
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Czy mój partner...
Czy mój partner angażuje się w nasz związek? – Problemy z nieujawnieniem relacji rodzinie
Justyna
Justyna Bejmert
Justyno, tak, ma prawo być Ci przykro. To naturalne, że czujesz się pominięta, bo Twój partner nie uwzględnił Cię w ważnym wydarzeniu i nie zapytał, jak się z tym czujesz. Rozumiem jego intencje i chęć ochrony dzieci, ale to nie oznacza, że Ty i Twoje uczucia są w tym wszystkim mniej ważne. Porozmawiaj z nim szczerze o tym, jak się z tym czujesz. Być może partner nie jest do końca świadomy jaką przykrość Ci sprawił. Pozdrawiam Cię ciepło,
Justyna Bejmert
psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Iza Bonarowska
Dzień dobry,
Widzę po Pani opisie kilka ważnych rzeczy po Pani stronie. Jest Pani wyrozumiała, cierpliwa i potrafi brać pod uwagę kontekst. Akceptowała Pani jego rozwód, dzieci, potrzebę ostrożności. Nie naciskała Pani, dawała czas. To są dojrzałe postawy. I właśnie dlatego to, co wydarzyło się teraz, tak boli.
Problemem nie jest to, że on chce zadbać o dzieci. Problemem jest sposób, w jaki to robi. On nie zaprosił Pani do rozmowy. Nie zapytał, jak się Pani z tym czuje. Nie próbował znaleźć rozwiązania, które uwzględniałoby również Panią. Po prostu oznajmił decyzję, a Pani została postawiona w roli osoby, która ma to „zrozumieć”.
I ma Pani prawo zadać sobie pytanie, czy taka forma relacji jest dla Pani wystarczająca. Bo problem nie dotyczy tylko tych świąt. Dotyczy tego, jak on widzi Panią w swoim życiu w dłuższej perspektywie.
Rozmowa z psychologiem może bardzo pomóc w uporządkowaniu tych uczuć i w nazwaniu swoich granic. Czasem potrzebujemy wsparcia, żeby zobaczyć jasno, czego potrzebujemy w relacji i czy druga osoba jest w stanie nam to dać. Nawet kilka spotkań daje dużą ulgę.
Pozdrawiam serdecznie
Iza Bonarowska
Psycholog
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
ma Pani pełne prawo czuć smutek i żal. To co się dzieje nie jest drobnym nieporozumieniem tylko realnym sygnałem, że w tej relacji Pani miejsce nie jest jasno określone. Po dziewięciu miesiącach związku bycie całkowicie niewidoczną dla jego rodziny i funkcjonowanie „w ukryciu” jest obiektywnie trudne emocjonalnie.
Tłumaczenie wszystkiego dobrem dzieci jest zrozumiałe tylko do pewnego momentu. Chronienie dzieci nie powinno oznaczać całkowitego pomijania Pani uczuć i potrzeb ani podejmowania decyzji bez rozmowy z Panią. To, że on nie zapytał jak Pani się z tym czuje, jest tu kluczowe.
Deklaracje że jest Pani ważna nie wystarczą jeśli nie idą za nimi konkretne działania. Obecna sytuacja pokazuje, że priorytetem jest utrzymanie pozorów dawnego układu rodzinnego, a Pani zostaje na jego obrzeżach.
To nie jest przesadzanie. To jest naturalna reakcja na brak miejsca i uznania w relacji. Warto jasno powiedzieć co Panią boli i zapytać wprost jaka jest jego wizja Waszej przyszłości i kiedy Pani przestanie być „tajemnicą”.
Pozdrawiam serdecznie,
Weronika Wardzińska
Anna Szczypiorska
Witaj, sytuacja którą Pani opisuje, jest w pełni zrozumiała i naturalna, ma Pani prawo czuć się źle. W relacjach partnerskich, zwłaszcza gdy wchodzimy w związki z osobami, które mają dzieci i wcześniejsze zobowiązania rodzinne, istotne jest poczucie bycia uwzględnionym i szanowanym. Partner mógł kierować się dobrem dzieci, ale brak wcześniejszej konsultacji z Panią i fakt, że nikt z rodziny nie wie o Pani obecności, może wzbudzać poczucie niedocenienia i wykluczenia. Te emocje nie są przesadzone, sygnalizują, że w relacji potrzebna jest większa komunikacja i jasne ustalenie, jak Pani i partner chcą uwzględniać siebie nawzajem przy decyzjach dotyczących życia rodzinnego.
Weronika Kohnke
Dzień dobry,
nie, nie przesadza Pani. To, co Pani czuje, jest zrozumiałe i uzasadnione. Po dziewięciu miesiącach relacji naturalne jest oczekiwanie, że będzie Pani brana pod uwagę i że Pani obecność w jego życiu nie będzie ukrywana. Ostrożność wobec dzieci po rozwodzie można zrozumieć, ale sytuacje, w których wyjeżdża z Panią i mówi, że jest ze znajomymi, a święta spędza z byłą żoną i rodziną, nie pytając Pani o zdanie, muszą ranić. Najbardziej bolesne wydaje się to, że decyzje zapadają bez rozmowy i bez uwzględnienia Pani uczuć. Ma Pani pełne prawo czuć smutek i żal, bo w relacji ważne są nie tylko słowa, ale też czyny. Warto spokojnie powiedzieć partnerowi, jak Pani to przeżywa, i zapytać, jakie miejsce realnie widzi dla Pani w swoim życiu.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
Weronika Jeka

Zobacz podobne
Witam, od dłuższego czasu mam problem, z którym sobie nie radzę i chciałabym prosić o poradę.
Chodzi o moich nadopiekuńczych rodziców - bardziej mamę.
Od zawsze chce kontrolować wszystko, co robię i chce dyrygować moim życiem. Odkąd zaczęłam podstawówkę, byłam zmuszona do bycia najlepszą uczennicą w klasie i nie tylko. Jak tylko wracałam do domu, to kazała mi się uczyć, przez co nie miałam czasu ani dla siebie, ani dla znajomych, czy też hobby.
Jeżeli nie rozumiałam jakiegoś materiału, to kazała mi siedzieć w nocy i wkuwać, dopóki go nie umiem. Często mnie pytała i wyzywała, jak ocena była mniejsza od 4 (co bardzo rzadko się zdarzało). Pamiętam, że jak dostałam 3 ze sprawdzianu, to popłakałam się przy klasie i nauczycielce, bo wiedziałam, że dostanę opieprz za to. Byłam wyzywana za swoje oceny, co przyczyniło się też do moich problemów z jedzeniem i stresem, które trwają do dziś. Dodam jeszcze, że od urodzenia do około 18 urodzin mój ojciec był alkoholikiem i robił awantury cały czas, więc nauka w takiej atmosferze była trudna, patrząc jeszcze na nagonki ze strony mojej mamy. Mój ojciec próbował kupić moją miłość głupimi prezentami, których nie chciałam. Nie rozumiał, że jedyne co chciałam to, to, żeby nie pił. Jak byłam już starsza, to się buntowałam i przez to mnie wyzywał np. od "krowy jebanej" itp. Mój brat miał dosyć zachowania moich rodziców i w wieku 16 lub 17 lat się wyprowadził to moich dziadków. Ja niestety nie miałam i nie mam takiej opcji. Moje nastoletnie lata też nie były kolorowe. Ojciec dalej pił, a mój kontakt z bratem był do dupy od zawsze, bo mój ojciec ograniczał nam kontakt i nie pozwalał, np. mojemu bratu się ze mną bawić jak byłam młodsza. I przez co do dzisiaj nasza relacja jest, jaka jest. Od 13. roku życia mam myśli samobójcze i jestem po 3 próbach, podczas których się rozmyśliłam, chociaż nie wiem czemu. Od 1 podstawówki do 1 liceum co roku miałam świadectwa z paskiem i wyróżnienia, ale komuś to nie wystarczyło. Jeżeli miałam okres lub ogólnie źle się czułam i chciałam się zwolnić ze szkoły, to moja mama robiła mi o to awanturę. Mój okres od zawsze wygląda tak, że bardzo, bardzo boli i często mdleje albo wymiotuje. Według mojej mamy zawsze zmyślałam moje symptomy i samopoczucie. Jak tylko się zwolniłam, to krzyczała na mnie i nazywała różnymi wyzwiskami. Muszę dodać też, że odkąd chodzę sama do szkoły (podstawówka, liceum i teraz studia), muszę dawać mamie znać, że jestem na miejscu (inaczej wypisuje, wydzwania i robi awantury). Moje przyjaciółki zawsze się dziwiły, że nawet po 18 muszę do niej pisać, ale nic nie mogłam na to poradzić.
Było mi ogólnie wstyd przez to. Odkąd ukończyłam 18 lat, to szukam pracy u siebie w mieście, jednak nieskutecznie.
Jestem studentką zaoczną, ale i tak nikt nie chce mnie przyjąć, bo w większości chcą kogoś z doświadczeniem. Moja mama tego nie rozumie i mówi, że jestem leniwa, ma dosyć mojego zachowania i cały czas wygania do pracy. Cały czas składam CV, ale na razie nie mam od nikogo odpowiedzi. Od prawie 2 lat jestem w związku. Z chłopakiem mieliśmy i mamy podobną sytuację rodzinną (ojcowie alkoholicy, rodzina jest skłócona itp.), jednak moja mama przez to, że mój ojciec ma niebieską kartę, czuje się jakaś lepsza i nie chce mnie do chłopaka puszczać (chociaż mój ojciec był pijany, jak mój chłopak do mnie przyjechał).
Nasz związek się przez to pogorszył. On był u mnie praktycznie cały czas (nawet podczas szkoły), był na moich 18 urodzinach (a ja na niego nie, bo moja mama mi chamsko znalazła robotę na ten dzień i kazała mówić, że jestem zajęta) i w zeszłym roku też mnie nie chciała puścić. Twierdzi, że skoro mieszkam u nich, to mam się słuchać i nie mam nic do gadania. Mój ojciec jest niby po mojej stronie, a tak naprawdę jest manipulowany przez moją matkę. Podsumowując, mój chłopak przyjechał do mnie ponad 30 razy, a ja do niego z 5 razy. Raz byłam z nim i jego rodziną nad morzem, potem musiałam kłamać, że jadę do niego na próby do poloneza (ale tańczyliśmy go tylko na mojej studniówce), bo inaczej bez powodu by mnie matka nie puściła. I tak podczas jednego pobytu zrobiła mi awanturę. Mój brat miał po mnie przyjechać, ale pasowało mu tylko wieczorem (bo spędzał czas ze swoją dziewczyną), a moja mama krzyczała na mnie, że mam do niego pisać i dzwonić i kazać mu przyjechać po południu.
Uparł się i przyjechał wieczorem, a ja ze stresu przez całą drogę płakałam, to też mój brat się wkurzył i opieprzył mamę za jej zachowanie. Jak wróciłam, to oboje rodziców się zachowywało, jakby nic się nie stało. Ostatnio zaczęłam się buntować i udało mi się pojechać do niego 2 razy z rzędu i teraz na sylwestra (mieszkamy od siebie ok. 40 minut i albo on, albo jego rodzice po mnie przyjeżdżają i zawsze jestem u nich mile widziana).
A teraz opowiem ostatnią sytuację, czyli sylwester u chłopaka. Moja mama była jak zawsze przeciwna i się fochała i robiła mi awantury, ale i tak postawiłam na swoim. I problem w tym, że miałam tam jechać tylko na 4 dni, ale postanowiłam zostać na 2 tygodnie. I muszę powiedzieć, że czułam się tam naprawdę dobrze i bezpiecznie. Miałam z kim porozmawiać i się pobawić (z młodszą siostrą chłopaka). U mnie każdy siedzi u siebie i zajmuje się sobą (ojciec gra, mama wychodzi albo siedzi w telefonie, a ja gram lub gadam z chłopakiem). 2 dni przed moim powrotem zadzwoniłam do ojca, aby mu powiedzieć, kiedy wracam i o której (bo moja mama była już obrażona i nie chciała ze mną gadać).
On spokojnie powiedział, że okej i tyle. Następnego dnia, kiedy mój chłopak był akurat w pracy i tego nie słyszał, to znowu zadzwonił ojciec i tym razem z krzykiem mówił, że jak nie wrócę w termin, to po mnie na chama przyjedzie. Dodał też, że przeze mnie moja mama płacze i nie je. Sam potem powiedział, że matka się okropnie zachowuje i wzięła go wtedy na litość.
Jak tylko wróciłam, to była i jest obrażona, a ojcu skarży się, że to ja jestem. Ostatnio nazwała mnie rozkapryszonym gówniarzem, który nie dostaje tego, czego chce. Do teraz jestem na nią zła, bo nie dość, że mnie tak traktuje, płacze, bo nie idzie coś po jej myśli, to jeszcze za każdym razem każe mi rządzić się rodzicami chłopaka (żebym wróciła o tej godzinie, o której mama chce, a nie tak jak pasuje jego rodzicom, żeby mnie odwieźć).
Jestem załamana i zaczęłam szukać pracy nawet niedaleko mojego chłopaka, aby w razie czego się na chwilę do nich wprowadzić i zarobić na siebie, a potem być na swoim.
Nie wyrabiam w tym domu. Dodam, że miałam z rodzicami dużo rozmów, ale przez moją mamę zawsze były to bardziej kłótnie, z których i tak się nic nie nauczyła. Zdaniem mojego ojca jestem już dorosła i mogę robić to, co chce i uważam, a on będzie mnie wspierał, dopóki może. Tak więc moje pytanie.
Czy mam zacząć myśleć poważnie nad tą pracą przy miejscowości chłopaka i się tam przeprowadzić?
Facet przestał na mnie patrzeć jak na atrakcyjną kobietę po wizycie u Mężczyzny ginekologa. Spotykam się z pewnym chłopakiem od pół roku i było super. Dzieliśmy wspólne pasje, spędzaliśmy czas i zbliżaliśmy się do siebie. Czuję się przy nim dobrze i nie myślałam, że można spotkać takiego mężczyznę, który tak świetnie potrafi działać na samopoczucie i nastrój, a jednocześnie jest atrakcyjny, męski i inteligentny. Niestety, wszystko się zmieniło. Spóźniłam się na świętowanie jego sukcesu w pracy z powodu wizyty u ginekologa. Zapytał mnie, jak nazywa się doktor, do którego chodzę. Odpowiedziałam, że to mężczyzna i cyk, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jego uczucia do mnie wyparowały. Niby wszystko jest ok, ale unika bliskości, nie angażuje uczuć, nawet patrzy na mnie inaczej. Jestem jak koleżanka. Spędza czas, dzieli pasje, ale nic więcej. Myślałam, że mu przejdzie, nie przeszło. Ja chciałam się angażować, zbliżyć; skończyło się paniczną ucieczką pod pozorem powrotu do pracy. Rozmawiałam na ten temat z psychologiem. Powiedział, że tak się może zdarzyć i zdarza, że to problem na styku świadomych uczuć i emocji. Wiem, że muszę dać czas i nie naciskać. Ale boję się, że po prostu zacznie widzieć tę atrakcyjność w innej kobiecie. Czy jest na to jakiś sposób?

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.
