Left ArrowWstecz

Nie mam ochoty na poprzednie aktywności, jestem ciągle zmęczona - czy to wypalenie?

Witam! W ciągu tego roku podjęłam się 24 h nauczania w szkole, to mój pierwszy rok, kończę studia, piszę pracę magisterską, doświadczałam też podcięcia skrzydeł w ważnych dla mnie sytuacjach. Do tego dochodzą obowiązki domowe. Czuję się zniechęcona do nauki na kolejny egzamin, czuję presję napisania mgr. Towarzyszy mi zmęczenie. Spędzam coraz więcej czasu przeglądając socjal media. Jestem zmęczenia. Czuję, że nie mam ochoty wracać do poprzednich aktywności (sprzed tego roku) Czy to wypalenie? Mam też subiektywne wrażenie, że czas urlopu nie naprawi sprawy. Co najlepiej zrobić?
User Forum

Anonimowo

mniej niż godzinę temu
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Dzień dobry,

z tego co Pani pisze bardzo wiele trudnych sytuacji ostatnio miało miejsce w Pani życiu. Już sam ten fakt może być bardzo obciążający i wpływać na stan fizyczny i psychiczny. Może się wydawać, że dużo wyzwań i celów wpływa motywująco ale nie zawsze tak jest. Być może tych stresujących wydarzeń było za dużo, sama Pani pisze o zmęczeniu, więc może być to taki mechanizm obronny przed nadmierną stymulacją. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy “to wypalenie”, ponieważ przyczyn Pani złego samopoczucia może być wiele. 

Na pewno warto zatrzymać się w tym “pędzie” obowiązków. Jeżeli ma Pani możliwość to nawet kilkudniowy wyjazd może być pomocny. Oprócz tego ważna jest codzienna higiena psychiczna czyli odpowiednia długość snu, pełnowartościowa dieta, wysiłek fizyczny i przede wszystkim wsparcie społeczne; kontakt z ważnymi dla Pani osobami oraz czas na odpoczynek, robienie rzeczy, które Pani lubi (ograniczenie social mediów).

Jeżeli własne działania nie przynoszą poprawy to sugerowałabym wizytę u lekarza pierwszego kontaktu oraz psychologa. Ważne jest wykluczenie podłoża somatycznego Pani dolegliwości, spojrzenie specjalisty na zdrowie psychiczne, być może psychoedukacja i nauka lepszego zarządzania czasem czy efektywnych strategii radzenia sobie ze stresem.

Pozdrawiam

mniej niż godzinę temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry!

Praca w szkole jest bardzo absorbująca, a często stresująca. Dużo obowiązków, przygotowania do zajęć, etat to 18 godzin, więc 24 to dużo, gdy jeszcze się studiuje i pisze pracę magisterską. Wygląda na to, że ma Pani nadmiar zadań do wykonania. Może ich wypełnianie warto podzielić na etapy, sporządzić listę przedsięwzięć do realizacji na dany dzień i starać się wykonywać je możliwie efektywnie. Zachęcam do zrobienia sobie ,,miniwakacji" - np. kilkugodzinnego robienia tylko tego, co się lubi, by wypocząć, a następnie zabrać się za pracę. Z tego, co Pani pisze, nie ma czasu na troskę o siebie, na zadbanie o swoje potrzeby, a to bardzo ważne. Warto wykonywać także techniki relaksacyjne, by się odprężyć. Można oczywiście popracować nad motywacją, ale i nauczeniem się troski o siebie na psychoterapii. 

Przewlekłe zmęczenie może być również skutkiem niewłaściwej diety. Myślę, że warto zrobić podstawowe badania lekarskie. Pozdrawiam i życzę powodzenia

3 lata temu
kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Problemy z agresją, lękami i derealizacją u 16-latki: Jak sobie pomóc?

(bardzo przepraszam, że tak się rozpisałam. Może nie będzie chciało się komuś tego czytać, ale potrzebuję pomocy ) 

Witam,

mam za 3 miesiące 17 lat i mam problemy z agresją, jakieś działania impulsywne, pustkę derealizacja itp i straszne lęki. Chciałabym napisać o tych lękach, bo strasznie utrudniają mi życie. Tak można powiedzieć, że przeszłam dużo różnych sytuacji, które może mogły pogłębić lęk np. brak obecności ojca, bo ciągle ma pracę i moja dziewczyna, która przez moją winę dość często mnie zostawiała, a ja zataczałam się w nałogi i myśli S itp. 

Rok temu, też w okresie zimowym miałam problem ze snem, raz nie mogłam usnąć, a potem już ciągle dzień w dzień bałam się, już jak robiła się noc. Robiło się ciemno, przyprawiało mnie to o straszne lęki, bo się nie wyśpię itp. To trwało z parę miesięcy, zawsze spałam w miarę regularnie 22-23, bo chciałam dobrze wstawać do szkoły i prowadzić zdrowy styl życia i raz coś się stało z moim telefonem i się zdenerwowałam i przejmowałam, to pamiętam i od tego czasu bałam się nocy. 

Nawet jak spałam z 2/3 godziny, to nie czułam się senna, a nawet jeśli to nie potrafiłam zasnąć. Jakoś z tego wyszłam sama ze wsparciem dziewczyny itp. Nie przejmuje się już tym, jakoś daję radę. Mam też lęk, że ktoś mnie zostawi, a głównie moja dziewczyna, bo tylko na niej mi tak zależy.

Nie dałabym rady już żyć, ona aż tak nie ma i dużo nie rozumiem. Może przez to, co jej zrobiłam kiedyś, przestała już mieć takie przywiązanie itp.

To strasznie przykre :/ Nie raz w kłótni zaczyna mówić, że mnie nie kocha itp. takim strasznie spokojnym tonem, mimo że widzi, że ja płaczę, ale ją to nie obchodzi. 

Doprowadza mnie do to szału i wszystkim rzucam i też na nią, bo nie wytrzymuje i się dosłownie tak jakby "bijemy".

W wakacje np. zaczęło boleć mnie w nocy żebro i bałam się, że jest złamane, a nad ranem moi rodzice mieli jechać nad morze, bo nie chciałam z nimi i tez googlowałam wszystko, co się da, że to może być to, to może być tamto i nie mogłam spać.

Nie mogłam wtedy oddychać, miałam takie ataki paniki.

Jak wstałam, to było okej, potem czułam lekkie bóle. 

Też się przejmowałam i to samo, po czasie przeszło. 

Przed wakacjami też na wf zdarzyło mi się, że gdy skakałam w dal, nagle zabolała mnie noga, że nie mogłam chodzić.

Pan mówił, że zerwałam mięsień możliwe, ale to jednak nie było to - pewnie zwykłe naciągnięcie bolało kilka dni, ale często coś mam z nogami, bo są nierozciągnięte takie itp. 

Jak powiedział, że to może być zerwanie, to siedziałam potem na ławce na dworze i dostałam strasznego ataku paniki.

Nie mogłam oddychać, byłam cala posztywniała.

Ręce miałam takie sztywne całe i prawie zemdlałam.

Chciałam zwymiotować, robiło mi się już ciemno przed oczami, ale jakoś dałam radę. Była przy mnie dziewczyna i dałam radę wstać i poszłam. Kolejna sytuacja - to pod koniec wakacji zaczęły mi się robić wzdęcia, bóle itp z brzuchem jakbym może stresowała się szkoła? Choć nie wiem do dziś, ale tak samo googlowałam wszystkie objawy, bałam się, że mam raka np i różne rzeczy. Byłam u lekarza z 2/3 razy u rodzinnego, miałam skierowanie na usg, było okej. Mimo to dalej się bałam i naczytałam się, że może mam torbiel na jajniku, bo też miałam zanik miesiączki, ale chyba aż ze stresu. Mamie powiedziałam, żeby zarejestrowała mnie do Pana ginekologa. 

Bałam się tak samo, bo mężczyzna, bo może jakiś zboczeniec. Mam po prostu też lęki przed mężczyznami, że chcą zrobić tylko jedno i mi nieswojo nawet przy własnym tacie.

Ale pojechałam i po prostu zrobił usg. Było wszystko dobrze... 

Jest dużo innych sytuacji. Miałam tak, że cokolwiek mnie zaboli, to wymyślam sobie każdą chorobę. Dziś dotykałam sobie żebra, na dole ten łuk żebrowy (chyba najprawdopodobniej to są te chrząstki), ale czułam, że po lewej jak dotykam, to przeskakuje, a po prawej to trochę bardziej trzeba się wgłębić, to tez przeskakuje, ale po tej lewej przy samym lekkim dość dotyku. Tak samo dostałam duszności itp. nie mogłam jeść ze stresu. Boję się strasznie...

Miałam tak w sumie od dawna takie przeskakiwanie, ale boję się, bo nie wiem, czy to normalne.. Nic mnie nie boli tak zbytnio czy coś, ale i tak boję się np. że to złamanie. 

Mam też tak przy robieniu czegoś np mycie rąk natrętne myśli, że muszę umyć kilka razy, bo inaczej coś się komuś stanie.

Jak wyrzucę śmieci na ziemię, zamiast na podłogę, że coś złego się stanie. Jak jestem na spacerze, to jak pójdę tą ścieżką, to ktoś mi zrobi krzywdę i to męczące.

Tak samo boję się w-f, mam dobrą aktywność, choć teraz mam straszny okres depresyjny i ciężko, ale i tak uprawiam sport.

W wakacje dużo jeżdżę rowerem, po 50 km, chodzę 20 tysięcy kroków dziennie, ćwiczę siłowo 3 razy w tygodniu.

Dalej to utrzymuje, tylko jak jest zimno, to robię mniej kroków (10k), ale na wf nie daje rady. Ciągle czuję się obserwowana i oceniana, bardzo się boję dni w szkole, gdy mam wf.

Pan też jest niemiły i wszyscy w klasie mnie nie lubią.

Nawet nie wiem czemu. Trochę to dziwne, nigdy nie było żadnych problemów, ja nic nie zrobiłam. 

Jestem w 3 klasie technikum hotelarskiego i same dziewczyny. Jak wiadomo one są najgorsze jakieś obgadywanie itp ... Niestety wiedziałam o tym, że może tak być i tak się stało po prostu, jedne tam się rządzą.

Jak usiądę nawet w jakiejś ławce "ich ławce" z tyłu to nieraz słyszałam, jak ich cala grupka mówi, że muszą odkażać, że jestem dzi**ką itp... razem ze swoją dziewczyną, bo jesteśmy w jednej klasie. Mam jedną przyjaciółkę (która właśnie słyszy, jak na nas gadają i mi to piszę), bo inna mnie zostawiła i trzyma się z nimi. Pewnie już każdemu nagadała. Zostawiła mnie już któryś raz i w niemiłej atmosferze i znowu dla kogoś innego;// 

A znamy się od 1 podstawówki, no cóż, więc dla mnie to są dość stresujące przeżycia. Wf i same chodzenie do szkoły sprawiają mi trudności. Mam pytanie, czy lekarz psychiatra z tego powodu może wystawić zwolnienie z wf? Bo naprawdę czuję, że nie dam rady, a muszę ćwiczyć, by zdać, ale to jest ponad mnie:// 

Chciałabym spytać, jak mogę porozmawiać z mamą o tym, że chciałabym iść do psychologa, bo trochę się wstydzę...

Jak uratować związek po 24 latach? Partner nie czuje już miłości

Pomocy, rozpada mi się życie – związek z 24-letnim stażem.
Mąż wylał na mnie kubeł zimnej wody – i częściowo miał rację. Na dość długo się wyłączyłam, odizolowałam od świata. Nie wiem, dlaczego – czy przez natłok życia, czy własną głupotę. Wytknął mi, że nie dopuszczałam nikogo do siebie, w tym i jego. Że go odrzucałam, nie rozmawiałam z nim o problemach, nie wspierałam go w jego zainteresowaniach. Że zależało mi głównie na porządkach, a jeśli coś było nie tak – to wszystkich stawiałam „po kątach”.

W końcu wybuchł. Wytknął nawet te drobniejsze rzeczy, które go dręczyły, i stwierdził, że mnie nie kocha, że już nic nie czuje.
Otworzyło mi to oczy. Nagle zmieniłam podejście, staram się walczyć o związek – ale czy jest sens?
On twierdzi, że to wszystko go zmieniło, że nie wróci to, co było między nami. Że jest za późno.
Ratunku. Co robić?
Mi zależy… a widzę, że jemu też jest trudno.

Jak radzić sobie z żałobą po stracie ojca i wspierać cierpiącą mamę?
Mój tata był w szpitalu ok. 3 miesiące. Lekarze uratowali mu życie i wszystko wydawało się iść w coraz lepszą stronę, ale niestety mimo walki… nie udało się. Odszedł 3 tygodnie temu. To coś czego się najbardziej obawiałam. Czasami jakoś to znoszę, a czasami nagle zaczyna się płacz, myśli. Rozmyślam: co by było gdyby, dlaczego tak a nie inaczej, czy lekarze mogli zrobić coś lepiej, jak bardzo tata cierpiał, co myślał. Prawie codziennie jeździłam do szpitala, można łatwo zliczyć ile razy mnie tam nie było. Po czasie było to też męczące, ale tata był dla mnie najważniejszy – kochałam go całym sercem, tak jak on mnie. Był moim oczkiem w głowie i trudno sobie wyobrazić życie bez niego. Nie dość, że sama cierpię, to widzę też, jak bardzo cierpi moja mama. Tata był wspaniałym człowiekiem, ludzie go uwielbiali i uważam, że jego strata jest ogromną niesprawiedliwością. Jak radzić sobie z takimi emocjami, jak znaleźć odpowiedniego specjalistę?
Jak poradzić sobie z poczuciem zmarnowanego życia i depresją? Jaka terapia mogłaby pomóc?
Mam silne poczucie zmarnowania sobie życia. Miałem bardzo dobre warunki do rozwoju bez patologii, jednak przez swoją nieśmiałość wszystko zaprzepaściłem. Miałem wspaniałe podwórko a ja przez swoje lęki wolałem siedzieć w domu. Mogłem mieć dobre wykształcenie to ja przez nerwy wpadłem w prokrastynację i nie uczyłem się. Mogłem mieć wspaniałą dziewczynę to ja przez swoje kompleksy odrzuciłem ją. Zamiast pójść na imprezę to wolałem grać na komputerze mimo, że często byłem zapraszany i ludzie mnie lubili. Wiem, że to już przeszłość i trzeba się skupić na tym co jest i co może być jednak mając tyle spalonych za sobą mostów tylu odtrąconych ludzi ciężko stworzyć coś od nowa. Często mam epizody depresyjne i myśli samobójcze jednak na następny dzień wszystko mija i jest dobrze. Jak terapia mogłaby mi pomóc?
Czy to ja jestem winna? Zmęczenie w związku pełnym sprzeczek i emocjonalnych rollercoasterów.

Nie mam już siły. Jestem w związku 11 miesięcy, a znamy się około 2 lata. Nie mieszkamy razem. 

Po ok. dwóch miesiącach związku zaczęły się sprzeczki, a dokładniej to raczej według mojego partnera ja wyłączam myślenie. Zawsze lub prawie zawsze robię coś źle i mój partner to mówi, a raczej obwinia, że ile razy mi mówi to, jak grochem o ścianę. Ja zawsze się przyznaje do winy, kajam i przepraszam, chociaż w moim odczuciu jest tak, że to są wyolbrzymione rzeczy lub błahe. 

Ja się winna nie czuję, ale tak mi wpaja do głowy, że i tak później czuję się, jak śmieć, bo go zraniłam. Podam może przykład. Radio w samochodzie jest i gra cicho. 

W momencie, gdy coś mówię, czy się pytam partnera, on nie odpowiada. Ponawiam więc próbę kontaktu, ale dalej brak odzewu. Dla mnie jest to sygnał, że nie chce o tym mówić, czy nie chce odpowiadać. Okej, ja to szanuje, może ma gorszy dzień albo jest myślami gdzieś indziej, więc nie męczę na siłę. Po chwili pytam lub mówię na inny temat i następuje cisza ze strony partnera, więc pytam ponownie.

Dopiero wtedy następują słowa uniesionym głosem, że nie słyszy, bo jest radio rozpuszczone. Potem jest moja wina, bo tyle razy mówi o tym radiu, że jest za głośno, a ja nie pamiętam i mam w ***** to, że tyle razy mówi o tym radiu i że tego nie szanuje, że już ma dość powtarzania tego co chwilę i po prostu się nie odzywa, bo szkoda słów, bo i tak się nie ogarnę. 

Później praktycznie jest cały dzień o tym, że ja nie szanuje go, że ja się nigdy nie zmienię, że nie myślę i zazwyczaj wtedy się komunikujemy drogą pisaną.

W rzeczywistości jak próbuję przeprosić lub cokolwiek się zapytać np. o stan zdrowia, bo się martwię czy coś innego to spotykam się z tonem odpowiedzi takim agresywnym i od niechcenia, że to jak się czuje partner, jest moją winą.

Ogólnie odpowiada słowami, a nie zdaniami. 

Mnie się wtedy samej odechciewa pytać o cokolwiek i rozmawiać. 

Od około 3 miesięcy statystycznie co 1-2 tygodnie są właśnie takie sytuacje. Po każdej takiej sprzeczce on pije alkohol i sugeruje, że to przeze mnie pije, bo już się wytrzymać ze mną nie da i ja się nie zmienię i mi nie wierzy, że się zmienię.

Mówi, że związek się rozpada przez moje zachowanie. 

Jeśli komuś jest niedobrze, to pije alkohol? 

No chyba nie, ale mój partner widocznie tym się leczy... 

A jak jest sytuacja w drugą stronę, to jakoś nie robię takich akcji, tylko zwracam uwagę, że mi to nie odpowiada, a partner dalej robi to samo. Ja jakoś nie robię mu wywodów, bo nie chce, żeby czuł się smutny z tego powodu. 

Gdy się godzimy, to jest taka fala miłości. 

Nie mam siły, ale Go kocham i to toleruje.

Pytanie, czy to ja jestem winna? 

Po prostu już jestem zmęczona tym rollercoasterem...

śmierć bliskiej osoby

Śmierć bliskiej osoby – jak sobie z nią poradzić?

Śmierć bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych przeżyć. Żałoba jest naturalną reakcją psychiczną, która pomaga zaakceptować stratę. Każdy przeżywa ją inaczej, a powrót do równowagi wymaga czasu i wsparcia.