- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Czy moje obawy o...
Czy moje obawy o wspólną przyszłość są uzasadnione? – Problemy z komunikacją w związku i relacje z jego rodzicami
J.L
Łukasz Dyłka
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, nie brzmi jak „wymyślanie problemów”. To są realne wątpliwości dotyczące wspólnej przyszłości.
Jesteście razem 5 lat, mieszkacie razem, więc naturalne jest, że zaczyna Pani myśleć o większej stabilizacji: wspólne konto, formalności, długofalowe plany. To nie są wygórowane oczekiwania, tylko kolejny etap relacji. Jeśli on na samą rozmowę reaguje obronnie albo ucina temat, to warto to potraktować poważnie. Nie jako dowód, że „nie kocha”, ale jako sygnał, że może być w innym miejscu niż Pani.
Druga sprawa to jego relacja z rodzicami. Sam kontakt z mamą nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy partner nie potrafi oddzielić zdania rodzica od własnego i nie traktuje opinii partnerki na równi. Jeśli ma Pani poczucie, że w sporze ważniejsze jest zdanie mamy niż Pani, to to jest coś, nad czym trzeba się zatrzymać. W stałym związku to partner powinien być pierwszym punktem odniesienia.
On ma 23 lata, więc może być jeszcze w procesie "odchodzenia" od domu rodzinnego. Pytanie brzmi: czy on widzi potrzebę budowania z Panią własnej, oddzielnej przestrzeni, czy raczej nadal mocno funkcjonuje w roli syna.
Najważniejsze teraz to nie naciskać na decyzje typu wspólne konto, tylko porozmawiać o kierunku. Wprost:
– Jak on widzi Was za 2–3 lata?
– Czy chce budować z Panią rodzinę?
– Czego potrzebuje, żeby poczuć się gotowym na większe zobowiązania?
Nie chodzi o oświadczyny tu i teraz. Chodzi o to, czy idziecie w tę samą stronę.
Pani obawy nie są przesadzone. To raczej sygnał, że potrzebuje Pani poczucia bezpieczeństwa i jasności. I to jest w relacji czymś zupełnie normalnym.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry Pani.l,
Pani obawy są istotne, bo dotyczą dwóch kluczowych filarów wspólnego życia: gotowości do „łączenia” spraw codziennych i finansowych oraz granic wobec rodziny pochodzenia. To nie wygląda na nadmierne rozmyślanie, tylko na próbę zadbania o bezpieczeństwo i przewidywalność w relacji.
W obszarze „wspólnego życia” pomocne bywa zejście z poziomu ogólnego na poziom konkretów i małych, realnych, pozytywnych, mierzalnych kroków, zamiast od razu wchodzić w rozwiązania o dużym ciężarze symbolicznym. Takie działania pozwalają sprawdzić, czy pojawia się współpraca, a napięcie spada.
W obszarze reakcji partnera na temat oświadczyn i formalizacji znaczenie ma odróżnienie presji społecznej od rozmowy w dwójkę. Defensywność w sytuacji „przy kimś” często bywa ochroną przed naciskiem, natomiast w domu ważne stają się zachowania w czasie: gotowość do rozmów, ustaleń i powtarzalnych działań, nawet małych. Pani może oprzeć się na własnych kryteriach tego, po czym pozna Pani, że „zaczyna się zmiana” i że idziecie w stronę wspólnej przyszłości.
W obszarze rodziców opis wskazuje na mocne uwikłanie w relację z mamą i trudność w stawianiu granic. W dłuższej perspektywie zwykle pomaga zasada, że decyzje dotyczące Waszej codzienności zapadają w parze, a kontakt z rodzicami nie zastępuje dialogu między Wami.
Wariant relacyjny polega na sprawdzeniu, jaką zmianę partner uznałby za potrzebną, żeby było między Wami lepiej.
Jeśli mimo prób rozmowy i małych ustaleń temat jest konsekwentnie omijany, a Pani doświadcza, że Pani głos przegrywa z głosem mamy, wtedy sygnał rozbieżności wartości i gotowości do wspólnego życia staje się bardziej wyraźny. W takiej sytuacji sensowne może być wsparcie z zewnątrz aby ustalić Pani cele, kryteria postępu oraz znalezienie skoncentrowanego rozwiązania
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość.
Czuję i widzę w Pani treści nie „rozmyślanie za bardzo” ale próbę zrozumienia, czy to, co Pani czuje, jest sygnałem czegoś ważnego. To naturalne, że kiedy myślimy o wspólnej przyszłości, zaczynamy przyglądać się nie tylko miłości, ale też gotowości do budowania „my”.
Zastanawiam się, co dla Pani oznaczają te konkretne kroki: wspólne konto, ubezpieczenie? Czy to bardziej symbol bliskości i powagi relacji czy realna potrzeba bezpieczeństwa?
Gdyby partner z większym spokojem i otwartością rozmawiał o przyszłości, nawet bez podejmowania decyzji tu i teraz czy to już byłoby dla Pani wystarczającym sygnałem?
Pisze Pani też o jego mamie i o tym, że jej zdanie bywa ważniejsze niż Pani. To może dotykać poczucia bycia „na drugim miejscu”. W jakich sytuacjach najbardziej to Pani odczuwa? Kiedy — jeśli w ogóle — czuje Pani, że partner stoi po Pani stronie?
W skali 0–10, gdzie 0 to „jestem spokojna o naszą wspólną przyszłość”, a 10 to „mam poważne wątpliwości”, gdzie jest Pani dziś? Co sprawia, że nie jest wyżej?
Warto zadać sobie samej te pytania.
Być może kluczowe nie jest pytanie, czy Pani „przesadza” ale czy tempo dojrzewania do wspólnego życia jest u Was podobne i czy możecie o tym rozmawiać bez lęku i obrony.
Zapraszam do refleksji i ponownego kontaktu z nami w razie potrzeby.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
Po przeczytaniu Pani pytania mam poczucie, że Pani obawy wynikają z trafnego odczytywania sygnałów świadczących o różnicach w gotowości do budowania pełnej autonomii związku. W wieku 23 lat Pani partner znajduje się w procesie kształtowania dorosłej tożsamości, jednak jego silna zależność emocjonalna od rodziców oraz "ofensywne" reagowanie na temat oświadczyn czy wspólnych finansów mogą sugerować trudności z procesem separacji od rodziny. Może być tak, że Pani potrzeba stabilizacji i formalizacji (wspólne konto, ubezpieczenie) zderza się z jego potrzebą zachowania dystansu, co może być podszyte jakimś lękiem przed ostatecznym odcięciem "pępowiny". Jeśli zdanie matki jest dla niego ważniejsze niż Pani opinia, oznacza to, że w Waszym związku jest obecnie obecna "trzecia strona", co w przyszłości może generować narastające poczucie osamotnienia u Pani. Warto otwarcie porozmawiać o tym, jak oboje wyobrażacie sobie hierarchię ważności w Waszej relacji, ponieważ bez postawienia przez niego wyraźnych granic rodzicom, budowanie wspólnej przyszłości na Pani zasadach może być bardzo utrudnione.
Wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Pani obawy są jak najbardziej zasadne i świadczą o dużej uważności na fundamenty Pani związku. W wieku 23 lat, po 5 latach bycia razem, naturalne jest, że pojawiają się pytania o kierunek, w którym Państwo zmierzają.
Z perspektywy psychologicznej, szczególnie w nurcie poznawczo-behawioralnym, warto przyjrzeć się dwóm kluczowym obszarom:
- Trudności z separacją od rodziców - opisuje Pani zachowania, które mogą świadczyć o silnej zależności emocjonalnej partnera od mamy. Jeśli zdanie mamy jest dla niego ważniejsze niż Pani, a on czuje przymus raportowania każdego kroku, to mamy do czynienia z brakiem pełnej niezależności. Dla Pani – osoby z trudniejszą przeszłością rodzinną – autonomia może być kluczową wartością, stąd dysonans.
- Różne definicje zaangażowania - dla Pani wspólne konto czy ubezpieczenie to symbole stabilizacji. Dla partnera mogą one być postrzegane jako odpowiedzialność, na którą nie jest jeszcze gotowy. Jego defensywna reakcja sugeruje lęk przed presją.
Moja sugestia:
To nie jest kwestia Pani "rozmyślania", ale różnic w potrzebach. Warto porozmawiać z partnerem o tym, jak on wyobraża sobie rolę rodziców w Waszym życiu za 5 lat.
W nurcie CBT pracujemy nad tym, jak nasze przekonania o rodzinie wpływają na obecną relację. Jeśli partner nie zauważa problemu w nadopiekuńczości rodziców, to Pani będzie tą osobą, która zawsze czuje się tą drugą. Warto rozważyć wspólną konsultację u terapeuty par lub kilka sesji indywidualnych dla Pani, aby wypracować strategię stawiania granic w tej relacji.
Powodzenia!
Bożena Nagórska
Piotr Ziomber
Pani obawy są sensowne i nie wyglądają na „przesadne rozmyślanie”, tylko na ważne sygnały, które warto uporządkować. Co może znaczyć jego unikanie „wspólnej przyszłości.” To, że po pięciu latach związku i wspólnym mieszkaniu unika rozmów o wspólnym koncie czy ubezpieczeniu, jest informacją, ale nie od razu wyrokiem na związek. Może to oznaczać lęk przed utratą autonomii , brak gotowości do takiego poziomu „scalenia” lub wzór z domu, kiedy rodzice załatwiają i decydują, a partner nie uczy się sam podejmować kroków. Badacze zwracają uwagę, że unikanie mówienia o przyszłości bywa jednym z objawów stagnacji relacji, jeśli utrzymuje się długo i blokuje konkretne decyzje. Jednocześnie sam lęk czy opór 23-latka przed „wielkimi krokami” jest dość typowy rozwojowo, kiedy kluczowe jest, czy on umie o tym z Panią otwarcie rozmawiać, zamiast uciekać w defensywę. Nadopiekuńczy rodzice często utrzymują dorosłe dzieci w roli „małego chłopca”, który raportuje, gdzie jest, i bardzo liczy się z ich zdaniem. Skutkiem bywa między innymi trudność w samodzielnym podejmowaniu decyzji, brak zaufania do własnego osądu i silne uzależnienie emocjonalne od rodzica.
To może tłumaczyć, że on bardziej słucha mamy niż Pani, ma trudność w wyraźnym postawieniu granicy rodzicom,
a decyzje „partnerskie” (konto, ubezpieczenie, plany na przyszłość) mogą być dla niego przytłaczające, bo to realne odcięcie pępowiny. Z perspektywy pary ważne jest, by każdy z partnerów stopniowo uniezależniał się od rodziców i budował własną autonomię w decyzjach. W innym przypadku trudno stworzyć stabilny związek dorosłych, a nie „synka z mamą plus partnerka obok”.
Proponuję podejście w kilku krokach na spokojne, bez ataku „bo Twoja mama...”:
Proszę nazwać swój cel i zamiast „chcę ślubu natychmiast”, tylko np. „chcę wiedzieć, czy oboje widzimy wspólną przyszłość i czy możemy robić małe, konkretne kroki w tę stronę (np. ubezpieczenie, wspólne oszczędności)”.
Proszę zakomunikować, że nie chodzi o nacisk na oświadczyny, ale o bezpieczeństwo, poczucie bycia drużyną i wspólne decyzje. Warto zapytać go wprost, czego on się boi lub nie chce gdyż ważne jest ustalenie, czy to „jeszcze nie teraz”, czy „w ogóle tego nie widzę”. Najpierw z nim: „Widzę, jak bardzo liczysz się ze zdaniem mamy, i rozumiem to. Jednocześnie chcę, żeby zdanie partnerki też było ważne. Jak Ty to widzisz? Co byłoby dla Ciebie komfortowe, jeśli chodzi o to, co mówisz rodzicom o nas, a co zostaje między nami?”. Proszę obserwować nie słowa, tylko działania i czy po rozmowie jest minimalne przesunięcie (np. zgoda na jedno małe wspólne zobowiązanie, nieco większa lojalność wobec Pani przy różnicy zdań)? Czy nadal każde trudne pytanie kończy się defensywą, uciekaniem od tematu i brakiem gotowości do wspólnego szukania rozwiązań? Stałe unikanie rozmów o problemach jest jednym z czynników ryzyka dla związku.
Proszę zadbać też o siebie. Ma Pani prawo chcieć partnerstwa, w którym Pani zdanie ma wagę równą zdaniu jego matki, a plany na przyszłość można omawiać bez „zębów na wierzchu”. Jeśli przez dłuższy czas nadal będzie się Pani czuła ignorowana, ustawiana na drugim miejscu za rodzicami i nie widziała żadnej zmiany to też jest ważna informacja, na podstawie której może Pani podjąć decyzję, czy taki model związku jest dla Pani do przyjęcia.
Zobacz podobne
Dzień dobry.
Mam pytanie, odnośnie do zachowania pewnego chłopaka Tomka, a mianowicie mówi mi, że tęskni za mną itd, a za chwilę opowiada mi o jakiś koleżankach, a to, że do niego piszą, a to, że musi się spotkać z jedną z koleżanek i jest tak cały czas.
Przez jego zachowanie czuję niepewność i wątpliwości czy jestem mu bliska. Nie wiem, czemu tak robi.
Z jednej strony daje mi do zrozumienia, że jestem dla niego ważna, a za chwilę te rozmowy o koleżankach.
Czy on próbuje wzbudzić we mnie zazdrość, czy się mną bawi? Tomek identycznie zachowywał się tak w stosunku do swojej byłej dziewczyny Karoliny, też ciągle opowiadał jej o jakiś koleżankach i dziewczyna go zostawiła. Tomek jest pracoholikiem i lubi sporty ekstremalne np. bungee. Zastanawiam się, czy Tomek może mieć osobowość narcystyczną albo może ma unikający styl przywiązania, występuje u niego strach przed miłością i stąd jego takie zachowanie.
Proszę o odpowiedź i z góry dziękuję
Pozdrawiam
Kilka faktów o mnie: Jestem przed 30. Nie jestem brzydki, ale zawsze miałem kompleksy. Nigdy nie potrafiłem poderwać dziewczyny, zawsze to one podrywały mnie.
Miałem bardzo trudne dzieciństwo, ojciec pił ciągle i znęcał sie i bił mamę i mnie, miał takie odpały, że robił bardzo złe rzeczy, nie napiszę tego.
Miałem ciągle problemy w szkole i problemy z agresją. Na początku gimnazjum zacząłem dużo ćwiczyć na siłowni, bardzo przybrałem, zacząłem jeździć z dużo starszymi znajomymi po zabawach i ciągle się biliśmy, imponowało mi to jak oni opowiadali co to nie robili po takich imprezach. W końcu podczas kolejnej awantury w domu pobiłem ojca i robiłem to notorycznie, gdy tylko zaczął robić awantury, aż przestał - wiedział, że nie da mi rady.
Dorosłem, przestałem się bić, znalazłem dobrą pracę i poderwała mnie dziewczyna, zaczęliśmy chodzić ze sobą, ale dowiedziałem się, że mnie zdradza i nie zerwałem, bo nigdy nie potrafiłem tego zrobić, za to stałem się agresywny w stosunku do niej, wyzywałem ją przy każdej kłótni od najgorszych, po 4 latach zerwała ze mną, nie mogłem sobie z tym poradzić - ciągle pisałem do niej i wyzywałem ją, aż podała mnie na policję. Po tej akcji zerwałem całkiem kontakt z nią.
Było mi bardzo ciężko, miałem myśli samobójcze a każdy dzień był nie do zniesienia, po około dwóch latach stanąłem na nogi, zacząłem się cieszyć życiem aż wreszcie napisała ona - kolejna dziewczyna, zaczęła mnie podrywać, nie chciałem jej, odrzucałem, nie odpisywałem aż w końcu uległem i się z nią spotkałem. Bardzo szybko zaczęliśmy chodzić razem, gdy po paru dniach przypadkiem spotkałem ją z byłym jak się obściskiwali, gdy to zobaczyłem uśmiechałem się do niej i poszedłem do swojego samochodu. Pobiegła za mną, zaczęła mnie przepraszać itp. Powiedziałem jej, żeby dała mi czas, ale ona była twarda i pisała cały czas do mnie aż w końcu jej wybaczyłem i od tego się zaczęło, łącznie przez rok czasu. Dowiedziałem się i widziałem jak kilkakrotnie mnie zdradzała, a ja jej zawsze wybaczałem, ale za to zacząłem ją bardzo wyzywać od najgorszych aż w końcu po roku czasu mnie zostawiła, a ja sobie nie mogę poradzić. Prawie nie jem, nie mogę też spać. Boję się, że już do końca życia sam zostanę, nie znajdę sobie nikogo. Nie potrafię panować nad sobą, jak zaczynam wyzywać od najgorszych. Jak zacząć panować nad tym?
