Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy mam prawo czuć się źle mimo generalnie dobrego życia?

Czy mam prawo czuć się źle, czy przesadzam? Wydaje mi się, że mam generalnie dobre życie. Mam kochającą rodzinę, choć nie zawsze było nam łatwo. Zdarzało się, że musiałam składać się na rachunki czy zakupy (pomimo, że byłam dzieckiem), bo brakowało nam pieniędzy, ale teraz już wyszliśmy na prostą. Moi rodzice (osobno, bo wzięli rozwód, kiedy miałam 12 lat) nie znęcali się nade mną, ale nigdy nie wspierali mnie, kiedy miałam jakiś poważny kryzys psychiczny, kiedy byłam dzieckiem (a zdarzyło mi się mieć kilka), musiałam sobie radzić sama. Dodam jeszcze, że prawie nigdy nie miałam przyjaciół, ani żadnej innej rodziny, której mogłabym się zwierzyć, albo którą mogłaby mi pomóc. Teraz jestem kobietą wchodzącą w dorosłość, która mierzy się z różnymi problemami psychicznymi (wydaje mi się, że z OCD, depresją i alkoholizmem) i nie wiem, czy mam prawo w ogóle myśleć w takich kategoriach, że mam jakiś poważny problem i powinnam choć raz w życiu poprosić o pomoc czy trochę wyolbrzymiam i próbuje zrobić z siebie ofiarę, której nic strasznego się nie przydarzyło i powinnam wziąć się w garść?

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry, 

To, co Pani czuje, jest ważne i zasługuje na uwagę. Nie musi się Pani porównywać z cudzym cierpieniem ani umniejszać swojemu doświadczeniu tylko dlatego, że „mogło być gorzej”. Brak wsparcia emocjonalnego w dzieciństwie, samotność, presja finansowa oraz radzenie sobie samodzielnie z kryzysami to trudne doświadczenia, które mogą mieć realny wpływ na zdrowie psychiczne w dorosłości.

Poczucie zagubienia, obecne objawy (OCD, depresja, alkohol jako forma ucieczki) to wyraźne sygnały, że warto sięgnąć po pomoc psycholog lub psychoterapeuty - nie dlatego, że jest Pani „ofiarą”, ale dlatego, że ma Pani prawo żyć lepiej i bez cierpienia. Proszenie o wsparcie to nie słabość, to dojrzałość i troska o siebie.

Proszę nie oceniać siebie surowo. Pani historia i emocje mają znaczenie. Ma Pani prawo czuć się źle i ma Pani prawo poprosić o pomoc. To pierwszy krok do realnej zmiany.

 

Z pozdrowieniami,

Justyna Bejmert 

Psycholog 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Maria Sobol

Maria Sobol

Dzień dobry,

Ma Pani pełne prawo czuć to, co Pani czuje. Nawet gdy z zewnątrz wygląda na „dobre życie”, brak wsparcia emocjonalnego w dzieciństwie może zostawić głębokie ślady. To, że dziś zmaga się Pani z przymusowymi myślami, smutkiem czy sięganiem po alkohol, nie jest „wyolbrzymianiem” problemu, lecz sygnałem, że potrzebuje Pani pomocy.

Prosić o wsparcie to nie słabość, ale odwaga. Nikt nie musi zasłużyć na pomoc – wystarczy, że cierpienie jest realne. Rozmowa z psychoterapeutą może pomóc zrozumieć, co się dzieje i znaleźć zdrowsze sposoby radzenia sobie.

 

Z serdecznością,
Maria Sobol 
psychoterapeutka integracyjna

Monika Włodarkiewicz

Monika Włodarkiewicz

Dzień dobry, zastanawiam się, kto miałby Pani dać prawo do własnych emocji. 

Emocje są subiektywnym odczuciem i nie ma potrzeby przed innymi ich uzasadniać. 

Może Pani uznać je za niezasadne, a jednak one nadal będą pracowały. Mówiąc, pracowały, mam na myśli, że kiedy są stłumione, doprowadzają Panią do objawów, które Pani opisuje. Wiele osób, które zmagają się z depresją, OCD czy uzależnieniem, często bagatelizuje swoje problemy, myśląc, że „inni mają gorzej” lub że „przesadzają”. Jednak Pani odczucia są ważne i zasługują na uwagę. Zastanawiam się, czy nie było tak w Pani relacjach właśnie, że to, co Pani czuje, nie wydawało się na tyle istotne, żeby się tym zająć, bo najwyraźniej nadal odtwarza to Pani w dorosłym życiu. Zastanawiam się, czy radzenie sobie samemu jest dla Pani pomocne i czy widzi Pani jakąś zmianę. Trudności, które Pani wypisała, nie wydają możliwe do udźwignięcia samodzielnie. W takiej sytuacji warto zgłosić się po pomoc.

Joanna Łucka

Joanna Łucka

Dzień dobry, 

pozwolę sobie zacząć od odpowiedzi na Pani pytania: ma Pani pełne prawo czuć się źle. 


Za to prawo innych osób postronnych do oceny, że Pani "przesadza" lub "robi z siebie ofiarę" nie powinno spotkać się z akceptacją - to Pani wie, jak się w danym momencie czuje i czego Pani potrzebuje. Nawet jeśli racjonalizacja tego samopoczucia podpowiada "Mam generalnie dobre życie". Te dwie kwestie nie stoją wobec siebie w opozycji oraz się nie eliminują - ma Pani prawo czuć się źle, zmagać z trudnościami oraz wyzwaniami na tle psychicznym, a jednocześnie oceniać swoje życie jako generalnie dobre. Nic tu się nie przekreśla. 

 

Jeśli dostrzega Pani u siebie niepokojące objawy (pisze Pani o OCD, depresji oraz uzależnieniu), to zachęcam do wybrania się na konsultację psychologiczną i/lub psychiatryczną. Lubię używać metafory, którą się z Panią podzielę:  z podejrzeniem skręcenia kostki lub bólem zęba większość z nas pozwala sobie udać się na wizytę specjalistyczną bez nadmiernego sceptycyzmu. Po prostu poddajemy się diagnostyce, skoro pojawiają się u nas objawy. Nie kwestionujemy czy noga, która boli, boli naprawdę. Myślę, że warto potraktować nieodłączną część zdrowia swojego organizmu, czyli wymiar psychiczny, na podobnych zasadach. 
Konsultację może odbyć Pani stacjonarnie lub online, oba typy wizyt są możliwe do umówienia poprzez ten portal. Korzystając z Formularzu Doboru na stronie startowej może Pani dobrać osobę, która specjalizuje się stricte w pomocy w zakresie tych objawów, z którymi Pani się zmaga. 
Oczywiście może Pani także skorzystać z konsultacji na NFZ, do psychiatry nie potrzebuje Pani skierowania, natomiast na konsultację psychologiczną może skierować Panią Pani lekarz rodzinny. Więcej informacji znajdzie Pani pod tym linkiem. 

 

Życzę Pani wszystkiego dobrego i mocno trzymam kciuki za znalezienie sił do zadbania o siebie i swoje potrzeby! 

Wszystkiego dobrego :) 
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka 
psycholożka i psychoterapeutka w trakcie certyfikacji 

Aleksandra Wincz- Gajda

Aleksandra Wincz- Gajda

Dzień dobry,

 

Pani Jadźko, stanowczo i zdecydowanie napiszę: MA PANI PRAWO CZUĆ TO, CO PANI CZUJE! 

Uczucia są zawsze prawdziwe, nie są przeciwko nikomu, nie są przeciwko Pani rodzinie, nie są o wyolbrzymianiu, użalaniu się nad sobą, są o Pani- o Pani indywidualnym, niepowtarzalnym doświadczeniu, o Pani świecie wewnętrznym.

Nie da się zważyć ludzkiego cierpienia i nie da się uszeregować ludzkich problemów w hierarchii ich wielkości czy uciążliwości.  Z pewnością to dobrze, że rodzice się nad Panią nie znęcali.  Opisuje Pani jednak samotną drogę przez dzieciństwo pełne trudności. Opisuje Pani emocjonalne opuszczenie przez rodziców, brak przyjaciół, kryzysy psychiczne.

Równie zdecydowanie napiszę, że wydaje się, że nadszedł czas, by przekroczyć tę samotność. Pozostawanie w izolacji będzie wzmacniało opisane problemy. Wszyscy jesteśmy istotami społecznymi. Relacje z innymi są dla naszych mózgów tym, czym jedzenie jest dla naszych ciał. To całkowicie normalne i naturalne, że potrzebujemy życzliwych, wspierających relacji, rozmowy, bliskości i wsparcia. Rozumiem, że sięgnięcie po pomoc może być dużym krokiem. Ale skoro Pani tutaj pisze, to może jakiś jego kawałek za Panią? Zachęcam gorąco do skorzystania z profesjonalnej pomocy. Jeśli szukać darmowej pomocy- mnożna znaleźć np. Punkt Zgłoszeniowy Centrum Zdrowia Psychicznego w Pani mieście, można zgłosić się do Ośrodka Interwencji Kryzysowej- działają przy Miejskich Ośrodkach Pomocy Społecznej/ Pomocy Rodzinie. Można oczywiście też umówić się na wizytę prywatną.

Trzymam za Panią kciuki.

 

Pozdrawiam,

Aleksandra Wincz- Gajda

psycholog, psychoterapeuta

 

Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry 🙂 

Mianem traumy określamy te rzeczy, zdarzenia, zachowania, które miały miejsce, a nie powinny się zdarzyć (np wszystkie formy przemocy...).

Ale też traumą określamy te rzeczy, zachowania, reakcje, które miały i powinny się zdarzyć, ale nie zaistniały w życiu dziecka (np brak wsparcia, akceptacji, zrozumienia, brak bezpieczeństwa...)

To, że z pozoru historia Pani rodziny i relacje w niej wyglądają ok, nie oznacza, że nie było bardzo trudnych dla Pani chwil. Pisze Pani o kilkukrotnym braku wsparcia, gdy w kryzysach psychicznych Pani tego wsparcia potrzebowała...

Nie wiem, czy ma Pani, cytuję: "poważny problem", ale wiem, że jeśli Pani nie czuje się tak, jak chciałaby się Pani czuć, odczuwać dobrostan, to jest to wyraźny sygnał, że warto skontaktować się z terapeutą. 

Pisze też Pani o możliwym uzależnieniu od alkoholu. Warto to skonsultować z terapeutą uzależnień. Im szybciej podejmie Pani działania, tym mniej szkód alkohol spowoduje w Pani organizmie. 

 

Pozdrawiam 

Elżbieta Byzdra -Rafa 

Terapeutka Gestalt

Centrum Psychoterapii Jaźniej 

Omnika Pawlicka

Omnika Pawlicka

Brak bezpieczeństwa w dzieciństwie i wspierającego dorosłego to poważne problemy dla dziecka, a nie wyolbrzymianie. Mogą one mieć wpływ na generowanie napięcia w układzie nerwowym dziecka, obniżanie poczucia własnej wartości, a przez to w późniejszym czasie na trudniejsze radzenie sobie z wyzwaniami życia dorosłego.  

Uważam, że Pani doświadczenia z dzieciństwa zasługują na poważne potraktowanie i przepracowanie na terapii. 

Wydaje mi się, że trudność w prosze o pomoc teraz w dorosłym życiu w Pani wypadku ma również swoje uzasadnienie. Nie otrzymywała jej Pani nigdy w dzieciństwie od dorosłych. Ale psycholog czy psychoterapeuta to wykwalifikowany specjalista, który będzie potrafił Pani pomóc i rozpoznać Pani trudności.

Zachęcam do skorzystania z pomocy, gdyż nie tylko zasługuje Pani na przepracowanie swoich trudności, ale również na piękne i godne życie.

Magdalena Pardo

Magdalena Pardo

Witaj Jadźka,

 

przeczytaj to powoli i z czułością: masz prawo czuć się źle. Bez żadnego „ale”. Bez przymusu porównywania się z cudzym cierpieniem. Bez konieczności udowadniania, że „zasłużyłaś” na pomoc.

To, że miałaś dobre momenty, że kochasz swoją rodzinę, że „wyszliście na prostą” — nie przekreśla trudnych rzeczy, które przeszłaś i nadal nosisz w sobie. One współistnieją. I to właśnie jest najbardziej mylące — kiedy nie ma jednej wielkiej traumy, ale jest mnóstwo małych, codziennych braków: niezaspokojone potrzeby, samotność, konieczność dorastania zbyt szybko, tłumienie emocji, gdy najbardziej potrzebowałaś wsparcia. To też jest zranienie. To też boli. To też zostawia ślad.

To, co piszesz, jest głęboko ludzkie i absolutnie ważne. Jako dziecko musiałaś radzić sobie sama w sytuacjach, które przerastały Twoje możliwości.

Nie miałaś bezpiecznej przystani — rodzica, przyjaciela, dorosłego, który mógłby Cię zobaczyć i powiedzieć: „to, co czujesz, ma sens. Nie jesteś sama:".  I teraz, kiedy te emocje wracają, masz w sobie ten głos: „może przesadzam, może dramatyzuję, może jestem słaba?”  Ten głos nie jest „Twój” — on się ukształtował w świecie, w którym cierpienie musi być spektakularne, żeby było „ważne”. W którym trzeba „mieć gorzej” niż inni, żeby zasłużyć na opiekę. Tak, masz prawo czuć się źle. Tak, masz prawo prosić o pomoc. Tak, masz prawo uznać, że coś Cię przerasta — i że nie musisz być „dzielna” cały czas. Nie, nie robisz z siebie ofiary. Nie, nie wyolbrzymiasz. I nie, nie jesteś sama.

 

To, że podejrzewasz u siebie OCD, depresję i uzależnienie, to już bardzo ważne sygnały, że Twój organizm i psychika próbują sobie radzić na różne sposoby. To nie są słabości, tylko strategie przetrwania, które kiedyś działały, ale dziś mogą Ci szkodzić. I naprawdę nie musisz dalej dźwigać tego sama.

Poproszenie o pomoc nie oznacza porażki. To nie jest słabość. To akt odwagi i troski o siebie.

 

Pozdrawiam,

Magdalena Pardo

psycholożka

Olga Żuk

Olga Żuk

Twoje pytanie porusza coś, co bardzo wiele osób wrażliwych i samokrytycznych czuje, choć rzadko to wypowiada: „Czy mam prawo czuć się źle, skoro nie było aż tak źle?”.

Odpowiedź brzmi: tak, masz prawo. I to nie tylko prawo, ale też potrzebę i zasługę tego, by być potraktowaną z empatią – również przez samą siebie.

Twoja historia jest ważna

To, że nikt Cię nie bił ani nie głodził, nie unieważnia faktu, że:

-jako dziecko nosiłaś ciężary, których nie powinnaś musieć dźwigać (np. współodpowiedzialność finansowa),

-nie miałaś wsparcia emocjonalnego w kryzysach psychicznych – co jest ogromnym zaniedbaniem, nawet jeśli nie wynikającym ze złej woli,

-doświadczałaś samotności – co u dziecka i nastolatki bywa emocjonalnie wyniszczające.

Czy masz prawo poprosić o pomoc?

Masz. Nawet więcej – masz powód, by to zrobić.
Nie po to, by ktoś Ci przyznał rację, że „masz prawo”, tylko po to, żeby przestać to wszystko dźwigać sama.

Jeśli czujesz, że być może zmaga Cię OCD, depresja, trudności z alkoholem – to nie musisz mieć "najgorszej" historii świata, żeby zasługiwać na diagnozę, wsparcie i terapię.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Olga Żuk 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Jadziu,

 

absolutnie nie robisz z siebie "ofiary". Jako dziecko (i wchodząc w dorosłość też) byłaś obciążona wieloma trudnościami: brak poczucia bezpieczeństwa finansowego, rozwód rodziców, własne kryzysy psychiczne, brak głębszych relacji rówieśniczych. To wszystko powoduje, że warto zastanowić się nad podjęciem terapii, która będzie dla Ciebie uwalniająca. Jesteś ważną osobą. Zbyt długa byłaś silna, pozwól sobie na to, aby zatroszczyć się o siebie.

 

Ściskam Cię serdecznie,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Jadziu,

 

absolutnie nie robisz z siebie "ofiary". Jako dziecko (i wchodząc w dorosłość też) byłaś obciążona wieloma trudnościami: brak poczucia bezpieczeństwa finansowego, rozwód rodziców, własne kryzysy psychiczne, brak głębszych relacji rówieśniczych. To wszystko powoduje, że warto zastanowić się nad podjęciem terapii, która będzie dla Ciebie uwalniająca. Jesteś ważną osobą. Zbyt długa byłaś silna, pozwól sobie na to, aby zatroszczyć się o siebie.

 

Ściskam Cię serdecznie,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

hazard

Darmowy test na uzależnienie od hazardu (Anonimowi Hazardziści)

Zobacz podobne

Mam 21 lat, dwukrotnie chorowałem na nowotwór. Kompletnie mnie to zniszczyło psychicznie.
Mam 21 lat, dwukrotnie chorowałem na nowotwór. Kompletnie mnie to zniszczyło psychicznie. Jestem w kropce. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Nic nie sprawia mi radości. Mam dobrą pracę i dobre wyniki na uczelni, ale nie sprawia mi to radości. Bardzo pragnę bliskości drugiej osoby, lecz nigdy jej nie zaznałem. Nigdy nie miałem dziewczyny i nie widzę szans na zmianę tego stanu w przyszłości. Czuję się przez to bezwartościowy, niegodny bycia kochanym. Nie chcę dłużej żyć w samotności, ale nie jestem w stanie zainteresować sobą drugiej osoby. Codziennie żałuję, że nie umarłem na te nowotwory. Oszczędziłoby mi to tego całego cierpienia i samotności. Proszę o jakąkolwiek poradę.
Czuję, że potrzebuję psychoterapii, jednak nie wiem gdzie oraz jaka byłaby najlepsza? Byłam adoptowana, mimo że widziałam miłość, mam w sobie pewną pustkę i niespełnienie.
Dzień dobry! Mam 23 lata i już od jakiegoś czasu przymierzam się do pójścia na psychoterapię, ale w sumie zawsze na koniec stwierdzam, że przecież sobie poradzę lub powstrzymują mnie względy finansowe. Byłam adoptowana w wieku 2 lat( wiem, że spotkało mnie wielkie szczęście), ale mam w sobie jakąś pustkę... Doświadczyłam wielu wyrazów miłości, ale także strachu, kontroli, ciągłej próby dopasowania się ze strachu przed odrzuceniem. Kocham moją rodzinę i jestem za nią baardzo wdzięczna, ale zawsze czułam się i czuję inna praktycznie pod każdym względem. Niedługo kończę studia i dopada mnie też kryzys związany z dalszą ścieżką mojego życia. Z jednej strony mam poczucie, że jestem dość mocno świadoma siebie i mogę to jakoś przezwyciężyć sama, ale z drugiej coraz częściej wieczorny natłok myśli i przeczących sobie emocji nie daje mi spokoju. Od kilku lat mam też problemy ze wstawaniem( tarczyca już uregulowana)- ale nadal najlepiej bym ciągle spała, bo non stop czuję się zmęczona. W wolnym czasie od zajęć i pracy nie mogę się zabrać za nic produktywnego- co prowadzi do późniejszych wyrzutów sumienia- i tak zataczam kółka z tygodnia na tydzień. Doszłam do momentu, że uświadomiłam sobie, że potrzebuję pomocy, bo jeśli nie przepracuję siebie, nie będę mogła w swojej pracy zawodowej dobrze wspierać innych. Jaka forma terapii byłaby dla mnie najkorzystniejsza? Gdzie mogę szukać pomocy oprócz sektora prywatnego?
Czy psycholog może zgłosić rodzinę do kuratora po ujawnieniu samookaleczania, myśli samobójczych i przemocy ze strony mamy?
Dzień dobry. Wczoraj przełamałam sie, mówiąc rodzicom o moim samookaleczaniu I checiami pójścia do psychologa. Powiedziałam mamie jak bolało mnie gdy potrafiła mnie kiedys uderzyć, I dalej zapadło mi to w myślach, albo to jak do tej pory na mnie krzyczy, a taty mie bylo w domu. Mam 17 lat, nie pamiętam kompletnie swojego dzieciństwa, tylko kluczowe momenty jak to gdy mama na mnie krzyczała, biła lub jakies wyjazdy. Tutaj nie chodzi mi o to, udalo nam sie dojść do zgody, oboje zrozumieli i mnie umówią. Tyle, ze tata mowil ze mozemy miec przez to kuratora. Tak szczerze ja tak nie uważam bo to se mnie mama kiedys pare razy uderzyła to nie robi trgo od dawna, jedynie krzyczy, bo moja mama jest po prostu wybuchowa, wczoraj pierwszy raz zrozumiala moja perspektywę kiedykolwiek I probuje to zmienic. Wole napisac I zapytać, czy rzeczywiście istniałaby taka sytuacja? Mam checi samobójcze, ale jestem osoba ktora by tego nie zrobiła bo sie po prostu boi śmierci nawet jesli to by byla chwilą załamania, głównie zamookaleczam sie płytko, na tyle ze troche leci krew, dla mnie jest to forma kary lub reakcja zazwyczaj na stres. Bardzo nie chce by rodzice mieli przeze mnie jurstora po wizytach u psychologa gyd bede moeila wszystko, bo nie zasługują sobie na to. zdecydowanie nie są osobami ktore go powinny miec bo widac ze bardzo chca to zmienic I żałuję ze nie przełamałam sie wcześniej i im tego nie powiedzialam rok temu.
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć.
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć. Sytuacja, o której mu powiedziałam, wyglądała w sposób taki, iż jego ojciec pewnego wieczoru, gdy wróciłam z pracy (opiekował się wtedy moim dzieckiem, a mój partner był na wyjeździe z wojska, jego żona również była na wyjeździe) zadał mi szokujące mnie pytanie, czy chce się z nim przespać. Gdy odpowiedziałam mu nie i jeszcze raz mówiłam nie i powtarzałam, że nie, że kocham jego syna, że nie ma takiej opcji, żeby coś takiego miało miejsce, zadał mi on kolejne pytanie, skoro nie chce się z nim kochać, to chociaż czy on może zrobić mi dobrze w kontekście minety. Po raz kolejny odpowiedziałam, że nie. Zdaję sobie sprawę, że mogłam powiedzieć o tej sytuacji wszystkim wcześniej, ale bałam się. Czułam, że jestem zastraszana. Gdy chciałam o tym powiedzieć, to od jego ojca usłyszałam, że to będzie moja wina, że ja rozwalę dwie rodziny, że nikt mi nie uwierzy, że to słowo przeciwko słowu. Gdy przedwczoraj była konfrontacja z mamą i tatą mojego partnera, pierwsze co na wejściu usłyszałam od jego ojca zdenerwowanego, że no dalej, dalej mów co masz do powiedzenia, że ja kłamie, gdy powiedziałam w spokoju, jak wyglądała cała sytuacja, zaczął się wściekać i rzucać na moją osobę bluzgami, gdy ja nic nie mówiłam, nie chciałam reagować krzykiem na krzyk. Ale gdy zaczął mi grozić, że ja jeszcze tego pożałuję, że on zniszczy mi życie, nie wytrzymałam i wykrzyknęłam, że kto kłamie, to kłamie, że on wie, jaka jest prawda. Fakt jest taki, iż dziś usłyszałam, że jego żona mi wierzy. Ma żal, że tak późno to powiedziałam, rozumiem to w 100%. Mój partner mi też powiedział, że wierzy, ale powiedział, że jeśli wyjdzie coś jakiś brud na mnie, że ja coś to nie będzie fajnie. Powiem szczerze, nigdy nie myślałam o tym człowieku pod kontekstem seksualnym czy partnerskim. Zawsze traktowałam go jako ojca mojego partnera. Boję się, że po groźbach, które usłyszałam od jego ojca, że coś wymyśli lub powie i znów zmanipuluje bliskimi. Boję się, że ja jako osoba niewinna padłam ofiarą osoby psychicznej, która i tak zryła mi łeb dosłownie. Byłam u psychiatry, który zapisał mi leki. Przez tego człowieka nie umiałam już dłużej trzymać w sobie czegoś, co nie jest moją winą w żaden sposób. Boję się, że on zniczy mnie moją psychikę jeszcze bardziej. Zniszczy moją rodzinę mojego partnera i nasze dziecko. Nie wiem, co mam teraz myśleć, potrzebuje pomocy.
Myślę negatywnie, co prowadzi do pozytywnych skutków.
Myślę negatywnie, co prowadzi do pozytywnych skutków. Od dłuższego czasu przy różnych sytuacjach staram się wyobrazić najgorsze, aby do tego nie doprowadzić. Mam wrażenie, że jeśli pomyśle coś negatywnego wydarzy się odwrotność np. Jeśli przed konkursem pomyślę, że się pomylę to to się nie wydarzy, ale jeśli będę myśleć, że poszło mi dobrze, to okaże się, że się pomyliłam. Tak z wszystkim. Wyczytałam w internecie, że pozytywne myślenie jest podstawą wszystkiego i próbowałam tego, ale mam wrażenie, że dochodzi do negatywnych skutków. Najgorsze jest przekonywanie siebie, że naprawdę "wierzę" w negatywne myśli, a nie tylko próbuje stworzyć sytuacje. Jak mam się tego pozbyć?
uzależnienia

Uzależnienie – przyczyny, objawy i metody leczenia

Uzależnienie to poważny problem zdrowotny, który może dotknąć każdego. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak rozpoznać jego objawy i gdzie szukać pomocy? W tym artykule znajdziesz kompleksowe informacje na temat uzależnień, ich przyczyn i metod leczenia.