Left ArrowWstecz

Jak uwierzyć, że to co się wydarzyło w maju 2019 nie jest moją winą, pomimo terapii?

Treść wrażliwa
Dzień dobry. Dlaczego pomimo terapii.. w zasadzie od lutego odkąd pracuję na terapii nad traumą tak ciężko mi uwierzyć, że to co wydarzyło się w maju 2019 nie jest moją winą ? Chodzi o traumę na tle GW.... Ja to wiem...jednak...
User Forum

Anonimowo

1 miesiąc temu
Justyna Czerniawska (Karkus)

Justyna Czerniawska (Karkus)

Dzień dobry,

myślę, że najbardziej kompetentną osobą do udzielenia odpowiedzi na zadane pytanie jest psychoterapeuta, który prowadzi terapię. Zachęcam do poruszenia tej kwestii na sesji terapeutycznej.

To co może w jakiś sposób tłumaczyć doświadczane objawy to to, że po doświadczeniu traumy nasz mózg próbuje w jakiś sposób odzyskać poczucie kontroli. Wzięcie na siebie odpowiedzialności za dane sytuacje powoduje, że (paradoksalnie) świat wydaje się osobie pokrzywdzonej bardziej przewidywalny.  Proszę pamiętać, że jest to jednak jakaś hipoteza w odpowiedzi na zadane pytanie. Nie uczestniczę w procesie terapeutycznym i nie znam szczegółowo doświadczeń dlatego zachęcam do poruszenia wątpliwości z terapeutą prowadzącym proces. 

 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Czerniawska - psycholog, psychoterapeuta CBT

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry. 

 

To, że rozumie Pani, że to nie była Pani wina, ale emocjonalnie nadal trudno w to uwierzyć, jest bardzo częste po traumie, szczególnie po przemocy seksualnej. Czym innym jest wiedzieć coś „głową”, a czym innym poczuć to naprawdę w sobie.

 

Poczucie winy po traumie często nie wynika z realnej odpowiedzialności, tylko z próby odzyskania kontroli nad czymś, co było doświadczeniem bezradności. Mogą pojawiać się myśli: „mogłam zareagować inaczej”, „mogłam uciec”, „mogłam przewidzieć”. To są bolesne, ale dość typowe mechanizmy po traumie. Nie są dowodem Pani winy.

Warto powiedzieć terapeutce dokładnie to, co Pani napisała: „Ja wiem, że to nie moja wina, ale nie umiem w to uwierzyć”. To bardzo ważny temat do pracy. Terapia traumy często wymaga czasu, bo przekonania zapisane w emocjach i ciele zmieniają się wolniej niż logiczne rozumienie sytuacji.

 

Odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby, która ją zastosowała. Nie po stronie osoby skrzywdzonej.

 

Jeśli w trakcie pracy pojawią się myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo poczucie, że emocje są nie do zniesienia, proszę od razu powiedzieć o tym terapeutce i skorzystać z pilnej pomocy, np. 112 lub najbliższy SOR.

 

Łukasz Dyłka

1 miesiąc temu
Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Dziękuję, że dzieli się Pani swoją historią.

To zupełnie zrozumiałe, że pomimo terapii nadal trudno Pani uwierzyć, że to nie była Pani wina. Wiele osób po przeżyciu traumy tak się czuje.  Często bywa tak, że na poziomie rozumu „wiemy”, że to nie była nasza wina, natomiast emocje i głębokie przekonania potrzebują więcej czasu oraz poczucia bezpieczeństwa, aby mogły się zmienić.

Poczucie winy może być też sposobem, w jaki psychika próbuje odzyskać poczucie kontroli nad czymś, co było bardzo trudne i poza naszym wpływem. Nie oznacza to jednak, że to przekonanie jest prawdziwe. Raczej, że pełniło (lub nadal pełni) określoną funkcję ochronną.

To, że Pani to zauważa i potrafi o tym mówić, jest ważnym elementem procesu zdrowienia. Warto wracać do tego tematu w swojej terapii i w swoim tempie dalej się temu przyglądać.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To, co Pan opisuje, jest jednym z najtrudniejszych i najczęstszych etapów w pracy nad traumą, zwłaszcza w nurcie poznawczo-behawioralnym (CBT). 

Proszę wziąć pod uwagę, że pracuje Pan nad tym intensywnie dopiero od lutego, a wydarzenia z maja 2019 roku to głęboka rana, która potrzebuje czasu, by "wiedza logiczna" mogła zintegrować się z "wiedzą emocjonalną". 

Jest Pan wystarczający i to, co się wydarzyło, nigdy nie było, nie jest i nie będzie Pana winą. Proszę być dla siebie łagodnym, to normalne, że powrót do tych wspomnień na terapii chwilowo nasila ból, ale to właśnie przez ten ból prowadzi droga do odzyskania wolności. 

Jest Pan na właściwej ścieżce, nawet jeśli teraz wydaje się ona wyjątkowo stroma.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry 

 

To, co opisujesz, jest bardzo częste u osób po traumie i nie znaczy, że terapia nie działa; to znaczy, że proces przewartościowywania winy i wstydu zwykle trwa dłużej niż rozumowe zrozumienie, które już masz.

Trauma zmienia sposób działania mózgu kiedy układ alarmowy (ciało migdałowate) pozostaje w nadmiernej gotowości, a to utrudnia racjonalne uspokojenie i przyjęcie nowych przekonań o sobie.  Wstyd i poczucie winy są częstymi objawami po gwałcie/oczyszczaniu seksualnym a wstyd może blokować opowiadanie i internalizację, że ofiara nie ponosi odpowiedzialności za przemoc. Przekonania o własnej winie często są głęboko zakorzenione (schematy myślowe) i wymagają czasu oraz powtarzalnej korekty emocjonalnej, nie tylko poznawczego widzenia

Praca z emocjami i ciałem: techniki regulacji nerwowego pobudzenia (oddychanie, EMDR, terapia somatyczna) pomagają, gdy wiedza „to nie moja wina” nie wystarcza.  Przetwarzanie w bezpiecznym kontakcie to powtarzane, bezpieczne opowiadanie historii (w terapii) i weryfikacja faktów przeciwko wewnętrznym oskarżeniom (kto miał władzę, jakie były realne możliwości obrony) może zmniejszać poczucie odpowiedzialności. Praca nad wstydem to  rozpoznawanie, że wstyd jest reakcją na doświadczenie sprawcy/systemu, a nie na Twoją „moralną” winę; techniki self-compassion i psychoedukacja bywają tu skuteczne. Jeśli od lutego czujesz utknięcie mimo regularnej terapii, zgłoś terapeucie konkretne objawy,  powtarzające się samobiczujące myśli, silny wstyd, somatyczne reakcje przy wspomnieniach gdyż to może wskazywać na potrzebę innego podejścia (np. EMDR, terapia somatyczna, praca nad regulacją układu nerwowego).Możesz zaproponować w terapii praktyczne eksperymenty: zapisanie dowodów przeciwko przekonaniu „to moja wina”, odgrywanie sceny z terapeutą w bezpiecznych warunkach, lub praca nad odczuciem wstydu poprzez ćwiczenia współczucia dla siebie. Terapeutyczne podejście: rozbicie myśli na fakty (co było możliwe wtedy) i praca z ciałem, by gdy ta myśl się pojawiła, układ nerwowy nie „przełączał” od razu w samooskarżenie.

 

1 miesiąc temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

W przypadku traumy, szczególnie związanej z przemocą seksualną, samo „wiedzenie” że to nie była Pani wina może nie wystarczać, ponieważ trauma zapisuje się nie tylko na poziomie logicznym, ale również emocjonalnym i cielesnym. Dlatego można jednocześnie rozumieć pewne rzeczy i nadal czuć winę, wstyd czy odpowiedzialność. To, że po kilku miesiącach terapii nadal pojawiają się takie emocje, nie oznacza, że terapia „nie działa”. Praca z traumą bywa procesem stopniowym i nierównym. Bardzo ważne jest, że Pani o tym mówi i warto ten temat poruszyć również ze swoim terapeutą. Nie wiem, w jakim nurcie Pani pracuje, ale w przypadku traumy dobrze sprawdza się terapia EMDR, w której główny obszar pracy koncentruje się właśnie na "czuciu".

 

Pozdrawiam serdecznie

Joanna Cichosz

mniej niż godzinę temu
Monumental

Monumental

Dzień dobry,

 

dziękuję za Twoją wiadomość.

 

Czytam, że jest Ci trudno, i wierzę, że doświadczasz cierpienia. Dobrze słyszeć, że jesteś w terapii i że zdecydowałaś/-eś się sięgnąć po wsparcie.

 

Proces terapeutyczny zazwyczaj wymaga czasu, a praca z traumą szczególnie potrzebuje delikatności oraz tempa, które pozwala bezpiecznie przyglądać się ranom i stopniowo je opatrywać. Czytam, że pracujecie w terapii od lutego - to wciąż można uznać za początek procesu. Domyślam się, że może towarzyszyć Ci zniecierpliwienie i silne pragnienie, żeby poczuć się lepiej jak najszybciej.

 

Choć wiem, że to niełatwe, zachęcam Cię do tego, aby dać sobie czas i nie próbować przyspieszać tej pracy. Bardzo często zmiana, zanim stanie się wyraźnie odczuwalna, zachodzi małymi, czasem trudno zauważalnymi krokami. Być może więc dzieje się już więcej, niż teraz jesteś w stanie uchwycić.

 

Zachęcam Cię również do tego, aby wnieść te odczucia na spotkanie z psychoterapeutą, tak żebyście mogli wspólnie się im przyjrzeć.

 

Wierzę, że jesteś na dobrej drodze i że z czasem pojawi się upragniony moment ulgi.

 

Przesyłam dużo ciepła.

 

Adela Szemczak

Certyfikowana Psychoterapeutka

Monumental - miejsce psychoterapii i rozwoju psychofizycznego

1 miesiąc temu
Magdalena Mazur-Laskowska

Magdalena Mazur-Laskowska

To bardzo częste przy traumie związanej z gwałtem. Umysł po takim doświadczeniu często próbuje odzyskać poczucie kontroli i dlatego kieruje winę na siebie. Bo łatwiej jest uwierzyć "to moja wina", niż przyjąć, że spotkała Cię ogromna krzywda, na którą nie miałaś wpływu.


Ty już rozumiesz to logicznie. Ale trauma nie zapisuje się tylko w myślach. Ona zapisuje się w ciele, emocjach, odruchach, lęku, wstydzie i poczuciu zagrożenia. Dlatego można wiedzieć, a jednocześnie nadal tego głęboko nie czuć.

 

To, że wracasz do tego pytania, nie świadczy o słabości. Świadczy o tym, jak głęboko zostałaś zraniona. I o tym, że Twój system nerwowy nadal próbuje poukładać coś, co było zbyt trudne i zbyt bolesne.
 

To, co wydarzyło się w maju 2019 roku, nie było Twoją winą. Odpowiedzialność zawsze leży po stronie sprawcy. Zawsze.
 

A proces dochodzenia do momentu, w którym serce zaczyna wierzyć w to tak samo jak rozum - czasem trwa długo. Ale to nie znaczy, że jesteś w miejscu. To znaczy, że przechodzisz przez bardzo głębokie leczenie.

1 miesiąc temu
Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowna Pani, 
To, co Pani opisuje - to pęknięcie między logicznym zrozumieniem faktów a głębokim, wewnętrznym przekonaniem  jest bardzo częstym, choć bolesnym etapem zdrowienia po traumie. 

Czasami poczucie winy pojawia się tam, gdzie umysł nie może znieść poczucia całkowitej bezradności. Przyjęcie winy na siebie, choć niszczące, daje paradoksalne i złudne poczucie kontroli. Łatwiej jest wierzyć, że „mogłam coś zrobić inaczej”, niż pogodzić się z przerażającą prawdą, że na tamto zdarzenie nie miała Pani żadnego wpływu. 

Bardzo ważne jest, by w procesie terapeutycznym, który kontynuuje Pani od lutego, dawać sobie prawo do tej powolności. Zmiana przekonań, które dotykają fundamentów Pani bezpieczeństwa, nie dzieje się tylko poprzez racjonalne argumenty.

Pozdrawiam serdecznie,

1 miesiąc temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jak ratować związek przy problemach z bliskością i uzależnieniem partnera od pornografii?
Dzień dobry. Jestem w 15 letnim związku,nie mamy slubu ani dzieci , partner nigdy nie był na to gotowy twierdził ze jescze nie teraz. Od 2 lat mamy bardzo slaby sex, ja 33 lata,on 34 ,kiedyś kochaliśmy sie po kilka razy dziennie był mega ogień. Teraz partner ma problem z uzyskaniem pełnej erekcji, sam nic nie inicjuje ,kiedy ja zacznę to widzę ze sie stara ale jest to bardziej męczarnia niż przyjemność. Mamy ten problem ze mój partner jest bardzo pogubiony emocjonalnie ,wyjeżdża w delegacje na 2 tygodnie w domu jest tylko w weekendy wiem ze jest uzależniony od pornografi, kiedyś mial romans ,teraz tez zdarza sie ze pisze do innych kobiet kokietuje je i robi z siebie ofiarę i użala sie do nich nad sobą , co wieczór wypija 2-3 piwa, unika kontaktu fizycznego, na wszytskie pytanie odpowiada NIE WIEM! kochasz mnie? Nie wiem. Chcesz sie rozejść ? Nie wiem. Co z nami dalej ? Nie wiem. Mam juz tego dosyć, kazałam mu sie spakować i wyprowadzić. Wyszedł z domu na 3 h wrócił jak by nigdy nic ,położył sie spac ,następnego dnia sie do mnie nie odzywał.wieczorem znów zaczął sie odzywac ale jak tylko zadałam pytanie czego on chce to juz nie chciał nic odpowiadać i poszedł spac. Mam wrażenie ze on widzi ze ja bardzo go kocham i chce mnie chyba tym swoim zachowaniem zniechęcić do siebie bo mimo tych jego dziwnych stanów nie jest w stanie ode mnie odejść bo podświadomie mnie kocha,ale jakos to wypiera. Wspomnę jeszcze ze był wychowany w rodzinie pełnej przemocy i alkoholu. Z ojcem nie rozmawiał przez 20 lat bo sie go bal. Za matkę splacal dlugi przez wiele lat. To wszytsko go przygniotło. Na żadną terapię nie chce iść bo twierdzi że nie ma problemu. Jak mam pomoc temu człowiekowi sie otworzyć na życie i na mnie? Jak ratować związek któremu poświęciłam połowę życia? Co mam robić?
Jest mi ciężko- zmarła babcia, moje święta zapowiadają się bardzo niekomfortowo dla mnie, walczę z lękami i napadami paniki. Co mam robić, jak sobie pomóc?
Dzień dobry, na wstępie zaznaczę, że będzie to dosyć długa wiadomość, ale chce się z kimś podzielić tym, co mnie męczy. Od zawsze byłam bardzo wesołą osobą i patrzyłam na życie z dobrej strony (chociaż miałam pojedynczy okres zagubienia, ale to było głównie z tego, co sobie sama wmówiłam i nie przemyślałam tego). Gdy myślałam, że moje życie naprawdę staje się idealne, bo miałam wokół siebie dużo wspierających ludzi a tu nagle pod koniec maja zmarła moja kochana babcia. :( Po raz pierwszy coś aż tak we mnie uderzyło, że kompletnie pękłam. Ciężko mi było przyzwyczaić się do tego, że osoba, którą odwiedzałam przez całe moje życie praktycznie co tydzień już nigdy tam nie będzie. Wcześniej już zmarł mi dziadek, ale to było gdy miałam tylko 3 lata i nie rozumiałam co się stało. Teraz, gdy już to wszystko doskonale rozumiem to ból jest ogromny. Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć, dzień po pogrzebie wróciłam do szkoły i spędziłam czas z koleżankami. Pomogło mi to, więc uznałam, że kompletnie będę udawać, że nic się nie stało i zawsze gdy moi rodzice chcieli rozmawiać o mojej babci to po prostu zamykałam się w pokoju i próbowałam nie płakać. Po tym czasie wiem, że takie wmawianie sobie, że nic się nie stało pogorszyło mój stan. Bo się stało i to dużo. Mimo tego po jakimś czasie w miarę się podniosłam i w czasie wakacji już coraz łatwiej mi się o tym rozmawiało, a na wspomnienia z nią patrzyłam pozytywnie, ciesząc się tym ile z nią przeżyłam a łzy przychodziły już tylko w pojedyncze dni wakacji. Niestety, ale na początku lata musiałam pojechać do szpitala i wtedy po raz pierwszy doświadczyłam lęku paraliżującego do tego stopnia, że przez pół godziny pierwszego dnia po przyjeździe siedziałam i płakałam w łazience cała roztrzęsiona z kołatającym sercem. Bałam się szpitala a przede wszystkim snu w nim, bo moja babcia zmarła w szpitalu właśnie przez sen. :( Gdy się uspokoiłam to pobyt minął mi w miarę szybko, zdiagnozowali u mnie insulinooporność i przepisali leki. Nie przejęłam się tym jakoś przesadnie, mimo początkowych obaw, ponieważ to zaburzenie może prowadzić do cukrzycy, którą miała moja babcia. Na szczęście lekarze wytłumaczyli mi, że przy ciężkiej pracy i lekach będzie mi coraz lepiej (i tak jest!:)) Wakacje minęły mi bardzo dobrze, o wiele więcej wychodziłam ze znajomymi i smutek był już tylko sporadyczny. Tak samo, gdy we wrześniu wróciłam do szkoły, mimo tego, że nadal tęskniłam za babcią, czułam jak moje życie znowu wraca na lepszą drogę. Niestety nic nie może być idealne i na początku października zaczęło się: zasłabłam po raz pierwszy w życiu, nie zemdlałam, ale było blisko. Gdy siedziałam w karetce to myślałam, że zaraz umrę i bałam się jak nigdy. Od tego czasu byłam zmęczona, spanikowana i myślałam, że jestem co najmniej w jakimś śnie. Minęło trochę czasu i względnie wróciłam do normalności, niestety lęki nawracały w najmniej oczekiwanym momencie. Miałam (prawdopodobnie) ataki paniki czy to na spacerze, czy w szkole a nawet w domu. Potrafiłam wpaść w ogromną panikę nawet dwa razy w ciągu paru godzin. Zaczęłam latać po lekarzach, myślałam, że to coś z moim ciałem się dzieje, bałam się czy to nie cukrzyca albo coś innego, miałam wiele scenariuszy. Oczywiście po dłużej analizie wiem, że to wszystko było w mojej głowie i to moja psychika to powodowała. Oczywiście, nie cały czas czułam lęk, ale w 90% minął on dopiero niedawno. Od kiedy wróciłam po chorobie do szkoły (która niestety zostawiła za sobą kolejne lęki) to potrzebowałam chwili by wrócić do normalnego życia. Lęki znacznie zniknęły (co w pewnym momencie nawet zaczęło mnie niepokoić, że jak tak szybko już się nie boję...) i mimo zmęczenia po wirusie zaczęłam żyć w miarę spokojnie. Mimo tych sukcesów, które osiągnęłam w opanowywaniu się dalej nie jest do końca okej. Czasami nadal szybko zabije mi serce. Warto wspomnieć, że wcześniej już miałam spore tendencje do panikowania, nawet jako 10 latka miałam bardzo katastroficzne myśli i bałam się, że coś się komuś stanie np. moim rodzicom czy znajomym. Mam też tendencje do zamartwiania się i wmawiania sobie różnych rzeczy. W tym roku straciłam nie tylko babcię, ale również bliskie mi przyjaciółki- mimo, że nadal mam dwie cudowne najlepsze przyjaciółki to nie zastąpią mi one tamtych. Moje obecne przyjaciółki przyjaźnią się ze mną o wiele dłużej, bo 8 lat, tamte chodziły ze mną tylko do klasy, ale dopiero w zeszłym roku szkolnym bardziej z nimi rozmawiałam. Wiem, że to nie moja wina, że nasze drogi się rozeszły, ale gdy widzę je na korytarzu dobrze bawiące się w towarzystwie jednej bardzo niemiłej dziewczyny to chce mi się płakać. Co ona ma, czego ja nie mam? Na dodatek niedługo święta i moja rodzina zamiast w tym roku spędzić je jakoś spokojnie, zabiera się za to bardziej niż w zeszłym roku. Wiem, że im też jest ciężko w pierwsze święta bez babci, ale to nie powód by tak przesadzać. Zawsze spędzałam wigilię z rodzicami, wujkiem i babcią (i jeszcze raz z dziadkiem zanim zmarł) i w tym roku również, no tylko niestety już bez babci (i dziadka, mimo, że słabo go pamiętam to na pewno był bardzo kochany, tak jak pozostali moi dziadkowie ♡). Liczyłam, że spędzimy wigilię u nas w domu a następnego dnia pojedziemy do wujka, ale musimy jechać do domu babci, bo tak chce wujek. On mieszka tam na codzień, więc może dla niego to nie jest takie smutne, ale mi bez babci tam będzie smutno, wystarczy, że często jeździmy tam na obiad i już takie dwie godziny w domu bez babci mnie smucą. :( W tym roku wyjątkowo mamy zaprosić na drugi dzień świąt mojego drugiego wujka, ciocię i kuzynki. To nie tak, że ich nie lubię, ale nie podoba mi się takie zapełnianie świąt na siłę by się nie smucić. Zawsze było tak, że w wigilię byliśmy u nas a potem w Boże Narodzenie u babci albo na odwrót, a 2 dnia świąt odpoczywaliśmy oddzielnie w domu. Teraz jest więcej roboty i więcej stresu, mimo że uwielbiam święta to w tym roku w ogóle ich nie czuję i nie cieszę się jakoś bardzo na nie, nie chcę prezentów czy jedzenia, chcę by ludzie, za którymi tęsknię wrócili. :(( Jest to bardzo długie, ale chciałam opisać wszystko w jednej wiadomości. Nie wiem co robić ze smutkiem, lękami czy paniką i poczuciem jak we śnie (czasami, gdy wpadam w panikę albo mam za dużo myśli w głowie) i liczę na jakieś porady, czy iść porozmawiać np. z psychoterapeutą czy samodzielnie to zwalczać. Z góry dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam (oraz ze względu na obecny miesiąc życzę wesołych świąt :))
Nie jestem w stanie jeść w towarzystwie, czuję wtedy objawy fizyczne, pomocy!
Witam, Mam problem z jedzeniem i piciem na imprezach czy spotkaniach ze znajomymi czy dalsza rodzina. Stresują mnie takie sytuacje mimo że otaczają mnie ludzie których znam np. z pracy i chciałbym zjeść bo przychodzę głodna nastawiona na to że zjem, ale nie jestem w stanie nic przegryźć. Jeżeli już coś spróbuję to czuję się słabo jakbym miała zwymiotować. Czy da się coś z tym zrobić? Chciałabym spędzać ten czas i normalnie moc zjeść czy się napić w towarzystwie.
Witam. Chciałabym sobie pomóc ale nie wiem w którą stronę się kierować. Czy iść na terapię, czy do psychologa czy psychiatry
Witam. Chciałabym sobie pomóc ale nie wiem w którą stronę się kierować. Czy iść na terapię,.czy do psychologa czy psychiatry a niestac mnie na wszystko na raz. Jestem DDA/DDD. Do tego związki z osobami uzależnionymi, rozwód po 16 latach. Boje się ludzi, mam wręcz fobie, boję się wszystkiego, strach mnie paraliżuje i blokuje. Wyjście do miejsca gdzie jest dużo osób czasem powoduje nawet jakieś ataki chyba paniki bo ciężko mi się oddycha, zaczynam płakać albo mi niedobrze i muszę opuscic to miejsce wtedy. Mam depresję. Zaczęłam chodzić na mitingi dda i dopiero wiele rzeczy do mnie dociera. Nie wiem jednak czy dam radę pomóc sobie sama. Strach powoduje że boję się iść nawet na wizytę do lekarza czy psychologa. Kiedyś brałam Cital. Odstawiłam sama po 2latach, wydawało mi się że sobie już poradziłam. Ale dalsze wydarzenia w moim życiu mam wrażenie pogorszyły mój stan.
Silne symptomy i cierpienie po toksycznym związku, w którym były zachowania prześladowcze i zespół Otella
Witam, 17 lat życia z osobą toksyczną, przy czym w ostatnim roku doszły zaburzenia prześladowcze oraz zespół Otella. Życie na krawędzi. Non stop oskarżenia o zdrady, kontrola, podsłuch, kamery.. horror. Ja po rozwodzie, jednak nie znika poczucie lęku, strachu wewnętrznego. Nerwowość. Lęk w środku niby na tle psychicznym, jednak ciało od środka pali. Kołatanie serca, uczucie bezsilności. Jednak na zewnątrz uśmiech i ukrywanie wewnętrznego rozdarcia. Czy to minie? Bo nie wiem, ile da się to wytrzymać. Co mi pomaga - Doreta, którą dostałam na bóle pleców. Pomaga nawet spokojnie się położyć, tak nie mogę zasnąć. Dreszcze poty. Zimno ciepło.. proszę o poradę
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.