Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
80 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Nie mam ochoty na poprzednie aktywności, jestem ciągle zmęczona - czy to wypalenie?

Anonimowo

Witam! W ciągu tego roku podjęłam się 24 h nauczania w szkole, to mój pierwszy rok, kończę studia, piszę pracę magisterską, doświadczałam też podcięcia skrzydeł w ważnych dla mnie sytuacjach. Do tego dochodzą obowiązki domowe. Czuję się zniechęcona do nauki na kolejny egzamin, czuję presję napisania mgr. Towarzyszy mi zmęczenie. Spędzam coraz więcej czasu przeglądając socjal media. Jestem zmęczenia. Czuję, że nie mam ochoty wracać do poprzednich aktywności (sprzed tego roku) Czy to wypalenie? Mam też subiektywne wrażenie, że czas urlopu nie naprawi sprawy. Co najlepiej zrobić?

Dzień dobry,

z tego co Pani pisze bardzo wiele trudnych sytuacji ostatnio miało miejsce w Pani życiu. Już sam ten fakt może być bardzo obciążający i wpływać na stan fizyczny i psychiczny. Może się wydawać, że dużo wyzwań i celów wpływa motywująco ale nie zawsze tak jest. Być może tych stresujących wydarzeń było za dużo, sama Pani pisze o zmęczeniu, więc może być to taki mechanizm obronny przed nadmierną stymulacją. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy “to wypalenie”, ponieważ przyczyn Pani złego samopoczucia może być wiele. 

Na pewno warto zatrzymać się w tym “pędzie” obowiązków. Jeżeli ma Pani możliwość to nawet kilkudniowy wyjazd może być pomocny. Oprócz tego ważna jest codzienna higiena psychiczna czyli odpowiednia długość snu, pełnowartościowa dieta, wysiłek fizyczny i przede wszystkim wsparcie społeczne; kontakt z ważnymi dla Pani osobami oraz czas na odpoczynek, robienie rzeczy, które Pani lubi (ograniczenie social mediów).

Jeżeli własne działania nie przynoszą poprawy to sugerowałabym wizytę u lekarza pierwszego kontaktu oraz psychologa. Ważne jest wykluczenie podłoża somatycznego Pani dolegliwości, spojrzenie specjalisty na zdrowie psychiczne, być może psychoedukacja i nauka lepszego zarządzania czasem czy efektywnych strategii radzenia sobie ze stresem.

Pozdrawiam

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Dzień dobry!

Praca w szkole jest bardzo absorbująca, a często stresująca. Dużo obowiązków, przygotowania do zajęć, etat to 18 godzin, więc 24 to dużo, gdy jeszcze się studiuje i pisze pracę magisterską. Wygląda na to, że ma Pani nadmiar zadań do wykonania. Może ich wypełnianie warto podzielić na etapy, sporządzić listę przedsięwzięć do realizacji na dany dzień i starać się wykonywać je możliwie efektywnie. Zachęcam do zrobienia sobie ,,miniwakacji" - np. kilkugodzinnego robienia tylko tego, co się lubi, by wypocząć, a następnie zabrać się za pracę. Z tego, co Pani pisze, nie ma czasu na troskę o siebie, na zadbanie o swoje potrzeby, a to bardzo ważne. Warto wykonywać także techniki relaksacyjne, by się odprężyć. Można oczywiście popracować nad motywacją, ale i nauczeniem się troski o siebie na psychoterapii. 

Przewlekłe zmęczenie może być również skutkiem niewłaściwej diety. Myślę, że warto zrobić podstawowe badania lekarskie. Pozdrawiam i życzę powodzenia

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z emocjonalną huśtawką w małżeństwie i brakiem dbałości ze strony męża?

Zacznę od tego, że być może ja mam ze sobą jakieś problemy a na pewno na tle psychicznym, ponieważ strasznie zostałam skrzywdzona rok temu przez męża, a w sumie przez samą siebie - dlaczego?
Mąż dosyć często stawiał, przez 20 lat bycia razem, na życie zawodowe - praca, praca i jeszcze raz praca. Rzadko miał czas dla mnie i dzieci, zazwyczaj bywałam z dziećmi samą w domu, ciągle pranie, sprzątanie, gotowanie, czekanie aż wróci do domu - niestety zmęczony, no i zero pożytku, wiadomo. 
Zaczęłam szukać towarzystwa ludzi, z którymi pogadam, wykorzystam czas jak mąż jest w pracy, nie tylko na szmatach i garach, ale by odzywać się do ludzi. I tak się stało, iż poznałam ludzi, nie do końca fajnych, bo takich, którzy spotykają się, aby plotkować o wszystkim i o niczym, którzy pili i ćpali. Wcięłam się w ten świat, zaczęło mi pasować, razem z nimi piłam, aż się rozpiłam. 
Zaczęłam wierzyć w to, iż moje małżeństwo się rozpada, mąż tylko praca, potem filmy i spać, a ja tak naprawdę nieważna, nie było czasu, aby porozmawiać czy super spędzić czas, nawet w sferze intymnej. Nie mieliśmy dla siebie czasu, oddalałam sie od męża i doszło do tego, że wyrzucił mnie z domu. Miał dosyć moich schadzek, alkoholu i awantur. 
Popsułam sie strasznie, ledwo uszłam z życiem, chore serce, a teraz głowa popsuta przez alkohol, trauma jak mąż mnie zranił, mimo prośby wiele razy, że jestem - bądź ze mną, nie praca i praca. Rozumiem, nie ma ludzi do pracy, pieniążki potrzebne, ale można, jeśli sie chce, podzielić życie zawodowe, a prywatne - do męża nigdy to nie docierało. 
Uwielbia swoją prace po prostu. Kiedy tłumaczę, że wiecznie jestem sama, że tęsknie, nie mam do kogo sie odezwać, to jakby grochem o ścianę. Kiedy mnie wyrzucił, zaczęło do mnie docierać, co tak naprawdę w życiu jest dla mnie ważne, moje zdrowie, szczęście, prawdziwa miłość pożądanie, seks. Postanowiłam wszytko zmienić, poszłam na terapię odwykową, minął ponad rok nie piję, nie chcę, walczę z tym, żal mam do męża ogromny, lecz juz mniejszy. Wróciłam - nasze życie zaczęło się układać, chociaż mimo wszystko jakieś są przeplatane dni z męża strony. Potrafi raz pragnąć mnie, innym razem być chamski, kłamać, robić nadzieję a ja wierzę po prostu we wszystko. Że kochankę ma czy wdał się w romans, plotki poszły u niego w pracy, czemu zaprzeczał, lecz dziwne zachowania nie dają mi często spokoju. Raz czuły, kochany magia, przebudzenia w nocy zaczęło mi sie to podobać, że pożądam męża. Niestety zdarzają się sytuacje jak czegoś nie ma, a ja pożądam, w frustracji staję sie jakąś wredną i podłą osobą, wyzywam męża, robię dramy, ponieważ mam potrzeby czułości, on daje, ile może, nie mam co narzekać. Jedynie, co mnie rani i boli i wprawia o strach to to, jak mąż potrafi mnie krytykować, że jestem kretynką, pustą, głupią, nikt by ze mną nie wytrzymał, że przy mnie człowiek dostanie zawału, boi się spać itp. Następnego dnia albo od tak przeprosi albo nawet nie mówiąc, że to emocje nad nim górują. Nie wiem, co myśleć, jak popadnie w szał potrafił złapać mnie za gardło. 
Rzadko rozmawia o danych problemach, ostatnio jedyny temat rozmowy z mojej strony to jest sex, ponieważ widzę jak było kiedyś, a jak jest teraz i daje jasne sygnały mężowi, on nie słucha lub słucha jak zgaszone radio. Kiedy mówię za każdym razem słyszę od męża, że ta rozmowa go usypia. Nie mam z kim otwarcie porozmawiać, wygadać się - mam koleżankę, która zna dobrze mnie, jak i męża, jej zawsze mogę sie zwierzać i tak sie stało. 
Mąż dowiedziawszy się, że rozmawiałam z nią na nasze tematy, stwierdził, że gadam źle o nim i nagle atak nerwów - nie pozwolił do siebie podejść, odpychał. Mąż potrafi mi powiedzieć, że taki się staje agresywny przeze mnie, że ja z niego takiego robię, tłumaczę nie raz, że nie mam zamiarów, on uważa inaczej, że ja nie liczę się z nim, z jego potrzebami, a tylko patrzę na siebie. NIE, ja patrze na nas, on tego nie rozumie lub nie chce rozumieć. Sama chodzę do psychologa, jak i do psychiatry, biorę leki uspokajające, mąż kiedyś chodził ze mną na terapię małżeńską, pomogło, ale nie na długo. Teraz, kiedy proszę męża, aby też sam poszedł ze sobą, to stwierdza, iż jemu niepotrzebne, że jest zdrowy, że to ja jestem 'chora psychicznie' i powinnam się leczyć, lecz pytanie, z czego ja mam sie leczyć? Chyba z uczuć co do męża? Nie wiem, co mam myśleć. 
Mąż uważa, że tylko ja, żadna inna, że mnie tylko kocha, pożąda, a ja czasami tego nie odczuwam. Potrafi lekceważyć przykre słowa i z niczego nic sobie nie robi. Tak, jakby chciał sam, aby atmosferę popsuć. Raz dobrze, raz źle, nie chce komunikować sie, po prostu można ująć: tak dużo mówi, obiecuje, a mało robi, żąda, abym to ja jego podczas snu tuliła i zaczepiała, kiedy tylko chce, a kiedy to zrobię to dostaję kosza. 
Jestem smutna, nie wiem czy coś gra czy próbuje mnie wykończyć psychicznie, choć zaprzecza. Co mam myśleć i co robić? Odpuścić męża? 

2 odpowiedzi
Mam poważne problemy zdrowotne, dzieci z niepełnosprawnościami, a mąż (przez pewną znajomość) utracił moje zaufanie. Co robić?
Mam pytanie, otóż od około 5 lat mam zdiagnozowaną nerwicę lękową, obecnie pod kontrolą psychiatry i na lekach , gdy pojawiło się najmłodsze dziecko- córka upragniona przez narzeczonego ,a był on wtedy pół roku po ciężkim wypadku na skuterze , depresja poporodowa i nerwica niszczyły mnie i jego ,bałam się sama przebywać w domu i inne nawet wymyślane powody z perspektywy czasu ,obecnie do dziś mierze się z nerwicą , do sedna - od porodu córki zaczęła nerwica brać całość na związek, otoczenie , a od początku roku pojawił się kryzys - do narzeczonego przyczepiła się inna kobieta, on początkowo tylko wysłuchiwał jej, aż wbiła się w nasz związek, gdzie już diagnoza w zeszłym roku syna - autyzm i niedawna drugiego dziecka asperger plus niedotlenienie, jest obciążeniem szczególnie dla mnie - ja nie pracuję, cały czas z nimi jestem, od kwietnia do sierpnia powiedzmy, że spotykał się, powiedział mi , ale u nas wyglądało tak, że jakby nie do końca się zmieniło, 1 września poroniłam w około 10 tygodniu , czuję pustkę itp. Ta kobieta, mimo że wyjechała, to wygląda jakby nic się w ich relacji nie zmieniło, nie wie o moim poronieniu ,o chorobie drugiego dziecka, bo tylko jedno wiedziała, i wróciliśmy z narzeczonym do siebie - przepraszam za długie pytanie , jakieś 2 tygodnie temu zaczął traktować mnie jak kiedyś za dobrych czasów, czułam uczucia itp ,szczególnie na wspólnych wyjściach, potem schody - bo dotknęłam jego telefonu, jak zgubił i nim mu przekazałam, pokasowałam wiadomości od tej kobiety , w tych wspólnych wyjściach powiedział, że rozumie mnie i przestanie pisać- że mam się nie przejmować , od tamtego momentu kłócimy się, moja nerwica ,,plus zdrowie po poronieniu, mam wyniki na przetaczanie krwi , to wzięło całość, znów z osoby, z której wydobył uśmiech, życie, jazda chwilą, zaczęłam kontrolować go , być nieznośna, czepiać się itp. , ale też nie pomaga ile powinien , zależy mi na tym związku , na całej rodzinie, nie chcę, żeby nerwica niszczyła relacje ,chcę też spokoju od tej kobiety , mam do niej numer, ale nie chcę żeby odbiło się to na mnie , nie wiem, co ze wszystkim zrobić i w tym wszystkim już wcześniej lekarz też podejrzewał u mnie białaczkę, dlatego zależy też mi na przeżyciu tyle ile mam czasu z nim , z dziećmi.
1 odpowiedź
Kryzys w malzenstwie po przeprowadzce i depresji meza - jak stawiac granice i co dalej?
Hej! Od kilku miesięcy przechodzę kryzys w małżeństwie. Wszystko zaczęło się od tego że kupiliśmy bliźniak oddalony o 30 km od naszego dotychczasowego miejsca zamieszkania. Wszystko było dobrze oboje tego chcieliśmy oboje podpisaliśmy papiery wzięliśmy kredyt cieszyliśmy się i planowaliśmy budową i przeprowadzką. Niestety sytuacja zmieniła się kiedy u męża w pracy była bardzo niepewna sytuacja i mógł stracić stanowisko. Do tego doszły obawy związane z finansami z podwójnym kredytem ze spłatą tego kredytu i tak dalej. W pewnym momencie mój mąż dostał takich lęków i takich stanów depresyjnych że wręcz wymusiłam na nim by skonsultował się z psychiatrą żeby zażywał przepisane mu leki. Przez to wszystko mąż też miał bardzo poważne problemy ze snem na które także dostał leki od psychiatry. Ogólnie rzecz biorąc jego stan był bardzo zły nie wychodził z łóżka jedyne co robił to chodził do pracy tylko po to żeby ją utrzymać całymi dniami płakał. Doszło też do tego że wystawił ten nowo zakupiony dom który oboje chcieliśmy mieć na sprzedaż do której ja nie doprowadziłam ponieważ on nie umiał się zdecydować czy jednak chce go sprzedać czy nie chce. W przeddzień umówionej sprzedaży domu on powiedział że jednak nie wie co zrobić więc ja podjęłam decyzję że tego domu nie sprzedajemy. Niestety w międzyczasie bardzo się od siebie oddaliliśmy wręcz toczyliśmy między sobą wojnę on cały czas za mną chodził płakał jęczał budził mnie w nocy non stop rząd nie chce mieszkać że on sobie nie da rady że jego życie się skończyło że on nie widzi dalej sensu żyć i tak dalej ja w pewnym momencie po prostu nie wytrzymałam psychicznie i chciałam uciec z moimi dziećmi do moich rodziców. Jednakże to się nie udało. Odsuwałam się od niego uciekałam od niego nie chciałam z nim rozmawiać izolowałam się robiłam wszystko tylko po to żeby on nie płakał mi ciągle w rękach nie jęczał nie obciążał mnie swoim problemem bo jednocześnie nie chciał iść się leczyć do psychologa. W końcu przyszedł czas przeprowadzki przeprowadziliśmy się do nowego miasta do tego nowego domu mieszkamy tu już półtora miesiąca. Mąż nadal się z tym nie pogodził wręcz teraz na każdym kroku udowadnia mi jak bardzo mnie nienawidzi jak bardzo nienawidzi tego że wtedy podjęłam taką decyzję żeby się tu przeprowadzić mimo tego że on jej nie umiał podjąć. Utrudnia mi życie na każdym kroku w domu nie robi nic śpi na sofie w salonie nie śpi w ogóle u nas w sypialni. Od dwóch miesięcy nawet nie włożył swoich rzeczy do szafy rzeczy leżą rozwalone w pudłach. Nie jest zainteresowany mną nie chce ze mną rozmawiać a na każdą próbę rozmowy z nim on reaguje agresywnie tekstami że ja się ciągle go czepiam że ja cały czas od niego chce coś że cały czas za nim łażę. Do tej pory myślałam że to jest jeszcze akt jakiegoś załamania nerwowego lub depresji ale dzisiaj rano kiedy mu powiedziałam że ja nie godzę się na takie traktowanie i że to tak nie może wyglądać i że lepiej już się rozstać niż żeby tak to wyglądało to on powiedział teraz widzisz jak się czułam przez cały ten czas kiedy ty uciekałaś ode mnie. Tylko że on nie widzi że ja robiłam wszystko żeby go ratować żeby go wyciągnąć z tego załamania nerwowego i z tej depresji że ja sama nie wiedziałam co się z nim dzieje i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. A on do tej pory zwala winę i odpowiedzialność na to wszystko na mnie i wyżywa się na mnie psychicznie. Ucieka ode mnie nie chce rozmawiać i jeszcze mówi że manipuluje dziećmi poprzez to że płacze przy nich bo po prostu jest mi ciężko bo mąż którego kochałam i który mnie kochał i z którym było nam dobrze nagle zaczął mnie traktować jak powietrze i jest to już od dwóch miesięcy. Szczerze mówiąc ja już nawet nie mam siły z nim rozmawiać bo to jest jak rozmowa ze ścianą. I nie wiem co robić nie chcę od razu przekreślać tego małżeństwa bo jesteśmy małżeństwem 8 lat razem 14 ale ja już dłużej nie wytrzymam nie wytrzymam traktowania mnie jak śmiecia tylko dlatego że dokończyłam sprawę którą oboje zaczęliśmy. Chodzę na psychoterapię żeby nauczyć się stawiać granice żeby nauczyć sobie z tym radzić ale nie wiem jak mam sobie poradzić z nim. Czy mam go jeszcze nakłaniać do jakiejś rozmów czy po prostu żyć normalnie i udawać czego że tego nie ma bo ja już nie wiem co ja mam mu mówić on jest nastawiony do mnie bardzo bardzo negatywnie. Czy czekać? Za każdym razem kiedy zaproponuje mu terapię albo nawet wspólną terapię dla par to mnie wyśmiewa mówi że to i tak nic nie da że mam za swoje i takie tam nie wiem co robić proszę pomóżcie mi.
4 odpowiedzi
Żona się ode mnie oddala, zależy jej na innym mężczyźnie. Nie mogę z nią porozmawiać, bo jest choleryczką. Przechodzę kryzys.
Moja żona zakochała się w koledze w pracy, dobrze zarabiającym naczelnikiem. Mamy 1 dziecko + żona ma jedno z poprzedniego małżeństwa. Ostatnio odkryłem, że upodabnia swój FB do tego faceta (wkleja podobne zdjęcia, artykuły, zajawki - to się nazywa lustro- Tzn. ma wytworzyć w nim poczucie, że widzi siebie, takie same zainteresowania itd.) Żona pracuje w hr, potrafi manipulować, wpływać na ludzi. Teraz poszła na psychologię i poszerza swój pakiet możliwości. Ostatnio dałem jej kwiaty, później słyszałem, że mówi do niego, że kwiaty są od osoby " z tego już nic nie będzie". Widzę, że ciągle nawet w nocy pisze z nim, zaczęła się stroić, dbać o siebie, dłużej siedzieć w pracy, ciągle pilnuje telefonu. Nie wiem co zrobić! Jest niezrównoważoną choleryczką i wiem, że jeżeli spróbuję z nią rozmawiać to wyrzuci mnie z mieszkania i będzie straszyć mnie zabraniem dziecka ( kiedyś mnie straszyła zabraniem dziecka i zniszczeniem alimentami). Nie wiem co mam robić, wariuje jak wiem, że się z nim widzi ( wraca do domu rozmarzona, nieobecna, a mnie nie zauważa) albo widzę, że z nim pisze. Robi się coraz bardziej chłodna w naszych relacjach, przestała być w stosunku do mnie czuła, o wszystko robi awantury, ciągle zabrania mi się dotykać, przytulić. Boje się stracić dziecko i nadal ją kocham. Nie wiem czy już mnie zdradziła fizycznie, ale widzę, że prze do związania się z nim na poważnie. W podobny sposób zakręciła mnie, kłamała mi, że jej poprzednie małżeństwo już nie istnieje. Po czasie wiem, że wykorzystała mnie do rozbicia swojego małżeństwa, a teraz robi to samo ze mną. Jest bardzo uważna i przebiegła, nie mogę zdobyć żadnych dowodów, a widzę, że intensyfikuje działania w zakresie zdobycia tego naczelnika. Jestem zrozpaczony i naprawdę nie wiem co mam zrobić. Nie mogę spać, jeść, schudłem 10 kilo, nie mogę skupić się na pracy, podejrzewam, że mam depresję, czuje się nikim... Pomóżcie, proszę.
1 odpowiedź
Po latach związku i proszenia o bliskość partnerkę mam już dosyć, już mi się nie chce. Może ona nigdy mnie nie kochała?
Witam wszystkich, Jestem tutaj dosyć nowy, mam więc nadzieję więc, że piszę w odpowiednim do tego wątku. Piszę bardziej z braku alternatyw, jako że nie wiem już za bardzo co robić dalej ... co jest odpowiednim dalszym krokiem w "naszej sytuacji", która wygląda następująco : Jesteśmy małżeństwem od około 11 lat, obydwoje powoli zbliżamy się do 40'ki, brak dzieci. Przed ślubem dwa razy się rozchodziliśmy z mojego wyboru, "Ona" wtedy nie za bardzo radziła sobie z różnymi uczuciami i była dosyć wybuchowa, rzadko adekwatnie do sytuacji - co sama po latach przyznała. Non stop się kłóciliśmy dosłownie o nic, kłótnie zawsze zaczynała ona. Jak pisałem wcześniej, kończyło się to tym, że rozeszliśmy się dwa razy, po czym dwa razy ja wracałem do niej, prosząc o to, abyśmy spróbowali raz jeszcze. Nie jest ta sytuacja jakoś szczególnie znacząca, aczkolwiek wolę nie pomijać za dużo. Przysłowiowy trzeci raz okazał się sukcesem, jako że przestaliśmy się kłócić "o nic" , i jeżeli miewaliśmy później jakiekolwiek spory, to były już one dużo bardziej racjonalne - aczkolwiek było ich bardzo mało na przestrzeni kolejnych 10 lat - po naszym ślubie. Zaczęliśmy się w końcu bardzo dobrze dogadywać i miałem wrażenie, że weszliśmy na jakiś mityczny, wyższy poziom oświecenia i zrozumienia, nasz związek był idealny, dogadywaliśmy się bardzo dobrze i byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Nadal nie mieliśmy dzieci z jej wyboru. Mama od zawsze powtarzała jej jak była młodsza, że najgorsze co może jej się w życiu przydarzyć to zajście w ciążę i nie skończenie szkoły średniej czy wyższej. Po latach tak jej zostało i panicznie bała się ciąży i wszystkich jej skutków. Ja byłem gotowy i chętny na dzieci dużo wcześniej, aczkolwiek wiedziałem jak wygląda sytuacja, więc nie naciskałem jej i cierpliwie czekałem aż będzie gotowa ... co po latach jak zaraz opiszę okazało się błędem. Wszystko było idealnie przez lata, aczkolwiek po około 4 - 5 latach ( od ślubu ) zauważyłem pewną prawidłowość ... zawsze tylko ja przychodzę i inicjuję jakąkolwiek intymność / sex między nami. Nie zrozumcie mnie źle ... zawsze jak go inicjowałem ona zawsze była "chętna" i nigdy nie bolała jej przysłowiowa głowa. Warto też nadmienić dla pełnej przejrzystości, że nasze libido na pewno różni się poziomami ... ja mógłbym uprawiać z nią sex w zasadzie co drugi dzień. Jej libido jest oczywiście dużo niższe, jak bardzo do tego zaraz dojdziemy. Koniec końców zauważyłem, że tylko ja inicjuję wszystko już od około 4-5 lat ... wszystko, w sensie codziennie, zawsze jak robimy cokolwiek zawsze złapię ją za pupę, pocałuję w ucho, szyję, kark ... zwłaszcza jak robi coś w kuchni i mogę jej "poprzeszkadzać" ... zawsze, codziennie pokazuję jej, że ją uwielbiam, ubóstwiam, że mi się podoba i że mnie podnieca, że jest moją muzą dosłownie. Sam sex też raczej głównie skierowany był na nią, zawsze obydwoje rozmawialiśmy ze sobą dużo w trakcie, abyśmy obydwoje wiedzieli co nam się podoba, co nie itp. I z reguły ona zawsze dochodzi kilka razy, ja raz lub może dwa jak mam lepszy dzień. Opisuję to raczej, aby przedstawić, że zawsze wszystko robione jest pod nią/dla niej. Nawet gra wstępna była po to, aby ją nakręcić ... nigdy nie było na odwrót, nigdy ona nie robiła nic, aby mnie nakręcić - bo wiadomo, to jest z automatu. Dodam, że na początku naszego związku - przed ślubem, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zależało jej na tym ,aby mi sprawić przyjemność i to było jasne i klarowne. Po ślubie wszystko się zmieniło. Do puenty ... po tych wcześniej wspomnianych 4-5 latach zauważyłem mimowolnie, że tylko ja przychodzę po "cokolwiek" więc powiedziałem jej co zauważyłem, wiadomo rozmawialiśmy o temacie itd. ona stwierdziła, że nie zauważyła tej prawidłowości, ale obiecywała poprawę, że będzie się ciut bardziej starać itp., aby nie było to takie jednostronne. Minęło kilka miesięcy i nie zmieniło się nic, mieliśmy kolejną rozmowę, i jej konkluzją było to samo co wcześniej. Zrobiłem więc test, nie przychodziłem po nic sam przez pół roku – i w trakcie tych 6 miesięcy ona nie przyszła „po nic” ani razu i ani razu nie uprawialiśmy sexu. Mieliśmy kolejną rozmowę, tym razem miałem już nieco pretensji i chciałem jakiś wyjaśnień, co się dzieje, dlaczego ona nie ma żadnych potrzeb naszej bliskości. Długa rozmowa pełna emocji, obietnica poprawy … i tyle. Temat tak się powtarzał przez następne lata, w trakcie których robiłem dwa kolejne takie pół roczne testy. Średni później po pół roku miewaliśmy „poważne rozmowy”, na których był płacz, przeprosiny i obietnice poprawy … i na tym się zawsze kończyło. Ostatnie mniej więcej 2 lata były już bardziej znaczące, bo nie sposób ,abym nie zaczął widzieć jej w innym świetle … ewidentnie ona mnie nie chce, proszę ją o podstawową bliskość między nami, i ona świadomie wybiera „nic nie robić”. Doszło do tego, że prosiłem ją nawet, aby sobie to zapisywała gdzieś w kalendarzu, aby czasem przyszła do mnie, aby ona zainicjowała … tak jakby miała na siłownię iść czy porządki zrobić. Kłóciło się to trochę ze mną, bo uważam, że nie powinien to być dla niej jakiś smutny/szary obowiązek, ale brakowało mi już koncepcji. To też nie zadziałało, bo wiadomo, że jak ktoś ma się zmuszać do czegoś to i tak „zapomni” albo czasu na to nigdy nie znajdzie. Sytuacja pogarszała się szczególnie od ostatnich 2 lat, bo proszę ją, błagam aby coś się zmieniło, bo czuję, że we mnie się coś zmienia, że zaczynam widzieć ją w innym świetle, jako poniekąd inną osobę. Z mojej perspektywy proszę ją i błagam, aby zrobiła cokolwiek, aby ratować nas, bo zaczynamy się sypać … i ( z mojej perspektywy ) ona świadomie wybiera nic nie robić, bo tak mało zależy jej na mnie, na nas. Nic się za bardzo nie zmieniło, mimo że zacząłem szczególnie prosić i ponaglać i doszliśmy do etapu gdzie mi się już nie chce … nic. Na tą chwilę nie chcę z nią sexu uprawiać, mam do niej spore uprzedzenia, nie wiem czy ona może ze mną nie jest lub nigdy nie była szczęśliwa, nie wiem czy to w ogóle ma sens. Na tę chwilę nie odzywamy się za bardzo do siebie i czasu nie spędzamy razem, bo nie mogę na nią patrzeć … wiem, że jakbyśmy dłużej w jednym pomieszczeniu siedzieli to nie wytrzymałbym i wyrzucałbym jej wszystkie swoje żale i uprzedzenia. Na tę chwilę najbardziej boli mnie fakt, że … ona świadomie nie chciała zrobić czegoś tak prostego i podstawowego w związku jak inicjowanie odrobiny intymności między nami … nawet a może zwłaszcza w momencie, gdy od lat jej biłem na alarm i mówiłem jej wprost, że coś się musi zmienić, że ja czuję, jak we mnie się coś powoli po tych wszystkich latach zmienia i boję się tego, co będzie dalej, jeżeli nic z tym nie zrobimy. Obecnie jedyne co od niej słyszę to, że powinniśmy razem iść na terapię … z czym ja się zgodzić nie mogę … po pierwsze to już mi nie zależy za bardzo, aby to ratować … skoro jej nie zależało na tyle, żeby ze mną do łóżka pójść raz na jakiś czas, aby nas ratować to czemu ja mam iść na terapię ? Poza tym … nadal uważam, że nie we mnie leży / leżał problem … czemu ja mam teraz iść na drogą terapię, skoro problem jakiś ewidentnie jest w niej do mnie … poza tym absolutnie nie wierzę, że przegadam z kimkolwiek temat, by było na tej terapii cokolwiek i na koniec stwierdzę „ok, faktycznie, już się na nią nie denerwuję, nie mam już żadnej traumy z tym związanej i dam jej kolejną drugą szansę” – uważam że za dużo już dostała „drugich szans” gdy przez lata ją prosiłem o jakąś zmianę. Ehhh miałem opisać po krótce sytuację a się rozpisałem nieco dłużej ... mimo że i tak jest to mocno skondensowana wersja. Sam post na koniec zamienił się w "wylewanie żalów" jak sam po sobie teraz widzę, ale jak o tym pisałem i sobie to w głowie odtwarzam i przypominam to krew się we mnie gotuje że może się to teraz tak skończyć, że my sie możemy tak skończyć ... Będę wdzięczny za jakikolwiek feedback ... póki co wszystko widzę ze swojej perspektywy, może czegoś nie widzę nie dostrzegam ...
3 odpowiedzi
Czy możliwa jest neutralna relacja po zakończeniu znajomości? Historia przyjaźni i emocjonalnego zaangażowania
Witam, chciałbym podzielić się historią koleżenstwa z koleżanka niestety ze smutnym i chaotycznym finałe. Mimo, że mineły 3 miesiące ja dalej w tym siedzę emocjonalnie. Poznaliśmy sie na forum randkowym. Podkreslała ze jest osoba aseksualna i nie szuka zwiazku tyko kogos na piwo/rower. 4 pierwsze miesiące to rozmowy codziennie. W pierwszej fazie zajmowało nam nawet kilka godzin to odpowiadanie na sciany tekstu... Mieliśmy sporo wspólnych tematów oraz zainteresowań. okej później od 3 miesiaca spotkania raz na tydzień, wielogodzinne rozmowy. W listopadzie coś we mnie peklo, pierszy raz nie odpisała na drugi dzień ale napisala ze wie o tym i nie moze sie zebrac. przed wyjazdem do UK powiedzialem jej ze chyba coś do niej czuje. Ona ze ona chyba nie byłaby w stanie nic poczuc, miała łzy w oczach i bała sie że kolejna znajomosc sie sypie. Uspokoiłem ją, postanowiliśmy byc koleżenstwem. Dalej pisaliśmy prawie codziennie. Pozniej co 2 dni, co 3, a w końcowym etapie co 4-5. Mówila ze miewa epizody ludowstrętu, jest introwertyczką (to wiedziałem od początku), nie ma wielu znajomych. Rozmowy niby wygladały podobnie ale ona juz nie inicjowała wyjśc. Coraz częściej pojawiał sie brak czasu lub złe samopoczucie. Narzekała że nie ma planow na nic, że wszystko ją wkurza. Tego roku w lutym znowu poczułem że może się oddala i spotkaliśmy się. Ja jej powiedziaęem ze widzę ze się oddala. Ona powiedziała że miała bardzo ciężki okres, wie że mogła być oschła i chłodna. W panice powiedzialem że ją kocham. Ona myślala że mi przeszlo i ze musi pomyślec czy ona teraz chce to ciągnąć. Kilka dni później napisała że nie widzi tego że ja sobie z tym poradzę, dalsza znajomosć byłaby niekomfortowa dla niej i musi to zakonczyć. Podziekowała za wspólny czas i życzyła znalezienia kogoś kto odwzajemni moje uczucia. Po tym wszytskim spanikowalem , chciałem wyjaśnic, pogadać. Ona nie chciała. Dzwoniłem 10 razy , nie odebrała. Napisałem ostatnia wiadomosc zeby nie zamykala drzwi do relacji koleżenskiej, ze jak mi przejdzie to napiszę. Odczytała to lecz nie odpowiedziała. W kwietniu (2 miesiące od zakończenia) napisalem neutralną wiadomość, nie odczytala nawet. W impulsie tydzień później napisalem do jej brata, podjechalem pod jej dom. Oczywiście nic to nie dalo. Żałuję że to zrobilem. Nigdy wcześniej nie czułem takiej straty. Już nie chodzi o głebsze uczucia tylko o stratę koleżanki z którą miałem najlepszy kontakt it mnóstwo wspólnego. Teraz minął miesiąc od moich impulsów i ostatniej próby kontaktu. Brakuje mi rozmów z nią ale wiem, że jedyne co mogę teraz zrobić to uszanować jej decyzję. Łącznie znajomość twała 1.5 roku. Zamierzam lokalnie poszukać psychologa żeby pomógł mi to jakoś poukładać w głowie. Czy po takim czymś chociażby neutralny kontakt w przyszłości jest możliwy czy wygląda to na definitywne przekreślenie? Pozdrawiam
6 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!