Left ArrowWstecz

Czy normalne jest laczenie seksu z miloscia? Moj partner to swinger i poligamista, a ja cierpie

Treść wrażliwa
Czy moje oczekiwanie powiązania seksualności z miłością jest obce mężczyznom? Jestem kobietą, która potrzebuje miłości do seksu i mój partner okazał się swingersem i poligamistą . Nie rozumiał, czemu ja się z tym nie zgadzam i uważał on, że seks to tylko seks i że ja "wyznaje romantyczna wizję seksu, która wynika z mojego religijnego wychowania i nikłego doświadczenia seksualnego". Czy to prawda, że trzeba być osoba religijna by mieć taki podejście jak ja? Myślę że nie. Jest tez taki autorytet/kaznodzieja który na swoich konferencjach na naukach przedmałżeńskich mówi, że "seksualność kobieca i męska to są dwie odrębne i odległe planety. Seksualność dla kobiety to niezwykle skomplikowana machina, a dla mężczyzny to jest jeden włącznik on/off, a stosunek seksulany dla mężczyzny to minuta i czterdzieści sekund, a kobieta przygotowuje się do seksu cały dzien". Wiem że jestem emocjonalnie niedojrzała, ale mnie to bardzo dotknęło bo ja szukam bliskości w seksie i to utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie znajdę odpowiedniego mężczyzny, że zawsze będę traktowana jak kobieta z filmu pornograficzego, za przeproszeniem. Wszyscy mi mówią że niepotrzebnie przejmuje się głupotami, jeśli mnie takie wypowiedzi - mojego byłego partnera i tego kaznodziei- tak bardzo ruszają, że doprowadzają do samookaleczeń. Doprowadziły mnie do tego. Samookaleczalam się po wysłuchaniu internetowych nauk przedmałżeńskich tego kaznodziei. Dodam, że ten kaznodzieja to ogromny autorytet, także wśród osób niewierzących, autor wielu cenionych książek na temat związków, bliskości i seksu.
User Forum

Ania

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Aniu

Podejście, w którym seksualność jest nierozerwalnie związana z miłością i bliskością emocjonalną, nie jest domeną wyłącznie osób religijnych ani kobiet – to jedna z wielu w pełni uprawnionych ludzkich postaw lub po prostu potrzeba więzi. Argumenty Pani byłego partnera, sprowadzające Pani potrzeby do „braku doświadczenia” czy „religijnego wychowania”, były formą manipulacji mającą na celu podważenie Pani granic, a nie obiektywnym opisem rzeczywistości. Słowa wspomnianego kaznodziei o „dwóch odrębnych planetach” i „włączniku on/off” to szkodliwe, nieprawdziwe stereotypy, które spłycają męską seksualność i uprzedmiotawiają kobiecą, a fakt, że ktoś jest autorytetem, nie oznacza, że jego słowa są jedyną prawdą.

To, że te wypowiedzi doprowadziły Panią do samookaleczeń, jest sygnałem ogromnego cierpienia i poczucia niezrozumienia, a nie „niedojrzałości emocjonalnej” czy „przejmowania się głupotami”. Pani reakcja pokazuje, jak głęboko naruszono Pani poczucie godności i bezpieczeństwa w sferze intymnej. Proszę pamiętać, że istnieją mężczyźni, dla których seks bez miłości i bliskości nie ma wartości – Pani oczekiwania są realne i możliwe do spełnienia w zdrowym związku.

Najważniejsze jest teraz zadbanie o Pani bezpieczeństwo i pomoc w radzeniu sobie z tak silnymi emocjami, by nie musiała Pani ranić własnego ciała. Bardzo ważne, aby porozmawiała Pani o tych doświadczeniach z terapeutą, który pomoże Pani odbudować poczucie własnej wartości i odciąć się od krzywdzących opinii byłego partnera oraz internetowych autorytetów. Jest Pani wystarczająca i ma Pani pełne prawo do własnej wizji intymności, opartej na szacunku i miłości.

Pozdrawiam 

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Dziękuję, że Pani o tym napisała.

Pani potrzeba łączenia seksu z miłością i bliskością jest całkowicie normalna, i nie ma nic wspólnego z tym, czy ktoś jest religijny. To jedno z wielu naturalnych podejść do seksualności. Również to, co mówił Pani były partner, nie jest „prawdą o mężczyznach”, tylko jego własnym sposobem patrzenia, który po prostu nie był zgodny z Pani wartościami.

Uproszczenia o „dwóch planetach” kobiet i mężczyzn mogą brzmieć przekonująco, ale nie pokazują, jak bardzo ludzie się między sobą różnią. Wiele osób, także mężczyzn, potrzebuje bliskości emocjonalnej w seksie.

To, że wypowiedzi kaznodziei tak Panią dotknęły, jest zrozumiałe. Natomiast bardzo ważne jest to, że doprowadziły Panią do samookaleczeń. To sygnał, że potrzebuje Pani realnego wsparcia. W takiej sytuacji warto jak najszybciej skontaktować się z psychologiem lub psychiatrą.

Jeśli pojawiają się impulsy do zrobienia sobie krzywdy, może Pani też skorzystać z bezpłatnego wsparcia:

Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111

Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym: 800 70 2222 (całodobowo)

Nie musi Pani zostawać z tym sama.

Ma Pani prawo szukać relacji, w której seksualność łączy się z bliskością i szacunkiem i takie relacje istnieją.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

1 miesiąc temu
Sylwia Szulecka

Sylwia Szulecka

Dzień dobry Pani Aniu,

w Pani słowach widać duże poruszenie. Wygląda na to, że jest Pani w momencie, w którym odpowiada Pani sobie na pytanie, czym dla Pani jest seksualność. To bardzo dobrze, bo poznanie siebie może być drogą prowadzącą do potencjalnego partnera. Seks bowiem może zaspokajać bardzo różne potrzeby. Kluczowe jest to, by być w związku, z osobą, która ma zbliżone podejście do naszego. Pani partner miał inaczej niż Pani, co nie oznacza, że każdy tak będzie miał. Istotna jest więc rozmowa na ten temat. 

Napisała Pani również o samookaleczeniach. I w tym obszarze warto poszukać wsparcia i pomocy. Bo wygląda na to, że radzi sobie Pani z trudnymi emocjami, krzywdząc siebie. Warto poszukać wsparcia, żeby przyjrzeć się, w jakich okolicznościach reaguje Pani w ten sposób, skąd się u Pani wzięła taka reakcja... Może też spróbuje Pani radzić sobie w sposób niekrzywdzący dla siebie samej... Czego Pani życzę z głębi serducha.

 

Wszystkiego dobrego, Pani Aniu.

 

Sylwia Szulecka

psycholożka-seksuolożka, 

psychoterapeutka indywidualna i związków

1 miesiąc temu
Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowna Pani,
 

To, co Pani opisała, niesie w sobie ogromny ciężar emocjonalny, który widać w bolesny sposób w reakcji Pani ciała. Fakt, że słowa innych osób - bliskiego niegdyś partnera, jak i publicznego autorytetu - doprowadziły Panią do tak dramatycznych kroków jak samookaleczenia, świadczy o tym, jak głęboko naruszono Pani poczucie bezpieczeństwa i godności. Proszę pamiętać, że chęć znalezienia bliskości i więzi w sferze intymnej nie jest przejawem niedojrzałości ani „religijnym skrzywieniem”. To fundamentalna ludzka potrzeba, która dla wielu osób stanowi o wartości i sensie relacji, niezależnie od ich światopoglądu czy stażu seksualnego.

Wydaje się, że Pani były partner oraz wspomniany kaznodzieja posłużyli się bardzo krzywdzącymi uogólnieniami, które w Pani systemie przekonań urosły do rangi niepodważalnych wyroków. Kiedy słyszy Pani, że męska seksualność to jedynie „przełącznik on/off”, a Pani oczekiwania są „romantyczną mrzonką”, w Pani umyśle może pojawiać się wizja świata, w którym nie ma miejsca na Panią i Pani wrażliwość. To naturalne, że w takim momencie pojawia się myśl: „zawsze będę tak traktowana” lub „nigdy nie znajdę nikogo odpowiedniego”. Warto jednak zastanowić się, czy opinia dwóch mężczyzn - nawet jeśli jeden z nich cieszy się społecznym uznaniem - rzeczywiście posiada moc definiowania rzeczywistości wszystkich ludzi na świecie? Czy to możliwe, że ich słowa mówią więcej o ich własnych ograniczeniach lub specyficznej wizji świata niż o Pani szansach na szczęśliwy związek?

Ból, który Pani odczuwa, jest sygnałem, że Pani granice zostały brutalnie przekroczone, a Pani wartości poddane niesłusznej ocenie. Samookaleczenia często stają się jedynym dostępnym sposobem na „wyciszenie” tego, co dzieje się w środku, gdy brakuje poczucia, że ktoś nas słyszy i rozumie. Skoro te emocje są tak silne, że trudno je udźwignąć samodzielnie, proszę rozważyć spotkanie z terapeutą, który pomoże Pani odzyskać głos i poczucie sprawstwa. Taka rozmowa w bezpiecznym gabinecie mogłaby być przestrzenią, w której Pani potrzeby zostaną w końcu uprawomocnione, a nie ocenione.

Zanim Pani uzna, że z Pani podejściem jest coś „nie tak”, chciałbym zapytać: co by się zmieniło w Pani postrzeganiu siebie, gdyby uznała Pani swoją potrzebę bliskości nie za przeszkodę, ale za kompas, który ma Panią chronić przed relacjami, w których nie byłaby Pani w pełni widziana i szanowana?

Pozdrawiam

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 

 Nie, to nie jest „obce mężczyznom”. Chęć łączenia seksu z miłością, bliskością i bezpieczeństwem emocjonalnym jest całkowicie ludzka, a nie religijna; religijność może taki sposób myślenia wzmacniać, ale nie jest jego jedynym źródłem. To, że Twój były partner mówił „seks to tylko seks”, opisuje raczej jego model seksualności, nie obiektywną prawdę o mężczyznach. Badania i omówienia relacji pokazują, że część kobiet oczekuje od seksu przede wszystkim intymności, a część mężczyzn może mocniej oddzielać seks od emocji, ale to jest spektrum, nie reguła dla płci.

Nie trzeba być osobą religijną, żeby potrzebować miłości do seksu. Wychowanie religijne może wpływać na poczucie winy, normy i sposób mówienia o seksualności, ale pragnienie bliskości w seksie występuje również u osób niewierzących. Te twierdzenia o „dwóch planetach”, „włączniku on/off” i „minucie czterdziestu sekund” są bardzo uproszczone i krzywdzące. U wielu mężczyzn seks jest mocno związany z uczuciami, zaufaniem i przywiązaniem, więc taki opis nie mówi prawdy o wszystkich mężczyznach, tylko powtarza stereotyp. To, że takie wypowiedzi doprowadzały Cię do samookaleczeń, jest poważnym sygnałem, że potrzebujesz teraz realnego wsparcia, nie oceny. Twoja reakcja nie znaczy, że jesteś „niedojrzała”; znaczy, że zostało uderzone w bardzo wrażliwy obszar związany z bezpieczeństwem, wstydem i odrzuceniem. Jeśli istnieje choć cień ryzyka, że zrobisz sobie krzywdę dziś lub w najbliższym czasie, zadzwoń pod 112 albo jedź na najbliższy SOR/izbę przyjęć. W Polsce możesz też natychmiast skorzystać z Centrum Wsparcia 24/7: 800 70 2222.

Masz pełne prawo potrzebować miłości, czułości i emocjonalnej więzi przed seksem. To nie jest „błąd kobiety”, tylko ważna cecha Twoich granic i sposobu budowania relacji.

 

 

1 miesiąc temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Kryzys małżeński po 14 latach: jak odbudować bliskość emocjonalną?
Dzień dobry, jestem w związku małżeńskim od 10 lat, a w związku "tak w całości" od 14 lat. Mamy z mężem już od dłuższego czasu kryzys, związany zapewne z codzienną rutyną (praca, dom, 2 małych dzieci: 3 lata i 8 lat). Rozmawialiśmy już wielokrotnie o naszej sytuacji i oboje zdecydowaliśmy, że nie będziemy się rozstawiać i chcemy naprawić nasz związek. Jednak mąż oczekuje ode mnie konkretnych zmian w zachowaniu (okazywanie większej czułości), jednak ja nie potrafię się przełamać, od kąt powiedział mi że przeze mnie jest nieszczęśliwy i nie wie czy mnie kocha. Jest pomiędzy nami jest dość duży dystans emocjonalny, co możemy zrobić, jakie zmiany wprowadzić aby się do siebie ponownie zbliżyć?
Relacja i trudność w określeniu celu, sensu, oczekiwaniach.
Dzień dobry. Jestem facetem, mam 31 lat. Przez większość życia miałem zaburzenia lękowe. Do 25 roku życia była to tylko praca i dom. Bardzo rzadko wychodziłem z domu. Bałem się zakupów, spotkań z ludźmi. A kontaktów z kobietami unikałem i nie miałem żadnych. Wtedy też zdecydowałem się na terapię poznawczo-behawioralną. Po półrocznej terapii i wspólnych ustaleniach, moich, psychologa i jego superwizora, doszliśmy do wniosków: zaburzenia w spektrum autyzmu i prawdopodobnie asperger. Trochę czasu zajęła mi akceptacja siebie. Po tym, jak mi się to udało, zaczął się mój powolny rozwój. Zmieniłem pracę, zacząłem podróżować i próbować nowych rzeczy. W tej chwili jestem zupełnie innym człowiekiem. Pokochałem siebie. Przeprowadziłem się w na drugi koniec Polski. Mieszkam sam. Podróżuję, zwiedzam, biegam, chodzę do szkoły angielskiego, biorę udział w koncertach. Znalazłem też sposób na rozwijanie kontaktów z ludźmi (wożę ich Blablacarem, organizuje wycieczki z obcymi ludźmi). Bardzo mi się to podoba. Niestety nadal mam problem w kontaktach z kobietami. Nikogo nigdy nie miałem. Uważam, że jestem szczęśliwym singlem. To prawda żyje bardzo dobrze i ciekawie spędzam czas. Jednak martwi mnie to, że wyparłem to i wmówiłem sobie, że nikogo nie potrzebuję. Po długim wstępnie, ale jakże potrzebnym, wracam do meritum. Na początku maja poznałem kobietę. Nawiązaliśmy kontakt, spotykamy się, dzielimy się emocjami (właściwie, to ona się nimi dzieli). Poznałem jej rodzinę (bez niej, byłem u nich sam). Dobrze się dogadujemy. Ale. Nie podoba mi się z wyglądu, nie czuję pociągu fizycznego. Mam problem z określeniem sensu i celu tej relacji. Nie chcę jej stracić, bo całe życie byłem sam. Mam wrażenie, że ona ma podobnie. Boję się, że utkniemy w takiej przyjacielskiej relacji. Nie jest to dla mnie problemem, przyjaźń też jest potrzebna. Problemem jest określenie się i strach przed odrzuceniem. Nie rozmawiamy o celu, sensie i oczekiwaniach wobec relacji. Nie potrafię o tym rozmawiać, nigdy się tego nie nauczyłem. Potrzebuję odpowiedzi. Czy jest sens kontynuowania takiej relacji? Nie chciałbym w kobiecie wzbudzić złudnych nadziei. Chciałbym, żeby określił to czas.
Brak poczucia szczęścia i satysfakcji, trudności w nawiązaniu głębszej znajomości, proszę o wsparcie.
Dzień dobry. Jestem gejem, mam problem - podobają mi się wszyscy chłopcy w wieku 18-23 lata, nie mogę się zdecydować na jednego .Co robić ? Dodatkowym problemem jest mój fetyszyzm, najchętniej ukradłbym im wszystkim skarpetki, bokserki, dres,y buty itp. wiem, że to niemożliwe i tak nie wolno. Następnym problemem jest to, że nigdy nie osiągam zadowolenia, jak coś sobie kupię czy dostanę, czy wygram, tak jakbym miał wyłączony syndrom szczęścia .W 2017 umarł mi chłopak, który mnie zdradzał a byłem z nim wiele lat, może dlatego. Dodatkowo obawiam się chorób i śmierci codziennie. Kiedyś miałem myśli S, teraz mam odwrotnie -strach przed chorobą, śmiercią, wypadkiem. Chyba mam bardzo dużo zaburzeń, nie wiem czy ktoś jest w stanie mi pomóc. Czasem myślę, że dobrze się stało, że mój były zmarły chłopak miał HIV i AIDS i mnie zdradzał, bo widocznie nie byłem na tyle dobry, by był zadowolony... Ale twierdził, że mnie kocha. Nie zaraził mnie, jestem zdrowy, tyle mogę mu dziękować.Teraz boję się już wchodzić na czaty i kogoś poznawać, bo nie ufam już ludziom, na wszystkich patrzę przez czarne okulary .Nadal mi się podobają na ulicy chłopaki, ale tylko kończy się na patrzeniu, boję się, że sam zostanę na zawsze . Doradźcie mi, co mam robić, jak mam się zachowywać i czy mam jakieś choroby, problemy ?Pozdrawiam . Chodziłem do psychologa, odbyłem 25 wizyt, na krótko było lepiej, proponowali leki czy szpital, ja nie chciałem, obawiałem się stygmatyzacji, że nie znajdę pracy, ludzie się dowiedzą. Itp Po 7 latach od śmierci chłopaka trochę się poprawiło, ale nadal nie jest tak, jak być powinno.
TW. Próba samobójcza, nie mam już siły, trudności finansowe, związkowe. Za mną mnóstwo terapii.
Dzień dobry, nie wiem ile mam miejsca, spróbuję się streszczać. Mam 25 lat, studiuję zaocznie 2. rok psychologii. Za mną 6 nieudanych terapii psychodynamicznych i terapia schematów, która zmieniła moje życie. Ale miała trwać rok, a w połowie nie było mnie dłużej stać. Mam borderline, ADHD i podejrzenie spektrum, ale diagnostka stwierdziła, że na końcu może powiedzieć, że nie wie (różnicowanie z traumą) więc przerwałem. Praca to dla mnie koszmar, bo źle rozumiem instrukcje a jak się czegoś trzeba domyślić to źle się domyślam. Jak potrzebuję o coś zapytać to słyszę "jak możesz tego nie wiedzieć" więc przestałem pytać, popełniam masę błędów, mimo że robię sobie w telefonie notatki. W rezultacie boję się ludzi (na co dzień też), nienawidzę siebie i zwalniam. Dwa lata zmagałem się finansowo, doszło do tego, że dorabiałem na prostytucji. To było łatwiejsze niż 8h np. w fast foodzie, w trybie walcz uciekaj. Zakochałem się w kliencie. Wydawało się, że jest wzajemność, mówił różne rzeczy, w tym, że chciałby tam zaparkować na stałe. Pochwalił moją inteligencję, co jest dla mnie ważne. Niesamowicie się rozumiemy, mamy podobne charaktery, jesteśmy też dobrani w łóżku. Miał wybrać i wybrał - żonę. Nie widzę już sensu w życiu. Nie chcę być już sam. Myślałem, że wymarzona praca terapeuty schematów wypełni mi pustkę, ale nie zapowiada się. Nie potrafię pojąć, że spotkałem kogoś idealnie dobranego i ta osoba mnie nie chce. Nienawidzę spotykanych na ulicach par. Nawet nie wiedzą, że mają supermoc. Moje życie nie ma żadnego sensu. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy, ale co z tego, na nikogo to nie wpływa. Nikt mi nie towarzyszy. Nie robi żadnej różnicy, że codziennie wstaję z łóżka. Teraz szukam pracy po przeprowadzce i telefon milczy. Zrobiłem bardzo dobre CV, a potem jeszcze rozmowa nie do przejścia - utrzymuj kontakt wzrokowy, nawiąż small talk, spraw wrażenie sympatycznego, zadawaj pytania. Czuję, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie, od zawsze. Miałem próbę w grudniu, ale niestety przeżyłem. Nie wiem po co. Pierwszy raz próbowałem się zabić w 6. klasie podstawówki, potem w gimnazjum. Nikt tego nie widział, zawsze planuję tak, by nikt mi nie przeszkodził i sam muszę siebie przekonać, że to moje jedyne życie i póki żyję coś może się zmienić. Nie wierzę, że uda mi się uzbierać na terapię i wyzdrowieć. Nie wierzę już w miłość. Czuję się tak potwornie sam. Zostawiłem większość przyjaciół we Wrocławiu, łatwo było ich poznać przez studia, a w Łodzi mam zaoczne i jest trudniej. Cieszę się, że nie mam przerwy w studiach, ale tryb podoba mi się mniej - nie da się żyć studiami. To jedyna dziedzina w życiu jaka mi wychodzi. Nie wiem jakie mam pytanie, i tak na dniach się zabiję wreszcie, bo nie mogę znieść tej samotności i pustki.
Czy interpretuję nasze relacje poprawnie? Proszę o poradę w sprawie przyjaźni z kolegą

Dzień dobry, Ponownie zwracam się do Państwa w sprawie relacji między mną a moim kolegą. Pisałam do Państwa już wcześniej. Rady, jakie wtedy otrzymałam były dla mnie bardzo pomocne. Pozwalają mi one na lepsze zrozumienie tego, co się dzieje. Za co dziękuję bardzo serdecznie. Otóż pomimo Jego deklaracji, że może jedynie ofiarować mi swoją przyjaźń wiem, widzę i czuję, że nie do końca to prawda. Nasza rozmowa szczera o tym, co się między Nami dzieje miała miejsce ponad miesiąc temu. Po dwóch dniach od niej gdzie ja postanowiłam dać sobie chwilę na przemyślenie czy dalej chce tkwić w tej nieokreślonej sytuacji, wydarzyło się kiła istotnych spraw. Najbliższe Jemu osoby, ze względu na stan zdrowia trafiły do szpitala. Byłam pierwszą osobą, z którą podzielił się tą informacją. Tamten dzień, a nawet cały tydzień gdzie był z jednej strony bardzo zestresowany i zagubiony, taki Sam w całej tej sytuacji a z drugiej gdzie nie chciał pokazać, że potrzebuje pomocy zmienił wszystko. Od tamtej chwili nie ma dnia, żebyśmy ze sobą nie rozmawiali. Rano witając się i życząc sobie dobrego dnia. Potem w ciągu dnia rozmawiając o wszystkim, żeby wieczorem tuż przed snem życzyć sobie dobranoc. W przeciągu tego miesiąca również i On zachorował i pozwolił się sobą zająć zaopiekować. Nie odpychał, bo wiedział że chyba to nie ma sensu, aby samemu być w tym wszystkim. A kiedy ja miałam wypadek samochodowy, to pokazał jak bardzo się o mnie martwi i troszczy. I chodź Sam wtedy leżał w domu z gorączką prawie 40 stopni Celsjusza to chciał być przy mnie, żeby wiedzieć, czy aby na pewno nie ucierpiałam podczas tego zdarzenia. Również, kiedy ze względu na wypadek trafiłam do szpitala na badania martwił się, czy nic poważnego mi się nie stało. Cały czas dopytywał czy już coś wiadomo i kiedy się będziemy mogli spotkać. Ostatnio widzieliśmy się na żywo. Kiedy tylko weszłam do pokoju, zauważyłam, jak się rozpromieniła na mój widok. Jak ucieszył, że jestem cała. Wtedy też przyznał się że tamten moment, w którym dowiedział się o moim wypadku, był bardzo straszny. Bo uświadomił sobie, że mogło by już mnie nie być. Nie zadeklarował oczywiście tego, czy chce, aby Nasza relacja się zmieniła i stała się relacją dużo bardziej głęboką opartą na czymś więcej niż przyjaźń. Jednak kiedy dopytywał się jak doszło do tego wypadku to widziałam jak bardzo denerwuje się tym, że ktoś mógł wyrządzić mi krzywdę. Nie wiem, czy powinnam coś zmienić w swoim zachowaniu względem Niego. Czy ponownie powinnam podjąć próbę rozmowy na temat Naszej relacji. I czy to może ja coś źle interpretuje w Jego zachowaniu w całej tej sytuacji. Bo być może On w taki właśnie sposób definiuje przyjaźń. Proszę o poradę. Dziękuję jeszcze raz za wszystkie wcześniejsze odpowiedzi.

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.