Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak uwierzyć, że to co się wydarzyło w maju 2019 nie jest moją winą, pomimo terapii?

Treść wrażliwa
Dzień dobry. Dlaczego pomimo terapii.. w zasadzie od lutego odkąd pracuję na terapii nad traumą tak ciężko mi uwierzyć, że to co wydarzyło się w maju 2019 nie jest moją winą ? Chodzi o traumę na tle GW.... Ja to wiem...jednak...
User Forum

Anonimowo

2 dni temu
Justyna Czerniawska (Karkus)

Justyna Czerniawska (Karkus)

Dzień dobry,

myślę, że najbardziej kompetentną osobą do udzielenia odpowiedzi na zadane pytanie jest psychoterapeuta, który prowadzi terapię. Zachęcam do poruszenia tej kwestii na sesji terapeutycznej.

To co może w jakiś sposób tłumaczyć doświadczane objawy to to, że po doświadczeniu traumy nasz mózg próbuje w jakiś sposób odzyskać poczucie kontroli. Wzięcie na siebie odpowiedzialności za dane sytuacje powoduje, że (paradoksalnie) świat wydaje się osobie pokrzywdzonej bardziej przewidywalny.  Proszę pamiętać, że jest to jednak jakaś hipoteza w odpowiedzi na zadane pytanie. Nie uczestniczę w procesie terapeutycznym i nie znam szczegółowo doświadczeń dlatego zachęcam do poruszenia wątpliwości z terapeutą prowadzącym proces. 

 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Czerniawska - psycholog, psychoterapeuta CBT

1 dzień temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry. 

 

To, że rozumie Pani, że to nie była Pani wina, ale emocjonalnie nadal trudno w to uwierzyć, jest bardzo częste po traumie, szczególnie po przemocy seksualnej. Czym innym jest wiedzieć coś „głową”, a czym innym poczuć to naprawdę w sobie.

 

Poczucie winy po traumie często nie wynika z realnej odpowiedzialności, tylko z próby odzyskania kontroli nad czymś, co było doświadczeniem bezradności. Mogą pojawiać się myśli: „mogłam zareagować inaczej”, „mogłam uciec”, „mogłam przewidzieć”. To są bolesne, ale dość typowe mechanizmy po traumie. Nie są dowodem Pani winy.

Warto powiedzieć terapeutce dokładnie to, co Pani napisała: „Ja wiem, że to nie moja wina, ale nie umiem w to uwierzyć”. To bardzo ważny temat do pracy. Terapia traumy często wymaga czasu, bo przekonania zapisane w emocjach i ciele zmieniają się wolniej niż logiczne rozumienie sytuacji.

 

Odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby, która ją zastosowała. Nie po stronie osoby skrzywdzonej.

 

Jeśli w trakcie pracy pojawią się myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo poczucie, że emocje są nie do zniesienia, proszę od razu powiedzieć o tym terapeutce i skorzystać z pilnej pomocy, np. 112 lub najbliższy SOR.

 

Łukasz Dyłka

1 dzień temu
Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Dziękuję, że dzieli się Pani swoją historią.

To zupełnie zrozumiałe, że pomimo terapii nadal trudno Pani uwierzyć, że to nie była Pani wina. Wiele osób po przeżyciu traumy tak się czuje.  Często bywa tak, że na poziomie rozumu „wiemy”, że to nie była nasza wina, natomiast emocje i głębokie przekonania potrzebują więcej czasu oraz poczucia bezpieczeństwa, aby mogły się zmienić.

Poczucie winy może być też sposobem, w jaki psychika próbuje odzyskać poczucie kontroli nad czymś, co było bardzo trudne i poza naszym wpływem. Nie oznacza to jednak, że to przekonanie jest prawdziwe. Raczej, że pełniło (lub nadal pełni) określoną funkcję ochronną.

To, że Pani to zauważa i potrafi o tym mówić, jest ważnym elementem procesu zdrowienia. Warto wracać do tego tematu w swojej terapii i w swoim tempie dalej się temu przyglądać.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

1 dzień temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To, co Pan opisuje, jest jednym z najtrudniejszych i najczęstszych etapów w pracy nad traumą, zwłaszcza w nurcie poznawczo-behawioralnym (CBT). 

Proszę wziąć pod uwagę, że pracuje Pan nad tym intensywnie dopiero od lutego, a wydarzenia z maja 2019 roku to głęboka rana, która potrzebuje czasu, by "wiedza logiczna" mogła zintegrować się z "wiedzą emocjonalną". 

Jest Pan wystarczający i to, co się wydarzyło, nigdy nie było, nie jest i nie będzie Pana winą. Proszę być dla siebie łagodnym, to normalne, że powrót do tych wspomnień na terapii chwilowo nasila ból, ale to właśnie przez ten ból prowadzi droga do odzyskania wolności. 

Jest Pan na właściwej ścieżce, nawet jeśli teraz wydaje się ona wyjątkowo stroma.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 dzień temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry 

 

To, co opisujesz, jest bardzo częste u osób po traumie i nie znaczy, że terapia nie działa; to znaczy, że proces przewartościowywania winy i wstydu zwykle trwa dłużej niż rozumowe zrozumienie, które już masz.

Trauma zmienia sposób działania mózgu kiedy układ alarmowy (ciało migdałowate) pozostaje w nadmiernej gotowości, a to utrudnia racjonalne uspokojenie i przyjęcie nowych przekonań o sobie.  Wstyd i poczucie winy są częstymi objawami po gwałcie/oczyszczaniu seksualnym a wstyd może blokować opowiadanie i internalizację, że ofiara nie ponosi odpowiedzialności za przemoc. Przekonania o własnej winie często są głęboko zakorzenione (schematy myślowe) i wymagają czasu oraz powtarzalnej korekty emocjonalnej, nie tylko poznawczego widzenia

Praca z emocjami i ciałem: techniki regulacji nerwowego pobudzenia (oddychanie, EMDR, terapia somatyczna) pomagają, gdy wiedza „to nie moja wina” nie wystarcza.  Przetwarzanie w bezpiecznym kontakcie to powtarzane, bezpieczne opowiadanie historii (w terapii) i weryfikacja faktów przeciwko wewnętrznym oskarżeniom (kto miał władzę, jakie były realne możliwości obrony) może zmniejszać poczucie odpowiedzialności. Praca nad wstydem to  rozpoznawanie, że wstyd jest reakcją na doświadczenie sprawcy/systemu, a nie na Twoją „moralną” winę; techniki self-compassion i psychoedukacja bywają tu skuteczne. Jeśli od lutego czujesz utknięcie mimo regularnej terapii, zgłoś terapeucie konkretne objawy,  powtarzające się samobiczujące myśli, silny wstyd, somatyczne reakcje przy wspomnieniach gdyż to może wskazywać na potrzebę innego podejścia (np. EMDR, terapia somatyczna, praca nad regulacją układu nerwowego).Możesz zaproponować w terapii praktyczne eksperymenty: zapisanie dowodów przeciwko przekonaniu „to moja wina”, odgrywanie sceny z terapeutą w bezpiecznych warunkach, lub praca nad odczuciem wstydu poprzez ćwiczenia współczucia dla siebie. Terapeutyczne podejście: rozbicie myśli na fakty (co było możliwe wtedy) i praca z ciałem, by gdy ta myśl się pojawiła, układ nerwowy nie „przełączał” od razu w samooskarżenie.

 

1 dzień temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

W przypadku traumy, szczególnie związanej z przemocą seksualną, samo „wiedzenie” że to nie była Pani wina może nie wystarczać, ponieważ trauma zapisuje się nie tylko na poziomie logicznym, ale również emocjonalnym i cielesnym. Dlatego można jednocześnie rozumieć pewne rzeczy i nadal czuć winę, wstyd czy odpowiedzialność. To, że po kilku miesiącach terapii nadal pojawiają się takie emocje, nie oznacza, że terapia „nie działa”. Praca z traumą bywa procesem stopniowym i nierównym. Bardzo ważne jest, że Pani o tym mówi i warto ten temat poruszyć również ze swoim terapeutą. Nie wiem, w jakim nurcie Pani pracuje, ale w przypadku traumy dobrze sprawdza się terapia EMDR, w której główny obszar pracy koncentruje się właśnie na "czuciu".

 

Pozdrawiam serdecznie

Joanna Cichosz

1 dzień temu
Monumental

Monumental

Dzień dobry,

 

dziękuję za Twoją wiadomość.

 

Czytam, że jest Ci trudno, i wierzę, że doświadczasz cierpienia. Dobrze słyszeć, że jesteś w terapii i że zdecydowałaś/-eś się sięgnąć po wsparcie.

 

Proces terapeutyczny zazwyczaj wymaga czasu, a praca z traumą szczególnie potrzebuje delikatności oraz tempa, które pozwala bezpiecznie przyglądać się ranom i stopniowo je opatrywać. Czytam, że pracujecie w terapii od lutego - to wciąż można uznać za początek procesu. Domyślam się, że może towarzyszyć Ci zniecierpliwienie i silne pragnienie, żeby poczuć się lepiej jak najszybciej.

 

Choć wiem, że to niełatwe, zachęcam Cię do tego, aby dać sobie czas i nie próbować przyspieszać tej pracy. Bardzo często zmiana, zanim stanie się wyraźnie odczuwalna, zachodzi małymi, czasem trudno zauważalnymi krokami. Być może więc dzieje się już więcej, niż teraz jesteś w stanie uchwycić.

 

Zachęcam Cię również do tego, aby wnieść te odczucia na spotkanie z psychoterapeutą, tak żebyście mogli wspólnie się im przyjrzeć.

 

Wierzę, że jesteś na dobrej drodze i że z czasem pojawi się upragniony moment ulgi.

 

Przesyłam dużo ciepła.

 

Adela Szemczak

Certyfikowana Psychoterapeutka

Monumental - miejsce psychoterapii i rozwoju psychofizycznego

2 dni temu
Magdalena Mazur-Laskowska

Magdalena Mazur-Laskowska

To bardzo częste przy traumie związanej z gwałtem. Umysł po takim doświadczeniu często próbuje odzyskać poczucie kontroli i dlatego kieruje winę na siebie. Bo łatwiej jest uwierzyć "to moja wina", niż przyjąć, że spotkała Cię ogromna krzywda, na którą nie miałaś wpływu.


Ty już rozumiesz to logicznie. Ale trauma nie zapisuje się tylko w myślach. Ona zapisuje się w ciele, emocjach, odruchach, lęku, wstydzie i poczuciu zagrożenia. Dlatego można wiedzieć, a jednocześnie nadal tego głęboko nie czuć.

 

To, że wracasz do tego pytania, nie świadczy o słabości. Świadczy o tym, jak głęboko zostałaś zraniona. I o tym, że Twój system nerwowy nadal próbuje poukładać coś, co było zbyt trudne i zbyt bolesne.
 

To, co wydarzyło się w maju 2019 roku, nie było Twoją winą. Odpowiedzialność zawsze leży po stronie sprawcy. Zawsze.
 

A proces dochodzenia do momentu, w którym serce zaczyna wierzyć w to tak samo jak rozum - czasem trwa długo. Ale to nie znaczy, że jesteś w miejscu. To znaczy, że przechodzisz przez bardzo głębokie leczenie.

2 dni temu
Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowna Pani, 
To, co Pani opisuje - to pęknięcie między logicznym zrozumieniem faktów a głębokim, wewnętrznym przekonaniem  jest bardzo częstym, choć bolesnym etapem zdrowienia po traumie. 

Czasami poczucie winy pojawia się tam, gdzie umysł nie może znieść poczucia całkowitej bezradności. Przyjęcie winy na siebie, choć niszczące, daje paradoksalne i złudne poczucie kontroli. Łatwiej jest wierzyć, że „mogłam coś zrobić inaczej”, niż pogodzić się z przerażającą prawdą, że na tamto zdarzenie nie miała Pani żadnego wpływu. 

Bardzo ważne jest, by w procesie terapeutycznym, który kontynuuje Pani od lutego, dawać sobie prawo do tej powolności. Zmiana przekonań, które dotykają fundamentów Pani bezpieczeństwa, nie dzieje się tylko poprzez racjonalne argumenty.

Pozdrawiam serdecznie,

2 dni temu

Zobacz podobne

Napady lęku po omdleniu- na tyle boję się kolejnego takiego zdarzenia, że gdziekolwiek jest duszno od razu skacze mi tętno i czuję napad lęku.
Witam, chciałabym dowiedzieć się jak łatwo i skutecznie mogę radzić sobie z atakami paniki czy nieuzasadnionym lękiem. Od około dwóch miesięcy zaczęłam przejmować się zdrowiem po tym jak pierwszy raz w życiu spadł mi cukier do tego stopnia, że prawie zemdlałam. Nie mam żadnych problemów z cukrem, ale mam insulinooporność (wysoki poziom insuliny), która może prowadzić do cukrzycy, więc bałam się czy to nie jest już początek cukrzycy. Mimo dużej ilości wizyt u lekarzy, którzy powiedzieli, że nic mi nie jest, nadal bardzo na siebie uważałam, nie raz oddalając się przez to od znajomych i życia dookoła mnie. Parę tygodni potem lęk o zdrowie znacznie zniknął, ale niestety pojawiły się inne, np. gdy zrobiło mi się duszno w łazience pod prysznicem. Od tego czasu zawsze, gdy tam wchodzę, tętno skacze mi do 120- 130, nawet kilka razy do 150!, czyli zakładam, że to po prostu panika przed ponownym zdarzeniem się tej sytuacji. Zawsze lubiłam długo przebywać w tym pomieszczeniu a teraz wszystko robię jak najszybciej byle tylko wyjść z tej "duchoty". Nawet jak zostawię uchylone drzwi, przez które na pewno wpływa powietrze to moja głowa nadal twierdzi, że jest zbyt duszno. Tak samo teraz- jestem chora na covid przez co jestem osłabiona i raz źle poczułam się w kuchni, więc kolejne pomieszczenie powoduje u mnie stres. To jest chyba jeszcze bardziej uciążliwe (bo w łazience wystarczy, że szybko wejdę pod prysznic i już) bo zawsze lubiłam i nadal lubię gotować, pomaga mi to nie raz w relaksacji, ale po jakimś czasie muszę wstać od jedzenia po to by nie zwariować.:( Przy takich stanach czasami też mam niewielkie poczucie odrealnienia, które mija praktycznie od razu ze spadkiem tętna i uspokojeniem się. Poczytałam trochę o tym i myślę, że mogą to być w jakimś sensie ataki paniki, ale nie chcę oczywiście sama się diagnozować, dlatego liczę na jakąś radę co robić i czy warto iść do specjalisty. :)
Jak radzić sobie z PTSD i lękiem po traumie seksualnej w dzieciństwie?

Witam, mam 22 lata. W wieku 11 lat byłam wykorzystywana seksualnie przez kuzyna. Działo się to kilkakrotnie na jednym wyjeździe. W tamtym czasie nie wiedziałam dokładnie, co się wydarzyło, jak to się nazywa. Miałam tylko poczucie, że stało, działo się coś złego. Pamiętam, że cały wyjazd zasadniczo źle znosiłam, miałam bóle brzucha, płakałam, ale nie potrafiłam powiedzieć z jakiego powodu. Wyjazd się skończył, ja wróciłam do domu. Wróciłam do codzienności. Zapomniałam o wydarzeniach z tamtego czasu. W wieku 16 lat zaczęłam mieć przebłyski wspomnień, zaczęły przypominać się tamte wydarzenia, wtedy też zaczęłam mieć większą świadomość tego wszystkiego... tego co, tak naprawdę się stało. Nie umiałam sobie z tym poradzić, zaczęłam doświadczać przebłysków wspomnień, w nocy nie mogłam spać, miałam problemy z koncentracją w szkole, nie mogłam jeść... Czułam się coraz gorzej.. 

Któregoś dnia nie wytrzymałam i poszłam do pedagoga w szkole i wszystko powiedziałam... . Oczywiście zaczęła się cała związana z tym procedura, sprawa trafiła na policje, a ja do terapeutki. 

Moja terapeutka, określiła, że cierpię na PTSD. Moja terapia trwała ponad rok. Była to terapia przedłużonej ekspozycji. 

Terapia ta dała mi pomoc i ukojenie. Teraz mimo skończonej terapii, obecnie nie czuje się dobrze, mimo tego, że w tamtym czasie i okresie było dobrze.... 

Zastanawiam się, czy są to w dalszym ciągu skutki przeżytej traumy? Mimo tego, że kuzyn w żadnym stopniu mi nie zagraża ? Ogólnie na co dzień odczuwam ciągle napięcie? 

Jestem tak jakby w ciągłym czuwaniu, ostrożności. 

W każdym mężczyźnie, który przechodzi np. koło mnie, czuje zagrożenie albo myśl, że muszę uważać, muszę być ostrożna, bo może coś mi zrobić i mam scenariusze co może mi się stać. 

Jak idę gdzieś sama, mój odruch to ciągłe odwracanie się i upewnianie czy nikt za mną nie idzie. Gdy zdarzy się tak, że jakiś mężczyzna idzie za mną dłuższy czas, od razu mam strach w głowie... Przyśpieszam kroku, chowam się gdzieś mimo tego, że nie ma złych zamiarów i po prostu przypadkowo przechodzi akurat tą samą drogą co ja. Mam też w sobie dużo poczucia winny za tamte wydarzenia, czuje się brudna, mam gorsze spojrzenie na siebie? Złość na to, że moje zachowania są za bardzo impulsywne. Mam też problem zaufać jakiemukolwiek mężczyźnie, chłopakowi. Nie lubię, unikam bliskości... Boję się, że moje problemy wpłyną na to, że nie będę umiała nigdy wejść w żaden związek .

Czy to zaburzenia osobowości? - przemoc w dzieciństwie, ogromna potrzeba współczucia i związane z tym zachowania
Zaburzenia osobowości? Nie rozumiem swojego zachowania i nienawidzę siebie za nie, ale nie potrafię zmienić. Najprościej rzecz ujmując, chcę od innych litości, chociaż nie dzieje się nic, czego mogliby mi współczuć. Posuwam się do tego, że wymyślam smutne historie i to są naprawdę poważne kłamstwa. Szczególnie tyczy się to osób, które ja lubię. Ja tego nienawidzę, brzydzę się sobą, a jednocześnie nie potrafię inaczej. Zawsze mam jedną osobę, o której myślę wręcz obsesyjnie i wyobrażam sobie, że on dowiaduje się o mnie czegoś i patrzy na mnie z takim zrozumieniem/współczuciem. I to nie jest związane z tym, że ktoś mi się podoba. To są osoby starsze, ja mam 20 lat, w gimnazjum była to jedna nauczycielka, w liceum wychowawczyni, teraz zaczęłam studia i też jest jeden wykładowca, w międzyczasie instruktor prawa jazdy. Tak naprawdę nie potrafię przestać, dopóki nie skończą się kontakty z tą osobą, tzn nie skończę szkoły. Mnie już to strasznie męczy, poza tym czasami żeby pokryć głupie kłamstwa muszę wymyślać kolejne i kolejne. W gimnazjum zostałam "zdemaskowana" i niczego mnie to nie nauczyło. Nie wiem, z czego to wynika, być może z tego, co działo się w dzieciństwie. Mój ojciec robił codziennie awantury, podczas których niszczył sprzęty i był bardzo agresywny, ale nas nie bił. Paskiem po tyłku albo szarpnął, ale nigdy nie miałam nawet siniaka. Potrafił zrobić kilkugodzinną awanturę o to, że ktoś posmarował kanapkę wg niego zbyt dużą ilością masła. Ja wiem, że to na mnie wpłynęło, generalnie ja nie potrafię odnaleźć się w społeczeństwie, mam bardzo niską samoocenę. Często palnę coś głupiego, albo jakoś dziwnie się zachowuję, często jestem też przygnębiona (mam zdiagnozowaną i leczoną depresję). Może szukam w ten sposób akceptacji swojego zachowania? Bo przecież nie powiem ludziom "mój ojciec był tyranem i dlatego jestem dziwna, proszę zaakceptujcie mnie". Tym bardziej, że awantury są w co drugiej rodzinie i ludzie jakoś sobie radzą. Więc łatwiej podciągnąć to pod coś, co dzieje się aktualnie... Co z tym mogę zrobić?
Rok temu partner skrzywdził mnie emocjonalnie, od tego momentu męczę się z ogromną zazdrością o niego. Mam ogromny lęk przed opuszczeniem.
Rok temu mój partner zdradził mnie emocjonalnie, do tej pory odczuwam lęk, że to znów zrobi, mimo że on naprawdę się stara. Ja ciągle mu o tym przypominam. Nie chcę tego, ale natłok tych myśli jest okropny, nie potrafię zatrzymać tego w sobie i zaraz mu wypominam jego błąd. Popadałam w jakąś paranoję, widzę w każdym zagrożenie. Partnert uczęszcza na terapię i terapeutką jest kobieta w jego wieku( znajoma z oddziału mojej mamy). Nawet o nią jestem zazdrosna. Po każdej sesji jego coś we mnie pęka, zaczynam kłótnie. Zadaje pytania czy mu się podoba. Ostatnio przed sesją się z nim pokłóciłam i on opowiedział to terapeutce... ( ona kazała mu mieć dystans do mnie) czego troszkę nie rozumiem. Czuję się z tym źle, bo zależy mi na nim i doceniam to jak przez ten rok się starał... Ale ja to wszystko ciągle niszczę,... Ale naprawdę nie potrafię zatrzymać tych myśli, tego strachu przed utratą jego. Dodam, że miałem ciężkie dzieciństwo ( mój ojciec nas zostawił jest alkoholikiem i hazardzistą. Nigdy się mną nie interesował, a wręcz przeciwnie, od dziecka jego rodzina i on znęcał się nad nami psychicznie i fizycznie) Potem na mojej drodze stanął mój partner, jesteśmy ze sobą 6 lat. I naprawdę bardzo dobrze wspominam te w 6 lat. Tylko ta sytuacja rok temu złamała mnie. Nie chcę być już dłużej taka, chcę do wspierać. Ale ciągle go zawodzę. Czuję, że do niczego się już nie nadaję, że ja już nie jestem tu potrzebna, bo tylko wszystko komplikuję. Proszę o radę, co mam robić w tej sytuacji.
Moja mama często jest opryskliwa do taty, ma humory, nieraz gdy jedziemy gdzieś razem
Moja mama często jest opryskliwa do taty, ma humory, nieraz gdy jedziemy gdzieś razem, ona ma jakiś problem i przez długi czas jest do niego niemiła, traktuje go tak, jakby jej przeszkadzał. Nieraz jej się coś nie podoba, nie wiadomo co, jest bardzo wybredna i ciężko trafić w jej gust - za dużo ludzi, za dużo tego, nie podobają jej się ładne miejsca, woli siedzieć w brzydkich miastach. Gdy kilka lat temu mieliśmy okazję mieszkać za granicą, w bardzo ładnym mieście, ludzie uprzejmi, spokojni, to ona stwierdziła, że jest tam okropnie i dostaje depresji, że nie rozumie francuskiego (przecież mogła się uczyć, miała dużo wolnego czasu) i że kraj jest paskudny. Mój tata mieszkał tam sam, mama stwierdziła, że będzie czasem jedynie przylatywać i za każdym razem była obrażona i gdy ja przyleciałam tam również, codziennie rano mówiła, że nigdzie nie jedzie, była obrażona i do kogo nie odzywała się. Gdy teraz patrzę na tę sytuację, żałuję bardzo, że nie wyprowadziłam się tam, ponieważ było to o wiele lepsze miejsce niż Polska. Nie zrobiłam tego ,bo wychowując się z tak niestabilną matką, sama nie wiedziałam, czego chcę i byłam smutna podróżując gdziekolwiek. Na szczęście teraz odzyskałam siebie i wiem, gdzie chcę być, na pewno nie tu. Jednakże ciężko mi jest jakkolwiek planować pobyt gdzieś z rodzicami, bo skąd mam wiedzieć co mojej mamie znowu uderzy do głowy? Ona często ma humory, mój tata pomimo przepracowania, zmęczenia nią i innymi sprawami nigdy się nie skarży. Boję się, że ona go zamęczy. Wolała siedzieć w szarej małej miejscowości w Polsce, w której i tak siedzi w domu i robi tylko zakupy, nie rozwija się w żaden sposób, nie pracuje, ma jedynie całkiem blisko do rodziców. Oczywiście jej matka, czyli moja babcia też podporządkowuje sobie męża, drze się na niego i strasznie go obraża, jest jeszcze gorsza niż moja mama. Mój tata jest ambitny i ma dobrą pracę a moja mama zupełnie na odwrót i widzę w niej często zazdrość wobec niego, mimo że nikt jej nie zabraniał pracować. Czasami jak jesteśmy razem w domu ,to mama daje mu do zrozumienia, żeby najlepiej sobie poszedł, wtedy on się wycofuje i idzie do innego pokoju. Ciężko jest mi z tym, pomimo że nie jest to zachowanie skierowane do mnie, to przecież jest to mój tata, a gdy ona tak się zachowuje, to ja czuję napięcie i niepokój, wpływa to na mnie negatywnie. Nie mogę zaakceptować takiej sytuacji, wiele w przeszłości mnie ominęło przez jej zachowanie, bo miałam problemy ze sobą, swoimi emocjami i przez to nie interesowałam się pozytywnymi rzeczami, a ciągnęło mnie do złych i toksycznych. Potrzebuję mieć wsparcie w rodzinie, bo wiele osób w życiu i tak jest przeciwko nam, a gdy jeszcze w rodzinie źle się dzieje, to czuję się podwójnie źle. Mój ojciec z kolei nie powinien być tak bierny i podporządkowany. Rozmawiałam z nimi na ten temat, on twierdzi, że nic nie poradzi, a ona, że ma do niego żal, że gdy byli młodzi, to rodzice mojego taty za bardzo wtrącali się do ich życia, a także jego siostra i szwagierka były wobec niej niedobre. Jest to przykre, ale nie może to wyglądać tak, jak wygląda. W sumie to nawet nie wiem, czy ten argument to jedyna sprawa, raczej chodzi też o inne jej braki. W dodatku ona nie pracuje od wielu lat i skupia się na domu, nie ma ochoty za bardzo wychodzić poza prostymi czynnościami jak zakupy. Mi to kompletnie nie odpowiada i widzę, że ja jestem kompletnie inna od moich rodziców. Czuję, że mając z nimi kontakt czuję się słabsza. Ostatnio spędziłam u nich kilka dni i wróciłam zdołowana, bo moja mama znowu była dla niego niemiła. Nie wiem, co mam zrobić i czy da się cokolwiek z tym zrobić. Wiele razy im mówiłam, że to nie jest normalny stan rzeczy, jestem już zmęczona.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.