
- Strona główna
- Forum
- inne
- Frapuje mnie, czy...
Frapuje mnie, czy to normalne, że przed zaśnięciem bądź w środku nocy doświadczam stanu „wybudzenia”, ale takiego chwilowego.
Dobry wieczór,
Frapuje mnie, czy to normalne, że przed zaśnięciem bądź w środku nocy doświadczam stanu „wybudzenia”, ale takiego chwilowego. Podczas którego widzę dość wyraźnie przy swoim łóżku znajome mi osoby/postacie z życia codziennego, z którymi kiedyś pracowałam, albo które po prostu znam, patrzące się na mnie (nie mam z nimi styczności na co dzień). Bądź kręcące się w kółka (na suficie) pałeczki do gry na perkusji, albo robale, albo wbite w sufit kawałki szyb, które dematerializują się po chwili mojego wpatrywania się w nie? Tym zdarzeniom towarzyszy mój głośny sprzeciw, wyganianie, często przekleństwa, bo jestem zła, że nie dają mi spać, w pierwszych chwilach pojawia się też lęk.
Czasem zdarza się, że usiądę szybko na łóżku, a czasem po prostu leżę, ale mogę ruszać rękami, oczami i głową… jestem w pełni świadoma.
Nie zażywam żadnych narkotyków, alkohol piję sporadycznie… próbowałam brać melatoninę przed snem, ale nie pomagała za bardzo.
Nie piszę tego również dla żadnego żartu, bo nie uważam żeby było to śmieszne. Bardziej krępujące. Nie wspominałam nikomu o swoich „przygodach” w nocy.
Po prostu mnie zastanawia dlaczego nie mogę spać jak normalny człowiek.
Jo
3 lata temu
TwójPsycholog
Dzień dobry. Wyobrażamy sobie, że takie doznania mogą wywoływać lęk. Zapewniamy Panią jednak, że to całkowicie normalne. Są to tzw. omamy hipnagogiczne i hipnopompiczne. Treść takich omamów może być bardzo indywidualna, niektórzy widzą np. pająki, wzory na ścianie itp. Nie jest to traktowane jako zaburzenie, jeśli jednak powoduje u Pani duży dyskomfort, można zwrócić się do psychologów specjalizujących się w zaburzeniach snu. Na pewno nie ma się czego wstydzić i pewnie okaże się, że wielu z Pani znajomych doświadczyło czegoś podobnego 😊
3 lata temu

Zobacz podobne
Czy lekarze widzą całą moją historię leczenia? Tajemnica lekarska w jednym ośrodku
Witam mam pytanie jak to wygląda obecnie jeżeli leczę się u psychiatry i zostałam skierowana na psychoterapię lub do psychologa. Wiadomo, teraz wszystko zostaje zapisywane na wizytach w komputerze. Czy każdy lekarz po podaniu danych/peselu widzi całą moją historię leczenia? Też jak to jest jeżeli chciałabym iść do psychologa w tym samym ośrodku, gdzie psychiatra to czy specjalistów obowiązuje tajemnica lekarska? Mogą oni informować siebie o przebiegu wizyty/ jak wyglądała rozmowa itd? Wiem forum nie do końca jest od takich pytań ale chciałabym wiedzieć jak to naprawdę wygląda przed wizytą. Będę wdzięczna za informacje.
Nie utrzymałem się w żadnej terapii, bo zamiast uzyskać pomoc w pracy nad swoimi wielkimi wadami i błędami, które w sposób uzasadniony niszczyły mi życie, słyszałem, że te wady wcale nie są takie wielkie i moja postawa jest subiektywna.
Dzień dobry, skąd bierze się postawa wszechstronnej akceptacji niedoskonałości pacjentów wśród terapeutów? Od dawna zauważam, że znaczna większość psychoterapeutów bagatelizuje wady pacjentów, "słodzi" im, zachęca ich do myślenia bardzo życzeniowego na swój temat i obniżenia wymagań wobec siebie do absolutnego minimum. Przykłady, jakie zaobserwowałem, to: "Masz słabe wykształcenie? To świetnie, wielu polityków i noblistów ma wykształcenie podstawowe, a do tego wykształcenie dzisiaj nic nie znaczy. Einstein też był słaby w szkole", "Ważysz za dużo? Mężczyznom podobają się bardzo krągłe kobiety, masz piękne kształty!", "Jesteś zwalniany z każdej pracy z uzasadnionych, bardzo racjonalnych powodów, niewynikających absolutnie z patologii czy złośliwości? Na pewno się na Ciebie uwzięli, to o nich świadczy, jeśli ktoś kogoś krytykuje, to ma przede wszystkim problem ze sobą, a TY jesteś na pewno bardzo inteligentny!", "Profesor Cię skrytykował, bo jesteś zagorzałym antyszczepionkowcem i swoją antynaukową postawą możesz szkodzić innym? "Co z tego, jeśli ktoś kogoś krytykuje, to o nim świadczy, a nie o Tobie, a tak w ogóle to profesorowie zostają profesorami tylko dlatego, że kolega trzyma ich na uczelni", "Osoba dorosła robi ogromne błędy ortograficzne? Jak możesz ją oceniać, może mieć dysleksję!" Zgodnie z tą logiką dysleksję miałaby w takim razie połowa naszego społeczeństwa, bo właśnie tyle osób robi błędy, a to raczej nie jest możliwe. Rozumiem, że są osoby, które mają wobec siebie zbyt wysokie wymagania, ale psychologowie i psychoterapeuci zdecydowanie przesadzają z zachęcaniem pacjentów do obniżania wymagań wobec siebie. Moim zdaniem taka postawa może być szkodliwa. Na przykład osoba, która usłyszy, że wykształcenie zawodowe jest super, a wykształcenie nie świadczy o człowieku, zrezygnuje z jakiegokolwiek kształcenia się, a to może doprowadzić ją do chronicznego bezrobocia! Dlaczego Państwo tak robią, są Państwo autorytetami! Uważam, że postawa akceptacji wszelkich niedoskonałości zdecydowanie poszła za daleko. Z tego powodu ja nigdy nie utrzymałem się w żadnej terapii, bo zamiast uzyskać pomoc w pracy nad swoimi wielkimi wadami i błędami, które w sposób uzasadniony niszczyły mi życie, słyszałem, że te wady wcale nie są takie wielkie i moja postawa jest subiektywna. Według mnie nie wszystko w życiu jest subiektywne. Istnieją osoby, których opinie są dalsze od prawdy niż inne (np. antyszczepionkowcy). Istnieją osoby gorzej wykształcone, a wykształcenie podstawowe jest obiektywnie gorsze. Istnieją osoby, które są nieukami - przykład ogromnych błędów ortograficznych. Uważam, że to, co mówię, jest zasadną krytyką terapeutów.
Czy mogę pracować z młodzieżą w wieku 16+ po uzyskaniu kwalifikacji CBT, DBT i Terapii Schematów?
Chce być psychoterapeutką CBT (ze szkoleniami dla nastolatków w tym będę robić) potem rozszerzyć o DBT i Terapię Schematów. Czy mogę pracować wtedy z młodzieżą 16+ i dorosłymi. Czy muszę zrobić coś takiego Jak DBT-A?
Po spotkaniach z psychoterapeutką mam wyrzuty sumienia, odczuwam lęk i rozdrażnienie. Czuję, że zawodzę siebie, dlatego bo jestem chora. Odczuwam niepokój i złość w stosunku do siebie. Czuję, że psychoterapeutka oczekując odemnie jakiejkolwiek aktywności, żąda zby wiele. Czuję jakbym mogła albo nie robić nic w ciągu dnia, albo robić tak wiele, by siebie wykończyć. Czuję jakby istniały tylko te dwie skrajności, a psychoterapeutka namawiając mnie do aktywności, namawiała mnie również do robienia sobie krzywdy. Czasami sobie myślę, że wolałabym popełnić samobójstwo niż zmusić się do jakiejś aktywności w ciągu dnia. Czuję się niezrozumiana i jakby psychoterapeutka była przeciwko mnie, mimo że tak nie jest. Przez to wszystko odechciewa mi się chodzić na psychoterapie. Co powinnam zrobić ?
Szanowni Państwo, korzystam z pomocy lekarza psychiatry na NFZ.
Szanowni Państwo, korzystam z pomocy lekarza psychiatry na NFZ. Lekarz bardzo dobrze dobiera leki. Jeśli zachodzi konieczność zmiany dawkowana lub leku na inny, to robi to z dużym wyczuciem tak, że nie daje się tego zauważyć. Niestety, poza tym, nie bardzo interesuje się przyczyną problemów. Interesują go tylko objawy ogólne i ich ocena przez pacjenta. Jedyny wywiad, to ten pierwszy, który zadecydował o postawieniu diagnozy i włączeniu leków. Przyczyną problemów mogę, lecz nie muszę, zajmować się z pomocą dostępnych psychologów. Czy takie podejście lekarza do tematu jest prawidłowe?

