Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy moje obawy o wspólną przyszłość są uzasadnione? – Problemy z komunikacją w związku i relacje z jego rodzicami

Dzień dobry, Mam takie pytanie i muszę się dowiedzieć czy moje obawy są istotne czy po prostu za bardzo nad tym rozmyślam. Jestem ze swoim chłopakiem w 5-letnim związku, mieszamy razem od prawie półtora roku. Ja jestem otwarta na różne formy tworzenia tzw „wspólnego życia” np. otwarcie wspólnego konta bankowego, dodanie go do mojego ubezpieczenia zdrowotnego itp. On natomiast nie do końca chce o tym rozmawiać i nie wiem czy to jest kwestia bycia niegotowym czy kwestia tego, że po prostu nie chce. Plus nie oczekuję też jeszcze oświadczyn bo mamy jeszcze trochę czasu ale dzisiaj jak poruszyliśmy ten temat znowu z pewną osobą to zareagował trochę „ofensywnie” tak jakby chciał powiedzieć „ale ja jeszcze nie chcę, dajcie mi spokój”. Jest też problem z jego rodzicami. Pochodzi z rodziny bardzo dobrej, ułożonej. Ja z kolei ze swoją miałam parę przebojów i nie było zawsze wesoło. Jego rodzice są nadopiekuńczy. Dzwonią za każdym razem jak coś mu się dzieje, zwłaszcza jego mama. Musi wiedzieć gdzie jest i pisać czy dojechał do domu. Za to mój chłopak bardzo ceni sobie zdanie swojej mamy i jeżeli ja mam inne zdanie na jakiś temat to czuję, że czasami nawet nie bierze tego pod uwagę. Chłopak ma 23 lata w tym roku. Chciałabym się dowiedzieć czy to ja za bardzo nad tym rozmyślam, czy moje pewne obawy o naszą wspólną przyszłość i nie wiem pewne relacje z jego rodzicami w przyszłości mogą wyglądać.
User Forum

J.L

3 miesiące temu
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, nie brzmi jak „wymyślanie problemów”. To są realne wątpliwości dotyczące wspólnej przyszłości.

Jesteście razem 5 lat, mieszkacie razem, więc naturalne jest, że zaczyna Pani myśleć o większej stabilizacji: wspólne konto, formalności, długofalowe plany. To nie są wygórowane oczekiwania, tylko kolejny etap relacji. Jeśli on na samą rozmowę reaguje obronnie albo ucina temat, to warto to potraktować poważnie. Nie jako dowód, że „nie kocha”, ale jako sygnał, że może być w innym miejscu niż Pani.

 

Druga sprawa to jego relacja z rodzicami. Sam kontakt z mamą nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy partner nie potrafi oddzielić zdania rodzica od własnego i nie traktuje opinii partnerki na równi. Jeśli ma Pani poczucie, że w sporze ważniejsze jest zdanie mamy niż Pani, to to jest coś, nad czym trzeba się zatrzymać. W stałym związku to partner powinien być pierwszym punktem odniesienia.

 

On ma 23 lata, więc może być jeszcze w procesie "odchodzenia" od domu rodzinnego. Pytanie brzmi: czy on widzi potrzebę budowania z Panią własnej, oddzielnej przestrzeni, czy raczej nadal mocno funkcjonuje w roli syna.

Najważniejsze teraz to nie naciskać na decyzje typu wspólne konto, tylko porozmawiać o kierunku. Wprost:
– Jak on widzi Was za 2–3 lata?
– Czy chce budować z Panią rodzinę?
– Czego potrzebuje, żeby poczuć się gotowym na większe zobowiązania?

Nie chodzi o oświadczyny tu i teraz. Chodzi o to, czy idziecie w tę samą stronę.

 

Pani obawy nie są przesadzone. To raczej sygnał, że potrzebuje Pani poczucia bezpieczeństwa i jasności. I to jest w relacji czymś zupełnie normalnym.

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry Pani.l,

 Pani obawy są istotne, bo dotyczą dwóch kluczowych filarów wspólnego życia: gotowości do „łączenia” spraw codziennych i finansowych oraz granic wobec rodziny pochodzenia. To nie wygląda na nadmierne rozmyślanie, tylko na próbę zadbania o bezpieczeństwo i przewidywalność w relacji.  

W obszarze „wspólnego życia” pomocne bywa zejście z poziomu ogólnego na poziom konkretów i małych, realnych, pozytywnych, mierzalnych kroków, zamiast od razu wchodzić w rozwiązania o dużym ciężarze symbolicznym. Takie działania pozwalają sprawdzić, czy pojawia się współpraca, a napięcie spada.  

W obszarze reakcji partnera na temat oświadczyn i formalizacji znaczenie ma odróżnienie presji społecznej od rozmowy w dwójkę. Defensywność w sytuacji „przy kimś” często bywa ochroną przed naciskiem, natomiast w domu ważne stają się zachowania w czasie: gotowość do rozmów, ustaleń i powtarzalnych działań, nawet małych. Pani może oprzeć się na własnych kryteriach tego, po czym pozna Pani, że „zaczyna się zmiana” i że idziecie w stronę wspólnej przyszłości.  

W obszarze rodziców opis wskazuje na mocne uwikłanie w relację z mamą i trudność w stawianiu granic. W dłuższej perspektywie zwykle pomaga zasada, że decyzje dotyczące Waszej codzienności zapadają w parze, a kontakt z rodzicami nie zastępuje dialogu między Wami. 

Wariant relacyjny polega na sprawdzeniu, jaką zmianę partner uznałby za potrzebną, żeby było między Wami lepiej.

Jeśli mimo prób rozmowy i małych ustaleń temat jest konsekwentnie omijany, a Pani doświadcza, że Pani głos przegrywa z głosem mamy, wtedy sygnał rozbieżności wartości i gotowości do wspólnego życia staje się bardziej wyraźny. W takiej sytuacji sensowne może być wsparcie z zewnątrz aby ustalić Pani cele, kryteria postępu oraz znalezienie skoncentrowanego rozwiązania 

3 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Czuję i widzę w Pani treści nie „rozmyślanie za bardzo” ale próbę zrozumienia, czy to, co Pani czuje, jest sygnałem czegoś ważnego. To naturalne, że kiedy myślimy o wspólnej przyszłości, zaczynamy przyglądać się nie tylko miłości, ale też gotowości do budowania „my”.

 

Zastanawiam się, co dla Pani oznaczają te konkretne kroki: wspólne konto, ubezpieczenie? Czy to bardziej symbol bliskości i powagi relacji czy realna potrzeba bezpieczeństwa?

Gdyby partner z większym spokojem i otwartością rozmawiał o przyszłości, nawet bez podejmowania decyzji tu i teraz czy to już byłoby dla Pani wystarczającym sygnałem?

Pisze Pani też o jego mamie i o tym, że jej zdanie bywa ważniejsze niż Pani. To może dotykać poczucia bycia „na drugim miejscu”. W jakich sytuacjach najbardziej to Pani odczuwa? Kiedy — jeśli w ogóle — czuje Pani, że partner stoi po Pani stronie?

 

W skali 0–10, gdzie 0 to „jestem spokojna o naszą wspólną przyszłość”, a 10 to „mam poważne wątpliwości”, gdzie jest Pani dziś? Co sprawia, że nie jest wyżej?

 

Warto zadać sobie samej te pytania.

Być może kluczowe nie jest pytanie, czy Pani „przesadza” ale czy tempo dojrzewania do wspólnego życia jest u Was podobne i czy możecie o tym rozmawiać bez lęku i obrony.

 

Zapraszam do refleksji i ponownego kontaktu z nami w razie potrzeby.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Po przeczytaniu Pani pytania mam poczucie, że Pani obawy wynikają z trafnego odczytywania sygnałów świadczących o różnicach w gotowości do budowania pełnej autonomii związku. W wieku 23 lat Pani partner znajduje się w procesie kształtowania dorosłej tożsamości, jednak jego silna zależność emocjonalna od rodziców oraz "ofensywne" reagowanie na temat oświadczyn czy wspólnych finansów mogą sugerować trudności z procesem separacji od rodziny. Może być tak, że Pani potrzeba stabilizacji i formalizacji (wspólne konto, ubezpieczenie) zderza się z jego potrzebą zachowania dystansu, co może być podszyte jakimś lękiem przed ostatecznym odcięciem "pępowiny". Jeśli zdanie matki jest dla niego ważniejsze niż Pani opinia, oznacza to, że w Waszym związku jest obecnie obecna "trzecia strona", co w przyszłości może generować narastające poczucie osamotnienia u Pani. Warto otwarcie porozmawiać o tym, jak oboje wyobrażacie sobie hierarchię ważności w Waszej relacji, ponieważ bez postawienia przez niego wyraźnych granic rodzicom, budowanie wspólnej przyszłości na Pani zasadach może być bardzo utrudnione.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

3 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. 

Pani obawy są jak najbardziej zasadne i świadczą o dużej uważności na fundamenty Pani związku. W wieku 23 lat, po 5 latach bycia razem, naturalne jest, że pojawiają się pytania o kierunek, w którym Państwo zmierzają.

Z perspektywy psychologicznej, szczególnie w nurcie poznawczo-behawioralnym, warto przyjrzeć się dwóm kluczowym obszarom:

- Trudności z separacją od rodziców - opisuje Pani zachowania, które mogą świadczyć o silnej zależności emocjonalnej partnera od mamy. Jeśli zdanie mamy jest dla niego ważniejsze niż Pani, a on czuje przymus raportowania każdego kroku, to mamy do czynienia z brakiem pełnej niezależności. Dla Pani – osoby z trudniejszą przeszłością rodzinną – autonomia może być kluczową wartością, stąd dysonans.

- Różne definicje zaangażowania - dla Pani wspólne konto czy ubezpieczenie to symbole stabilizacji. Dla partnera mogą one być postrzegane jako odpowiedzialność, na którą nie jest jeszcze gotowy. Jego defensywna reakcja sugeruje lęk przed presją.

Moja sugestia: 

To nie jest kwestia Pani "rozmyślania", ale różnic w potrzebach. Warto porozmawiać z partnerem o tym, jak on wyobraża sobie rolę rodziców w Waszym życiu za 5 lat.

W nurcie CBT pracujemy nad tym, jak nasze przekonania o rodzinie wpływają na obecną relację. Jeśli partner nie zauważa problemu w nadopiekuńczości rodziców, to Pani będzie tą osobą, która zawsze czuje się tą drugą. Warto rozważyć wspólną konsultację u terapeuty par lub kilka sesji indywidualnych dla Pani, aby wypracować strategię stawiania granic w tej relacji.

 

Powodzenia!

Bożena Nagórska

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani obawy są sensowne i nie wyglądają na „przesadne rozmyślanie”, tylko na ważne sygnały, które warto uporządkować. Co może znaczyć jego unikanie „wspólnej przyszłości.” To, że po pięciu latach związku i wspólnym mieszkaniu unika rozmów o wspólnym koncie czy ubezpieczeniu, jest informacją, ale nie od razu wyrokiem na związek. Może to oznaczać lęk przed utratą autonomii , brak gotowości do takiego poziomu „scalenia” lub wzór z domu, kiedy rodzice załatwiają i decydują, a partner nie uczy się sam podejmować kroków. Badacze zwracają uwagę, że unikanie mówienia o przyszłości bywa jednym z objawów stagnacji relacji, jeśli utrzymuje się długo i blokuje konkretne decyzje. Jednocześnie sam lęk czy opór 23-latka przed „wielkimi krokami” jest dość typowy rozwojowo, kiedy kluczowe jest, czy on umie o tym z Panią otwarcie rozmawiać, zamiast uciekać w defensywę. Nadopiekuńczy rodzice często utrzymują dorosłe dzieci w roli „małego chłopca”, który raportuje, gdzie jest, i bardzo liczy się z ich zdaniem. Skutkiem bywa między innymi trudność w samodzielnym podejmowaniu decyzji, brak zaufania do własnego osądu i silne uzależnienie emocjonalne od rodzica.

To może tłumaczyć, że on bardziej słucha mamy niż Pani, ma trudność w wyraźnym postawieniu granicy rodzicom,

a decyzje „partnerskie” (konto, ubezpieczenie, plany na przyszłość) mogą być dla niego przytłaczające, bo to realne odcięcie pępowiny. Z perspektywy pary ważne jest, by każdy z partnerów stopniowo uniezależniał się od rodziców i budował własną autonomię w decyzjach.  W innym przypadku trudno stworzyć stabilny związek dorosłych, a nie „synka z mamą plus partnerka obok”.​

  Proponuję podejście w kilku krokach na spokojne, bez ataku „bo Twoja mama...”:

Proszę nazwać swój cel i zamiast „chcę ślubu natychmiast”, tylko np. „chcę wiedzieć, czy oboje widzimy wspólną przyszłość i czy możemy robić małe, konkretne kroki w tę stronę (np. ubezpieczenie, wspólne oszczędności)”.

Proszę zakomunikować, że nie chodzi o nacisk na oświadczyny, ale o bezpieczeństwo, poczucie bycia drużyną i wspólne decyzje. Warto zapytać go wprost, czego on się boi lub nie chce gdyż ważne jest ustalenie, czy to „jeszcze nie teraz”, czy „w ogóle tego nie widzę”. Najpierw z nim: „Widzę, jak bardzo liczysz się ze zdaniem mamy, i rozumiem to. Jednocześnie chcę, żeby zdanie partnerki też było ważne. Jak Ty to widzisz? Co byłoby dla Ciebie komfortowe, jeśli chodzi o to, co mówisz rodzicom o nas, a co zostaje między nami?”. Proszę obserwować  nie słowa, tylko działania i czy po rozmowie jest minimalne przesunięcie (np. zgoda na jedno małe wspólne zobowiązanie, nieco większa lojalność wobec Pani przy różnicy zdań)? Czy nadal każde trudne pytanie kończy się defensywą, uciekaniem od tematu i brakiem gotowości do wspólnego szukania rozwiązań? Stałe unikanie rozmów o problemach jest jednym z czynników ryzyka dla związku.​

Proszę zadbać też o siebie. Ma Pani  prawo chcieć partnerstwa, w którym Pani zdanie ma wagę równą zdaniu jego matki, a plany na przyszłość można omawiać bez „zębów na wierzchu”. Jeśli przez dłuższy czas nadal będzie się Pani czuła ignorowana, ustawiana na drugim miejscu za rodzicami i nie widziała żadnej zmiany to też jest ważna informacja, na podstawie której może Pani podjąć decyzję, czy taki model związku jest dla Pani do przyjęcia.

3 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

w związku mogą wystąpić  są obawy o wspólną przyszłość, szczególnie gdy pojawiają się różnice w gotowości do wspólnego życia czy wpływ rodziny partnera na decyzje. Twoje przemyślenia nie są „przesadą”, pokazują, że zależy Ci na stabilności, szacunku i poczuciu równowagi w relacji.

 

Czasami młodszy partner może potrzebować więcej przestrzeni, czasu lub własnego tempa, a wpływ nadopiekuńczych rodziców może dodatkowo utrudniać samodzielne decyzje. Wsparcie psychologa lub doradcy par może pomóc w zrozumieniu, jak radzić sobie z tymi obawami, jak komunikować potrzeby w związku i jak budować własną równowagę wobec presji rodziny.

 

To, że analizujesz sytuację i szukasz wsparcia, jest pozytywnym krokiem — pokazuje Twoją troskę i świadomość własnych granic.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Obawiam się romansu męża. Zmienił swoje zachowanie, dostaję sprzeczne komunikaty.
Jesteśmy parą od 12 lat, mamy za sobą piękne chwile, ale też wieloletnią walkę o bycie rodzicami. W ubiegłym roku wydarzył się cud - upragniona ciąża. Jej początek był przepiękny, niestety po 3 miesiącu mój mąż postanowił wyjechać na wyjazd sportowy z kolegami - niestety okazało się, że są tam też wolne, atrakcyjne kobiety, o czym mi nie powiedział. Sam wyjazd opierał się na kłamstwie i od tego momentu w moim małżeństwie posypała się lawina kłamstw - mąż bardzo zaprzyjaźnił się z 3 osobami z tego wyjazdu (sami single - w tym 2 piękne, szukające kobiety) i notorycznie się z tymi osobami spotyka okłamując mnie - te kłamstwa wychodzą przypadkiem. Dodatkowo, od wyjazdu zaczął robić sobie regularnie selfie, różne zdjęcia, telefon zablokowany i ukrywany, jego zachowanie się zmieniło diametralnie, odsunął się emocjonalnie i fizycznie ode mnie, opowiadając mi przy tym, że wymyślam, to ja jestem najważniejsza i dziecko i przed nami piękny czas, planuje drugie dziecko itp. Otrzymuję totalnie niespójny komunikat. Zauważyłam, że od momentu tych kłamstw, żyję w permanentnym lęku, moje zaufanie jest zerowe, ciągle analizuje wszystkie kłamstwa, poczucie bezpieczeństwa - całkowicie zaburzone. To jest jak toksyna w mojej głowie, cały czas czuję, że najgorsze przede mną, że niebawem dowiem się o romansie męża. Nie wiem co mam robić, mąż twierdzi, że to tylko znajomi i on walczy o swoją wolność, ja czuję, że tak nie jest, że za tym siedzi znacznie więcej i najgorsze przede mną. Totalnie nie wierze w cokolwiek, co mówi.
Koleżanka obraziła się na mnie, ponieważ powiedziałam znajomej, że ta ją obgaduje.
Mam problem w strefie przyjaźni pomiędzy trzema kobietami A lat 48 B lat 46 i ja C lat 40. Byłyśmy trzy ,dwie przyjaźnią się mocniej, ja jestem trochę na dostawkę (tak bynajmniej się czułam ) B za A by wskoczyła w ogień ,pomagała jej bezinteresownie. przez 13 lat znajomości A mówiła mi, że B ją denerwuje ,że niedługo ta jej z lodówki wyskoczy ,że nie może spokojnie zrobić obiadu, bo ta już u niej siedzi ,że ta codziennie u niej przesiaduje, że nie podoba się to też jej mężowi , że mam nie zaprzyjaźniać się z nowymi sąsiadami ,bo później się ich nie pozbędę jak ona nie może się pozbyć B. Po 13 latach oddaliłam się od A, ale usłyszałam od innych, że innym dalej mówi to samo na B. Męczyło mnie to i powiedziałam o tym B wiedząc, że A się zdenerwuje. Nie sądziłam, że aż tak mocno, bo usunęła mnie ze znajomych i zwyzywała mnie od plotkar. Jednak to nie była plotka, tylko przez 13 lat to powtarzała . A i B dalej się przyjaźnią - ja z B też, ale A mnie nienawidzi i jest mi z tym źle, bo czuję się winna . Chociaż nie jest mi źle, że powiedziałam o tym, bo sama chciałabym wiedzieć, że ktoś źle o mnie mówi . B nie chce więcej poruszać tego tematu, więc nie wiem czy A się przyznała czy wymigała . Zastanawiam się czy dobrze zrobiłam mówiąc to, czy nie powinnam była? I zastanawiam się czy przeprosić A, że ją zraniłam, ale nie, że to powiedziałam, bo gdyby b mówiła tak źle na nią to też bym jej to przekazała . Z drugiej strony A powinna brać pod uwagę, że ktoś mógł B to powtórzyć ( dodam, że nie raz A i na mnie źle mówiła ) nie powiedziałam tego, aby zranić A, ale aby przestrzec B. Jesteśmy dojrzałymi kobietami, a wyszła straszna dziecinada . Zawsze staram się wszystkich pogodzić , o wszystkich myślę, wszystkich w około zapraszam, aby nikt nie poczuł się pominięty, ale w drugą stronę to już niestety nie działa .
Kłócimy się z narzeczoną, jestem już zmęczony. Jednocześnie zależy mi na niej.

​Cześć! 

Mam "problem" z narzeczoną, z którą jestem prawie 10 lat.  Czuję się chyba jak niedorajda życiowa?   

Od początku... Od samej szkoły podstawowej miałem utrudniony kontakt z rówieśnikami, sam nie wiem czemu. Przez to znalazłem sobie "przyjaciół" na czatach GG, i od tamtej pory jestem uzależniony (w tej chwili od przeglądania społeczności)   

 

Narzeczoną "znalazłem" na GG z tego samego miasta. Ja 16, ona 14 lat. Od samego początku jesteśmy ze sobą, ja byłem jej X chłopakiem, a ona dla mnie pierwszą. Wiadomo, na początku była wielka miłość, małe kłótnie (zawsze z jej strony do tej pory), ale raczej nie mieliśmy wspólnych tematów. Od tych prawie 10 lat, nie zerwaliśmy ze sobą ani razu, ale były "poważne" kłótnie, najczęściej spowodowane przez nią. Ja jej nigdy nie zdradziłem, ona również nie. Nigdy jej nie dawałem powodów do zazdrości, ponieważ zależy mi tylko na niej, ale dla niej znajomość męsko-damska nie istnieje, kilka lat temu musiałem usunąć wszystkie dziewczyny z fb oraz usunąć i założyć nowe konto. Miałem na to szczerze wywalone, bo mi na tych znajomościach nie zależało, więc to wszystko robiłem. 

Skończyliśmy technikum, to się razem wyprowadziliśmy do innego miasta, ona na studia, ja do pracy. Z opowieści różnych ludzi, myślałem, że nasz "początek" razem mieszkania będzie ciężki, ale okazało się, że było dobrze. Przeszkadzało jej od tamtej pory, że jestem uzależniony od telefonu. Fakt, siedzę dużo na telefonie, ale ona mi nigdy nie pomogła z tego nałogu wyjść. Jestem w stanie wytrzymać bez telefonu nawet 24 h, jak jestem czymś zajęty/pochłonięty to nie siedzę aż tak w telefonie. Były sprzeczki jak w każdym związku, pewnie niektóre pamiętam, ale tego za dużo by było. Na wszystkie wyjazdy ja ją zabierałem, ponieważ ona studiuje, do pracy chce pójść dopiero po studiach 😐 oraz wszystkie wypady ja proponuję. Ja pracuję sobie kiedy chcę i ile chcę i prawdopodobnie, przez jej ciągłe narzekanie oraz kłótnie, od półtora roku nie mogę wstać z łóżka o 5 rano aż do teraz (bo jestem zmęczony), czyli już 3.5 roku. Pracuje w systemie od poniedziałku do piątku od 6-15, później spędzaliśmy razem czas przeważnie przed telefonem/tv. Nawet zabroniła mi pracować w soboty pod pretekstem, że mało czasu z nią spędzam.. taa spędzanie z nią przed tv.., ale po paru dyskusjach już pracuję w soboty. 

4 lata temu zorganizowałem wakacje, gdzie jej się oświadczyłem ( bo myślałem, że nasza relacja trochę się poprawi (nawet sama mi powiedziała wtedy, że nie mam na co liczyć, że ona się zmieni..) 

Sprawy łóżkowe? Może z 4-5 razy w miesiącu? Od prawie samego początku związku. Czy to jest normalne? Raczej nie. Czasami to jest "moja wina", bo gdzie w dniu mieliśmy sprzeczkę nie chce mi stanąć, to jeszcze mi robi, ale że mam z tym coś zrobić.. Od 2 lat jej tata trochę naciska na wesele, ale ja z tym tematem trochę zwlekam, bo nie chcę mieć takiej relacji jak do teraz, bo za 5-10 lat będzie jeszcze gorzej i później zabawa w adwokaty.. (ale ona nie zna powodu). Nie będę ukrywał, bo sam już bym chciał mieć wesele ( tu też pojawia się konflikt, bo ona ma małą rodzinę i chcę małe wesele a resztę kasy od rodziców przeznaczyć na wkład własny do mieszkania, ale ja mam dużą rodzinę, z którą mam dobry kontakt, no i chciałbym ich zaprosić). 

Do tej pory nie pracuje (bo jest na ostatnim roku studiów), przez to nigdzie nie jeździmy, nie zwiedzamy, a ja właśnie to uwielbiam. Przez ostatnie miesiące, ona się przyczepia o każdą drobnostkę, aż mam już powoli dosyć, nawet jestem już mało uśmiechnięty, przed rodzicami próbuję ukrywać, że nic się nie dzieje. Ostatnio zorganizowałem wycieczkę jednodniową w góry, wstaliśmy z rana, ona już gotowa, a ja do niej mówię że jeszcze z łazienki muszę skorzystać, ona już w złość. To mówię jej, to idź odpal samochód, niech szyba odmarznie. Nie pamiętam dokładnie w tej chwili tej sytuacji jak to było w 100%, ale ona już z nerwami (bardzo nerwową osobą ona jest), że ona nie wie jak odpalić samochód, mimo tego, że ma prawo jazdy, jeździła już tym samochodem, no ale nic, poszła i zaraz wróciła wściekła, że jej nie powiedziałem jak się samochód odpala i że ona nigdzie nie jedzie.. Oczywiście, pojechaliśmy, ale całą drogę ze sobą nie rozmawialiśmy. 

W ostatni weekend byliśmy u mojej siostry i jej chłopaka, którzy są ze sobą 5/6 lat, a ich miłość wygląda zawsze na początkującą, czyli dużo miłości, przytulania, całusów, Nawet jak przy kuchni coś robili, to on ją przytulał i słyszałem u siostry śmiech, a u mnie zaraz by było nie dotykaj mnie, bo coś tam robię... :((( Siostra z jej chłopakiem byli sami świadkami jak moja narzeczona się zachowuje i były między nami 2 małe sprzeczki i gdy poszła do łazienki siostra mnie się spytała czy ona tak zawsze, czy jej zawsze nic nie pasuje.. Następnego dnia jak wróciliśmy już do siebie do mieszkania, napisałem do siostry, że przepraszam za atmosferę i że przeszkadzaliśmy. Ona, że nie przeszkadzaliśmy, tylko, że jej jest przykro jak jestem traktowany.. :((( W tą niedzielę wróciliśmy i do czwartku byłem dla niej chłodny, nie dotykałem, nic nie mówiłem (bo po co mam coś mówić jak zaraz się zdenerwuje). Niestety zepsułem w czwartek mówiąc do niej, że mam straszną ochotę na nią, a ona do mnie z tekstem "spadaj", później poszła się umyć i niestety spytałem się czy dla mnie się myjesz? Nie. ja: dlaczego? ona: bo nie będziesz nadal ze mną rozmawiał podczas drogi ( bo szykowaliśmy się na weekend 1 listopada do miasta rodzinnego, gdzie za każdym razem jak jeździmy na wieś, ona jedzie do swoich rodziców, a ja do swoich.. :(( No i podczas jeszcze tej gadki mówiła, że ją już nie dotykam, no to jej powiedziałem no, bo przestałem Cię dotykać, bo "zrozumiałem" że tego nie lubisz i się denerwujesz za każdym razem. No i już nic nie powiedziała. 

Dziś po grobach się spotkaliśmy, rozmawialiśmy już trochę lepiej, na koniec dnia się do niej przytuliłem, dała mi buziaka (dłuższy pocałunek ja muszę za każdym razem wymuszać i nie zawsze się to udaje i to od samego początku.. no, ale było tak samo dzisiaj, nie dała się pocałować, więc spojrzałem się na pająka, ona również i kazała mi go zabić, ja się tylko uśmiechnąłem, powiedziałem papa i wyszedłem. 

Gdyby normalnie mnie pocałowała, zabiłbym tego pająka.. ale usłyszałem " zje*any jesteś" oraz jak go zabiła to dodała "beznadziejny jesteś". Jak wróciłem do domu, nic nie napisałem. Po jakimś czasie napisała czy jestem już w domu, odpisałem "ta", ona: ta, to zajebiscie. ja: co. ona: nic nie pisz do mnie już wcale gdzie jesteś. ja: skoro i tak jestem beznadziejny  ona: już obrażony, bo cię poprosiłam, żebyś zabił robala? i głupio się jeszcze śmiałeś. i bardzo dobrze. ja: cieszę się. ona: daruj sobie i się już nie wysilaj, nie odpisuj już jak nie masz nic do powiedzenia, dobranoc.   

Przepraszam za moje składnie i itp, ale jestem w tym bardzo słaby..   

Do psychiatry się wybieram już 2 lata.. ale muszę w końcu pójść. Nawet mojej narzeczonej mama powiedziała, że moja siostra jest bardzo za chłopakiem i on również za nią, bo po nas tego nie widać... Nawet nie wiecie, jak wtedy bardzo smutno mi się zrobiło...   Nic takiego w sumie nie napisałem, ale się rozpisałem, może mi pomożecie coś.. Musiałbym wszystkie nasze sprzeczki zapisywać w notatniku, żeby je tu wypisać, bo mam słabą pamięć. Za każdym razem jak już jest zdenerowana, mówi innym głosem to jej mówię " o i już zdenerwowana/uniesiony głos" i twierdzi, że nie, że ją teraz tym zdenerwowałem.. Zależy mi bardzo na niej.. ​

Czy osoba, która żyje według pewnego schematu, obiecuje, że się zmieni,
Czy osoba, która żyje według pewnego schematu, obiecuje, że się zmieni, ale do tych zmian nie dochodzi, a pozostają jedynie obietnice i tłumaczenia, że potrzebuje więcej czasu .... w końcu może faktycznie się zmienić ? Ile szans powinna dostać taka osoba? Jak postępować w sytuacji kolejnego rozczarowania? Czy można w ogóle wymagać od innej osoby, aby się zmieniła?
Jak pomóc osobie z podwójnym życiem i podejrzeniem problemów psychicznych?
Dzień dobry, Byłem w związku przez 3 lata z kobietą, z którą mam dziecko. Po trzech latach okazało się, że przez dwa lata naszego związku prowadziła podwójne życie – mieszkając ze mną, spotykała się z inną osobą. Dodatkowo przez długi czas przesiadywała na portalach randkowych pod zmienionym imieniem "Sylwia" prawdziwe do Karolina. Po naszym rozstaniu, przeglądając portale randkowe, natrafiłem na jej profil. Zauważyłem, że wciąż działa w tym samym sposób – używa zmienionego imienia, dodatkowo kamufluje się wykorzystując zdjęć w peruce. Zaczynam się martwić o jej stan psychiczny, gdyż mam wrażenie, że może być osobą z problemami psychicznymi, co stawia w niebezpieczeństwie tych, z którymi ma kontakt zawodowy (jest lekarzem). Nie wiem, co w takiej sytuacji zrobić. Czy ktoś miał podobne doświadczenia? Jak pomóc osobie, która może wymagać diagnozy psychicznej, zwłaszcza jeśli jej zachowanie może stanowić zagrożenie dla innych pacjentów? Będę wdzięczny za jakiekolwiek rady i wskazówki.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.