Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak uwierzyć, że to co się wydarzyło w maju 2019 nie jest moją winą, pomimo terapii?

Treść wrażliwa
Dzień dobry. Dlaczego pomimo terapii.. w zasadzie od lutego odkąd pracuję na terapii nad traumą tak ciężko mi uwierzyć, że to co wydarzyło się w maju 2019 nie jest moją winą ? Chodzi o traumę na tle GW.... Ja to wiem...jednak...
Justyna Czerniawska (Karkus)

Justyna Czerniawska (Karkus)

Dzień dobry,

myślę, że najbardziej kompetentną osobą do udzielenia odpowiedzi na zadane pytanie jest psychoterapeuta, który prowadzi terapię. Zachęcam do poruszenia tej kwestii na sesji terapeutycznej.

To co może w jakiś sposób tłumaczyć doświadczane objawy to to, że po doświadczeniu traumy nasz mózg próbuje w jakiś sposób odzyskać poczucie kontroli. Wzięcie na siebie odpowiedzialności za dane sytuacje powoduje, że (paradoksalnie) świat wydaje się osobie pokrzywdzonej bardziej przewidywalny.  Proszę pamiętać, że jest to jednak jakaś hipoteza w odpowiedzi na zadane pytanie. Nie uczestniczę w procesie terapeutycznym i nie znam szczegółowo doświadczeń dlatego zachęcam do poruszenia wątpliwości z terapeutą prowadzącym proces. 

 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Czerniawska - psycholog, psychoterapeuta CBT

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry. 

 

To, że rozumie Pani, że to nie była Pani wina, ale emocjonalnie nadal trudno w to uwierzyć, jest bardzo częste po traumie, szczególnie po przemocy seksualnej. Czym innym jest wiedzieć coś „głową”, a czym innym poczuć to naprawdę w sobie.

 

Poczucie winy po traumie często nie wynika z realnej odpowiedzialności, tylko z próby odzyskania kontroli nad czymś, co było doświadczeniem bezradności. Mogą pojawiać się myśli: „mogłam zareagować inaczej”, „mogłam uciec”, „mogłam przewidzieć”. To są bolesne, ale dość typowe mechanizmy po traumie. Nie są dowodem Pani winy.

Warto powiedzieć terapeutce dokładnie to, co Pani napisała: „Ja wiem, że to nie moja wina, ale nie umiem w to uwierzyć”. To bardzo ważny temat do pracy. Terapia traumy często wymaga czasu, bo przekonania zapisane w emocjach i ciele zmieniają się wolniej niż logiczne rozumienie sytuacji.

 

Odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby, która ją zastosowała. Nie po stronie osoby skrzywdzonej.

 

Jeśli w trakcie pracy pojawią się myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo poczucie, że emocje są nie do zniesienia, proszę od razu powiedzieć o tym terapeutce i skorzystać z pilnej pomocy, np. 112 lub najbliższy SOR.

 

Łukasz Dyłka

Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Dziękuję, że dzieli się Pani swoją historią.

To zupełnie zrozumiałe, że pomimo terapii nadal trudno Pani uwierzyć, że to nie była Pani wina. Wiele osób po przeżyciu traumy tak się czuje.  Często bywa tak, że na poziomie rozumu „wiemy”, że to nie była nasza wina, natomiast emocje i głębokie przekonania potrzebują więcej czasu oraz poczucia bezpieczeństwa, aby mogły się zmienić.

Poczucie winy może być też sposobem, w jaki psychika próbuje odzyskać poczucie kontroli nad czymś, co było bardzo trudne i poza naszym wpływem. Nie oznacza to jednak, że to przekonanie jest prawdziwe. Raczej, że pełniło (lub nadal pełni) określoną funkcję ochronną.

To, że Pani to zauważa i potrafi o tym mówić, jest ważnym elementem procesu zdrowienia. Warto wracać do tego tematu w swojej terapii i w swoim tempie dalej się temu przyglądać.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To, co Pan opisuje, jest jednym z najtrudniejszych i najczęstszych etapów w pracy nad traumą, zwłaszcza w nurcie poznawczo-behawioralnym (CBT). 

Proszę wziąć pod uwagę, że pracuje Pan nad tym intensywnie dopiero od lutego, a wydarzenia z maja 2019 roku to głęboka rana, która potrzebuje czasu, by "wiedza logiczna" mogła zintegrować się z "wiedzą emocjonalną". 

Jest Pan wystarczający i to, co się wydarzyło, nigdy nie było, nie jest i nie będzie Pana winą. Proszę być dla siebie łagodnym, to normalne, że powrót do tych wspomnień na terapii chwilowo nasila ból, ale to właśnie przez ten ból prowadzi droga do odzyskania wolności. 

Jest Pan na właściwej ścieżce, nawet jeśli teraz wydaje się ona wyjątkowo stroma.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry 

 

To, co opisujesz, jest bardzo częste u osób po traumie i nie znaczy, że terapia nie działa; to znaczy, że proces przewartościowywania winy i wstydu zwykle trwa dłużej niż rozumowe zrozumienie, które już masz.

Trauma zmienia sposób działania mózgu kiedy układ alarmowy (ciało migdałowate) pozostaje w nadmiernej gotowości, a to utrudnia racjonalne uspokojenie i przyjęcie nowych przekonań o sobie.  Wstyd i poczucie winy są częstymi objawami po gwałcie/oczyszczaniu seksualnym a wstyd może blokować opowiadanie i internalizację, że ofiara nie ponosi odpowiedzialności za przemoc. Przekonania o własnej winie często są głęboko zakorzenione (schematy myślowe) i wymagają czasu oraz powtarzalnej korekty emocjonalnej, nie tylko poznawczego widzenia

Praca z emocjami i ciałem: techniki regulacji nerwowego pobudzenia (oddychanie, EMDR, terapia somatyczna) pomagają, gdy wiedza „to nie moja wina” nie wystarcza.  Przetwarzanie w bezpiecznym kontakcie to powtarzane, bezpieczne opowiadanie historii (w terapii) i weryfikacja faktów przeciwko wewnętrznym oskarżeniom (kto miał władzę, jakie były realne możliwości obrony) może zmniejszać poczucie odpowiedzialności. Praca nad wstydem to  rozpoznawanie, że wstyd jest reakcją na doświadczenie sprawcy/systemu, a nie na Twoją „moralną” winę; techniki self-compassion i psychoedukacja bywają tu skuteczne. Jeśli od lutego czujesz utknięcie mimo regularnej terapii, zgłoś terapeucie konkretne objawy,  powtarzające się samobiczujące myśli, silny wstyd, somatyczne reakcje przy wspomnieniach gdyż to może wskazywać na potrzebę innego podejścia (np. EMDR, terapia somatyczna, praca nad regulacją układu nerwowego).Możesz zaproponować w terapii praktyczne eksperymenty: zapisanie dowodów przeciwko przekonaniu „to moja wina”, odgrywanie sceny z terapeutą w bezpiecznych warunkach, lub praca nad odczuciem wstydu poprzez ćwiczenia współczucia dla siebie. Terapeutyczne podejście: rozbicie myśli na fakty (co było możliwe wtedy) i praca z ciałem, by gdy ta myśl się pojawiła, układ nerwowy nie „przełączał” od razu w samooskarżenie.

 

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

W przypadku traumy, szczególnie związanej z przemocą seksualną, samo „wiedzenie” że to nie była Pani wina może nie wystarczać, ponieważ trauma zapisuje się nie tylko na poziomie logicznym, ale również emocjonalnym i cielesnym. Dlatego można jednocześnie rozumieć pewne rzeczy i nadal czuć winę, wstyd czy odpowiedzialność. To, że po kilku miesiącach terapii nadal pojawiają się takie emocje, nie oznacza, że terapia „nie działa”. Praca z traumą bywa procesem stopniowym i nierównym. Bardzo ważne jest, że Pani o tym mówi i warto ten temat poruszyć również ze swoim terapeutą. Nie wiem, w jakim nurcie Pani pracuje, ale w przypadku traumy dobrze sprawdza się terapia EMDR, w której główny obszar pracy koncentruje się właśnie na "czuciu".

 

Pozdrawiam serdecznie

Joanna Cichosz

Monumental

Monumental

Dzień dobry,

 

dziękuję za Twoją wiadomość.

 

Czytam, że jest Ci trudno, i wierzę, że doświadczasz cierpienia. Dobrze słyszeć, że jesteś w terapii i że zdecydowałaś/-eś się sięgnąć po wsparcie.

 

Proces terapeutyczny zazwyczaj wymaga czasu, a praca z traumą szczególnie potrzebuje delikatności oraz tempa, które pozwala bezpiecznie przyglądać się ranom i stopniowo je opatrywać. Czytam, że pracujecie w terapii od lutego - to wciąż można uznać za początek procesu. Domyślam się, że może towarzyszyć Ci zniecierpliwienie i silne pragnienie, żeby poczuć się lepiej jak najszybciej.

 

Choć wiem, że to niełatwe, zachęcam Cię do tego, aby dać sobie czas i nie próbować przyspieszać tej pracy. Bardzo często zmiana, zanim stanie się wyraźnie odczuwalna, zachodzi małymi, czasem trudno zauważalnymi krokami. Być może więc dzieje się już więcej, niż teraz jesteś w stanie uchwycić.

 

Zachęcam Cię również do tego, aby wnieść te odczucia na spotkanie z psychoterapeutą, tak żebyście mogli wspólnie się im przyjrzeć.

 

Wierzę, że jesteś na dobrej drodze i że z czasem pojawi się upragniony moment ulgi.

 

Przesyłam dużo ciepła.

 

Adela Szemczak

Certyfikowana Psychoterapeutka

Monumental - miejsce psychoterapii i rozwoju psychofizycznego

Magdalena Mazur-Laskowska

Magdalena Mazur-Laskowska

To bardzo częste przy traumie związanej z gwałtem. Umysł po takim doświadczeniu często próbuje odzyskać poczucie kontroli i dlatego kieruje winę na siebie. Bo łatwiej jest uwierzyć "to moja wina", niż przyjąć, że spotkała Cię ogromna krzywda, na którą nie miałaś wpływu.


Ty już rozumiesz to logicznie. Ale trauma nie zapisuje się tylko w myślach. Ona zapisuje się w ciele, emocjach, odruchach, lęku, wstydzie i poczuciu zagrożenia. Dlatego można wiedzieć, a jednocześnie nadal tego głęboko nie czuć.

 

To, że wracasz do tego pytania, nie świadczy o słabości. Świadczy o tym, jak głęboko zostałaś zraniona. I o tym, że Twój system nerwowy nadal próbuje poukładać coś, co było zbyt trudne i zbyt bolesne.
 

To, co wydarzyło się w maju 2019 roku, nie było Twoją winą. Odpowiedzialność zawsze leży po stronie sprawcy. Zawsze.
 

A proces dochodzenia do momentu, w którym serce zaczyna wierzyć w to tak samo jak rozum - czasem trwa długo. Ale to nie znaczy, że jesteś w miejscu. To znaczy, że przechodzisz przez bardzo głębokie leczenie.

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowna Pani, 
To, co Pani opisuje - to pęknięcie między logicznym zrozumieniem faktów a głębokim, wewnętrznym przekonaniem  jest bardzo częstym, choć bolesnym etapem zdrowienia po traumie. 

Czasami poczucie winy pojawia się tam, gdzie umysł nie może znieść poczucia całkowitej bezradności. Przyjęcie winy na siebie, choć niszczące, daje paradoksalne i złudne poczucie kontroli. Łatwiej jest wierzyć, że „mogłam coś zrobić inaczej”, niż pogodzić się z przerażającą prawdą, że na tamto zdarzenie nie miała Pani żadnego wpływu. 

Bardzo ważne jest, by w procesie terapeutycznym, który kontynuuje Pani od lutego, dawać sobie prawo do tej powolności. Zmiana przekonań, które dotykają fundamentów Pani bezpieczeństwa, nie dzieje się tylko poprzez racjonalne argumenty.

Pozdrawiam serdecznie,

Zobacz podobne

Mam pytanie odnośnie karania dzieci. Kilka razy w życiu mnie i mojej siostrze zdarzyła się taka sytuacja:
Mam pytanie odnośnie karania dzieci. Kilka razy w życiu mnie i mojej siostrze zdarzyła się taka sytuacja: kiedy któraś z nas pyskówkami i wrzaskami wystarczająco zdenerwowała rodziców, oni, wściekli, kazali się nam ubierać do wyjścia, wyciągali nas z domu i przez podwórko do furtki. Potem otwierali furtkę i wypychali nas na zewnątrz, na chodnik, krzycząc, że jak nie umiemy się zachować, to wynocha z domu, mamy iść i nie wracać. Ja i moja siostra rozhisteryzowane i płaczące chciałyśmy wejść z powrotem, no bo jak sobie poradzimy same na ulicy, ale rodzice dalej nas wypychali. Potem pozwalali nam wejść z powrotem i mówili, że mamy wracać i się porządnie zachowywać. To się zdarzyło tylko kilka razy, ostatni raz w trzeciej klasie podstawówki kiedy moja siostra wykłócała się, że monitor komputera powinien być postawiony bliżej, bo w szkole dzieci siedzą bliżej komputerów. Teraz ja i moja siostra jesteśmy już młodymi dorosłymi na studiach i jesteśmy dość aspołeczne i rzadko wychodzimy z domu. Moi rodzice bardzo nas kochają, wspierają, troszczą się o nas i o nasze problemy i zawsze tak było, ale odnośnie tego typu sytuacji opisanych powyżej, mówią, że na to zasłużyłyśmy. Mówią też, że ogólnie zasługiwałyśmy na obrywanie od nich i szkoda, że mocniej nie obrywałyśmy, to może byłybyśmy grzeczniejsze. Nie jestem pewna, czy iść wobec tego na jakąś terapię? Czy takie zachowanie mogło spowodować u nas jakieś problemy natury psychicznej? Wiem, że inni mieli o wiele gorzej w życiu od nas. Rodzice uważają, że to tylko kilka razy na całe życie i musiałyśmy ich wtedy mocno wkurzyć, nie mają wyrzutów sumienia i ich zachowanie było jak najbardziej prawidłowe. Ja mam do nich o to żal i uważam, że ta kara była upokarzająca i nieadekwatna do przewinienia, nawet jeśli rzeczywiście wtedy wrzeszczałam na nich z jakiegoś powodu i robiłam histerie. Nie wiem, czy mam coś z tym zrobić, czy wszystkim będzie lepiej jeśli odpuszczę i zapomnę. Czy taka kara, mimo że dość surowa, mogła na mnie zupełnie nie wpłynąć?
Wyrzuty sumienia po śmierci ojca: czy wcześniejsza decyzja mogła uratować życie?
W zeszły wtorek zmarł mój tata wrócił po 3 tygodniach ze szpitala był leżący i miał odleżyne czyszczona chirurgicznie lekarz proponował hospicjum odmowilismy liczyliśmy że w domu dojdzie do siebie. Prawdopodobnie doszło do infekcji dostawał antybiotyk może za późno zostal wdrożony Mam wyrzuty sumienia że gdyby został w szpitalu albo gdybyśmy wezwali pogotowie jeszcze by żył ciągle o tym myślę i analizuje
Jak odbudować związek po rozstaniu i poprawić komunikację z partnerem?
Rozstałam się niedawno z partnerem po ponad dwóch latach związku na odległość. To on podjął decyzję, głównie z powodu samotności, zbyt rzadkich spotkań (dramatycznie rzadkich, przez moje traumy rodzinne miedzy innymi o których nie do końca mu mowiłam, nie chciałam żeby czuł się nie chciany...) i poczucia, że nie miał wystarczająco dużo miejsca w moim życiu. Dużym problemem była też nasza komunikacja. Odkładałam trudniejsze rozmowy...on zostawał sam. Rozstaliśmy się spokojnie i z dużą ilością emocji. Powiedział, że nadal mnie kocha, ale jest wyczerpany i musi odpocząć od dotychczasowej formy związku. Nie chciał dawać mi nadziei, ale jednocześnie nie zamknął całkowicie przyszłości — powiedział, że niczego nie wyklucza jak odpocznie. Tylko jak długo taki odpoczynek może trwać nie ma pojęcia...Czy ktoś z Państwa ma jakieś przykłądy czasowe? Po krótkiej przerwie wróciliśmy do kontaktu. Obecnie piszemy codziennie, często długo i ciepło. Są wspólne tematy, żarty, zdjęcia i codzienne rytuały... rozmowy ciagną się całymi dniami każda wiadomosć to odstęp mniej niż 50 min, ale nie rozmawiamy wprost o powrocie. Mam wrażenie, że więź nadal istnieje, natomiast on nie wykonał jeszcze żadnego konkretnego kroku partnerskiego. Zaczęłam już wprowadzać praktyczne zmiany. Robię więcej miejsca w swoim życiu na odpoczynek i spotkania, nie planuję każdego weekendu poza miejscem zamieszkania - chciałabym w przyszłości częściej jeździć do jego miasta a on mógłby odwiedzać mnie. Nie chcę jednak tylko mówić, że się zmieniłam — zależy mi, żeby pokazać to konsekwentnie. Największy dylemat dotyczy komunikacji. Staram się teraz sama opowiadać o swoim dniu, pytać o niego, odpowiadać uważniej i nie czekać, aż domyśli się wszystkiego. Jednocześnie boję się, że gdy będę pytała i pisała za dużo, znów zacznę prowadzić kontakt za nas oboje a on się zacznie wycofywać. Zastanawiam się też, czy po około miesiącu od rozstania powinnam krótko powiedzieć mu, że zrozumiałam swoje błędy i za nie przeprosić..przepraszałam podczas rozstania ale teraz rozumiem znacznie więcej... Nie chciałabym przy tej okazji prosić o powrót ani wywierać presji. Czy takie przeprosiny mogą być oznaką dojrzałości, czy raczej przestraszyć osobę, która prosiła o odpoczynek? Czy lepiej na razie całkowicie nie poruszać tematu związku, dopóki on sam tego nie zrobi? A może całkowite unikanie tego tematu może z czasem utrwalić relację w formie bliskiej przyjaźni? Jak w praktyce pokazywać lepszą komunikację? Po czym rozpoznać, że pojawił się dobry moment na spokojną rozmowę o tym, czy istnieje możliwość zbudowania relacji od nowa?
Brak poczucia szczęścia i satysfakcji, trudności w nawiązaniu głębszej znajomości, proszę o wsparcie.
Dzień dobry. Jestem gejem, mam problem - podobają mi się wszyscy chłopcy w wieku 18-23 lata, nie mogę się zdecydować na jednego .Co robić ? Dodatkowym problemem jest mój fetyszyzm, najchętniej ukradłbym im wszystkim skarpetki, bokserki, dres,y buty itp. wiem, że to niemożliwe i tak nie wolno. Następnym problemem jest to, że nigdy nie osiągam zadowolenia, jak coś sobie kupię czy dostanę, czy wygram, tak jakbym miał wyłączony syndrom szczęścia .W 2017 umarł mi chłopak, który mnie zdradzał a byłem z nim wiele lat, może dlatego. Dodatkowo obawiam się chorób i śmierci codziennie. Kiedyś miałem myśli S, teraz mam odwrotnie -strach przed chorobą, śmiercią, wypadkiem. Chyba mam bardzo dużo zaburzeń, nie wiem czy ktoś jest w stanie mi pomóc. Czasem myślę, że dobrze się stało, że mój były zmarły chłopak miał HIV i AIDS i mnie zdradzał, bo widocznie nie byłem na tyle dobry, by był zadowolony... Ale twierdził, że mnie kocha. Nie zaraził mnie, jestem zdrowy, tyle mogę mu dziękować.Teraz boję się już wchodzić na czaty i kogoś poznawać, bo nie ufam już ludziom, na wszystkich patrzę przez czarne okulary .Nadal mi się podobają na ulicy chłopaki, ale tylko kończy się na patrzeniu, boję się, że sam zostanę na zawsze . Doradźcie mi, co mam robić, jak mam się zachowywać i czy mam jakieś choroby, problemy ?Pozdrawiam . Chodziłem do psychologa, odbyłem 25 wizyt, na krótko było lepiej, proponowali leki czy szpital, ja nie chciałem, obawiałem się stygmatyzacji, że nie znajdę pracy, ludzie się dowiedzą. Itp Po 7 latach od śmierci chłopaka trochę się poprawiło, ale nadal nie jest tak, jak być powinno.
Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie
Witam. Mam 24 lata i jestem facetem. Zacznę może od początku. Jestem wynikiem gwałtu, próbowano przeprowadzić aborcję, ale została przerwana, matka starała się mnie „wypłukać” alkoholem, ale jak widać bez skutku. Życie obdarzyło mnie wyjątkowo irytującą pamięcią, pamiętam leżenie w kołysce i darcie się aż do zmęczenia oraz minę i obojętność matki, gdy mnie karmiła. Do 10 roku wychowywałem się na zmianę raz u matki, raz u babci wraz z bratem, matka hobbystycznie zajmowała się usługami przyjemnościowymi w zamian za pieniądze. Dzieciństwo było pełne wrażeń, których nie będę tutaj opisywał z racji ich ilości. Borykam się z problemem - chorobą sierocą. Do 11 roku życia aż do informacji, że znalazła się dla mnie i brata rodzina zastępcza, moczyłem się w łóżko. Byłem z tego tytułu wyśmiewany, karany, karcony itp. Kołysałem się do snu, kręcąc głową z boku na bok, wyobrażałem sobie wtedy lepsze życie i tak usypiałem. Początkowo było to maksymalnie 15 minut przed snem. W wieku około 14 lat zacząłem robić to nieświadomie przez sen (obserwacja bliskich). Los chciał, że w wieku 16 lat zakochałem się po uszy w cudownej dziewczynie, ale przyciągała uwagę wielu osób. Byliśmy ze sobą 4 lata, ciągle jej nie ufałem i dawała ku temu powody, ale wybaczyłem. Weszła ze mną w związek dlatego, że przykuwałem uwagę swoją popularnością. W okresie gimnazjum każdy mnie znał i chciał ze mną rozmawiać- bardzo aktywnie zwracałem na siebie uwagę. Ale po przejściu do technikum zacząłem być trochę odludkiem - kołysałem się czasami już nie tylko do snu, ale z nudy. Wciąż wyobrażając sobie lepsze życie. W wieku 20 lat dziewczyna zerwała ze mną przez telefon, pokazując oziębłą i nie do poznania dla mnie postawę. Wybraliśmy się jeszcze na wspólne wakacje, ponieważ nie dało się odwołać. Na nich chcąc zaciągnąć mnie do łóżka powiedziała, że mnie kocha i chce to naprawić, na drugi dzień patrząc z obrzydzeniem powiedziała żebym nie robił sobie nadziei, bo potraktowała mnie jak rzecz. Od tamtego czasu kołyszę się w każdej wolnej chwili, kiedy tylko się da, zaniedbując dosłownie wszystko dookoła. W wieku 22 lat porzuciłem studia na 3 roku. W momencie zerwania dowiedzieliśmy się, że moja Ciocia zastępcza ma nowotwór. Napięcie w domu skupiało się na mnie, jako osoba wrażliwa zawsze starałem się wszystkim pomoc i rozweselić, a kiedy nie mogłem tego robić z własnych problemów to naturalnym było wyżywanie się na mnie. Aktualnie jestem samotny, oswoiłem się z tym, przestałem już cokolwiek czuć. Chodzenie do psychologów przerwałem, gdy usłyszałem kolejny raz „depresja” od niedorobionego psychologa czy psychiatry, którzy oczekiwali że wchodząc będę od razu w stanie powiedzieć im co mi dolega. Przez całe życie moja choroba miała obraz ambiwalentny, skąd do cholery miałem wiedzieć co mi jest, skoro nawet nie wiem kim jestem? Obecnie w wieku 24 lat nie mam już obok siebie nikogo, nikogo tez nie dopuszczam emocjonalnie, czuję się wycofany do własnej głowy, pełen obraz dysocjacji. Nie przeżywam niczego, a chciałbym. Jak normalny człowiek zrobić prawo jazdy, kupić wymarzone auto, znaleźć kochającą żonę itp. Ale nie potrafię, nie wiem gdzie szukać pomocy, zazwyczaj wizyty u psychologów kończyły się tylko tym ze lustrowałem im ich własną osobowość - dla kogoś żyjącego ciągle w myślach udawanie osoby siedzącej naprzeciw jest czymś niczym rozrywką. Co mam zrobić? Gdzie byli wszyscy skretyniali pedagodzy i psycholodzy wtedy? Nie zrobię sobie nic tylko dlatego że to byłoby tchórzostwo, ale nie mam motywacji żyć, bo jest to niczym katorga, każdy dzień zlewa sie w jedno a jedyne co robię to bujanie się z boku na bok, myśląc co by było gdyby. Próbowałem praktycznie wszystkiego, umiem grać na kilku instrumentach, rysować, modelować, rzeźbić, tańczyć (tańczyłem przez 11 lat w zespole). Z zawodu jestem elektrykiem, konserwatorem maszyn, mam uprawnienia na wózek widłowy oraz spawacza. A pomimo tego łapię roboty „poboczne” żeby dorabiać na studia które wznawiam z nowym miesiącem. Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie i fantazjach w trakcie kołysania się. Co mam robić?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.