciężko mi uwierzyć, że to co wydarzyło się w maju 2019 nie jest moją winą ? Chodzi o traumę na tle GW.... Ja to wiem...jednak...
współuzależnienie

Współuzależnienie - objawy, przyczyny i jak sobie z nim radzić

Współuzależnienie to poważny problem wpływający na zdrowie psychiczne, fizyczne i relacje międzyludzkie wielu Polaków. Jeśli podejrzewasz ten problem u siebie lub bliskich, warto poszukać profesjonalnej pomocy. Sprawdź, co musisz wiedzieć.